Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

   Gospoda „Nadobna Dziewka” stała na szlaku z Tarok – a raczej tego, co z niego zostało, poprzez maleńką, zapyziałą wioskę, do Etir. Nadobną na pewno nie była – z ciemnego, mokrego drewna, porosłego bluszczem i mchem, niemal ginęła wśród karłowatych sosen. Z boku dobudowano pośpiesznie pokraczną przybudówkę, przypominającą szopę na narzędzia. Owa szopa uchodziła za stajnię dla zacnych i szlachetnych rumaków. Szlachetnymi rumakami korzystającymi z wygód stajni byli stary, ślepy muł, nie był on żadnym gościem, należał do gospodarza, szary osioł i bułany kucyk, któremu jakieś znudzone dziecko – bogowie niejedni wiedzą, skąd się wzięło, zaplotło warkoczyki w ciemnej grzywie.
   Nieco lepiej wyglądało wnętrze gospody. Dwa piętra, gdzie na górze znajdowały się izby sypialne, na dole wspólna sala z kominkiem, w którym nie płonął ogień, a wśród popiołów leżały zwęglone szczapy. Zatrzymujący się pod „Nadobną Dziewką” podróżni skarżyli się nie raz, że przecieka dach. Gospodarz jednak utrzymywał, że wcale nie trzeba go naprawiać. W końcu cieknie tylko wtedy, gdy pada.
   Teraz nie padało. Cóż z tego, skoro wewnątrz było niewiele cieplej niż na zewnątrz? W Keronii może zagościła nieśmiało wiosna, ale noce wciąż bywały chłodne. Nie dziwiło więc, że nieliczni goście, którym przyszło zatrzymać się w „Dziewce” rozgrzewali się trunkiem, a chociaż do jedzenia była tylko tłusta baranina, gulasz wieprzowy i sucharki, w trunkach można było wybierać. Orzeszkowa gorzałka, marynarski grog i rum, krasnoludzka gorzałka, jarzębinowa i jagodowa, jakieś popłuczyny uchodzące za wino i miód. Stary, stareńki, chociaż daleko mu było do Lofarowego, wciąż pozostawał przyjemny w smaku. Piwo, tylko odrobinę rozcieńczono wodą, tak, że jeno wprawny nos mógł rozpoznać to oszustwo.
   I chyba był tu taki.
   - Gospodarzu! Ale piwsko to macie wodą chrzczone! A, fe.
   - A gdzie tam – zarzekał się brzuchaty, siwy, ale żwawy staruszek z garbatym nochalem. – Najlepsze piwo na wybrzeżu u mnieta znajdziecie. Najlepsze, powiadam!
   - Chrzczone! Na rudy żelaza i tłuste dupsko Dolnego Króla, chrzczone jak byk! Jakem Midar! – Kłócącym się był brodaty, rudowłosy, kędzierzawy krasnolud. Wojownik z niewyparzonym językiem i nieodłącznym toporkiem zatkniętym za pas. I bukłakiem, chwilowo pustym.
   - Kiedy mówię, że u mnie…
   - E, ty tutaj! – krasnolud rozejrzał się po gospodzie, a jego spojrzenie padło na stojącą w drzwiach sylwetkę półelfa, nowego gościa. Czort z tym, że go nie znał, czort z tym, że mieszaniec, czort, że jakieś takie chuchro, smak chyba ma. Te kubki na języku czy brodawki, Midar nie pamiętał jak to uzdrowicielka nazwała, ale pewnie się z niego nabijała. Brodawkę to można mieć na nosie, na dupsku prędzej, ale nie na języku. – Ty, tak, ty, chodźże tutaj! Jak to piwsko chrzczone, to nam gospodarz kolejeczkę stawia!
   - Skoro stawia, to grzech przeciwko bogom odmówić.
   Chuchro uniósł brwi i wzruszył ramionami jak ktoś, kto nie ma nic lepszego do roboty. Wymijając nieliczne stoły i ławy, podszedł do szynku, wdrapał się na stołek i położył ręce na ladzie, splatając dłonie. Zaszczycił karczmarza wyczekującym, sugestywnym spojrzeniem. Posiedział tak chwilę, po czym spuścił wzrok i uśmiechnął się do siebie z sobie tylko wiadomego powodu. – Dajcie coś dobrego na rozgrzanie. Chłodno dziś. Zapłacę – dorzucił, co by nie było wątpliwości.
   Szynkarz zniknął za drzwiami prowadzącymi na zaplecze. Widocznie nie chciał ryzykować, częstując kolejnego gościa popłuczynami. Na odchodne obdarzył krasnoluda spojrzeniem mówiącym „Od tego gówniarza mógłbyś się pan kultury uczyć”.
   Aed nie szukał kłopotów. Nie chciał wzbudzać większego zainteresowania, nie miał ochoty nawet na sprzeczkę z oszukującym klientelę karczmarzem. Szukał zleceniodawcy, a tego tu nie było. Cóż, mówi się „trudno”, w końcu umówiona godzina jeszcze nie minęła. Postanowił zabawić tu chwilę. W ostateczności mógł sobie na to pozwolić, a więcej niż „w ostateczności” nie potrzebował, by podjąć taką, a nie inną decyzję.
   Zastanowiło go natomiast pozbawione ogródek zaproszenie krasnoluda, by się przysiadł. Brudnej krwi nie darzono nadmierną sympatią, a jeśli już, to i tak publicznie nie okazywano jej zbyt wylewnie. A tu proszę. Chyba chuchro polubi tego jegomościa.
   Starzec w skupieniu nalał mu grzanego wina, wszystkie, przecież rutynowe dla niego czynności wykonując nadzwyczaj ostrożnie. Zmierzył mieszańca badawczym spojrzeniem, zastanawiając się, czy i jemu zbierze się na marudzenie. Jego zdaniem krasnolud zachowywał się, jakby wszyscy szynkarze w całej Keronii byli wzorami uczciwości. Jakoś trzeba zarabiać, czasy nie należą do lekkich.
   - Przejazdem? – Aed zagadnął lakonicznie, nim pociągnął pierwszy łyk grzańca. Trunek okazał się po prostu ciepłym winem, pozbawionym jakichkolwiek dodatków. – Ja, jeśli okoliczności pozwolą, jeszcze dziś ruszam w dalszą drogę – dodał, nie chcąc zachowywać się jak śledczy.
   Krasnolud zdaje się stracił całe zainteresowanie Aedem, bo znów wlepił spojrzenie w stół. Deski były jak wszystko tutaj, byle jak oczyszczone, byle jak, bo zaledwie liźnięte ciemniejszą farbą. Nie, żeby Midar znał się jakoś mocno na drewnie. Na kamieniu to jeszcze. Kamień był twardszy niż drewno. I podobno był fachem jego ludu. Nie na darmo mówiło się, że nos krasnoluda rozpozna każdą rudę i każdy kamień szlachetny ukryty pod ziemią. Dolne Królestwo, to stamtąd pochodziły największe skarby kowalskiego, płatnerskiego i jubilerskiego rzemiosła. Przynajmniej tak zwykły mawiać, przechwalając się krasnoludy. Dolne Królestwo. Zawsze, kiedy wypił więcej albo szukał okazji do bitki, albo wpadał w melancholię. Bić się tutaj z kim nie było, bo garbonosego karczmarza nie uwzględniał w rachunku, a półelf zjawił się dopiero przed chwilką. Pozostawała melancholia i ukochany towarzysz wieczornych postojów, trunek. Zapominając, że chrzczone, że rozcieńczone, że niegodne krasnoludzkiego gardła, Moczymorda pociągnął kolejny łyk. I gdyby nie uprzejme pytanie półelfa, to byłby i może opróżnił kufel na raz. Miast tego, odstawił go na blat, otarł usta rękawem, szykując się do dłuższej wypowiedzi. Zwilżył gardło, to i gadać teraz może, a nie po próżnicy język strzępić.
   - Przejazdem? Chyba przejazdem, jeden czort wie. Na Małą czekam. Miała być wczoraj, ale się spóźnia. Jak Mała się spóźnia, to nie dziwota. Ale jak się Mała dużo spóźni, to już źle. Zeżreć jej może nic nie zeżarło, ale reszta, to kto tam wie. Ją kłopoty lubią. – Kim była Mała, krasnolud nie myślał wyjaśniać. Biorąc pod uwagę przezwisko musiała być porównywalnej wielkości, co Midar. A chociaż krasnoludzkie kobiety nie były często oglądane przez żyjące na powierzchni rasy, to przecież istniały. Chyba, że jak wierzyli niektórzy, waleczna, niska rasa powstała z kamienia i doń wracała po śmierci.
   Aed zerknął na krasnoluda, unosząc brew. Na Małą, tak? Znać, że brodacz był tu przed półelfem i że wcześniej zaczął zamawiać akwawitę. Z melancholii, w którą wpadł ni z tego, ni z owego, naraz przeszedł do żywego zainteresowania zawartością aedowego kufla. Korzystając z okazji, uznając wcześniejsze zapytanie za zaproszenie, brodaty krasnolud bezceremonialnie przesunął się w stronę Aeda, jeszcze brakowało, by pociągnął łyk, sprawdzając jakość trunku. Lecz nie, wojownik tylko powąchał, wcale zresztą niedyskretnie.
   - Wino – mruknął, zerkając na nowo przybyłego młokosa, przynajmniej wedle zdania Midara. – Jeszcze może powiesz, że grzane i z przyprawami? Od razu widać, żeś długouchy. Wypiją coś mocniejszego i już leżą pokotem pod stołem. Długowieczne toto, magią włada, ale głowę to ma słabiuteńką, słabiuteńką powiadam. – Krasnolud przyrównał Aeda do elfów, acz w jego tonie nie było ukrytego znaczenia, złośliwości, przytyku do mieszanej krwi. Jedni nie lubili elfów, inni nie lubili ludzi, a poniektórzy gardzili mieszańcami. Ten tutaj najwyraźniej gardził tylko słabymi trunkami, a za czystą, zimną wodą wybitnie nie przepadał. Za kąpielą także.
   - Owszem, grzane – odparł szpicouchy, wzruszając ramieniem i przekrzywiając nieco głowę. – Bez przypraw, ale prawie nierozwodnione. – W jego tonie pobrzmiewała nutka prowokacji, skumulowana zwłaszcza w przedostatnim słowie. Aed nieznacznie przysunął kufel w stronę krasnoluda. Był niemal pewien, że więcej nie potrzeba było, by zachęcić go do skosztowania trunku, jeśli nie wysuszenia naczynia. Krasnolud kupił chuchro nie tylko swoją bezpośredniością, ale i zupełnym brakiem zainteresowania mieszanką krwi. Aed był na tym punkcie co najmniej przewrażliwiony. Tymczasem Midarowi widocznie nie czyniło różnicy, z kim pije. Nie pytał o imię, nie pytał, skąd niesie. Po prostu przysiadł się i gadał, co mu na duszy leżało, od czasu do czasu pociągając dłuższy łyk. I takich Aed lubił.
   Oprócz wymienionych cech, Midar okazał się także przewidywalny. Przysunięty kufel niemal utonął w łapie krasnoluda, gdy ten uniósł go do ust i pociągnął zeń.
   - Za słodkie – burknął, w swej poczciwości nawet nie zdając sobie sprawy, że oto właśnie został sprowokowany. – Ino troszkę rozcieńczone. – Aed otrzymał podejrzliwe spojrzenie krasnoluda. Jak ten szpiczastouchy to zrobił? Jak szlachetka nie wyglądał, żeby karczmarz w jego osobie dostrzegł widmo powiększającej się sakiewki. – Ale za słodkie – zaakcentował, raz jeszcze, dla odświeżenia swojej opinii i smaku pociągnął z kufla, po czym przesunął go w stronę współtowarzysza. – No, chyba, że nie chcesz, to za ciebie skończę. – Krasnolud z nadzieją łypnął na elfiaka. Nie widząc zbytniego protestu, z jeszcze większą ochotą wziął się za skończenie trunku.
   Wino nagle przestało być za słodkie.
   Jak miło dowiedzieć się od kogoś ledwie co spotkanego, że się ma słabą głowę. Nawet jeżeli nie zostało to powiedziane wprost, Aed wiedział, że było najszczerszą prawdą. Upił dopiero parę łyków, ledwie zdążył się rozgrzać, ale już szuranie przesuwanych ław, szczęk noży i stuknięcia szklanic, choć słyszane z rzadka i dobrze wśród panującej tu ciszy, zdawały mu się nieznacznie przytłumione. Druga zaleta pozbycia się nadmiaru grzańca z kufla.
   - Nie słychać czegoś o ofercie pracy? – mieszaniec zwrócił się teraz do karczmarza, sugestywnie kładąc dłoń na głowicy przypasanego do boku miecza. Po chwili jednak przyszło mu do głowy, że krasnoludowi sztuka obracania toporem z pewnością nie jest obca, więc zapytał także jego: – Nie szuka tu ktoś najemnego ostrza?
   - Prędzej muła do zaorania pola – krasnolud wtrącił, jeszcze nim karczmarz mógł się odezwać.
   Przybysz nie wybrzydzał. W mniemaniu podenerwowanego szynkarza był klientem, którego trzeba przepisowo obsługiwać, bo mógł tu zostawić trochę pieniędzy. Rzecz jasna trzeba było je z niego umiejętnie wyciągnąć, bo najemnicy przeważnie należeli do ludzi oszczędnych. Co jak co, ale wyćwiczonym przez lata cwaniactwem karczmarz mógł się pochwalić. Nawet uczciwość potrafił wykorzystać, by zdobyć czyjeś zaufanie, a potem wykorzystać je w dowolny sposób i w dowolnym celu. Rzecz jasna najczęściej owym celem był zysk. Teraz tylko wzruszył ramionami, nieco bardziej oględnie potwierdzając opinię brodatego, niskiego i krępego gościa:
   - Nic mi nie wiadomo na ten temat. Ale jeśli coś zasłyszę, powiadomię.
   - Tutaj nawet pies z kulawą łapą nie zagląda – prychnął pogardliwie Moczymorda. – Żeś sobie wybrał miejsca na szukanie roboty, młody. W Królewcu nikt nie szuka najemnika? Abo chociaż w Etir? Na zadupie się zachciało jechać.
   Dopiero teraz, kiedy mógł usiąść na koślawym zydlu, oprzeć podbródek na splecionych dłoniach i od czasu do czasu sączyć grzane wino zamiast tkwić na końskim grzbiecie, Aed poczuł, jak jest znużony podróżą. Mógł rozluźnić kark, zesztywniały od mimowolnego kulenia się przed podmuchami chłodnego wiatru. Mógł przestać poruszać się w rytm kroku wierzchowca i wreszcie mógł przestać narzekać na to, że gniadosz rwie się do przodu i za bardzo podrzuca go w siodle, a srokata zwalnia, kiedy tylko zwęszy nadarzającą się okazję, i powłóczy nogami, co i rusz potykając się o jakiś kamień.
   Mapy nie dostaną nóg, nie uciekną. Skopiowane z taką precyzją, że mucha nie siada, zwinięte, czekały w skórzanej tubie, przytroczonej do siodła srokatej. Pomijając fałszerza, nikt o nich nie wiedział. Ani o tym, że części przejść nie przeniesiono na nowy egzemplarz. Ani o tym, że zrezygnowano z graficznego rozróżnienia zawalonych i nietkniętych przez czas ani ludzką rękę korytarzy.
   Aed nie uwzględnił jednego – swojego irracjonalnie ogromnego pecha.

~*~

   W prowizorycznej stajni coś się poruszyło. Utkana sianem, rozczochrana głowa wychyliła się zza stogu siana, kichnęła i kraciastą chustką otarła czerwony nos. Chyba miał uczulenie na sierść muła. Będzie trzeba sprawdzić. W końcu tutaj było tyle interesujących rzeczy, do których można było wsunąć małe, chętne do grzebania łapki. W końcu to, co ludzie wyrzucają nie jest im już potrzebne, czyż nie? A ten, kto znajduje, ma ogromne szczęście.
   A co jak co, ale on miał po prostu ogromne szczęście.

~*~

   Drzwi otworzyły się po raz kolejny. Zgrzytnęły zbyt rzadko używane i jeszcze rzadziej oliwione zawiasy. Aed spojrzał przez ramię, by rzucić ukradkowe spojrzenie w stronę drzwi. Najemni. No proszę. Grupka pięciu najemników wlała się do środka, niosąc za sobą odrobinę wieczornego chłodu, trochę kurzu i błota z dodatkiem gwaru głosów i rubasznych żartów. Ten właśnie hałas spowodował, że krasnolud obrócił się, zerkając do tyłu. Poszło mu to nieco niemrawo, bo trochę już wypił, a i stołek miał zbyt duże wymiary jak na jego małą sylwetkę. Za wielki był, nazbyt wysoki i krótkie nóżki nie dotykały podłogi.
   - Niech mnie gęś kopnie. Niedługo pomyślę, że cała Keronia tu wali. – Krasnolud bystro łypnął na półelfa.
   - Coś czuję – mruknął pod nosem szpicouchy - że zaraz rozkręci się spotkanie towarzyskie przedstawicieli jednej profesji. Szkoda tylko, że zawczasu nic nie wiedziałem.
    – Może tyś ich tu ściągnął, co? Młody, tyżeś chyba coś przeskrobał. – Coś niebezpiecznego zapaliło się w oczku krasnoluda, a ci, którzy nazywali go przyjacielem, jak nic rozpoznaliby widmo kłopotów na horyzoncie. Midar był prostoduszny, dla przyjaciół skory do poświęceń, czasem rubaszny i wulgarny, czasem taki, że tylko do rany przyłóż, lecz karczmy i gorzałkę nazbyt lubił, a jak tylko popił, to i skory do bitki się robił. A tu proszę, jak na zawołanie pojawia się wesoła kompania.
   - Aż tak bardzo widać? – odparł półszeptem półelf, tak, by nie usłyszał go nikt poza krasnoludem. Powiedział szybciej niż pomyślał, bo ta, jakże trafna, swoją drogą, konkluzja mogła być równie dobrze skutkiem spłukania gardła trunkiem. Chociaż... Rzeczywiście, czy to nie dziwne, że tłucze się po zabitych dechami wiochach, szukając roboty, chociaż mógłby się po bożemu zakręcić za ofertą w pierwszym większym mieście i nająć do ochrony jakiegoś konwoju?
   Ten jegomość coś sporo o nim wiedział. Za dużo jak na pierwsze spotkanie. Bywało przecież, że dobrzy znajomi mylili się w osądach na swój temat. A ten tutaj od niechcenia, nawet bez ciągnięcia rozmówcy za język, rzucał samymi trafionymi spostrzeżeniami. Zupełnie jakby trzymał je w rękawie i wyciągał, by rzucić na zatłuszczony szynk, kiedy przyjdzie mu na to ochota.
   Szynkarz za to nie wybrzydzał. Zachwycony niezwykłym jak na jego gospodę ruchem, pośpieszył w kierunku nowo przybyłych, kłaniając im się niemal w pas i zapewniając o rarytasach swojej gospody, zapraszając na nocleg, szklanicę czegoś mocniejszego i parującą misę wieprzowego gulaszu. Najemnicy odmówili tego pierwszego, z ochotą przystali na dwa ostatnie, domawiając jeszcze pajdę chleba i dzban miodu, z zastrzeżeniem, co by ten ostatni nie był za słodki.
   Jeden z nich, ten ze szramą na policzku, zerknął w stronę siedzącym przy szynkwasie krasnoluda i półelfa, odczekał chwilę i szepnął kilka słów swoim kompanom.
   Jeszcze nim chuchro zaczął zastanawiać się nad odpowiedziami na kłębiące się w jego łepetynie pytania, drzwi skrzypnęły ponownie. Aed był jednak zbyt pochłonięty wsłuchiwaniem się w toczącą się za jego plecami rozmowę, by to zauważyć, a co dopiero okazać kolejnemu przybyszowi nieco żywego zainteresowania.
   Przymknął oczy i wytężył słuch, starając się wyłowić interesujące go słowa. Nie chcą noclegu. Napić się – wiadomo. Zjeść po długiej drodze – nie dziwota. Czyli nie dowiedział się niczego nowego.
   Czy to możliwe, żeby Escanor posłużył się najemnymi? Żeby pozwolił, by informacja o zniknięciu map wyciekła poza zaufane grono, i to za pośrednictwem ludzi, którzy są wierni temu, kto więcej płaci?
   Kolejna obsesja. Pięknie.
   Możliwe czy nie? Możliwe czy...
   Ciężar czyjejś dłoni na ramieniu.
   Możliwe.
   Aed odwrócił się powoli. Starał się udawać takiego, co niemało wypił, przynajmniej jak na swoje możliwości. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Midar będzie pierwszym, który przejrzy jego grę. I miał nadzieję, że, jak na razie, jedynym. Okazywanie chorobliwego niepokoju nie było mu na rękę.
   - Kopę lat. Konwój z Etir do Nyrax, zgadza się? – usłyszał nad uchem. Kiwnął głową, ale mimowolnie się skrzywił. Znał ten głos. I znał tę twarz. Zaraz, zaraz, jak mu tam było? Coś od parowu... Nie, ale blisko. Od jaru. Jarkko. Dziwne imię jak na Keronijczyka. Może wcale nie był Keronijczykiem? A, zresztą, co go to obchodziło? Srał to kot.
   - Przysiądziesz się?
   - Dzięki, nie tym razem – odparł, przywołując na twarz przepraszający uśmiech. – Jutro muszę być przy zmysłach, a i sakiewkę mam lekką.
   - Dajżesz spokój, mnie się nie odmawia.
   Rzeczywiście, mężczyzna nie wyglądał na takiego, który lubi, kiedy coś idzie nie po jego myśli. Twarde rysy nieogolonej twarzy, błyszczące, chytrze przymrużone oczy, rozbiegane spojrzenie, narzucone na ramiona łachy, które dawno nie widziały wody i wyzierający z jego ust ostry zapach skwaśniałego wina. Aed zdecydowanie nie przepadał za tym typem.
   Spojrzenie Aeda spoczęło na Midarze. Spojrzenie, w którym wydać było rezygnację, nutkę rozpaczy i cichą prośbę. Mieszaniec nie miał już siły na zbywanie natręta. Cały dzień w siodle robił swoje.
   Ktoś racjonalnie myślący stwierdziłby w tej chwili, że pora się wycofać. Ktoś racjonalnie myślący, pogrążony we własnym kuflu i pilnujący własnych spraw udałby, że nie widzi proszącego spojrzenia półelfa i nie rozumie niemego wołania o pomoc.
   Midar nie należał do racjonalnych osób. Bywał wygodny, bywał rubaszny i wulgarny, czasem wybierał łatwiejsze rozwiązania i drogę na skróty. Wyjątkiem od tego była karczma. Poza tym… Krasnolud wolno podniósł głowę, mierząc obcego nieprzychylnym spojrzeniem.
   Mocna, umięśniona sylwetka najemnika. Rozbiegane, chytre spojrzenie, które nie miało wiele wspólnego z czystą walką i honorem, nawet tym opacznie rozumianym. Dobrze. To, że człowiek, wysoki i w towarzystwie kolegów, nie liczyło się w tej chwili. Krasnolud kilkoma łykami opróżnił swój kufel, głośno przy tym przełykając. Zaledwie kilka kropli trunku pociekło po rudej, skołtunionej brodzie, ginąc między jej pasmami.
   - Sugerujesz, że odmawia się mnie? – Krasnolud z trzaskiem postawił kufel na drewnianym blacie stołu. Oczy, dotąd ufne i rozbawione, ciskały iskry. I tylko ktoś, kto dobrze znał Midara wiedziałby, że za tą rzekomą butą i obrazą kryje się specyficzny humor krasnoluda.
   Dłoń Midara w znaczącym geście oparła się na trzonku zatkniętego za pasek topora. Wzrok narzucającego swe towarzystwo człowieka pobiegł za tym ruchem. Wargi uniosły się w szyderczym wyrazie, odsłaniając popsute zęby.
   - Nie podskakuj, knypku.
   Kufel, ciśnięty z rozmachem, łupnął najemnika w twarz. Brzęk tuczonego szkła dobitnie świadczył o losie naczynia. Krasnolud pochylił się, unikając wyrzuconej pięści, która miała wyrżnąć go w twarz.
   No to Midar pomógł.
   Skierowany w twarz krasnoluda cios był raczej czymś w rodzaju szermierczej parady, wykonanej w celu obronnym, nie ofensywnym, nie zwykłego aktu agresji. Nie sięgnął celu.
   Chuchro odruchowo zamknął oczy. Odłamki barwionego szkła rozprysły we wszystkich kierunkach, tworząc barwne widowisko z załamującego się w ich wnętrzu światła. Dźwięczny brzęk wypełnił zatęchłe powietrze, skutecznie przykuwając uwagę nielicznych gości karczmy. Szynkarz gdzieś zniknął. Zapadła cisza, zakłócana jedynie przez trzepot skrzydełek spasionych much.
   Pierwszą reakcją chuchra było, delikatnie rzecz ujmując, zaskoczenie. Ta niema prośba, zawarta w rozpaczliwym spojrzeniu była raczej podjętą od niechcenia próbą wyręczenia się kimś innym, poprzedzającą właściwe działanie. Mieszaniec nie chciał w końcu tak łatwo dać się wykopać z gospody – nawet jeżeli była najbardziej zapyziałym i chylącym się ku ziemi zajazdem, jaki kiedykolwiek ujrzały jego oczy – skoro miał tu czekać na sowitą zapłatę, na którą nawet uczciwie nie zapracował. A tu proszę – natrafił na kompana-marzenie, nic tylko unieść rączki w poddańczym geście i cieniutkim głosikiem oznajmić gapiom „To nie moja wina, ten zaczepił, a ten zaczął.”
   Nie przyszło jeszcze do mieczy i krasnoludzkiego toporka. I niech tak pozostanie.
   Aed zeskoczył ze stolca i w jednej chwili znalazł się przy najemnym, stając niebezpiecznie blisko niego. Jego spojrzenie przez moment spoczęło na grupce kompanów wojaka, który teraz leżał rozpłaszczony na podłodze i usiłował się podnieść. Krew z pociętej skóry twarzy zalewała mu oczy, uniemożliwiając widzenie, i zlepiała i tak już z dawien dawna niemyte kudły, w jego przypadku nazywane włosami chyba jedynie przez nielicznych. Wyglądał na bezbronnego jak różowiutkie niemowlę, ale Aed nie dał zwieść się pozorom. Za tą udawaną niezdarnością i po części wymuszonym grymasem bólu kryły się zwinność, szybkość i przebiegłość godna jadowitego węża, które tylko czekały na odpowiedni moment, by zostać wykorzystane jako nieoceniona broń podczas ataku z zaskoczenia.
   W ręce mieszańca błysnął nóż, dobyty z połów odzienia.
   - Pijemy, tak? W takim razie stawiasz.
   Wyciągnął przed siebie wolną, otwartą dłoń i ponaglająco skinął głową. Jar rękawem otarł z twarzy posokę, by móc posłać odmieńcom mordercze spojrzenie. Aed uśmiechnął się wesolutko i ponowił gest. Mieszek z cichym chrzęstem wylądował w jego dłoni.
   Chuchro wiedział doskonale, że to jedynie tymczasowy stan rzeczy. Jeżeli on albo krasnolud szybko nie nauczą się otwierać teleportowych wrót, dojdzie do dość dynamicznej wymiany ciosów, dobytku i zatartych przez czas pretensji. Na cudowne ocalenie się nie zanosiło. Mieszaniec z magią był na bakier, a krasnolud... po prostu był krasnoludem.
   Aed powolutku przesunął w dłoni nóż, szykując go do rzutu. Ujął w palce stalowy sztych, ważąc broń i jednocześnie uruchamiając wyobraźnię.
   Sytuacja patowa. Jeżeli któryś z najemnych sięgnie po broń, skończy z krótką, ale za to ostrą jak żądło głownią, zagłębioną w ciało na całą długość. Jeżeli mieszaniec wyrzuci nóż, stanie się bezbronny i nadal będzie miał na głowie trzech, a w najgorszym wypadku pięciu zbrojnych, którzy z lubością będą dążyć do tego, by widzieć go zesztywniałym truchłem.
   Spojrzenie Aeda pomknęło za szynk i spoczęło na uchylonych drzwiach prowadzących do kuchni. Wejście za kontuar znajdowało się stosunkowo blisko, po ich stronie, za plecami. Wystarczyło dać nogę.
   Ręka z sakiewką powędrowała w bok, by zagrodzić drogę krasnoludowi. Jeszcze brakowało, żeby rozochocony krążącą we krwi gorzałką i widokiem pierwszej w tym starciu krwi wojownik wpadł w bojowy szał. Tego tylko jeszcze brakowało. Poza tym gorzej już być chyba nie mogło.
   Chyba.
   Midar sapał ciężko, rozgrzany pierwszą zaczepką i mając ochotę przyłożyć jeszcze temu i owemu. Choćby temu z krzywą gębą i brakami w uzębieniu. Zrobią się jeszcze większe. Braki, nie zęby. Niestety, ręka półelfa całkiem skutecznie blokowała mu możliwość przesunięcia się do przodu. Mogliby wywalić ławę, cisnąć krzesłem, głową przyłożyć jednemu czy drugiemu, innemu, temu w tunice, w wydatny od piwska brzuszek. Idealny odpoczynek. Midar zatarł ręce, łypnął na Aeda, oczekując znaku jak Keronia długa i szeroka oznaczającego, że to najwyższy czas skopać czyjeś dupska. Półelf wyjął sztylet, więc chyba nie do końca wiedział, na czym polegają zasady, ale zagranie z sakiewką było całkiem niezłe. Tylko czemu się wahał? Midar w końcu dostrzegł, że owszem, półelf stoi czujny, odrobinę marszcząc czoło jakby w namyśle, lecz spojrzenie elfich oczu ucieka w bok, w stronę uchylonych drzwi do kuchni. A ten co, nawiać zamierzał? Zabawa przecież jeszcze się nie zaczęła! Co by się upewnić, jeszcze raz zerknął na mieszańca. Musiało mu się przywidzieć, wyżłopał za dużo uchodzących za piwsko szczyn i teraz w głowie mu się mieszało.
   Jeden z najemników poruszył się do przodu, krzywiąc wargi w iście wilczym wyrazie. Midar mógł przysiąc, że jak wściekły pies toczy pianę z pyska. Jak on lubił takie klimaty. Dłoń najemnika podążyła do zatkniętej za pasem buławy, inny wzorem mieszańca dobył sztyletu, a uśmiech Midara nieco przygasł. Bójka w karczmie, pięści, stołki, talerze w ruch. Ogłuszamy, kopiemy, walimy, ale nie zarzynamy. Midar zerknął na drzwi kuchni, stwierdzając, że chyba jednak je lubi. Zwłaszcza jeśli właściciel, wzorem wielu gospód i tawern, miał tylne wyjście przez kuchnię.
   W ogólnym napięciu znów nikt nie zwrócił uwagi na małą postać, która przykucnęła za kontuarem, ważąc coś w dłoni. Mieszek nie był zbyt duży ani ciężki, zawierał tylko jakieś papiery i szkice. Karzełek bardzo lubił mapy i będzie musiał się im dokładniej przyjrzeć. Towarzysz Midara zdecydowanie powinien lepiej pilnować swoich rzeczy, a nie je gubić. Ktoś mógłby je znaleźć i zabrać albo, co gorsza ukraść, pomyślał Odrin, machinalnie chowając sakwę za pazuchę.
   - W nogi! – wrzasnął Midar i momentalnie wszystko ożyło. Najemnik wyciągnął buławę, drugi dobył miecza, a krasnolud rzucił się w stronę kuchennych drzwi. Miał nadzieję, że półelf zrozumie przesłanie, nie okaże się tak tępym obrońcą honoru i pobiegnie za nim.
   Mieszaniec nie okazał się tępym obrońcą honoru. Natychmiast puścił się w pogoń za krasnoludem, starając się zyskać jak największą przewagę nad narwanymi najemnikami. W duchu odetchnął z ulgą – wnioskując z krótkiej, acz wylewnej pogawędki, brodaty jegomość rezygnował z nie lada przyjemności, odpuszczając sobie karczemną bijatykę. Przynajmniej na zdrowie mu to wyjdzie. W takim układzie większych szans nie mieli, a przez gospodę tłumy się przecież nie przewalały - na ewentualnych stronników nie było co liczyć. Chociaż...? Po kilku kuflach i z tym specyficznym rodzajem charyzmy – kto tam wie tego krasnoluda?
   Midar przyśpieszył, dopadł do drzwi, wpadł za nie i rzucił się do ściany, do kolejnych drzwi.
   Drzwi, których nie było. Midar zamrugał. Gospoda nie miała tylnych drzwi. Nie było wyjścia z kuchni. Potrzebował chwili, by pojąć, znaczenie tego, co widzi, by pojąć, co to oznacza dla nich.
   Sadząc wydłużone kroki, lawirując między stolcami i ławami, Aed wpadł w kuchenne drzwi. Ledwie zatrzasnął je za sobą z rozmachem i nieopatrznie obejrzał się za siebie, a wpadł na brodacza, który zatrzymał się, bogowie niejedyni wiedzą, po co.
   Aed zamarł, gapiąc się w chropowatą ścianę. Ścianę, która za nic w świecie nie przypominała wyjścia, choć wyobraźnia chuchra pracowała w prawdziwej gorączce.
   - Na obwisłe cycki Fortuny! – Bogini na pewno by poczuła się urażona takim stwierdzeniem, ale krasnolud do zbyt pobożnych nie należał. Wychylił się, wyglądając przez okno i zerkając w dół, kręcąc nosem. Cała wypita gorzałka i rozcieńczone piwo odbiło mu się żółcią, a rzekomo niewrażliwy żołądek podjechał do gardła. Gnijące resztki żarcia! Co za geniusz wymyślił urządzenie kompostu tuż pod kuchennym oknem! – Kutwa, niech ich Pech zeżre! – Krasnoludowi nie uśmiechała się taka kąpiel. Może nie słynął z czystości i świeżości, może nie wielbił zbyt częstych kąpieli – wiadomo, woda szkodzi na zdrowie, ale w zgniłkach tarzać się nie będzie. Już wolał dostać po gębie i wybić parę zębów.
   Drzwi otworzyły się ponownie, z impetem odpychając elfiego mieszańca, który zbyt późno rzucił się, by je zaryglować... o ile w ogóle kiedykolwiek miały jakiś rygiel. Najemni wsypali się do ciasnej, zabrudzonej kuchni.
   Aed wycofał się pod dogasającym palenisko. Westchnął ciężko, z rezygnacją kręcąc głową. Nie patrząc na krasnoluda, wyciągnął do niego dłoń. Po prawdzie lewą, ale nawet nie zwrócił na to uwagi.
   - Miło mi było. Aed jestem.
   - Midar. Miło to dopiero będzie – krasnolud mocno uścisnął podaną mu dłoń, ściskając ją z entuzjazmem, który niejednego by przestraszył. W istocie, Moczymorda już się nie oglądał na nic. Sięgnął po wysłużony topór, wyciągając go zza paska. Jak chcą prać, to będziem prać. Na poważnie.
   Aed opuścił rękę, w której trzymał nóż. Dobywanie go było błędem, tylko rozwścieczyło najemników. Panująca ciasnota nie pozwalała na chwycenie za miecz, a tą żelazną drzazgą ciężko pozbawić kogoś życia.
   - To jak? – Naiwna nadzieja pobrzmiewała w jego głosie. - Pertraktujemy?
   Odpowiedział mu obelżywy śmiech kogoś bardzo, ale to bardzo rozbawionego.
   - Co takiego? - odparł jeden z najemnych, siląc się na niedowierzanie. - A co ty możesz mi zaoferować? Ostatnią parę łatanych gaci? Czy może chcesz się ze mną przespać? Bo nic więcej mi do głowy nie przychodzi, a to i tak więcej, niż jesteś w stanie wymyślić.
   Midar parsknął, przekładając topór z ręki do ręki. Scena, która jeśli miała napastników przestraszyć, raczej nie wyszła. Ten i ów uśmiechnął się z przekąsem, rozbawiony nagłą chęcią rozmowy i malutkim knypkiem za plecami mieszańca. Żadni przeciwnicy. Żadne wyzwanie. Mniej więcej tyle wyrażały pogardliwe słowa, szydzące z oferty. Twarz krasnoluda aż poczerwieniała z oburzenia.
   Ręka elfiego mieszańca powędrowała do kaletki.
   - Chyba jednak znalazłoby się coś na przetarg...
   Następne wydarzenia nastąpiły tak szybko, że krasnolud nie wiedział jak i kiedy. Pomieszczenie wypełnił syk, gdy mała, owinięta w przesiąknięte oliwą szmaty kulka wielkości niedojrzałego jabłka wylądowała w gorącym popiele. Snop iskier strzelił w górę. Gęsty, ciężki dym wypełzł z paleniska i w okamgnieniu spowił kuchnię, sięgając od zatłuszczonej podłogi aż po jej koślawy sufit.
   Teraz to dopiero było „W nogi!” Najemni rzucili się przed siebie, chcąc sfinalizować sprawę. Ci, którzy mieli więcej szczęścia, zachwiali się, gdy wymierzone na ślepo ciosy trafiły w pustkę. Ci, którzy mieli go mniej, wyciągnęli się na podłodze po tym, jak potknęli się o naprędce przestawiony zydel i o siebie nawzajem.
   Po elfim mieszańcu i jego kompanie krasnoludzie nie było śladu. Po gościach gospody, zaalarmowanych odgłosami zwiastującymi wybuch pożaru – również.

________________________________
Aedówko, nie zabijaj, chciałam dobrze. Zachciało mi się notki ze specjalną dedykacją. 
Przede wszystkim - dla Ciebie, współautorko, dla chuchra Aeda.
I nie żadne nie poszła rozmowa, tylko poszła, ale okazało się, że to nie to. 
Potem - dla was, państwo aktywni na blogu. 
Państwo nowi na blogu.
Państwo chwilowo śpiący - budzimy się, budzimy. 

15 komentarzy:

Nefryt pisze...

Uwielbiam duet Midar & Aed. I wielki szacunek za samą akcję - bo niby nic, niby "tylko" karczma, niby coś, co zwykle jest nudne i ciągnie się jak flaki z olejem, ale nie u was. Wciąga, bawi i ciekawi, co dalej.
Będzie druga cześć?

Szept pisze...

Jak mnie Aedówka nie udusi, to będzie. Będzie nawet więcej, bo akcja wciąż się ciągnie i trwa. A udusi - bo notka poszła bez konsultacji z nią i bez jej poprawek, tylko z moimi. Się zachciało i noteczki i akcji.
Kiedy druga część, tego jeszcze nie wiem. Może tym razem będę grzeczna i poczekam na współautorkę.

Aed pisze...

Przeczytałam. Jak napisałam, tak zrobiłam.
Gdybym chciała jakieś poprawki wprowadzać, to bym edytowała, także luz, nie będzie spektakularnych scen morderstwa przez uduszenie. Poza tym to przecież ja przekraczałam terminy, które sama wyznaczałam, nie kto inny.
Wiedzcie, że ukłony należą się Szept, która to wszystko poskładała. I to jak poskładała! Zastanawiałam się, które kawałki pisałam, a których nie. xD Szept, dziękuję za kawał dobrej roboty!
Yay, cieszę się, że się podoba. ^^ Będzie druga, będą następne. Niedługo siadam do korekty.

Iskra pisze...

Przeczytałam. W przerwie na kawę w pracy wydrukowałam sobie bezczelnie i przeczytałam.
I tak jak pisała Nefryt - szacunek za akcję w karczmie, bo moje akcje w karczmie polegają bardziej na tym, że ktoś wszedł i po godzinie wyszedł dalej ratować świat, a tutaj... No, to było miodne, tak to określę. I takie klimatyczne opisy, chociaż jak przeczytałam, że Aed zszedł ze "stolca" to trochę mi było dziwnie...xD Jestem spaczona.

Szept pisze...

Aedówko, no zobacz, pozbawisz Keronię takich spektakularnych scen. Niedobra i tyle. A ukłony podwójnie, Szept protestuje, bo owszem, składała, ale gdyby Aedówka na bieżąco wątków do worda nie kopiowała, to bym to cudo jeszcze nie powstało, a ja bym się popłakała chyba szukając pod swoją kp.

Iskierko, budzisz się :D Akcja w karczmie jedna z nielicznych, która mi wyszła. Druga takowa jest z udziałem Darmara - ale tam mniej akcji za to jest mag z pobocznych, pupilek.
A za klimatyczne opisy to szacunek dla Aedówki. Ja klimatycznych opisów nijak nie potrafię tworzyć. Chociaż przyznaję, czytając stolec też najpierw pomyślałam o czymś innym.

Szept pisze...

P.S. Iskierko - składaj kolejne cudeńko notkowe. Czas zacząć jeszcze jeden cykl :)

Aed pisze...

A ja jestem niewystarczająco spaczona, dla mnie stolec pozostaje stołkiem. xD
Skoro akcja w karczmie taka aprobowana, to co będzie potem? Szept, my karierę na tych opkach zrobimy!

Szept: A za klimatyczne opisy to szacunek dla Aedówki. Ja klimatycznych opisów nijak nie potrafię tworzyć.
Aedówka parę miesięcy wcześniej: Niby powinnam dorzucić coś o otoczeniu, ale przecież będę tylko dublować...
Tak więc Aedówka mówi tym autozarzutom NOPE.

Szept pisze...

Ups. Jeśli jedna osoba mówi, że opisy są w porządku, to jest to Darrusowa. Jeśli 2, to jedna to Darrusowa, a druga się myli. Jeśli 3 to brakuje mi powoli argumentów xD i po prostu dziękuję.
No, ale mi chodziło o takie klimatyczne i stylizowane opisy. Takich nie potrafię jeszcze tworzyć. Podobnie jak przedstawiać dynamikę akcji czy walkę. Poza tym, Aedówko, to był komplement, ładnie go przyjmij i podziękuj.

Aed pisze...

Jak to mówi moja kochana ciocia: jak dają to bierz, jak biją to uciekaj. Dziękuję. xD

Silva pisze...

Rychło wczas, ale Babcia Sowa też komentuje!
"Gospodarz jednak utrzymywał, że wcale nie trzeba go naprawiać. W końcu cieknie tylko wtedy, gdy pada" - to jest bardzo dobry argument i genialna logika, a złoto zostało w kieszeni. Dodać wiadro do każdego pokoju i problem z głowy :D
Szept, zastanawiałaś się kiedyś nad tym, by nasz Midar został na przykład zatrudniony w czymś, co mogłoby być królewską pijalnią piw, do sprawdzania czy chrzczone, czy nie? Ja już go widzę, jak siedzi na wielkim, zdobionym krześle, taki ważny i dumny i popija przynoszone mu trunki :D
Tak sobie myślę... bardziej naturalnego, lekkiego i spontanicznego i nie wymuszonego spotkania dwójki postaci, dawno nie widziałam... Człowiek czyta i sobie myśli: to nie było ukartowane, to nie było wymyślone, to samo wyszło <3
Jestem spaczona... w momencie jak Aed podsuwał Midowi kufelek pomyślałam sobie: a jak go chce otruć? Mid, nie pij!
"W prowizorycznej stajni coś się poruszyło. Utkana sianem, rozczochrana głowa wychyliła się zza stogu siana, kichnęła i kraciastą chustką otarła czerwony nos. Chyba miał uczulenie na sierść muła. Będzie trzeba sprawdzić." - po ostatnim zdaniu... ODRIN is coming! Chować wszystko! :D
Chuchro ma przerąbane, nie? Tak ogólnie, życiowo... Ale jest z nim Midar, a to sprawia, że wszystko nabiera nowych barw. Jak na bitkę to z Midkiem!
Jarkko - kocham to imię.
"- Nie podskakuj, knypku - Kufel, ciśnięty z rozmachem, łupnął najemnika w twarz" - jak ja kocham jego porywczość.
Aedówko... jak można tak pokrzywdzić stołek i nazwać go stolcem? xD
Wszystko fajnie, ładnie, ale Odrin przybył, zainteresował się i... Gdzie jest Odrin i czymś, co ktoś pewnie zgubił, a on tylko odnalazł? :D

Szept pisze...

Darrusowa, nawet nie wiesz, jak brakowało twojego głosu. Normalnie się Szeptucha stęskniła, a tu taka miła niespodzianka i od razu ktoś się śmieje do monitora. I to jeszcze tak nas tu chwalisz i kadzisz xD
Przyznam, że bardziej naturalnego spotkania postaci w wątku też dawno nie widziałam. I do tego takiego przeplatania akcji ze stagnacją. Aedówko, normalnie dziękuję.
Darrusowa, Odrin przybył, rozejrzał się, zdobył co jego... i pewnie jeszcze się pokarze. Mogę obiecać. Aedówka też może. Karzełek jeszcze zaprezentuje swoje gadane. Nawet w następnej części.
Aż tak spaczona nie jestem, o truciźnie nie pomyślałam. Chuchro ma przerąbane, bo jeszcze mu magiczkę zwalimy na głowę. Będą 2 Kłopoty razem. Midarowi taka praca przy testowaniu trunków na pewno by się spodobała. Tylko kto wie, czy jego kochana porywczość nie napytałaby mu biedy.

Silva pisze...

Odrin przybył, zobaczył i zdobył - hihi :D
Poza tym, robię się zazdrosna o ten duet, o xD

Aed pisze...

Tak, też jestem stęskniona! xD Mamy pod notką kółko wzajemnej adoracji. Też dziękuję, Szept, serio, to pisanie jest mega. ♥
Czy chuchrak ma przerąbane życiowo? Babciu Sowo, zobaczysz, co będzie w następnej części. Nawet Mid nie będzie mógł uwierzyć, że można się tak pogrążyć.
Dzięki wszystkim za komy, jesteście kochani. ♥ Aż musiałam serduszka powstawiać, bo same litery nie oddają stężenia słodyczy, od której umieram właśnie na cukrzycę. (Dzie się podział ten zwój wskrzeszenia?)

Silva pisze...

*słychać świst* Czy to bocian? Nie! *słuchać gwizd* Czy to samolot? Nie! *słychać szum* To Babcia Sowa ze zwojem wskrzeszenia przybywa! :D musiałam.

Aed pisze...

Haha... xD A druga część już czeka. Z takim feedbackiem to ja się nie mogę doczekać publikacji. :D

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair