Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

   - Przez ciebie wypluję płuca – sarknął Midar, schylając się, z łzawiącymi, podrażnionymi dymem, zaczerwienionymi oczami. – Niech cię, Aed, naprawdę było miło. – Krasnolud obejrzał się przez ramię na gospodę. Niemal po każdej burdzie kończyło się na tym, że wyrzucano go za drzwi i to, co wydarzyło się tutaj, nie było niczym nowym. W niczym nie uwłaczało godności wojaka, zakładając, że w ogóle jakąś miał.
   Elfi mieszaniec wziął się pod boki, przez chwilę przypatrzył się karczmie, pokiwał głową. Byli żywi. Nie siedzieli tam, gdzie by chcieli i niekoniecznie byli tam wyjątkowo mile widziani, ale byli żywi. Aedowi wylatywanie z karczmy również nie było obce, nie musiał zbierać z ziemi swojej godności. Zwykle, jak już ktoś mu taki lot fundował, mógł dodatkowo narazić się na gniew szynkarza, gdy nieomal zabierał ze sobą drzwi. Tym razem odbyło się bez większych strat.
   Chwilę potem okazało się, że już dłużej nie wytrzyma – oczy zaszły mu łzami, a niewidzialne stworzonko, wgryzające się w jego gardło, zaczęło wściekle się szamotać. Koniec filozofowania, chuchro zaniosło się wielce niefilozoficznym kaszlem, do spółki z krasnoludem. Na wzmiankę o płucach zakrył usta dłonią, rozpaczliwie próbując się opanować. Na próżno.
   - Raczej tam nie wrócimy, co nie? – Midar potarł ślepia i jedyne, co zyskał, to jeszcze bardziej podrażnił wrażliwą spojówkę. Nawet jeśli nie wiedział nic o planach Aeda, to nic nie stało na przeszkodzie, by włączył go do swoich. – Masz coś przeciwko spaniu w stajni? – Gestem wskazał na stojący przy gospodzie, równie zabiedzony i chwiejący się budynek.
   - Stajnia, powiadasz? Bliżej natury – odparł najemnik, chrypiąc przez zaciśniętą krtań. – Jak na elfa przystało. Jasne, że... khę... – ze świstem wciągnął powietrze - nie mam nic przeciwko. Lepiej, żeby nas tu nie zobaczyli, kiedy już wyjdą, nieprawdaż?
   Jeżeli karczma wyglądała jak ogromna, zabiedzona, od niepamiętnych czasów opuszczona szopa, to dla stajni zabrakło już Aedowi porównania. Szczęście, że gospoda nie cieszyła się liczną klientelą – dzięki temu odór końskiego łajna co prawda wykręcał nos aż do dźwięku miażdżonych chrząstek, ale przynajmniej nie zagrażał życiu. Buty zapadały się w rozmiękłą, nadgryzioną przez zgniliznę słomę. Pyszności.
   Mieszaniec podszedł do zagrody, wewnątrz której uwiązane były dwa jego wierzchowce – srokata, mizernie wyglądająca klaczka i narwany gniadosz, śledzący ich od samego wejścia. Odruchowo uchylił się przed zębami ogiera, który nie zaprzestawał prób pozbawienia go jego spiczastych uszu. Do niedawna Aed miał nadzieję wynieść się stąd na tyle szybko, by nie spierać się z właścicielem gospody o tę krótką chwilę, podczas której jego wierzchowce raczyły się jakże cennym powietrzem z jego stajni. Teraz marzenie o krótkim zabawieniu w tym jakże urokliwym przybytku można było spokojnie odesłać w siną dal na, zasłużony bądź nie, wypoczynek. Znalezienie zleceniodawcy w takim zamieszaniu mogło okazać się zajęciem co najmniej czasochłonnym.
   Midar z zasady wolał podróżować pieszo. Nie miał nic przeciwko mocnym nogom, przykurzonym szlakom, śmigającym obok konnym. Niech gnają na złamanie karku, czort z nimi tańcował. Sam na konia nie wsiądzie. Krótkie krasnoludzkie nóżki nie sięgałyby nawet strzemion. Na drugiego jeszcze to gorzej. Ani wie gdzie, czworonogie coś parska, wierzga, płoszy się, plecy towarzysza zasłaniają pole widzenia, a i toporek to nie broń dla jeźdźca. Mała mogła utrzymywać, że te bestie są inteligentne, dla Midara wyglądały raczej jak głupie, prowadzone na rzeź barany. Łatwiej spaść i obić sobie pośladki, bo bydle się spłoszy. Obserwacja gryzącego, z dużymi zębami ogiera, jeszcze potwierdziła opinię krasnoluda. Trzymać się jak najdalej, nie podchodzić. Tu i nawet kij nie pomoże.
   No to on sobie tu w kątku wymości, nieco słomy podkradnie, bo leżąca na ziemi przesiąknięta była gównami. Noc się wytrzyma. Nieco by sobie jeszcze podjadł, bo żarcie w gospodzie zbyt smaczne nie było, ale owsa, zboża czy czego tam jak czworonogie żreć nie będzie.
   Przyjrzał się krytycznie swemu dziełu. Słoma jak słoma, jak jej dużo rzucić na ziemię, to i posłanie jak się patrzy. Jeno ostre źdźbła trochę kuły. Jakaś derka by się przydała, żeby ją na tak umoszczone posłanie rzucić. Od biedy może być i płaszcz.
   Midar poczuł się mądrzejszym. Odpiął płaszcz, który kiedyś może nazwać można było brązowym, miękkim i ciepłym, a który teraz przypominał szaroburą, połataną szmatę. Zarzucił ją na rozrzuconą na ziemi słomę. Jak znalazł. Noc była ciepła, to i okrycia nie trzeba. Zresztą, parujące gówna sprawiały, że w stajni było parno. Jeśli ktoś mu będzie wciskał, że w stajniach pachnie przyjemnie sianem, to znaczy, że nigdy w takowych nie spał. Koński pot, gówna. I pewnie szczury.
   - Masz mocny sen, co Aed? Jak ci małe, brzydkie, włochate po nodze przeleci, to nie obudzisz się z wrzaskiem? – Midar obrócił się do swego towarzysza. Aed gmerał coś przy czworonogich bestyjkach, czegoś szukał uparcie w jukach, rozglądał się. Chyba nocka w stajni nie była poniżej gustów elfika.
   Aed zaczął szperać w jukach w poszukiwaniu zgrzebła, gdy nagle coś przykuło jego uwagę. Brakowało jednej sakwy. I to nie tej z pieniędzmi. Poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Gdyby tylko był wywodzącą się z arystokracji panienką i mógł pozwolić sobie na krótkotrwałą, ale za to wielce dramatyczną utratę przytomności... Ale panienką nie był, a kogoś, kto potwierdziłby jego szlacheckie pochodzenie od strony matki musiałby chyba ze świecą szukać, a i tak pewnie by nie znalazł. Nie mając pojęcia, gdzie podziać wściekłość, zdecydował się wreszcie na tuzinkowe, ale za to swoje ulubione przekleństwo:
   - Jasna cholera.
   Okazał się naiwnym, przewidywalnym idiotą.
   - No, takżem myślał. Kuzynka Małej to piszczy jak się jej mysz pokarze. A tu pewnie są szczury. Ale się nie przejmuj. Ty będziesz wrzeszczał, ja będę chrapał, to cię zagłuszę. Nikt się nie dowie, że szczurów się boisz. – Midar, niewtajemniczony w plany Aeda, myślał i funkcjonował po swojemu. Nakierowany na sen, o śnie myślał. I o szczurach. Życzliwy krasnolud, przezwyciężając niechęć do dużego, czworonożnego i gryzącego, podszedł bliżej Aeda, klepiąc go serdecznie w plecy, by zacnego druha podnieść na duchu. Pierwotnie miał trafić w ramię, ale wiadomo, krasnolud to i krasnoludzki wzrost, słowem: bez drabinki nie dosięgnie.
   Mieszaniec nie słuchał. Stał jakby zamienił się w słup soli albo jakby korzenie zapuścił, tępo gapiąc się na puste miejsce obok siodła srokatej, w którym przed chwilą znajdowała się przytroczona do reszty juków sakwa. Ocknął się dopiero na wzmiankę o gryzoniach.
   - Szczury? – powtórzył, nie bardzo wiedząc, o co się rozchodzi. W końcu wypalił: - Szczurów to ja będę z wytęsknieniem upatrywał, żeby nie zdechnąć z głodu, jak będę siedział w najciemniejszej piwnicy kansaskiego ścieku, jeżeli teraz, zaraz, natychmiast nie znajdę tego, który przywłaszczył sobie moje... – urwał, o mały włos nie obnosząc się z posiadaniem map – j...moją sakwę! Już ja mu powiem bajkę o kpie!
   Rozglądanie się po stajni nie wniosło nic nowego. Jakoś nikt nie palił się, żeby z wyrazami przeprosin na ustach potulnie przynieść mu to, co zabrał. Poza tym Aed zachowywał się, jakby ze zwykłym, wytartym skórzanym workiem łączyło go nieledwie psie przywiązanie. Za normalne to uchodzić nie mogło. Ani tym bardziej budzące zaufanie. Wręcz przeciwnie.
    Midar podrapał się po rudej czuprynie, dziwnie zakłopotany na wspomnienie zaginionej sakwy. W gospodzie miał się spotkać tylko z Małą, niemniej Odrin lubił pojawiać się tam, gdzie się go nie oczekiwało. Szukając, rzecz jasna, przygody. Midar nie wnikał, co Odrin nazywa przygodą, ale wiedział, że za małym karłem idą kłopoty w postaci zagubionych rzeczy i znalezionych przypadkiem sakiewek. Tym razem nie było z nim Odrina, lecz niepokój krasnoluda nie zniknął.
   - Dużo straciłeś? – mruknął niewyraźnym tonem, ostrożnym.
   Tłumiąc przesycone złością prychnięcie, Aed bezwładnie opadł na stertę słomy nieopodal midarowego posłania. Podłużny stóg jakimś cudem uratował się od zatopienia, wznosząc się nad półpłynne bajoro niczym maleńka wyspa pośród oceanu. Mieszkańcy stajni byli co prawda nieliczni, ale właściciel karczmy widocznie zaglądał tu z widłami na tyle rzadko, że liczba zwierząt nie czyniła różnicy.
   Panika mieszańca powoli malała. W jego głowie zaczynał kiełkować pewien pomysł. Pomysł, który mógł po raz kolejny pomóc mu zjednać nieocenioną, jak się okazało, przychylność krasnoluda, w tym celu wykorzystując jego największą chyba słabość. Uczciwe rozwiązania nigdy nie były aedową specjalnością.
   - Jak dorwę, co moje, chyba schlam się w trupa ze szczęścia – usłyszał krasnolud w odpowiedzi. To znaczyło, że Aed stracił dużo, przynajmniej wedle midarowego pomyślunku. Znów podrapał się po głowie, zerknął na półelfa…
I dostrzegł tylko plecy półelfa.
   Aed dłużej wysiedzieć w miejscu nie zdołał. Poderwał się, otrzepał ze słomy i ruszył w kierunku wyjścia. Nic się nie zmieni, jeżeli utnie sobie drzemkę zamiast szukać cennego trzosa. Bogowie niejedyni, przecież długo w tej gospodzie nie siedział!
   - Powariował. Jak nic powariował. Babę z pustymi wiadrami spotkał czy co? – Krasnoludy nie bywały przesądne. Przebywając na powierzchni Midar spotkał się z prostymi wierzeniami po raz pierwszy. Lubił się do nich odnosić, chociaż nie zawsze je rozumiał. Co miało puste naczynie do wyprawy? Nie miał pojęcia. Baba widocznie nie napełniła ich jeszcze. A takie wstawanie lewą nogą? On sam zwykle mgliście pamiętał przebudzenie, a co dopiero rozwodzenie się nad tym, którą stopą pierwszą dotknął podłogi.
   - Prędkonogi, czekaj. – Jak Aedowi mają nabić guza, to tylko wtedy, gdy on sam będzie obok. Wtedy będą równe szanse.
   Midar nie miał głowy do planowania czegokolwiek. Pod tym względem zdawał się na chuchro. On miał walczyć, okazyjnie otworzyć do kogoś gęby i zagaić rozmowę. Strategia? Bardziej polegał na pierwotnej sile. Od strategii miał innych.
   Ze stajni wyleciał na swoich krótkich nóżkach tak, jakby wszystkie szczury nagle się zeźliły i stwierdziły, że gustują w krasnoludzkim udku. Mała opowiadała mu kiedyś, że na Kresach żyje jakiś mięsożerny gryzoń, ale nie słuchał jej wówczas uważnie. Rozejrzał się.
   Najpierw dostrzegł Aeda. Dopiero potem dwie kolejne postacie.
   - Szuka guza. Jak nic szuka kogoś, kto mu wpieprzy w zadek. Kościsty. – Wedle mniemania krasnoluda każdy elf był wychudłym szkieletem, ani grama sadła, to i tyłek musiał być kościsty. Przynajmniej tak twierdził Lofar, u którego niejeden kufelek miodu opróżnił, słuchając przy tym peanów zachwytu o tym, dlaczego boskie pośladki są boskie.
   Ano, Aed guza szukał, jak to zwykle on. Nie byłby sobą, gdyby siedział spokojnie na swoim kościstym tyłku w jakimś bezpiecznym miejscu, grzał się przy kominku i objadał smakołykami. Tak więc po zwiedzeniu stajni i stwierdzeniu, że jest zbyt cichym miejscem, należało z niej wyjść i poszukać kłopotów. Długo mieszaniec nie szukał.
   Midar może nie znał się na wielu rzeczach, ale kłopoty wyczuwał na odległość. A ta dwójka wyglądała jak kłopoty. Mężczyzna był potężnej postury, odziany jak najemnik, chociaż Midar mógł przysiąc, że nie należał do grupy, z którą pobili się w karczmie. Nie było jeszcze ciemno, to i widział ponury wyraz twarzy, pobrużdżonej bliznami. Na plecach miał dość solidny topór. Po przyjrzeniu się jeszcze raz Midar stwierdził, że wygląda raczej jak barbarzyńca, nie najemnik. Kobieta była drobniejsza. Niewysoka, blondwłosa elfka odziana w brąz, z dziwnymi tatuażami pokrywającymi nieomal całą twarz, maskującymi jej rysy. Oczy ktoś mniej dokładny określiłby jako zielone, wdając się w szczegóły były oliwkowe.
   Aed znalazł wreszcie zleceniodawców, których do niedawna z takim upragnieniem wyglądał. No właśnie. Do niedawna. W kobiecie rozpoznał tą, która zleciła mu dostarczenie kopii map, wyznaczyła miejsce i czas spotkania i ofiarowała mu kilkanaście denarów na częściowe opłacenie fałszerza. Prawdziwe mapy miały jakimś sposobem odnaleźć się i wrócić do twierdzy gubernatora tak, by ich poszukiwania zostały przerwane – by Escanor ściągnął swoje rozesłane po Keronii gończe psy i przestał martwić się o to, że ktoś zamorduje go we śnie lub obrabuje jego mieszkanko i da nogę jakimś ukrytym przejściem, o którym świat miał się nie dowiedzieć. Aed zadanie wykonał, ale z drobnymi, zaplanowanymi przez siebie modyfikacjami. Wynajęty przez niego fałszerz sporządził dlań dwie mapy – wierną kopię oraz wersję uboższą o kilka przejść i znaków oznaczających, że korytarz jest zawalony lub zamurowany. Ta druga była przeznaczona dla elfki.
   Nie dość, że zdecydował się na przekręt podczas wykonywania nielegalnego zlecenia, to jeszcze nie miał owego zlecenia przy sobie – teraz, gdy należało grzecznie je oddać, wziąć zapłatę i wiać nim się zorientują, że coś jest nie tak. To były już dwa powody, dla których miałby wpakować się w coś, z czego wykaraskać się nie będzie łatwo. W zaistniałej sytuacji ci dwaj musieliby być idiotami, żeby nie zacząć czegoś podejrzewać. A na idiotów nie wyglądali, ani trochę, ani odrobinę. Trzeci powód.
   - Wierzę, że masz coś dla nas, półelfie – to kobieta była tą, która przemówiła.
    „Półelfie”. Jeszcze tylko brakowało, żeby elfka publicznie wylała mu na łeb przysłowiowy kubeł pomyj tylko za to, że jego matka była człowiekiem. Bogowie, nawet jej nie poznał! Dajcież mu wszyscy święty spokój!
   - Owszem, miałem. Pół godziny temu. Jakimś – bogowie niejedyni wiedzą, jakim – cudem dostało nóżek i wybrało się na przechadzkę, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Ale spokojnie, zaraz wróci. – Zabawiając swoją zleceniodawczynię kretyńską gadką, zaczął ukradkiem rozglądać się dookoła w poszukiwaniu jakiegokolwiek szczegółu, który podszepnąłby mu, gdzie obecnie znajduje się jego sakwa. Nie mogła być daleko, wszak dzięki uprzejmości starych znajomych zabawił w karczmie jedynie dłuższą chwilę.
   Przez sondowanie otoczenia wzrokiem nie dostrzegł zmarszczki gniewu, która przeorała blade, wytatuowane czoło elfki.
   - Kpisz sobie ze mnie, mieszańcu...? – syknęła przez zaciśnięte zęby.
   - Ależ skąd? – odparł machinalnie z udawaną urazą w głosie, w ogóle nie patrząc na swoją rozmówczynię. – W tej stajni okrutnie cuchnie, wystarczy na nią spojrzeć. Wcale się nie dziwię, że chciało nieco się przewietrzyć...
   Zarówno elfka, jak i obcy najemnik postąpili krok do przodu w stronę Aeda. Ten jednak prędko obrócił się na pięcie i odszedł jak gdyby nigdy nic.
   Garstka ludzi wciąż stała przed karczmą – część z nich gawędziła z braku innego zajęcia, część rozchodziła się do domów, część marudziła szynkarzowi, by ten był uprzejmy wynieść jedną ławę, dwa zydle oraz podał dzban piwa i parę kufli. Wśród nich mieszaniec dostrzegł niską postać. Postać, która bardzo nie chciała być zauważona, ale z braku innego wyjścia musiała udać się tymi właśnie drzwiami, żeby nie zakaszleć się do pęknięcia żyłki w oku. Teraz przypomniał sobie, że już ją widział. Niedawno, swoją drogą.
   - Myśmy się już chyba spotkali, co? – zagaił Aed, siląc się na przyjazny ton, ale nie próbując maskować jego sztuczności. Spojrzenie ciemnych oczu mówiło wszystko.
   Niska postać małego człowieczka spojrzała najpierw na Aeda, potem rozejrzała się dookoła, sprawdzając, czy aby na pewno do niego zostały skierowane słowa. Ubrany był krzykliwie, w czerwony, jaskrawy kubrak i niezbyt pasującą do niego niebieską czapeczkę. Biorąc pod uwagę takie połączenie, nic dziwnego, że trudno było mu ukryć się w tłumie i przemknąć niezauważalnie. Pozory mogą jednak mylić.
   - Ojej, naprawdę? – W oczkach wesołka coś zabłysło. Była to wyraźna ochota do mówienia i zadowolenie z wyróżnienia. – Pamiętasz mnie? To mogło być w Królewcu, wiesz? Lubię Królewiec, chociaż czasem troszkę tam śmierdzi. I dużo ludzi. Lubię ludzi. Tylko oni nie zawsze mnie lubią, nie wiem, czemu. Ale za zwierzętami nie przepadam. One też śmierdzą. I nie potrafią mówić. Za to całkiem dobrze słuchają. Tylko nie odpowiadają, wiesz? Bo to tak jakby się mówiło do powietrza. Powietrze też nie odpowiada, jak się do niego mówi. Tylko Brzeszczot je słyszy…
   - „Brzeszczot”? – Aed wszedł człowieczkowi w słowo, cofając się o krok, w geście bezradności palcami przeczesując włosy. No jasne, mógł się domyślić. Jeżeli w całej Keronii był ktoś, kto przyciągał kłopoty równie dobrze jak on – spiczastouche chuchro – to była nim właśnie ognistowłosa maruda. To było przecież do przewidzenia... Ta zaskakująca oczywistość tak pochłonęła umysł mieszańca, że nie zwrócił uwagi na to, iż karzełek posądził go o problemy natury psychicznej.
   - … Głosy, ale on mówi, że ma dobry słuch. Tylko jak nikt inny nie słyszy, to nie może być aż tak dobry. Bo jak się słyszy głosy, to jest się chyba… no, z głową? Ty masz wszystko dobrze z głową? Bo patrzysz troszkę dziko. Nie powinieneś chodzić taki wściekły, bo ktoś się może przestraszyć… - Swoim pytaniem, jednym, zgoła niewinnym, Aed wywołał potok słów, nieskończonej, chaotycznej mowy. Karzełek wyrzucał ją z siebie nawet nie robiąc przerwy na oddech, a wszystko popierał gestami małych rączek, które śmiało można było porównać do dziecięcych. On sam był jak dziecko, radujące się byle gestem, łatwo wpadający w podniecenie, wszędobylski, zmienny.
   - Dokąd? – Pytanie padło zza pleców Aeda, przerywając karzełkowi. Elfka zatrzymała się gwałtownie. Ganianie z elfimi mieszańcami zdawało się być poniżej jej godności. Rzuciła swemu towarzyszowi rozkazujące spojrzenie i skinęła w kierunku oddalającego się półelfa. Barczysty człowiek wezwany przez Łowczynię nie zamierzał wypuścić żartownisia bez wyjaśnień. Silna dłoń spoczęła na ramieniu półelfa.
   Mieszaniec wzdrygnął się, czując na ramieniu niemały ciężar dłoni. Przewód pokarmowy zawiązał mu się na supeł, a serce zatłukło parę razy w wewnętrzną stronę żeber, nim Aed zdołał nad sobą zapanować. Co wywołało u niego ten chwilowy napad paniki? Zawsze był w stanie kontrolować swoje zachowanie, zawsze. A teraz czuł niepokój, czuł chorobliwy lęk i obezwładniającą bezradność. Odwrócił nieznacznie głowę i ukradkiem zerknął za siebie. Nigdy nie widział tej kobiety, jednak coś w jej ubiorze, w jej zachowaniu i sposobie wysławiania się wydawało mu się dziwnie znajome.
   Jego wzrok zatrzymał się na sztylecie. Broń fachowo wykonana, a przy tym piękna robota. Jednak nie to przyciągnęło uwagę mieszańca. Widział taki sztylet. Raz, tylko jeden jedyny raz. Pokazał mu go Meryn, dawno temu, kiedy jeszcze uczył go posługiwania się mieczem. To była broń należąca do Czarnej Ręki.
   Bogowie, dlaczego nie spostrzegł tego wcześniej? Jak mógł przyjąć zlecenie od Cienia, uprzednio o tym nie wiedząc?
   Nie, on nawet nie próbował się dowiedzieć. Zignorował fakt, że może wdać się w jakąś polityczną gierkę, z której łatwo się nie wyplącze. Głupek z niego. A już na pewno kiepski złodziej.
   - Nie żartuj sobie z nas, mieszańcu. Przyjąłeś zlecenie. Wziąłeś pieniądze. Z nami się nie zadziera, mieszańcu – wysyczała. – Spróbuj jeszcze raz. Gdzie nasza przesyłka? – Tatuaże znów przeszkadzały w ocenie nastroju elfki. Głos zmienił się, zimny i surowy.
   Stojący z tyłu Midar, dotąd niebiorący udziału w zajściu, poruszył się niespokojnie. Położył dłoń na trzonku toporka, znając jedynie takie rozwiązanie. No i ucieczkę.
   Na szczęście był jeszcze Odrin. Odrin, którego gadka potrafiła rozproszyć dosłownie każdego, o czym mieszaniec właśnie miał okazję się przekonać. Nawet Czarną Rękę.
   - Masz fajne tatuaże. Wiesz, że powinieneś też sobie takie zrobić? Też masz szpiczaste uszy, to by ci pasowały. Tylko nie wiem, czy taki kolor. Bo on jest bardzo ciemny. Tatuaż. Nieco straszny. A ty nie jesteś straszny. Tylko brzydko się krzywisz i zezujesz… - Odrin znał inne rozwiązanie. Gadanie. Ono okazało się ponad cierpliwość Łowczyni.
   - Przymknij go.
   Czarna Ręka też miała swoje sposoby.
   Karzełek, tak jak Aed, okazał się niegodny uwagi. To Niedźwiedź, puszczając półelfa, ruszył powoli w stronę karła. Mężczyzny nie cechowała ani zwinność, ani szybkość – zastępowało je zdecydowanie towarzyszące jego ruchom. Nie było w nich żadnego wahania. Był bezwzględny, a w tej chwili także bezwzględnie posłuszny. Jego chłodne spojrzenie samo w sobie było niemym ostrzeżeniem. A mimo to atak był niespodziewany. Pięść wystrzeliła, celując w twarz karzełka. Wzrost okazał się po stronie tego ostatniego, malec pochylił się, unikając ciosu i czmychając w bok ze zwinnością, o jaką nikt by go nie podejrzewał.
   - Kłopot! Pryskamy! – Midar nie czekał. Za Odrinem popędził masywny człowiek o budowie niedźwiedzia, ale karzełek miał specjalny dar wychodzenia cało z kłopotów. Zresztą, elfka obróciła się już w ich stronę, chcąc zatrzymać najętego złodziejaszka.
   - Kłopot, dupę w troki i chodu! – Midar rąbnął Aeda w kark, biegiem puszczając się w stronę tłumu. Zostawił kuca, Odrin zostawił osła, ale przynajmniej wyniosą z tego głowę. Gdy tuż obok głowy uciekającego krasnoluda świsnęła strzała pojął, że elfica nie żartuje.
   I nie zamierza się poddać.
   - Obyś szybko biegał, bo jak nie, to mamy zakichane.
   Aed nie zdążył nawet kiwnąć palcem. Załapał się natomiast na krótką demonstrację skutków urządzania sobie kpin z Cieni. Na szczęście karzełkowi nie zabrakło refleksu. Midarowi również. Gdyby nie sieknął chuchraka w kark, ten zapewne dalej przestępował z nogi na nogę, zgrywając głupka. Nie mając czasu do stracenia ani drugiej szansy na ucieczkę, Aed podążył za rudobrodym krasnoludem i dał nura w motłoch, tracąc z oczu elfkę, wojownika i pstrokato odzianego karzełka, chroniąc się przed prującymi powietrze pierzastymi strzałami.
   Wpadli w tłum gapiów, liczących na widowiskową bijatykę. Początkowo nieznajomi próbowali ich zawrócić, chcąc za wszelką cenę uniknąć rozczarowania brakiem rozrywki. Zacięcie uciekinierów okazało się jednak większe. Wczepiające się w odzienie Aeda dłonie rozeźliły go do tego stopnia, że ten przestał patrzeć, kto stoi mu na drodze. Wraz z Midarem przedarli się przez ciżbę i wypadli z niej, znajdując się po drugiej stronie małego tłumku. Aed zatrzymał się i rozejrzał gorączkowo, przebiegając spojrzeniem po wszystkim, co znajdowało się dookoła, szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki.
   Stajnia pozostawała poza zasięgiem, ale za to do koślawego płotu uwiązane były dwa wierzchowce. Mieszaniec nie miał bladego pojęcia, czy należą one do ścigającej ich dwójki, czy do jakichś bogom niejedynym ducha winnych podróżników, ale podszedł do nich wydłużonym krokiem i zaczął odplątywać wodze jednego z koni. Wierzchowiec parsknął, zdając sobie sprawę z tego, że na jego grzbiet pakuje się ktoś obcy. Aed był jednak przyzwyczajony do płochliwości swojej srokatej klaczki, dlatego nerwowe przestępowanie konia z nogi na nogę nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia.
   Zapomniał o czymś, a raczej o kimś. O Midarze. Popatrzył to na krasnoluda, to na wierzchowca, który nagle wydał mu się wielki jak stodoła, to znów na krasnoluda.
   - Dupa w troki i chodu – powtórzył, mając na myśli rudobrodego. – Odciągnę ich.
   - Znaczy, mam się pakować na to? – Midar, dotąd tak chętny do ucieczki, nagle zmarkotniał, zerkając na potężny grzbiet, silne nogi i wielki łeb. Do tego te ślepia. I kopyta, jak nimi przygrzmoci, to dziura we łbie że ho. To w ogóle było wielkie konisko, przynajmniej z punktu widzenia krasnoluda.
   W pierwszej chwili mieszaniec nie mógł pojąć, w czym problem. W drugiej olśniło go, gdy ujrzał, jak Midar z cieniem obawy przyglądał się podstarzałemu, zapewne pociągowemu konisku, powoli wodzącemu po nich apatycznym spojrzeniem. W trzeciej pomyślał, że skoro krasnolud nie chce skrabać się na wierzchowca, może dadzą radę okpić Cienie i jakoś się wywinąć. Stąd deklaracja, że odwróci uwagę tamtej dwójki.
   – To ja chyba… - Gwar dochodzący z tyłu uświadomił Midarowi, że mają kłopoty i niechybnie któryś z Cieni próbuje dostać się w ich stronę, przedzierając się przez tłum, wcale niedyskretnie, rozpychając opornych na boki. Jeszcze ich nie widzi, ale czasu mają coraz mniej. Dumny krasnolud wykrzywił wargi w grymasie, lecz ani tej dumy, ani grymasu Aed nie mógł dostrzec z powodu bujnej brody wojaka.
   Mieszaniec podjął ostatnią próbę, rozpaczliwą. Wziął się pod boki, przekrzywił głowę i posłał krasnoludowi spojrzenie, jakim rodzice obdarzają rozkapryszone dzieci.
   Wygrał.
   - Poszacmnje – wymamrotał cicho, szybko, całkowicie niezrozumiale brodacz. Nic dziwnego, że Kłopot, bo tak został ochrzczony Aed, nie zrozumiał. Brew mieszańca podjechała do góry, marszcząc jego czoło, ale zlazł z konia najszybciej jak potrafił. Prędko schwycił kołyszącą się uzdę, bo ogier już gdzieś się wybierał.
   – Podsadź mnie, a nie tu o dupie gadasz! Bo jak nie, to zaraz będą dwie dupy – warknął nań Midar. Sam nie mógł dosięgnąć do strzemiona, no chyba że głowa się liczyła, ale głową to on się nie wespnie, nie było szans.
   Mieszaniec byłby się obruszył, ale nie było na to czasu. W końcu to nie on zaczął gadać o trokach, o co go tu posądzają, co?
    – A jak komuś piśniesz słowo, to sam w tę swoją dupę dostaniesz, no – wysapał, podskakując przy siodle krasnolud. Szczęściem, w przeciwieństwie do Aeda, trafił na spokojne konisko. Cierpliwość zwierzęcia, które nie wierzgnęło nogą na natręta ani nie odsunęło się od wsiadającego, niejednego mogłaby zadziwić. Wierzchowiec zniósł cierpliwie nawet gramolenie się podsadzanego przez Aeda krasnoluda, sapanie czerwonego na twarzy Midara i jego nieumiejętne prowadzenie koniska. Krasnoludy bywały piechurami, ale jeźdźcem był mało który z nich. Jeśli już musiały podróżować, to prędzej na niższych od koni kucach.
   - Bez obaw. – Teatralnie wywracając oczyma, z udawanym znudzeniem pokiwał głową mieszaniec. Udawanym, bo resztkami opanowania powstrzymywał się, by nie parsknąć śmiechem. Sam nie wiedział, jak się mu to udało. Przeklęta zimna krew – ścigają go, strzelają do niego, a jemu zachciewa się chichotać jak głupawa pannica...
   Wystarczyło jedno spojrzenie Aeda w stronę zgromadzonej ciżby, by ten przestał przejmować się wagą krasnoluda. Midar niemal pofrunął w górę, ledwie zdążając przerzucić nogę nad grzbietem koniska, by z głuchym hukiem nie wylądować po drugiej jego stronie. Jeśli spojrzał w tę samą stronę co mieszaniec, niechybnie dostrzegł, że od rozjuszonych Cieni dzieli ich jedynie gromadka chłopów i para ubogo odzianych podróżników. Niezbyt trwały żywy mur, w dodatku pierzchający z drogi jak gromadka spłoszonych myszy.
   Aed wsunął stopę w strzemię. Zamiast normalnie popędzić konia, spłoszył go krótkim, gwałtownym krzykiem, wodzami kierując go w odpowiednią stronę. Na siodło wdrapał się, gdy ogier ruszył już nierównym, pozbawionym rytmu kłusem i powoli przechodził do galopu.
   Ktoś z ciżby zapalczywie się darł. Zapewne właściciel konia.
   Powietrze zaczęły pruć strzały – najpierw jedna, potem więcej. Konie położyły po sobie uszy, starając się jeszcze bardziej przyspieszyć. Sylwetki wierzchowców i dosiadających ich jeźdźców – jednego mającego o jeździe jako takie pojęcie i drugiego niemającego szans się nim popisać, bo podskakującego w siodle z powodu zbyt długich pasów mocujących strzemiona – stale się oddalały, głuche na ścigające ich wrzaski i ślepe na błyszczące w słońcu groty.
   Znowu zgubili Odrina. A wraz z nim mapy.

21 komentarzy:

Silva pisze...

Babcia ma dzień wolnego - można komentować!
Czy tytuły to są może złote myśli Mida? Bo to takie... jakby on.
Kucyka Midarowi! Majtałby najwyżej nóżkami w górze i wyglądał całkiem uroczo. Nie, ta wizja nie zniknie z mej głowy. Tak by wyglądał!
Brakowało jednej sakwy - Odrin tu był! Przybył, odnalazł i przechował! Odrin jest idealnym przykładem kleptomana xD
Tylko chuchrak mógł trzymać tak ważne papiery w sakwie, przy koniu, w stajence... Ktoś nam musi wyedukować Aeda, że czyni niemądrze.
Będziecie płacić tantiemy za Brzeszczota xD
Odrin przejął tę notkę, zdecydowanie ją przejął. Wybaczcie, pomijam Chuchra, Midara... kocham Odrina, kocham jak nic.
To by było za łatwe, gdyby Odrin się nie zgubił, prawda?
klikać!
Ej, Szeptucho, czy nasze składaki z komów też tak dobrze się czyta? o.O

Szept pisze...

Zaraz powstanie jeszcze jedno powiedzonko. Zawsze można liczyć na Aedówkę i Darrusową. :D
Serio masz wolne? To czemu mi nie spamujesz i cicho siedzisz? Normalnie foch. Normalnie jak tak można. A bleh.
Nawiasem, wzięłam koral :P
Midar przyjechał na kucyku, ale nie było czasu po niego wracać do stajni. No i kucyk na razie tam został, jak i Aedowe paskudy. Nie da się ukryć, biedny Midar też doszedł do tekiego wniosku i czuje się z tym nieco niezręcznie.
Za użycie Brzeszczota? Ale my tylko o nim wspomniałyśmy, poza tym... jeszcze wczoraj mówiłaś, kieruj moimi. No to... ciesz się, że Brzeszczot nie pojawił się w wątku.
Odrin potrafi się pokazać i zgadzam się, że Odrin w tej części króluje, tak jak we wcześniejszej Midar i Aed wymiatali. Mam nadzieję, że po następnej części zrzucisz wymiatanie na Szept.
Aedówko, powiedz mi... czy ja cię za bardzo tutaj nie przytłaczam, nie bombarduję moimi albo... nie pozwalam rozwinąć skrzydeł?
Darrusowa, ty się jeszcze pytasz? Naprawdę masz wątpliwości?

Iskra pisze...

Przeczytane, znów w przerwie na kawę w pracy.
Nie wiem jak się Wam udaje tak niepozorną akcję ciągnąć siedem stron i nikogo nie zanudzić, naprawdę nie wiem i podziwiam i zazdroszczę, bo moje pisanie wątkowe czy jakiekolwiek inne wypada przy tym strasznie blado. Zwłaszcza momenty, w których się skacze bo pomysłu i wykończenia brak.
Odrin... Jakoś niezbyt za nim przepadam, nie wiem dlaczego. Sama kreacja postaci jest bardzo dobra, ale... Nie wiem, nie ujął mnie tak, jak ujmuje mnie Midzio. Jest tak krasnoludzki, że niejeden głbinowiec mógłby się powstydzić i wziąć z Mida przykład. Scena z "podsadź mnie" od razu skojarzyła mi się z Gimlim jak stali na murach Helmowego Jaru, a on biedny nic nie widział i Lego proponował mu podstawienie skrzyneczki.
Ogólnie czekam na ciąg dalszy^^

Szept pisze...

To naprawdę siedem stron? Dobrze, że nie zanudziłyśmy, faktycznie. A ty chyba swoich notek nie pamiętasz, jeśli tak zaczynasz mówić.
Osobiście Odrina uwielbiam, kwestia gustu i co kto lubi. Zapytaj Darrusową, jak było z Taranem albo przypomnij sobie moją - wciąż - niechęć do Amona.
A Mid... biedne krasnoludy, jeśli to wzór krasnoludztwa xD I nie, pisana scena nie miała nic wspólnego z Gimlim, przynajmniej z mojej strony. Szeptucha nie lubi naruszać twórczości mistrza, chociaż bardzo chętnie korzysta ze stworzonych przez niego wizji potworków: orki, gobliny, trolle. Z drugiej strony... opisana scena ksiażkowa też nie jest, a więc cóż... :D
Dalej pewnie będzie jak się to złoży. Pora wpuścić inne notki przed nas. Ktoś mi wyśpiewał, że Darrusowa z tobą coś pisała, ze mną coś miałaś składać, pani niedobra. No i jest jeszcze Kompania wrednej magiczki cz. II i III... a w III mój mag. TEN mag jak to powiedział Devril.

Nefryt pisze...

[Z waszymi tekstami jest tak: człowiek czyta i myśli, że wdepnęli już w takie bagno, że lepiej się nie da i z zapartym tchem próbuje się dowiedzieć czy z tego wyjdą i jak. I wtedy, gdy czytelnik myśli, że gorszych tarapatów być nie może, wy serwujecie… nowe kłopoty - to nie tylko o notce, to ogółem.
Wcześniej wspominałam, że lubię duet Aed + Midar. Teraz pozostaje mi dodać, że nie wiem, komu kibicować, bo Łowczynię też lubię, choć oczywiście moja postać ma na jej temat nieco inne danie. A ten drugi Cień to Niedźwiedź, prawda?

PS. Darrusowa, nie tylko chuchrak. To znaczy… Nefryt trzymała w sakwie szmaragdy. Na dodatek, w sakwie Aeda. Oczywiście już ich nie ma. Choć to nieco inna historia, jak z mapami. ]

Szept pisze...

Nefryt, twoje PS powaliło mnie na łopatki.
Tak, jak Królik i Marcus występują razem, tak i moja Łowczyni i Niedźwiedź. Masz całkowitą rację, co do jego tożsamości.
Na razie jeszcze żyją, nikt nie zginął xD Oprócz paru zabitych przez Mida komarów. A tarapaty... w końcu tam ma się pojawić pan kłopot i pani kłopot, więc... musi być gorąco.

Silva pisze...

Ej, mamy nowa plotkę: sakiewka chuchraka to najmniej bezpieczne miejsce! :D
Nefciu, a propo stwierdzenia: że wdepnęli już w takie bagno, że lepiej się nie da - ja w wątku z Aedem nauczyłam się, że da się lepiej i nie ma rzeczy, która nie mogłaby pójść źle - urok chuchra :D
Szmaragdy też znalazł Odrin? Ja kiedyś stwierdziłam, że jeśli coś zniknie, to odnajdzie się w łapkach karzełka ^^

Aed pisze...

Najpierw odświeżałam notkę co dwie godziny i nie było komentarzy. Teraz przescrollowałam na dół bloga i jest ich siedem. Jak ja lubię niespodzianki. :3
"Ciesz się, że Brzeszczot nie pojawił się w wątku." Ej, ja chcę Brzeszczota w wątku! xD
"Szeptucha nie lubi naruszać twórczości mistrza, chociaż bardzo chętnie korzysta ze stworzonych przez niego wizji potworków: orki, gobliny, trolle." ... i inne potworki, ale nie spoilujemy, nie, nie. ^^
Nef, Meryn po prostu dokonał transakcji z dziwką Fortuną, wymieniając jeden kłopot na drugi, mianowicie szmaragdy na rozwścieczoną panią herszt. Może nawet nie będzie musiał prosić tatusia o pożyczkę, po prostu poszukają Odrina. Co Ty na to?
Urok chuchra - kocham. xD

Szept pisze...

Bo ja namiętnie pod nią spamuję. I odświeżam ile wlezie. Biedny przycisk f5 ma mnie dosyć.
Tak i inne potworki o bardzo ładnej, milusiej nazwie, którą jeszcze ładniej można zdrobnić. Takie słodkie. ;D
Odrin i pożyczka. Zapytany stwierdzi, że nie, nic nie ma. Wyciągnie z kieszeni zdechłą mysz, stare mapy (ojoj, czyje), kilka szmaragdów, szafirek i pierścień Brzeszczota i chusteczkę Wilka. Do kolekcji może doda kilka ziółek Hei i uszko od kubeczka. No i rzecz jasna wytrychy i kości do gry. Rzecz jasna lewe kości.

Szept pisze...

Nawiasem, Aedówko, skoro już jesteś, ja poproszę o odpowiedź. Mianowicie Aedówko, powiedz mi... czy ja cię za bardzo tutaj nie przytłaczam, nie bombarduję moimi albo... nie pozwalam rozwinąć skrzydeł?

Silva pisze...

Szept i te jej dziwne wątpliwości - Aedówko, przywyknij :D
Czy Odrin ma pierścionek zaręczynowy Jaruuta, bo się zgubił?

Aed pisze...

Powiem krótko: Szept, a w życiu! Jak idzie ode mnie krótki komentarz to dlatego, że nie chce mi się myśleć. I tylko dlatego. :P
Pierścionek Jaruuta - padłam i kwiczę.

Szept pisze...

Ej, to kubki? Ja też chcę takie.
Ja tak zapobiegliwie, z troski. A pierścionek... jeśli ma go Odrin, to przepadło, bo już dawno o nim zapomniał.
Jaruut musi kupić nowy i uderzyć do Nefryt.

Silva pisze...

Kocham arty i wszystko od tej autorki - to a propo kubeczka.
Ale... Nefryt zginęła, pierścionek zginął... nikt nie kocha olbrzyma!

Silva pisze...

ja chcę Betona!
taki!

Aedówka pisze...

Tak, ja też kocham Ślimaka i jej arty, i bloga, i komiks, i kubki, i wszystko. Dostałam od przyjaciela kubek z Miauvą i poduszkę z Grumpy Cthulhu. Kocham je miłością absolutną. :3
Jeśli Jaruut da kotom chuchra ich ulubione chrupki, będą go kochały. Nawet bardzo.

Silva pisze...

Jaruut by powiedział, że kotów nie da się... ;p
Ewentualnie, Szeptucho, jakaś elfka nie chce wyjść za olbrzymiątko? :D

Szept pisze...

Mogę, mogę, mogę być złośliwa? Mogę, mogę?
Heiana jeszcze wolna.

Silva pisze...

Heiana to nie odpowiedziała najemnikowi! Ale tylko on mógł się tak oświadczyć, że jego wybranka powiedziała "zastanowię się" :D

Szept pisze...

Ano, nie odpowiedziała... bo najemnik robi za nianię. Poza tym, lepsze zastanowię się niż się popłakać. I to bynajmniej nie ze szczęścia.

Silva pisze...

Hahaha xD teraz żałuję, że Heiana nie popłakała się i potem - zastanowię się. To by było epickie :D
Ale! Koniec spamowania pod notką! Tak rzekła stara babcia :)

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair