Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

Las kusił. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i mimo strachu.
Shivan powoli wstał, nie zdejmując ręki z karku Ra'Tiaala. Zmrużył oczy, próbując przeniknąć wzrokiem ciemność. Wydawało mu się, że z każdej strony dostrzega jakiś ruch, ale spokój Tiamuuri wskazywał, iż byli bezpieczni, przynajmniej na razie.
- Myślisz, że jak rozejrzymy się po okolicy... nic nie spróbuje nas zaatakować? - spytał chłopak niepewnie. Tiamuuri w odpowiedzi potrząsnęła głową.
Shivan poczuł ciepły miękki kształt, delikatnie wciskający się w jego udo. Ra'Tiaal. W dziwny sposób obecność nocnego ducha uspokajała.
Tiamuuri, nie czekając na przyjaciela, wskoczyła na martwy pień obalonego drzewa, porośnięty hubami, mchem i czymś jeszcze, co emitowało słabą niebieskawą poświatę, i ruszyła przed siebie, nie tracąc równowagi, jakby zwyczajnie przechodziła kładką nad strumykiem. Młody Jeździec rozważał przez chwilę pójście w jej ślady, ale ostatecznie uznał, że woli iść obok. W ciemnościach nie ryzykowałby spaceru po tak nierównej i zapewne śliskiej powierzchni.
- I nie zgubimy się? - rzucił w stronę pleców dziewczyny. Odpowiedzią było jej niecierpliwe wzruszenie ramion.
Tiamuuri prawie trzydzieści stóp dalej zeskoczyła na ziemię, łamiąc niektóre z martwych gałęzi. Ubranie miała już całkiem ubrudzone od mchu i błota. Nie przeszkadzało jej to w najmniejszym stopniu.
Gdzieś ponad nimi odezwały się pohukiwania sów. Tiamuuri uniosła głowę. W przeciwieństwie do Shivana ona mogła w tej chwili słyszeć również dźwięki używane przez nietoperze do echolokacji. Zastanawiała się, czy powiedzieć o tym przyjacielowi, skoro zdążyła się przekonać, że nietoperze nie cieszą się wśród ludzi zbytnią sympatią. Nawet jeśli podobne bajki jak przemiana wampirów w te zwierzęta przetrwały obecnie tylko wśród małych dzieci...
Wzrok Shivana w jakimś stopniu zdążył przystosować się do ciemności i teraz chłopak był w stanie tempem marszu dorównać przyjaciółce. Podążał za nią raźnym krokiem, depcząc z trzaskiem szyszki i leżące na ziemi gałęzie, co chwila zawadzając nogawkami spodni o plątaninę niskich krzewinek.
- Uważaj i patrz pod nogi – odezwała się w którymś momencie Tiamuuri z wyraźnym rozbawieniem w głosie. Chłopak zatrzymał się i posłusznie spojrzał w dół. Stał tuż nad piaszczystym zagłębieniem w ziemi, które wyglądało jak wyrwane gigantycznym szponem, głęboki może na trzy stopy i niewiele szerszym.
- Uważam – mruknął, obchodząc dół bokiem, w głębi duszy wdzięczny, że uniknął nieprzyjemnego zarycia nosem w wilgotny piach. Tiamuuri tylko uśmiechnęła się z przekąsem.
Dotarła do przerzedzenia drzew, płożące się po gruncie rośliny również wydawały się tu mniejsze i nie tworzyły zwartego gąszczu. Na odsłoniętych obszarach rosły gromadami niewielkie szaro-błękitne grzyby o wywiniętych w górę kapeluszach, tak, że blaszki pod nimi były widoczne na zewnątrz.
- Һπꝼꜿ⋇ - dziewczyna wskazała palcem najbliższą kępkę grzybów, co nie było konieczne, gdyż Shivan zauważył je w tym samym momencie. I doskonale wiedział, na co patrzy.
- Nyakalu – przetłumaczył natychmiast. Usta rozciągnął mu szeroki uśmiech. Tiamuuri westchnęła i z rozbawieniem pokręciła głową.
- W obecnej sytuacji chyba jestem zmuszona cię zachęcić, żebyś skosztował – stwierdziła – Przeczucie mówi mi, że to trochę pomoże.
Młody Jeździec przykucnął nad grzybami i wyciągnął w ich stronę rękę. Zawahał się. Owszem, nieraz zbierał je wraz z Savardi, po czym wspólnie przyrządzali z nich wywar, równie często nie mieli tyle cierpliwości i zjadali je na surowo... Ale teraz, czując na plecach spojrzenie Tiamuuri, miał nieprzyjemne wrażenie, że Drzewna go podpuszcza.
Obejrzał się przez ramię, szukając wzroku przyjaciółki, przy okazji zobaczył stojącego między drzewami Ra'Tiaala, w towarzystwie innego ducha-psa o świecącym czerwonym pysku.
No tak, jeszcze oni tu są, pomyślał Shivan, szybko wracając spojrzeniem do kępki grzybów. A co tam, już chyba bardziej nienormalnie być nie może...
Zerwał dwa naraz i szybkim ruchem wrzucił je do ust. Przeżuwając i krzywiąc się od nieprzyjemnej goryczy, poszukał dłonią kolejnych.
W tym samym czasie w obozowisku Rienna obudziła się. Otworzyła zaspane oczy i przetarła je dłońmi. Wyczołgała się z niskiego, naprędce skleconego szałasu i usiadła na polanie.
W pierwszej chwili pomyślała, że właściwie jeszcze się nie obudziła i nadal śni. Uszczypnęła się w grzbiet dłoni, potem jeszcze raz, dla pewności.
Wokół ogniska krążyły trzy psy, czy może stworzenia trochę je przypominające. Najdziwniejsze z nich miało różowo-błękitne ubarwienie, wielkie motyle skrzydła i zakrzywiony dziób, nasuwający skojarzenia z ogromną papugą. Kiedy wszystkie trzy istoty odwróciły się w stronę łowczyni, dziewczyna mogła w pełnej krasie podziwiać kołnierz z błękitnych, lekko świecących piór wokół szyi tego osobnika.
- Co to... jest?
Słysząc zduszony okrzyk zdumienia, Rienna stwierdziła, że Nataniel również został wyrwany ze snu.
- Chyba stillidy – mruknęła łowczyni, próbując przypomnieć sobie zasłyszane w przeszłości opowieści – Coś w rodzaju duchów...
Potrząsnęła głową i powoli, na kolanach, zaczęła przemieszczać się bliżej ogniska. Stillidy przyglądały się jej wysiłkom obojętnie. Z ciemności dobiegło ją ostrzegawcze syknięcie Nataniela.
- Spokojnie – mruknęła Rienna – Jakby miały nam coś zrobić, pewnie już byłoby po nas.
Jeden z duchów, chudy, szary o złocisto ubarwionej głowie, smukłym pysku i ptasich nogach pokrytych czarną łuską, minął ją, ocierając się o jej bok. Ten najbardziej okazały nadal stał nieruchomo, wpatrując się w dziewczynę spokojnie. Był tak blisko, że najprawdopodobniej Rienna wyciągniętą ręką zdołałaby sięgnąć do czubka jego dzioba.
- A Shivan i Tiamuuri? - spytał nerwowo Nataniel - Gdzie oni są?
- Shivan pewnie poszedł w krzaczki – odpowiedziała Rienna niecierpliwie – Z pewnością niezbyt daleko, biorąc pod uwagę, jak bardzo nie podoba mu się tutaj. A Tiamuuri jest gdzieś w okolicy i śpi w najlepsze... Czy co ona tam może w nocy robić... My też powinniśmy zaraz się kłaść i spróbować zasnąć. One są po prostu zaciekawione, co my tu robimy, rozejrzą się i pójdą.
Dwa stillidy rzeczywiście zdawały się badać obozowisko, oglądały ogniska i przygotowany zapas drewna, zajrzały do szałasu, obwąchały torbę z prowiantem. Trzeci, ten z dziobem, dał kilka kroków do przodu i oparł głowę na ramieniu Rienny. Dziewczyna odruchowo zanurzyła rękę między sierść i pióra na jego szyi.
Przecież naprawdę wszystko było w jak najlepszym porządku...

- Zaczekaj!
Shivan, wyciągając ręce na boki, niezdarnie balansował na nierównej krawędzi częściowo ukrytej w ziemi skały. Plecy biegnącej przed nim Tiamuuri rozmywały mu się przed oczami, prawie całkiem niknąc w mroku, po czym nagle znów odcinały się od otoczenia z nieznośną, nienaturalną wyrazistością, tak, że chłopak mógł prawie dostrzec każde włókno w jej koszuli.
Dziewczyna nieznacznie zwolniła, odwracając się ku niemu z rozbawieniem.
- Pan Jeździec chyba coś nie w formie... - mruknęła. Shivan mimowolnie przyglądał się jej splątanym od biegu włosom, które zdawały się poruszać, przybierając zaskakująco regularne, spiralne formy.
Chłopak jęknął i przymknął oczy.
- Czekaj – poprosił słabo. W tym momencie nie przeszkadzała mu sama ta nierozważna wyprawa, ale tempo, jakie narzucała Tiamuuri.
Poczuł na nadgarstku jej chłodną dłoń, lekko zdziwiony pomyślał o tym, jak bezszelestnie zdołała do niego podejść. Wkrótce chyba nic nie będzie go dziwić.
- W porządku? - spytała Tiamuuri zatroskanym tonem. Widziała, że chłopak pobladł na twarzy, na czole połyskiwały drobne kropelki potu.
- Prawie w porządku – odparł Shivan. Mdłości jakoś opanował, gdyby tylko dało się jakoś skutecznie zwalczyć miękkość nóg...
Otworzył oczy i uniósł głowę. Ponad ramieniem Drzewnej spojrzał na gestwinę drzew, w której, jak mu się wydawało, panowało wielokrotnie większe poruszenie niż za dnia. Fosforyzujące owady krażyły niestrudzenie pośród gałęzi i pnączy, kreśląc w powietrzu zdumiewająco skomplikowane tory. Shivan, zaintrygowany, uwolnił rękę i przeszedł kilkanaście stóp w tamtym kierunku.
- Piekne – wyszeptał prawie bezgłośnie.
Tiamuuri przyglądała mu się z uśmiechem. Chyba od momentu wejścia do puszczy chłopak nie był tak spokojny.
- Przecież nieraz ty i Savardi... - zaczęła dziewczyna.
- Ale nigdy w nocy – wszedł jej w słowo Shivan – I tylko na obrzeżach lasu Larven.
Sam zdziwił się swoim słowom. Przecież nie powinien mówić o tym tak spokojnie... Był w nocy w głębi prastarego lasu, zamieszkałego przez drapieżniki, które po zachodzie słońca wyruszali na łowy.
I co z tego?
Własne myśli były dziwnie obce. Niewygodne. Znacznie lepiej byłoby przestać myśleć. Po prostu czuć. I być.
Miał wrażenie, że wyczuwa przybliżanie się jakiejś obecności. Odwrócił się gwałtownie, przynajmniej taki miał zamiar, ale ruch wydał mu się dziwnie spowolniony.
- To ty – stwierdził, napotykając spojrzenie Tiamuuri – Wiesz, zacząłem się zastanawiać, czy ty... Tak cały czas?
Tiamuuri zaśmiała się krótko.
- Nie do końca tak. Ale podobnie. Znacznie lepiej, prawda?
Chłopak z miną niezbyt dobrze świadczącą o jego intelekcie pokiwał głową. Tiamuuri niecierpliwie szarpnęła go za rękę.
- Chodź wreszcie!
Zeskoczyli z plaśnięciem na podmokły grunt poprzerastany kłączami i korzeniami sitowia. Tiamuuri od razu ruszyła biegiem przed siebie, nie czekając, aż jej towarzysz odzyska równowagę. Czuła pęd powietrza na skórze i subtelny dotyk liści, kiedy przebiegała blisko krzewów tworzących leśne poszycie. Zastanawiała się, czy w tym momencie wyostrzony zmysł dotyku Shivana pozwala mu chociaż w części doświadczać tego samego. I w końcu zrozumieć...
Bo czy o to chodziło mu przez cały miniony dzień? Był zazdrosny o coś, co wymykało się jego zrozumieniu? Czuł, że coś go omija?
Dziewczyna odetchnęła głęboko, napawając się mieszaniną woni ziół, wilgotnej ziemi, mchu i substancji wytwarzanych przez owady, pomagających im we wzajemnej lokalizacji.
Skręcili nieznacznie w prawo, na wąski, lekko opadający pas prawie nagiej ziemi. Jeszcze dalej teren opadał gwałtownie w dół. Kiedy Tiamuuri gwałtownie się zatrzymała, Shivan, wpadając na nią, posłał porcję ziemi spod nóg w dół urwiska.
- Co jest?
- Ciszej – syknęła Tiamuuri – Patrz.
Uniosła rękę nad głowę, celując w jakiś punkt między przenikającymi się koronami sędziwych drzew. Dla Shivana ruch widoczny był wszędzie, nawet tam, gdzie w rzeczystości nie występował, ale po chwili zrozumiał, na co wskazywała przyjaciółka. Dwa stworzenia, przypominające skrzyżowanie ptaka ze smokiem, obdarzone dwiema parami skrzydeł wyposażonymi w szpony, dryfujące w powietrzu, nagle postanowiły zmienić kurs i w tym samym momencie oba ostro poleciały w dół.
- Polują? - spytał Shivan szeptem.
- Chyba na jedną ofiarę – odparła Tiamuuri półgłosem. Mogłi podziwiać niezwykły wyścig drapieżników do momentu, kiedy oba zwierzaki zniknęły w mroku urwiska. Jeszcze przez jakiś czas dało się stamtąd usłyszeć szelest gałęzi potrącanych w locie skrzydłami.
- One... były prawdziwe, tak? - chciał się upewnić Shivan. Tiamuuri w odpowiedzi parsknęła śmiechem.
- Jasne. Chyba nie zjadłeś za dużo Һπꝼꜿ⋇?
- Tylko sześć sztuk. Albo siedem. Nad ranem będę kompletnie trzeźwy.
- To dobrze – westchnęła Tiamuuri – Bo jutro czeka nas długi marsz.
- O ile wrócimy do pozostałych...
Tiamuuri uniosła brwi. Chłopak może żartował, ale niezbyt jej się to podobało.
- Nie ufasz mi? - spytała, dając krok w jego stronę, oddalając się tym samym od krawędzi urwiska i zmuszając Shivana do wycofania się.
- Nie, skądże... Chodzi mi o to, że...
Kolejny krok, Tiamuuri do przodu, Shivan w tył. Młody Jeżdziec patrzył w tym momencie na twarz przyjaciółki, na której wykwitały i zanikały śwetliste kształty, przypominające symetrią i złożonością płatki śniegu, nie zwracał uwagi na suchy martwy konar, zwieszający się częściowo nad urwiskiem, ale odgałęzieniami wbity w grunt nad jego krawędzią. Kiedy chłopak zrobił kolejny krok, potknął się i ze stłumionym krzykiem upadł na suchą gałąź. Rozległa się seria chrupnięć i trzasków, którym towarzyszyło syczenie Shivana, po czym pomniejszony o niektóre z odnóg konar runął w dół, z donośnym łoskotem miażdżąc coś po drodze.
Chłopak wstał i znów syknął z bólu. Ubranie miał poszarpane, czuł też, że nieźle się podrapał, chociaż nie sądził, że rany są bardzo groźne. Najbardziej ucierpiała jego prawa łydka, na której widniało długie, nierówne ukośne rozcięcie, z którego sączyła się krew. Nieprzyjemne pieczenie wydało się Shivanowi nienaturalnie silne.
- Ty ze swoimi zmysłami chyba bardziej odczuwasz ból – zauważył, przyglądając się ranie. Tiamuuri odwróciła się do niego z cierpkim uśmiechem.
- Wszystko ma swoje zalety i wady.
W pierwszej chwili dziewczyna miała ochotę wytknąć przyjacielowi niezdarność, ale zrezygnowała, kiedy spojrzała w jego szkliste oczy z nienaturalnie rozszerzonymi źrenicami. Umilkła i zaczęła nasłuchiwać, po chwili, kiedy wydało jej się, że z oddali dobiegają ją odgłosy gwałtownie tratowanej ściółki, spróbowała się skoncentrować, aby wychwycić inne, subtelne sygnały, niedostępne większości rozumnych istot. Jej podejrzenia potwierdziły się, kiedy wyczuła życiową siłę jakiegoś potężnego zwierzęcia. Hałas, jaki wywołali, musiał zwrócić uwagę ogromnego, zimnokrwistego drapieżnika.
- Co się dzieje? - Shivan wpatrywał się w nią z natężeniem. Może nyakalu nie zdołały w szczególny sposób rozwinąć jego zdolności postrzegania, ale wzmocniły czasowo intuicyjne wyczuwanie atmosfery chwili i emocji.
- Musimy się ukryć – wyszeptała Tiamuuri – I oddalić od tego miejsca.
Miała nadzieję, że chłopak nie wpadnie w panikę, kiedy chwyciła jego nienaturalnie wilgotną dłoń i delikatnie pociągnęła, próbując wycofać się wzdłuż krawędzi urwiska.
Gdzieś za ich plecami rozległo się suche chrupnięcie, jakby coś coś z dość dużą siłą uderzyło o pnie drzew.
- Coś nas goni, tak? - spytał Shivan. Sam był zaniepokojony swoim nienaturalnym dystansem, właściwie nawet myśl o własnej śmierci wydawała mu się dziwnie obojętna.
- Po prostu drapieżne zwierzę – odpowiedziała Drzewna – Uwierz mi na słowo.
Zerwali się do biegu, na wyczucie wybierając tylko drogę, którą wygodniej było biec. Rozległ się trzask łamanych butami gałęzi i szelest roztrząsanych krzaków.
Shivan czuł dudnienie własnego serca, w uszach szumiała mu krew. Adrenalina częściowo niwelowała działanie substancji zawartej w grzybach. Spokój ustąpił, wyparty przez nienaturalnie zwiększoną panikę.
Przeskoczyli nad przepróchniałą barykadą z dwóch martwych pni, która wyłoniła się na ich drodze. Tiamuuri pociągnęła Shivana, zmuszając, aby odbił w lewo. Gdzieś za ich plecami rozległo się donośne chrupnięcie, dało się odczuć drżenie ziemi pod stopami. Ogromne, śliskie cielsko z szelestem otarło się o pnie drzew przy swojej drodze. Shivan mimowolnie zerknął za siebie. W miejscu, gdzie byli kilka minut wcześniej widział ciemny kontur czworonożnego stworzenia mającego ponad siedem stóp w kłębie. Bestia w biegu pochylała ogromny gadzi łeb, nieco podobny do smoczego.
To nie istnieje naprawdę, przemknęło chłopakowi przez głowę. To tylko te cholerne nyakalu.
- Skacz!
Chłopak poczuł nagłe szarpnięcie w lewo, od którego prawie stracił równowagę. Przez chwilę miał wrażenie, że Tiamuuri każe mu rzucić się z uskoku, rosnące niemal poziomo na ścianie urwiska drzewo zauważył nieco zbyt późno. Uderzył klatką piersiową o pień, z którego zwisł, podtrzymywany przez Tiamuuri. Gdyby nie to, spadłby kilkanaście stóp w dół. Drzewna niecierpliwie wciągnęła go i zmusiła, żeby usiadł.
- Co to jest u licha?! - wydusił z siebie Shivan. Coś ciężkiego osunęło się z rumorem po piaszczystej ścianie urwiska. Chłopak zobaczył jeszcze rozwartą paszczę i kostne wyrostki nad nosem stworzenia, zanim gadzina zsunęła się na dół, ryjąc szponami ślady w piachu i wściekle tłukąc ogonem.
- Jest prawdziwy, tak? Ogromny, mięsożerny i zapewne z doskonałym węchem?
- To krypton – odparła Tiamuuri spokojnie. Shivan wbrew woli parsknął nerwowym śmiechem. Kiedy trochę się opanował, położył się na pniu, spoglądając w dół, gdzie ogromny drapieżnik najwyraźniej zainteresował się czym innym.
- Cudownie – stwierdził w chwili, kiedy przyjaciółka już miała spytać go, czy wszystko jest w porządku – Właśnie cudem uniknąłem śmierci. Jakże przyjemnej, w końcu nie tak źle jest umierać na haju...
Przeczołgał się ku koronie drzewa, stanął na gałęzi, która w tym ustawieniu przebiegała poziomo i chwycił inne, położone wyżej, używając ich jako barierki mostu.
- Chyba nie zamierzasz... - zaczęła Tiamuuri i urwała, kiedy chłopak zrobił dokładnie to, czego się obawiała. Wybijając się z lekko ugiętych nóg, przeskoczył z drzewa na plątaninę pnączy rozciągającą się ponad częścią urwiska i sięgającą nad drugi jego brzeg. Jak na stan, w jakim się znajdował, zrobił to nadzwyczaj zręcznie. Tiamuuri pospiesznie podążyła za nim. Pod nimi, na dole, krypton hałaśliwie przeszukiwał zarośla, próbując odnaleźć źródło woni pokarmu, które nieoczekiwanie znalazło się poza jego zasięgiem.
Prześlizgując się pomiędzy wilgotnymi pnączami dotarli na drugi brzeg. Kiedy zeskoczyli, nogi zapadły się w wilgotny grunt, pokryty grubą warstwą butwiejących roślinnych szczątków, a wokół rozniosła się woń bagna. Z takiego podłoża wyrastały pnie strzelistych drzew, proste jak kolumny, na pierwszy rzut oka gładkie, za to oplecione różnej barwy i grubości włóknistymi czy wężowatymi tworami. Niektóre pnącza kwitły, ich kwiaty miały ciemne barwy szkarłatu i fioletu, grube płatki i ciężki, duszący aromat. Cienkie, rozgałęzione nitki seledynowej barwy miały w wielu miejscach kuliste zgrubienia, które lekko fosforyzowały w mroku. Inne pnącza porastały włoski tworzące puch, a niektóre zdawały się poruszać. Shivan, niepewny czy powinien ufać swoim omamionym przez grzyby zmysłom, na wszelki wypadek omijał pnie, na których zauważył te twory.
- Nie zaatakują cię, jeśli o to ci chodzi – powiedziała Tiamuuri z rozbawieniem. Na myśl o tym, że nie jest to tylko narkotyczna wizja, młodzy Jeździec wzdrygnął się.
Tiamuuri przystanęła i położyła rękę na jednym z pni, wplatając palce w nitkowatą pnącą roślinę. Spróbowała wniknąć umysłem w tę plątaninę i poszukać zapisanych w najbliższym otoczeniu śladów ewentualnej niedawnej obecności tych, którzy mogli iść tędy przed nimi. Odbierała jednak tylko słabe wspomnienia niedawnych ruchów okolicznych zwierząt. Zanim wycofała się, dotarł do niej narastajacy sygnał obecności życiwej siły, która nagle wniknęła w lokalną roślinność.
- ⋈ꜷ'ꝋ - mruknęła Tiamuuri i czujnie rozejrzała się po okolicy.
- Co? - wyrwało się Shivanowi.
- Duch natury. Jeden z nich jest gdzieś w pobliżu.
Pomiędzy kolumnami pni, początkowo w oddali, rzeczywiście pojawiło się blade światło. W miarę jak się zbliżało, Tiamuuri i jej towarzysz mogli przekonać się, że ich źródłem jest chmara świetlistych punktów w kilku odcieniach złota i różu, krążących wokół siebie i nieustannie zmieniających swoje położenie względem pozostałych. Kiedy niematerialna istota znalazła się kilka stóp od nich, z chmary dało się słyszeć powitanie w świętym języku natury.
Piękne, pomyślał mimowolnie Shivan, gdy Tiamuuri odwzajemniała pozdrowienie. Nawet on słabo i niejasno wyczuwał emitowaną przez ducha energię, chociaż nie umiał stwierdzić, w jakim stopniu mają na to wpływ działające wciąż nyakalu. Nie odczuwał w tym momencie strachu, ufał, że Tiamuuri wie, co robi, a ona w tym momencie wydawała się spokojna i pewna siebie.
- Powróciłaś, '⊍ Ђœ√ - powiedział duch do Tiamuuri, która spuściła wzrok.
- Mamy tu pewne sprawy do załatwienia. Szukamy kogoś.
Świetliste punkty zagęściły się w mniejszej objętości, jednocześnie poruszając się szybciej, Tiamuuri wyczuła, że duch w tym momencie się namyśla, Shivan także odniósł takie niejasne wrażenie.
- Ludzi? - spytał duch – Dwójki ludzkich dzieci?
Tiamuuri natychmiast się ożywiła.
- Widziałeś w lesie dwójkę ludzkich dzieci? Niedawno, w ciągu kilku dni?
Przysłuchujący się ich rozmowie Shivan nie rozumiał ani słowa, nie znał Þ╪ŋ'Ϡδœ·Λ⌠, zauważył tylko, że duch mówił z podobnym akcentem jak Ra'Tiaal, a Tiamuuri w sposób jakby urywany. Suchy i twardy, podpowiedział mu przyćmiony, a może właśnie rozjaśniony, grzybami umysł. Towarzyszyło temu dziwne wrażenie, że w tej mowie akcent zależy przede wszystkim od rodzaju umysłu mówiącego i w niewielkim stopniu od jego chwilowego stanu emocjonalnego.
- Naznaczeni Zepsuciem prowadzili dwie dziewczynki tędy, cztery do pięciu dni temu – oznajmił duch spokojnie, na co Tiamuuri zmarszczyła czoło – Nie zabili ich, chociaż niszczyli każdą żywą istotę, która znalazła się przypadkiem na ich drodze. Niepotrzebnie przelana ðҿ dzieci þ╪ŋ'µ¤ nadal krzyczy.
- Działali na wyraźny rozkaz? Popielne wampiry same z siebie żadnym sposobem nie są zdolne do tak skoordynowanego działania.
- Setki lat słuchałaś plotek, '⊍ Ђœ√. Wiesz dobrze, co mówią ⋈ꜷ'ꝋ° i niektóre spośród żyjących istot. Ktoś może czasem ich kontrolować. Chociaż nie robi tego, jak widać, zbyt często.
Tiamuuri głęboko odetchnęła.
- Wiesz, że ślady ewentualnego zaburzenia przepływu energii ⊒œŋʠҙ są już nie do wykrycia – powiedziała smętnie – Nawet w takim miejscu. Nie mam szans iść tym tropem, chyba, że...
- Oczywiście, że podzielimy się naszą wiedzą i pamięcią – odparł duch, bez ostrzeżenia czytając w jej myślach – Wiesz, że służymy życiu, tak jak i powód, dla którego tu jesteście.
Tiamuuri podziękowała mu lekkim skinieniem głowy. Odwróciła się do Shivana, który nieoczekiwanie zainteresował się czymś pomiędzy drzewami.
- Są tutaj – odpowiedział młody Jeździec na niezadane pytanie – Psie duchy.
- Jesteś w stanie iść dalej? Chyba nastąpiła właśnie zmiana planów. Ruszymy powoli tą samą drogą, którędy szli porywacze. Nad ranem, albo wcześniej, jeśli nie dasz rady bez chwili snu, spróbuję wezwać pomoc, żeby sprowadzić pozostałych, kiedy tylko się obudzą.
Shivan pokiwał głową, chociaż jego wyraz twarzy nie pozwałał Drzewnej nabrać bezpiecznej pewności, że w pełni dotarło do niego to, co powiedziała.
- Kogo chcesz wezwać? - spytał Shivan zdezorientowany po dłuższej chwili milczenia – Jesteśmy gdzieś w sercu dzikiej puszczy...
- No właśnie. A czy jeszcze masz jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że las żyje?
Na to Shivan nie potrafił już znaleźć zadowalającej jego samego odpowiedzi.

Tymczasowe obozowisko było już właściwie zlikwidowane. Nadal lekko senni poszukiwacze, ziewając i przeciągając się, krążyli po polanie, szukając jakiegoś śladu towarzyszy, którzy nieoczekiwanie zniknęli. Wszystkie rzeczy spakowali już do sakwy, przewieszonej teraz przez ramię Nataniela i byli praktycznie gotowi do drogi, powstrzymywał ich teraz tylko brak Shivana i Tiamuuri. Brak przewodnika.
- Myślisz, że pojawienie się w nocy tych psów... stillidów... miało coś wspólnego z ich zniknięciem? - spytał Nataniel z rosnącym niepokojem. Rienna zagryzła wargę, nie wiedząc, co może na to odpowiedzieć. Czegoś takiego raczej się nie spodziewała, nie w przypadku Tiamuuri, dla której ten las przez wieki był domem. Gdyby zniknęło któreś z nich...
Łowczyni niecierpliwym gestem odgoniła muchę krążącą jej obok twarzy. Gwałtowny ruch przegnał również kilka niewidocznych wcześniej stworzeń z najbliższego drzewa. Kilka owadów wzbiło się do lotu, coś przemknęło po korze. Nieco większe stworzenie przefrunęło na złamany pień, pod którym wędrowcy spędzili noc.
- A niech to – mruknęła Rienna, podchodząc do przewróconego drzewa, aby przyjrzeć się temu, co przysiadło na odpadającej od martwego pnia korze. Istota przypominała miniaturowego smoka o lśniącej, gładkiej skórze, wyraźnie mniejszego od przeciętnego gołębia. Smukłe i zwinne ciało gada wyposażone było w skrzydła pasujące raczej do ważki. Dziwna istota zwróciła uwagę na Riennę, ale przyglądała jej się raczej z zaciekawieniem niż obawą. Jeszcze większym zaskoczeniem był moment, kiedy stwór wyrzucił z siebie serię dziwnych dźwięków, które przechodziły od pomruków, poprzez brżęczenie do syków i parsknięć, ale jednocześnie zdawały się być artykułowaną mową.
- To coś mówi chyba w języku natury – mruknęła Rienna z troską – Tiamuuri umiałaby to przetłumaczyć.
Westchnęła ciężko, z rosnącą irytacją i zniechęceniem. Tiamuuri... gdzie ona, na bogów, się podziewała?!
Nataniel, zaintrygowany, również podszedł bliżej.
- Czym jesteś? - spytał, podkreślając pytanie wycelowaniem palca w miniaturowego smoka, potem, na wszelki wypadek powtórzył je we wspólnej mowie. Gad ożywił się.
- π⊛Һæ'ŋҩҺ – powiedział, znacznie wolniej niż poprzednio, tak, że teraz dało się wyczuć w jego głosie mieszankę rozbawienia i zadowolenia, po czym także przeszedł na wspólną mowę – Władca Szerszeni z Zachodniego Jaru.
Rienna, zaskoczona, zamrugała oczami. Chociaż stwór mówił z dziwacznym akcentem i kaleczył słowa, przy odrobienie wysiłku i skupienia dało się go zrozumieć. Też był duchem, jak widziane w nocy stillidy?
- Ð¥µ°Ŋℓ»πə posłała po was – powiedział π⊛Һæ'ŋҩҺ niecierpliwie – Mam was do niej zaprowadzić.
- Tiamuuri! - ucieszyła się Rienna – Więc nic nie odgryzło jej w nocy głowy?
Trudno było powiedzieć cokolwiek o wyrazie pyszczka małego smoka, ale Rienna odniosła wrażenie, że Eriraqin, czy jak tam kazał się nazywać, jest rozbawiony. Nataniel wyciągnął w stronę stworzenia rękę, a widząc, że nie sprowokował go do ucieczki ani wycofania się, otoczył go dłońmi, jakby próbował chwycić oswojoną mysz. Miniaturowy smok przeszedł spokojnie na duże, szorstkie dłonie mężczyzny, który niemal nie poczuł jego ciężaru.
- Prowadź – poprosił Nataniel, myśląc w tym momencie, źe Tiamuuri i Shivan powinni mieć zadowalające tłumaczenie swojego nieplanowanego oddalenia się od obozowiska.
- A zamierzacie iść ich tropem, czy możliwie najkrótszą z względnie wygodnych dróg? - spytał Władca Szerszeni z rozbawieniem.
Nie szli przez urwisko, od razu skierowali się bardziej na północ, aby nieznacznie skręcać na zachód po przejściu kilku staj. Las przed nimi się zmieniał, drzewa były wyższe i bardziej proste. Chociaż nie było tu dróg, grunt był równy i omijając bardziej gęste zarośla, mogli całkiem wygodnie iść dość szybkim marszem.
Rienna szła obok Nataniela, kątem oka co jakiś czas spoglądając na Eriraqina siedzącego na ramieniu młynarza.
- Ty znasz wspólną mowę – zagadnęła w pewnym momencie – Tiamuuri, kiedy oddział ją znalazł, podobno nie mówiła żadnym językiem, poza tym... waszym...
- Ð¥µ°Ŋℓ»πə była przez wieki drzewem – odparł mały smok - Tkwiła w sercu puszczy, w stanie, który duchy nazywają ╫ϞΛð'∩≈ι. Nie wiem, czy istnieje w jakimkolwiek waszym języku określenie na to... Ja wielokrotnie przemierzałem rozległe tereny poza Larven. Obserwowałem elfy i ludzi.
- A ty... jesteś duchem?
Eriraqin wydał z siebie ciche parsknięcie.
- Nie bardziej niż wy albo ci, których szukacie.
Wbił wzrok w nieokreślony punkt przed sobą.
- A zdawałoby się, że nie szli tak szybko – mruknął do siebie, tym razem już w języku natury.
Na Tiamuuri i Shivana natknęli się po upływie prawie godziny. Właściwie to tamci ich zauważyli, słysząc rozmowę, sami zachowywali ciszę. Rienna pobiegła w ich kierunku, kiedy się zatrzymali. Popatrzyła po ich twarzach. Shivan wydawał się zmęczony, ale jednocześnie spokojny, w jakiś zupełnie nietypowy dla niego sposób. Tiamuuri lekko się uśmiechała. Gałązki nad jej czołem, wcześniej obcięte, znów odrastały, najdłuższe odnogi miały już ponad dziesięć cali, miały miękką, zielonkawą korę jak czubek młodego drzewa, pojawiły się też na nich małe pąki.
- Wkrótce wyrosną ci liście – zauważyła Rienna, powodując tym u przyjaciólki chwilową wesołość – Co właściwie robiliście w nocy i dlaczego jesteście tutaj?
- Jadłem trochę nyakalu i podziwiałem puszczę nocą – Shivan ochoczo wyręczył Tiamuuri w odpowiedzi.
- Ćpaliście?! - spytała Rienna z niedowierzaniem i lekkim oburzeniem. Tiamuuri znów parsknęła krótkim śmiechem.
- Nie my. On.
- Z jej zachętą i błogosławieństwem – tłumaczył się Shivan.
- Chciałam, żeby zmienił nastawienie do tego miejsca – uzupełniła Tiamuuri żywo.
- To nie ma w tej chwili znaczenia, jeśli z jakiegoś powodu wiecie dokąd iść – uciął Nataniel.
- Owszem, wiemy – odparła Drzewna spokojnie. Przeszła kilka kroków. Kiedy pozostali spojrzeli przed siebie, zauważyli, że drzewa rosną coraz rzadziej a roślinność jest jakby uboższa. Ruszyli za Tiamuuri, w milczeniu przyglądając się szarzejącej trawie, która wyglądała jak wymyta z koloru.
Wymyta z życia, pomyślał Shivan.
Teren łagodnie, prawie niezauważalnie obniżał się, w najniższym punkcie przepływała rzeka o nieprzyjemnie mętnej wodzie.
- Jesteśmy już niedaleko – odezwała się Tiamuuri cicho, gestem wskazując w kierunku przeciwnym do biegu strumienia – Musimy iść wzdłuż brzegu, do źródeł.
Rienna mimowolnie się wzdrygnęła, jakby wyczuła bijący od szarawej wody chłód. Przypomniała sobie ostatnie słowa umierającego Symeona. Zatrute źródła zła. Chyba nieszczęśnik nie mógł lepiej opisać tego, do czego się zbliżali.









[Jest kolejna część, którą zaczęłam dawno, ale zbierałam się miesiącami (dosłownie) do dokończenia. Do osób, które pisały kiedyś, że lubią klimaty "Księżniczki Mononoke" - mam nadzieję, że nie zawiodłam i stanęłam na wysokości zadania ;) Dorzucam podobiznę kryptona (→TUTAJ), jako że pomysły do opowiadań czerpię z przeglądania obrazków na DA, oglądam coś i nagle mnie natchnie... Opis do bestiariusza zrobię wkrótce.]

5 komentarzy:

Szept pisze...

Naprawdę lubię twoje opisy - ale to już wiesz po wcześniejszych notkach. Pamiętasz o detalach. Nie są może rozbudowane, nie ma potoku słów, ale czytając widzisz to, widzisz w sposób jasny. Prawie jakby siedząc ci w głowie :D A opis Shivana po spożyciu pierwsza klasa. I fakt, że przez całe opko pamiętasz o tym, rzucasz kilka słów, a to spocone dłonie, spojrzenie, trudności z koncentracją... Kocham jak nic.
Podoba mi się sposób, w jaki kreujesz postacie. Po ich słowach, czynach widać, jakie są i zgadza się to z tym, co nam podpowiada narrator. Są spójne, a to coś, na co zwracam uwagę.
Mogę o coś zapytać? Czy ludzie naprawdę nie lubią nietoperzy? :P Bo ja je lubię :D Ale to tak marginesowo i całkowicie dla śmiechu pytanie. I mały offtop - pamiętam, jak nam biedny gościu zrobił sobie mieszkanko za szafą w kuchni i co noc latał po salonie maluch. Uroki jury.
Nie pamiętam, czy o tym wspominałam, ale podoba mi się też sposób prowadzenia przez ciebie fabuły.
Idąc dalej, podoba mi się, że korzystasz z tego, co ktoś wymyślił i w bardzo zgrabny, umiejętny sposób wplatasz w to swoją historię, używasz, modyfikujesz.
Jedynie co - akapity. :D Ale to mój prywatny shiz.
Jak ty to robisz, że tak piszesz, co? Skąd ty bierzesz pomysły? Szacunek.

root pisze...

Dzięki za komplementy ;)
Internauci zapewne lubią nietoperze, po tym jak co lato na demotywatorach przypomina się o tym, że nietoperze polują na komary ;) A patrząc po mojej rodzinie i bliskim otoczeniu, stwierdzam, że osoby płci pięknej raczej za tymi latającymi ssakami nie przepadają. A opinia publiczna twierdzi zapewne, że nietoperze przenoszą wściekliznę, co akurat w niektórych rejonach jest prawdą.
Sytuacja z kryptonem zainspirowana połączeniem kilku scen z Avatara, jak Neytiri uczyła Jacka życia w lesie, jakoś tak to zlało mi się w jedno.
Shivan po spożyciu to akurat sytuacja autentyczna, zdarzyło mi się po końskiej dawce psychodelików stwierdzić, że dopiero teraz jestem w stanie porozumieć się z pewną osobą, która dziwne stany umysłu i pokrętne myślenie to miewa normalnie na co dzień. I wydało mi się to tak absurdalnie komiczne, że musiałam to gdzieś wykorzystać. Tylko normalnie to Shivan zaprawiony psylocybiną albo analogami nie miałby takiej koordynacji i refleksu jak w tej historii ;)
Postać Eriraqina wpadła mi do głowy dawno temu, przy przeglądaniu DA, jak znalazłam obrazek takiego stworzenia. Podobnie jak sama idea stillidów czy kryptonów. Samą Tiamuuri też stworzyłam po tym, jak przypadkiem znalazłam na DA ten pierwszy art z jej KP. Czyli żeby mieć natchnienie do opowiadań fantasy, powinno się często przeglądać grafiki na DA :P
Najzabawniejsze jest, że ileś lat temu ja sama pisałam opowiadania i tam też przemiana człowieka w drzewo była odpowiednikiem jakiegoś oświecenia i rozwoju umysłu, potem o tym zapomniałam a przypomniałam sobie, jak pierwszą KP Tiamuuri robiłam. Kto Drzewnych wymyślił? To potwierdzenie teorii archetypów Junga czy coś w tym stylu? ;)

Szept pisze...

Jak najbardziej zasłużone, więc nie ma za co. :D
Chyba nie należę do płci pięknej :P Ale o wściekliźnie zapomniałam, chociaż, jakby nie patrzeć, przenoszą ją też lisy, a niektórzy, całkiem mylnie, posądzają o to też jeże. Cóż, śliniący się, umazany na pyszczku i kolcach jeż faktycznie może przywodzić na myśl wściekłego.
A co do koordynacji - w fantastyce wiele rzeczy dozwolone :D
dA rządzi. Muszę wrócić do przeglądania go w poszukiwaniu weny i pomysłów, jak nic. Pożyczam i przywłaszczam sobie twój sposób.
A Drzewnych? Nie mam pojęcia. Serio.

Zorana pisze...

Powiem tak: wiesz, że Twoje notki przywodzą mi na myśl film 'Avatar'? Ilością barw, oryginalnością przyrody, w tym egzotycznością stworzeń. Jak ten film oglądany w wersji 3D, Twój tekst wciąga. To taka Keronia inaczej.

Olżunia pisze...

Spóźniona, komentuję i ja.
Na początku dziękuję za dedykację z poprzedniej części, bo jeszcze tego nie zrobiłam. Ubawiłam się. :D Niech żyje kij Savardi! (Bogowie, jak brzmią takie okrzyki...)
Wszystkie trzy części mnie wciągnęły. Zwłaszcza opisy (powtarzam i po sobie, i po innych, ale nie mogę nie), bo klimat z Mononoke Hime to jest to, co kocham. Oczywiście nie tylko za to je lubię. Szept bardzo fajnie to ujęła - są na tyle szczegółowe, że ma się wrażenie, że widzi się to, co Ty. Do tego stopnia, że gdy któraś z postaci mówi w języku natury, wyobrażam sobie, jak to może brzmieć. Moim zdaniem najlepsze są momenty, w których w nocy pojawiają się duchy lasu - kiedy wyobrażam sobie ich świecące pióra i panującą dookoła ciemność... niesamowity efekt. Opisujesz to szczegół po szczególe, ale po złączeniu ich w całość nie tracą swojego uroku. Tempo akcji nie jest szybkie, ale odnoszę wrażenie, że ono takie właśnie ma być. Wędrówka przez Larven to nie bieg na sto metrów. No chyba że pojawia się taki krypton. Wtedy wszystko przyspiesza. Zawrotnie.
Akcja rozkręca się z rozdziału na rozdział, a to oznacza, że... tak, czekam na więcej. :3
I przepraszam, że komentuję dopiero teraz. Trochę mi się sprawy skomplikowały i trudno było mi znaleźć dłuższą, spokojniejszą chwilę na KK.

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair