Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

[Inspirowane misjami "Polowanie" oraz  "Wieczny odpoczynek"]

Niektórzy uważają, że przedświt to czas niezwykły, chwila, w której światy żywych i umarłych stykają się, jak przenikające przez siebie półcienie. W ciszy, pod wolno jaśniejącą szarością nieba, w otoczeniu podnoszących się mgieł, noc uchyla się przed wkraczającym dniem, zabierając ze sobą ostatnie demony. Półświatło mąci wzrok, a świat milczy, dopóki wschodzące słońce nie obudzi go do życia. Przedświt to czas zawieszenia, kiedy  zioła działają najsilniej, a nekromanci odprawiają ostatnie inkantacje, zanim dzień osłabi potęgę ich dziedziny magii.
Zwieszające się nad zapomnianymi grobami gałęzie starych, powykręcanych drzew, wydawały się całkiem czarne. Porowaty kamień płyt, przykrywających dawno już zmurszałe trumny, lśnił wilgocią. Rozpulchniona po deszczu gleba odpowiadała mlaśnięciem na każdy krok mężczyzny chodzącego między zapomnianymi przez bogów i ludzi miejscami pochówku. Człowiek otulił się szczelniej płaszczem z czarnej wełny i pochylając się nad ostatnim nagrobkiem, odczytał personalia zmarłej. Rosa Feden. To tutaj, pomyślał, oglądając się przez ramię. W promieniu kilku stajań nie było nikogo więcej. Nikogo żywego. Zapadłe sioło, odległe o kilka godzin drogi, trwało pogrążone w sennym marazmie. 
Odetchnął. Z jego ust uniosła się biaława mgiełka. Odczepił od pasa niewielki, jedwabny woreczek i wysypał jego zawartość na płytę nagrobną. Powietrze wokół zadrgało. Mężczyzna wyjął krótki nóż o odlanej z brązu rękojeści, po której wiły się ułożone w spirale znaki jakiegoś dawno zapomnianego alfabetu. Zawahał się. Wyraźnie słyszał szum własnej krwi. Jego oddech wydawał się w tym miejscu nieprzyzwoicie głośny. Uniósł wzrok. Przez chwilę patrzył w ciemną linię horyzontu. Minutę. Dwie. 
Podwinął rękaw. Obejrzał wewnętrzną stronę swojej lewej dłoni. Przyłożył ostrze w miejscu zgięcia, tuż nad linią życia. Zamknął oczy. 
Nóż pozostawił na skórze gładkie cięcie, z którego popłynął strumyczek krwi. Krople spadły na kupkę wysypanego wcześniej, szarawego pyłu. 
- Khaine, dashe isht nov, eshendir isht faze, wir risandir mediana akesvort shir la setde.  – Mężczyzna poczuł, jak jego włosy mierzwi nieistniejący wiatr, jak otaczają go chciwe szepty. Przywołał zbieraną od dawna magię. - Rosa. Te keri la kavadi var hist. – Powietrze wokół zgęstniało. Z grobu uniosła się delikatna mgiełka. - Wir isht kerte risandir tahzar. – Mgła drżała, pulsowała, nabierając kształtu. Gładkie ramiona, ręce, długie palce. Utkane z mgły, snujące się w powietrzu włosy. Twarz. Widmo elfich uszu.
- Roso. - Białe, półprzeźroczyste lico stopniowo nabierało cech osobowych - Roso, przywołuję cię. 
Zjawa wyciągnęła przed siebie ręce i wygięła chude nadgarstki, jakby się przeciągała.
- Znowu... – jej przeźroczyste usta wygięły się w grymasie. Odwróciła się w jego stronę. Jej szkliste oczy zatrzymały się na jego twarzy. Miał wrażenie, że duch widzi przez niego jak przez taflę czystej wody. – Ach, to nie ty… - jej głos szeptał w jego umyśle. – …ty jesteś bardziej żywy… Ciepły… - Dotknęła jego ramienia. Jej palec, przenikający przez ciało, wydał mu się ostry, jak lodowy sopel rozcinający tkankę. Bezwiednie zacisnął pięści.
- Chcę zadać ci kilka pytań. Byłaś delviverką, prawda?
Przekrzywiła głowę. 
– Byłam…. Jestem… Byłam….Jestem – zachichotała na granicy słyszalności. Jej blade, matowe oczy zwęziły się. – Wiem, kim jesteś… jesteś… jesteś… - jej głos powracał jak natarczywe echo, krążył wokół niego, otaczał..
- Arhin.
Podpłynęła bliżej niego, coraz wyraźniejsza. Shel poczuł, jak od bijącego od niej zimna sztywnieją mu końce palców. Emanowała aurą zaświatów. Wcześniej była jak niedokończony, rozmyty szkic ołówkiem, teraz przypominała matowe szkło. Stawała się realna. Niemal namacalna.
- To nie jest twoje imię… powiedz mi swoje imię...
- Chciałabyś. - Zacisnął dłoń, tamując krew, by przestała zwilżać grób. Zjawa spojrzała na niego z niemym wyrzutem. Zrobiła posuwisty krok w jego stronę. Cofnął się. Ucząc się z pokątnie zdobytych ksiąg, przeczytał wystarczająco, by wiedzieć, co może się stać, gdy nekromanta zdradzi przywołanej z zaświatów istocie swoje imię. Jego znajomość  dawała władzę, pozwalała zaglądać w myśli, zapraszała do żywego ciała. – Byłaś ostatnią, która widziała delvivera Mansa. Co się z nim stało?
- Nie wiem…Nie ma go pośród umarłych….
- Więc żyje?
- Tego nie powiedziałam… - Zjawa przeczesała palcami widmowe włosy i przyklęknęła na chropawej płycie. Shel objął się ramionami. Powstrzymywał dygot. Zimna, jakie go dręczyło, nie potrafił zniwelować nawet najgrubszy płaszcz. Pożerało go od środka, wolno, nieśpiesznie, jak delektujący się zdobyczą potwór.
- Szukam wisiora… amuletu. Wasz zwierzchnik powiedział mi, że zginęłaś zaraz po tym, jak go ukradłaś.
- Zdobyłam – poprawiła mimochodem. Podnosząca się mgła osiadała wokół jej bladych, chudych ramion niczym szal. – Pamiętam… księżycowy kamień… i napis… „Mój honor brzmi: wierność”….Nie opowiem ci… Nie wiem, co się wtedy stało…Byłam tam…potem już tu… i nie wiem… - Przycisnęła dłonie do piersi w tak ludzkim geście, że Shelowi przez chwilę było jej żal. Zaraz jednak z powrotem uniosła głowę. Na widok jej nieruchomych oczu, wszelka litość umarła. – Dlaczego tego szukasz? – zapytała równie pozbawionym wyrazu szeptem. – To zły przedmiot… zła magia…
Przesłał jej mentalny obraz.

Była późna jesień. On i Donavan szli utwardzoną ulicą Devealanu, rozdeptując pokrywający ją pył. Kerończyk od dłuższego czasu milczał. Arhina to niepokoiło. 
- O co chodzi? – zapytał. Rozmawiali po wirgińsku, Donavan lubił szlifować ten język. Zwierzchnik spojrzał na Shela, jakby się wahając.
- Chcesz się stąd wyrwać, Arhin? – zapytał wreszcie. Shel uśmiechnął się pod nosem. Zawsze i wszędzie, miał ochotę odpowiedzieć.
- Masz coś dla mnie?
Donavan milczał. 
- Masz dla mnie misję, powiedz to.
Kerończyk w zakłopotaniu przesunął końcem języka po spieczonej górnej wardze. Widać było, że nie nawykł do wirgińskich upałów.
- Mam misję dla maga – stwierdził w końcu. Shel cofnął się o pół kroku. Splótł razem palce obu dłoni.
- Dlaczego mi to robisz? Nie jestem magiem – w głosie Wirgińczyka odbił się upór. - Dlaczego kogoś nie zwerbujesz?
- Wasza religia skutecznie odwodzi was od… przechodzenia na stronę Keronii. Jesteś moim najlepszym agentem.
- Zwerbuj maga. Oni…
- Ilu magów poznałeś, Arhin? Tu, w Wirginii. Ilu?
Shel milczał. Obaj wiedzieli, że żadnego. Obaj zdawali sobie także sprawę, dlaczego. Zakon Myśliwych Ulotnych Energii działał w Wirginii prężniej, niż w jakimkolwiek innym państwie. Ichani poczuł zimne krople potu, ściekające wzdłuż kręgosłupa na samą myśl o praktykach tej organizacji.
- Donavan, to mnie kiedyś zniszczy. W tym…w tej magii nie ma nic za darmo. Im częściej dotykasz świata zmarłych, tym bardziej do niego należysz. Widziałeś, w co oni się zmieniają.
Donavan spojrzał na niego wzrokiem, który nieodmiennie kojarzył mu się z ojcem, surowym, stanowczym... „Wiem, że nie chcesz, ale i tak masz to zrobić”, mówiły jego oczy. Arhin spuścił wzrok.
- Szpieg istnieje wyłącznie dla siatki. Wiedziałeś o tym, kiedy do nas dołączałeś. 
- Wiem. 
Donavan mu nie odpowiedział. Czekał. 
„Szpieg istnieje wyłącznie dla siatki”. Dla siatki, w której nie ma przyjaźni, która odbiera rodzinę i zdrowie, nie dając w zamian żadnej chwały ani nawet pamięci, bo dobry agent pozostaje na zawsze bezimienny. Dla siatki, która jest dla ciebie właściwie niczym, ale jest, podczas gdy wszystko inne, co ceniłeś w życiu, przepadło.
- A jeżeli odmówię?
Donavan się nie poruszył. Na jego twarzy nie drgnął żaden mięsień.
- Wiesz, jakie są procedury.
- Zmusisz mnie? Jak? – Chwila milczenia. Potem cichy, opanowany do obrzydliwości głos zwierzchnika:
- Wiemy o tobie wszystko, Arhin. Gdzie mieszka twoja matka, przyjaciele, dawne i obecne kochanki... Wiemy, w jaki sposób twój ród dostał w posiadanie ziemię w stolicy…. I parę innych rzeczy też wiemy... Te sześć lat, które dla nas pracujesz, to szmat czasu.
- Proszę, Donavan. To jest sprzeczne ze wszystkimi… To plugastwo jest jak narkotyk. Pozwól mi być człowiekiem. Tylko tyle.
- Więc zażyjesz tylko jedną dawkę tego narkotyku. - Jedną. O jedną za dużo? – Musisz dowiedzieć się, gdzie jeden z naszych zaginionych agentów ukrył wisior wyrżnięty  kamieniu, który spadł z nieba. To artefakt quingheńskiego maga, którego kilka lat temu w Keronii dopadli Myśliwi Ulotnych Energii. Nim go zabrali, zdążył zapisać w tym przedmiocie wszystko, czego się dowiedział. Te informacje, informacje z Quingheny, są bezcenne, ale zainteresowali się nimi deliviverzy. Dotarliśmy do ich zwierzchnika. Nie wiedzieli, co kradną. Misję dostał niejaki Mans. Musisz znaleźć sposób, by porozmawiać z deliviverką, która widziała go jako ostatnia. Twoja działka, Arhin. Kurierka nie żyje od trzech lat.

Shel zerwał wizję. Zjawa potrząsnęła srebrzystą głową. Niektóre kosmyki jej widmowych włosów odłączały się od reszty i rozwiewały w rzadką mgłę. Niebo zaczynało jaśnieć. Rosa bladła, kontury jej postaci rozmywały się.
- Talizman jest w Królewcu... Mans sprzedał go złotnikowi… - Wolno go okrążyła. - Jesteś taki ciepły… - wyszeptała. – Ale do czasu….
- Co to znaczy?
Uśmiechnęła się. Shel poczuł ciarki na plecach.
- Im częściej dotykasz świata zmarłych, tym bardziej do niego należysz – usłyszał w głębi umysłu własne, zniekształcone brzmieniem jej głosu słowa.
- Czego chcesz w zamian? – zapytał, starając się kontrolować się na tyle, by nie drżeć.
Znów uśmiech. Szerszy. 
- Nie ja. Twoja magia – jej ostatnie słowa ukuły go niczym igła. Potem powietrze zadrżało. Zjawa stawała się coraz bledsza, ulotna, aż tworzące ją opary całkiem się rozwiały.
Do pełnego wschodu słońca pozostało pół godziny. Mężczyzna strącił z nagrobnej płyty resztki pyłu. Po krwi nie było śladu. Rozejrzał się. Niebo szarzało. Drzewa trzeszczały, poruszane wzmagającym się wiatrem. Panowała idealna, niezdrowa cisza. Shel uśmiechnął się lekko. To wszystko. Koniec. 
Nagły ból był tak silny, że wydarł mu powietrze z płuc. Zgiął się w pół. Świat przechylił się i zgasł w kolejnej fali rozdzierającego cierpienia.
Wokół nie było nikogo więcej.
***
Leżał z policzkiem w błocie. Brudna, szarawa twarz piekła i ciągnęła w sposób typowy dla skóry, na której zaschły łzy. Czucie wracało stopniowo, znacznie wolniej, niż świadomość. Shel spróbował się poruszyć. Ręce i nogi całkowicie zdrętwiały. Czuł, że jego skóra jest zimna, padające na niego promienie słońca w zenicie parzyły. Odetchnął. Płuca bolały, jak po zachłyśnięciu wodą. Po dłuższej chwili udało mu się usiąść. Był cały brudny. Ubłocone ubranie przyklejało się do ciała. Cuchnął niezdrowym, kwaśnym potem. Koszula wisiała na nim w strzępach, płaszcz też, ale na skórze nie było nawet zadrapania. Wokół trwał dzień. Szeleściły gałęzie drzew, ćwierkały ptaki. 
Wstał powoli, ciężko wspierając się o płytę nagrobną, na której zasychała ciemnoczerwona plama.

==================================================================
[Dziwna ta notka.
Chodziła za mną od jakiegoś czasu, a misje wreszcie zmotywowały mnie, żeby coś samej napisać. Mam nadzieję, że dało się czytać ;)]

10 komentarzy:

Zombbiszon pisze...

I ty mówiłaś mi o spisku i o sezonie ciarkogenności? Wstydź się :D Notatka zrobiła na mnie wrażenie. Serio. W pewnym momencie poczułem to samo zimno co Shel i udało mi się zobaczyć to co on. Powiem tylko tyle. Jestem zażenowany tym, że moje notatki nie są tak dobre jak Twoja. Czytało się przyjemnie i w miarę szybko. Aż jestem ciekaw co to za akcja z tym medalionem i czym on w rzeczywistości jest. I co ważniejsze....Jestem pierwszy :D *wiwaty w tle*

ELias

Silva pisze...

Jak wspominałaś, dawno temu, że coś Cię z misji zainteresowało, pomyślałam o wisiorku, gdzie bezczelnie upchnęłam pewną znaną Ci dobrze dewizę - a tu proszę, mamy jedno i drugie bardzo zgrabnie połączone w całość. Nawet ładnie się zgrało to, że Rosa nie należy już do tego świata :)
Jednym zdaniem: dobry pokaz tego, że misje mogą być sugestią, a wena i wyobraźnia autora nie ma granic :D
Otworzyliśmy i trwamy w cyklach mrocznych, ciemniejszych i z dreszczykiem <3
Niech ktoś opisze trupa, kości z każdym możliwym szczegółem jego rozkładu <3

Szept pisze...

["Niech ktoś opisze trupa, kości z każdym możliwym szczegółem jego rozkładu <3"
Mogę, mogę, mogę? Moooogę?
Nie, po namyśle, nie chcecie tego. Poza tym, sam opis no problem, ale weź stwórz do tego tło, ułóż fabułę, dialogi ... i nie strać zapału w połowie pisania, albo po 3/4 notki nie stwierdź, że to do niczego i nie powinno oglądać światła dziennego. I tak mijają kolejne misje, a ja znowu żadnej nie opublikuję. Ale za to wiem, jak urozmaicić rameczkę :D
Ząbek, gratulacje zaszczytnego pierwszeństwa.
Ten tytuł... omg... Pierwsza myśl to zanim wstanie słońce. Druga... Moment. Czy to nie była TA książka o pseudowampirach świecących na słońcu? O nie. To zdecydowanie nie było mroczne, ciemniejsze i z dreszczykiem. I te "psy" zamiast wilkołaków.
Ale jedziemy dalej. Fajnie się zaczyna i fajnie łączy 2 misje w jedną, jako taka luźna inspiracja. Czytając misję Polowanie aż się zastanawiałam, czy podejmiesz. A tu Rosa. Martwa. Przyznaję, na to bym nie wpadła.
Ichani czy mnie pamięć myli, czy pojęcie to pochodzi z Trudi Canavan?
Shel, już wiem, czemu czasem mnie wkurzasz :D Magia nie jest plugastwem, mówi zakochana w magii, uparta jak oślica (bez urazy, ośle) autorka.
Oddaj palec, wezmą dłoń. Coś czuję, że to nie ostatnia rzecz, o jaką "poprosi" siatka.
Przyznam, że nie rozumiem, co się stało pod koniec notki Shelowi. Może to wina naprawdę późnej pory na czytanie, a jeszcze późniejszej na zostawianie komentarza. Duch mu to zrobił?
I tak. Mrok zdecydowanie ostatnio tryumfuje.]

Nefryt pisze...

Elias, to efekt czytania paru wcześniejszych notek (oprócz "Wiecznego odpoczynku", tego wtedy jeszcze nie znałam) i odpowiedniej muzyki (kojarzy ktoś główny soundtrack z "The Mist"? Jest magiczny). Szczerze mówiąc, bardzo lubię konwencję dark-fantasy. Od dawna chciałam napisać coś w tym stylu, ale, jako że kiedyś spróbowałam swoich sił w thrillerze i wyszło beznadziejnie, miałam spore opory, żeby znowu podejmować temat mroku. Misja mnie sprowokowała :D Chociaż i tak bardzo bałam się, że wyjdzie kicz, więc tym bardziej się cieszę, że czułeś to zimno i widziałeś to, co Shel.

Silva - prawdę mówiąc, od początku wiedziałam, że napisze coś pod jedną z misji. Tylko jeszcze nie byłam pewna, czy pod "Wieczny odpoczynek", "Polowanie" czy 'Zastąp chorego aktora". Ostatecznie połączyłam dwie w jedno - może dlatego, że nie potrafię pisać typowo awanturniczych przygód na zasadzie: idź i zdobądź.
Ehem, Silva, trupy jakby są już opisane - wasze zombie z "Wiecznego odpoczynku" to co, może kwiatki? xD

Szept, to jest właśnie przykład, ile złego może narobić jedna durnowata książka :( Szczerze mówiąc, jak nadawałam tytuł (przed napisaniem opowiadania), nie wiedziałam, że ta chałtura miała taki tytuł. O piosence to już w ogóle nie słyszałam. Potem, gdzieś w połowie zaczęło mi coś świtać, kojarzyć się. Potem jak Isleen sprawdziła to dla mnie w necie, to już nie chciałam zmieniać. No i miałam nadzieję, że nikt nie skojarzy.
I tak, pojęcie "ichani" było u Canavan, ale mi przyszło do głowy jako zlepek słów, jeszcze zanim przeczytałam serię. Kurczę, jakie to wszystko jest wtórne. Człowiek coś wymyśli, jest z tego dumny, a potem: a czy to nie jest z XYZ? I mina rzednie.
I wiesz co, Szept? Nie jesteś osamotniona. Shel czasem wkurza wszystkich. Mnie też :D I tak sobie myślę, że spotkanie maga-Niranteh i pseudo-maga-Shela byłoby pod tym względem ciekawe xD A tak poważniej, to u Shela chodzi w dużej mierze o wychowanie - jemu mówiono przede wszystkim o złym (w uproszczeniu) aspekcie magii. Tym bardziej, że w Wirgini ma siedzibę MUE i - pomijając ich prawdziwe motywy - ich oficjalne spojrzenie na magię na pewno odciska piętno. Myślę, że gdyby Shel urodził się w Keronii i poznał jakiegoś normalnego maga, który nauczyłby go lepszej kontroli nad mocą, to miałby do tego inne podejście.
Co do siatki - myślę, że masz rację ;) Zresztą... ostatnio mam wrażenie, że siatka to w moich rekach narzędzie do mącenia szlachetności wszystkiego, co łączy się z Keronią :P
Ostatni fragment celowo jest trochę niejasny - sprawa stanie się jasna albo w wątkach, albo za jakiś czas napiszę krótką notkę.

Szept pisze...

[Nefryt a żebyś kurcze wiedziała. Jedna, a tak psuje urok wszystkiego. Chociaż, też jest się z czego pośmiać... w najmniej odpowiednim momencie. A mi się od razu przypomina jedna z wróżb wróżki: Aed i jego miłość do kapusty. To i tak lepsza historia niż Zmierzch. I od razu durnowata książka ma inny urok.

Ojej, ale się tym nie ma co przejmować. Ludzie mają kupę różnych skojarzeń i tego się nie uniknie. A mi przyszło do głowy dlatego, że swego czasu bardzo lubiłam Akkarina i sposób przedstawienia magii w trylogii, głównie tej czarnej. Jako wyższej. No, a ostatnio odświeżałam i stwierdziłam, że jakoś tak... historia straciła dla mnie część dawnego uroku.

A Shela tłumaczyć nie musisz. Akurat jego postawa idealnie pasuje do kraju, wychowania itp. Tak samo jak Szept - elfka i już ma swoje naleciałości. Fajnie, jak widać takie smaczki. A Shel, to jest mistrzem wkurzania pani herszt. Shel vs Szept... musiałby uważać, żeby ta potwora z elfimi uszami nie zagadała go na śmierć, jakby wsiadła na swojego konika.

Co zaś do siatki - swego czasu robiłam coś takiego z ruchem. Ale to naprawdę ma swój urok.

A tak niedyskretnie... zdradzisz, czemu nie lubisz zombie?]

Zorana pisze...

To jest... za***te, serio. To moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu. Serio. Niesamowite połączenie dobrej fabuły z poetyzmem. Osobiście urzekły mnie opisy zjawy. A opis przedświtu to Ci gdzieś ukradnę, zobaczysz, bo w życiu tak pięknego opisu znaczenia mojego imienia nie widziałam. Magia.

Nefryt pisze...

Szept, nie lubię zombie, bo kojarzą mi się z tanim horrorem klasy C. W sensie - wiadra krwi, flaki spływające po ekranie i inne rzeczy, które w założeniu mają być straszne, a które stosowane w nadmiarze sprawiają, że ogarnia mnie pusty śmiech. Poza tym, zombie są dla mnie zbyt dosłowne, namacalne. Znacznie bardziej ruszają mnie potwory/nieumarli, których nie nakreśla się do końca, którzy nie wiadomo, czym naprawdę są ani jak się zachowają.

Zorana, dzięki :D Czytam twój komentarz już trzeci raz i wciąż czuję po nim motywacyjnego kopa do wymyślania i pisania. A opis możesz brać, jeśli chcesz :)

Olżunia pisze...

Byłam pewna, że skomentowałam i tak trochę ze zdziwieniem szukałam swojego komentarza pod postem. Ale wcale mi nie szkoda, z chęcią przeczytam jeszcze raz.

Kiedy czytam opisy, jest mi tak cholernie smutno... Tak, to ten poetyzm, o którym pisała Zorana. Obrazy są tak nakreślone, że poruszają we mnie jakieś skojarzenie czy wspomnienie, ale dzieje się to na tyle subtelnie, że nie jestem w stanie dojść, co to takiego. Magiczne chwile dla mnie.
"Przez chwilę patrzył w ciemną linię horyzontu. Minutę. Dwie." To jest ten moment, w którym przerywam czytanie i też patrzę w horyzont. Na dodatek też czuję chłód od ziemi i słyszę ciszę mimo że moi sąsiedzi zapuszczają z głośników nagrania koncertowe jakiegoś dzikie disco polo.
"Przyłożył ostrze w miejscu zgięcia, tuż nad linią życia." Obosz, jak się jaram. Jak ja się strasznie jaram.
"Jej szkliste oczy zatrzymały się na jego twarzy." - Chyba powinno być "spojrzenie szklistych oczu". Tak mi się wydaje.
*zaczytała się do końca notki*
Lubię moment, w którym Shel ma ostatnią szansę, by zapytać o talizman, na przykład o jakiego złotnika chodzi, ale zamiast tego pyta o nekromancję. Dobre to było. No i jeszcze raz opisy. Niedosłowne, sugestywne, działające na wszystkie zmysły, nie "płaskie". Nie posklejałaś mojego wyobrażenia z kadrów obejrzanych przeze mnie filmów i zdjęć, a zbudowałaś je. Bo jak zwykle mam problem z ubieraniem opowiadania w szatę graficzną tego, co ostatnio oglądałam, tak teraz problemu nie było.
To, co rzuciło mi się w oczy, to przecinki przed "niż" (nie powinno się ich tam stawiać) i literówki na końcu tekstu kursywą ("deliviverzy" zamiast "delviverzy").

Fun fact. Kiedy czytałam za pierwszym razem, przez pierwszą połowę myślałam, że Rosa to Isleen (musiałam skojarzyć z nickiem), a przez drugą połowę, że Sorcha. TERAZ to dopiero była dziwna notka. Niewyspanie i czytanie w tramwaju, sama się prosiłam.

Zimno mi w stopy, Nef.

"Poza tym, sam opis [trupa] no problem, ale weź stwórz do tego tło, ułóż fabułę, dialogi... i nie strać zapału w połowie pisania, albo po 3/4 notki nie stwierdź, że to do niczego i nie powinno oglądać światła dziennego." Napisałam opis ożywieńca wstającego z grobu, opis z perspektywy ożywieńca. Bez kontekstu, bez pomysłu na ciąg dalszy. Czuję podobny ból, Szept. xD

Soundtrack z "The Mist" - TAAAK. Bo to Dead Can Dance robili. Słuchajcie Dead Can Dance, bo to dobro. Włączyłam sobie właśnie i się rozpływam, zdecydowanie powinnam słuchać ich więcej.

"Zresztą... ostatnio mam wrażenie, że siatka to w moich rękach narzędzie do mącenia szlachetności wszystkiego, co łączy się z Keronią" I za to lubię siatkę! :D Konkretnie za to, że nie jest w niej uroczo i kolorowo. I na tym stwierdzeniu skończę, bo zaraz zacznę wylewać swoje żale i smuteczki na temat kiepskiej literatury (głównie amatorskiej, ale nadal w jakiś sposób publikowanej) i kinematografii, kręcących się wokół historii Polski w XX wieku... Nie, serio kończę. xD
A w ogóle przyłapałam się na tym, że nie wiem, jak Shel się w tej siatce znalazł i dlaczego. Wisi na blogu jakiś tekst, do lektury którego można mnie odesłać, żebym się doedukowała?

Nefryt pisze...

Przeczytałam sobie twój komentarz chyba ze trzy razy, wiesz? Ja i poetyzm? I już druga osoba mi to pisze? Uhm. Dziwne, bo ja zawsze myślałam, że poetyzm i ja to dwa bieguny :D Cieszę się, mega się cieszę, że mi wyszło.
Zaraz. Rosa - Isleen? Ach. No tak. Wiesz, ja imię tej delviverki wzięłam z misji ;)
A'propos tego, jak Shel znalazł się w siatce - nie, nie ma tekstu. Czasami wplatałam coś w wątkach, ale to były bardziej skojarzenia, urywki wspomnień. W zasadzie... mogłabym napisać o tym notkę, tylko na razie weny brakuje.

Olżunia pisze...

To ja krótko...
NAAAPIIISZZZ. :D

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair