Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat


Jak się spotkali? Przypadkiem, jak wszyscy.
Denis Diderot

Zmiana redakcji - to jest to, pomyślała Skrzydlata, kładąc nogi na blacie biurka. Kto jak kto, ale skrzydlaci przestrzeń lubili. A gdzie mieściły się skrzydła, tam z zasady mieściło się wszystko inne.

Regentka potoczyła wzrokiem po mika'elowym biurze, w duszy obiecując sobie założyć własne. Jest gdzie tkać krajki, nie trzeba przywiązywać się do płotu. I jest gdzie trzymać papiery. Rzuciła okiem na stertę raportów. Duuużo papierów - popchnęła dokumentację w stronę krawędzi blatu. Sięgnęła ręką w drugim kierunku, po tekturową teczkę z napisem POUFNE. Znowu nie ta klauzula, sarknęła, biorąc pękaty plik do ręki. Szanowała Remisa za odwalaną robotę, ale widziała go raczej w siodle niż w roli sekretarza. Zamoczyła przycięte pióro w atramencie i poprawiła klauzulę tajności na ŚCIŚLE TAJNE.

Przeprowadzony wywiad dotyczył początków znajomości Jubilata. Zorana również sporządziła taki raport, ale - że nie była sentymentalna - zamknęła go w paru słowach: uwolniony, przejęty, uzbrojony, zakwaterowany. Nie znaczy to wcale, że nie pamiętała Chuchra wyrzuconego na zatłoczonym rynku Królewca. Zwyczajnie oszczędzała czas - miała mieszańca dopaść jeszcze tego samego dnia. Z prezentem. 

Na drugim krańcu Keronii, hehe.

Niech żyje papierkowa robota.

Od Paeonii

Nasze pierwsze spotkanie? - zdziwiła się Paeonia. Oczekiwała zgoła innego pytania. - No dobrze. Zacznijmy od tego, że on nie wiedział kim tak do końca jestem. Poznał mnie pod innym imieniem. Chociaż miałam wrażenie, że jednak tego mojego małego kłamstewka nie kupił. Cóż, mieliśmy do wypełnienia misje. Dotyczącą tej samej osoby. Jednak moje priorytety były zupełnie inne od jego. Obserwowałam go uważnie. Starałam się ze wszystkich swoich sił by mi uwierzył. Był jakiś taki dziwny. Trochę chyba gardził osobnikiem, którego zmuszony był ochraniać. Nie tracił czujności. Był bezwzględny kiedy nas napadnięto i kazał mi iść ze sobą na spotkanie z intruzami. To mnie zaskoczyło. Myślałam, że będzie chciał stroić bohatera i sam pójdzie rozmawiać z nieznajomymi pozwalając mi wykonać to co do mnie należało. Wtedy chyba już mnie rozgryzł. Wolał nie zostawiać samej z obiektem, który miał ochraniać. Tak myślę. I szczerze? Naprawdę nie przepadam za elfami. To nie jest tak, że od razu go znienawidziłam. Nie znam go. Nie rozgryzłam go jeszcze. Po prostu był dla mnie wyzwaniem. Przez co stał się ciekawy. W sumie to nadal nie wiem co o nim myśleć. Nie mam porównania o tym co myślałam przy pierwszym spotkaniu a co pomyślałam później. Przecież tak jakby nasze pierwsze spotkanie wciąż trwa. Jednak nie zaprzeczę. Zaciekawił mnie...

Od Nefryt

Lasy nieopodal Królewca, obóz bandy.
Nad obozowiskiem wstawał świt. Słodki róż chmur wpadał w objęcia lodowatego błękitu listopadowego dnia. Wiał wiatr, przed którym płócienne ściany nie chroniły tak dobrze, jak powinny. Trzeba je będzie jeszcze raz nawoskować… połatać. Wiele rzeczy będzie trzeba jeszcze zrobić, nim nadejdzie zima.

Nefryt ubierała się w swoim namiocie. Bielizna, spodnie, koszula… Odzież była nieprzyjemnie zimna. Wydawała się wilgotna, choć herszt wiedziała, że to tylko złudzenie. Założyła za ucho wpadający do oczu kosmyk, jeden z wielu, jakie wysunęły się z zaplecionego na noc warkocza. Podniosła leżący na ziemi pas. Obróciła go w dłoniach, bezwiednie muskając palcami wyskrobane po spodniej tronie świńskiej skóry litery. AED.

Miała ten pas na sobie, kiedy trafiła do Kansas. Kiedy siódmego dnia przesłuchań leżała na zimnym kamieniu we własnej krwi, obita, skopana i sponiewierana, chciała, żeby ktoś przy niej był. Pragnęła tego chyba nawet bardziej, niż uwolnienia. Wtedy już nie wierzyła, że ktoś po nią przyjdzie.

Przyjaźnili się. Tak przynajmniej myślała.

Litery wyszły krzywe. Tylko takie mogła wydrapać paznokciem. Wtedy nie myślała o tym, jakie to sentymentalne… wtedy gryzła usta, żeby nie wyć z bólu. Wcześniej nie wiedziała, że popękane żebra tak bolą… Te trzy głupie litery przywoływały wspomnienia. Proste piękno przygód, które razem przeżyli.

Zapięła na sobie pas. Jej żebra dawno się już zrosły, siniaki zagoiły… Zastanawiała się nieraz, czy on wie, że przeżyła. Wirgińczycy zadbali, by wieść o jej pojmaniu poniosła się szerokim echem. Liczyli, że to odstraszy innych.

Westchnęła. Spomiędzy jej ust uniósł się obłoczek pary. Okryła się futrem.

Kiedy się poznali?

Herszt nie potrafiła tego dokładnie określić. Trzy lata temu? Tysiąc dziewięćdziesiąt pięć dni. Więcej płytkich nacięć, niż były w stanie pomieścić belki konstrukcyjne jej namiotu.

Czasami wydawało jej się, jakby znali się od zawsze. Że widywali się nawet jako dzieci. Parsknęła. Ona była wówczas córką króla. Wystrojoną w jedwabie, perły… cały ten warty kilka wiosek szmelc. A kim był on? Jednym z takich obdartych dzieciaków, jakie widywało się w miastach? Majtkiem na jakimś statku? Umorusanym włóczykijem? Nie mogli się wtedy znać. Nie wiedzieli nawet o swoim istnieniu. Rozum podpowiadał, że po raz pierwszy spotkali się w interesach. Ktoś jej go polecił? Nie była pewna, tych spotkań było kilka. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła go lubić. Miał w sobie takie coś… Uśmiechnęła się. Kiedy w Etir poznała Meryna, widziała, że to ten typ urody, który niegdyś jej się podobał. Do tego maniery, nuta arystokratycznej szarmanckości, choć bez dworskiego rozmemłania… w dodatku wierny dynastii mimo wojny, mimo wszystko… Ideał jej nastoletnich mrzonek. Gdyby nie to, że płótno nie zapewniało wystarczająco prywatności, roześmiałaby się w głos. Wtedy, w Etir, za każdym razem zostawiała ten swój ideał, żeby ratować dupsko kłopotliwego półelfa. W jej pamięci pojawił się obraz chuchra leżącego w rozsypanej na bruku kapuście. Aed na właściwym miejscu, pomyślała wtedy.

Kapuściany łeb. Trubadur, za którym poszłaby na koniec świata. Gdyby wiedziała, na którym końcu świata obecnie się znajduje.

Tymczasem w Devealanie…
Pracownia Shela wyglądała, jakby właśnie przewaliła się przez nią najgorsza fala gnommogedonu. Misterne mozaiki zamieniające ściany eliptycznego pomieszczenia w przytulną altanę okrytą roślinnym motywem zostały niemal całkowicie zakryte mapami. Na podłodze poniewierały się zapisane kartki zmieszane z pionkami z wbitymi weń flagami, służącymi do oznaczania pozycji na makietach taktycznych. Gdzieś pomiędzy nimi doszukać się można było ułożonych w stosiki ksiąg. Z rzadka, spod całego tego bałaganu, wyglądała zaplamiona atramentem podłoga z egzotycznego drewna.

-…gdzie to jest? Gdzie to… - Wirgińczyk, z wyglądu nieco wczorajszy, gorączkowo przekopywał zalegające wszędzie góry papieru. – Gdzie ja to położyłem… Donavan mnie za to zabije… gdzie to jest? Gdzie ten cholerny wiersz!

Cienki arkusik z nierozszyfrowaną wiadomością od Hrana leżał na biurku. A Shel się miotał, bo żeby ją odczytać, potrzebował wiersza. Klucza, bez którego wszystkie te nakreślone przez Kalafiora cyferki nie miały najmniejszego sensu.

- Donavan mnie zabije. – Ramiona mu opadły. Zgubił. Posiał. Bogowie wiedzą, gdzie. Raz jeszcze przeszukał najbliższy stos kartek. Spomiędzy dwóch kopert wystawał róg pogniecionego papierka. Popatrzył na niego z nadzieją. Tyś to? Podniósł… rozprostował… przeczytał napisany dwoma różnymi charakterami pisma tekst.

Pozdrowienia od Nefryt.
Dzięki za kolczą, leży jak ulał. Na pocieszenie dodam, że twoja koszula nie opuściła tego pokoju, znajdź to odzyskasz. Nie, nie chcesz wiedzieć.

Wykrzywił kąciki ust w pełnym poirytowania uśmiechu. Po co on to jeszcze trzyma? Ponad rok temu miał zadanie w Etir. Skończyło się na tym, że ocknął się rozebrany do gaci, przykryty kołderką, wśród porozdzieranych kopert, z których każda zawierała tajny list z rodzaju tych, których nikt nie powinien czytać… i z tą kartką w zaciśniętej pięści.

Obiecał wówczas, że zamieni Latawicę w rozkładające się truchło. Wtedy nie wiedział jeszcze, że ta głupia kobieta to w rzeczywistości dziedziczka dynastii Marvolów. Jego daleka krewna. Wtedy chciał ją po prostu zabić, powiesić jak krnąbrną rozbójniczkę, bo tylko na to zasługiwała.

A to drugie… Po dziś dzień zastanawiał się, kim było to drugie. I bynajmniej nie miał zamiaru mu odpuścić.

Spojrzał na drzwi. Pomyślał o kluczu do szyfru. I znów zaczną się kłopoty. Od pewnego czasu traktował te kilka desek w futrynie jak zły omen.

Od Szept i Darrusowej

Z inicjatywy pewnego brodatego krasnoluda, odbyła się niewielka stypa. Nad stołem wisiał biały kawałek materiału, przewiązany czarną wstążką, z napisem Wieczna chwała i cześć Aedowi! Pod nim ułożono wieńce i zapalono świeczki, jak nakazuje ludzki zwyczaj; w misce leżało mięsiwo i owoce, żeby zmarły też ucztował, jak wierzą elfy. Był też miecz i topór, aby zmarły mógł toczyć walki po drugiej stronie, jak krasnoludy.

– Za spokój duszy Kłopota… Kłopotu… Kapusty! O! – wykrzyczał Midar tak, że chyba słyszał go cały Królewiec. Lecz to był dopiero początek. - Na cycki Fortuny, kto go tak idiotycznie nazwał?

- Ty - podpowiedziała Szept. - Bo je na siebie ściągał - dokończyła cichutko, z rozrzewnieniem.

- A, no tak… tego… - Midar podniósł się, Lofarowym wzorem podciągnął opadające spodnie, przygryzł rudego wąsika i finalnie dokończył: - Więc za spokój duszy Kapusty.

- Niech chędoży na prawo i lewo! - Lofar pociągnął spory łyk z kufla, przełknął i chciał dodać coś jeszcze, ale Brzeszczot wetknął mu w usta kawałek baraniny; niech lepiej świat się nie dowie, co miał na myśli.

- Chwała Chuchrakowi! - kubek z miodem uniósł się do góry, kiedy Dar pił za pomyślność półelfa. Wesołość gdzieś uciekła z jego głosu, radość zniknęła z oczu; było za to przygnębienie. Smutek na samą myśl o tym, że tego chudego, narwanego najemnika już z nimi nie ma. Wystarczyło spojrzeć na puste miejsce u szczytu stołu. Puste krzesło i niewypity kielich wina, pełny aż po brzegi.

- Niech pamięć o umarłych przetrwa wśród żywych, a ich dusze ucztują z bogami - Milczek zanucił pogrzebowe życzenie, często wymawiane nad grobami na wirgińskim pogrzebie. Uniósł też kufel, ale kilka kropel wylał na stół, by i dusza tego, który odszedł, mogła się z nimi napić.

- Spokój duszy Aeda - zmieniła toast Szept, unosząc swój kielich do ust. Ostrożnie wybrała wino, skoro miała pilnować całego towarzystwa, nie mogła iść w ich ślady. Ile by dała, by nie czuć przytłaczającej pustki i narastającego w piersi ciężaru.

Ława niebezpiecznie się zachybotała, gdy podnieśli się i pozostali. Nawet naburmuszony Lucien, zaciągnięty tu niemal siłą i nie do końca orientujący się w całej sytuacji. Mgliście pamiętał jakiegoś nawiedzonego półelfa, który wchodził z nim do studni i niemal się tam - razem z nim, utopił. Niespecjalnie dziwiło go, że zadarł z Cieniami, z gubernatorem i nieistniejący bogowie wiedzą, z kim jeszcze. No to się doigrał.

Maleńki Odrin niemal ginął w tłumie, przy pozostałych biesiadnikach. Oczka po raz pierwszy nie błyszczały ciekawością, a buzia nie otworzyła się ani razu od rozpoczęcia stypy. Do teraz, do chwili, gdy całkiem odruchowo, nawet nie zdając sobie sprawy ze swoich poczynań, wsunął dłoń do sakwy.

- Patrzcie, co znalazłem! Mapy! Tylko… co one robią w mojej sakwie?

- Odrin - jęknęła Szept, z powrotem sadowiąc się na ławie.

- No co? Aed je zgubił. To trochę niemądre gubić tak rzeczy. Ważne rzeczy. Potem ma się kłopoty - mądrze pokiwał główką malutki karzełek. - On chyba był troszkę nierozgarnięty i nietowarzyski. Bardzo się krzywił i denerwował, jak się spotkaliśmy. Troszkę straszny. I się o ciebie pytał - kiwnął na Brzeszczota. - Chyba też miał coś z głową. Ty słyszysz głosy, a on wyglądał, jakby chciał kimś potrząsnąć. Nie mam pojęcia, kim. No i nie chciał sobie zrobić tatuaży. A tamta elfka je miała - zakończył. - Pasowałyby mu do uszu.

- Już ja się domyślam, kto go tak wkurzył mieleniem ozorem. - Midar przechylił się na ławie.

- Ojej, kto?

- Cicho, ja tu legendę Aeda snuję. - I snuł. Jak się patrzy, gadatliwy, siorbiący głośno z kufla. – Walczyłem z wieloma potworkami, z wieloma ludźmi u boku. Ale taki Kapusta… taka Kapusta… eee… taki Kłopot był tylko jeden. Półelf, wierzajcie mi, a bił się jak dziesiątka krasnoludów. – Kolejny łyk z kufla, poparty donośnym, zdecydowanie niewychowanym beknięciem. - Trzeba go było widzieć. Pierwsza i jedyna osoba, która sprostała mi w piciu i nie wylądowała pod stołem. A jak się nad nim ten obwieś pochylił, wielki jak góra, to nawet się nie skrzywił, jeszcze mu tak przywalił, że wszystkie gwiazdy zobaczył! Czort z tym, że tamtych było więcej, chuchro bo chuchro, ale się cenić potrafił! Taki to nasz Kłopot.

Szept pamiętała Aeda, Aeda z tamtych zdarzeń inaczej. Pamiętała, jak troskliwie zajął się końmi i jak przylgnęła do niego Łaciata. Zwierzęta najlepiej oceniają charaktery. Pamiętała przepraszający uśmiech, gdy wmieszał ją w udawane małżeństwo i lekkie zawstydzenie, gdy wyszła na jaw przyczyna jego kłopotów z Bractwem. Utkwiła w pamięci swoboda, z jaką toczył rozmowę, lotny umysł, który szybko i sprawnie łączył fakty.

- A jak Cienie przybyły, to jeszcze się plecami do nich odwrócił - kontynuował Midar. - Ten pryk, pożalcie się bogowie gubernator, trzęsie przed nimi portkami, a dla naszego półelfa byli niczym. Niewarte splunięcia tałatajstwo. On nie znał strachu, ja wam powiem. Strzały latały nam nad głowami, a on stał spokojnie, jakby ich nie widział i śmiał się. Śmiał, powiadam.

- A ja słyszałem, żeście wzięli nogi za pas - nie wytrzymał Lucien.

- To żeś źle słyszał. Nie przeszkadzaj, kiedy szlachetnego Aeda Półelfa, Kerończyka z serca, wychwalam. Było widzieć, jak zachował zimną krew, gdy nas te rycerzyki z nazwy dorwały. Było widzieć, jak na nas wyskoczyły Żujpaszcze na bagnach. To jest odwaga, druh jakich mało, skarb.

- Dziwka Fortuna też go kochała - wtrącił Brzeszczot, który do tej pory siedział cicho, a mówiąc to, zerknął na Milczka. Oboje dobrze wiedzieli, że Pani Nieszczęść wyjątkowo umiłowała sobie chuchraka. - Mogłem na niego liczyć i nawet jeśli pomyślał, by mnie w tych tunelach zostawić, nie zrobił tego.

- Kopalnie Ruun. Że wy tam daliście radę. Gdyby nie jego spokój, pewnie byś dzisiaj kulał. Jedyny mieszaniec, co myślał tam racjonalnie. Szalony, stuknięty, ale nawet ja widziałem, że by cię tam nie porzucił. Lojalny. Dobry kompan.

- Z nim to jak z deszczu pod rynnę. Człowiek nigdy się nie nudził. Chwila spokoju była niepokojąca. A szczury? Pewnie to wina kociego zapachu.

- Kocia Mama… - odezwał się Lofar - Jak on wróżkę potrafił przycisnąć, by coś napisała, to nikt tak nie potrafił! Mógł ją upomnieć, opieprzyć, a ona nie wróżyła mu rychłej śmierci! Na własne oczy to raz widziałem. Mnie opierdoliła, ale jego nie. Ona go szanowała.

- A co robiła redakcja, jak nie miała pomysłu? Pędzikiem do Chuchraka i jego kanciapy pod schodami - Dar pamiętał, jak mu ją szykowali - Bo wszyscy wiedzieliśmy, że nam pomoże i coś wymyśli. Zawsze mogliśmy na niego liczyć. Piórem posługiwał się lepiej, niż ja.

- Takiej Kociej Mamy drugiej mieć nie będziemy. Plotki sypał jak z rękawa. Tu latał za informacjami, tego pośledził, tamtego podpytał. Starał się, miał zapał. A moja karczma zawsze pełna była jego opowieści. Ludzie go lubili - Lofar wspominał czas, kiedy redakcja pracowała w Brykającym Kurczaku. - Pić z nim szło! Jak w karczmie żaden chłop nie chciał, na Aeda można było liczyć - krasnolud uderzył pięścią w stół.

- Papierzyska rozwalał wszędzie. Bałaganiarz z kocią karmą nawet w kieszeni. Kocie kłaczki to nam wszędzie latały. Każdego kociaka przygarniał. Taki dobry w duszy. A co zrobił w naszej piwniczce? Gdyby nie gnomy, to byśmy jej nie znaleźli. Cholernik jeden. Wierzę, że kochał ten nasz redakcyjny grajdołek.

- On zorganizował wam odbicie redakcji, prawda? - spytał Milczek.

- Tak! Jego zdrowie! - huknął Brzeszczot, unosząc kubek - On był pierwszym, który chciał przepędzić gnomy. I był pierwszym, do którego bym szedł po radę, na spokojnie. Ile razy w redakcji się kłóciliśmy? On zawsze umiał nas uspokoić i wyjaśnić. Ogarniał nas. Był jak… jak…

- Kocia Mama? - spytał z uśmiechem Milczek.

- Tak, jak redakcyjna Kocia Mama. Nasza mama w spodniach i z elfimi uszami.

Po czym wszyscy, razem i jednym, mocnym głosem krzyknęli, unosząc kubki, kufle i kielichy: - Witaj po drugiej stronie mocy! - a stypa była, bo Aed kończył ten wiek, po którym już nic nie będzie takie samo, dlatego należało przegnać młodość, a przywitać dorosłość.

Od Isleen

Wszystkiego najlepszego!
Prezentu dopasowanego!
Tortu smacznego,
I na twarzy uśmiechu szerokiego.
Wiele weny i pomysłów
Na życie dobrych zamysłów.
Grzecznych kotów,
a dla Aeda – mniej kłopotów.
Życia pełnego uroków,
Ze szczęścia wielu odlotów.
Byś nie chorowała
I nigdy nas nie opuszczała!


Pod życzeniami podpisują się wszyscy współautorzy. Sto lat!

9 komentarzy:

Olżunia pisze...

Zgodnie z tradycją komentarz musi być tworem oscylującym pomiędzy autobusem przegubowym a tasiemcem uzbrojonym.

Przyturlawszy się, przeczytawszy od początku do końca i z powrotem, naśmiawszy się do woli. I... jakoś nie mogę zmusić się, żeby wypisywać kolejno wszystko, co mi się podobało. Bo by się za długo z tym zeszło. Mega. Począwszy od pomysłu na całość, poprzez to, że jest to po prostu ładnie napisane, na tańczącym Garfieldzie skończywszy (tak właśnie wyglądam jak tańczę, bardzo to trafne moim zdaniem).

Wszystkiego nie wypiszę, ale nie powstrzymam się przed podzieleniem się swoim kiśnięciem z mocą tysiąca ogórków w niektórych momentach.

Kocham pierwszy akapit. Kocham kreślenie klauzuli (brzmi profesjonalnie, hyhy). I krótki opis, tak bardzo anielsko. xD I jest w tym tekście tektura! Tak bardzo kocio!
Nie rozpisuję się, dopadnę i pogruchoczę żebra w tulaku. Radzę założyć gorset, może ochroni.

Jednak moje priorytety były zupełnie inne od jego. - to jest najlepszy eufemizm jaki słyszałam ever. :D Cały tekst tak dobrze podsumowuje nasz wątek, że mnie urzekł po prostu. I to, że nadal jest utrzymany w tonie Ilonki, taki niewinny i uroczy. Uwielbiam tę podwójną grę. I... jak to go nie znienawidziła? Przecież ochlapał jej suknię!

Nef, na wszystkich bogów, ja się łatwo wzruszam, miej to na uwadze. xD Ja bym to w ogóle ukradła i dodała do wątku w charakterze sequela. Kapuściany łeb i Ten Co Ma Ładną Buźkę, drzwi i To Drugie, wielbię. Jako że ludzki mózg nie rozumie słowa "nie", w moim wyobrażeniu Nef śmiała się w głos razem ze mną. I opisy dobre. Plastyczne. Urzekło mnie to o ubraniach.
Powtórzę się, ale muszę.
Biedny Shel.

Było z rezerwą, było zabawnie, było sentymentalnie. A tu stypa rozwala system. Przyznam, że dopóki nie doczytałam do końca, byłam mocno zaniepokojona, ekhem, zaintrygowana znaczy.
Wątek obyczajowy jest, w pierwszym akapicie i potem w paru miejscach, ja szczęśliwa. Jest monolog Odrina, chwalącego się swoim znaleziskiem w najodpowiedniejszym momencie. I jest Milczek, który chyba ma déjà vu, bo to już drugi pogrzeb Aeda, na którym się znalazł.
Pierwsza i jedyna osoba, która sprostała mi w piciu i nie wylądowała pod stołem. A jak się nad nim ten obwieś pochylił, wielki jak góra, to nawet się nie skrzywił, jeszcze mu tak przywalił, że wszystkie gwiazdy zobaczył! - to jest ciąg przyczynowo-skutkowy - Aed nie wylądował po stołem, bo ich napadli i nie pozwolili Midowi upić chuchra. Ale potem nikt im nie przeszkadzał, a Mid znalazł krasnoludzką gorzałkę i było tylko gorzej. *nadal nie może przestać śmiać się na wspomnienie pisaniem chuchrem na kacu*
[...] lotny umysł, który szybko i sprawnie łączył fakty. Ułożyłam równanie matematyczno-blogowe: postać ma problem do rozwiązania + autorka nie ma pomysłu, jak to zrobić = zwiększenie IQ postaci. Działa, polecam. xD

Życzenia w wierszyku trafione jak nie wiem. No, może oprócz tego o grzecznych kotach i mniejszej ilości kłopotów, tu brakuje mi optymizmu, wyobraźni albo i jednego, i drugiego. xD A tak na poważnie to bardzo to ładne i zgrabne, a część życzeń już zaczęła się spełniać. I się wzruszyłam. Znowu. Sniff.
I fajnie dobrane rymy!

Wiedzcie też, że od Iskry dostałam przepiękną kartkę rysowaną w Jedynym Słusznym Programie Graficznym, a na kartce są między innymi świnia stróżująca (co by inne studenty nie wyjadały rzeczy z lodówki), pudełko zawierające wenę, krówki i sproszkowanego kota instant, portret dementora do odstraszania natrętnych profesorów, para ciepłych skarpet, Ferrari GT bez kół i kij golfowy. Ale pomimo wspaniałości, epickości i cudowności tych prezentów uważam, że podarowanie szopy zamkniętej na kłódkę, do której otwarcia trzeba rozwiązać e równa się em ce kwadrat komuś, kto jest na historii sztuki, a w liceum zdawał z fizyki tylko dlatego, że go nauczycielka lubiła to jednak sadyzm jest!!11!1oneone

Olżunia pisze...

No, to przyszedł czas na magiczne słowo. Dziękuję. Za to, że sprawiłyście, że ten magiczny dzień stał się jeszcze bardziej magiczny, że daliście mi kopniaka na studia i do pisania. I nadal nie mogę wyjść z podziwu, że dla kogoś, kto potrafi zalegać z odpisami ponad 300 dni piszecie takie coś.

*patrzy na etykiety* Jaki tłum... oO

Dziękuję. ♥

Szept pisze...

A ja powiem tylko jedno. Proszę bardzo. Ślę ci uściski i <3 czyli znaczek, który zyskał nowe znaczenia. Oprócz serca i mocy uścisków, masz tu jeszcze lody, główkę ptaszka i uwaga, największy bonusik, pośladki Dara.
Przyznam, że obawiałam się nieco, jak przyjmiesz czarny humor. Przyznam, że wspominając Aeda sama się nieco rozczuliłam. No i Lucien - mam nadzieję, że chuchro nie poczuło się urażone entuzjazmem Cienia, no ale to Cień i on taki już jest.
A kartką się nie pochwalisz? Bo moja wyobraźnia nie działa poprawnie. I ... jaki to jedyny słuszny program graficzny? Bo albo to ironia i Paint, albo to osobiste upodobanie i Gimp, ale podzielasz moją opinię i to Ps :P

Olżunia pisze...

*tula i chlipie w rękaw Szeptuchy* Pośladki Dara zawsze mile widziane. To znaczy... ekhem... no właśnie.
Jak przyjmę czarny humor? Z otwartymi ramionami przyjmę. Nie mam pojęcia, skąd wiedziałyście, że to teraz poczułam się dorosło, a nie wtedy, kiedy dali mi w łapę dowód, ale jedno Wam powiem: nie pomyliłyście się. Tak właśnie jest.
Chwalę się kartką, otrzymałam pisemne zezwolenie, oto ona: [link].

Nefryt pisze...

[Cieszę się, że ci się podobało. I wiesz co? Ja chwilami miałam łzy w oczach, jak to pisałam. Raz śmiechu, raz wzruszenia. Aż się zastanawiałam, czy nie napisać czegoś bardziej... urodzinowo-lekkiego? Ale potem przeczytałam całą notkę i w sumie - dobrze to razem wyszło :) Więc ten... nie ma za co :)

PS. Shel cieszy się, że ktoś mu współczuje, zamiast bić patelnią xD To chyba pierwszy taki przypadek.]

Nefryt pisze...

[PS2. Kartka od Iskry jest świetna.]

Olżunia pisze...

Ach, nie napisałam. Jestem zakochana w rysunkowej świni. Mój dziadek rysował mi patykiem na piasku świnię i była bardzo podobna.

Olżunia pisze...

Przyjeżdżam do domu a tam... a tam... *dumdumdum* takie coś[link]. <3 A w wyniku tego całego dobra nastąpił zachwyt ostateczny [link].

Silva pisze...

Moje koślawe pismo uwiecznione i publicznie wystawione... :D
Uwielbiam zachwyt ostateczny, ale... jak mogłaś zostawić kredki? Teraz im będzie smutno, powinnaś po nie wrócić! :D

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair