Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat


Witajcie w domu

Zdarzyło się to jednego z pierwszych dni wiosny. Do niewielkiego pokoiku wpadały przez okno poranne promienie słońca, a z ulicy dochodziły krzyki wysłanych po coś dzieci. Isleen otworzyła okiennice i wyjrzała na zewnątrz. Zabłocone ulice Królewca niosły zwyczajny gwar rozmów, kroków, nawoływań, stukot koni i klekotanie wozów. Powietrze, choć wciąż chłodne, pachniało wiosną i… ściekami. Elfka skrzywiła się, kiedy do jej nosa doleciały te codzienne zapachy Królewca. Zamknęła szybko okno, słysząc dochodzące zza drzwi kroki. Zerknęła w ich kierunku, chcąc sprawdzić, czy są zamknięte. Metalowa zasuwka i mała kłódka szczelnie chroniły jej pokój. Isleen skuliła się, gdy usłyszała głośne walenie w drewno. Gorączkowo myślała, co robić. Właściciel wynajmowanego przez nią mieszkania przychodził coraz częściej i żądał zaległej zapłaty. Tłumaczyła mu, że nie ma pieniędzy, że postara się je zdobyć w najbliższym czasie… Nie chciał jej słuchać, groził, że wyrzuci ją na ulicę. Bała się, że w końcu to zrobi. Siedziała w ciszy, udając, że jej nie ma. Słyszała jak mężczyzna za drzwiami klnie pod nosem i głośno mówi, że jutro ma mieć pieniądze w swojej ręce. Poszedł.
Isleen odetchnęła głośno i, opierając się o ścianę, usiadła na podłodze. Nie mogła znaleźć pracy. Na rynku zaczęła się uczyć u kilku zielarek fachu znachorki. Mimo, że chętnie przekazywały jej wiedzę, nie chciały słyszeć o dzieleniu się zyskiem. Isleen udało się pomóc kilku osobom pod ich czujnym okiem, otrzymała jednak tylko kilka krótkich pochwał. Nie dostała żadnej, nawet drobnej monety.
Zostały jej ostatnie oszczędności na jedzenie, a i ich niedługo zabraknie. Co wtedy? Poczuła uparty niepokój, który czaił się dookoła niej już od dłuższego czasu. Wstała, słysząc kolejne pukanie do drzwi. Tym razem cichsze, bardziej… kulturalne? Odetchnęła głęboko. Musiała się z tym zmierzyć, kimkolwiek był pukający do drzwi. Elfka wątpiła, by właściciel mieszkania wrócił. Kto to mógł być?
Uchyliła drzwi. Zobaczyła czarnowłosego mężczyznę w wieku około czterdziestu lat. Jego ubiór, za skromny jak na szlachcica, ale wykonany ze zbyt dobrego jak na pospolitego mieszczanina materiału, mówił o nim właściwie tylko tyle, że przybywa z podróży. Można by przyjąć, że był kupcem. To wyjaśniałoby obecność sztyletu przy jego pasie. Trakty bywały niebezpieczne, zwłaszcza w czasie wojny. Na jej widok uśmiechnął się lekko.
- Pani nazywa się Isleen? – zapytał. Odpowiedziała mu uśmiechem.
- Tak, to ja. – Spojrzała na mężczyznę, pytająco unosząc brwi. Przepuściła go, by mógł wejść do środka.
- Przepraszam za najście. Pani zna Shela Arhina – to nie było pytanie. Przez chwilę milczał, miała wrażenie, że obserwując jej reakcję. Więc ten człowiek jest powiązany z Shelem… Założyła ręce.
- Nazywam się Donavan. Chciałbym zaproponować pani dyskretne zadanie za jakieś… dwa tysiące denarów? Mam mówić dalej?
Te pieniądze starczą na spłacenie długów i jeszcze mi zostanie…
- A czego mogłabym się spodziewać po tym zadaniu?  - zapytała. Bała się, co za chwilę usłyszy. Znała Shela i już słysząc jego imię, czuła zbliżające się wielkimi krokami kłopoty. - To ważne przy ustalaniu ceny.
Donavan uśmiechnął się. Właśnie takiej reakcji się spodziewał. Będąc szczerym, o to pytali wszyscy nowicjusze. Spojrzał na nią uważnie, jakby zawczasu próbując odgadnąć jej motywy i przyszłe posunięcia.
- Pani, że się tak wyrażę, znajomy, przebywa obecnie w Devealanie. Jako arystokrata uwikłany jest w konflikty dynastyczne i nie może zdobyć dla nas wszystkich koniecznych informacji. Wysłaliśmy tam naszego człowieka, ale ktoś go uciszył… zabił, nim zdążył cokolwiek przekazać – poprawił się, zdając sobie sprawę, że bezwiednie użył określenia używanego przez siatkę szpiegowską, którego mogła nie znać Isleen. – Możliwe, że nasze struktury w Wirginii przestały być tajne. Jako niekeronijka będziesz miała większe na to, że cię nie zdemaskują. Chcę, byś dowiedziała się, czy naszego człowieka uciszył wirgiński wywiad i ile oni wiedzą. To pierwsza część. Teraz druga, nie mniej ważna. Ktoś chce się pozbyć Arhina. To cenny agent. Musisz sprawdzić wszystkich w jego otoczeniu i dopilnować, by nikt go nie zamordował.
Isleen wiedziała już, że się nie pomyliła. Kłopoty. Duże i bardzo w stylu Shela. Najchętniej otworzyłaby drzwi i wyrzuciła za nie Donavana. Mogła nie pytać o dokładniejsze informacje, ale wizja spłaconych długów i szansa dalszego życia z pełnym brzuchem była tak kusząca… Teraz, gdy poznała tyle szczegółów, nie mogła się wycofać i oboje byli tego świadomi. Zresztą… to, co powiedział jej teraz, nie miało już chyba większego znaczenia. O tym, że Shel jest kerońskim szpiegiem, wiedziała od dawna. Od czasu, gdy razem szukali Marii Rivery, znanej także jako Meri.  Jej los był prawdopodobnie związany z siatką, odkąd Arhin przekazał jej tajne dokumenty.
Gestem zaprosiła mężczyznę w głąb mieszkanka. Nad drewnianym stołem, u sufitu,  wisiały suszone zioła, które rozsiewały dookoła przyjemny zapach łąki.
- Pańska cena za to zadanie jest dość… - Isleen zawiesiła głos, próbując znaleźć odpowiednie słowa – mało zachęcająca przy takich wymaganiach i niebezpieczeństwie przy wykonywaniu.
Donavan zastanowił się przez chwilę. Będzie się targować? Na szczęście to nie Arhin, pomyślał cierpko. Każdą przydzieloną mu misję poprzedzało pół godziny wzajemnych targów, podczas których Shel podawał takie sumy, jakich nie zapłaciłby mu nawet cesarz Quingheny, by pod koniec negocjacji zwykle łaskawie zgodzić się na medianę pomiędzy tym, czego sam chciał, a co oferował Donavan. Eh, ta wirgińska mentalność…
- Cena, którą ci proponuję to sam zysk, bez kosztów misji, które zwyczajowo pokrywa siatka. Nie płacisz za podróż, masz zagwarantowane mieszkanie, jedzenie, stroje adekwatne do roli, którą masz odgrywać, plus sumę przeznaczoną na łapówki. Zresztą… Więcej nie dostaniesz. Nie po tym, jak góra obcięła mi budżet.  - Więc to była jedyna cena, którą Donavan mógł jej zaoferować. Po co, w takim razie, pytania o to czy kwota jest dla niej wystarczająco wysoka? Czy to kolejne gierki szpiegów? Wstęp do tego co czeka ją na wirgińskim dworze?
Zmarszczyła w zamyśleniu brwi. Od czasu, kiedy pojawiła się w Keronii, nie była ani razu w prawdziwym otoczeniu arystokracji. Czy mieszkanie w dworze pomoże jej przypomnieć sobie, kim naprawdę jest? Mimo, że nie dostanie więcej pieniędzy, te i tak starczą jej na spłacenie mieszkania oraz wykupienie go na własność. Sam zysk… Zysk i prawdopodobieństwo tego, że odzyska chociaż część wspomnień. Malutką, kolejną cząstkę siebie. Nie często zyskuje się takie szanse od losu…
- Jako kto mam się pojawić w Wirginii? I w jakim – oczywiście oficjalnym – celu? I jeszcze jedno… mam udawać, że Shel jest dla mnie obcą osobą, czy mam zachować prawdziwe relacje?
- Wprowadzimy cię do Devealanu jako daleką krewną Shela, Sanę Arhin. Prawdziwa Sana mieszka obecnie w Quinghenie i nigdzie się nie wybiera. Możesz zachować relacje, jakie łącza cię z Arhinem. To jego bardzo daleka krewna - dodał, przypuszczając, że Shel może być zadurzony w elfce. - Oficjalny cel to wizyta w kraju przodków, podróż, możesz sugerować, że połączona z poszukiwaniem męża. Pół-oficjalny, to ten, który ci podałem. Prawdziwy… Od pewnego czasu część moich ludzi jest zdania, że Arhin zdradził lub prowadzi podwójną… czy może raczej potrójną grę, biorąc pod uwagę, że utrzymuje pozory bycia przykładnym Wirgińczykiem, pracując przy tym dla mnie. Twoje główne zadanie to przede wszystkim mieć oczy i uszy otwarte na to, co robi Arhin, ale również na jego otoczenie. Jeśli faktycznie ktoś chce go zabić, ostrzeż go, kto. Jeśli zdobędziesz dowody na to, że naprawdę jest zdrajcą… - przez twarz Donavana przeszedł cień. On i Shel od dawna byli przyjaciółmi. Zasady szpiegostwa były jednak jasne: najważniejsze było dobro siatki. – Weź to. – Wyjął z sakiewki cienką szpilę do włosów. - W jej tępym końcu jest trucizna. Przełamiesz ją na pół i dolejesz całą zawartość do czegoś tak, żeby nie widział. Razem z tobą pojedzie szpieg, którego wcześniej zdążyłaś już poznać. Dopilnuje twojego bezpieczeństwa w czasie misji, na wypadek, gdyby Arhin faktycznie działa przeciwko nam.
Isleen wzdrygnęła się, przyjmując od Donavana szpilę. Chłód metalu pasował do przeznaczenia tego przedmiotu. Zimny, nieczuły na życie innych. Błagała w myślach, by podejrzenia Donavana nie okazały się słuszne. Nie potrafiłaby zabić innego człowieka.
- Zgadzam się. – Spojrzała na Donavana i uśmiechnęła się.

***
Ich podróż dobiegała końca. Po kilkunastu dniach drogi wpłynęli w jedną z odnóg Kanaai, przepływającą przez Devealan. Isleen podeszła do Hrana, opierającego się o burtę. Elf odwrócił się w jej stronę, rezygnując z kontemplacji krajobrazu. Wydawał się spięty, choć przecież misja jeszcze na dobre się nie rozpoczęła. Jak zwykle miał na sobie wygodne spodnie i niedopiętą, lnianą koszulę. W zasadzie nie zmienił się od czasu, gdy razem przemierzali lochy pod zamkiem Norgate. Brązowe oczy patrzyły na świat z mieszanką zadumy i rozbawienia, jasnozielone włosy rozwiewał wiatr, wysupłując kolejne kosmyki z niedbale przewiązanego rzemieniem kucyka. Od ostatniego spotkania przybyła mu tylko niewielka blizna w prawym kąciku ust. Na obecnych zwykle na jego szyi rzemieniach błyszczało dziś wyjątkowo kilka kamieni szlachetnych.
- Hran… Tam – kiwnęła głową w stronę majaczącej już w oddali stolicy – jak mam się do ciebie zwracać? –
- Całkiem normalnie – uśmiechnął się. – Ludzie w Devealanie mnie znają. Jestem tu konsulem do spraw elfów miejskich. Nie jestem pewien, czy znasz moje nazwisko? Hran Teariz.
Dobili do portu. Przez burtę wyrzucono liny cumownicze, które pochwyciło natychmiast kilku portowych, czekających na ich przybycie. Spuszczono trap. Inni pasażerowie statku zaczynali niemrawo schodzić na ląd, gdy do Hrana i Isleen podszedł mężczyzna w stroju typowym dla sługi.
- Dashe Teriz? – zapytał, upraszczając nazwisko Hrana.
- Er.
- Dashe Arhin suri arate tente diar Kresla-Derba.  -  Hran wyraźnie się zdziwił, ale nie skomentował usłyszanej informacji.
- Ish alte – podziękował. Kiedy sługa odszedł, nachylił się do Isleen. - Arhin czeka na nas przy Kresla-Derba. To tradycyjny targ niewolników – wyjaśnił, świadom, że Isleen pewnie nie orientuje się w tutejszym nazewnictwie. – Czyli niestety zobaczysz biedniejszą część miasta. – Skrzywił się.

***
Kresla-Derba, czyli dosłownie „Chata drogi” było dawniej rzeczywiście pojedynczą chatą, w której przetrzymywano niewolników, rozsyłanych później do domów nowych panów. Współcześnie, w związku z rozwojem także tego rynku, chatę zastąpiło brudne, gwarne, pokryte unoszącym się w powietrzu i osiadającym na wszystko pyłem. Nawet stojąc przy ogrodzeniu, można było się domyślić, czym (kim?) się tutaj handluje. Isleen już słysząc od Hrana nazwę miejsca, w którym mają się spotkać z Shelem, poczuła niepokój. Teraz… Wzdrygnęła się. Nie wejdzie tam. Nigdy tam nie wejdzie.
Z tłumu przelewającego się w te i we w te przez bramę targowiska wyłonił się nie kto inny, jak Shel Arhin. Uśmiechnął się, choć jego twarz nosiła ślady zmęczenia.
- Sano, Hranie, miło was widzieć. Sano, wyjaśnię ci wszystko na miejscu. – Shel wiedział o „drugim dnie” misji Isleen. O trzecim rzecz jasna już nie. – Miałem od razu zaprosić was do domu, ale mam tu do załatwienia kilka spraw. Dobrze by było, żeby Sana poszła ze mną, zwyczaj wymaga, żeby dostała własny orszak, a warunki u mnie… - Shel wyraźnie się zmieszał. – Nieistotne. Po prostu rozejrzyj się za jakąś w miarę posłuszną kobietą.
- Arhin, nie mogłeś nam tego oszczędzić? – Hran na samą myśl o wejściu na targ niewolników poczuł mdłości z obrzydzenia.
- Po prostu zaczekaj tu na nas.
Elf wyraźnie się zawahał. Z jednej strony, miał pilnować Isleen. Z drugiej... Bogowie wszechmocni, dlaczego akurat targ niewolników? Już tutaj czuł aurę nieszczęścia, bijącą od każdego ze "straganów". Spojrzał pytająco na Isleen.
Dziewczyna milczała, zastanawiając się gorączkowo, co robić. Nie potrzebowała niewolnicy, ale tutejsi ludzie musieli niestety uważać inaczej. Przygryzła wargę, przypominając sobie, kogo ma grać. Sana Arhin. Rodowita Wirginka. Ona była przyzwyczajona do tego typu rzeczy. Niewolnicy to dla niej zwykła szara codzienność. Tło, którego się nie zauważa. Coś, co nic dla niej nie znaczy.
- Więc… chodźmy. – podeszła bliżej Shela. Im szybciej tam wejdą, tym szybciej będą mogli wyjść.
Kiedy weszli na teren targu, od razu pożałowała swojej decyzji. Szli szeroką, pełną piasku i pyłu ścieżką zapełnioną szukającymi czegoś ludźmi. Czy tak jak oni szukali służby, kogoś kto wykona ciężką pracę, by jego właściciel nie musiał się wysilać? Gwar uderzył ją już od przekroczenia bramy. Sprzedawcy przekrzykiwali się wzajemnie, chcąc jak najszybciej sprzedać swój… „towar”. Isleen rozejrzała się. Jej spojrzenie spotkało się ze wzrokiem jednego z niewolników. Zobaczyła zwierzęce przerażenie, ból, zmęczenie… Stali trzymając się lodowatych prętów klatek, w których ich zamknięto. Inni, zbyt głodni i zmęczeni, siedzieli, nie mając już nawet siły, by błagalnie patrzeć na potencjalnych kupców. Ubrani w strzępy jakiś brudnych szmat, tak chudzi, że Isleen mogła policzyć kości, na których opinała się skóra. Elfka zbladła, zrobiło się jej słabo. Dlaczego tych ludzi było tutaj tak dużo? Jasnowłosa poczuła nagle ogromny wstyd za swoją ozdobną suknię, wykwitną fryzurę… Za to, że nie odczuwa głodu… W jednej z klatek dojrzała niziutką, bladą kobietę, którą obejmował jakiś mężczyzna. Ten gest był tak opiekuńczy, tak obronny i przyjazny w tym okrutnym miejscu… Isleen poczuła jak łzy zapiekły ją w oczy. Chciała pomóc. Tylko jak pomóc tylu ludziom naraz? Przy jednym ze „straganów” stali ludzie z metalowymi obręczami na szyjach, od których odchodził ciężki łańcuch. Na ich plecach łatwo było zobaczyć jeszcze świeże rany od bicza. Elfka miała wrażenie, że wszyscy niewolnicy wyciągają w jej stronę ręce, mówiąc coś do niej błagalnie. Tysiące rąk, tysiące jęków o litość…
Shel szedł obok niej, brnął w głąb targu, ze spojrzeniem utkwionym na ogół w pyle klepiska, po którym stąpali. Złapała się kurczowo Wirgińczyka, jakby ten miał ją uratować. Musiała stąd zniknąć. Teraz. Natychmiast. Nie obchodziło ją czy zachowuje się jak Sana, czy przez nią akcja się powiedzie. Nie mogła tutaj dłużej zostać.
- Shel! Shel, zabierz mnie stąd, proszę.
W Ahinie coś  pękło. Na jego twarzy rozlał się wyraz bólu. Oto Wirginia. Oto, jak budowała swoją potęgę, bogactwo, siłę. Oto jego dom, ojczyzna. Kraj, którego nienawidził.
Przytrzymał Isleen za rękę.
- Ucieczka stąd to egoizm… Sano – wyraźnie zawahał się, nim nazwał ją tym imieniem. Prawdziwej Sany Arhin nigdy nie spotkał, jego ojciec był skłócony z tą odnoga rodu. Po tym, jak umarł, Shel miał na głowie ważniejsze sprawy, niż odnawianie więzi rodzinnych.
Isleen niemal wzdrygnęła się kiedy usłyszała to imię. Czy kiedy będą już w prywatnym domu Shela dalej będzie się tak do niej zwracać? Ściany mają podobno uszy… Czy służący mogliby zdradzić?
– Możemy dziś pomóc kilkorgu z nich. Jeśli stąd wyjdziesz, ten tysiąc ludzi tu zostanie. Jeśli kogoś wybierzesz, zostanie ich o jednego człowieka mniej. Rozumiesz mnie? Nie patrz zbyt wiele i zrób to szybko. Wytrzymaj. Na świecie zdarzają się gorsze rzeczy. - Wysłuchała go, starając się nie rozglądać się dookoła. Pomoże jednej osobie. Tylko jednej. Jak pomóc reszcie…? Wiedziała, że nawet jeśli ktoś wywołałby rewolucję na nic by się nie zdała. Bo i kto miałby walczyć z arystokracją? Wynędzniali niewolnicy? Ludy, które mieszkały na pustyni? Oni mieli swoje życie, nie mieszali się w sprawy miasta.
Wbiła wzrok w piasek, po którym szła. Unikała wzrokiem sprzedających i związanych ludzi, czekających na nowego właściciela. Chciała, by wszystko co zobaczyło zbiło się w nieprzejrzystą mgłę. Chciała zapomnieć.
Arhin czuł, jak aura tego miejsca, jego moralny smród, napiera na niego ze wszystkich stron. Dlaczego ten świat jest tak urządzony, pytał kiedyś. Dziś już nie musiał. Był prawie na szczycie i wiedział: dla wygody, dla władzy, dla pieniędzy. Nie tych tutaj, rzecz jasna. Dla wielkich rodów, które ten system stworzyły i którego nie pozwolą obalić.
Podszedł do jednego z handlarzy. Żylasty, ciemnowłosy mężczyzna z jakiegoś zamieszkującego pustynię plemienia ukłonił mu się w pas i zaczął zachwalać „towar”. Shel nie był pewien, czy nawet nie użył tego określenia. Przeczekał do końca monologu. Isleen stanęła blisko niego, jakby bała się siedzących obok niewolników i nachalnego sprzedawcy.
- Wichry pustyni nadchodzą z północy – stwierdził niezobowiązująco. Oczy handlarza pojaśniały.
- Na południu czerwie wiją gniazdo – odpowiedział w zadumie.
Elfka zaczęła słuchać uważniej. Czy sprzedawca był szpiegiem Keronii? Tylko co robił tutaj… na tym… targu? Informator? Nie znała się na tych wszystkich szpiegowskich gierkach, ale ta rozmowa na pewno nie była zwykłym dokonaniem transakcji. Błagała w myślach, by handlarz nie należał do innej grupy szpiegów. Nie chciała, by Shel zdradzał swoją siatkę. Czy mógłby być tak nieczuły, żeby oszukać nie tylko siatkę, ale także swoich… przyjaciół? Może wcale nie mówił jej prawdy, wtedy, kiedy wyjawił jej, że jest szpiegiem? Skoro okłamał ją raz… Mógł i drugi.  Mówić Hranowi, czy na razie słuchać i działać sama?
- Czy karawany przechodzą bez problemów?
- Mamy swoje sposoby. Khar Serun zna ich więcej.
Niebieskie oczy Shela pociemniały na chwilę.
- A Derran?
- Nie tutaj – warknął handlarz, prawie całkowicie niknącym w gwarze targowiska szeptem.
Arhin rozejrzał się po „stoisku”. Przykuci do długiej, poziomej belki siedzieli niewolnicy, głównie Wirgińczycy, sądząc po ciemnej, ale nie czarnej skórze. Oprócz nich był jeszcze jeden, chudy, wynędzniały, z mysimi włosami pozlepianymi w strąki i niezabliźnionymi pręgami na nagiej, zapadniętej klatce piersiowej.
- Co to za jeden? – zapytał handlarza, inaczej niż w rozmowie z Isleen, używając „co”. Nie „kto”.
- Mieszaniec, psia jego mać. Jeniec od Nordów kupiony. Dupa nie interes mi wyszedł, bo tu czystokrwistych chcą, a nie takie szmaty. Chyba do kopalni oddam, bo jak żywić lepiej nie zacznę, to zdechnie, a tak to stracę tylko to, co Nordom… Niech ich piaskale pożrą – burknął.
- A umie coś robić?
- Umieć to i umie, leczy i graty może nosić, choć nie wygląda. Ale że mieszaniec…
- Wezmę go. Ile chcesz?
- Zwariowałeś? Obcemu, to bym i sprzedał, ale swojemu to by mi wstyd było, żeby takie coś…
- Wezmę go – powtórzył z naciskiem Shel.
Handlarz wyraźnie się wahał.
- 40 cezwów i go bierz.
Pieniądze szybko zmieniły właściciela. Isleen spojrzała na niewolnika, którego właśnie kupił Arhin. Chudy, wynędzniały, o wzroku pozbawionym emocji. Spróbowała przesłać mu uśmiech, wyszedł jej jednak ledwo zauważalny grymas. W tym miejscu chyba nikt nie umiał się uśmiechać.
- Jutro wieczorem opowiem ci, czy mam z niego jakiś pożytek – zapowiedział Shel. Handlarz pokiwał głową. Zrozumiał.
- Będę stał w tym samym miejscu.
Isleen zmarszczyła brwi. Shel umówił się jutro na spotkanie? Czy naprawdę tylko po to, żeby powiedzieć czy jest zadowolony z niewolnika, czy…? Dlaczego nagle zrobiła się tak podejrzliwa?
Niewolnik szedł trochę za nimi, powłócząc trochę nogami. Kiedy ostatni raz jadł?
- Kim jest Derran? - rzuciła od niechcenia, zaraz jednak tego pożałowała. Nie powinna mówić tego w tutaj, gdzie każdy mógł ich podsłuchać. Powinna zaczekać, aż znajdą się w bardziej zacisznym miejscu, Po za tym… Shel mógł zacząć się czegoś domyślać… Zerknęła do tyłu. Jak nazywał się ten człowiek? Jak powinna zacząć się zachowywać w jego towarzystwie?
Wirgińczyk zignorował jej pytanie. Przez chwilę nawet myślała, że nie usłyszał go we wszechobecnym gwarze.
Kiedy wracali tą samą drogą do bramy, zatrzymał się przy „stoisku”, przy którym, jak zauważył, Isleen zwróciła uwagę na filigranową, bladą niewolnicę. Zmrużył oczy. Ten odcień skóry, wzrost… z pewnością nie pochodziła z Wirgini, a teraz właśnie kogoś takiego potrzebował.
- Skąd ona jest? – zapytał handlarza, od niechcenia wskazując kobietę gestem.
- Z Wegi.
- Co o niej wiesz?
- Nielegalna imigrantka, znudziła się poprzedniemu właścicielowi. Skórę ma gładką jak prawdziwy aksamit…
- Dobrze, dobrze, a do czegoś poza tym się nadaje? Zna nasze zasady?
- Panie, uczy się jakby się tu urodziła!
-Wezmę ją. – Dostrzegł kurczowy uchwyt niewolnicy, przytrzymującej rękę obejmującego ją mężczyzny. – I jeszcze jego.
Handlarz pośpiesznie ukrył malujące się na jego nalanej tłuszczem twarzy zdumienie. Nie wiedział, kim jest przyszły pan dwójki niewolników, ale z pewnością nie grzeszył rozumem, skoro właśnie kupił najbardziej kłopotliwego z nich. Mężczyzna, silny i zdrowy Wirgińczyk sprzedany w niewolę za długi, sprawiał same kłopoty. Handlarz właściwie cieszył się, że się go pozbywa. Chociaż może trochę współczuł temu… Nie, jednak nie współczuł. Pozbyć się kłopotu i jeszcze na tym zarobić, taki klient toż to skarb!
- Kiedy do mnie trafił, próbował sfałszować mój list. – Ostatecznie poczuł się w obowiązku ostrzec klienta.
- Hm – klient zadumał się, choć handlarzowi zdawało się, że widzi błysk w jego oku. – To nie mogę dać za niego więcej, niż czterdzieści cezwów.
- O nie, nie, za bezcen pan tej dwójki nie kupi. Sto dwadzieścia cezwów, to i tak będzie mało.
Shel uśmiechnął się krzywo.
- Ta nie uniesie jednego kosza, a ten sam pan powiedział, że kłopotliwy. Sześćdziesiąt.
- Chce pan, żebym z torbami poszedł? Dziewięćdziesiąt.
Ostatecznie Shel kupił dwoje niewolników za siedemdziesiąt cezwów. Pożegnał handlarza szerokim uśmiechem, a gdy odeszli wystarczająco daleko, by ten nie mógł go usłyszeć, warknął:
- Wir te kuarth.

***
Kilkanaście minut później on, Isleen, Hran i trójka niewolników wsiedli do eleganckiego powozu, który miał ich zawieźć do El-ehmro. Ci ostatni mieli miny, jakby wieziono ich na ścięcie. Isleen zajęła miejsce obok Shela, przysuwając się blisko okna. Co jakiś czas zerkała na siedzącą naprzeciwko Wegankę, którą… kupił Shel. Kobieta wpatrywała się uparcie w podłogę powozu, zaciskając długie palce na dłoni siedzącego obok mężczyzny. Isleen cały czas miała przed oczami scenę targowania się o cenę nowych niewolników. Trzymała się na uboczu, starając się jak najmniej widzieć i słyszeć. Już i tak za dużo zobaczyła.
- Przepraszam, Isleen, nie mogłem inaczej – westchnął Shel, opadając na wyściełane poduszkami siedzenie. Rozsunął zasłony w oknach, żeby Weganka mogła oglądać okolicę. – Jeśli zaczną mówić, że mam północną mentalność, stracę resztki szacunku wśród możnych. - Skinęła tylko głową. Musiał tak zrobić. Od dziecka mieszkał w Wirgini i mimo, że mogły nie podobać mu się pewne zwyczaje, zdążył się już do nich przyzwyczaić. Nie mógł pokazać, że podczas pobytu w Keronii nabrał cech tamtejszych ludzi. Jak ktoś, kim gardziłaby arystokracja miałby uczestniczyć w posiedzeniach Zgromadzenia Lordów?
- Pytałaś mnie, kim jest… był Derran. To informator, członek mojej siatki. Wychodzi na to, że wpadł. – Potarł ręką poszarzałą twarz. Wydawać by się mogło, że zupełnie nie przejmował się tym, iż siedzący naprzeciwko niewolnicy go słyszą. Teraz są byli przerażeni, by przeciw niemu spiskować. Potem… zamierzał zadbać, żeby nie czuli takiej potrzeby.
Elfka zerknęła szybko na Hrana. Czy znał Derrana? Zaraz potem zganiła się w myślach. Przecież Shel nie ryzykowałby mówiąc o obcym szpiegu przy Hranie… Czuła w sercu igiełkę niepewności, co do tego, czy Shel na pewno jest oddany keronijskiej siatce. Raz zasiana nie chciała już zniknąć. Isleen jeszcze raz spojrzała na zmęczoną twarz Wirgińczyka. Czy Shel nie wziął na swoje barki za dużo? Dla kogo tak naprawdę chciał dobrze? Dla Keronii, czy… dla siebie? Westchnęła cicho.
Hran milczał. Domyślał się, że o roli Derrana dowiedzieli się tylko dlatego, że przestał się liczyć dla siatki. Szpieg, który dał się złapać, pozostaje zdany na siebie. Chyba, że to bardzo istotny szpieg.
- Popatrz – Shel uśmiechnął się do Isleen. – Wjeżdżamy do mojej dzielnicy.
Elfka wyjrzała przez okno. Zobaczyła jak brudne, wzniesione niemal w całości z gliny domy stopniowo ustępują coraz okazalszym budynkom. Teren łagodnie się wznosił. Przejechali przez niewielki park złożony z roślin zdolnych żyć w takim upale. Już stąd widać było położony prawie nad brzegiem rzeki pałac na planie kwadratu, wzniesiony w całości z piaskowca, ozdobiony mozaikami wykonanymi kolorowego kamienia. Liczne kopuły i smukłe wieże sprawiały wrażenie, że ze zwykłego miasta wjechało się do bajkowego raju. A to była tylko zewnętrzna cześć, przeznaczona dla oczu ludzi z zewnątrz. Prawdziwe piękno pałacu kryło się wewnątrz, w wypełnionym wonią eterycznych kwiatów i szmerem fontann ogrodzie, w salach przedzielonych kolumnami, w wygiętych łukowo korytarzach. Elfka otworzyła szerzej oczy z zdumienia. Nie spodziewała się, że pałac rodu Arhinów jest aż tak okazały. Woń nieznanych jej kwiatów doleciała do ich powozu. Isleen przymknęła oczy. Po tylu dniach podróży po oceanie, gdzie słychać było tylko dźwięki otaczającej statek wody i fal, ta cicha odmiana była przyjemnością.
Przyglądała się z zachwytem coraz bardziej widocznemu pałacowi. Powóz zatrzymał się przed żelazną, zwieńczoną podobizną dwugłowego gryfa bramą z wyrytym napisem: astro nein tvete. Zawsze niezwyciężeni.  Dojechali.
- Witajcie w moim domu – mruknął Shel. W jego głosie wyjątkowo nie było dumy. Wydawał się przygaszony, może… smutny? Z tej odległości nie było jeszcze widać, że pałac, podobnie jak cały ród Arhinów zaczyna z wolna podupadać. Jasnowłosa spojrzała na Wirgińczyka zaniepokojona tonem jego głosu. Coś zdecydowanie było nie tak.
Wyszli z powozu. Isleen poprawiła szybko włosy, chcąc się upewnić, czy jej elfie uszy są dobrze zakryte. Kto oprócz Shela i jego służby tutaj mieszkał? Obróciła się, rozglądając się uważnie wokół siebie. Szkoda byłoby nie zapamiętać tego widoku. Zmarszczyła czoło, widząc, że jakaś grupka bogato ubranych ludzi czeka przy jednym z wejść do pałacu. Shel spodziewał się gości?
- Shel…? – Podeszła bliżej niego – Widzisz ich? Kim są? – Ktoś, może służba lub jeden z niewolników, widząc, że właściciel pałacu wrócił zaczął biec w ich kierunku.


Koniec części pierwszej.

6 komentarzy:

Zombbiszon pisze...

I znowu pierwszy :D Czyste szaleństwo <3
Dobra, notatka..... Długo nie mogłem się przez nią przebić. Może to przez jej długość. Nie wiem. Naprawdę. Co ważniejsze, po raz kolejny zrobiłaś na mnie wrażenie. Nie dość, że była pisana przez dwie osoby, to jeszcze ten humor postaci. I końcówka... Czuję, przez nią mały niedosyt :D Więc serducho za:

<3 Pomysł, bo naprawdę, oryginalny.
<3 Humor, który odzwierciedla postacie i jest dla nich typowy.
<3 Za chęć pisania czegoś takiego. Więc, tu masz dwa serducha <3 <3

Co mogę jeszcze dodać? Tylko jedno pytanie: Kiedy ciąg dalszy?

Elias

Silva pisze...

Skoro nasz Rodzynek skomentował, teraz przyszła pora na panie.
Wiecie co? Brakuje mi wojny, realnego motywu działań wojennych np. w notkach - to tak związane z fragmentem Isleen, gdzie o wojnie wspomina. Mam ostatnio wojownicze zapędy. Może za dużo Cooka czytam.
Ze złotych myśli: człowiek całe życie myśli, że pisze się Develan, popełnia misję z zaginioną dziewczynką i okazuje się, że wcale nie :D
Podziwiam Isleen, ja bym mu zamknęła drzwi przed nosem, a niech idzie w cholerę, a nie wpędza mnie w kłopoty. Sakiewkę to w tyłek niech sobie wsadzi - tak by powiedział Dar.
Podoba mi się ta kulturalna różnica i to, że Wirginia faktycznie jest inna od Keroni i to się czuje. Tu niewolnicy są czymś oczywistym, tam średnio. Moja wyobraźnia podsuwa mi upał, niemyte ciała, pokrzykujących dozorców i niewolników.
Jestem dziwna. Jak myślę o targu niewolników w Devealanie, widzę nie tylko zabiedzonych, chudych, kalekich niewolników, ale też dobrze zbudowanych, silnych, których kupią możni do ciężkich prac, wioseł itp. też trzymanych w złych warunkach.
No i mamy intrygę :D Szpiegów, rody, knowania, morderstwa, a w tym jak śliwka w kompocie pływa Isleen.

Szept pisze...

[Na początek, z ciekawości, bo nie chcę na bezczela wchodzić do notki i sprawdzać, jaka to czcionka? Ta użyta na początku konkretnych fragmentów?
Zbierałam się jak sójka za morze, ale po prostu ciężki tydzień i humor kompletnie mi nie dopisywał. Dopiero się zbieram w sobie. I nadrabiam.
Wbrew wszystkiemu Isleen ma szczęście. Raz, że właściciel jej dawno nie wyrzucił, dwa, że nie przyprowadził straży, trzy, że jej kłopoty zdają się same rozwiązywać. Przynajmniej jeśli chodzi o opłaty, bo czekają na nią zupełnie inne.
Zastanawia mnie - bo nie odnajduję się aż tak w waszych relacjach i powiązaniach, czemu akurat Isleen. To znaczy, siatka ma swoich agentów, na pewno wielu, a wtajemniczają obcą osobę. No, chyba że nie jest tak obca dla nich? Jeszcze mnie zastanawia... jak ona ukryje elfie uszy? Bo krewna człowieka, elfem? :P
Hmm... czy nie mówi się na dworze zamiast w dworze?
I jednak brakuje mi tłumaczenia dialogów. Chociaż pod notką.
Nie należę do znawców Wirgini, ale może przez to mnie również podoba się przedstawienie kontrastu między państwami i różnic kulturowych. Tym bardziej też doceniam ogrom roboty, jaką była konstrukcja języka. Ale cóż: warto było, bo efekt daje, robi robotę i nadaje klimat. Do tego odczucia Arhina na temat jego własnej ojczyzny... ktoś tu jest pełen goryczy. On to w ogóle zdaje się... przygasły, pozbawiony zapału, energii? Nie wiem, taki wniosek mi się nasunął.
Zdecydowanie lubię Hrana. Pewnie dlatego, że to elf :D
Przypomina mi się scena z "Kapitana Blooda" właśnie na targu niewolniczym. I powstanie Spartakusa. Isleen mi przypomniała, jak wspomniała o walkach z arystokracją.
Zdecydowanie robicie robotę i pobudzacie moją wyobraźnię. <3
Mam trochę własnych myśli, na razie mało, bo to wstęp, więc za daleko nie będę wybiegać i kminić, kto, jak i dlaczego. Chętnie poczytam więcej i zagłębię się w intrygę, bo zapowiada się obiecująco.]

Nefryt pisze...

Elias, dzięki :) Chociaż połowę pochwał powinna odebrać Isleen, bez niej tej notki by nie było. I fakt, że jest długa, myślałyśmy nawet, czy jej nie podzielić na dwie, ale nie bardzo było w którym miejscu. Następne części będą pewnie krótsze - ale trudno to stwierdzić, jak się nie ma jeszcze nawet połowy. Końcówkę to mi Isleen podpowiedziała, tzn. żeby akurat w tym momencie skończyć xD
Serducha przyjęte, serduch nigdy za wiele (najwyżej zostanę genetycznie zmutowanym Frankensteinem), a ciąg dalszy... nie wiem. Na razie się tworzy, co może jeszcze potrwać, zważywszy, że obie mamy niedługo egzaminy. Ale cierpliwości, kiedyś ten czas nadejdzie :)

Silva, mi czasami też. Tzn, z Aedówką troszkę dotykamy tematu, ale tylko trochę. Hmm. Jakieś koncepcje? Pomysły? Na notkę trochę brakuje mi czasu, ale może jakiś mini-wątek? Wiem, że wcześniej nam się nie kleiło, ale może tym razem?
A Isleen to ma cierpliwość anioła, więc wiesz.
Co do targu i niewolników – wcale nie jesteś dziwna ;) Albo obie jesteśmy, bo ja też tak widzę. Tyle, że większość opisów była Isleen (ja ich nie potrafię) , poza tym, ta część notki jest trochę z jej punktu widzenia. Bardzo mi to pasuje w kontekście dalszej fabuły. Nie mogę za dużo powiedzieć, ale to w dużej mierze celowe.

Szept, czcionka to Castellar. Co do Isleen – ja jestem więcej niż pewna, że po tygodniu z Shelem będzie marzyła, żeby to wszystko – łącznie z sakiewką – okazało się wyłącznie koszmarem, z którego natychmiast się obudzi.
Isleen dla siatki całkiem obca nie jest, już wcześniej – niejako przez Shela – została wplątana w ich sprawy. Donavan wysłał ją, bo na Shela od nieco innej strony – w pierwszej kolejności jako towarzysza przygody, dopiero później jako szpiega – w przeciwieństwie do innych. Agenci w Wirgini już przekazali mu swój wniosek: prawdopodobnie zdradził. Isleen to takie upewnienie się. No i Donavan uważa, że Shel nie spodziewa się, że akurat Isleen może go sprawdzać.
Jak ukryje uszy? Ja tak szczerze mówiąc nie wiem ;) Albo mnie pamięć myli, albo rozmawiałyśmy z Isleen, że może być jakoś odpowiednio uczesana, ale w opisie nie ma, a ja nie zwróciłam uwagi.

Hm, możliwe. Nawet bardzo możliwe. A’propos dworu.
Kulturowe smaczki szczere kocham, czy to w Wirgini, czy gdzie indziej. Mam nadzieję, że Isleen mnie za to nie klnie. I dobrze odczytujesz nastroje Arhina. A Hrana też lubię.
I dzięki – wam wszystkim.

Tłumaczenie dialogów na życzenie – dla chętnych :)

Rozmowa Hrana ze sługą:
- Dashe Teriz? – pan (w odniesieniu do osoby o wyższym statusie) Teriz?
- Er. – Tak.
- Dashe Arhin suri arate tente diar Kresla-Derba. – Pan Arhin czeka na was przy Kresla-Derba.
- Ish alte. – Dziękuję.

Wypowiedź Shela po rozmowie z handlarzem:
- Wir te kuarth – żebyś zadżumiał.

Olżunia pisze...

Hm. To może ja, idąc w ślady Eliasa, od razu zacznę wypunktowywać, za co daję serduszka a.k.a. pośladki. Podoba mi się ta metoda. :D

<3 za uroki Królewca - dużego, a’la średniowiecznego europejskiego miasta. Tak, wzmianka o zapachu ścieków ujmuje me serce.
<3 za kurtuazję na początku spotkania Donavana i Isleen, która płynnie, niemal niezauważalnie przechodzi w rozmowę o interesach, a ta z kolei podszyta jest targowaniem się i niewypowiedzialnymi groźbami. Czuć napięcie tej sceny. I gadka Donavana. Naprawdę lubię tę poboczną.
<3 za klimat w mieszkanku Isleen. Przytulnie, ale w każdej chwili może przyjść właściciel i stwierdzić, że miarka się przebrała. Tak bardzo życiowo.
<3 za “bardzo daleką krewną”. Padłam.
<3 za to, jak Isleen robi dobrą minę do złej gry. Tak, chodzi o uśmiech na końcu pierwszej sceny.
<3 za wirgiński. Uwielbiam jego brzmienie.
<3 za “moralny smród”, “północną mentalność” i zachowanie elfki na targu niewolników. Nieprzesadzone, dobrze opisane. “Shel nie był pewien, czy nawet nie użył tego określenia.” - dobreee.
*zaczytała się*
Co mi się rzuciło w oczy: “stukot koni” brzmi trochę dziwnie. ;) “Nieczęsto” oraz “wte i wewte” pisze się razem. “Opierając się o burtę” - burta to “boczna ściana statku”, więc widziałabym tu barierkę albo inszą balustradę. *maruda*
Last but not least, <3 za tytuł. Bardzo mi pasuje do tekstu.

Mam pytanie odnośnie cezw (cezwów?), bo wreszcie zbieram się, żeby napisać zakładkę o walutach. Co to za monety? Bo w zakładce o Wirginii są lyry i negwy.

“[...] rozmawiałyśmy z Isleen, że może być jakoś odpowiednio uczesana, ale w opisie nie ma, a ja nie zwróciłam uwagi.” A właśnie, że było o uczesaniu! Na końcu notki. :D

“Bardzo mi to pasuje w kontekście dalszej fabuły. Nie mogę za dużo powiedzieć, ale to w dużej mierze celowe.” Nef, zagłodzisz mnie, ciekawość mnie zeżre. xD Ja wiem, że wypisywanie pod każdą notką, że czekam na więcej jest upierdliwe i zero w tym szacunku dla Waszego wolnego czasu, ale… ale ja chcę. ;__;

Szept pisze...

Aedówko, przypomniałaś mi. Mi też dziwie brzmiał stukot :D Z drugiej strony, uderzające o bruk kopyta można do tego dźwięku przyrównać.
A burta... jeśli ktoś opiera się o burtę tak, jak niektórzy o ścianę, jest to w porządku. Plus, burta jest bryłą. Ma ściany, ma dół, ma górę - nawet jeśli górę wykańcza dodatkowo jakaś balustrada czy barierka, użycie słowa w takim kontekście - tj. opierać się, wydaje mi się ok. Poza tym, nie każdy statek ma typową balustradę. Może na dziobie, czasem na rufie, ale nie na śródokręciu. linkNienajlepsze zdjęcie, ale widać różnicę między przednią i środkową częścią okrętu.
Co zaś do uczesania - owszem, jest o tym mowa. Ale dla mnie to nie jest sposób na ukrycie uszu. To znaczy jest, ale na zasadzie szybkiego, bo mnie zaskoczyli, bo nie mam nic innego, może nie zauważą. Ale na dłuższą metę taki sposób wydaje mi się niewystarczający i mocno ryzykowny, dlatego zwróciłam na to uwagę.

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair