Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

Inspirowane akcją “budzimy się”
z pomysłu dla Tiamuuri i Darrusa

~*~

Dolina Ciszy - gościniec u stóp Gór Mgieł
  Nad drogą wznosiły się skruszałe od czasu i minionych wojen szczątki muru, zielonkawe od pokrywającego kamień mchu, upstrzone błękitnawymi, żółtymi i brunatnymi plamami porostów. Natura zdawała się chciwie sięgać po pozostałości systemu obronnego dawnego Królestwa Elfów. Dziś dawna strażnica znów należała do elfów, ale potrzeba było czasu, aby zetrzeć piętno, jakie wycisnęły na starych zabudowaniach lata opuszczenia i zaniedbania. Bujna roślinność, która wtargnęła na teren zabudowań nie zamierzała poddać się tak łatwo.
  Choć już nie opuszczone, kamienne ściany nie pozwalały z zewnątrz usłyszeć odgłosów, które miałyby świadczyć o tym, że elfi ród przejął to miejsce i uczynił swoją siedzibą. Żaden głos, echo słów, krzyków ani śmiechu nie wydostawał się poza mury, które skutecznie tłumiły również wszelkie dźwięki codziennej krzątaniny mieszkańców. W nocy można było odnieść wrażenie, że nadal nie ma tu żywego ducha.
  Po przeciwnej stronie traktu, między głazami oderwanymi od ciągnących się po obu stronach przesmyku skalistych masywów Gór Mgieł, na zmarniałej od pierwszych przymrozków trawie siedziała skulona postać, w swoim obcisłym ubiorze z cienkiej ciemnej skóry niewidoczna na pierwszy rzut oka dla tych, którzy mogliby przypadkiem pojawić się na drodze. Drobna sylwetka dziewczyny mogła wydawać się cieniem między większymi i mniejszymi odłamkami skały. Pozostawała w całkowitym bezruchu, w końcu absolutny bezruch był jej specjalnością.
  - Zdecydowana? - zabrzmiał za jej plecami cichy głos, podobny do szumu wiatru i szelestu suchych liści - To ostania chwila, kiedy możesz się wycofać i pozwolić, żeby twoi przyjaciele rozwiązali problem drogami bardziej oficjalnymi.
  - Nie chcę się wycofać - odparła Tiamuuri twardo. Jej oczy zalśniły w świetle księżyca. Choć nie było tego po niej widać, ożywiła się.
  Nie mieli czasu na oficjalne rozwiązania, zresztą może właśnie to miało zadecydować o powodzeniu planu. Należało działać dyskretnie. Jeśli informacje, jakie doszły do oddziału były prawdziwe, nie powinni w żaden sposób dać do zrozumienia ukrywającemu się wśród tych murów zdrajcy, że podejmują jakiekolwiek działania. To wymagało raczej sprytu, wbrew wszystkiemu, co chciał mówić Salimir, dlatego pozostali bez problemu go przegłosowali.
  - Miałam okazję osobiście poznać Darrusa.
 - Hyvana Finarthila - poprawił Hissay, podchodząc bliżej, niemal ocierając się o jej bok. Tiamuuri odruchowo wyciągnęła rękę, żeby pogładzić miękki grzbiet i ściśle złożone skrzydła.
  - Nie bój się, pamiętam - odparła dziewczyna niecierpliwie.
  To był jeden z głównych powodów, dla których ostatecznie to ona się tu znalazła. Znała Brzeszczota, miała okazję z nim rozmawiać, wyrobiła sobie na jego temat opinię.
 - I mam nadzieję, że ty pamiętasz swoją część planu. Poczekasz tu godzinę. Jeśli nie wrócę, to znaczy, że zostałam przyjęta i możesz zanieść dobrą wiadomość Joramowi. Jasne?
  Stillid pokiwał swoją ptasią głową na smukłej szyi. Tiamuuri uśmiechnęła się.
  - Życz mi szczęścia.
  Powoli wstała, jeszcze raz się rozejrzała. Nikogo, pusto, żywego ducha.
  Oni nie wiedzą, że my wiemy, pomyślała, nie wiedząc, czy w ten sposób próbuje uspokoić samą siebie.
  Przeszła szybkim krokiem przez pylistą drogę, natychmiast kryjąc się w cieniu muru. Nasłuchiwała chwilę, a kiedy jej czułe zmysły nie dostarczyły informacji o zagrożeniu, powoli zaczęła iść wzdłuż chropowatej kamiennej ściany. Kikadziesiąt stóp przed sobą miała bramę, przez którą powinna dostać się do środka.
  Zamyśliła się. Powinna? A czy nie bardziej prawdopodobne będzie to, że brama o tej porze okaże się zamknięta? Czy jeśli zacznie się dobijać, ktokolwiek usłyszy ją przez te wszystkie grube mury?
  Zdecydowanie nie uśmiechało jej się czekać przed wejściem na nadejście poranka.
  Z szelmowskim uśmiechem zbadała dłońmi powierzchnię muru, popękaną, rozsadzaną drobnymi wilgotnymi korzonkami mchu, porośniętą częściowo dzikim bluszczem. Bez problemu wspięła się na wyszczerbiony szczyt, bluszcz wytrzymał jej niewielki ciężar. Nie przestając się uśmiechać, rozejrzała się, wykorzystując swój nowy punkt obserwacyjny.
  Na dole rozciągał się dziedziniec, kolejne pole walki natury ze zrujnowanymi tworami elfiego budownictwa. Między niewielkie budynki o zapadniętych dachach wciskały się bujne pnącza, młode siewki drzew sterczały spomiędzy kamiennych bloków. Do jasnoszarych ścian przylegały pnące szkarłatne łodyżki, rozgałęziające się nieregularnie, przypominające ciemną siateczkę pęknięć na jasnym tle. I wreszcie sama strażnica. Wysoki budynek, w zdecydowanie lepszym stanie. Bystre oczy Drzewnej mimo mroku dostrzegały szczegóły, szybko zdała sobie sprawę, że wieża jest w trakcie odbudowy, że mieszkańcy rozpoczęli już odnowę miejsca, które stało się ich siedzibą. Nowsze kamienne bloki odróżniały się od starych, ciemniejszych, pokrytych wiekowym nalotem i spękanych od skumulowanego wpływu wody, słońca i mrozów.
  - No to do dzieła - mruknęła Tiamuuri, sprężając się do skoku. Wylądowała lekko na twardym gruncie, uginąjąc nogi dla lepszego zachowania równowagi. Na krótką chwilę spojrzała w dół, ze spokojem przyjmując fakt, że pod warstwą gleby na dziedzińcu albo znajdują się głazy, albo część powierzchni była kiedyś wybrukowana.
  Pomyślała o obserwującym Gniazdowisko Hissayu, pożałowała w tym momencie, że nie jest w stanie wysłać telepatycznej wiadomości do ducha, zwalniając go tym samym z konieczności niepotrzebnego czekania po drugiej stronie drogi. To już nie miało sensu, skoro wszystko było w jak najlepszym porządku.
  Powoli szła w stronę wrót elfiej strażnicy, w myślach już porządkując wszystko, co powinna przekazać Darrusowi.

Dolina Ciszy - Gniazdowisko
  Stara strażnica Elu, wciąż bardziej w rękach natury niż elfów, które do niej powróciły, spała spokojnym snem. Odbudowana prezentowała się znacznie lepiej, powoli wracając do swej dawnej świetności, którą zabrał jej czas i zapomnienie. Wysoka wieża, której dach zapadł się do środka, wciąż była ruiną. Zachowały się jej fundamenty z polnego kamienia i grube mury; ucierpiało też jedyne wejście do niej, dziesięć metrów nad ziemią, do którego wchodzono po linie lub drabinie. Ot typowa wieża ostatniej obrony. Mury otaczające Gniazdowisko prezentowały się znacznie lepiej; co prawda przy wieży wciąż były nieodnowione, ale reszta znów mogła spełniać swoje zadanie.
  Schodami na blanki wchodził elf. Nocne, chłodne powietrze zarumieniło jego twarz; już dawno minęła północ, gwiazdy i sierp księżyca skryły się za chmurami, jednak warta miała potrwać do wschodu słońca. Elf przystanął na chwilę, śledząc wzrokiem lot sowy; puszczyk w kolorze ochry wracał z nocnego polowania do jednego z kilku gniazd w strażnicy.
  - Oirl efêa, przyjaciele. - Łagodny, męski głos przerwał nocną ciszę, a w blasku ognia pojawiła się wysoka, smukła postać elfa. Odziany był w zimowy płaszcz obszyty futrem, ciepłe rękawice, ale mimo to z jego ust ulatywała para. Miał czerwone włosy związane na karku, jak to czyniło wielu długouchych. Wiatr wiał dziś zimny od strony Zatoki Wspomnień i Gadziego Przesmyku, a leżący na ziemi od przedwczoraj śnieg, ledwie ją otulający, zwiastował nadejście prawdziwej zimy. Elfy już jej wypatrywały, naprawiając to, co jeszcze mogą i gromadząc jedzenie. Wraz z chłodem i śniegiem, mogą pojawić się orki i gobliny, szukające szczęścia  po tej stronie Gór Mgieł poprzez grabieże i rozlew krwi, a oni musieli być na to przygotowani.
  - Teemâ, Diarmud’elda - dwóch elfów skłoniło głowy w powitaniu; jeden z nich, niższy, obserwował przed chwilą gościniec przed bramą wjazdową do strażnicy. W dole jaśniała przytłumionym, mdłym światłem krasnoludzka lampa, powieszona nad wejściem, by widzieć, kto zbliża się do bram. Drugi, wyższy, grzał dłonie przy ogniu rozpalonym na blankach, próbując je ogrzać. Obaj nosili na sobie lekkie, skórzane napierśniki, karwasze i elfie hełmy, a na ramionach narzucone mieli płaszcze, spięte zapinką w kształcie sowy. Przy pasach miecze, a oparte o mur stały łuki.
  - Tobie też, elda, przypadł obchód? - spytał Alkar.
  Diarmud przysiadł na szerszym boku skrzyni, blisko ognia - Jest nas mało, wszyscy powinniśmy robić to, co należy - odpowiedział, dobrze wiedząc jaki stosunek do tego ma ich hyvan. Oczywiście nie zaszkodziło przypomnieć o tym strażnikom. - Finarthil nie lubi lenistwa. Teraz każdy jest potrzebny, a zima może ściągnąć orków i gobliny. Macie spokojną noc?
  - Cisza, szlak pusty. Tylko szelest sowich piór nam towarzyszy.
  - W ciemnościach porusza się duch. Ktoś zakłócił jego spokój, przyprowadzając tu - Diarmud jako mag, czuły był na zmiany w materii otaczającego ich świata. Potrafił, może nie tak dobrze jak szaman, wyczuć istotę nienależącą do tego świata tak, jak żywi, a teraz wyczuwał ducha, którego nie powinno tutaj być.
  - Niepokoi cię to, elda?
  Stary elf miał ochotę westchnąć, ale nie pozwolił sobie na ten przywilej. Przekrzywił tylko głowę, przyglądając się jak w blasku ognia poruszają się inni strażnicy; dwójka przy zrujnowanej wieży, gdzie ziała niezałatana dziura i dwójka na murze od strony gościńca. Jeden, samotny stał przy drzwiach prowadzących do środka strażnicy. - Dopóki się nie zbliży, zostawmy go. Różne istoty przywołuje noc, nie za…
  - Din! Galvorn, słyszę kroki - niższy elf, ten sam który obserwował drogę, wyraźnie czegoś nasłuchiwał, spoglądając w stronę, z której do jego szpiczastych uszu doleciały nienaturalne dźwięki. To nie był szelest sowich piór, nie szum liści. Był taki...
  - Może to zwierzę. Widziałem wczoraj lisy - ale i Galvorn odsunął się od ognia, podchodząc do murów.
  - Słyszę dwie nogi, żaden lis nie chodzi na dwóch łapach - Alkar spoglądał w ciemność, w stronę zachodnich murów i położonych dalej elfich kurhanów i rzeki za nimi.
  - Ale goblin i orki już tak - Diarmud stał obok nich; podniósł się cicho, bezszelestnie. - Słyszycie, jak porusza się bluszcz? Ugina się pod ciężarem.
  - Jest sam? I tak cicho - dźwięk kroków i pracującej rośliny były dziwne; jakby wspinało się po nich chuchro.
  Mag machnął ręką, by ich uciszyć. Potrzebował spokoju. Słyszał dzięki elfim, wrażliwym uszom. Czuł, ale było to bardziej wrażenie oparte na dźwiękach, które odbierał. To, co do niego docierało, zbudziło niepokój.
  - Elda, sygnał.
  W nocy rozbrzmiało sowie pohukiwanie. Przeciągłe hooo-hooo! Odpowiedni ton i długość. Straże przy wyłomie, najbliższe tamtej stronie muru, też usłyszały i meldowały innym. Odpowiedziało im krótkie hooo!, znad gościńca i zaraz takie samo w wykonaniu Alkara. Strażnik przy drzwiach też usłyszał, ale milczał tak, jak powinien.
  - Te stwory zrobiły się zuchwałe - Galvorn nie ukrywał wstrętu w swoich słowach, chwytając za łuk i kołczan pełen strzał - Podkradają się pod elfią siedzibę…
  - Może to zwiadowca, albo złodziejaszek. Jest jeden.
  - Pilnujcie drogi, ciemność może skrywać dziś o wiele więcej niż jednego goblina - te kroki były za ciche na ciężkie, masywne orki, które hałasują. Diarmud odruchowo sprawdził, czy krótki miecz wciąż wisi u jego boku. Oby tylko nie był dziś potrzebny, oby tylko nie splamiła go brudna, ciemna krew mieszkańców Gadziego Przesmyku.
  Noc znów przerwał sygnał. Naturalnie brzmiące, identyczne jak sowie: hoo! hoo! Ostrzeżenie. Ciche kroki i niepokój właśnie stały się realne. - Droga, szukajcie innych. Jeśli się pokażą, zabijcie w dzwon - żelazny dzwon alarmowy, który wisiał niedaleko. - Wolę obudzić Gniazdowisko bez powodu, niż pozwolić je złupić hordom goblinów - mówiąc to, już szedł schodami w dół, wyciągając krótkie ostrze.
  Padło ostrzeżenie. Straże musiały kogoś zobaczyć, albo cień czegoś, co powinno zostać sprawdzone. Gniazdowisko znajdowało się zbyt blisko Gadziego Przesmyku, by ignorować takie sygnały, a zagrożenie ze strony goblinów, orków i pomniejszych, było zbyt realne, by machnąć na to ręką.
  Coś zeskoczyło na dziedziniec. Cicho, jakby włamywacz ważył niewiele. Wychudzony, zdesperowany goblin? Bezczelny goblin, który ignorując wszystko, miał odwagę przejść przez mury. Idąc cieniem, za stertami drewna i kamieni, stary elf widział groty strzał wycelowane na dziedzinie. Strażnicy byli przygotowani, nawet pomimo tego, że w ciemności i słabym blasku ognia, będą to strzały chybione; ciężko jest trafić nocą w cel, nawet z elfim wzrokiem. Gdyby było ich więcej… Ale nie śmiał ściągać straży z murów.
  Coś poruszyło się w cieniu. Jakiś kształt. O tam. Dziwny, nieregularny, zbyt wysoki na goblina. Diarmud nie miał zamiaru czekać. Mrok mógł skrywać wszystko. Jeśli to był mag, który się maskuje, dowie się za późno, ale będą wiedzieć inni.
  Uwalniając manę, która krążyła mu w żyłach, formując za pomocą słów mocy to, czego potrzebuje, poczuł mrowienie w palcach, kiedy nad dłonią zawisła kula jasnego światła.
  Elf znów uwolnił magię; by pochwycić to, co wtargnęło do strażnicy, zebrał leżący na ziemi śnieg, uformował i ochładzając, zamienił w lód. Lód, który przywarł do nóg intruza, zatrzymując go w miejscu, nie pozwalając zrobić mu kroku. Łagodny blask magicznego światła odsłonił to, co skrywała ciemność, nie oślepiając.
  Dziwny, nieregularny kształt nie był goblinem, żaden goblin tak nie wyglądał. Przypominała drzewo, ale musiałby być ślepy, aby nie dostrzec kocich rysów twarzy, gałązek i liści. Lód przytrzymywał jej nogi, ale widać było, że są bardziej jak konary. Nie była stworzona z magii, nie przywołano jej do tego świata. Drzewożyt - przyszło mu na myśl. Obłąkana z Larvenu, jak mówiły plotki. Drzewo chodzące wśród innych ras. Wieści były więc prawdziwe. Inne informacje przedstawiały się dużo gorzej. Szpieg. Intrygant. Diarmud zaniepokoił się jeszcze bardziej. Co robił tutaj drzewożyt?
  - Tylko włamywacze kryją się w ciemnościach - zaczął, podnosząc ostrze - I wkradają przez mur, jak złodzieje. Daj mi jeden powód, bym cię nie spalił - ogień był ostatnią bronią, jakiej chciał użyć, jednak gdy nie będzie miał wyboru, sięgnie po niego. Nie miał też powodu, aby traktować intruza inaczej, niż jak intruza.
  Tiamuuri wysiłkiem woli opanowała odruch szarpania się, aby spróbować uwolnić uwięzione nogi. Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że to i tak nie miałoby sensu. A próba stawiania oporu mogłaby tylko rozgniewać elfiego maga, który stanowił dla niej realne zagrożenie. Mógł ją spalić... To chyba był najskuteczniejszy z nielicznych sposobów uśmiercenia drzewożyta.
  - Znam hyvana Finarthila - dziewczyna ostrożnie, z namysłem ubierała w słowa wspólnej mowy to, co chciała przekazać. Musiała powiedzieć wystarczająco dużo - ale nie ZBYT dużo. Każda z osób, które mogła tu napotkać, poza, rzecz jasna, samym Darrusem Finarthilem, mogła być tym, który miał udaremnić cały plan. Nie ma co, sytuacja była wyjątkowo skomplikowana i niewygodna.
  Diarmud w swoim długim życiu, sięgającym drugiej migracji elfów na tereny znane dziś jako Keronia, słyszał i czytał wiele o drzewożytach; jedni mówili, że ich swoistym domem była Dzika Knieja* u podnóża Gór Mgieł, a inni, że mieszkali wszędzie tam, gdzie rosły bory i zielone puszcze. Mało elfów wtedy i dziś akceptowało Knieję, ze względu na jej karłowate drzewa, bliskość ludzkich osad i palonych przez wieśniaków od niepamiętnych lat drzew, by odstraszyć wilkołaki, które się tam zaległy wieki temu. Różne były podania, różnie o nich pisano, ale były informacje, które się powtarzały, więc można było założyć, że choć trochę są prawdziwe. Drzewożyty, ożywione drzewa, rasa jak każda inna, tylko bardzo mało znana, przez co owiana tajemnicą i uszlachetniona pewną boskością, której Diarmud nie rozumiał.
  - Każdy może to powiedzieć -  nie cofnął zaklęcia, nie uwolnił zebranej magii - Ale czy twoje słowa niosą prawdę, czy są tylko próbą zasłonienia prawdziwych intencji?
  Tiamuuri nie była pewna, czy może nazywać siebie przyjaciółką Dara. Miała wrażenie, że na to było jeszcze za wcześnie. - Wysłano mnie z wiadomością dla hyvana - może nie było to kłamstwo, ale mocno naciągana prawda. Jedynym niezaprzeczalnym faktem było to, że należało przekazać Darrusowi wiadomość. Ale kto to zrobi i w jaki sposób, nie było już takie jasne. A sposób, jaki wybrała Tiamuuri właśnie okazał się nie najlepszy.
  Obszar działań oddziału Sokolnyka był stosunkowo niedaleko, dlatego można było założyć, że na tych ziemiach jego imię było znane. Drzewna zacisnęła zęby. Świadomość, że jest unieruchomiona a Diarmud może zrobić z nią wszystko, sprawiała znaczny dyskomfort. Nie byłaby w stanie się obronić. Wyczuwała od niego nieufność i nie mogła mieć o to pretensji. Rozumiała go.
  Diarmud wolałby już oddział goblinów; tych można było po prostu zabić. Miał za to drzewną, której dzisiejszej nocy nie chciał oglądać. Przygasił nieco kulę światła, ale nie odwołał straży, nie krzyknął im, że wszystko jest dobrze, że nie muszą się więcej martwić. Nie było dobrze. Sokolnyk i Ruch Oporu, któremu służył, niósł ze sobą kłopoty. Elfy wolały się nie wtrącać w pewne sprawy, a zwłaszcza ród Crevan, który utraciwszy rodowy dom w stolicy po ostatnich walkach, przeniósł się tutaj i wciąż nie miał ugruntowanej, pewnej pozycji. Skupieni byli na dobrych stosunkach z włodarzem Doliny, na odbudowie strażnicy i pełnieniu wart nie tylko tu, ale też na gościńcu.
  - Z pośród wielu sposobów na kontakt z Finarthilem, wybrałaś najgorszy - wcale nie był spokojniejszy, nie odetchnął, nie przestał się martwić. Wciąż mieli intruza na wewnętrznym dziedzińcu. I jeszcze krasnolud, o którym wśród pewnych kręgów zwykło się mówić, że podwładni wskoczyliby za nim w ogień. Takie osoby budziły niepokój i obawę, że ich dar do porywaniu tłumu i jednoczenia, przyniesie kłopoty. Ruch Oporu był niebezpieczny. Mógł przynieść korzyści, ale też jak kamień pociągnąć na dno wszystkich, którzy do niego przywarli. Dotarły do nich plotki, jakoby krasnolud przyjął do siebie drzewną, ale to wciąż były niepewne informacje.
  - Oddział Ruchu Oporu z Wielkiej Równiny nie atakowałby was z ukrycia, nie mając w tym żadnego interesu.
  - Strzeżemy przesmyku. Jesteśmy przednią tarczą Irandal. Ich ostrzem skierowanym ku goblinom i orkom - być może ród zbyt poważnie podchodził do powierzonego zadania, ale nie znaleźli lepszego sposobu, aby odwdzięczyć się Elenardowi za okazaną dobroć; mógł przecież nie wpuszczać ich Doliny Ciszy, a jednak dał im miejsce, które mogli nazywać domem. - Może to jest twój cel? Zasiać ziarno niepewności?
  Świsnęła strzała, wbijając się w dziedziniec niecałe sześć palców od nogi Drzewnej. Ktoś strzelał, ale chybił, najpewniej przez światło i złą widoczność. Być może to było ostrzeżenie, być może ktoś postanowił zlikwidować intruza nie tylko rodowego domu, ale i tego w planie zdrady.
   Tiamuuri drgnęła. W innej sytuacji, gdyby nie była unieruchomiona, odskoczyłaby w bok dla pewności. Teraz, w obecnej sytuacji pozostało jej tylko cieszyć się, że strzelec nie wycelował lepiej i strzała nie tkwiła w jej ciele.
  - Ala! - nie mogli strzelać - Ala gorot nya! - wykrzyknął, samemu nie mogąc dostrzec, kto strzela. Jeśli komuś puściły nerwy, będzie musiał z nimi porozmawiać. Jeśli ktoś sam zadecydował, nie będzie to miła rozmowa. Być może należało też zwrócić się do ich kwatermistrza. Kolejny problem na elfiej głowie. Pierwszym była drzewna.
  Dziewczyna przyglądała się Diarmudowi spod półprzymkniętych powiek, badawczo, przenikliwym wzrokiem. Musieli krzyczeć w swoim języku, tak, że nie mogła ich zrozumieć? Z tonu głosu i fali uczuć, jakie odbierała od elfiego maga mogła się tylko domyślać, że ten nie jest zadowolony z porywczości któregoś ze strażników. Nie chciał zabijać jej na miejscu, to już był dobry znak.
  - Tirion! Vesta ham ang nute - Diarmud słyszał, że jej rasa ma pewien wpływ na zwierzęta, ale jak było z roślinami, tego nie wiedział. Wolał jednak nie ryzykować i nie patrzeć, jak konopna lina rozwija się, posłuszna woli drzewnej istoty. Nakazał przynieść żelazne kajdany. Nie mógł jej wypuścić, nie mógł też pozwolić chodzić po strażnicy. Zakradła się do nich nocą, jak intruz i miał wszelkie prawo podejrzewać, że celem jej działań jest szkoda sowiego rodu.
  Tiamuuri zacisnęła zęby. Tylko nie stawiać oporu. W tej chwili to było najważniejsze. Nie sprowokować ich, nie dać powodów, żeby zaczęli podejrzewać, że rzeczywiście jej intencje były nieczyste.
  - Kanya iath! - naprawdę miał nadzieję, że zaraz wróci do strażników, którzy wracali na swoje stanowiska. - Vahta nai hwesta, en tallune - trzeba było zaprowadzić ją do lochu, a Tirion już zamknął na jej nadgarstkach żelazne kajdany. Było ich mało… Diarmud nie mógł ściągnąć nikogo z murów, ale czy mógł pozwolić, by potencjalnego szpiega prowadziły tylko dwie osoby? Pomodlił się do bogini Mirai’heg, aby przeznaczenie okazało się dla nich łaskawe.
  Pozwoliła się zakuć i prowadzić. Zapewne do lochów, gdzie było miejsce dla tych, którzy czymś zawinili mieszkańcom Gniazdowiska. Dziewczyna próbowała sobie to wyobrazić, te niewielkie izby o ścianach z tego samego kamienia co mury i widziane do tej pory ściany strażnicy. Mogła chyba liczyć na to, że dostanie wodę, możliwe, że także na ścianach i posadzce będzie gromadzić się wilgoć... A czy chociaż przez jakieś małe zakratowane okienko będzie tam wpadać światło? Ile dni mogła wytrzymać, zanim zacznie słabnąć, a po tym ile jeszcze zdoła przeżyć? Nie wiedziała tego, do tej pory nie rozważała takich spraw, bo i nie miała powodów.
  - Tyelka! - Tirion ponaglił drzewną lekkim szturchnięciem w plecy; nie był tak opanowany jak Diarmud, nie miał jego mądrości, ani tylu wieków na karku. Pierwszy raz widział kobietę będącą kiedyś drzewem. Słyszał o takiej istocie od karawaniarzy, ale zawsze myślał, że żartują sobie z jego niewiedzy. Teraz wiedział, że mają rację i naprawdę musiał się pilnować, by nie zapatrzyć się na niezwykłą istotę. Jego partnerka nigdy mu nie uwierzy, że spotkał drzewną!
  Tiamuuri zerknęła na elfa kątem oka. Ten przynajmniej nie wyglądał, jakby mógł nieoczekiwanie sięgnąć po broń. Wydawało się też, że nie jest magiem. Żadnego ognia. I żadnych innych niszczycielskich zaklęć. Nie umrze, przynajmniej nie teraz. Nie zabiją jej, nie zginie nagłą śmiercią, prędzej pisane jej jest powolne gnicie w celi pod strażnicą. Urocza wizja...
  Chociaż może nie tak miało się to skończyć. Przecież w ich interesie także nie leżało przetrzymywanie jej w nieskończoność. Ktoś może będzie chciał ją przesłuchać, żeby zadecydować, co robić dalej. Może w końcu sam Dar, czy też Finarthil, jeśli tak nazywał się wśród elfów, dowie się o jej obecności tutaj. Gdyby dało się w jakiś sposób doprowadzić do tego, żeby natychmiast się o tym dowiedział...
  I co mogłaby powiedzieć, gdyby już do przesłuchania doszło? Ile mogła powiedzieć bez ryzyka, że ukryty w Gniazdowisku zdrajca dowie się, że jego plany przestały być tajemnicą? Gdzie przebiegała ta granica szczerości i dobrej woli, po przekroczeniu której ich plan legnie w gruzach i straci sens? Postąpiła tak jak postąpiła, z nadzieją na szybkie i dyskretne działanie. Wyszło jednak zupełnie odwrotnie.


                                                                                                                                         c.d.n.

__________________________
Tiamuuri - dzięki, fajnie się pisało i pisze dalej ^^
Cytat: Glen Cook

10 komentarzy:

Sorcha - Ren pisze...

Biedna Tiamuuri! Nie wyobrażam sobie nawet, co to znaczy dla drzewożyta być zamkniętym w ciasnym lochu, gdzie tak mało życiodajnego słońca. Tym bardziej podziwiam ją za heroiczną odwagę. Musiała wiedzieć, że łatwo nie będzie i nie zaskarbi sobie na starcie ich zaufania. Mam nadzieję, że Dar szybko przybędzie i wydostanie ją z niewoli. :D

Przyjemnie się czytało Wasz rozdział! <3 Nie mogę się doczekać kontynuacji!

Nefryt pisze...

Byłam bardzo ciekawa, co wyniknie z waszego wspólnego pisania. Wyszło fajnie ;) Na samym początku rzuciło mi się w oczy sporo powtórzeń, przez co opis trochę ucierpiał, ale dalej było już coraz lepiej. Od początku pierwszego dialogu zaczęłam być ciekawa o co chodzi.
I... Zdrajca w Królestwie Elfów, tak? Hm. Ciekawe, czy to ten o którym ja wiem xD
Czytając dialog, cały czas zastanawiałam się, kim jest Salimir. Zabrakło mi jakiegoś krótkiego opisu, wprowadzenia dotyczącego tej postaci.
"Oni nie wiedzą, że my wiemy, pomyślała, nie wiedząc, czy..." - kocham to sformułowanie xD Tym sposobem nikt nie wie, o czym oni wiedzą :P
"...dźwięk kroków i pracującej rośliny były dziwne; jakby wspinało się po nich chuchro." - i tym sposobem cała powaga prysła. Przepraszam, za dużo innego chuchra w wątkach xD

Zgadzam się z Sorchą, dla Tiamuuri pobyt z lochu będzie chyba koszmarny. Ciekawe, co Dar na to... Nie mogę się doczekać następnej części.

Silva pisze...

Sorcha, cóż ja mogę powiedzieć w takiej sytuacji... Jakby się nie zakradła to by ją przyjęli jak gościa, a nie potraktowali jak szpiega ;p

Nef, a o jakim Ty zdrajcy wiesz? *ciekawa*
Chuchro jest jeden jedyny, ale porównania do niego są nieuniknione ;)

root pisze...

Powtórzenia stąd się biorą, że przy pisaniu wątków obie czasami zawierałyśmy to samo w komentarzu.
Salimir jest żołnierzem, członkiem Ruchu Oporu, tym, który pierwszy znalazł Tiamuuri jak wyszła z lasu i zabiła Wirgińczyków. Wraz z paroma innymi osobami praktycznie cały czas jest na posterunku na Wielkiej Równinie.

Darrusowa, z tym szkicem wtedy chodziło mi o to, że chciałam zobaczyć, jak będzie wyglądała na blogu długość notki, bo ostatnio zauważyłam, że na blogu wydaje się, że tego tekstu jest więcej ;)

Nefryt pisze...

Silva, dowiesz się, jak sklecimy z Szept drugą część notki :D Chyba, że nam się koncepcja zmieni.
Tiamuuri, dzięki za wyjaśnienie :)

Silva pisze...

Tiamuuri dlatego poprosiłam Szept, by Ci napisała o pliku. Ja nie miałam jak wrzucić, mogłaś sama ;)

Nef czyżby ciąg dalszy notki nadchodził? Biedny Shel...

Szept pisze...

Dobra. Co by tu powiedzieć...
Na początek może gratuluję ruszenia z akcją. Fajnie to wyszło, fajnie, że się zgrałyście, że to ruszyłyście i to jakie ładne tempo :D.
Zapowiada się interesująco, tyle powiem. Widać, że rozwijacie pomysł i nie boicie się naginać go do swoich wizji. No i szacunek - potraficie się zgadać odnośnie fabuły. Czasem nie jest to tak łatwe. Wiadomo, notki rządzą się nieco innymi prawami niż wątki.
Podoba mi się zakończenie. W idealnym miejscu. Trudno przewidzieć, co się stanie dalej. Jak zareaguje Dar? Czy w ogóle pozna Tiamuuri? O co chodzi ze zdrajcą i co ma ruch do elfów z DC?
Podoba mi się reakcja Diarmuda. Taka logiczna (pomijając światło, a potem lód. Jakby Tiamuuri była wrogiem, to by się jej podał na tacy). Podejrzliwość, potraktowanie jako intruza, a nie, że kupuję wyjaśnienia, jesteśmy przyjaciółmi, uściskajmy się. No i kwestia Sokolnyka. Może coś pominęłam, ale oboje, Diarmud i Tiamuuri myślą o Sokolnyku i ruchu zanim pada o nim wzmianka. Innymi słowy, Dioarmud chyba czyta jej w myślach :D
Podoba mi się różnica w myśleniu obu postaci. Tiamuuri początkowo nie przypuszcza, że trafi do lochów, poczynania w dobrej wierze, a tu wychodzi na odwrót. Idealny przykład jak intencje mogą być błędnie rozumiane, a efekt zgoła odmienny. No, ale zachowanie elfów akurat mnie nie dziwi.
Zastanawia mnie, w jaki sposób Drzewna wyczuwa emocje. Rozumiem, że można je interpretować na podstawie gestów, tonu głosu, fizjologii, ale to wyczuwa... mnie nieco myli.
A! Elda pisze się po "-" nie po '.

Silva pisze...

Zrobienie z tego pomysłu na wątek, z którego potem machniemy notkę, okazało się bardzo dobrym pomysłem. Nawet pomimo łączenia fragmentów.
Polityka! Jak ja jej nie lubię, a biednego Dara wkopałyśmy z Tiamuuri w prawdziwe polityczne bagienko, które jeszcze chlupocze i żyje własnym życiem :)
Moja logika ze światłem umarła, bo pierwsza myśl: jak nie widzę co, to nie atakuje - ale teraz będę już pamiętać.
Nie czyta, nie czyta... wyszedł błąd zwany: wiedzą autorki, która nie powinna przełożyć się w tym wypadku na elfa xD

Szept pisze...

Oj tam, ja się tylko delikatnie czepiam, Darrusowa. Bardzo tyci, tyci. No bo w sumie, nie wszystko, co robimy na co dzień, trzyma się logiki i kupy :P Nawet jak ktoś logiczny aż do bólu.
I co dziwne, ja też nie lubię polityki.
I wiecie co? To naprawdę dobry materiał na notkę. Mówi to nawet ta zła, niedobra, wiecznie zrzędząca Szept. Darrusowa, musiałam.

Olżunia pisze...

Wracam do życia i nadrabiam zaległości.
Mówiłam już, że lubię Wasze opisy? To powtórzę. Musiałam włączyć sobie muzykę, żeby móc się skupić, więc efekt razy dwa. A najlepsze jest to, że obie lubicie iść w szczegóły i utrudniacie mi zgadywanie, który fragment jest czyj. :D
"Chuchro" mnie zabiło. xD To była pułapka! *oskarżycielsko*
"[...] rasa jak każda inna, tylko bardzo mało znana, przez co owiana tajemnicą i uszlachetniona pewną boskością, której Diarmud nie rozumiał." - mój ulubiony kawałek.
Elfy wielbię, bo... tak, bo są elfie. A Diarmud to już resztę bije na głowę - kupił mnie wzmianką o tym, że z goblinem byłby mniejszy problem, bo wystarczy go zabić. Mi chyba brakuje elfich postaci do prowadzenia i mam pustkę w serduszku z tego powodu, muszę nadrobić.
Fajnie się czytało, tempo akcji mi odpowiadało. Wkradły się ze dwie literówki (np. "zaległy" zamiast "zalęgły"), w oczy rzuciło mi się jeszcze "wycelowane na" zamiast "w". Ale na całokształt to nie wpływa, całość jest naprawdę... mrau. Tak, to dobre słowo.
*idzie czytać drugą część*

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair