Ciepło z paleniska było nad wyraz
przyjemne, zwłaszcza gdy za oknem panował taki ziąb, że nawet
ptaki siedziały cicho. A jedyne piękno, jakie można było podziwiać, to lodowe paprocie malowane ręką samej natury.
- A... psik! - kichnąłem.
- Na zdrowie, przyjacielu - odezwał
się krępy mężczyzna, niosąc dwa kubki z gorącą wodą oraz
ziołami. – Na taką pogodę to tylko nalewka z pokrzywy.
Skrzywiłem się. Aż za dobrze
znałem jego nalewki.
- Nie masz nic... normalnego?
- Tu to norma - odparł z uśmiechem.
Spojrzałem na mojego towarzysza.
Krepy, z gęstą czarną brodą. Kubrak
zrobiony ze skóry niedźwiedzia, a łeb bestii służyła jako
kaptur. Mężczyzna miał co najmniej dwa metry wzrostu. Spod gęstych
brwi patrzyła na mnie para bystrych oczu. Nic dziwnego że ten
„małpolud” został wodzem. Mimowolnie napiłem się jego nalewki
z pokrzywy. Ledwo powstrzymałem się od zwrócenia jej na podłogę.
- Mocna rzecz, co? - ryknął ze
śmiechem.
- Nie da się ukryć. - wychrypiałem.
Jakim cudem nie potruł jeszcze rodziny?
- Słyszałem o jakichś małych
wyspach. Nie dawno odkrytych.
- Tak, tez o nich słyszałem. Nikt z
tamtą nie wraca.
- I tak nie mam gdzie wracać. Przecież
wiesz.
- Nie twoja wina. - Mężczyzna napił
się swojego „napoju”. Nawet się nie skrzywił. Czy on ma takie
coś jak żołądek? Chyba, że to, co sobie nalał, to coś innego niż
mam ja. Albo już nie ma żołądka od picia tego CZEGOŚ – Twój
ojciec przesadził.
- Fakt. - kiepsko szło mu pocieszanie
– Ale mógł Cie nie wywalać z domu.
Chciałem coś odpowiedzieć, ale do
pokoju wpadła jego córka.
Burza rudych włosów w czarnej skórze
jakiegoś zwierzaka. Widząc mnie uśmiechnęła się i podbiegła
się przywitać. Jej zaczerwienione policzki nadawały jej tylko
niewinności.
- Co słychać, Janno? - zapytałem.
- Lepiłam bałwana z Eliasem.
- Znowu ten Elias - prychnął
mężczyzna.
Dzieci. Nie ważna jak bardzo by
trzaskało mrozem one i tak wyjdą się pobawić.
- Daj spokój. Nie jest zły -
skarciła go córka. Widać, że go lubiła. Zwłaszcza że pretensja
w jej głosie ukuła ojca do tego stopnia, że się skrzywił.
- Czyją Ty trzymasz stronę?
- Niczyją. Ale daj mu się wykazać.
- Zobaczę - odburknął. Zaczynałem
współczuć chłopakowi.
Siedziałem razem z nimi jeszcze przez
chwilę, po czym pożegnałem się ruszyłem w swoją stronę.
Przewróciłem się na bok. Nie wiedziałem, że umarli mogą spać. Dobra, wampiry mogą, ale coś takiego jak JA?
- Obudziłeś się. - usłyszałem
jakiś głos.
Na wpół przytomny spojrzałem przed
siebie. Mężczyzna w czarnym płaszczu siedział na wprost mnie.
Twarz miał zasłoniętą maską.
- Ktoś ty? - zapytałem zrywając się
na równe nogi.
- Przyjacielem. A teraz słuchaj. Wie
kto może ci – spojrzał na śpiącą Janne – Wam pomóc.
- Jeśli będziesz chciał się
dowiedzieć kim jesteś, udaj się tam.
Po tych słowach rzucił mi świstek
papieru. Gdy go złapałem i spojrzałem przed siebie mężczyzny już
nie było. Rozwinąłem świstek. Była to mapa. Wciąż zaspany
uśmiechnąłem się ponuro. Wiedziałem co to znaczy, a tym bardziej
CO jest zaznaczone.
Zombbiszon
1 komentarz:
Koleś w skórze niedźwiedzia wygląda jak półolbrzym!
"Mimowolnie napiłem się jego nalewki z pokrzywy." – znam ten zdradziecki odruch. Nieważne, że prawie nigdy nie piję alkoholu; moja ręka i tak podtyka mi szklankę pod nos i mówi "Patrz, soczek!"
"- Mocna rzecz, co? - ryknął ze śmiechem.
- Nie da się ukryć - wychrypiałem. Jakim cudem nie potruł jeszcze rodziny?"
Dobrze napisane. Oszczędnie i bardzo precyzyjnie. Dobry komizm, mnie kupuje!
"Przewróciłem się na bok. Nie wiedziałem, że umarli mogą spać." Fajny akcent dotyczący postaci.
"Niedawno" piszemy razem.
"Stamtąd", nie "z tamtąd". Przed miękkimi spółgłoskami stawiamy "s", a przed twardymi spółgłoskami – "z". Czyli jak mamy parę spółgłosek, które podobnie brzmią, np. "t" (miękka) i "d" (twarda), to piszemy "stąd" i... nie mogę nic wymyślić z zaimkiem pytajnym zaczynającym się od "d", ale piszemy "zdrowie", a nie "sdrowie". "Skąd", a nie "zkąd" i tak dalej. Po prostu dwie miękkie albo dwie twarde samogłoski łatwiej wymówić niż mieszane, na "zkąd" można połamać sobie język. I tak w wymowie jedna z takich "wymieszanych" spółgłosek ulegałaby udźwięcznieniu lub ubezdźwięcznieniu, pewnie dlatego tak się to zapisuje. :) *chłopska logika mode* *nie ma gwarancji, że nie gadam głupot albo że nie używam niewłaściwych terminów*
Oook, a więc stąd zna Jannę. Podoba mi się to, że przez większość dialogu nie mam pojęcia, o co chodzi, a jak już mam zamiar się pogodzić z tym, że nie rozumiem, to podsuwasz mi wyjaśnienie. Wytrwale budowałeś napięcie, nie dałeś się do samego końca. A jak już myślałam, że wszystko jasne, to pojawił się tajemniczy zamaskowany.
Tempo akcji masz jak w awanturniczej gawędzie. :D
Prześlij komentarz