Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat


MORGHULIS | ŚMIERTELNIK | W SILE WIEKU | 
KRESY PÓŁNOCNE | WOJOWNIK | SYN WRÓŻBIARKI I WIKINGA
KLAN ORŁA | PRZYMIERZE | STRAŻNIK

[...] odszedł zostawiając po sobie zapach palonej siarki i czegoś co można było tylko utożsamić z ludźmi Północy. Jeszcze te parę lat temu mogłabym powiedzieć o nim wiele rzeczy. Był prawym człowiekiem, który z dumą nosił w sercu Klan Orła, wtedy jeszcze nie ukrywał się za kapturem z wilczej skóry, miłował swoją rodzinę, o której teraz zupełnie nie wspomniał. Wieści zza gór mówią, że spalono ich żywcem. W takim razie kto dopuścił się takiego czynu? Jakim cudem chłopiec o twarzy anioła a wzroku diabła przeżył będąc świadkiem całego zdarzenia. Dzisiaj był cichy i tak cisza przerażała mnie. Budziła we mnie emocje, których wcześniej moje serce nie znało. Jego wzrok był wpatrzony w pustkę jakiej ja nie potrafiłam dostrzec. Był ze mną, lecz tylko ciałem. Po głowie plątało się mnóstwo myśli, które tworzyły ciągi nieznanego mi alfabetu. Jeszcze te jego blizny, które nosiły swoja historię. Bałam się spytać, tak samo jak bałam się go tamtej nocy. Z pewnością przychodząc do mnie chciał by nie zadawała niewygodnych pytań. Miał nadzieję, że sama się wszystkiego domyślę i w końcu ułożę tą układankę. Jednak myśląc o tym i popijając ciepłe mleko nadal nie wiem co mam wiedzieć. Troska o niego dobija mnie coraz bardziej a słowa, które ciągle siedzą mi w głowie "Ty i ja, ja i Ty", łamią moje serce. Stają się najostrzejszym mieczem Keroni wykutym ze szlachetnego żelaza. Spoglądając na łoże widzę jak wił się w tej delikatnej pościeli i wykrzykiwał, że zabije wszystkich! To już nie jest moja miłość, moja ostoja i moje życie. Pan mojego najjaśniejszego światła stał się Ciemnością. Wspomnienia i blizny stały się jadem, które zatruwały jego życie. Jad ten jednak nie zabijał go, lecz skazywał go na los pełne strachu, cierpienia i zła. Były to diabelskie łzy, które ja wypiłam z jego duszy. Chcąc ujrzeć to co niewidzialne. Wizja była prosta, krwawy deszcz, wiele nagich ciał a po środku pola walki wylądował biały jak śnieg orzeł. Na jakie brutalności tego świata to dziecię zostało zesłane? Za jakie brutalności tego świata wojownik miał walczyć? Po jakie brutalności tego świata miał przybyć? Te pytania nadal mnie dręczą i będą dręczyć póki moje życie nie zakończy się wiecznym snem. Wiedziałam jedno - to już nie był Eddar, którego znałam. To już nie była moja miłość, moja ostoja i moje życie. Cisza, którą on zasiał nadal tu tkwiła i powtarzała "Wszyscy muszą umrzeć".

Historia Białego Orła | Krew z mojej krwi (w trakcie)| Miecz, topór i strzała
ʠɾʐɥɱɩɛɾʓɛ Ω ȜɡɡɚʆɅ



Wszystko zostanie uzupełnione z czasem. Powiem tylko tyle, że go nie należy lubić...

27 komentarzy:

Zorana pisze...

[Również witam w Keronii. Jeśli tylko uzupełnisz KP o konieczne do wspólnego pisania informacje oraz będziesz miała taką ochotę, chętnie poprowadzę z Tobą wątek :)]

Nefryt pisze...

[Dzięki za uzupełnienie karty. Swoje poprzednie komentarze zaraz usunę i dogadam się z Iskrą, bo nie chciałabym sama usuwać czegoś, co pisała bez pytania.
Masz ochotę na wątek? Prowadzę dwie postacie - Nefryt i Shela. Nie wiem, jak zapatrujesz się na powiązania - dynastia, z której wywodzi się Nefryt pochodzi z Kresów, mieszka tam też jej wuj, więc niby można byłoby pokombinować nad powiązaniem.
Z kolei Shel raz w życiu był na Kresach, więc niby też jakieś możliwości powiązania są. Pytanie, czy w ogóle coś z tym robimy, czy zaczynamy od pierwszego spotkania?]

Szept pisze...

[Hej, nawet nie wiesz, jak miło spotkać nową osobę, która sama wychodzi z propozycją wątku. Wybacz, że dotąd nie powitałam jakoś sensownie pod kartą, chociaż ją czytałam.
Prawdę mówiąc, cieszę się, że wybrałaś Szept, bo nią mi się pisze ostatnio najlepiej, a panowie są raczej dodatkiem do niej. No i po drugie, też kocham jej art – naszukałam się go tyle, żeby w końcu odpowiadała jako tako mojej własnej wizji, ale było warto. Szept nie jest typowym zabójcą, trudno o niej mówić jako o kimś, kto likwiduje wrogów, ale gdyby tę misję w jakiś sposób połączyć z magią, to by się z całą pewnością udało. Czy polubiłaby bądź nie Morghulisa to odmienna kwestia, z całą pewnością ukształtowałby to wątek i podejście twojego pana – bo zazwyczaj w ten sposób kształtuję relacje swoich postaci z innymi. Ich początki z całą pewnością byłyby jednak specyficzne.
Myślałaś o tym, gdzie osadzić akcję – Wirginia, Kresy, Keronia, Quinghena? I kim byliby wrogowie? Widzę tu liczbę mnogą – akurat fajnie, bo to by wydłużyło ich wspólną misję.]

Szept pisze...

[Dziękuję za uchylenie rąbka tajemnicy. Obiecuję nie nadużywać tego w wątku – w końcu, moja magiczka wszechwiedzącą nie jest i o Morghulisie będzie wiedziała tylko tyle, co się dowie na początku i pewnie w trakcie misji xD
Przymierze mówisz? Kojarzy mi się z AC, ale to takie luźne moje skojarzenie.
W takim razie czekam i sprawdzam, czy coś nowego zalinkowane do KP. A potem czytam i pobudzam rozleniwioną upałem mózgownicę do pracy. No i rzecz jasna, bo widzę, że tryskasz pomysłami, jak masz coś do dodania: miejsca, organizacje itp., to do zakładek śmiało można.]

Silva pisze...

[Przywitam się i ja, trochę po fakcie, ale: witam! :) Co by nie owijać w bawełnę, zapytam też w prost: może wątek? Do wyboru jest śmierdzący najemnik i występujący razem zapchlony wilkołak z szamanką.]

Nefryt pisze...

[Wiesz, że wcześniej jakoś nie skojarzyłam podobieństwa? Ale fakt, coś w tym jest, choć wymyślając Nefryt nie znałam jeszcze Gry o Tron.
Pomysł wydaje mi się niezły :) Czy gdyby w trakcie wątku przyszło mi do głowy coś „ode mnie”, będę mogła improwizować? Czy raczej wolisz silniej trzymać się początkowych ustaleń?
Skoro rzuciłaś pomysłem, to ja zaczynam, tak? Podpowiedz mi jeszcze, czy mają spotkać się w Keronii, czy na Kresach? Chyba, że ma ich wywiać w jeszcze jakąś inną część globu? ;)]

Silva pisze...

[Tak się zastanawiałam... najemnik, czy szamanka i wilkołak. Zastanawiałam się nad czymś, czego jeszcze nie było. Niektóre schematy są już oklepane, a i czasami trudno jest wybrać coś zupełnie nowego. Hm... Jeśli to miałoby się dziać w Keroni... Przyszło mi do głowy coś dziwnego i o ile jestem w stanie umotywować to dla Darrusa, o tyle nie wiem, jak Tobie się to spodoba. Pomyślałam o czymś w stylu: musimy dostać się do grupy najemników/bandytów/magów/innych ludziów, zinwigilować/czy cuś. Może być też tak, że mają wspólnego zleceniodawcę. Albo każdy z naszych jest tam w innym celu. Może być też tak, że jeden już tam siedzi, a drugi dopiero się dołącza - to takie ogólne, luźne myśli]

Aed pisze...

[Spóźniona, witam się i ja. :D Podoba mi się KP, ciekawie napisana. I zakładki uzupełniane aż miło. ;) Co powiesz na wątek? Mam pana spiczastouchego włóczęgę, który na Kresach jeszcze nie był i nie zna tamtejszych ludzi - najwyższy czas to zmienić.]

Szept pisze...

[Odchodząc od wątku, ACIII to twoja ulubiona część, a Conor ulubiony asasyn?
Zakładkę nawet podejrzałam wczoraj, że się pojawiła, ale z racji późnawej pory jeszcze nie wykreśliłam zarysu, poza tym, widziałam, że tworzy się coś więcej, a intrygował mnie tytuł zakładki, w której opisujesz uzbrojenie. W bardzo przyjemny sposób kojarzył mi się z Wegnerem i jego „Opowieściami z Meekhańskiego pogranicza”. Nawiasem, w bomby dymne wkradła się literówka i są bomby dumne.
Odnośnie naszego wątku, już daję znać co i jak.
Znaczy się, jestem całkowicie za. Kwestię powiązań Morghulisa (jak pomylę/przekręcę/źle odmienię imię proszę krzyczeć głośno. Zawsze na początku mi się to zdarza, bo jeszcze się wtedy imienia nie nauczę.) z bandą i samą Nefryt pozostawiam tobie, bo nie chcę się tu wtrącać, a widzę, że też nad wątkiem z Nefryt myślicie.
Jak wcześniej wspominałam, Szept zabójcą nie jest. Widziałabym to więc tak, że zostaje dodana/przydzielona na zasadzie potrzebna jest pomoc maga. W związku z tym, mogłaby nawet nie znać całej misji i celów. W ten sposób Morghulis miałby jeszcze na karku nie do końca zadowoloną elfkę. Myślę, że o ile nie masz nic przeciwko, akcję samą zaczęłabym w Keronii, bo to względnie neutralny grunt. Mówiąc zaś konkretnie, sam obóz bądź Królewiec – tam mam związanego z Nefryt innego maga, na zasadzie kogoś, kto by ich poznał ze sobą. Z racji, że mówimy o misji i celach – cóż, można albo stwierdzić, że misją jest wyeliminowanie kilku osób i te osoby rozrzucić po naszym świecie – kogoś do Wirgini, kogoś nawet i na Kresy – wtedy nasz humor by decydował, gdzie się nasza dwójka uda. Można też założyć, że nie zawsze mają za cel zabić – może czasem z kogoś wyciągnąć jakieś informacje, gdzieś przekierować, któryś może być pod ochroną maga, co by wyjaśniało obecność Szept, bądź może być związany z elfami w jakiś sposób, opcjonalnie krasnoludami.
Z tym, że jak mówię, powiązań twojego pana nie znam, tym gorzej mi powiedzieć skąd i dlaczego akurat on. Bo powiązania z Przymierzem? Zgłosił się sam? Czemu akurat te cele i czemu są przeznaczone do likwidacji?]

Silva pisze...

[Albo... Morghulis już sobie siedzi w bandzie najemników, Dar dołącza później. Oboje szpiegują dla swoich powodów. Mor bo lista, Dar bo zlecenie. Nie muszą wiedzieć o sobie. Dopiero potem może wyjść, że mają jeden cel do zlikwidowania. Dar wziął zlecenie bo wciąż jest najemnikiem, kasę, potem się okazało, że zlecenie jest na starego przyjaciela z bandy Charkota (Dar za młodu do niej należał) i dylemat moralny. Pozwolić Morghulisowi go zabić, bo miał go na liście, samemu go zabić i wykonać zlecenie, czy chronić starego przyjaciela przed Morghulisem.
I jeszcze herszt bandy będzie wiedział albo podejrzewał, że ktoś wśród jego ludzi szpieguje i nie jest lojalny - zawsze może pojawić się jakiś test z jego strony, by ich sprawdzić. Jego podejrzenia nie muszą być też prawdziwe.]

Aed pisze...

[Czy Aed mógłby być w coś zamieszany? Ależ naturalnie, to specjalista od ładowania się w kłopoty. Opcja z wrogiem bardzo mi się podoba. Większość wątków, które prowadzę, opiera się na współpracy, więc wiem, co masz na myśli. ;) Tak więc mogą się nie lubić, począwszy od tego, że Aed jest mieszańcem i będzie się upierał, że z żadnymi elfami nie ma nic wspólnego (z Wirginią jego zdaniem pewnie też nie), a kończąc na... no właśnie, tu mamy pole do popisu. Pierwsza moja myśl to dość szablonowy pomysł - Aed ochrania kogoś, kogo Morghulis chce zabić. Ale pomysł nie mój, bo podobny wątek prowadzę z Paeonią. Idąc dalej w tym kierunku Twój pan może dotrzeć do najemnika po poszlakach, szukając swojego "obiektu zemsty" (na przykład Aed ochraniał cel Morghulisa, robota mu nie wyszła, cel jest martwy, a Morghulis chce się dowiedzieć, dlaczego). Choć mam ochotę na coś ciekawszego, dynamiczniejszego, z większą ilością komplikacji, więc to tylko luźna propozycja. Troszkę mnie wyobraźnia zawodzi, bo jestem teraz zajęta i myślami jestem gdzie indziej. ;)
Jutro znikam na dwudniowym szkoleniu, więc może nie być ze mną kontaktu (choć może podłączę się do wifi, okaże się na miejscu). Na wszelki wypadek ostrzegam, że mogę nie odpisywać. :)]

Szept pisze...

[Moim ulubionym asasynem był chyba jednak Altair. Nawet jeśli 1 w porównaniu z pozostałymi częściami była znacznie mniej rozwinięta i miała mocno monotonne zadania. Wystarczy potem porównać przeskok do II czy innych, późniejszych. ACIII lubiłam za realia, podobnie Black Flag, ale to ostatnie … cóż, za bardzo kocham realia pirackie i pod tym względem AC nie bardzo sprostało wymaganiom.
I znowu smęcę, bić po głowie xD
Kilka pytań, mam nadzieje już końcowych ode mnie, no i zaczynamy. Przymierze jest znane. A czy sam Morghulis – mówisz, że się go obawiają, jest więc w równym stopniu znany? Innymi słowy, ludzie (inne rasy też) reagują na niego mówiąc „to ten Morghulis, ten z Przymierza”?
Wczoraj źle coś zrozumiałam. To z cyklu ostatnie pytanie. Zleceniodawcą na Czarownicę byłby Morghulis czy raczej wykorzystałby okazję, że z jakiś powodów chce ją usunąć banda i by się zgłosił do nich? Pytam o bandę, bo wcześniej o niej wspominałaś.]

Szept pisze...

cz.I

okolice Królewca, Keronia

Po obozie nie zostało nic. Zbójcy zniknęli, lecz nie tak, jakby nigdy ich tu nie było. Tam, gdzie stały namioty, trawa była zieleńsza, źdźbła uginały się ku ziemi. Pozostały zwęglone szczapy, pamiątka po płonących wieczorem ogniskach, na których gotowano strawę, pieczono mięsiwo i przy których suszono zmoczone rzeczy. Miejsce, gdzie uwiązano konie, znaczyła wyjedzona trawa i tkwiące w trawie odchody. Gdzieniegdzie leżały, porzucone rzemienie, kawałki skóry czy zwinięty papier, śmieci, których nikt nie zebrał, już nieprzydatne.
Oni pozostali.
Piątka, których wyznaczono. Jeden nawet nie był z bandy, chociaż to na niego najczęściej kierowały się spojrzenia pozostałych. Czasem towarzyszyły temu szepty i ostrożna wymiana spojrzeń. Wszyscy oprócz niej byli ludźmi. Uzdrowiciel, dwóch wojowników, z których jeden dużo bardziej przypominał złodziejaszka czy też łotrzyka. No i ten obcy. Nie jej było pytać, skąd się tu wziął i dlaczego akurat teraz. Sama miała swoje tajemnice, sekrety ukryte nawet przed Nefryt. Ludzie, którzy coś ukrywają bywają dziwni, niezwykle podejrzliwi – wszak tak przywitano ją, gdy pierwszy raz pojawiła się w bandzie. Już nie patrzono na nią z taką podejrzliwością. Kilka starć udowodniło, że nieważne, czy się ceni magię, czy jej lęka, jest przydatna. Usunięcie maga z szeregów byłoby więc objawem czystej głupoty. A kiedy pozbyła się elfiej wyższości i dumy, kiedy spojrzała na ludzi innymi oczami, oni w ten sposób spojrzeli na nią.
Docenili się nawzajem, akceptując takimi, jakimi byli.
W wybranej grupie magiem była tylko ona. Uzdrowiciel wykazywał jakieś zdolności ku kształtowaniu świata wolą, niemniej ograniczały się one głównie do leczenia pomniejszych, mniej poważnych ran. Magia uzdrawiania była tą dziedziną, w której sama poruszała się na ślepo, po omacku niemalże, lecz mieszkając w Ataxiar, miała styczność z prawdziwymi mistrzami tej szkoły, przy których zdolności człowieka mogłyby uchodzić za kuglarskie sztuczki. Ona wolała pozostać przy ziołach. Te nie szkodziły, przynajmniej jeśli nie przekroczyło się zalecanej dawki i pamiętało o ich współdziałaniu ze sobą, nie zawsze korzystnym dla pacjenta. Nieumiejętnie użyta magia uzdrawiania może zaszkodzić – pierwsza i jak na razie ostatnia zasada, jaką wpoił jej Wilk.
Ich wierzchowce czekały obok, spokojnie skubiąc trawę. Po zachowaniu zwierząt można rozpoznać, czy okolica jest bezpieczna. One pierwsze wyczują. Teraz końskie uszy wyrażały jedynie ciekawość i rozluźnienie, skierowane jedno do przodu, drugie bardziej ku tyłowi, łowiły dźwięki otaczającego ich, dającego odrobinę chłodu i cienia lasu.
Słońce jeszcze nie było wysoko, a już dało się odczuć, że ten dzień będzie należał do upalnych. W takie dni powinno się położyć w cieniu, nad strumieniem, gdzie chłodna woda złagodzi lejący się z nieba żar.
Oni mieli wyruszyć w podróż.
Przywódcą mianowano tego, który wyglądał jak typowy wojownik, łącznie z pokaźną muskulaturą i długim, czarnym wąsem. Ten przywódca, ktoś z zewnątrz, zbyt często oglądał się na Kresowczyka. Ten z Przymierza, tak o nim mówili.
Wyglądało na to, że to on będzie nieoficjalnym przywódcą wyprawy.

Szept pisze...

cz.II

- Powinniśmy ruszać. – Podniosła się cicho, lekko jak na elfa przystało.
Ludzie siedzieli w kręgu, obradując między sobą. Głosy to cichły się, to unosiły, gdy poniesieni gniewem, nie zgadzali się ze sobą.
Gniew bywał naprawdę złym doradcą.
Nie wtajemniczono jej. Odwykła od takiego postępowania po nagłym wyniesieniu, jakie na nią spadło. Nie było to jednak coś, czego by nie przełknęła. Nigdy nie nadawała się na najemnika, kupionej i ślepo podążającej za rozkazami. Miała własne zdanie, własny sposób wykonywania zadań i własne sumienie, z którym nie zamierzała pozostawać w niezgodzie.
Ludzie jednak nie musieli o tym wiedzieć.
Nadal się kłócili. Na jej słowa tylko uzdrowiciel podniósł głowę, niemal przepraszająco. Drobny blondynek, w którego żyłach, bardzo dawno i niezwykle rozwodniona, mogła płynąć elfia krew. Równie dobrze mogła to być też nieznana jej narodowość bądź plemię. Pozostali nie zareagowali. Brakowało, by jeszcze nim wyruszą, pobili się między sobą. Brak zgodności uderzał na odległość.
- Zanim jeszcze tak nie sadzi… - mruknęła, tym razem do siebie, ślizgając się wzrokiem po polanie.

[Nie byłam zdecydowana, od jakiego punktu zacząć. Mam nadzieję, że ci to odpowiada. Pomyślałam, żeby zacząć od początku, bo tak najprościej i nie trzeba wyjaśniać tak wiele w rozmowach między autorami – typu, co się dotąd wydarzyło, kto i jak zginął, co wiedzą. A resztę i tak ukształtuje wątek. Trochę narzuciłam skład ekipy, w razie czego czuj się wolna zmieniać, czy to profesję, płeć, czy rasę. Tej ekipy nie opisałam szczególnie dokładnie, bo chciałam też tobie zostawić pole do popisu i ingerencji. Postacie wymyślone na poczekaniu, więc akurat, by je zabić.
Przepraszam, nie ma tu bardo dużej integracji między postaciami, ale nie lubię narzucać drugiej stronie co robi i jak zachowuje się jej postać. Jak zaczynam, wolę po prostu przedstawić moją i poczekać na coś podobnego drugiej strony, nie zaś od razu przechodzić od wpadli na siebie. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza.]

Silva pisze...

[W zasadzie podejrzenia to rzuciłam tak o, dodatkowo. Ale jeśli spodobał ci się pomysł z jednym celem, a rożnym postrzeganiem tego, jak go zabić, to mogę zacząć wątek. Co ty na to?
Nie wiem jak Morghulis, ale mam zamiar Dara dołączyć do bandy jako nowego członka; ot przykrywka do wykonania zlecenia]

Szept pisze...

- Cisza!
Cisza zapadła po chwili, jednak odezwanie się zabójcy, bo taką profesją parał się osobnik z Kresów przedstawiający się jako Morghulis okazało się dużo bardziej skuteczne niż wypowiedziana przez nią opinia. Spojrzałaby na niego z wdzięcznością, gdyby nie fakt, że to był on. Lekceważący i przeciwników i sojuszników człowiek. Prezentował sobą wszystko to, czego kiedyś nie cierpiała w ludzkiej rasie, całą ich butność, pewność siebie i deptanie cudzych praw. Jakby cały świat należał do nich. Jakby tylko ich racje były prawdziwe i jedyne, a wszystko co inne, było złem. Tylko ich kultura, ich religia. Ich metody walki i spostrzeżenia. Elfy, chociaż dumne i pyszne, przynajmniej trzymały się na uboczu i jedyne, czego chciały, to by zostawiono ich w spokoju.
W każdym razie elfy z Królestwa.
– Czarownica ma rację! Powinniśmy iść, ale ani nie w lewo ani też przez most. Musimy wybrać inną drogę.
- Nie widzę tu czarownicy – prychnęła, wkładając w ten dźwięk całą niechęć. – Mag jedynie sugeruje, by nie tkwić tutaj do wieczora.
- Język wiedźmy to może i ma – podchwycił ten, który podawał się za łotrzyka. Przedstawiał się imieniem Daveth, lecz prawdopodobnie było ono zmyślone tak jak większość jego przygód.
„Pirat” tylko mruknął ponuro, grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniu mapy. Stara, nie uwzględniała kilku wiosek i szlaków, pomimo tego była jednym z nielicznych punktów odniesienia, jakie mieli.
- A co proponujesz, panie z Przymierza? – tu wkradła się odrobina jadu. Morghulis potrafił przerażać, zwłaszcza w chwilach takich jak ta przed chwilą, gdy dawał popis swoich umiejętności, taka postawa, oprócz przerażenia, budzi również zazdrość. Przywódca, czując, że władza wymyka mu się z dłoni albo oddaje ją bez słowa sprzeciwu, albo desperacko stawia się, usiłując ją zatrzymać.
„Pirat” należał do niezdecydowanych głupców. Najpierw sam niemal ogłosił zabójcę przywódcą, potem miał pretensje, że nikt go nie słucha, a jego ludzie oglądają się na członka Przymierza.
- Nie potrzebne nam ani szlaki, ani mapy. Naszego maga widziano w zamku Duor i w jego okolice powinniśmy dotrzeć. Nie rzucając się w oczy – zamiast Morghulisa, odpowiedzi udzieliła kobieta. Niektórzy płeć piękną traktowali jako dodatek, kucharkę i zielarkę na wyprawie. Ta kobieta od początku pokazała, że nie taka rola jej nie odpowiada. Wtrącała się zawsze, kiedy miała coś do powiedzenia, krytykowała i udzielała rad, nie pytając, czy się to komukolwiek podoba. – Przyszło wam do głowy, że wcale nie musimy trzymać się drogi?

[A ja miałam wrażenie, że opisy wyjątkowo mi zwykle nie idą i właśnie tej plastyczności im brakuje. Także naprawdę się cieszę, że tak je odbierasz. Co do Szept i czarownicy – ja przyjmuję, że wiedźmy to coś o kilka klas niższego od maga pod względem poziomu i zaklęć itp., ale wiadomo, tu dochodzą różnice kulturowe (zresztą, podobnie nie lubię czarodziejka, bo mi się dziwnie kojarzy) i np. na Wedze maga mogą nazywać czarownikiem i dla nich to to samo. Jeśli chodzi o magię, dla mnie rodzaj męski tutaj – czarodziej, czarownik brzmi dużo lepiej niż żeński: czarodziejka, czarownica. Choćby dlatego używam określeń mag, magiczka bądź magini – ale to już kwestia mojego gustu. Szept pewnie poczuła się wkurzona czymś takim, bo to ona (zresztą, ona pewnie nawet nie skojarzyła, że czarownica może tyczyć się jej urody, a odniosła to do umiejętności magicznych), ja tam urażona nie jestem. Rozróżniamy w końcu postacie od nas, nie? :P I brońcie bogowie, nie bierz do siebie tego, co Szept myśli o postaci zabójcy. W końcu, nie muszą się od razu lubić i cenić.
W razie czego podsyłam mapę KK mapa Oni są w okolicy Królewca, to stolica, więc będzie podkreślona. Zamek Duor jest… mniej więcej jak się dwie duże rzeki łączą. Podpięłam się pod net z telefonu, więc wszystko niedokładne, bo wolniej mi działa]

Szept pisze...


Pagórek nie był wysoki, za to stromy. Piaszczysta, wapienna gleba obsypywała się spod nóg wierzchowców. Ten i ów przystawał, nie dając sobie rady i jeździec musiał zsiąść z jego grzbietu, by poprowadzić rumaka. Podjazd był tylko z jednej strony, wydeptana ścieżka wiodąca na sam szczyt ruin. Były tu od dawna, tak dawna, że w całości zlały się z krajobrazem. Nawet nie pamiętano, kiedy powstały, częściowo porosłe wijącym się bluszczem i porastającym kamienie mchem. Deszcz obmywał krąg ruin, wiatr siekł z boku, czasem niosąc ze sobą śnieg, innym razem otaczały go opary mlecznej, gęstej mgły.
Zahir wszedł na wzgórze jako jeden z pierwszych, gniadosz nie potrzebował nawet zachęty, mniejszy niż pozostałe konie i pochodzący z Wielkich Równin, radził sobie lepiej niż ciężkie konie w typie zimnokrwistym i lekkie, czystokrwiste dzianety. Dosiadająca go magiczka przerzuciła nogę nad końską głową, ześlizgując się z jego grzbietu z elfią gracją, lądując na lekko ugiętych nogach.
Wzgórze dawało im przewagę i większe pole widzenia. Jednak i oni byli przez to znacznie bardziej widoczni, wystawieni jak na talerzu. Ogień płonący na wzgórzu i dym byłyby widoczne z większej odległości.
Widzący więcej, sami byli w ten sposób widziani.
Niewątpliwym plusem była lokalizacja. Znacznie gorzej zaskoczyć kogoś, kto usadowi się na górze i pilnuje, wystawia straże w oczekiwaniu na atak. Nawet gdyby ich zaskoczono, gdyby któryś ze strażników przysnął, ona miała własnego strażnika.
Corvusa.
Kruczy chowaniec miał tę zaletę, że w przeciwieństwie do swych pierzastych braci, widział równie dobrze za dnia jak i nocną porą.
Obserwując, jak rozkładają obóz, zbierają drewno na ognisko i rozkładają koce, czuła niepokój. Nikt nie mówił o czekającej ich misji. Prawie jakby ją lekceważyli. Zakonnicy byli może zepsuci, ale wiedziała z doświadczenia, że nie są łatwymi przeciwnikami.
- Będę czuwać jako pierwsza – oznajmiła głośno, przypominając o konieczności wystawienia straży, ale i lekko napominając. Ktoś powinien czuwać po niej.
- Morghulisie, czuwaj z nią, żeby nie usnęła – „Pirat” przypomniał sobie o tym, że tutaj dowodzi. Nie w czas i nie w porę, przynajmniej według zdania elfki. Jakby wcześniej nie podróżowała samotnie i nie musiała dawać sobie rady. Jakby fakt, że jest magiem sprawiał, że sobie nie poradzi.
Poradzi znacznie lepiej niż wojownicy.
- Nie musisz ze mną czuwać – neutralny ton i spojrzenie skierowane w ogień towarzyszyły tej wypowiedzi. To był jeden z nielicznych razy, gdy odezwała się wprost do niego. – Wiem, co znaczy stać na straży. Nie usnę.
Prawdopodobnie jednak, pomyślała z rezygnacją, zabójca nie zamierzał uwierzyć jej na słowo.

[Czekaj, mówisz Władca Pierścieni? Ja bym miała nie wiedzieć, o co chodzi? Czy nie przypadkiem tam książkowy Aragorn odśpiewał poemat o Berenie i Luthien, podczas gdy pierwotna prośba była o poemat o Gil-galadzie? Jedno ze wzgórz, zdaje się Amon… tylko nie pamiętam, które… Amon Sul? Wchodzisz na niebezpieczny grunt, odzywasz się do fanatyczki twórczości Tolkiena. ]

Silva pisze...

I.
Darrus wziął to zlecenie, ponieważ nie miał nic innego do roboty. Zadanie było proste: przeniknij do bandy najemników, znajdź cel, rozpoznaj sytuację i zabij tak, aby nie pozostawić śladów; najemnik, którego miał zabić nazywał się Żmij, a zleceniodawca za jego śmierć oferował cały, pękaty mieszek srebrnych monet. Nie można było przegapić takiej okazji. No więc Brzeszczot zapakował to, co uznał za potrzebne, znalazł odpowiedniego konia, który nie zrzuci go na pierwszym zakręcie i wyruszył w drogę. Informator mówił, że człowiek, którego szuka jest zbójem w bandzie Kudłacza; bandyty, który dorobił się na rabowaniu kupieckich wozów. Najwyraźniej okradanie trochę mu się znudziło, skoro od kilku lat oferuje swoje miecze i pięści do wynajęcia na każdą robotę, byleby zapłata była godziwa i cieszyła oko. Kudłacz ze swoimi psami, według słów informatora, rozbił obóz na wschód od miasteczka Nyrax, w okolicach rzeki Sowelu. Miał tam zostać przez jakiś czas, liżąc rany po ostatniej jatce, jaką urządził całkiem dobrze broniącym się rybakom znad jeziora Peverel. Cóż, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli.
Tam miał odnaleźć ich Brzeszczot i to właśnie zrobił. Tylko, że Kudłacz nie ucieszył się na myśl o dodatkowej gębie do wyżywienia i dzielenia łupów. Gdyby nie Zolt, miałby mały problem z włączeniem się do grupy. A tak to stał i słuchał rozmowy, która miała zadecydować o jego dalszym losie; pozwolą mu dołączyć, czy nie?
- Szefie, to dobry najemnik. Ubić potrafi, roboty nie spartoli, z kufla pociągnie, a i z dziewką się zabawi. Jak trzeba to i w mordę przywali. Słuch ma dobry. Tylko miecza mu do łapsk nie dawać, bo się zabije. Za to w pięściach dobry, uczony tak do walki.
Darrus stał na zewnątrz, pilnowany przez gburowatego rzezimieszka i przysłuchiwał się rozmowie toczonej za materiałem namiotu. Ten, który go zachwalał to Zolt, nazywany Żarłokiem przez swój wilczy apetyt. Dar znał go jeszcze z czasów, gdy obaj należeli do bandy Charkota; nieistniejącej już grupy najemników, która zyskała sobie sławę i szacunek. Po śmierci ich przywódcy każdy rozszedł się w swoją stronę; większość z nich już dawno nie żyła, niektórzy wycofali się z zawodu, a jeszcze inni znaleźli nowe zajęcie. Dar do tej pory miał kontakt tylko z Milczkiem, strażnikiem w portowym mieście Ilunie, na Wirgińskim Bucie. Zawsze sądził, że nie spotka już nikogo z bandy Charkota, a tu dziwka Fortuna zmieniła jego myślenie. Żarłok! Stary druh, dawny przyjaciel, z którym ramię w ramię walczyło się i próbowało nie dać zabić. Głodomór, któremu ciągle było mało. Charkot zawsze klął na jego apetyt, ale nie mógł zaprzeczyć temu, że Zolt władał włócznią jak nikt inny w ich grupie. Minęło sześć lat odkąd się rozeszli. Dar nie spodziewał się, że w bandzie rabusiów znajdzie dawnego przyjaciela. Świat czasami bywał naprawdę maleńki. Szczęście, że jego celem był Żmij, kimkolwiek tutaj był, choć nazwa podsuwała mu do głowy obraz mrocznego maga.
- I zachciało mu się do nas, co? Pięknie kurwa, kolejny łapserdak, co liczy na łatwy zysk. Gdzie żeście się poznali, co? - Kudłacz, ochrzczony tak ze względu na gęste, czarne włosy i taką samą brodę, był wysokim mężczyzną w kwiecie wieku; krzywy nos musiał mieć kilkakrotnie złamany, a i nożem pewnie mu się dostało, sądząc po cienkiej bliźnie biegnącej przez policzek.
- U Charkota.
To zdanie zadziałało jak magiczne zaklęcie; Kudłacz stracił ten krzywy, niezadowolony grymas na twarzy; zastąpiło go zaś coś, co wyglądało jak parodia uśmiechu. Mężczyzna się zainteresował. Wiedział kim był Charkot i kim byli jego ludzie, a to wystarczyło, by zwęszył zysk.
- Kiedy do nich przyszedłem, on już tam był od trzech lat, a ledwie co mleko spod nosa mu zeszło. Podobno dołączył jako dzieciak.

Silva pisze...

II.
- Dobry jest, co? - Kudłacz lubił kończyć swoje wypowiedzi, nawet stwierdzenia, prostym ‘co’.
- Jak każdy u Charkota. Mieczem to se nogi poodcina zanim kogoś sieknie, ale w pysk da jak mało kto.
- Powiedz tej swojej łazędze, że jak nie ma namiotu, będzie spał na trawie.
Żarłok gorliwie pokiwał głową i czmychnął z namiotu nim Kudłacz się rozmyślił. Kiedy wyszedł, jego twarz owiał przyjemny, poranny wietrzyk. Słońce ledwie co wzeszło, wciąż wisiało nisko nad światem. Od rzeki ciągnął przyjemny chłód, a obóz pomału budził się do życia. Kilkanaście namiotów rozstawionych nad wodą, dogasające ogniska, które na wieczór trzeba będzie rozniecić. Kuchcik już latał dookoła kotła, szykując śniadanie dla szesnastu chłopa. W którymś namiocie pojękiwał ranny człowiek, pocieszany przez uzdrowiciela. Wszędzie wokoło rozbrzmiewały dźwięki towarzyszące budzącym się najemnikom.
- Cał…
- Słyszałem. W mordę dam, ale mieczem jeszcze niczego sobie nie uciąłem! - Dar wstał z klęczek, przeciągnął się, ziewnął i złapał za wodze swojej kasztanki. Czerwone włosy miał w nieładzie, a rzemyk, który je wiązał już dawno leżał gdzieś w trawie; pośród kosmyków zaczepione miał drewniane koraliki i sowie pióra. Był wysokim mężczyzną, o przyjemnej dla oka twarzy; dziedzictwo elfiej krwi, która płynęła w jego żyłach, zmieszanej z ludzką. Był mieszańcem, ale w niczym więcej nie przypominał elfa. Mocniej zbudowany, stał tak w lnianej koszuli, skórzanej kamizelce, spodniach co by nie latać z pośladkami na wierzchu, w podkutych buciorach i z karwaszami na przedramionach. Przy pasie miał sztylet dziadka, sakiewki, na kołnierzu zapinkę w kształcie sowy, a pod koszulą matczyną gwiazdę, w uchu zaś, jak mężczyźni z zachodnich plemion, zaczął nosić koraliki. Jego oczy w kolorze miodu spojrzały na przyjaciela. - Mam namiot - poklepał jeden z worków zawieszonych przy siodle kasztanki. Dobrze, że o tym pomyślał.
- To chodź, pokażę ci twoje miejsce w szeregu - śmiech Żarłoka był chrapliwy, jakby całe życie palił fajkowe ziele. - A potem gorzała i będziesz się spowiadał, co tu robisz!
Mocne klepnięcie w Darowe plecy, przypomniało mu jak silny był Żarłok. Kiedy się pozbierał, dobrze wiedząc, że nie wybije przyjacielowi kilku kufelków gorzałki z głowy, nawet jeśli powie mu, że to ranek i przed południem nie powinno się pić, wskazał na konika - Trzeba jej zdjąć siodło - chwila zastanowienia - To na głowie też.
- Ogłowie? Młody się tym zajmie. Hej, Juraj! - niski blondyn przechodzący obok, odwrócił się - Zawołaj Młodego, ma konia do zaopiekowania się! Brzeszczot, masz coś cennego? - głową wskazał na juki przy siodle kasztanki.
- Przy sobie. A co? Kudłacz nie ucina paluszków jak Charkot?
- Ciszej, może nie ma twojego słuchu, ale ma ludzi. Jesteś nowy. Będzie cię obserwował.
- Niech sobie patrzy. Chcę tylko zarobić. Gdzie ta gorzałka, i żarcie?
- Chodź za mną. Zjemy coś, pogadamy, ileżmy się nie widzieli? Bydzie z sześć lat…

Karou pisze...

[ Ślicznie witam na blogu ;>
Ja tak delikatnie zauważam coś niecoś z GoT a może to tylko moja wyobraźnia? W każdym razie ciekawa postać zaciekawiło mnie to co jest w karcie.
Więc co? Może jakiś wątek tworzymy? ]

Paeonia

Aed pisze...

[Skoro już idziemy w sprawy sercowe, to możemy zahaczyć i o mojego w tym temacie. Do pobocznych planuję niedługo dodać Mabel. Byli kiedyś razem z chuchrem, ale im się nie ułożyło, więc się rozeszli. Kiedy spotkali się ponownie parę lat temu, ktoś próbował ją zabić. Aed mógłby dorwać tego kogoś i dowiedzieć się, że współpracował on z Przymierzem Dwunastu albo nawet do niego należał (jak wolisz). Mabel nie ma większych problemów z wykorzystywaniem różnych ludzi, więc to bardzo możliwe, że komuś podpadła. I tak mamy Aeda wrogo nastawionego do Przymierza. Potem Aed wpadłby na trop Morghulisa i stałby się świadkiem jego pożegnania z ukochaną. A dalej... dalej zobaczymy. :D Co Ty na to?
I jeszcze jedno - kto zacznie? Ty sporo ustaliłaś, więc mogę to być ja. Chyba że chcesz pisać pierwsza? :)]

Aed pisze...

[Teraz będę kombinować, bo musi mi to pasować do innego wątku. xD Kiedy Morghulis stał się członkiem Przymierza? Bo gdyby to było przed 12 Ś.D., to mogłybyśmy zrobić tak, że po rozstaniu Aeda z Mabel, a przed ich ponownym spotkaniem Ulis próbował ją zabić, a kiedy się ponownie spotkali, on albo jego wysłannik znów próbował pozbawić ją życia (jak tak sobie myślę, mogłoby mu się to nawet udać, byłaby niezła motywacja). M przed śmiercią mogłaby powiedzieć najemnikowi, kto próbował ją poprzednio dorwać. I Aed znalazłby Twojego pana. Dlaczego tak plączę? Bo potrzebuje jakiegoś gagatka, którym mogłabym sterować w innym wątku. :P
Jasne, mogę zacząć. ;) Tylko zejdzie mi się trochę, bo jutro wyjeżdżam i wracam w sobotę. No i nie wiem, jak z weną, bo ostatnio kiepsko. Ale postaram się wziąć w garść.]

Karou pisze...

[ A ja takie tam coś wyłapałam w każdym razie nie ważne ;>
Co do pomysłu podrzucę coś niebawem tylko ogarnę się z całą resztą bo coś sobie narobiłam zaległości.
Więc czekaj albo/i myśl na pomysł który powinien mi wpaść do głowy ;>]

Paeonia

Szept pisze...

- Masz rację, nie muszę…, ale wiem, że w takich miejscach jedna para oczu nie wystarczy.
- Nikt nie mówił, że jest tylko jedna – rzuciła mimochodem, niewiele znacząca uwaga w ustach kogoś innego niż maga, w jej nabierała zupełnie innego znaczenia. Nie była to zaczepka, chęć sprowokowania do ruchu. Nigdy nie wiadomo, nigdy nie można być pewnym, co mag ma na swoich usługach, czy związał ze sobą jakiegoś ducha, upiora, widmo, czy ma obok ciebie demona, kilka powołanych zombie i szkieletów. Przechyliła nieznacznie głowę, przyglądając się siedzącemu naprzeciwko zabójcy, zwykle niesforny kosmyk opadł na czoło, przysłaniając prawe oko.
Siedział naprzeciwko niej, z kapturem nasuniętym na głowę, obszerny strój skrywał umięśnioną sylwetkę, efekt ćwiczeń i treningów. Wojownik, zabójca z Kresów, tak słyszała. Najsurowszy klimat, niełatwy do przetrwania. Miała porównanie z Górami Mgieł, miejscem, gdzie sama wyrosła. Ludzie Kresów, podobnie jak ludzie gór, byli inni. Klimat ich kształtował na trudy i niewygody.
Ten człowiek… Momentami sprawiał wrażenie, jakby wiedział wszystko najlepiej i na innych spoglądał z góry, traktując ich jak nieudaczników i głupców. Momentami miał wrażenie, jakby on tu był nieomylny, a pozostali lepiej by zrobili nic się nie odzywając i schodząc mu z drogi.
Tylko momentami.
Ogień skoczył żwawiej po suchych gałęziach, ognisko rozpalone przez „Pirata” paliło się dobrze, a dobór drzew dawał mniej dymu, trzasnęło i szczeliło.
- To las jak każdy inny – podjęła. – Bardziej obawiałabym się kompanów zbójców niż lasu.
Była dzieckiem lasów i dzieckiem magii. Mówią, że to, co się zna, nie przeraża tak bardzo, jak nieznane. Lasy i magię znała. – Jeśli poczujesz się przez to lepiej, mogę założyć ochronne pieczęcie. Poczuję wcześniej, gdy coś je naruszy. Człowiek, bestia czy widmo.

[Zamarudziłam z odpisem. Wszystko przez to, że wykańczałam mapy i mnie to troszkę pochłonęło. Przepraszam, że kazałam ci czekać i mam nadzieję, że cię to nie zniechęciło do postaci pewnej krnąbrnej magini.
Pojechałam troszkę po opisie Morghulisa, mam nadzieję, że nie dałam plamy. Nie bierz też do siebie własnych myśli elfki. W końcu, nie od razu muszą się lubić, a ona też go nie zna, nieomylna też nie jest.]

Aed pisze...

[Jeszcze jedno szybkie pytanie, bo zapomniałam o czymś. Gdzie Aed ma "przyłapać" Morghulisa na pożegnaniu z ukochaną?]

Nefryt pisze...

[Zaczęłam nasz wątek. Przepraszam, że tyle czekałaś. Jest w miarę neutralnie, liczę, że dogramy się w trakcie wątku ;)]

Z nieba lał się żar. Wytchnienia nie dawały ani drzewa, w południe w ogóle nie rzucające cienia, ani woda, którą co chwilę popijałam z bukłaka. Smakowała jak ciepła, gęsta zupa. Była obrzydliwa, ale wizja gardła wyschniętego na jeszcze suchszy wiór była jeszcze gorsza. Łąki zmieniły się w ścierniska, trawa skrzypiała smętnie pod końskimi kopytami. W Keronii dawno nie było takiej suszy. W miastach sytuacja przedstawiała się jeszcze gorzej, bo do palącego z nieba żaru dołączał smród spoconych ludzi, odór rynsztoków, z których wyparowały wszelkie pomyje, ukazując pływające w nich dotychczas ciała stałe i klaustrofobiczny tłok, szczególnie trudny do zniesienia dla kogoś, kto od lat żył w lesie, za towarzyszy mając tylko ciągle tych samych kilkudziesięciu ludzi, drzewa i zwierzęta. Wjeżdżając do miasta, odwiązałam nawilżoną wodą z bukłaka chustę, którą zawiązałam sobie na głowie, by ochronić się przed palącym słońcem i osłoniłam nią usta i nos. Obawiałam się, że jeszcze chwila w tym zaduchu i zwymiotuję.
Pół godziny później dotarłam do karczmy „Dwa miecze”. Uchodziła za jedną z bardziej plugawych w Demarze, ale miała jedną niewątpliwą zaletę: jej właściciel był człowiekiem oddanym kreonijskiej sprawie i jednocześnie moim znajomym. Wprowadziłam wierzchowca do będącej nieodłącznym elementem karczmy niewielkiej stajni. Rozkulbaczyłam go, wprowadziłam do boksu z przygotowanym sianem i wiadrem pełnym wody. Chwilę później weszłam do samej karczmy, w której umówiłam się na spotkanie z nim.
Nie widzieliśmy się od całych miesięcy, mimo to liczyłam na jego pomoc. Był jednym z najlepszych wojowników, jakich znałam, w dodatku miał kontakty. Zdecydowanie wolałam zdać się na jego pomoc, niż zupełnie obcego najemnika. Z drugiej strony… nie miałam nawet pewności, czy przyjdzie, czy wiadomość, którą do niego wysłałam, rzeczywiście dotarła.
Zajęłam jeden z mniejszych stolików w tyle sali. W całej karczmie było duszno, ale tam przynajmniej siedziało mniej ludzi. Zamówiłam danie na zimno i wodę (ustalenia przy piwie to często złe ustalenia). Pozostawało czekać. Zamierzałam posiedzieć tu do szesnastej, czyli jakąś godzinę. Jeśli Morghulis się nie zjawi, zacznę rozpytywać o jakiegoś dobrego najemnika.

Nefryt pisze...

[Hej! Pod notką z ogłoszeniem wyraziłaś chęć udziału w pisaniu zespołowej notki. Jako, że jesteś w drużynie ze mną i z Zoraną, a pomysł dla naszej trójki już się pojawił, mam pytanie - czy dalej chcesz brać w tym udział?]

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair