Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

      Rozmoczona, gliniasta ziemia kląskała pod kopytami. Nad drogą unosiły się mgliste obłoczki pary, wspomnienie przedpołudniowego skwaru. Za drzewami majaczył zarys drewnianego dworku, jeszcze parę lat temu jedynego przyjaznego domu w okolicy. Karosz strząsnął łbem, odrzucając z nozdrzy stanowczo za długą grzywkę. Do ich uszu dobiegło szczekanie psa.
Ostatni raz była tu wiele lat temu.
     Zaszeleściło, załopotało i ucichło.
     Wylądowała miękko na balustradzie galeryjki, otaczającej niewielki wirydarz na zamku wysokim. Złożyła skrzydła, strosząc pióra jak wróbel na mrozie. Noc była chłodna. Zeskoczyła na posadzkę cicho, zsuwając się z filaru i lądując na palcach. Komnata Wielkiego Mistrza była zaledwie parę kroków dalej. Skrzydlata trafiała doń bezbłędnie, mimo że najbliższe źródło światła znajdowało się bezpośrednio pod nią, we wnękach gotyckich krużganków. Nie pukała wiedząc, że i tak się jej oczekuje. Weszła bezgłośnie. Drzwi zostały starannie naoliwione, specjalnie na takie okazje.
- Musimy być legendą! Pozostać legendą! – Czyjś ściszony głos wygłaszał właśnie płomienną tyradę.
- Każda legenda ma jakiś ośrodek, siedzibę – odparł sucho inny głos. – A nasza z dnia na dzień uzależnia się od najeźdźcy.
Wsunęła się w krąg światła, zdradzając swoją obecność szelestem długiego płaszcza. Zamyśliła się.
- Więc potrzebujemy nowej siedziby – zauważyła – albo człowieka, który będzie pełnił jej funkcje.
     Poruszenie było odczuwalne, ale nie dała się zwieść pozorom. Wszyscy obecni byli zwarci i gotowi. Oraz uzbrojeni po zęby. Żaden niespodziewany gość nie wyszedłby stąd żywy, podobnie żaden nie wszedłby niezauważony. Radni spodziewali się rychłego zdemaskowania. To było niepokojące. Oznaczało, że mają coraz mniej czasu.
- Dobrze cię widzieć przy zdrowiu, Skrzydlata. – Niewysoki szpakowaty mężczyzna opierał się niedbale o mistrzowską katedrę. Zorana odpowiedziała mu starannie wyreżyserowanym uśmiechem. Odpowiadała jej rola gońca. Oznaczała niezbyt wygodne życie w ciągłym biegu, ale nadawała jej rangę Gołębiarza, jeśli nie wyższą. Inaczej nie byłoby jej na tajnych obradach Zakonu Wśród Wzgórz. Nie wszystkim się to podobało, to fakt, ale z Mistrzem nie było dyskusji. A to on ją mianował i tylko przed nim odpowiadała.
- Mistrzu. – Sokolnik odwzajemnił uśmiech, wprawiając w ruch sieć zmarszczek. – Panowie. – Zorana powitała obecnych uprzejmym skinieniem głowy. Ukryła zdumienie faktem, że obecni są wyłącznie mężczyźni. Dziewięciu doświadczonych, przeszkolonych wojowników, magów i strategów, a żadnego habitu.
- Gdzie Matka...?
     Rzucone w eter pytanie pochwycił najstarszy z Radnych, wyglądem przypominający krasnoluda: krępy, na wpół łysy i brodaty. Nie lubił jej i nie ufał. Wiedziała dlaczego.
- Spóźnia się. Ty także nie przybyłaś za wcześnie.
    To moja wina, pomyślała, potrącając palcem zawieszony na szyi, mieniący się zielono kamień. Odkąd trafiłam do Twierdzy, nie zrobiłam niczego, by zdobyć sympatię kogokolwiek.
- To zwyczajna amnezja. Znaleźli ją pod kopytami tej wielkiej kobyły, musiała spaść i uderzyć się w głowę.
- Mówię ci, to demon, albo opętanie. Żaden człowiek nie patrzy w ten sposób!
- Zawrzyjcie gęby – warknął zirytowany Mistrz Oniromancji, odwracając się od szpitalnego łóżka. Znajda spała niemal dwa dni bez przerwy, a gdy tylko otworzyła oczy, zaraz zawołano po niego. – Jeśli nie chcecie wyjść, to przynajmniej gęby na kłódkę. – Rzucił spojrzenie na właścicielkę rozsypanych na poduszce, jasnych włosów. – To nie demon.
     Każdy umysł był dla niego zagadką, której nie umiał się oprzeć. Ten nie był wyjątkiem. W dodatku znajda potwierdzała jego teorię, według której Siostry Miecza przygarną każdego wyrzutka – Nawet, jeśli ten będzie leżał w kałuży krwi u wrót Zakonu. Mistrz miał dostateczne rozległą wiedzę i doświadczenie, by być pewnym swojego osądu: to nie demon. Gdy rozpraszające szepty ucichły, zaczął inkantacje. Zbliżył dłonie do jej zastygłej w jakimś grymasie, napiętej twarzy, potwierdziło to jednak jego przypuszczenia. Jeśli kobieta spadła z konia, to naprawdę nieszczęśliwie. Nie wyczuł ani nie odnalazł niczego, żadnego snu, myśli czy emocji.
     Obudził ją ból, jakby ktoś wbijał jej gwóźdź w ciemię. Czuła na skroniach opuszki wysmukłych palców, które mogły należeć wyłącznie do chirurga lub maga. Ktoś recytował półgłosem jakieś niezrozumiałe wiersze. Wibrujące od mocy słowa zdawały się wgryzać w jej umysł językami ognia. Bolało tym bardziej, im bardziej ten się opierał.
- Dość!
     Oniromanta poczuł, jak wyrwany z transu umysł wyrywa się ze szponów nicości, ucieka, krzyczy jak raniony. Mężczyzna poderwał się, wyjątkowo nieprofesjonalnie. I zwątpił, patrząc w zwierzęce oczy koloru mosiądzu, czy ten jeden raz się nie pomylił. W tych źrenicach rzeczywiście było coś nieludzkiego.
- Nie rób tego, nigdy więcej – wysyczała kobieta, przytrzymując go za tunikę na piersi. Z trudem trzymała się na nogach, była zmieszana i zła. Nie wiedziała, co robi, gdzie i dlaczego. Widziała dwóch obcych ludzi śpieszących w jej stronę, słyszała urywane okrzyki. W głowie miała zupełny chaos, instynkt wziął górę. Czuła jak serce łomocze jej w piersi, a z pleców wyrywają się kości i mięśnie, skóra i pierze. Wystarczyło jedno ich poruszenie, by zmieść nieznajomych z nóg. By spacyfikować zagrożenie. Chwilę potem ziemia uciekła jej spod nóg, skrzydła zamiotły podłogę a plecy uderzyły o solidny mur zakonnej twierdzy. A stojący z wyciągniętą ręką mag zastanawiał się w duszy, czy ta metoda nie okaże się najskuteczniejszym lekiem na amnezję w jego karierze.
- Obudziłaś się – zauważył spokojnie jakiś głos, nie udało jej się jednak zlokalizować jego źródła. – To dobrze.
     Tym razem ocknęła się związana. Przed nią stał młody sokolnik, Reinm - w roli śledczego.
- Dobrze dla kogo?
     Usłyszała ciche  parsknięcie.
- Chciałem jedynie wyrazić zadowolenie faktem, że Mistrz… nie uszkodził cię zbyt mocno. Przypominasz sobie coś? Jak się nazywasz?
- Jestem… Zorana.
- Kim… czym jesteś?
- …Nie zrozumiesz.
- Hmm. Wrócimy do tego. Pamiętasz chociaż, jak się tu znalazłaś?
- Nie… tak. Ktoś zostawił mnie pod bramami.
- Jesteś pewna? Znaleźliśmy przy tobie wierzchowca.
- Nie pamiętam.
- Przy jego siodle był miecz. Umiesz się nim posługiwać?
- Nie mam powodu, by się tłumaczyć – odparła spokojnie Zorana, nie spuszczając wzroku drapieżcy.  Zupełny brak pokory także nie przysparzał jej przyjaciół wśród pewnych siebie Radnych.
     Pamięć odzyskała prędko, jednak jakieś zdarzenie z przeszłości nie pozwalało jej budować zdrowych relacji. Szanowano głównie jej profesjonalizm. Tyle że w życiu nie wystarczy być fachowcem, by mieć przyjaciół. Dynamizm, emocje, szczerość – to było to, co zdobywało sympatię ludzi, zaufanie. Ludzie nie lubili pozbawionych uczuć machin. Widać jej na tym nie zależało.
- Starczy tego – uciął Mistrz, wyraźnie zmęczony. Nawet po kilku nieprzespanych nocach, z ramionami przygarbionymi od niewidzialnego ciężaru nikt nie mógł odmówić mu nigdy autorytetu ani posłuchu. – Nie czas na sprzeczki. – Miał w sobie coś, co tłumiło sprzeciw. Utraty tego właśnie bano się najbardziej w Zakonie: twardej ręki, która byłaby spoiwem organizacji. – Sprawa Sióstr Miecza może poczekać do przyjścia Matki.
     Nabrał powietrza, odetchnął. W powietrzu wisiała ciężka atmosfera oczekiwania.
- Zostało nam niewiele czasu – brak reakcji ze strony obecnych oznaczał, że Mistrz nie powiedział nic zaskakującego. – Wirgiński namiestnik waha się jeszcze, czeka na list od gubernatora, ale mamy już pewność, że przejmie nas na dniach. Najwyższy czas, by przenieść to, co najważniejsze. Pieczęcie, listy, reguły. Poza okiem najeźdźcy.
     Skrzydlata potraktowała słowa Reinma osobiście, jak zlecenie.
- Mogę wynieść dokumenty, pozostając niezauważona przez nikogo w twierdzy.
- Od Siedliszcza dzieli nas tydzień jazdy – zauważył jegomość w brunatnej szacie, o orlim profilu. Wyglądał na młodszego od pozostałych. Gościem komnaty był od niedawna. Zastąpił Mistrza Ostrzy, który zginął w wyniku obławy nasłanej przez namiestnika. Sprawa prywatna, mówiono, nie mniej jednak poległ jeden z szanowanych Radnych.
- Samotnie pokonam ten dystans w pięć dni.
     Ktoś parsknął. Zorana powstrzymała się przed pełnym niechęci spojrzeniem.
- Jeden człowiek – kobieta – ma ręczyć za bezpieczeństwo zakonnych pieczęci i przez pięć dni kryć się przed wirgińskim zbrojnymi? – jeden z radnych wyglądał na wyraźnie rozbawionego tą myślą. Nawet na niego nie spojrzała, ze krzyżując ramiona na piersi i opierając się o filar. Zaczyna się.
- Ta kobieta – zaoponował inny, melodyjny głos – od kilku nocy nie sypia, sprawdzając się w roli posłańca.
- Witaj, Matko Przełożona – odpowiedziała cicho skrzydlata. Jedyna z Sióstr Miecza niekryjąca twarzy pod woalką budziła w niej coś na kształt sympatii. Matka niosła za sobą intensywny zapach ziół i stukot drewnianych chodaków. Sztywne pokłony radnych nie robiły na niej wrażenia. Mistrz uniósł dłoń do ust i czoła w geście powitania.
- Skrzydlata jak dotąd nie zawiodła – potwierdził spokojnie. – Nie mamy powodów, by jej nie ufać.
- Z całym szacunkiem – podjął wysmukły, jasnowłosy mężczyzna, o wyglądzie zbyt pospolitym, by zapadał w pamięć. – ale nawet dla doświadczonego Jeźdźca pokonanie granicy zaboru jest zbyt dużym wyzwaniem, by pozwalał sobie nań w pojedynkę.
     Milczący dotąd włączyli się do dyskusji.
- Nicolas ma rację. Jeden człowiek to za mało. Potrzeba kogoś, kto umie posługiwać się bronią i w ostateczności odwróci uwagę od posłańca.
- Eskorta tylko mnie spowolni – kobieta podjęła powolny spacer po komnacie, ścieżkami wytartymi przez radnych w ciągu wielu długich nocy. Kobierzec pokrywający podłogę miałby zapewne piękny wzór, gdyby nie pokrywały go ślady zabłoconych ciżem.
- Zbyt duże ryzyko – Mistrz widocznie pochwycił myśl. Zorana spojrzała na niego oczekująco, ale jego zamglony wzrok wbity był w przestrzeń ponad jej ramieniem. – Pieczęcie nie mogą opuścić twierdzy bramami, ale też nie mogą ciążyć na barkach jednego człowieka.
     Skrzydlata z irytacją zachłysnęła się powietrzem.
- Nie jestem…
     Oświetlona blaskiem świec twarz kapłanki Myrmydii zmarszczyła się.
- To, że nie jesteś człowiekiem nie oznacza, że nie śpisz i nie jesz.
- Niech pojedzie jeden z nas.
     Tylko tego brakowało, pomyślała Skrzydlata, omal nie wypowiadając swych myśli  na głos. Mistrz, jakby spodziewając się protestu z jej strony, spojrzał na nią badawczo, surowo.
- To ryzykowne – skwitowała beznamiętnie, czując na sobie wzrok Reinma. Sądząc po entuzjazmie Radnych, byli tego całkiem świadomi.
- Ja pojadę – orzekł jakiś jegomość w czarnej szacie, wysmukły jak brzoza. Kobieta nie zwracała na niego dotychczas uwagi, dlatego teraz zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. Co go wyróżniało, dlaczego znalazł się między najlepszymi?
- Mag. – Odgadła, kiwając głową; może nawet z pewnym zadowoleniem. Doskonale maskował siebie i swoją magię, mógł się przydać w obecnej sytuacji. – Niech i tak będzie.
     Mistrz podjął już decyzję.
- Zabierzecie dokumenty jutro. Spotkacie się przy trzeciej katarakcie.
Koniec części I

Przepraszam, że tak długo zwlekałam z publikacją. Ten kawałek miał być jeszcze dłuższy, ale że kończenie go szło mi bardzo opornie, pojawi się dopiero po publikacji Waszych komentarzy.
Dziękuję za pomoc i budujące słowa Aedówce i Pani Kochanej Polonistce :)

Poprawki naniesione zgodnie z sugestią.

Czytam=Komentuję

5 komentarzy:

Szept pisze...

Nie no, teraz to wpadnę w doła. Wygląda na to, że jestem jednym z nielicznych autorów, który uparcie nie napisał nic samemu. Pisała Iskra, pisała Darrusowa, pisała Nefryt i Tiamuuri, pisze Elias, pisze Zorana. No i co ja mam samotnik zrobić? Desperacja.
Kocham opis na początku. Raz, że natura, raz że aura, raz że niezwykle obrazowy. i to sformułowanie... jedyny przyjazny dom. Shiz fanowski, ale to prawie jak Rivendell.
Przy okazji uczę się nowych słów. Serio. Takie coterhardie, wirydarz. Acz na katarakcie pierwsze skojarzenie było... że jak? Toż to zaćma! Fachowe słowa mają to do siebie, że niektórych może irytować ich googlowanie i utrudniać wyobrażenie sobie czegoś, jeśli użyte w opisie słowo nic ci nie mówi. Sympatycy - zapaleńcy z kolei mega się ucieszą znajdując w tekście średniowieczne czy architektoniczne terminy. Dwie strony medalu.
Jak dla mnie mała niespójność. Jeśli mag doskonale maskuje swoją magię, to skąd Zorana wie, kim jest? No, ale ja w 9 na 10 przypadków zawsze sympatyzuję bardziej z magami, więc uwagę traktować z przymrużeniem oka.
Zorana, jako postać i jako ze mną autorem, może mieć problem. Obawiam się, że na zupełny brak pokory i nadmierną pewność siebie reaguję podobnie jak Radni. Innymi słowy, niezbyt lubię i niezbyt cenie. Za to podobają mi się jej własne rozważania o tym, że nie zrobiła wiele, by jej zaufali czy pałali do niej sympatią. Takie... lekko krytyczne podejście do siebie. Ujęło mnie to.
I fajnie, że wciąż dla mnie tajemniczy zakon odsłania swoje oblicze i daje się bardziej poznać. Chyba polubiłam postać mistrza. Brzmi jak idealna osoba na danym miejscu i udało ci się to oddać.
Odnośnie samej formy, brakuje mi akapitów. Nawet tych zrobionych spacjami. Fakt, przy justowaniu mogą się one zrobić nierówne, ale dla mnie i tak lepsze takie niż żadne - z tym, że to tylko moja osobista opinia. To tylko jedna z metod tworzenia akapitów w blogspocie, niestety - nad czym ubolewam, w edytorze posta nie ma żadnego sposobu na ładne wcięcia.
Może odnośnie interpunkcji bym miejscami dała inaczej, ale jeśli o to chodzi, zwykle stawiam ją intuicyjnie-zasadowo, więc mogę się mylić.

Nefryt pisze...

[Nadrabiam zaległości w czytaniu notek :) Ciekawie to wyszło, jest trochę tajemniczo. Dużo dialogów, przez co akcja nabiera tempa. I trochę wyjaśnia, jednocześnie prowokując jeszcze więcej pytań. Nie mogę się doczekać drugiej części.
PS. Te skrzydełka zamiast trzech gwiazdek są świetne. Skąd je wzięłaś? Czy sama zrobiłaś?
PS2. Szept, co masz zrobić? Napisać coś :D]

Szept pisze...

[Ale ja i fabuła to bolączka, a wy mi tak wysoko poprzeczkę stawiacie, że jak ja, taka niewysportowana, mam taki płotek przeskoczyć? No wiecie co?
Tak, musiałam :D]

Olżunia pisze...

Też nadrabiam zaległości. Lepiej późno niż wcale. A ja i moja prokrastynacja musimy w to wierzyć, inaczej będziemy zgubione.

Jest błoto mlaskające pod kopytami! Jest! *przypomina sobie drogę do sklepu papierniczego (Magado) i swój dziecięcy zachwyt podczas odlepiania glanów od maziastego błota*

Ja za to wielbię opis lądowania na balustradzie. Mój lekki lęk przestrzeni potęguje wrażenie wywołane tekstem.

Podpisuję się obydwiema mackami - też uwielbiam Mistrza. Mam w głowie obraz jego postaci, ale do tej pory nie napisałam o nim ani zdania. *standing ovation* Jakoś nie chce mi się to dać ująć w słowach. A jak czytam Twoje opisy, to tylko przytakuję, bo to jest dokładnie to, co mi po głowie chodzi. Tak się Reinm* ładnie wypowiada i jest taki mistrzowy... Och. Szarpałabym jak Akita sashimi.
*wymawialne imiona są nudne
O Matce za to napisałam dla odmiany jedno zdanie (ach, ja produktywna!), poza tym sytuacja taka sama jak z Mistrzem.

Szept, z tego co mi wiadomo, cotehardie miało w tekście nie być, a się zaplątało po prostu. Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę. A z wirydarzem jest taka sprawa, że nasze szkolne podwórko w liceum tak nazywano, więc było to słowo funkcjonujące równorzędnie z "korytarzem" czy "salą gimnastyczną".

Z magiem nasuwa mi się myśl, że widać było po ubiorze. Ale to moje czytelnicze dociekanie.

A ja dokładnie za to postać Zorany lubię. Bo jest konsekwentnie prowadzona, a to dla mnie zaleta największa na świecie. Bez niej postacie nie byłyby tak charakterystyczne. A ten rodzaj konsekwencji też wielbię, bo postać jest niepowtarzalna.

I zgadzam się, tempo bardzo dobre. Są interpunkcyjne pypsztoki, ale nie mam w zwyczaju doczepiać się do interpunkcji *hipokrytka*, bo to jest bardzo intuicyjne. I o ile Word podpowie, jeśli ktoś ma problem z ortografią, o tyle w przypadku interpunkcji już nie. W słowniku też się nie da sprawdzić. W ogóle jakaś teksańska masakra piłą mechaniczną ta interpunkcja, rzućmy to, twórzmy nowoczesną poezję. I ta cała szopka z pisaniem zdaniami, ja to nie wiem, kto to wymyślił. Przecież bym zagryzła, jakby ktoś wprost powiedział mi, że nie wolno mi postawić kropki po pierwszym słowie nowego zdania.

Z kilkunastominutowym poślizgiem, ale byłam bliska terminu. Ty, panno Z., powiedziałaś/napisałaś natomiast, że jak będą trzy komentarze, to będzie druga część. Wymieńmy ten kwadrans z hakiem na czwarty komentarz, umowa stoi?

PS. Szept, ja dłubię pewne pisadło od kilku lat i też się siłuję z fabułą, nigdy mi się nic nie zgadza. Musimy się po prostu umówić na publikację i opublikować jednocześnie. xD
A bieg przez płotki i skok wzwyż to zło wcielone, popieram. Wolę się masakrować czymś innym, w pierwszej kolejności swoim lenistwem, potem wchodzeniem po schodach, potem jakieś sporty ewentualnie.

Szept pisze...

Ale ja postać i sposób jej prowadzenia też lubię, bo konsekwencję w kreowaniu postaci kocham i wielbię i to dla mnie rzecz święta i za to Skrzydlatą kocham. Tylko mówię, że prywatnie, ja jako ja, odchodząc od bloga, nie lubię takich charakterów. Masło maślane, eh. :/

A dziwniejsze - dla mnie - terminy, to już kwestia gustu. Ja mam shiz wplatania zwierząt, medykaliów i innych takich rzeczy. Po prostu ze mnie żaden historyczny eee... no, nie siedzę w tym i moja wyobraźnia domagała się wpisania w google cóż to jest :D

Ja i fabuła to po prostu wymyślanie za dużo. A potem połącz to i ładnie dopasuj. Zamiast napisać krótkiego shorta, porywam się na wielowątkowe cuś, a potem pasuję, bo nie daję rady. No i ja leń, a jak mnie drugi współautor nie motywuje do pisania, to leży na dysku i leży... albo skończy się na planie i kilku napisanych fragmentach.

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair