Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

Od Zorany:


   W okolicy jednego z najmniejszych pracowni Redakcji, do niedawna pełniącej rolę pakamerki, z wolna gromadził się tłumek ludzi. To jest, ludzi i  innych stworzeń, które bogowie niejedni wiedzą co przywiodło.
    Zza drzwi dochodziły coraz to bardziej niepokojące dźwięki.
   Gdy ościeżnica zaczynała drgać gwałtownie, większość oczekujących odsuwała się na bezpieczną odległość. Jeden tylko Logan przytrzymywał drzwi kolanem, gdy te zbyt entuzjastycznie rwały się do ucieczki. Jak wiadomo, takie rejterady rzadko kiedy miewają miłe konsekwencje.
Nowicjusz ze stoickim spokojem oddelegował grupę krasnali, wyjaśnił pewnej miłej staruszce, że nie, nie ma tu mioteł ani innego ustrojstwa porządkowo-transportowego, pożegnał kopniakiem gnoma z kolejnym, podejrzanie ruchliwym pakunkiem. Nie uporali się jeszcze z pierwszą tego typu przesyłką, a ON sam ścierać się z nią nie zamierzał. Postanowił odczekać cierpliwie, aż starsi stażem Jeźdźcy opanują sytuację i poddadzą uważniejszej kontroli kolejne prezenty.
   Tymczasem niech pohasają sobie spokojnie sami z workiem i paroma ostrymi narzędziami. A on im potrzyma drzwi.
- Mówiłem o KOCIE! Ko-cie! Co za przygłup nie odróżnia kota od mantykory?!!!
   Pierwsze na zewnątrz wypadły – prócz drzwi, szczęściem nie z zawiasów – tumany kurzu, świadcząca jednoznacznie o tym, że czystość pomieszczenia nie zmieniła się wraz z jego funkcją. Potem na zewnątrz wysypała się jasna szopa włosów, która na moment zawisła na krawędzi futryny, by po chwili zjechać o łokieć niżej.
- W worku… - zaczęła właścicielka blond miotły, wciągając się po ościeżnicy do pozycji pionowej, zabrakło jej jednak inwencji.
- Powinni zabronić… sprzedaży… zwierząt… w worku – wysapał Remis, który wytoczył się na korytarz zaraz za nią.
   Logan zajrzał do środka, aby ocenić straty. Omiótł pokój spojrzeniem, skrzętnie omijając szamoczący się w kącie, mocno związany gałgan. Z kamienną twarzą zmienił temat.
- Dyjanna szukała jakiegoś transparentu… - dostrzegł różowe strzępki wystające zza progu i znów postanowił zmienić temat. – Może skoczycie się przebrać? – spytał, a dwójka spojrzała nań spode łba. – Tylko pytałem.
- Jesteście! – Gdy w wejściu stanęła dziewczyna z popielatą kosą (o dziwo, ubrana w suknię), obcas Remisa mimochodem wepchnął podarty materiał z powrotem za drzwi. – Szukałam was. - Panna Muirne zamarła z niezbyt inteligentnym wyrazem twarzy. - Eee, wiecie, że nie wyglądacie najlepiej? – spytała, przyglądając się dwójce z niejakim zdumieniem. – Biliście się czy jak?
   Logan wycofał się naprędce, by zniknąć za rogiem korytarza.
- Właściwie wszystko już gotowe. Tatko kończy okładać książki dla Trójcy, dla Niemsty dorzuciłam ładną opaskę znalezioną na wczorajszym jarmarku, komplet wstążek dla Marianny – uniosła trzymany pod pachą pakunek udekorowany tENczową kokardą – jest tutaj. Znaleźliście dla naszej łuczniczki ten kołczan z lilijką?
   Remis uniósł dłoń w obronnym geście.
- Jest, leży z karwaszem, koło bibelotów Ala…
- Bibelotów? – żachnęła się Zorana – Ten fiolkarz jest po to, by mógł takich głupków jak ty ratować…
- …w jukach u karej bestii.
   Zorana z rozdrażnieniem strząsnęła nadmiar kurzu z rękawa, nadgryzionego zębem… no, nie czasu. Czegoś o większej paszczy.
- Ach. Widziałam - odparła Dyjanna, na co kobieta zmierzyła ją podejrzliwym spojrzeniem. Dziewczyna nie nosiła śladu zębów ani kopyt, co było szczerze podejrzane. – Koło gąsiorka?
- Jakiego gąsiorka? - wtrąciła Zorana.
- Tak, koło gąsiorka z krukiem na owijce.
   Zorana wzniosła oczy ku niebu, nie zwracając uwagi na znajdujący się po drodze strop.
- Mam nadzieję, że noża dla Kargiera nie zapomniałeś dodać?
- Nie zapomniał – dziewczyna przeliczyła na palcach kompanię jubilatów. Chyba wszyscy. – Znaleźliście kociaka dla szpicouchego?
   Zapadła niezręczna cisza.
- Właściwie…
- …to nie. – Remis nie uznał za stosowne tłumaczyć młódce, że kotów mają już wyżej uszu i że więcej ubrań na przebranie nie znajdą.
- Wiecie, bo mam jednego na zbyciu, od kiedy Tośka się okociła…
   Dwójka mimochodem wymieniła się spojrzeniami, to rozglądając się za twardą, odporną na uderzenia ścianą, to sięgając do nieistniejącej grzywki. Nie przedłużając…
- Bierzemy – przerwał Remis. - Masz worek?
   Dziewczyna zrobiła wielkie oczy.
- Worek? – spytała. Może i nie wyglądał najlepiej, ale chyba był przy zdrowym umyśle. – Nie, przywiozę małą w koszyku, dzięki.
   Dwójka odetchnęła z ulgą.
- Swoją drogą, widzieliście może gdzieś transparent, który przygotowałam? Taki różowy.
- NIE!!!

Ze Słownika pojęć niezamierzonych i nieistniejących: Fiolkarz – rodzaj kabury na fiolki i inne instrumenty magiczne, z reguły w kształcie pasa.

AEDÓWKO
W dniu urodzin - moc prezentów...



...i, co byś nie zapomniała, że z każdą ósemką bliżej do starości...


Wszystkiego najlepszego!
~*~

Od Darrusowej:


~*~

Od Szept:

~*~

Od Nefryt i Isleen:


Rymowanka z drzwi:

Pewnego dnia w listopadzie
pięć osób siedziało w radzie.
Pogubili się w zadaniach,
więc stanęło na staraniach.
Narius patrzy dookoła,
Isleen coś do niego woła.
Nefryt w strachu włosy rwie,
Shel w łapkach swych coś mnie.
"Czymś" jest kartka dla Aeda,
tylko życzeń jeszcze nie ma.
Każdy chciał coś dołożyć,
trzeba to razem złożyć.
Może 100 lat; kotów milion,
a cukierków cały bilion?
Dużo szczęścia, pomyślności
zero połamanych kości.
Niech Ci wena dobrze służy,
a szkoła nastroju nie burzy.
Byś się nigdy nie nudziła
i wyspana w miarę była.
Nie dostań nigdy drzwiami 
i na zawsze zostań z nami!
Więcej nic nie wymyślimy,
tego wszyscy Ci życzymy.

6 komentarzy:

Aed pisze...

Umarłam. Umarłam i nie żyję. Chcę skomentować i nie mogę. Sio. Zawstydzacie mnie. Ostatnio ciągle ryczę. Znowu ryczałam. Znowu. A teraz jeszcze umarłam.

Po kolei.

Zorana
Ty wiesz, że ja Cię kocham. Ale jeszcze Ci wypunktuję, za co. (A, i prezent też Ci jeszcze dam. Serio, serio.)
Ustrojstwo porządkowo-transportowe - umarłam.
Co za przygłup nie odróżnia kota od mantykory?!!! - umarłam.
Właścicielka blond miotły - umarłam.
... rękawa, nadgryzionego zębem… no, nie czasu. Czegoś o większej paszczy. - zmartwychwstałam.

Przeczytane dwa razy. Drugi raz już jako zombie. Absolutne. Śmiechłam łzami.

To. Jest. Za. Ładne. Jak patrzę, to nie wierzę. Musisz narysować inne.
Strzałki ubóstwiam.
Kobyłki bym zamiziała. Zwłaszcza srokatą, która jest tak absolutnie przesłodka, że aż strach mnie zdejmuje. A uprząż Pana Konia to majstersztyk.
Marianna dziękuje, Mariannie się przyda. Teraz dużo hasa po dzikich chaszczach (przynajmniej się nie spasie i będzie mógł w dalszym ciągu być moim menżem), często gubi wstążki - będzie miał, i to jakie! :D
Niemsta też dziękuje, bo jej brzydką przepaskę narysowałam. Chętnie zamieni.
Al wreszcie przestanie nosić trzy kalety na raz i wtykać notatki do buta. xD A te fiolki są takie śliczne...
Gustowna Para Karwaszy + 15 do lansu, + 10 do profesjonalizmu szpeju, + 7 do celności. Kołczan Z Lilijką + 20 do szybkostrzelności, + milijon do lansu.
Nusz zgrzewany – i rekozboczenie zaspokojone. <3 Czyżby Kruk nie chciał być gorszy od żonki?
Zacne Księgi Zakonu... E... Tak, piszą się... xD
Kotełek! <3 A opis magicznego szkiełka mnie rozwalił i zniszczył. I umarłam.
Zgadnij, kto przeprowadzi konfiskatę gąsiorka... Jednooka agentka do zadań specjalnych nie śpi.

Aha. IQ nie przybywa z wiekiem. Spokojnie możesz więc rysować rzeczy dla mnie na moich oczach - nie zorientuję się. xD

Ja te poboczne kiedyś opiszę i wrzucę. I ich historię też. :<

NEVER TO OLD TO ROCK!

***

Darrusowa i Szept
Po pierwsze (zagapiłam się i nie napisałam): Dar, zdrowa bądź! :* Po drugie: jak zaczęłam się śmiać, mama wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi (mimo że ją wołałam, żeby zobaczyła).
Prasę mamy. Nadszedł czas na wydawnictwa. :D
Dar, ja się tak śmiałam, że nie mam siły napisać czegokolwiek sensownego. Powiem tylko: sama prawda. Najprawdziwsza prawda. Chuchrak nakryty, spisek ujawniony, kocia sekta wychodzi z cienia. To trzeba dodać do organizacji, koniecznie. D. Pośladek i M. Pijus – tu się posikałam. *leci po ręcznik papierowy* Czyżby spęd fanek Simon’s cata? :D A ten czwarty kot, ten na dole po lewej stronie, jest taki piękny... On jest taki piękny... Kocham go miłością absolutną...
Szept, zaczęłam się poważnie zastanawiać, co skrywa ten niewinny tytuł. xD A te motylki są obłędne... Matuchno, rzuciłabym komputerem o ścianę zanim wycięłabym chuchraka z arta. O_O Domyślam się, że Jędrzej – oprócz bycia współautorem – usłużnie podawał Midarowi źródło weny, przelane w drewniany kufelek? :D
Graficznie obie te okładki są tak genialne, że – cytując Zoranę – szczęką zamiotłam podłogę (a jest co zamiatać, bo muszę posprzątać, żeby nie potykać się o kurz). Mówię to ja, grafik profesjonalista, który odległości w programie graficznym mierzy plastikową ekierką.

[ciąg dalszy nastąpi]

Aed pisze...

... i te kocie łapki, i te główki kapusty... No mistrzostwo! :D

Isleen, Nef, te drzwi to czyta poezja. Aż chciałoby się nimi oberwać. A nuż się tekst na czole odbije. Portrety wymiatają. Shel, farciarz, nie ma rozbitej głowy... xD A wierszyk jest świetny. To taka ulga po analizowaniu poezji futurystów na polskim... A wymiata ten fragment o wysypianiu się i o drzwiach. Tak, chcę kotów milion! :D (Krótko tu, bo muszę uciekać sprzątać chałupę, rodzina się zjeżdża...)

Dziękuję Wam. Bardzo. Bardzo, bardzo, bardzo. Kocham Was. Tulaka ode mnie macie. Kościstego, bo chuchro. A teraz mam lat osiemnaście, więc możecie mnie z czystym sumieniem ochrzaniać za zaleganie z odpisami i przekraczanie dedlajnów. <3
A teraz wyglądam mniej więcej tak. xD

Szept pisze...

[Aedówko kochana, przy tej grafice i wycinania chuchra z arta to i ja się nauczyłam paru sztuczek. Mówiąc zaś ściśle, pomysł zrodził się po wpisaniu w google kapusty. I się znalazł art, którego grzechem byłoby nie użyć.
Podpowiem, że oficjalnie tenże art przedstawiał kozła :D

Co zaś do natchnienia, to był wzajemnym kącik. Ja, Darrusowa i Iskra. Zaś z pomysłu tej ostatniej zrodziły się kociaki. Słówko szepnięte Darrusowej i ... rozeszło się.

Tutaj coś ci zaprezentuję jeszcze. Nieco spóźnione, miało być częścią notki dla ciebie, niestety, czasowo nie mogłam jej wykończyć na wyznaczoną godzinę, a edytować już gotowe było mi dziwnie No, ale przez moje spóźnienie i brak zgrania z dziewczynami ty nie możesz nie zobaczyć redakcji-kuwety i nowej profesji Dara sprzedawcy kociąt. Toteż poniżej mała notka, nie do końca udana, ale pisana od serca]

Szept pisze...

cz. I

Budynek redakcji miał już całkiem sprawdzoną, dobrą sławę, nie tylko jako miejsce, gdzie powstawała jedyna i prawdziwa gazetka. Ostatnie przyjęcie może zostało uszykowane nieco przedwcześnie, inne odbywały się z mniejszym i większym hukiem. To miało być imprezą kameralną. Kilkoro wspólnych znajomych, biały tort z napisem „Sto lat”. I prezenty.
Wszystko zaś na ostatni gwizdek, na ostatnią chwilę. Nic dziwnego. Towarzystwo, chociaż poinformowane o tak ważnym wydarzeniu, jakim były urodzony chuchra, skrzyknęli się dopiero teraz. Najpierw Nefryt wypadł ważny wyjazd. Daleko, bo aż do Quingheny. Nie sama, bo w towarzystwie Devrila, przy czym oboje utrzymywali, że podróż jest czysto służbowa. Potem Midar zgubił Odrina, a tym samym klucz do redakcji, który niechybnie znajdował się w karzełkowej sakiewce. Wisielec złapał pchły, szamanka próbowała go wykąpać, gdzie słowo próbowała było słowem kluczowym. Furiatka Iskra niechcący, kłócąc się z Poszukiwaczem, podpaliła ciężkie, zielone zasłony w oknach, Charlotte niechcący zmieniła kominek w gadającego gargulca, z torta wyszedł zakalec, a krem się zważył. Do tego prezenty. Wszystkie je zamknięto w pomieszczeniu-składziku na rzeczy znalezione i możliwe, że kiedyś potrzebne, oczekując na cud, który wybawi wszystkich od totalnej katastrofy, masowej hodowli i zamienienia szacowanego budynku redakcji w kocią kuwetę.
Aed dostał koty. Nie pluszowe, mięciutkie maskotki z pluszu. Nie kolorowanki i wycinanki dla dzieci. Nawet nie poduszki, które można rzucić na łóżko. Żywe zwierzęta, które trzeba karmić, po których trzeba sprzątać i którym trzeba poświęcić nieco czasu, oferując im swoje towarzystwo. Gdyby słynna na całą Keronię kocia mama dostała jednego kiciusia, problem zostałby zażegnany w zarodku. Na nieszczęście szanownej redakcji, niemal każdy z zaproszonych pomyślał o kocie. Niektórzy nawet o dwóch, no bo przecież jednemu będzie smutno. Kto otwierał drzwi do składzika, ten musiał być przygotowany na miałczącą i prychającą powódź, paradę kociąt różnej maści, rasy, wieku i płci.
Między sprzętami kłębiły się koty, kocięta i kociaczki. Małe, duże, włochate, łyse, rude, czarne, bure i białe. Różnorodność sama w sobie. Od Heiany Aed dostał łysego szczura – tak pięknego, rasowego sfinksa ochrzcił Midar. Kot był wysmukły, szczupły… i całkowicie pozbawiony sierści. Kot dla alergika. I tłumaczenie magiczki, że nie sierść alergizuje, a białka i mocz uzdrowicielki nie przekonały. Nawet, kichając i zastanawiając się od czego, uszyła dla kociaka czerwony kubraczek. Nieco dalej, wygodnie rozłożona, leżała biała kotka z różową kokardką. Sierść, długa i lśniąca, idealnie wyczesana, nawet bez jednego kołtuna. Niestety, kupujący kotkę Lucien, sam nie znając się na zwierzętach, nie zauważył odrobinę zaokrąglonego brzuszka kocicy i nie wziął pod uwagę, że z jednego zaraz Aed dorobi się kociej gromadki. W kącie, w kartonie, następny geniusz ułożył kociaki. Małe dopiero otworzyły oczy. Żadne z nich nie potrafiło samo jeść, bardziej czołgały się niż chodziły, a do listy nie umiem trzeba było w ich przypadku dopisać samodzielne oddawanie kału i moczu. Przy tej burej trójeczce Aed miał mieć okazję potrenować, jak to jest być kocią mamą, siedzącą co dwie godziny z butelką w dłoni i karmiącą miałczące, piszczące niemożliwie i ssące wszystko, co popadnie młode.

Szept pisze...

cz. II

Midar wykazał się większym taktem i znajomością rzeczy. Nabył dużego, czarnego dachowca. Niemłody już zielonooki kocur, miejscami z wyliniałą sierścią, mnóstwem strupów i naderwanym uchem, zdążył krasnoluda złośliwie podrapać, a na próbę podrapania po uszach przez nieostrożnego Dara zareagował prezentacją całej gamy pazurów wbitych w dużą, brzydką dłoń, która naruszała jego kocią prywatność. Do tego, czując się w redakcji jak na swoim, kocur całkiem obficie znaczył teren, posikując tu i ówdzie. Kolejny behawiorysta i zoolog w jednym zakupił piękne kocię. Mała głowa, smukły i gibki tułów, sierść pięknej, płowej barwy, krótka i miękka. Z małego kocięcia miał wyrosnąć całkiem duży kot. Puma concolor, kuguar lub po prostu puma. Kiciuś, którego ciężko będzie kontrolować.
Lokalne myszy redakcyjne pochowały się po kątach, czując, że czas ich niepodzielnego panowania minął i nastała era panowania kotów. Jedynie stary, wyliniały szczur Parszywek dalej spokojnie myszkował po biurze magiczki, podskubując zostawiony dla niego serek żółty i ziarenka zbóż, a ukryty w kieszeni Tidora chomik Frodo nawet nie wystawił czubka pyszczka, by sprawdzić, co też się na tym dziwnym, dużym świecie dzieje.
Wysoko, na najwyższej, zagraconej narzędziami półce, przysiadła niepasująca do wystroju, brązowa, nastroszona kura. Małe, czarne oczka obracały się, zdezorientowane po pokoju, gdakała, głośno i dobitnie wyrażając swoje niezadowolenie. Zniesione przez nią jajko nie było złote, to nie ta bajka. Zwykłe, normalnej wielkości i kształtu właściwego dla gatunku, z jasną skorupką, odrobinę kremową. Bogactwa z tego nie będzie, za to całkiem smaczna jajecznica owszem.
Od jutra zaś, gdy już przeminie szał urodzin i składania życzeń, w redakcji jedynej prawdziwej gazetki powstanie nowa akcja. Komu kiciusia, komu kociaczka, komu buraska?

Aed pisze...

Tak, geniusz dopiero przysiadł z powrotem. Cóż, w trakcie ostatniego weekendu zdążyli zrobić ze mnie zombie, a dziś czuję się, jakby tydzień szkolny trwał dwa razy dłużej, bo ukradli mi piątkowe popołudnie, sobotę, niedzielę i siłę do życia.

Ale ad rem.

Iskra, Tobie nie podziękowałam, więc DZIĘKI, DZIĘKI, DZIĘKI. :D Kociaki są cudne. Mistrzowskie.

Szept, czytałam to na informatyce i uwierz mi, ciężko było się nie udusić. xD A chuchrak nie odda kotów, w życiu! Skoro Redakcja postanowiła go tam przykuć, to niech teraz ma. :P Ja to muszę narysować... *świerzbi rączka*
O, matuchno, wyobraziłam sobie chuchraka z kilkudniowym kociakiem w dłoni, który zlizuje mu kropelkę mleka z palca... So sweet... I biednactwo, kocia sierotka... :c
No i dostrzegam zastosowanie weterynaryjnej wiedzy. :D Kocham!

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair