Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

Komandoria Zakonu Białego Wilka, twierdza Vestby, kwiecień

Usiądźcie, panie. Usiądźcie – poprosił rycerz, który przed momentem przedstawił się jako Albert Von Dassen, dowódca Północno- Kerońskiej komandorii. Ulf, zostawiwszy swych kompanów po drugiej stronie drzwi, posłusznie zajął miejsce na wskazanym krześle i przyjął podany przez pachołka puchar z winem. Od razu pociągnął łyk, szczerze wątpiąc w ewentualną próbę otrucia. Wino było gorzkie, cierpkie, ale w ostateczności smaczne, zostawiało w ustach przyjemny posmak, przywodziło na myśl przyjemne wspomnienia o rodzinnym domu i znajdującej się weń piwniczce. Przewodnik otarł dłonią kilka kropel trunku, które osadziły się na brodzie i odstawił naczynie na stół. Nie uszło jego uwadze, że miast obrusu na blacie leżała mapa najbliższej okolicy, ustawiono nań kilkanaście drewnianych figurek. Nord nie rozpoznawał herbów na tarczach, więc uznał że reprezentują kilka mało znanych rodzin, sąsiadów Zakonników. Zwykła, codzienna, lokalna polityka? Wysoce prawdopodobne. Zaciekawiony, jakież to zależności mogą łączyć braci z Vestby z władcami okolicznych ziem postanowił, że później spróbuje zasięgnąć języka. Choć oficjalnie Zakon Białego Wilka nie mieszał się w sprawy państw innych, niż Północne Kresy, w cieniu wąskich zaułków często dobijano jednak targu z możnymi, czy to z Keronii, Wirginii, a czasem nawet z Quingheny. Cóż, życie, w nim nie ma tylko czerni i bieli. 
Komandor czytał podany mu list. Gdy skończył, westchnął ciężko i odłożył kawałek pergaminu na swój pulpit.
- Niestety, Spaczeni dotarli tu znacznie wcześniej niźli wy – oznajmił. Światło, wpadające przez witraż w oknie rzuciło mu twarz kilka kolorowych plam, które uwydatniły wielobarwność blednących siniaków. 
- Z początku sądziliśmy, że jakiś młokos popróbował nekromancji, nic wielkiego – kontynuował - Ot, czasem się zdarza, ścina się magowi łeb, lub na stosie pali i jest spokój.
- Takie tam, błahostki – ironicznie syknął brat Dirk, wydymając usta. Ciągle mrugał lewym okiem, zasnutym mgłą. Tiku dorobił się po tym, jak dostał w twarz czymś ciężkim, wnioskował Ulf, czytając historię mężczyzny z jego blizn. A tych, jak na kapłana miał całkiem sporo…
- Lecz okazało się, że to byle nie trupy z wiejskiego cmentarza, co na spacerek wyszły –Albert wznowił wątek – Na widok tych Odmieńców płoszą się bojowe konie! Ciągną za sobą mgłę, czarną mgłę, która niczym narkotyk na umysł wizje dziwaczne sprowadza, walczą jak biesy. Jak demony. I rozumne są. Nie uderzają bez pomyślunku, mając do wyboru walkę z nami, lub oddziałem straży miejskiej wpierw posłali ku nam kilku ożywieńców by nas zająć, a sami przez strażników jak burza przeszli, chcąc nas oskrzydlić. Szły wśród nich trupy, ale i spaczeńce, pomiot chaosu. Niech ich piekło pochłonie!
- Jeden cztery miecze dzierżył, po dwa w łapach, łapach jak wilcze, dwa pozostałe trzymał mackami, jak u ośmiornicy! Inny niczym drzewo, korą porośnięty… – wykrzyknął drugi kapłan, z twarzą ozdobioną blednącym sińcem. W przeciwieństwie do brata Dirka, młodszy od niego i tłustszy Seamus nie nawykł do walki, a kilka dni wcześniej miał pierwszą w życiu okazję do zweryfikowania swych religijnych przekonań. Wyglądał na bardzo zawiedzionego, chyba zdarzyło mu się nieco zwątpić w głoszone przez siebie nauki. 
- Więc walczyliście w okolicach Vestby… Blisko podeszły sucze syny – Ulf pogładził brodę i zasępił się. Wielokrotnie słyszał plotki, jakoby Kerońskie komandorie nie słynęły ze szczególnej bitności i brawury porównując je z Kresowymi, ale na bogów! To także byli wojownicy Ulryka, dzieci Wilczego Boga, doskonale wyszkoleni ludzie, nawykli do bitew i wszystkich okropieństw z walką związanych. Pomijając kilku obłudnych kapłanów, rzecz jasna, lecz ta zaraza rozniosła się już wszędzie. W każdym kulcie znalazłoby się takich na pęczki.
- Czasem atakują wędrowców na trakcie, lecz to nikogo nie dziwi. Kerońskie drogi do bezpiecznych nie należą, tu morskie zbóje, tam rzezimieszkowie, a gdzie indziej jeszcze, tfu, Wirgińczycy. Niech ich zaraza. Ludzie się przyzwyczaili. Lecz to, co te Odmieńce we wsiach czynią… - Von Dassen, rosły mąż o poważnej twarzy przytulił do tułowia ranne przedramię i skrzywił się, chcąc ukryć grymas, ale oczy zdradzały obrzydzenie zmieszane z przerażeniem. Zbladł. Przewodnik nie prosił o kontynuację. Na własne oczy widział, co spaczone istoty potrafią, nie musiał już o tym słuchać, wspomnienia masakry wracały za każdym razem, gdy przed snem zamykał oczy. Wschodniopole, Szara Puszcza, wreszcie Farsundhoff… Komandor jednak mówił dalej.
- Widziałem oczy kobiet zgwałconych, widziałem ludzi okaleczonych przez rzezimieszków. Widziałem wiele. Ale to… Oni przychodzą, żeby mordować! Całe wsie tak po prostu… znikają w ogniu. Spalone do gołej ziemi! A wśród zgliszcz można znaleźć ciała, noszące ślady straszliwych ran. Niekiedy Odmieńcy decydują się nie palić zabudowań, wtedy rozwłóczają ludzkie członki po całej miejscowości. Na miejscu zawsze jest ta pieprzona mgła…
Pachołek, przywołany krzykiem rycerza Alberta wyskoczył z wnęki i polał zebranym więcej wina. Kerończycy szybko ujrzeli dno w swych kielichach, Ulf pił wolno, chcąc zachować czystość umysłu. Ponadto wino nie należało do najgorszych. Dawno nie miał okazji spróbować trunku tej klasy.
W komnacie zawisła ciężka cisza.
- My też walczyliśmy z nimi, panie – stwierdził, układając obydwie dłonie na stole – W Stavanger, w lasach, otaczających Wschodniopole. W końcu stoczyliśmy bitwę pod murami Farsundhoff. I wierzcie mi, Von Dassen, bitne te skurwiele były jak sam Ulryk. Widziałem też w jednej z osad ich… dzieło.
- Skoro walczyliście na Kresach… I to w obronie swego domu, to cóż przywiodło was tutaj, do Vestby? – spytał Dirk, splatając kościste dłonie. 
Niegłupiś. – przyznał w myślach Przewodnik – Niegłupiś, klecho. A zdolni do myślenia kapłani zawsze stwarzają problemy i mącą. Trzeba będzie mieć na ciebie oko…
- Z polecenia Mistrza Stenborga ruszyliśmy w pościg za tymi, którzy uszli żywi spod naszych mieczy. Wszystko opisane jest w liście, który otrzymał komandor – powiedział pewnie, wytrzymując zimne spojrzenie kapłana. Nie pierwszy raz ktoś tak na niego patrzył, brat Dirk nie robił na nim szczególnego wrażenia swymi próbami. – Mamy dowiedzieć się, kto stoi za całą sprawą i dorwać go, a w międzyczasie wytracić wszystkich Odmieńców, jacy staną nam na drodze. Wszystkich w Keronii, a jeśli Ulryk będzie nam sprzyjać, wszystkich w ogóle. W końcu przybyli z Północy, a jednym z głównych celów Zakonu jest chronić ludzi przed złem przybywającym ze skutych lodem gór.
- Cóż, w obecnej sytuacji jako komandor w Vestby nie mogę narzekać – Von Dassen uśmiechnął się lekko, ze smutkiem – Dodatkowe ręce, zdolne trzymać miecz przydadzą się w Keronii aż nadto. Zła tu mamy dostatek. Postaram się wspomóc cię, panie, w twoim zadaniu, wiedz jednak, że niestety moje zasoby są ograniczone.
- Nie proszę o wiele – odparł Ulf – Już jutro ruszamy do Makowej Doliny, lecz jak sądzę, nasze drogi niejednokrotnie się jeszcze skrzyżują. 
- Mam szczerą nadzieję, że dożyjemy ich skrzyżowania. – mruknął Albert – Mam szczerą nadzieję.

***

Ten brat Dirk coś mi śmierdzi – stwierdził Aage, wbijając nóż głęboko w okrągły kawał sera, który miał podzielić między towarzyszy. Koniuszki jego uszu zadrgały, kiedy po raz kolejny wściekle zaklął, ser był suchy i twardy. Zrezygnowany zaczął go piłować tępym nożem. Reszta Watahy patrzyła na elfa z obojętnością, nie kwapiąc się szczególnie do pomocy. Większość wojowników, zmęczonych podróżą, wykorzystywała rzadką chwilę odpoczynku wylegując się w cieniu drzew.
- No, roztacza wokół siebie zapach starca, co rzadko onuce zmienia – zgodził się Rolf. Siedział w samej koszuli i portkach, mokre włosy i broda ociekały jeszcze wodą po niedawnej kąpieli w stawie. Przy boku miał buty, wciąż brudne od błota z traktu, pas z bronią i butelkę z winem, której strzegł przed resztą watahy.
- Nie o to chodzi, kretynie! – burknął Connor, rozwalony pod drzewem jak możny na swym łożu – Elfi pokurcz ma rację. Coś za bardzo tajemniczy ten klecha jak na głosiciela nauk Ulryka.
- Nowicjusze mówili, że się do walki nie kwapił szczególnie – dodał Faelan – A po bitce coś węszył, coś badał…
- Mówił, że do miasta będzie jechał. Po co? Nowicjusze dostają od starszych baty rano, potem się modlą, po obiedzie już nikt ich nie dręczy. W Farsunderhoff kapłani udawali się do kwater, by się modlić, czytać, czy bogowie wiedzą, co jeszcze. Ale zostawali w zamku – elf wciąż mocował się z krążkiem sera, odkrawając od niego brzydkie, nierówne kawałki. Birger, dotychczas pogryzający jesienne jabłko zlitował się nad towarzyszem i pomógł mu z pracą.
- Czyli jedyną opcją jest według was jakiś czyn niegodziwy. Na przykład uchlanie się w karczmie, czy pójście na dziwki, co większość z was czyniła wczoraj. Nie spieszcie się z osądami – prychnęła Solveig – Klecha to też człowiek, może ma gorszy dzień. Może na podagrę cierpi i po leki jedzie. Dajcie spokój! Spisku szukacie jak świnie trufli.
- Kiedy tobie też się nie podobał! Od samego początku! – oburzył się Connor.
- Przypomnę, że w Vestby jest alchemik, a nawet porządny aptekarz! Oni zawsze coś knują! – dodał Faelan.
Bestiar pokręciła głową.
- Jeśli tak bardzo chcecie wybadać cel podróży brata Dirka, droga wolna. Czterech z was może jechać, w cywilu  – oznajmił Ulf, mrugając do Bestiar – Solveig, poprowadzisz grupę chętnych i dopilnujesz, by się za bardzo braciszkowi nie naprzykrzali.
- Nie jesteśmy szpiegami, do licha! – syknęła kobieta, wstając – To poroniony pomysł. Jesteśmy tu gośćmi! Tak nie wolno! 
- To rozkaz – Przewodnik przechylił lekko głowę. Ostergaard natychmiast przestała protestować.
- Oczywiście, Przewodniku – schyliła głowę, a gdy ją podniosła i spojrzała na towarzyszy, w jej oczach płonęły złośliwe ogniki. W rozkazie nie było mowy o tym, że ma być dla kompanów miła. 
- No? Na co czekacie? Pierwszych trzech, którzy zdążą się ubrać, pojedzie! – krzyknęła. Aage porzucił ser, a mokrzy po kąpieli, rozwaleni pod drzewami mężczyźni zerwali się na równe nogi i rzucili w stronę namiotów. W czasie, gdy się zbierali, Solveig dopięła kaftan i przypięła do pasa miecz. Była gotowa. Umyła się wczesnym rankiem, tak, by mieć staw całkowicie dla siebie, więc zdążyła już wyschnąć. Nie lubiła pokazywać się nago przy kompanach, bardzo tego unikała, bo choć traktowali ją jak członka drużyny, to wiadomo, każdy miał swoje… potrzeby. Matkę oszukasz, ojca oszukasz, ale swojego ciała i instynktów nie oszukasz. Nie obawiała się gwałtu, o nie, ale irytowały ją zaczepki i sugestie. Widziała siebie po pierwsze jako wojownika, a dopiero później kobietę.
- Promyczku? – zagadnął Ulf.
- Nawet nie próbuj być miły, nieźle żeś mnie wrobił – mruknęła w odpowiedzi, krzywiąc się. Dowódca potargał jej włosy, a potem podciągnął oba kąciki ust do góry, zmuszając ją, by się uśmiechnęła. Gdyby tak zachował się ktokolwiek inny z oddziału, reszta watahy po chwili obserwowałaby, jak przy jego oku dojrzewa dorodny owoc śliwy. 
- Uważaj na siebie, proszę – powiedział dowódca, jakimś takim dziwnie miękkim głosem. Solveig odwróciła wzrok. Bardzo nie podobało jej się, jak bardzo zbliżyła się do Przewodnika. Bała się dwóch rzeczy, raz, że zacznie to wywoływać plotki, a dwa, że przystojny Ulf w końcu jej się spodoba i stanie się zwykłą, słabą kobietą, oczekującą na ratunek od Wielkiego Silnego Mężczyzny. Nie mogła sobie na to pozwolić. A na pewno nie teraz. Nie w ten sposób. Powinni uganiać się po Keronii za Odmieńcami, a nie śnić po nocach o tym, jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby Tkaczka Losu wybrała inne nici.
- To raczej bezpieczny, przyjemny wypad. Uważać to będę musiała na tych kretynów, żeby nie nabroili – stwierdziła, lekko się uśmiechając, ale szybko wrócił jej standardowy, skwaszony wyraz twarzy. 
- Za nadto się o mnie martwisz – powiedziała, tym razem patrząc Przewodnikowi prosto w oczy i wytrzymując jego spojrzenie, z czym ostatnio miała spory problem. 
- To znak, że jesteś wartościowa. Może mi zależy – Ulf wzruszył ramionami.
- Bo jestem Bestiarem? Dobrym żołnierzem? Czy dlaczego, że jestem kobietą?
- Masz mnie, okrutnico. Dobrze. Zrozumiałem aluzję, panno Ostergaard – odpowiedział jakoś tak smutno – Ale… Niedawno jeszcze…
- To były inne czasy – mruknęła.
Śnieżyca. Przenikliwe zimno. Wspólny płaszcz i dużo miodu. Trzymanie się za ręce, przytulenie, ogrzewanie, by to drugie nie zamarzło. Daleka północ, tak bardzo teraz odległa… Dom. Rozmowa. Pocieszenie. Bliskość.
Drugi człowiek, obok, choć do niczego nie doszło, bliższy niż małżonek.
- Na bogów, co macie takie grobowe miny? Brat Dirk umarł i nie jedziemy do miasta? – Aage pojawił się jak to zwykle on, bezszelestnie i niespodziewanie. Spojrzał na Solveig i Ulfa, po czym skrzyżował ręce na piersi.
- Gotowy. Wziąłem trochę żelastwa na w razie czego – oznajmił elf – No co? Przewodnik powiedział, że przerobi Frode na rosół? Dowiem się, co się stało, czy mam zgadywać? A. Aha. Chyba już wiem. Solveig… To ja zaczekam przy stajni. 

// Jest i część druga! Czeka Was jeszcze przebrnięcie przez trzecią, która w końcu wyjaśni tytuł.
Cóż... mam nadzieję, że będzie się dobrze czytać. 


9 komentarzy:

Nefryt pisze...

"Dolina Krwawych Maków" właśnie awansowała na mój ulubiony cykl notek. Bardzo podoba mi się, jak opisujesz relacje w drużynie. Jest w tym taki subtelny urok, każda postać jest inna, ale jednocześnie nie przerysowana. Ale wiesz co? Lubię Ulfa. Za bardzo go lubię i teraz mi smutno.
Z niecierpliwością czekam na trzecią część.

Szept pisze...

Podoba mi się styl pisania, dobierania słów. Przyjemnie się czyta. Ledwie zaczynasz, nawet nie wiesz kiedy, a już koniec.
Całe szczęście, nie mam tego problemu, co Nefryt. Moje serce podbijają postacie zupełnie poboczne, nawet jeśli pojawiają się tylko chwilowo. Tak, tęsknię za mistrzem :D
Zgadzam się. Po drużynie widać, że jest zgrana i zżyta. Postacie inne i potrafisz to fajnie oddać. Takie rozluźnienie, po ponurej rozmowie z komandorem i kapłanami. Nawiasem, ta rozmowa mnie ujęła i w przyjemny sposób przypomniała Wegnera i jego Górską Straż. Kupiona <3.
Nieco mnie drażni, ale jednocześnie bardzo podoba wyróżnienie Kresów. Znaczy się, chodzi mi o porównanie komandorii kresowych i kerońskich. To takie... z jednej strony pyszne ze strony Ulfa, ale też ludzkie. Zresztą, kapłan vs Przewodnik to też takie nieme starcie. Chciałabym być w głowie kapłana i wiedzieć, co pomyślał, mając przed sobą Przewodnika.
Jest jeszcze jedno, co mnie ciekawi. Przejście watahy do Keronii. Jakby nie patrzeć, inny kraj, poglądy, problemy, zupełnie inne niebezpieczeństwa. Ciekawa jestem, jak sobie z tym poradzą i jakie będą ich wrażenia. :D Ale to tak na marginesie.
Ciekawa jestem wyjaśnienia tytułu i cz. III. Zrobiłaś mi smaka, a w głowie robi się już parę podejrzeń. Zobaczymy, czy są poprawne, czy wyssane z palca.

P.S. Takie malutkie pytanie... na jakich blogach grupowych pisałaś wcześniej? Tak, troszkę wścibskie, ale się zastanawiam, czy my się przypadkiem nie zetknęłyśmy. Wcześniej.

AnneU pisze...

@Nefryt - Dziękuję za miłe słowa. Nawet nie wiesz, jak to motywuje do dalszej skrobaniny, kiedy wiesz, że komuś się podoba to, co tworzysz.
Drużyna powstawała dość długo, starałam się zrobić z nich zgraną grupę, w której każdy ma swoje miejsce i swoją rolę, ale i swoje konkretne, indywidualne cechy.
Co do Ulfa, obawiam się, że niedługo złamię Ci serduszko :(

@Szept - Równie miło było przeczytać uwagi.
Mistrz jeszcze się pojawi, nie martw się, będą jeszcze wieści z Kresów! Trzeba nieco na to zaczekać, ale skoro Stenborg awansował na postać poboczną, a nie epizodyczną - to zobowiązuje.
Co do PS - zaczynałam przygodę od Halloween Town (vel Miasta Słońca) i grałam tam kilkoma postaciami, byłam jeszcze na Imperium Bysen (jako żeglarz Honore) i kilku pomniejszych, nie wszystkie nazwy pamiętam. Może coś z tego kojarzysz. I jeszcze króciutki epizod na Keronii, ale bardziej pamiętam sam klimat, niż postać, którą zrobiłam, to było dość dawno.

Szept pisze...

HT! Coś tak czułam. Czy ty nie prowadziłaś Lampki i potem zdaje się jeszcze drugiej postaci? Michaela? Bysen też znam, ale mój występ tam był epizodyczny i raczej krótki, więc postaci stamtąd nie kojarzę już tak dobrze jak z HT.

AnneU pisze...

@Szept - tak, prowadziłam Lucyfera, Miśka, potem jeszcze Leraje i kilka epizodyków, na których szybko skończyła mi się wena. A Ty? Kogo miałaś na HT jak wolno spytać?
*cholercia, nareszcie chyba znajduję zagubionych, fajnych ludzi ze starych grupowców!*

root pisze...

Podziwiam, bo jest tu coś, czego nie potrafię i nigdy się nie nauczę - te sceny spotkań dowódców, podejmowanie decyzji, planowanie strategii. Postać Solveig też przypadła mi do gustu, kiedy chce być twarda i zdecydowana. Jakieś cechy feministki się we mnie odzywają ;) Jak to czytam, to mam nadzieję, że Solveig konsekwentnie pozostanie taka i nie da się zmiękczyć troską okazywaną przez faceta.

Hmmm... Lucyfer z HT?! TEN Lucyfer, z którym pisałam opowiadanie o nawiedzonym supermarkecie?!

AnneU pisze...

@root - Pisałam wielokrotnie jako Źli Panowie Dowódcy/Szlachcice, nauczyłam się metodą prób i błędów. No dobra, nie nauczyłam się, wzoruję się na książkach >.>
A w ogóle to... SHIRITH!!! <3 <3 <3
Nawet jeszcze gdzieś mam to nasze opko na dysku.
Tak mi się coś Twój styl wydawał znajomy i znowu masz ciekawą postać.
*idę płakać w kąt, tyle nostalgii*

Silva pisze...

Btw... Czy to jest jakiś nieoczekiwany zlot dawnych autorów z HT? I czy to na pewno dzieje się przypadkiem? :D

Szept pisze...

Tak, Shirith... chociaż ja zawsze w myśli miałam po prostu burzowa istota :D:D
Lampkę pamiętam najbardziej, Michaela mniej. Nawiasem, moje gg rozpoznało twój numer i po prostu musiałam zapytać.
A ja sobie prowadziłam... ojej, wilkołaka, łowcę i bardzo chwilowo nawet babeczkę tylko nie pamiętam, czym była. Zasadniczo, najdłużej funkcjonował wilkołak Rafael i łowca Ash. A pani chyba była ... coś z iluzjami? Ojej, nie pamiętam, ale zdaje się Eve Harris.
Z HT to tu było parę osób jeszcze, chociaż przejściowo. Takie małe odkrycia. Bardzo przyjemne odkrycia.

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair