Przewodnik

Aktualnie

Znad Gór Mgieł nadpłynęły mgły i chłód. Ranki zrobiły się zimne, deszczowe i wietrzne. Słońce skryło się za chmurami, a mieszkańcy Keronii zaczęli wypatrywać wczesnej zimy.

W Nyrax grasuje podpalacz! Od kilku tygodni, co dwa dni mieszkańcy znajdują zwęglone zgliszcza czy to studni, wychodka czy opuszczonych i zapomnianych szop.

Królewska szkoła magii skarży się na plagę myszy; nieoficjalnie mówi się o tym, że to wina uczniów, którzy postanowili przeszkodzić w przeprowadzeniu egzaminów. Niestety, magistrzy poradzili sobie z tym małym problemem, ku rozpaczy nowicjuszy.

Na Małym Rynku Królewca swoje prace zaczął wystawiać starszawy, siwiejący malarz, lubiący porozmawiać z przechodniami. Są to głównie krajobrazy otaczające stolicę i wybrane elementy miasta.

W Sevilli zatonął kuter, a woda pochłonęła też jego kapitana. Nieznane są przyczyny wypadku. Świadkowie pracujący na molo mówią, że usłyszeli głośny huk; nie było za to ognia ani żadnego widocznego powodu zatonięcia.

Linki-obrazki

Misje
I. Miłość jest cudowna.
Osoba, której nie darzysz szczególną sympatią lub taka, która właściwie nie powinna zauważać twojego istnienia nagle wyznaje ci miłość. Nie odstępuje cię na krok, wręcza ci różne (opcjonalnie: także kłopotliwe) prezenty, robi rzeczy, do których wcześniej nie była zdolna. Szaleje za tobą tak bardzo, że wprawia tym wasze otoczenie w, najlżej mówiąc, zdumienie. Opcjonalnie: stan zakochania to efekt szemranej mikstury, która omyłkowo wypiła tamta osoba.

II. Jeszcze jeden dzień.
Masz dosłownie jeden dzień, od świtu do zachodu słońca, by zapobiec jakiejś (być może osobistej) tragedii. Możesz to zrobić sam/a, lub przekonać do tego kogoś innego.

III. Powrót do przyszłości.
Wracasz z dalekiej podróży w miejsce, z którego wyruszyłeś/łaś lub w swoje rodzinne strony. Na miejscu okazuje się, że inni w ogóle cię nie zauważają – jakbyś był/a duchem. Stopniowo okazuje się, że trafiłeś/łaś do swojej własnej przyszłości. Możesz zobaczyć innych i siebie „20 lat później”.

IV. Klucz do wieczności.
Odnajdujesz prastarą, magiczną księgę, podobno zwierającą formułę nazywaną „kluczem do wieczności”. Czym dokładnie jest owa formuła, nie wiadomo, masz jednak dostęp do księgi i możesz ją poznać. Problem polega na tym, że księga interesuje osoby, które są w stanie zrobić dosłownie wszystko, by ją zdobyć.

V. Szczurołap.
W pewnym miejscu przebywa człowiek, który potrafi sprawić, by szczury opuściły miasto. W tym samym miejscu nocami słychać podobno oszałamiającą, nęcącą muzykę. Ci, którzy jej ulegli, podobno nigdy już nie wrócili. Tytuły są celowym nawiązaniem, treść „oryginału” może stanowić dodatkową inspirację.

VI. Mocna głowa.
Dostajesz zlecenie upicia najbardziej zatwardziałego opoja/abstynenta w mieście. Motywacje zleceniodawcy wydają się mocno szemrane. Opcjonalnie: knujecie z celem intrygę lub wykonujesz zadanie i obserwujesz dalszy bieg zdarzeń.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

        Gdy świat na nowo nabrał kształtu a błędnik przestał szaleć rozejrzałem się po nowym miejscu.
Przypominało starą jaskinie. Resztki biurka, które strawił czas, wypalone świece leżały rozbite na ziemi. W oddali ciągnęły się długie rzędy półek z księgami oraz zwojami. Nie opodal miejsca w którym wylądowaliśmy znajdował się okrąg z czterema kolumnami. Każda była spisana jakimś dziwnym językiem, którego nie potrafiłem zrozumieć. Kolumny oraz regały najmniej pasowały, ponieważ wyglądały na nowe. Zupełnie jakby je ktoś postawił tu całkiem nie dawno.
- Powoli to miejsce nadaje się do życia. - Rzucił Oliver – Chociaż idzie to strasznie mozolnie.
- Mówiłam Ci, weź więcej ludzi do pomocy?
- Długo mi będziesz to wypominać?
- Do końca świata i miesiąc dłużej. - Powiedziała kobieta po czym oddaliła się znikając między półkami.
- Co to za miejsce? - Zapytałem towarzysza – I kim byli tamci żołnierze w czarnych zbrojach?
Oliver gestem zaprosił mnie pod kolumny.
- To Biblioteka Starożytnych. - Wyjaśnił – Te kolumny mogą odczytać tylko nieliczni.
- Co na nich jest? - Patrzyłem na nie jak zahipnotyzowany.
- Mówi się, że skrywają tajemnice.
- Dobra, a co z tymi żołnierzami? I co to wszystko ma ze mną wspólnego?
- Po pierwsze. Żołnierze byli ludźmi tego padalca jakim jest Cyprius. Po drugie. Pewnie wyczuł, że żujesz.
         Żyję. Dziwne uczucie, wiedząc że się umarło. Czuło się to przerażające echo otoczenia. To zimno. Uczucie gaśnięcia. Tą...bezradność. Co gorsza pamiętam moment własnej śmierci.
- Kim jestem? - Zapytał patrząc na taflę wody. Widziałem w niej twarz, która nie należała do mnie.
- To ciało należało niegdyś do jednego z szlachciców w Devalianie. On również podpadł Cypriusowi, prze co umarł.
- Jak? Jak umarł? Jak podpał?
- Oskarżono go o nekromancję przez co wszyscy którzy go kochali, wszyscy którym pomógł odwrócili się przeciw niemu, a lud spalił go na stosie. Ale nim zmarł, obiecał, że wróci.
- Yarkhar to ciężkie imię. - Przypomniałem sobie że mi takie nadali. Bez mojej zgody.
- Masz wiele opcji by je zmienić.
- Zmienić?
- Nadaj sobie jakiś tytuł, pseudonim czy co tam chcesz.
- Kruk albo Widmo. To chodziło mi teraz po głowie.
- Widmowy Kruk, będzie dobre? - Odezwał się za mną jakiś głos.
Stała za mną dziewczynka. Może dziesięcioletnia. Miała czarne włosy sięgające pasa oraz białą sukienkę.
- Jak zasłużę sobie na jakieś to takiego będę używał. - Zdecydowałem w końcu opuszczając krąg.
Czułem, że minie trochę czasu nim opuszczę to miejsce. Jednak nie wspomniałem Oliverowi o tym, że na kolumnie zauważyłem pewien napis... Elias Ainsworth...
Czytaj dalej »

(100)

Wiara i pewność

Kiedy byli już wystarczająco daleko, aby nie widzieć drogi, Alavar wyraźnie zwolnił. Wcale nie dlatego, że las nagle stał się dużo bardziej gęsty. Tiamuuri wydawało się, że elf po prostu się zawahał.
- Wszystko jest w porządku – Drzewna lekceważąco machnęła ręką – Chodź.
- Zbliżamy się do gór – mruknął Alavar. Tym razem Tiamuuri musiała przyjrzeć mu się z zaciekawieniem. Zbliżali się. I co z tego?
- Chyba wyczuwam tu moc Asuryana – powiedział cicho elf, bardziej sam do siebie.
- Ty tego nie dostrzegasz? - tym razem zwrócił się na pewno do Tiamuuri.
- Że las należy do bogów? Ja to wiem.
Tiamuuri

...

W bitwie męstwo, w śmierci chwała
dewiza bogini Myrmidii

Trzepot skrzydeł jaskółki. Zwielokrotnione echem kapanie wody w sadzawce pośrodku kaplicy. Półmrok. Spokój. Szelest ciężkich, zakonnych szat. Cicha modlitwa. Granatowa suknia z malowanego jedwabiu przypomina rozgwieżdżone niebo nocą. Przyozdobiony nią posąg Myrmidii ma spokojne, matczyne oczy, mimo iż w rękach dzierży miecz. Stukot chodaków oddala się. Matka Przełożona zamyka drzwi.
W głowie kapłanki myśli tłukły się jak ptak pod świątynnym sklepieniem. 
Wyjrzała przez okno. Na jednym ze wzgórz otaczających Twierdzę trenował jeździec, jasna sylwetka na czarnej wstędze. Złotooka, skrzydlata istota o twarzy posągu i koń przypominający zmorę. Dwa przeciwieństwa. Czekali na decyzję, czy Zakon ich przyjmie.
- Co robić, Bogini?
Inspirowane: link.
Zorana

...

Idę przez las. Słyszę życie w gąszczu drzew. Wiatr, szarpiący liśćmi. Dający oddech.
Na gałęzi przysiadła sowa. Obserwuje mnie wielkimi oczami. Na krótką chwilę odwzajemniam spojrzenie.
Lecę wysoko, ponad morzem zieleni. Widzę wszystko, nawet tę mysz, która czmychnęła na mój widok do swojej kryjówki. Okrzyk, który wydaję, przeraża ludzi.
Puć, puć. Pójdź, pójdź w dołek pod kościołek.
Gdzieś daleko słyszę grzmot. Silny wiatr rwie pióra na skrzydłach, a ja prę nadal w stronę ogromnej tarczy księżyca. W stronę srebrnej magii, która dała mi życie.
Kolejny grzmot przeszywa trwogą nieustraszone serce.
Widzę surowe oblicze bogini magii. Spadam w dół.
Dobrawa

(200)

Głosy


Moment, w którym siedzisz przy stygnącym ciele kogoś, kogo jeszcze przed chwilą próbowałeś próbowałaś uratować, jest momentem niezręcznej ciszy. Ustaje gorączkowa krzątanina. Wybrzmiewa ostatnia, drżąca wiązka niewybrednych przekleństw. Jedynym świadkiem tego, że się starałaś starałeś, jest wszechogarniający chaos. Zakrwawione szmaty. Przepocone, posklejane ropą prześcieradło. Porozrzucane narzędzia chirurgiczne, splątany katgut*. Wiadro rozwarstwiających się wymiocin.
Alaryk nalał wypalanki do dwóch glinianych kubków. Podniósł wyszczerbione naczynie w geście toastu i osuszył je paroma długimi łykami. Brakowało mu kompana do picia, sięgnął więc po drugą porcję i postąpił z nią tak samo. Odchylił się do tyłu wraz z oparciem rozklekotanego krzesła. Odetchnął zakurzonym powietrzem, przymknął zsiniałe powieki.
Przyjaciel kazałby mu zakorkować karafkę, ubrać się cieplej, przejść się. I miałby rację, ale na szczęście go tu nie było.
Czasami im zazdroszczę – rozmyślał dalej medyk. – Bogom. Tak, tym bogom, w których nie wierzę. Do których się nie modlę.
Zazdroszczę im władzy nad życiem i śmiercią.
Zazdroszczę im tego, że kiedy zawiodą, nie ma się do nich pretensji.
A także tego, że do nich ludzie zwracają się najpierw.
- Ciekawe… – Alaryk owinął wokół palca pasmo siwiejących włosów. – Ciekawe, że moment poddania się rozmija się ze śmiercią. Jest wcześniej. Albo później.
Przykryty prześcieradłem podłużny kształt nie chciał odpowiedzieć.
_________
*katgut – włókno wytwarzane z baranich lub kozich jelit, stosowane w chirurgii
Jeśli jest się ciekawym efektu, polecam włączenie muzyki – odbiór jest wtedy zupełnie inny (przynajmniej mnie wyrazy wydają się urywane, szczekliwe), a tytuł nabiera nowego znaczenia.
Alaryk (postać poboczna autorki Aeda)


***
Dziękuję za udział autorom tekstów. Świetna robota :) Dziwi mnie jednak niewielka ilość prac, ponieważ głosowaliście na ten temat od bardzo długiego czasu.
Kto planuje dalszy udział w inicjatywie, niech poda pod postem temat, na jaki chciałby pisać - przykłady znajdziecie w zakładce "Sto słów", w Archiwum. Prosiłabym też o przybliżony termin.
Czytaj dalej »
Dla Silvy
W chroniącym przed kurzem worku pobrzękują dwie blaszki do pieczenia ciast, jedna mniejsza, druga większa. Prostokątne, solidne, ozdobione jedynie wybitym puncą znaczkiem warsztatu, w którym je wykonano. Do tego para rękawic kuchennych – naturalnie haftowane w runy ognia, chroniące przed oparzeniami – oraz woreczki wypełnione quingheńskimi przyprawami.
***
Podłużna, wybrzuszona sakwa okazuje się skrywać trzy piłeczki, uszyte z barwionej na pstrokate kolory, cienkiej skóry. Wskazówki na załączonym, nieco wymiętym świstku papieru są jasne: “Przydatne, gdy chce się udobruchać obrażonego wilkołaka”. 
***
Paczka ma kształt tuby. Drewniana, dla dodatkowej ochrony owinięta skórą, jest dość ciężka. Brakuje wstążki, ale na kartce, przyszytej do „opakowania”, widnieje kartka, na której ktoś niewprawną, ludzką ręką napisał:
Dla Silvy, szamanki, która nas chroni.
W środku tuby znajdują się okrągłe, płaskie puzderka z naturalnymi barwnikami do twarzy, z jakich korzystają niektóre plemiona.


Dla Charlotte
W charakterystycznym, bordowym pudełku pobrzękuje komplet biżuterii z kolekcji “Kamień Filozoficzny”, najmodniejszej wśród alchemików w tym sezonie. Kolczyki i wisiorek zostały wykonane co prawda z pochodzącego z Wegi bursztynu, ale najważniejsze to nadążać za modą. No, prawie najważniejsze.
***
Owinięty zmiętym, szeleszczącym papierem smukły, chłodny przedmiot po odpakowaniu okazuje się być wazonem. Szarawe i brunatne smugi – efekt kiepskiego oczyszczenia szkła – właściwie dodają mu uroku. Na przywiązanym do niego bileciku ktoś wątpliwie poetycko nagryzmolił: “Na kwiaty od arystokraty”.
***
Paczka jest duża, choć stosunkowo lekka. Prostokątne pudło owinięto papierem, na które naniesiono alchemiczne symbole. W środku są… czekoladki, a dokładnie: czekoladowe figurki. Każda z nich jest karykaturą innego Alchemika.


Dla Dobrawy
Leżący wśród ingrediencji wisiorek błyszczy na zielono. Nie, niebiesko. Fioletowo? To kamień. Owija go srebrny drucik, podobny do pajęczej nici. Łańcuszek jest drobny, misternej roboty. Zawieszka jest niewielka, ale mimo to czujesz, że pulsuje energią. Zdajesz sobie sprawę, że podtrzyma każdą iluzję, jaką rzucisz. I nikt tego nie zauważy.
***
Niewielka, miękka paczuszka skrywa parę ciepłych rękawiczek, uszytych tak, by skrywały nienaturalny wygląd palców po przemianie. Niestety, brakuje jakiejkolwiek wskazówki, kto nadesłał prezent.
***



Dla Isleen
Zawiniątko miało kolor lnu, cienkiego i wypłowiałego niemal do bieli. Składało się z dwóch części. Jedna z nich była mała, półkolista. Był to czepek – delikatny i haftowany. W przerwie biegnącej pośrodku głowy znajdowała się drobna ażurowa plecionka. Do czepka dołączono fartuch, którego całą górną część ktoś ozdobił haftem, ściągającym płótno we wzór plastra miodu. Prezent był praktyczny, prosty, jednak ktoś postarał się, byś wyglądała w nim naprawdę ładnie.
***
Tuż przed pojawieniem się pierwszej gwiazdy do drzwi twojego domu puka posłaniec. Zgrabiałymi z zimna dłońmi wyłuskuje z podróżnej torby maleńką szkatułkę z drzewa różanego. Drewno wciąż pachnie, subtelna, kwiatowa woń kojarzy się ze spokojem. Kurier, okropnie kalecząc keroński język wirgińskim akcentem, upewnia się, że to ty jesteś Isleen, po czym zostawia cię z prezentem w dłoniach. W środku, opleciona srebrnym łańcuszkiem leży zawieszka z azurytu, kamienia, który podobno leczy duszę.


Dla Nadiry
W pudełku obciągniętym wytłaczaną skórą znajdujesz drewnianą szpilę do upinania włosów. Składa się z dwóch elementów – zaostrzonego patyczka i wykonanego z grubej skóry pasa, przez które był on przetknięty. Spinka tłoczona jest na kształt liścia dębu. Każdy szczegół oddany został z wielką dokładności – nerw, krawędź. Skóra pokryta jest cienką wartewką farby, do złudzenia przypominając wczesnojesienny liść.
***
Rano, ni stąd, ni zowąd, znalazłaś na progu podłużną paczkę. Nie wiadomo, kto, ale wiadomo, dlaczego (święta) owinął starannie w płótno tuzin nowiutkich strzał o lotkach wykonanych z bażancich piór.


***



Dla Nefryt
Owinięty kawałkiem materiału kanciasty przedmiot jest ciężki, bardzo ciężki jak na tak niewielką rzecz. W dotyku przypomina kamień i tak jak on roztacza chłód. Prezent okazuje się być praktyczny – to osełka do miecza. Drugie, mniejsze zawiniątko skrywa butelkę z olejem do konserwowania ostrza.
***
Puzderko obite jest kosztowną, jedwabną tkaniną, mieniącą się od szarawej zieleni po ciemną, winną czerwień – w zależności od kąta, pod jakim pada na nią światło. Skrzynka zamykana jest na srebrny klucz, teraz przewleczony przez wstążkę, którą przewiązano podarek. W wyłożonym aksamitem wnętrzu znajduje się jedynie kartka: “Na niechcianą biżuterię, od przeklętych naszyjników po niechciane pierścionki zaręczynowe”. Na spodniej stronie wieka rzemieślnik z niebywałą precyzją, dając popis swoich umiejętności, namalował wylizującego się pod ogonem kota.
***
Na końcu (bo pewnie gdzieś się zapodziały w całym tym prezentowym zamieszaniu) do twoich rąk trafia kilka zszytych dratwą kartek. Pismo jest zamaszyste, koślawe i upstrzone kleksami, ale wykonane pędzelkami ilustracje są schludne i czytelne. Po chwili lektury orientujesz się, że to rozrysowane krok po kroku typy węzłów marynarskich. 


Dla Szept
Skrzynka pachnie wilgocią i kurzem, a wygląda tak, jakby miała się za chwilę rozlecieć. Brakuje klucza, ale nie jest zamknięta. Po wysłuchaniu zawodzenia opornych, skrzypiących zawiasów widzisz, że wewnątrz znajdują się starannie poskładane lub pozwijane rulony pergaminu. Karty zdążyły przetrzeć się na zgięciach i zamoknąć, a barwniki wyblaknąć, ale nakreślone przed wielu laty linie i punkty wciąż są czytelne. Drobne litery, układające się w dźwięczne nazwy, linie ścieżek i rzek, schematycznie narysowane góry, drzewa symbolizujące lasy, pośród nich miasta i miasteczka, zamki, ruiny… To mapy, które wyszły z warsztatów ludzkich, elfich i krasnoludzkich kartografów. Ktoś dołączył do nich karty z adnotacjami, komentarzami i tłumaczeniami niektórych inskrypcji.
***
Dziwaczny, skórzany przedmiot nie jest opakowany. Uszyto go, łącząc niewielki, wykonany z cienkiej skóry worek z regulowanymi paskami. Zabarwioną na ciemny brąz materię wytłoczono w wijące się, roślinne wzory. Miniaturowy plecak nie nadaje się ani dla ludzi, ani dla psów, ani nawet dla kotów. Długość pasków pozwala co najwyżej na opasanie tułowia większego ptaka.
***
W maleńkim, sztywnym pudełku ktoś umieścił troskliwie owiniętą wełną spinkę do włosów w kształcie motyla. Nie podpisał się, ale widać, że ozdoba została wykonana ręką człowieka. Na dołączonej do prezentu kartce drobne, nieco kanciaste litery oznajmiają:
Dla przyjaciółki. Mam nadzieję, że życie w pałacu nie jest gorsze niż w naszym obozie. Chciałam przyjść, ale nie wpuszczacie ludzi, poza tym podobno wyglądam jak obdartus. 

***



Dla Paeonii
Gustowne pudełko oklejono czarnym jedwabiem, haftowanym srebrną nicią. Zawartość postukuje lekko o jego ścianki, gdy bierzesz je do rąk. Pokrywka stawia delikatny opór. W środku znajdują się dwa wachlarze. Wachlarze przeznaczone do tańca, bo do ich krawędzi doszyto delikatny materiał, reagujący na najlżejsze skinienie dłoni niczym przywiązana do patyka wstążka. To wyroby rzemieślnicze najwyższej klasy, wykonane z pewnością poza granicami Keronii – może na południu Wirginii, a może w Cesarstwie Quingheny. Po uważniejszym przyjrzeniu się można dostrzec kilka rys na pudełku, rys dopiero co powstałych.
***
Posłaniec podszedł do ciebie po występie. Wręczył ci prezent za wcześnie, było widać, że przyjechał z tak daleka, że trudno było określić dokładny czas podróży. Elegancka, niewielka paczka skrywa… odlaną ze srebra pozytywkę w kształcie kwiatu piwonii. Wystarczy przekręcić podstawkę, by rozległa się cicha melodia, łudząco podobna do tej, do której tańczyłaś w dniu, w którym po występie miałaś zabić pewnego Wirgińczyka.
***
Ozdobny wachlarz - dodatek do tańca, służący także jako obrona.


Dla Sorchy
Zakorkowaną buteleczkę ktoś umieścił w skórzanym futerale, wymoszczonym strzępkami materiału – zupełnie jakby chciał ochronić ją przed konsekwencjami pewnego upadku. Zawartość jest przezroczysta i z pozoru przypomina zwykłą wodę, ale za to cuchnie niemiłosiernie. Autor załączonego liściku był wyrozumiały i pisał konkretnie: “Na kaca. Łyżka po obudzeniu się; jeśli nie pomoże, za cztery godziny następna; nie więcej niż cztery dawki z rzędu. Znam problem, to świństwo ratuje życie.”
***
Zazwyczaj dostarczasz przesyłki, dziś jedną dostarczono tobie. Średniej wielkości, nieforemna paczka skrywa skórzaną, porządnie wyprofilowana torbę, nadająca się do trzymania w niej w czasie podróży dowolnych rzeczy.

***
Nóż w ozdobnej pochwie, chroniący podczas podróży.


Dla Tiamuuri
Stojąca pod choinką mniejsze iglaste drzewko, sadzonka ledwie, to już nie świąteczna dekoracja, a prezent dla ciebie. Można powiedzieć, że odpowiednik zwierzaka, który trzeba będzie odchować, a potem wsadzić w lesie. Odwrotność dziwacznej tradycji wycinania i wywożenia z lasu drzew, przynoszenia ich do domów i przyozdabiania łańcuchami z kolorowego papieru oraz zabawkami ze słomy.
***
Szczelnie owinięty materiałem przedmiot opatrzony został złożoną na cztery kartką, na której ktoś czerwonym tuszem skreślił zamaszyste: "Nie otwierać!" i, jakby po chwili zawahania, dodał, już nieco mniejszym drukiem: "Pakunku, nie kartki. Kartkę przeczytać". Kawałek papieru rzeczywiście zawierał interesujące informacje. Okazało się, że pod warstwą szmat znajdował się kamień podobny do kryształu górskiego. Posługiwały się nim niektóre pracujące w kopalniach krasnoludy. Jego właściwością bowiem jest to, że pochłania docierające do niego światło – czy to pochodzące od słońca, czy od księżyca i gwiazd, czy spowitego mrokiem lasu, który wcale nie śpi, czy od istot niematerialnych.
***
Paczuszkę dostarczono z samego rana. Biały, pokryty płatkami sypiącego z nieba śniegu papier skrywał drobną bransoletkę z wykonanymi z metalu i barwionymi listkami. Nadawca się nie podpisał.


***
Woreczki z  tymi bardziej i mniej znanymi ziołami leczniczymi.


Dla Iskry
Zielonkawy, nakrapiany, obły kamyk roztacza przyjemny chłód. Musiał przeleżeć na dnie jakiejś rzeki setki lat. Na dodatek podziemnej rzeki, bo znajdujący się pośrodku otwór nie został uczyniony ręką żadnej dwunożnej istoty. Kto wydobył go z rzeki i położył w miejscu, na które skapywała ściekająca ze stalaktytów woda? Tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że minerał rozjarzy się, gdy w pobliżu znajdzie się czarny mag lub nieumarły. Znajdzie się lub znajdował, bo kamień reaguje także na ślady zatarte słowami mocy, choćby najbardziej pieczołowicie. Tak przynajmniej twierdzi autor traktatu o magicznych kamieniach, w którego kartę zawinięto podarunek.
***
Paczka jest miękka, niekształtna, choć ktoś bardzo starał się ładnie ją zapakować, używając papieru w iskierki i przewiązując całość czerwoną wstążką. W środku jest złożona w kostkę, czarna peleryna, swoim krojem powodująca demoniczno-nazgulowe skojarzenia. W środku jest kartka, na której ktoś odręcznie napisał: Tak dawno się nie widziałyśmy, ale wciąż pamiętam. Do kartki przytwierdzone jest kilka zasuszonych liści z lasu i kilka splecionych ze sobą oczek od kolczugi.


***



Dla Zorany
Zawiniątko z granatowego papieru malowanego w złote, dziesięcioramienne gwiazdy skrywa szczotkę z końskiego włosia. Jej oprawę wykonano z ciemnego drewna, które płaskorzeźbiono w parę skrzydeł. Z przodu rączki wycięto maleńką, ciekawsko przekrzywiającą łebek sówkę.
***
Niewielkiemu, prostokątnemu przedmiotowi za opakowanie, a jednocześnie za futerał służy skórzana torebka. W środku znajdują się zszyte w cienką książkę kartki, obłożone ciemnozielonym, grubszym papierem. Papier zapisano rzędami słów: “atar – ojciec; avahaira – kłopoty...” To zbiór alfabetycznie uporządkowanych, kerońskich i elfickich słów, bardzo przydatny podczas podróży dyplomatycznych.
***
Nikt w Zakonie nie był w stanie wyjaśnić, skąd na twoim biurku wziął się starannie zapakowany, brązowy, obszyty na brzegach futrem, ciepły szalik. Podpis owszem, był. Głosił: Mikołaj.
***



Dla Aeda
Starannie zapakowana paczka, nie dłuższa niż łokieć. W niej szczotka, przypominająca raczej zgrzebło, z koziego włosia, z ciemnego, polerowanego drewna, owalna.  Na niej wypalany rysunek kota. 
Obok ciemnobrązowa, sfilcowana wełna, płaska jak naleśnik. Wyjęty – już niekoniecznie. Przypomina raczej dzwonek. Dzwonkowaty, filcowy kapelusz.
***
Małe, opakowane w czarno-zielony papier pudełko nie wyróżniałoby się wśród pozostałych, gdyby nie kartka. Zamiast tradycyjnego: „dla Aeda”, na karteluszce ktoś wypisał zamaszyście: dla trubadura vel srokołaka. W środku znajduje się  drobny połyskujący wisiorek z zawieszonego na rzemyku seftonitu, zwanego też przynoszącym szczęście kamieniem krwi.

***
Skórzany napierśnik - lekki i skutecznie chroniący przed ciosami. 


Dla Aidana
W pierwszej chwili nie masz pojęcia, co zrobić ze znaleziskiem. Wiesz, że nie jest przypadkowe, bo znajdujesz przy nim kartkę: “Dla ogrzania diamentowego serduszka. Ma na imię Margo”. Miał już imię. Przypominał czarną kluchę. Krótki, masywny pyszczek, oklapłe uszy, mały ogon. I duże łapy, miał dopiero urosnąć. Za parę miesięcy miał wyrosnąć na brytana. Już w pierwszych chwilach warczał, ale prędko dał się obłaskawić. Odwdzięczył się jak umiał, ostrym języczkiem i plamą ciepłych siuśków.
***
Zawieszona na rzemyku zawieszka ze znakiem spirali symbolizującej stawiane sobie cele i samospełnienie.


Dla Darrusa
Niewielka skrzynka z surowego drewna, z odsuwaną pokrywą. W wymoszczonym słomą wnętrzu – fiolka z szafirowego szkła (najpewniej barwionego kobaltem), zakorkowana, wypełniona gęstym płynem o trudnym do określenia kolorze. Na złożonej w harmonijkę, wsuniętej obok buteleczki kartce ktoś napisał: “Dwa razy dziennie po jednej kropli rozpuszczonej w kubku wody, rano i wieczorem, najlepiej podczas posiłku. Na lepszą pamięć.
***
Druga butelka, znacznie większa od poprzedniej, wydmuchana została z brązowego szkła. Zatyczkę z takiego samego surowca przywiązano do szyjki lnianym sznurkiem, by nie wylała się gęsta zawartość naczynia. Etykieta głosi: “Preparat do przywracania naturalnego koloru włosów”.
***
Podłużna paczka przyszła z daleka, z pewnym opóźnieniem. Opakowana skromnie, chciałoby się powiedzieć: po męsku, bo w zwykły papier i porządnie przewiązana sznurkiem, skrywa niewielki, prosty sztylet z wzmacnianej stali. Dołączona kartka głosi:
Dla Darrusa. W podzięce za stare zlecenie. 

Dla Devrila
Drewniana szkatułka z jasnego, oheblowanego jedynie drewna ani wyściełająca je słoma nie zdradzają wartości przedmiotu znajdującego się w środku. Być może to kwestia bezpieczeństwa. Naczynie warte jest bowiem majątek, i to dosłownie. Kielich i podstawę naczynia wykonano z rubinowego szkła, którego ciemnoczerwony kolor uzyskano przez dodanie do niego złota. Zamiast nóżki natomiast użyto prostego, cienkiego, poskręcanego rogu, kolorem przypominającego kość słoniową. Jednak zamiast zanurzyć jego koniec w szkle, rzemieślnik uformował naczynie tak, że fragment rogu znajduje się we wnętrzu kielicha. A ty jako arystokrata wiesz, że powszechnie wierzy się, iż róg jednorożca neutralizuje każdą truciznę.
***
Ktoś, kto wysłał ci niewielką paczuszkę, spędził długie godziny na przerysowywaniu na opakowanie z jednokolorowego papieru herbu twojego rodu. Całość nie wyszła idealnie, niemniej widać dobre chęci. W środku, starannie owinięta materiałem dla zabezpieczenia przed stłuczeniem znajduje się maleńka, szczelnie zakorkowana buteleczka z atramentem sympatycznym. Na etykiecie, zamiast nazwy, widnieje jedno zdanie: najlepsze właściwości zawsze są ukryte. Całość pachnie lasem i mrozem.


Dla Dravarena
Paczka śmierdzi. No po prostu cuchnie. Ale nie dla ciebie – dla ciebie pachnie raczej nęcąco, czym wzbudza twoją ciekawość. Dwa podłużne kąski intensywnie pachną suszonym mięsem, a ugryzione – przyjemnie trą wilcze zęby.
***
Ktoś, kto podłożył przewiązaną niebieską wstążką wędzoną kość, się nie podpisał. Wyżłobił za to w niej dedykację, głoszącą jednoznacznie:
„Dla Pchlarza”.
***
Oprawiona w czerwoną skórę, mieszcząca się w ludzkiej dłoni książeczka wygląda co najmniej podejrzanie. Karty z cienkiego pergaminu zapisane są starannie, od marginesów do krawędzi i od krawędzi do marginesów, na których poprzedni właściciele sporządzili odręczne notatki. Strona tytułowa głosi: "Rozprawa o tem, jak, wilkołakiem będąc, zarzuty o paktowanie z siłami nieczystemi, bycie ofiarą uroku złego i przemianę wskutek ugryzienia innego wilkołaka mądrze a zręcznie odeprzeć".


Dla Luciena
Prezent zapakowany był w podłużne, lekkie pudełko, na którego pokrywie wypalono obraz sztyletu. Wnętrze wymoszczone zostało czarnym aksamitem. Na nim spoczywało pióro – długie, o niemal ostrych krawędziach, pasiaste. Jego chorągiewki były ścięte do połowy. Nagą stosinę owijał drucik – ten sam, który trzymał stalówkę. Do pakunku dołączona została solidna flaszka inkaustu i komplet dodatkowych stalówek.
***
Podłużna, dość płaska paczka nie wygląda, jakby ktoś nasączył ja trucizną. Gładki papier, bez najmniejszego śladu kaczek, wygląda na zupełnie prawdziwy, podobnie jak zielona wstążka. Prezent. Tak po prostu. W środku znajduje się szeroki, skórzany pas. Z zewnątrz wygląda zwyczajnie, ale po wewnętrznej stronie widać w jednym miejscu szparę. Między jedną a drugą warstwą skóry, w niewielkiej skrytce, umieszczono małe ostrze osadzone w niemal płaskiej rękojeści, przewidziane na wypadek, gdyby ktoś, uwięziwszy właściciela, zabrał mu wszelką inna broń.


Dla Rena
Zarówno bransolety, jak i okazała kolia – wykonane z niewielkich fragmentów hematytu, oprawionych w srebro – stylizowane są na smoczą łuskę. Jeden z wprawionych kamieni nieznacznie się wyróżnia – jest ciemnoszary i poprzecinany połyskującymi żyłami kalcytu. Krasnoludy zwą go “smoczą krwią”. Biżuteria pasuje zarówno do reprezentacyjnych szat, jak i do skromniejszego, podróżnego stroju, o ile chce się zwracać na siebie uwagę.
***
Jedna z paczek, które dostałeś, wygląda mniej okazale niż inne. Jest po prostu skromna, opakowana bez typowego dla dworu przepychu. W środku jest tylko jedna rzecz: książka. Cienka, oprawiona w płótno i pozbawiona tytułu. W środku, na nienajlepszej jakości kartkach starannie spisano dwie splecione ze sobą baśnie: pierwsza o dzieciach w tajnym tunelu, druga o księciu uratowanym przez rozbójniczkę.


Dla Shela
Obwiązany sznurkiem płat ciemnobrązowej, cienkiej skóry okazuje się skrywać kilka przedmiotów. Dno wyściełają kartki czerpanego papieru. Na nich leżą owinięte kawałkiem surowego płótna pałeczki węgla kreślarskiego, pędzle oraz kilkanaście niewielkich, pękatych słoików z kolorową zawartością oraz etykietami: “kreda mielona”, “siena”, “cynober”, “karmin”, “umbra”, “sepia”, “czerń kostna”... Do naczynia z czernią ktoś przywiązał zwinięty świstek papieru z przepraszającym: “To nie złośliwość, przysięgam”.
***
Ozdobne pióro, dwa kałamarze – pierwszy z czarnym tuszem, drugi ze specjalnie wykonanym, po kilkunastu minutach znikającym (można nakładać go na inne, wcześniej napisane już wyrazy. Da się go odczytać po oświetleniu kartki od spodu) i list z życzeniami.


Dla Wilka
To, co znajdujesz, leżało zawinięte w mapę. Z początku myślisz, że ktoś podrzucił Ci jakiś prezent dla Szept albo że małżonka zostawiła coś nieopatrznie w twoich papierach. Wyglądał na wisiorek. Srebrny łańcuszek, laska przypominająca kryształ górski. Delikatnie spękana, niemal zupełnie przejrzysta. A w niej – jakaś ciemna nitka. Mógłbyś przysiąc, że ruda. Włos? Jeśli tak, to bardzo znajomo rudy włos. Obok, zwinięty rulonik, leżał fragment pergaminu. “Zawsze znajdziesz swoją Zgubę”. Położony na blacie kryształ zaczął się przesuwać, mimo że go nie tknąłeś. Wolno. Z dala od zaznaczonego na mapie pałacu. Chwilę potem stanął na ostro ściętym szpicu. A Ty wiesz, że Zguba znowu nie powiedziała ci, że wybiera się na poszukiwanie kłopotów.
***
Puzderko, które przyniesiono pod twoje drzwi, jest małe, podłużne. Elegancki, ręcznie zdobiony ilustracjami poszczególnych budynków z elfiej stolicy papier układa się wręcz nienagannie, podobnie jak złota wstążka. W środku znajduje się precyzyjnie przycięte pióro do pisania z odlaną z metalu nasadką w kształcie dłoni.


Dla Yarkhara
Podłużny pakunek ma kształt, który przywodzi na myśl jedynie kij od szczotki. Cóż, blisko. Lniany, wyposażony w troki worek okazuje się być futerałem na solidną, drewnianą lagę. Dębina jest ciężka, ale dobrze opracowana i wypolerowana na gładko, więc dobrze leży w dłoni. A przede wszystkim jest twarda, bardzo twarda. Nie dajcież bogowie dostać nią po głowie.
***
Zdobiony kij do podparcia, mogący również być użyty do walki.

____________________________________________
Niezapowiedziany dodatek
Świąteczne droubble

Jest taki dzień, w którym czas wcale się nie zatrzymuje.
Wokół ogniska, przy którym siedzi ona prószy śnieg. Lasem, błądząc wśród ciemnych, nagich pni, niesie się kolęda, zmieszana z gwarem rozmów. Ciepłe, strzelające w górę płomienie ogrzewają kociołek ze strawą. Nad polaną świecą gwiazdy.
W świątyni, w której stoi on, panuje półmrok. Masywne, kamienne mury zwielokrotniają echo głosu kapłana, mówiącego o miłosierdziu. On patrzy na złożone przy sześciu ołtarzach podobizny Wielkiej Szóstki, które można było stworzyć tylko na święto. Nie wiedzieć czemu myśli o malarzu, którego wczoraj powieszono na rynku za obrazę bogów. Głos kapłana sączy się w tle.
Ona uśmiecha się, odwijając prezent. Przygryza wargę. Pierścionek. Mruga, przykrywając rzęsami ślad emocji. Wspomnienia.
- To sugestia? – pyta schrypniętym głosem, unosząc jedną brew. Odpowiada jej śmiech. 
- Żebyś sobie wreszcie porządnego chłopa znalazła! – Po stwierdzaniu Leylith część osób śmieje się nadal. Niektórzy cichną.
On wychodzi, oglądając się za siebie. Światła świec drżą od przeciągu. Fala ludzi wylewa się na zewnątrz. On przez chwilę stoi z boku. Patrzy za rozchodzącym się tłumem. Obiecał matce, że wróci na święta.
- Arhin? – Odwraca się, zaskoczony.
- Hakan? Jednak obchodzisz wirgińskie święta?
Wzruszenie ramion. 
- Pomyślałem… Gdybyś nie dawał rady… potrzebował pomocy…
- Nie potrzebuję.

Nefryt i Shel

* garść przypisów: Leylith to członkini bandy Nefryt. Hakan to lennik i przyjaciel Shela, który jednak nie wie, że Shel jest szpiegiem.
_____________________________________________
Na koniec...
Życzę Wam wszystkim, byście spędzili najbliższe dni w sposób najbardziej podobny do tego, który uważacie za odpowiedni. Oprócz tego, mnóstwa zdrowia, weny i niegasnącej motywacji do działania przez cały przyszły rok.

Dla tych, którzy mają ochotę posłuchać (nieco innych) kolęd:
Czytaj dalej »
Z racji tego, ze święta już blisko, nie było czasu na dalszą burzę mózgów i musiałam wybrać jedną z zaproponowanych opcji. Najciekawszy wydał mi się pomysł pisania (bądź rysowania, fotografowania - bo dodałabym jednak i taką możliwość) prezentów dla innych postaci. 

Przytaczam treść komentarza Aedówki:

Kiedy padło hasło "wymiana prezentowa", przyszło mi na myśl coś zupełnie innego, mianowicie "napisanie" prezentów dla innych postaci. Byłoby ich więcej, bo i robota prostsza (pozostają kwestie, kto bierze udział, tzn. czy piszemy dla wszystkich i ilu autorów pisze, tyle prezentów dostaje każda postać, czy rozwiążemy to jakoś inaczej). Jeśli chodzi o mniej istotne szczegóły, które są jak najbardziej do negocjacji, to nie podpisywalibyśmy się pod tekstami, ewentualnie z opisów można by się domyślać, od kogo dostało się dany "prezent" (można też wcale poszlak nie zostawiać, a co). Trzeba by wysilić mózgownicę, żeby wymyślić coś pomysłowego i dobrze pasującego do postaci z krótszym stażem i żeby nie powtórzyć jakiegoś kiedyś napisanego prezentu w przypadku autorów ze stażem dłuższym. Niepodpisane, bo przecież Mikołaj przynosi. Może być miło, może być żartobliwie, może być złośliwie z przymrużeniem oka. Taki pomysł.

Dlaczego ten pomysł? Inne także były ciekawe, ale ten wydaje mi się najłatwiejszy do zrealizowania w sytuacji, kiedy nie wiemy, czy  ile osób chce brać udział w zabawie (bo wiele osób się nie wypowiedziało). 

Teraz konkret, czyli co, jak robimy i do kiedy:

1) Każdy, kto chce wziąć udział w zabawie, wymyśla prezenty dla innych postaci (postaci, nie autorów). 

2) Prezenty (istniejące fikcyjnie) można opisać, można narysować i wrzucić grafikę, wreszcie można je zrobić i sfotografować. 

3) Upominki można tworzyć (opisywać, etc.) jako jedna lub więcej waszych postaci - głównych, pobocznych - to zależy, dla kogo ma być prezent i kto z naszych zna adresata. Jeżeli nikt, można dać prezent podszywając się pod postać nieopisaną w pobocznych (!), ale z otoczenia obdarowanego (na zasadzie: ktoś z dworu, ktoś z tej a tej wsi itd.)

4) Można obdarować dowolną ilość postaci. Prośba z mojej strony jest jednak taka, by nie ograniczać się wyłącznie do tych, które znacie najlepiej, chyba nikt nie chce być w sytuacji, w której niczego nie dostanie.

5) Nie podpisujemy się, można jednak zostawić wskazówkę, od kogo jest upominek.

6) Prezenty należy wysłać najpóźniej 22 grudnia o północy na e-mail morrigan@onet.pl . 24 grudnia opublikuję notkę, w której znajdzie się wszystko, co nadeślecie.

Czytaj dalej »
        Ciemność. Szepty. Strzępki rozmowy, które zmieniły się w kłótnię. Mimo to czułem zimno. Dziwne zimno... Otworzyłem oczy. To co mnie powitało to...ciemność. Chciałem wstać, ale moje ciało odmawiało mi jakiegokolwiek posłuszeństwa.
- Udało się? - Usłyszałem kobiecy głos. Obcy głos.
- A jak myślisz? - Odpowiedział kobiecie mężczyzna – Ten, przynajmniej żyje.
- Żyje? To ja umarłem? Umarłem?!
Szybko usiadłem i równie szybko pożałowałem tego. Zakręciło mi się w głowie po czym zwymiotowałem obok. Utarłem usta ręką.
- Gdzie ja jestem? - Zapytałem w przestrzeń. Nie od razu otrzymałem odpowiedź.
- Pod Wielka Pustynią. - Odparł mężczyzna.
Przez chwile zastanawiałem się co do mnie mówi. Wielka Pustynia? Ale przecież byłem na tej przeklętej wyspie... Więc jak, na wszystkie gwiazdy, znalazłem się pod Wielką Pustynią? Przetarłem oczy i powoli z ciemności wyłaniać się obraz otoczenia.
        Pomieszczenie oświetlone trzema wielkimi kadziami, w których płonął ogień. Zupełnie jakby ktoś rozpalił w nich ognisko. Ściany były pokryte dziwnymi symbolami, których nigdy nie widziałem. I ten piasek.
Zsunąłem się z czegoś co przypominało ołtarz.
- Ostrożnie. - Powiedział mężczyzna i podszedł do mnie by mi pomóc. Krótki zarost, bystre brązowe oczy. Czarne włosy.
- Ktoś ty? - Zapytałem.
- Mów mi Oliver. - Przedstawił się.
- A ja jestem... - Przerwał mi gestem.
- Wiemy, kim jesteś. - Odparła kobieta. Miała zielone oczy, kasztanowe włosy i...duży dekolt z którego wystawał równie spory biust – Jesteśmy tu by Ci pomóc. Ale od dziś nazywasz się Yarkhar.
Yarkhar? - Powtórzyłem ze zdziwieniem – Dlaczego nie mogę używać mojego imienia?
- Bo on Cię znajdzie. - Wyjaśnił Oliver – A tego nie chcemy.
        Schowałem twarz w dłoniach. Od razu coś wyczułem. Nie była moja. Zerwałem się na równe nogi. Poczułem piasek pod butami, a potem w zębach. Jeszcze nie odzyskałem czucia i w efekcie wylądowałem na ziemi. Doczołgałem się do czegoś co wyglądało na misę i się w niej przejrzałem.
Czarne włosy, bez zarostu oraz brązowe oczy. Nie moja twarz.
- Co jest grane? - Macałem się po niej, tak jakby miała opaść niczym maska. Jednak nic z tego.
- Umarłeś i Cię wskrzesiliśmy. - Odparła kobieta – To proste.
Popatrzyłem na nią jak na wariatkę. Ale jak to? Umarłem? Naprawdę na tamtej wyspie umarłem? - Ale jak? Od razu obrazy moich ostatnich chwil pojawiły się w mojej głowie. Westchnąłem. Tylko tyle mogłem z siebie wydusić. Jedno głupie westchnięcie.
- Coś cie za jedni? - Zapytałem – Czego chcecie?
- A... - Ucieszył się Oliver – Nareszcie konkrety. Widzisz. Chcemy Ci pomóc dopaść tego psychola. On zagraża wszystkim.
- Złamał jedno z najstarszych praw – Wtrąciła się dziewczyna – Co więcej ruszył coś co go przerosło.
- Ładne mi coś, Liz. - Oburzył się mężczyzna.
Ciesz się, że powstrzymaliśmy tą jego „czystkę”, co chciał zrobić.
         To był cios poniżej pasa dla Olivera. Widać, było że chciał się odgryźć, ale też nie mógł zaprzeczyć słowom Elizabeth.
Jestem zombie?
- Nie do końca. - Oliver wyglądał jakby sobie dopiero o mnie przypomniał – Fakt, jestem umarłym. Ale możesz też używać ...pewnej magii.
- Pewnej? - Zapytałem z ironią.
- Tak, pewnej. - Odparła Liz – Co więcej...
Urwała. W sali nastała głucha cisza i jedyne co dało się słyszeć to trzask ognia. Wtedy i ja to usłyszałem. Głosy. Ktoś się zbliżał.
- Zabierz nas z tą, Oli.
Oliver narysował wokół mnie okrąg, cały czas cos mrucząc pod nosem. Dziewczyna szybko wskoczyła do niego. Ostatnie co widziałem to czarne zbroje...

Czytaj dalej »

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Ogłoszenia


Szukaj




˅ ^
Królestwo
K
eronii


Przewodnik Regulamin Stwórz postać
Mam już postać
Szablon autorstwa Rinne Lasair
mruwisko, ip, fontawesome, scroll