Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat





 od Nefryt
Podobno najlepsze życzenia składają weseli,
Śmiali i towarzyscy, ci którzy nie pamiętają,
Kiedy coś stracili, kiedy zmartwienie mieli.
Ja jestem dzisiaj smutna, niezorganizowana
To pewnie dlatego ta forma, te słabe rymy.
Nie wiem, jak zawsze, czego mam życzyć,
Może, zwyczajnie, lepszej niż moja miny,
Zdrowia, które z życia korzystać pozwoli
Jak chcesz, może trochę wolności, a może
Opieki. Może człowieka, co ze swojej woli
Będzie przy tobie bezinteresownie. A dalej?
Poczucia humoru w ilościach obecnych i
Weny do żartów oraz prozy, poczucia że
Twoja cześć świata me sens w szare dni.


od Isleen
od Iskry
Wszystkiego najlepszego.
Sto lat, mało zmarszczek i energii do pracy, zapału do wątków.
 Zdrowia, bo to zawsze liczyło się najbardziej,
pieniędzy by żyć w świętym spokoju
i pośladków na miarę tych najemnikowych.
Innymi słowy: Zdrowia, szczęścia, pomarańczy,
niech ci Darrus nago tańczy!


od Aeda 


od Aeda i Zorany
Razem z Zoraną załączamy spóźnione pozdrowienia z Rzeszowa,
przez który przejeżdżałyśmy, próbując dostać się w góry. :D


od Zorany
Na sygnał rozchylić papierowy woreczek i rzygać celnie. Tenczom, rzecz jasna.


od Szept
Midar zdrowie twoje pije,
Los sprzyja, może go to nie zabije.
Odrin ci skarpetkę Jaruuta podsuwa,
oczkiem przy tym do cię mruga. 
A ja składam ci życzenia:
Niech ci szczęście dopisuje,
książek do czytania nie brakuje.

 Paczka została wysłana i jak mi wykrakał Corvus, odebrana.
Nawet gnomy dorzuciły coś od siebie dla Ciebie.
Moje plastyczne wypociny nie nadają się do publikacji,
masz tu inne wypociny, które zamiast gnić w szufladzie
ukazują się tutaj ze specjalnej okazji.
By być uczciwą powiem, że masz i Iskry wkład.


Motyw przewodni – Prezent
   W dzień targowy różne słyszało się rozmowy. Przekupka donośnym głosem swe kurczaki chwali, że to żywe, żółte, zdrowiuteńkie, chowane ekologicznie, na gnoju i zielonej trawce. A że błonę między łapkami mają, toż to taki gatunek. Dziób spłaszczony, toż to taki urok! A że matka, ojciec kaczy, ino dzieci kurze, jak matkę i babkę kocha. Nieco dalej grupka dzieci za maminą sukienkę ciągnie, plącze się między nogami, od stoiska ze zwiędłymi warzywami odciąga. Tam, tam na boku są rogaliki maślane świeże, babeczki lukrowane, cukierki, krówki ciągutki i ptasie, prawdziwie ptasie mleczko.
   Powietrze tworzy mieszaninę zapachów. Ostra, przenikliwa woń sprowadzonych z Quingheny przypraw, pieprzu, papryki, imbiru i cynamonu miesza się zapachem świeżego chleba, roztopionego masła i czosnku. Słodkie wypieki kuszą swym aromatem nie tylko dzieci. Ten i ów dorosły przystanął, chłonąc zapachy, rozkoszując się przyjemnością, jakie ze sobą niosły. Dalej, gdzie trzymano żywy inwentarz, woń nie była już tak przyjemna, a rozmowy mieszały się z kurzym gdakaniem, kwakaniem kaczek i chrząkaniem świń, które były głównymi sprzedawanymi tu zwierzętami.
   Gdzieś w tym tłumie przeciskała się piątka wędrowców. Niski, krępy krasnolud w zaplamionym kaftanie i zatkniętą za niego gęstą, rudą brodą robił imponujące wrażenie. Pucołowate policzki, nieco rumiane i czerwony od gorzałki nos nie przyciągały tak wzroku jak zatknięty za pasem topór. Obok niego, jeszcze od niego niższy, kroczył drobniutki człowieczek. Nie tak korpulentny, chudy niczym patyk, z wesoło zatkniętą na głowę niebieską czapką i czerwonym kubraczkiem, w tłumie był tak widoczny jak światło latarni wskazujące nocną porą szlak kupieckim statkom. Szedł radośnie, ochoczo, co drugi krok podskakując jak rozradowane dziecko, oczy mu się śmiały, wszędobylskie, ciekawe świata, usta mu się nie zamykały, gdy komentował mijane stragany, ludzi, zwierzęta, nawet robaczki i rojące się obok zwierzęcych odchodów muchy. Nie próżnowały też i drobne, dziecięcych rozmiarów rączki. Wymachiwał nimi, gwałtownie gestykulując, a jego towarzysze na te dłonie patrzeli z jeszcze większą zgrozą niż na niezamykające się usta. Mały człowieczek swój monolog przerywał tylko w chwili, gdy wpadał na niego zataczający się, obdarty człowiek w luźnej, postrzępionej koszuli, zarośniętej twarzy i podłużnej bliźnie na policzku. Nos miał nieproporcjonalnie duży, kalafiorowaty, przez niektórych określany po prostu mianem ziemniaka. Długie buty zdradzały oznaki zużycia i starości, noszony przy boku kordelas wskazywał na żeglarską profesję, a ulubiony przezeń kapelusz z piórkiem na pozycję kapitana, nawet jeśli samozwańczą. Z przodu tego pochodu kroczyła dumna elfia panna. Drobna, acz wysoka, z ciemnymi, luźno puszczonymi włosami, z zatkniętym za uchem, nieco uschłym już kwieciem melisy i zdecydowanymi, ciemnymi oczami. Heiana zwykle wiedziała, czego chce.
   Teraz w jej głowie panował mętlik.    
   Urodziny Darrusa, już od miesiąca oznaczone czerwonym kółkiem w kalendarzu, zbliżały się nieubłagalnie. Fril dyskretnie, tak że wiedziała o tym cała stolica, planował przyjęcie niespodziankę. Mer wycinała zaproszenia, Starsi wynajdowali coraz bardziej irracjonalne zajęcia dla nieszczęsnego solenizanta, przykuwając uwagę biedaka. Zaangażował się nawet Lucien, usiłując, całkiem nieskutecznie, zabić Darrusa tak, że hyvan pół miesiąca spełnił w pokoju bez klamek. Dla bezpieczeństwa i żeby nie plątał się pod nogami.
  A oni wciąż nie mieli prezentu i nie zbliżyli się ani na krok do jego wyboru. Zdesperowani, napisali nawet do gazetki, jak dotąd bez rezultatu.
   - Kupmy mu szczeniaczka. Zobaczcie, jaki jest śliczny. – Gestem zachęcając ich do zbliżenia się do straganu, kasztanowłosa magiczka przez solenizanta mieniona wredotą uzupełniła ich grupę. W tej chwili na jej twarzy malował się niekłamany zachwyt, lecz nie było w tym nic dziwnego. Szept w taki sposób reagowała na każde zwierzę.
   Śliczna psinka, kundel z dziada pradziada, z zapałem lizała podsuniętą mu rękę, merdając przy tym kikutem obciętego nierówno ogonka tak, że chodził mu cały tyłek. Uszy, szpiczaste, położył po sobie, przylegały płasko do głowy nadając mu jeszcze bardziej niewinny wygląd.
   - Szcza też ślicznie – burknął Midar. – I sra.
   - Apsik! – poparła go Heiana. - On go zagłodzi na śmierć!
   - Szczeniak Brzeszczota?  – zdziwiła się uprzejmie magiczka, ale ustąpiła. Dar nie radził sobie nawet z koniem, co dopiero z psem, niesfornym szczenięciem, które nie słucha nikogo, wszędzie musi wetknąć kosmaty pyszczek i skosztować niemal wszystkiego, a nóż okaże się jadalne. Wolha, klacz najemnika, zrzucała go z siodła przy każdej okazji, a z drogi zbaczała nawet i bez niej i to pomimo protestów i wyzwisk Darrusa. Dziw, że potrafił porozumieć się z sówkami, ani razu nie spadając z ich grzbietu. A to, jak powszechnie wiadomo, nie skończyłoby się tak przyjemnie jak upadek z konia.
   - Nie możemy dać mu rumu? – Garret już od paru dni chodził pijany. W kompanii Midara znalazł towarzystwo do topienia smutków i radości. Nie można było przepuścić takiej okazji i nie wypić za zdrowie Darrusa. Razy dziesięć, bo tylko do tylu potrafił liczyć kapitan.
   - Będzie pijany…
   - Gorzałkę, nie rumu. O, albo miodek Lofara! – Midar pił z Garem, ale wciąż nie zgadzał się z wyższością rumu nad krasnoludzką gorzałką. Miód Lofara był jeszcze w stanie przełknąć, ale to świństwo, którym poili się marynarze z braku wody? A fe.
   - … i śmierdzieć.
   - A może…  - Odrin uniósł paluszek do góry i zamarł, drugą ręką grzebiąc w sakwie. - Skąd to się tu wzięło? – Karzełek trzymał w dłoni kawałek materiału, wymachując nim lekko, rozpoznać w nim można było bawełnianą skarpetę rozmiar XXXL.
   - Nie chcę przeszkadzać czy kogokolwiek obrażać, ale ta skarpetka nie ma pary. Śmierdzi. Ma dziurę na duży palec. Jest używana. I przetarta na pięcie.
   - I za duża. To skarpetka Jaruuta. – To rozwiązało sprawę skarpetki. Dar jej nie dostanie.
   To nie rozwiązywało jednak kwestii zawartości sakiewki Odrina. Towarzysze niebezpodstawnie twierdzili, że jest zaklęta, wszystko się w niej mieściło, od malutkich skarbów po te całkiem pokaźne klamoty. Ich szczęśliwy znalazca nieodmiennie utrzymywał, że nie ma pojęcia, skąd wzięły się u niego. Podniósł, bo ktoś je porzucił, znalazł, zamierzał oddać, ktoś mógł zadeptać albo co gorsza, ukraść. Swego czasu sakiewka ta doprowadziła do furii Jaruuta, mieszcząc w sobie suszone nietoperze Ghorna i bawoli róg samego watażki, gromy na głowę biednego, siwiejącego Mala ściągnęło nagminne gubienie rzeczy przez mieszkańców Mall Resz. Zginęły świeże babeczki, grabie do liści, dziurawa konewka, obcęgi Mala, szmaciana laleczka, księga rachunkowa z karczmy – ta ostatnia razem z długami Midara. Nawet wałek do ciasta! Niezamykające się usta karzełka doprowadziły do pasji cierpliwą, spokojną elfią panią, matkę Brzeszczota, a Rudego najemnika wysłały z powrotem do Sevilli, przekonując, że nie, kowal tu nie mieszka, porzucił nędzną wioskę i poszedł szukać szczęścia w wielkim mieście.
   W tej chwili Odrin przeszukiwał sakiewkę w poszukiwaniu czegoś, co można ofiarować Brzeszczotowi, a było w czym wybierać. Kilka pomiętych map i planów, w tym plan dziwnego miejsca, który przypominał pałac, a który przypadkiem były towarem szczególnie poszukiwanym przez pewne chuchro i depczące mu po piętach Cienie. Był pierścień rodu Raa’sheal, za duży sygnet musiał się zsunąć z palca alchemiczki, był dawno zaginiony diadem elfiego władcy – Wilk powinien go lepiej pilnować, przecież to symbol. Było coś brązowego, pokruszonego, przyjemnie pachnącego… melisa uzdrowicielki. Ta stara, która wymsknęła się z ciemnych kosmków elfki, dostała nóżek i przyszła sama do sakiewki Odrina. Był banan, owoc ten jednak można było rozpoznać tylko po kształcie, przywodzącym na myśl wykrzywione w uśmiechu usta, żółć, zwykły kolor egzotycznego owocu dziwnym trafem zmieniła się na brąz, ale nic to, wszak wszystko się przyda, nie wiadomo tylko kiedy i gdzie. Nie zabrakło skórki jaszczurki, kła wilka… lepiej żeby Wisielec sprawdził, czy przypadkiem mu jednego nie brakuje, małego kamyczka, niebieskiego nefrytu, guzika od płaszcza Cienia, wykałaczki, odłamka zbitego lusterka, w końcu zaś kilku wytrychów i klucza pasującego nie wiadomo do jakich drzwi nie wiadomo gdzie.
   - Dajmy mu pantalony. Takie różowe. Z futerkiem. – Midar uznał, że żaden ze skarbów karzełka nie nadaje się na prezent.
   - Czyś ty na pewno Midar? Nie Lofar? – Heiana przyjrzała się podejrzliwie krasnoludowi. Zamiłowania Lofara do płci męskiej były znane ogólnie i akceptowane, ludność przyzwyczaiła się już do jego ekscesów. Zamiłowanie Midara do garderoby było nowością.
   - Dobrze. Mogą być czerwone. Będzie bardziej…
   - Midar, tu są dzieci!
   - Gdzie? – Krasnolud rozejrzał się i dostrzegł Odrina. Karzełek wzrostu i zachowaniu dzieciaka, podkradał się właśnie do stoiska z ciastkami. On tylko oglądał, skuszony wonnymi zapachami i burczeniem w brzuszku. Naprawdę nie miał pojęcia, skąd to lukrowane ciasteczko znalazło się w jego rączce. To pierwsze, które zdążył przeżuć i połknąć zdążyło już przejść do historii. Całe szczęście sprzedawca niczego nie dostrzegł, zajęty wykłócaniem się z pokaźną babą o cenę bochenków chleba i rzekomą świeżość sprzedawanych przez niego wypieków.
   - Kajdanki? Wiem! Damy mu cytatą babę!
   W zamian krasnolud otrzymał wkurzone spojrzenie uzdrowicielki. To tak jakby Wisielcowi zaproponować, że Silva wystąpi w konkursie na najładniejsze cycuszki, Cień zastał Iskrę z Wilkiem, a Charlotte została druhną na ślubie Wintersa. Jednym słowem: zazdrość. I totalny wnerw. Temat nie do żartów.
   - No, lukrowaną znaczy się.
   - On by wolał coś innego. W futerku – Garret, jako że pijany, nie zorientował się, że rozmowa poszła już dalej, z dala od cycatych panienek i kokardek, futerek na różowych łańcuszkach i pewnych elfek, o których słabości do boskich pośladków było wszem i wobec wiadomo i tylko sami zainteresowani nie mieli pojęcia, jak to ugryźć. Temat, nie pośladki.
   - On za duży na misia – domyślnie zauważyła magiczka. – Wiem, że bywa dziecinny, ale kciuka już nie ssie, a zasnąć bez przytulania się potrafi. Chyba, że jest pijany. Wtedy musi zamiast do łóżka trafić na dwór, podjeść sobie, pogadać od rzeczy i koniecznie uziemić nieszczęsną osobę, która będzie chciała doprowadzić go do stanu używalności.  – To, że przytulaśny misio wolałby panią misiową, do tego całkiem żywą, pozostawało oczywiste. A jako takie nie nadawało się do wygłoszenia przez wredną magiczkę. Dar ze śliczną, biało-czarną pandą, mięciutką, z pluszu, to był widok w sam raz dla wyobraźni elfki.
   - Czasem jeszcze paraduje z kuśką na wierzchu przed waszymi Starszymi – zarechotał Midar, uzupełniając wyliczankę magiczki. Pominął oczywiście, że był to jednorazowy wybryk, tasiemka spodni akurat nie wytrzymała, Brzeszczot nie był sobą po śmierci Iveliosa i co gorsza, nawet nie raczył przyjść na stypę. Stypa w postaci pijanego krasnoluda pilnie potrzebującego wychodka musiała więc przyjść do niego. Midar, gorzałka i słaba głowa to niekończąca się opowieść, z której nigdy nie wyniknie nic dobrego. A jeśli dodać do tego żołądek, który pobudzony gorzałką stwierdza, że ma dosyć, wychodzi z tego poplamiona szata, Starszy przytykający ze wstrętem nos i zarzygane buty.
   - Damy mu środek odchudzający. Przez wasze przygody rośnie mu brzuszek. – Heiana zmieniła temat na bardziej zręczny. 
   - Oglądałaś?
   - Stop. Prezent. Urodziny. Niespodzianka. Skupcie się.
   - Sztylet? – zaproponował Midar.
   - A będzie wiedział, jak go używać? – powątpiewała uzdrowicielka wiedząc, że Dar rzadko korzysta nawet z podarowanego przez ojca miecza, najczęściej po prostu o nim zapominając.
   - Dźgać to on na pewno potrafi. – Garret szturchnął Midara w bok. Przynajmniej taki był zamysł, bo krasnolud niski, to i kapitan nie trafił w bok, a w głowę wojaka. W nagrodę przemytnik otrzymał żartobliwy kuksaniec w brzuch. Tak żartobliwy, że aż zgiął się w pół.
   - Dźgać… oh.
   Szept wzniosła oczy ku górze. Zabrać tę grupę na zakupy. Jedno im w głowie. Równie dobrze mogłaby wybrać się sama. Efekt byłby podobny. A na pewno szybszy.
   Uwagę elfki przyciągnęło jedno stoisko. Już z tej odległości czuła zapach wyprawionej skóry. Pomysł Midara ze sztyletem nie był zły, ale ona miała jeszcze lepszy.
   - Dar jest najemnikiem, tak? Kupimy mu karwasze.
   - Ale to takie… praktyczne.
   Odwieczny problem kupującego. Wybrać na prezent to, co się na pewno przyda, słowem praktyczne i potrzebne czy kupić tak, aby zażartować i zakpić, wyśmiać się i odstawić na półkę, czy też próbować utrafić w gusta solenizanta i modlić się, by tego akurat nie miał. Ponieważ nie zabrali ze sobą jasnowidza, to ostatnie było nieco trudniejsze do wykonania. Wilk miał już katar, którego rzecz jasna nie przewidział, ale wątpliwe, by jego wewnętrzne oko dostrzegło następny. Mógłby więc skupić się na dostrzeżeniu w okowach czasu reakcji Brzeszczota na ten czy ów podarek. Niestety, nie wiadomo dlaczego słysząc, że Heiana i Szept wybierają się na zakupy, władca stchórzył i zaszył się w Domu Narad, udając zajętego sprawami wagi państwowej, które nie mogą czekać ani chwili dłużej. Fakt, że czekały już bity miesiąc i jeden dzień by nikogo nie zbawił wcale się nie liczył. W obliczu takiego braku zrozumienia panie musiały radzić sobie same i zadowolić się czkającym Midarem, ginącym w tłumie Odrinem i pałętającym się Garretem.
   - Wierz mi, te mu się spodobają. Bardzo. - Szeroki uśmiech magiczki mówił jedno. Miała pomysł.
   Chwilę później wspomniana piątka opuszczała przeludniony plac targowy. Wielce z siebie zadowoleni, dławiąc się ze śmiechu, chichocząc. Magiczka pod pachą dźwigała całkiem pokaźne pudełko. Wiadomo, karzełek, przemytnik i krasnolud panowie wzór galanterii, żaden nie kwapił się, by ponieść pakunek.
   - Jeszcze mu Heianę dać w kokardce, zaraz odpakuje – pokpiwał jeden z drugim. Aż by się Devril skrzywił, gdyby arystokrata tu był. Ducha zatrzymał jednak Alastair, posyłając po nowe siodło dla Wolhy, kolejny prezent dla najemnika. Eleganckie, solidne, podobno takie, z którego nawet dziecko nie spadnie. Dar nie dziecko, spaść może, ale prawdopodobieństwo takowego wypadku zostałoby zminimalizowane.
   Midar w kieszeni przemycał czerwoną wstążkę, będzie trzeba ją jakoś Heianie zawiązać, żeby się nie zorientowała. Może poprosi o pomoc Iskrę? Pośladkowa solidarność, furiatka powinna się zgodzić. Zwłaszcza, że Midarowi była winna przysługę po tym jak przegrała zakład odnośnie Ametystu. Ludność podobno miała od razu rozpoznać plotkę i nie wierzyć, że Iskra, Upiór Bractwa, miała się zniżyć do zwykłego naśladownictwa Skorpiona. Ludzie nie okazali się aż tak przenikliwi, a elfi Strażnicy mieli pełne ręce roboty z zawracaniem nieproszonych gości i tłumaczeniem, że nie, Ametyst to nie w tą stronę, Ataxiar to tylko kupa kamieni, granice są zamknięte i nie ma co okazywać biletów na pokaz w przybytku, który nie istnieje.
   Myśleć o furiatce długo nie trzeba było, jak wiadomo, to czego się w danej chwili najmniej spodziewamy, zwykle spada nam na głowy. Tak było i w tym przypadku, choć Iskra na nikogo nie spadła, nie pojawiła się w spektakularnym obłoczku dymu, ale po prostu przepchnęła się przez spory tłumek ludzi okupujących jakiś stragan, nie szczędząc przy tym łokci.
   - Ostatni raz daję ci się na takie coś namówić! - warknęła, otrzepując ciemne ubranie, bo jak to tak, brudny zabójca, brudny mag, toż to nie wypada.
   - Oj nie płacz - burknął elfi władca, podobnie jak Iskra przepychając się przez tłumek przy użyciu łokci - Patrz a tam są różowe... Szept?
   - Różowe szepty? - elfia furiatka jeszcze nie pojęła, obejrzała się odszukując wzrokiem to, co ujrzał elfiak i lekko zesztywniała. Cała kompania z Szept na czele. Czy oni też...?
   Wilk miał podobny problem. Magiczka i Iskra niezbyt się dogadywały ostatnimi czasy, a on się tu z nią szlajał i szukał prezentu dla tego śmierdziucha z dziurą w skarpecie. Właśnie, a może skarpety? I pewnie nikt mu nie uwierzy, że Iskrę spotkał przypadkiem...
   - Szukamy prezentu dla Dara - zaczął jakieś tłumaczenia, zbliżając się do magiczki, ale co jego oczy ujrzały? Garreta we własnej osobie! - Ty! Coś ty nagadał temu od statków! Ja nic nie będę płacił! - i zamiast szukać prezentu, skierował się w stronę kapitana, przecież nikt mu tu nie będzie mówił, że ma zapłacić za coś, czego nie zamawiał ani nie obiecywał.
   - Miałeś szukać prezentu! - zawołała za nim Iskra, trzymając się nieco dalej od grupki. W końcu Wygnaniec, te sprawy, to i podchodzić po co nie ma. Ale bystre oko furiatki dobrze przyjrzało się kompanii i temu co trzymali w dłoniach, pudełko, wstążki, czy inne przedmioty. Umysł zaś zaczął informacje przetwarzać.
   Garret, lubo pijany, dostrzegł, że ktoś tu jest lekko wściekły, gotujący się ze złości i co tu się rozwodzić, skąpy. Nim umysł zdążył obudzić się z letargu, zalatujący gorzałką kapitan pojął jedno. Zagrożenie dla wrażliwych części ciała – bolącej głowy. A że głowa na karku cenna rzecz, chronić ją przed złymi, wściekłymi wilkami trzeba. Najlepszą zaś ochroną okazały się plecy wrednej magiczki, za którymi schronił się dzielny kapitan.
   Dzielny kapitan wybrał nad wyraz dobrze, bo gdyby wzrok mógł uśmiercać, Wilka zabiłby w tej chwili dwie pary kobiecych oczu.
   - Narada była? – naskoczyła na nieszczęsnego jasnowidza magiczka. – Mnóstwo spraw do załatwienia? I nie mogły czekać? Ani chwili, ani dnia dłużej?
   - Katar dokucza? – poparła ją Heiana. Byłby poszedł z nimi, nie musiałyby ciągnąć Odrina, Midara i Garreta jako wątpliwej pomocy. – Nie dało się powiedzieć, że sam kupujesz prezent?
   - Nie sam. Z Iskrą. – Jak się rzekło, stosunki między magiczką a furiatką można było określić mianem niepoprawnych. Szept wkurzyła się na Iskrę, nie pochwalała znajomości z Cieniami, a już szczególnie przymykania oczu na ich pobudki i kłócące się z sumieniem czyny. Iskra może bywała zabawna, może potrafiła jak nikt inny rozbawić towarzystwo, skupić ich koło siebie, nie zmieniało to jednak poczucia zdrady. Magiczka nie należała do tych, którzy wybaczają łatwo. Niestety.
   - O! Wiesz, że wyglądasz jak obszarpaniec? – Tylko Odrin mógł się w ten sposób zwrócić do głowy elfiej rasy. – Tego płaszcza to chyba z rok nie prałeś, prawda? Midar mówi, że kąpiele szkodzą zdrowiu, więc można się nie myć. No i przynajmniej nikt cię nie okradnie. Obszarpańce raczej nie przyciągają uwagi złodziei. Śmierdziele też nie. Tylko straż miasta ich nie lubi, ale oni nikogo nie lubią. Znaczy, obszarpańców. Nawet porządnych obywateli nie lubią. Kiedyś mnie zamknęli, sam nie wiem za co. Ty chyba nie byłeś w lochach? Ty też nie, co? – To zostało skierowane do Iskry. Odrin niewiele sobie robił ze statusu Wygnańca, a gadanina karzełka pozostawała odporna na gęstniejącą atmosferę i lodowate spojrzenie dwóch pań z rodu Erianwen. Pozostawała też odporna na ewentualne odpowiedzi na zadane pytania. – Bo nie wyglądasz. Się przykurzyłaś nieco. Nie możesz się oczyścić? No, wiesz, magią, ale bez wody? To by było praktyczne i nie szkodziłoby zdrowiu. I mogłabyś go wyprać. Znaczy, nie jego, ale jego płaszcz. Przy okazji mogłabyś natrzeć Darowi uszy. Heiana mówi, że ktoś powinien to zrobić. Myślisz, że ma aż tak brudno za uszami? One nie są spiczaste tak jak Wilka, to brud nie powinien się chyba tam gromadzić. Zwłaszcza jak odrosły mu włosy. Bo teraz brud osadza się na włosach, nie na uszach, prawda? I mogą tam rosnąć grzybki!
   - Odrin, siedź cicho!
   - A to już zapytać nie można?
   - Odrin!!
   Paplanina karzełka nie przyczyniła się do zmiany nastrojów, zresztą Odrina i tak nikt nie słuchał, pomimo najszczerszych chęci nie dało się dotrwać do końca nie zgubiwszy się w połowie.
   Atmosfera, z luźnej i spokojnej, miejscami nawet komicznej zrobiła się nieco przyciężka.
   - Dalej obstawiam to, że były to termity, a nie korniki. Nie widziałeś chyba nigdy kornika - z bocznej dróżki wyłoniły się dwa Cienie, których najmniej się tu chyba spodziewano. Tak samo jak nikt nie spodziewał się, że dalej będą ciągnąc temat korników i termitów, który zaczęli podczas zeszłego wydania gazetki. Oboje mieli pakunek, jeden większy, drugi mniejszy i Iskra aż bała sie pomyśleć, co mogą zawierać.
   - O, Iskra - zauważył Królik, przerywając tym samym Marcusowi wywód o tym jak wygląda kornik - Co tu... - Wtem spostrzegł resztę kompanii i dyskretnie kopnął Pajęczarza w kostkę, co by ten umilkł już całkiem i nie robił z siebie kompletnego pajaca. Pech chciał, że ojciec siczowych dzieci stracił równowagę i runął na jakiś straganik, wywracając go kompletnie, a to spowodowało reakcję łańcuchową, przez co runęło kolejnych pięć straganów, bo były zbyt blisko siebie. Spotkanie tej dwójki niosło ze sobą nieuniknioną katastrofę, to już można było wpisać do ksiąg jako coś pewnego, jak na przykład to, że słońce wschodzi na wschodzie a zachodzi na zachodzie.
   - To się porobiło. – Takie zdanie, będące podsumowaniem zakupowego szału wygłosił Midar, od niechcenia głaszcząc kołtuny swojej brody. Ani się prze to lepiej nie ułożyła, ani nie przygładziła. – To tego no, Mała, wsio mamy? Tu się zaraz zrobi miło. – Midarowe miło, o czym mógł przekonać się Aed, ograniczało się do napiętej atmosfery, kropli przelewającej czarę, lada iskry, by wzniecić pożar, lada iskry, by nastąpił wybuch. Oczywiście, umysł Midara nie ujmował tego w taki literacki sposób. On uświadamiał sobie jedno. Będzie miło. Będzie rozpierducha.
   - Może byście coś do tego dobrali? Do prezentu? – podsunęła magiczka, zerkając znacząco na szczerzącego się krasnoluda. Midar spojrzał w szare oczy, uśmiechnął się z zakłopotaniem, rozejrzał na boki, po czym przesunął spojrzenie na Garreta. Garret splunął pod nogi żółtawą flegmą, podrapał się po głowie przy okazji strącając znacznych rozmiarów kapelusz i pochylił się, by go podnieść, uciekając od świdrującego spojrzenia. Heiana wciąż była zajęta poszukiwaniem odpowiedniej wstążki i kolorowego, szeleszczącego papieru, zwrot „wy” w ustach Szept wykluczał zaangażowanie magiczki. Co gorsza, Odrin gdzieś zniknął, a to sprawiało, że ryzyko rozpierduchy i wylądowania w lochach wzrosło pięciokrotnie. Biorąc pod uwagę wieczorne przyjęcie nie mogli sobie pozwolić na nocleg we więziennej celi.
  - My? – zająknął się krasnolud, do reszty tracąc rezon.
  - Coś z łakoci – ulitowała się nad nim magiczka.
  Midar uśmiechnął się szeroko, pojmując wskazówkę. Od razu zobaczył butelkę wypełnioną gorzałką i antałek Lofarowego miodu. Jak będzie musiał, to do tego dorzuci balon czerwonego, quingheńskiego wina, które pochodząc z Półwyspu Alvigalu mogło podobno konkurować nawet z elfim trunkiem.
   - Słodkie Midar. Czekolada? Cukierki? Ciastka? Tort ze świeczkami? – naprowadziła go cierpliwie elfka, a uśmiech zniknął jak zdmuchnięty zbyt silnym podmuchem.
   - Wy baby, nie możecie czegoś upiec? O, ta latająca z mieczem upiecze. – Midar szukał sposobności, by uciec od wyznaczonego mu zadania. On woli zająć się dostawą trunków na Frilowe przyjęcie. – Albo Heiana!
    Ta latająca z mieczem oznaczało Nefryt. Midar po prostu jeszcze nie wymyślił jej stosownego przezwiska, podobnie zresztą jak Heianie. Problem polegał na tym, że Heiana, o ile z zielarską precyzją odmierzała każdą dawkę, o tyle w kuchni gotowała tylko najprostsze potrawy, a od pieca trzymała się z daleka. Ciasto niemal zawsze okazywało się zakalcem, krem nie wiadomo dlaczego się ważył, a śmietana uporczywie nie chciała się ubić. Zaś Nefryt… Magiczka zmarszczyła brwi. Życie w lesie wraz z bandą nie było łatwe. Trudno było szukać drugiej takiej bajarki jak Nefryt, jeszcze trudniej takiej wojowniczki i przywódczyni z charyzmą – nawet jeśli tego ostatniego hersztówna by się wyparła, że to nie ona, a elfka musi myśleć o kimś innym. Jednak typowo damskie dzieła i to, co zaliczano do domeny kobiet… Z własnego doświadczenia elfka wiedziała, że z herszt z dodatkiem igły i nitki wychodzi totalna katastrofa. Z dodatkiem wałka i blachy jeszcze jej nie widziała, ale nie była pewna, czy chce to oglądać. Niby mogli poprosić Charlotte, by ujawniła swój ukryty talent, o którego istnieniu nie miał pojęcia nikt, a już zwłaszcza ona sama. Jeśli tylko alchemiczka nie byłaby zajęta zbawianiem kerońskiego światka i szukaniem nowej, bezpiecznej kryjówki dla Brzasku, najlepiej ulokowanej w trudno dostępnych Górach Mgieł, będącej starym zamczyskiem uprzednio zamieszkiwanym przez złego, niedobrego maga, który przypadkiem wciąż żyje i nie zamierza rozstawać się ze swoją siedzibą, istniała szansa, że torcik może się uda. Nieco przekrzywiony, grożący zawaleniem, z jednym kawałkiem biszkoptu trzy razy grubszym od drugiego i masą kremu, idealnie nadawałby się do zabawy w wojnę, bo na pewno nie do zjedzenia. Niech się mistrzowie kuchni głowią, czemu złocisty biszkopt wyszedł twardy jak kamień. 
   - Wiem! – olśniło Szept. – Poprosimy Isleen! – Najpierw będą musieli wyrwać wspomnianą elfkę z czułej opieki Cieni, które to uroiły sobie, że każdy kto zbliża się do blondynki chce ją zabić, uprowadzić, uwięzić, przy okazji plując na reputację Bractwa Nocy.
    A i tak najważniejszym prezentem, chyba najbardziej trafionym, była zawartość dźwiganego przez magiczkę pakunku. Spoczywały w nim skórzane karwasze. Idealnie dopasowane, z zewnętrznej strony specjalnie utwardzone, od wewnętrznej miękko oprawione, by nie otarłyzbytnio skóry. Nawet tyłka niemowlaka nie obetrze, zapewniał sprzedawca ku rozbawieniu gromadki. Najciekawszy jednak był ich kolor.
   Karwasze były różowe.

Ja na torta!


Wszystkiego krówkowego i lisek
mówią sami za siebie.
Sto lat Darrusowa!

5 komentarzy:

Silva pisze...

Przed przeczytaniem mojego komentarza, zalecam zerknięcie na obrazek wpierw ->
http://oi60.tinypic.com/34zh746.jpg

Wpierw muszę się do czegoś przyznać. Ja jestem człowiek debil, idiota i ślepy. Gdyby mi pięć minut temu Szept nie zasugerowała, że coś mnie omija i czegoś nie wiem, to nawet bym na bloga nie zajrzała, bo wróciłam ledwo żywa z pracy... A tu od północy taka niespodzianka! I człowiekowi od razu mordka się cieszy, mimo, że teraz to już stara jestem, bo bliżej do trzydziestki niż dalej. Ale, moim drodzy, co ja mogę rzec... Ja normalnie i po ludzku jestem w szoku, że Szeptucha zaangażowała was wszystkie ^^
Nefciu dziękuję ślicznie za życzenia i wcale nie uważam, że rymy Ci nie wyszły, wręcz przeciwnie, pani herszt.
Isleen Widzę torta! Mam torta!
Iskrałko Darrus tańczy nago komuś innemu *żali się* Musisz coś z tym zrobić! ;p Zmarszczki, no wiesz czo? 26 lat to wcale nie wiek na zmarszczki! ;p
Aedówko Jestem rozczulona tym, że dodałaś uślinionemu najemnikowi sówkę jako zapinkę. Ranyyyy, niby szczegół, ale jak się miło mi na serduchu zrobiło!
Zora, Aedówka Dara kebab... umarłam, umarłam, umarłam. Dar zmienił zawód i zyskał nowe umiejętności, co? Goni psy i koty i podaje je w bułce, jak to powiedziała mi na ucho Szept. Dara kebab... Dar zyskuje sławę w realnym świecie! Normalnie Darowa ekspansja! To jest tak dobre, że należy to umieścić w wpt wrześniowym ^^
Zora mam dziwne uczucia, patrząc na uroczo kichającego Dara. Takie pozytywne, chociaż pewnie to wina tego, że półnagi! xD Wilkołak na jednorożcu... Wilkołak na koniu z rogiem... Hahahahaha, ale będzie mu szamanka dokuczać. To musi być sen, dla Wisielca, bo szamanka prędzej by go laską pierdykła niż na konika z nim wsiadła :D
Szeptucho pokłony dziękczynne biję za książeczki, już jedną przeczytałam, druga w połowie! Słownik wyrazów keronijskich powinien wejść do obiegu blogowego. Poza tym... rysunki. Jak się przed nimi ostrzega, to najpierw się daje ostrzeżenie, a potem rysunki, a nie na odwrót xD Do tego... przez Ciebie posądzono mnie o kupienie książeczek, chociaż miałam nie kupować i tata mi paluchem pogroził ;p Pokłony też za notkę urodzinową, bo to pewnie Twoja sprawka. Kurde, człowiek wraca umęczony z pracy, a tu proszę, dostaje kopa uśmiechowo-energetycznego i chce się skakać i śmiać, za co mama puka się w głowę i uznaje mnie za wariata ^^
I na koniec, nie mniej ważne... D-Z-I-Ę-K-U-J-Ę WAM! Że Wam się chciało, że normalnie pamiętano... *chlip* I człowiek nie czuje się stary, tylko... urodzinowo! :D La, la, la... *nuci sobie radośnie* Komu krówkę?! Rozdaję krówki i tort krówkowy! ^^
I łobrozek ->
http://1.bp.blogspot.com/-Z1TehHnqXfQ/UQ1N7ndlwmI/AAAAAAAABFc/yiHsT52Hueo/s1600/dziekuje.png

Lisełek! Lisio...

Szept pisze...

Dara kebab to chyba każdego powali z nóg. Normalnie mega zdjęcie.
Ja tu się szczerzę do monitorka, zwłaszcza jak sobie pierwszy art otworzę i głupawki dostaję.
A rysunki, całkowicie pokręcone, to i ostrzeżenie o nich takie musiało być. Chociaż mi ktoś tu szepnął na uszko, że kreseczki i kółeczko to najlepszy malowany ludzik na świecie jest xD
Wiedziałam, że będzie zaskoczenie. Dlatego musiało dojść wcześniej. Były szanse, że nie od razu zrozumiesz, że to prezent.
Notka może i moja zasługa, ale nie tylko moja, bo i Iskra dorzuciła swoich podopiecznych do zakupowego szału. A może raczej prezentowego.
Ale wiesz, że to przyjemność i radocha, że ja tu zaraz zacznę wyć "Sto lat" do monitora i wtedy to ja wyląduję w pokoju bez klamek?

Silva pisze...

Natchnęliście człowieka, to teraz macie ;p
A propo "motywu przewodniego"

Werble
Po urodzinowym szaleństwie, po wysłuchaniu składanych życzeń, Darrus już miał swój plan. Całkiem niecny, trzeba zaznaczyć.
Po pierwsze... Być uważniejszym, bo cała stolica dudniła o jego urodzinach i organizowaniu niespodzianki, a on jeden, głupek, idiota, ślepy i głuchy, nic nie zauważył. To już teraz wiedział, dlaczego Starsi tak się na niego uwzięli, a Fril unikał jak ognia i Dar mógł go złapać jedynie wtedy, kiedy na kibelku siedział.
Po drugie... Zamordować, ZAMORDOWAĆ Luciena, przez którego trafił do pokoju bez klamek. Bez okien. Bez niczego... Czy wy wiecie, jak takie miejsce może w głowie pomieszać? Teraz to przez elfi rok, najemnik się nie pozbiera. Cholerny Lucien, jak on już coś z tej swojej dobroci serca wymyśli, to człowieka zabije, a nie poratuje.
Po trzecie... Szczeniak? Serio? Albo skarpeta, która wygląda raczej jak środek przeciwko dzieckowy, a nie część garderoby...
Po czwarte... Serio? Mogli by mu ubrać Heianę w same pantalony, albo nawet bez, może i być w skarpetce, chociaż pewnie prędzej by ją spaliła niż ubrała, ale... To by był dobry prezent.
Po piąte... jaki brzuszek? On nie ma brzuszka! Żadnego. Nawet piwnego, nawet mięsnego, ani gorzałkowego, ani wydętego, ani chorobowego... jak oni tak mogą, no?
Po szóste... Miecze, miecze są takie nieporęczne, duże, ciężkie to to, i jak tu tym walczyć. Dużo lepiej szła najemnikowi walka wręcz, albo ze sztyletem. Ojcowski miecz zaginął, pewnie Odrin sprawił, że dostał nóżek, ale dziadkowy sztylet to nawet przydatny był!
Po siódme... "Dźgać to on na pewno potrafi" - gdyby to Dar usłyszał... Bogowie musieli mu sprzyjać.
Po ósme... Siodło. Jak będzie miało pasy, to będzie super. Inaczej nawet z siodła nie będzie pożytku. Dar miał teorię, że Wolha zrzuci go nawet, jak będzie do niej przyklejony.
Po dziewiąte... Iskra. Brzeszczot aż się zdziwił, że furiatka nie wpakowała go na wycieczkę urodzinową, na przykład na pustynię, na wielbłądzie, albo na ocean, co by polować na ryby, albo do kopalni, by pobawić się w górnika. Tak, to by było do niej podobne. Albo, bogowie niech będą dzięki, mogła jeszcze walnąć mu pomnik pośladków, co by było... Ałć.
Po dziesiąte... Nefryt i pieczenie? To już prędzej Heiana. Albo Wilk. Tak, Dar podejrzewał, że zniewieściały Wilk piecze świetne torty tylko się do tego nie przyznaje. Marcus też wyglądał na fana słodyczy, ale takich, o których chodziło Midarowi - alkoholowych słodkości. Czasami Pajęczarz wyglądał jak bimbrownik z lasu, co to po kryjomu pędzi bimber. Niech on już siczowe dzieci obdarza prezentami, bo powinien, ten ojciec wyrodny.
Po jedenaste... Jaki cholernik powiesił w całym cholernym Królewcu, na każdej ścianie, słupie, wszędzie, rysunek obślinionego najemnika? I jeszcze najemnika z gołą klatą, kichającego jak zając od słodkiej woni magii, jaka otaczała wilkołaka i szamankę? Na jednorożcu... bogowie.
Po dwunaste... Jaki kebab? Ktoś się pod Brzeszczota podszywa! Skandal, jak tak można używać jego imienia bez zgody, a co najważniejsze bez podzielenia się zyskami...
Po trzynaste... Tort. Czemu tak mało? Lisełek zjadł, a Dara brzuszek pełny, ale to lisełek. Nie Dar, on nic nie zjadł.
Po czternaste... Wilkołak jest szczęśliwy. Bo ma szamankę i jednorożca... I kto tam z tyłu rzyga tenczom?!
Po piętnaste... Dar przekupił liski i posłał rudych przyjaciół do wszystkich znajomych. Do Iskry, do Szept, do Nefryt, do Isleen, do Aedówki i do Zorany. Każdy lisek niósł kawałek tortu, który Dar uprosił u babuszki Mech ze swojej rodzinnej wioski, co by i przyjaciele spróbowali. Były też sakiewki pełne krówek dla każdego i wielkie napisy "dziękuję za życzenia" z fajerwerków, które Wisielec i szamanka puszczali z dachu wieży pogodowej w Królewcu, tak by każdy mógł widzieć, że dziękują ślicznie.
I... tylko Dar wiedział, że krówki i tort zabarwią przyjaciołom języki na fioletowy. Po darowemu.

Nefryt pisze...

Tymczasem w obozie hersztówny zrobiło się małe zbiegowisko. Przestrzeń między namiotami wypełniona była ludźmi, półelfami i wszystkimi tymi, których gdzie indziej nie chcieli, a którzy znaleźli dla siebie miejsce w osławionej bandzie. W myśl krótkotrwałego zawieszenia broni, między nimi można było doszukać się także wdzięcznych twarzyczek Wirgińczyków. Na środku, w okręgu wyznaczonym niczym arena, ustawiono przenośny pulpit pisarski i sztalugę. O ten pierwszy oparła się Nefryt, zapomniawszy oczywiście o rozlanym atramencie, który właśnie wsiąkał w jej spodnie.
Herszt zmrużyła oczy.
- …ona ma coś nie tak z nosem.
Shel podniósł wzrok znad ustawionej na sztaludze deski, ukazując wszem i wobec umalowany na różowo kosmyk włosów i uwalane farbą aż do łokci ręce.
- Jest jakby… za blisko prawego ucha? – kontynuowała ocenę dzieła Nefryt.
- Przecież jeszcze nie skończyłem!
Nastąpiła chwila ciszy. Skaza opuścił tłumek z zajął dogodne miejsce za plecami swojego dowódcy.
- Arhin, a to na czole…
- Taaak? – Shel zaczął tracić cierpliwość. Malowanie, keronijski las, prezent i jeszcze Latawica obok to stanowczo za dużo jak na raz. Jak on ma równocześnie malować i uważać na drzwi? Przecież z jej inwencją, to wszystko jest możliwe. Nawet drzwi w środku lasu.
- Dałeś za grubo farby – stwierdza wreszcie Skaza, choć ostatni raz trzymał pędzel w wieku trzech lat. Ale to nic, przecież radą może służyć, prawda?
- Przecież mówiłem, że mi nie wyszło. To się nie nadaje. Do niczego.
- Właściwie, to on jest tak wypaćkany, że sam mógłby robić za sztukę – podsunęła pomysł Leylith.
- Że niby jako instalacja? – włączył się Skaza.
- Raczej abstrakcjonizm - skrzywiła się Nefryt.
- Ale właściwie jakby doczepić jakieś szkiełka, to mógłby być – wymruczała w zadumie Leylith. – Jako instalacja. Tylko jeszcze jakąś lampkę zawiesić…
- Na nosie można – ochoczo podsunął Skaza.
- Powariowali, wszyscy powariowali – Shel odszedł od sztalugi z miną człowieka przeżywającego niewypowiedziane męki. – Ze sztuką jak z wizytą w wychodku. Tłum rozprasza!
Nefryt parska.
- Artysta się znalazł. Marudzi, marudzi, a prezentu dalej nie ma.
- Życzenia wysłaliśmy.
- Ja wysłałam! Ty miałeś namalować Silvie portret i dupa. Wszyscy mlaskają nad Darem a szamanka zapomniana i…
- Ty patrz, jaki śliczny lisek! – przerywa jej Skaza. Zwierzątko, najwyraźniej obdarzone dużą odpornością na głupotę, podeszło bliżej. Z pyszczka wystawał mu kawałek umazanego lukrem, kolorowego papieru. Lisek oblizał mordkę przebarwionym na fioletowo języczkiem.
- Pewnie, że ładny, jak nam tort zeżarł!

[Nie mogłam się powstrzymać.
Darrusowa, obrazek faktycznie się maluje, miał być niespodzianką, ale muszę go jeszcze trochę poprawić.]

Silva pisze...

Ale... jak to? Liseł zjadł tort! ;p
Chyba nie mogę się doczekać obrazka, a znając Ciebie i twoje pomysły... ja już chcę :D

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair