Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

   Diarmud potarł palcami skronie; czuł tępy, pulsujący ból, który przyprawiał go o mdłości i, którego nie potrafił ukoić od dłuższej chwili. Był zmęczony, trochę zirytowany, a przecież do wschodu słońca wciąż było daleko. Środek nocy nie chciał minąć i ciągnął się niemiłosiernie. Drzewna istota trafiła do lochu; małego, kwadratowego pomieszczenia bez okien, z jednym tylko wejściem zagrodzonym kratami, gdzie płonęła pochodnia, rozświetlając ciemności. Była skuta, przywiązana łańcuchami do bolca w podłodze. Kamienne ściany były mokre od wody, gdzieniegdzie pokryte zielonkawym nalotem. Pachniało wilgocią, ziemią i stęchlizną.
  Nocny szpieg przez chwilę przestał zajmować myśli Diarmuda; dość miał zastanawiania się nad naturą jej postępowania. Jego uwaga skupiła się na czymś innym. Stał w sypialni hyvana, przylegającej do małego saloniku i czuł narastającą bezsilność, która zaczęła łaskotać go w gardle. Przyszedł tu, by obudzić Finarthila, chcąc wyjaśnić mu zaistniałą na dziedzińcu sytuację. Początkowo mówił, potem podniósł głos, zaczął szturchać, ale żadna z tych metod nic nie dawała. Hyvan spał dalej, pochrapując w najlepsze. Rozwalił się na łóżku, leżąc na brzuchu; włosy w mdłym świetle krasnoludzkiej lampy miał rozczochrane, twarz spokojną, pogrążoną w głębokim śnie. Nie zdjął nawet podróżnego stroju, tylko płaszcz odrzucił na bok, buciory kopnął w kąt, a sądząc po zostawionej tacy z nietkniętym jedzeniem, nie zjadł też kolacji. Droga z Ataxiar musiała być męcząca; nawet przebyta konno, zajmowała wiele dni. Pewnie też nie zajrzał do rodzinnej wioski, kierując się od razu ku Rivendall i dalej wzdłuż Wielkiej Równiny do Irandal. Polityczne podróże były jego przykrym obowiązkiem, ale nie narzekał na nie i dzielnie je znosił. Diarmud był z niego dumny, chłopak naprawdę się zmienił, a elf nie wiedział kiedy zaczął traktować go jak własnego podopiecznego. A jakiż opiekun nie pęka z radości, widząc że dziecko dojrzało i czyni dobrze?
  Teraz jednak nie miał serca go budzić. Niech śpi, zasłużył sobie na chwile spokoju. Chciał, by wypoczął. Nocny szpieg poczeka, drzewna istota nie była tego warta. Niech śpi.
  Wychodząc po cichu, zamknął za sobą drzwi, uśmiechając się pod nosem.

Kilka godzin później, południe, Gniazdowisko
  - Hyvanie - męski głos przerwał ciszę, jaka panowała w mniejszej sali strażnicy, wzbijając się ponad trzaskające w kominkach drwa. Wysokie pomieszczenie i kamienne ściany emanowały chłodem, utrudniając ogrzanie powietrza; tkane materiały na ścianach pomagały, ale wciąż nie było dostatecznie ciepło. - Finarthil-elda.
  Najbliżej paleniska siedział sam pan głowa rodu, błądzący myślami gdzieś po zakamarkach swojego umysłu. Strój podróżny zamienił na luźniejsze, wygodniejsze szaty, chociaż to wciąż nie były elfie: pewnych rzeczy nie dało się w nim zmienić. Czerwone włosy nie były już kłębkiem kołtunów, związane wyglądały znacznie lepiej, nawet z sowim piórem i koralikami; skąd taki pomysł zaczerpnął, nikt nie wiedział. Zdawał się być wyspany, choć ziewał co jakiś czas. Talerz przed nim był niemal pusty; nie zjadł wszystkiego, ale słodką bułkę, którą miał na deser, oczywiście musiał w siebie wepchnąć, zostawiając po niej okruszki i lukrowane resztki.
  - Dar? - ten sam głos zabrzmiał bardziej miękko, swojsko. Ich hyvan chyba nigdy nie przywyknie do nazywania go elfim imieniem. Diarmudowi to nie przeszkadzało. To drobna niewygoda, do której mógł się przyzwyczaić, a i Darrus wiedział, kiedy powinien reagować na drugie imię. Nie był takim ignorantem, za jakiego go mieli inni. - Droga była spokojna?
  Drgnął, zerkając na elfa. - Zimna jak cholera. Do Królewca tak tego nie czułem, ale im bliżej Doliny, tym bardziej marzłem - szczęście, że Heiana w Ataxiar, rozsądna dusza, wymusiła by najemnik zabrał w drogę powrotną cieplejszy płaszcz, rękawice i chustę. U elfów Dar narzekał, że to niepotrzebne, ale potem podziękował w duchu uzdrowicielce. Za pitny miód z goździkami, który znalazł w bukłaku dziękował jego wrednej magiczce. - W górach spadł śnieg.
  - Spodziewamy się orków i goblinów - podkradając z talerza najemnika podpłomyka, przełamał go na pół - Lato było upalne, jesień długa, mogą szukać pożywienia po tej stronie przełęczy.
  - Ale jesteśmy na to przygotowani. Zdążymy załatać dziurę w murze? - w tej chwili to była ich największa bolączka i zarazem najsłabszy punkt w ochronie Gniazdowiska. Jeśli nie dadzą rady zasklepić wyłomu w linii murów przed nadejściem śniegów, będą w nosie. Wszyscy z rodu to wiedzieli.
  - Jeśli bogowie pozwolą i los będzie łaskawy, zdążymy.
  Brzeszczot kiwnął głową, pocierając palcami oczy. Bolały go plecy od jazdy konnej, a zimno nie chciało wyjść z rak i stóp; dlatego trzymał palce na glinianym kubku, tak przyjemnie ciepłym. Miał ochotę zakopać się pod kocami i nie wyściubiać nosa poza nie. Nie miał jednak na to szans. - Coś cię trapi. Zawsze, gdy się martwisz przygryzasz wargę. I nigdy nie bawisz się jedzeniem - teraz zaś Diarmud obracał podpłomyka w palcach, całkiem o nim zapominając - Mówże.
  - Mieliśmy na nocnym patrolu niespodziewanego gościa.
  - Wędrowiec? Nie, byle podróżnikiem byś się nie martwił - Brzeszczot przyglądał się staruszkowi. Czerwonowłosy elfi mag. Diarmud Starszy, brat bliźniak Roana Młodszego, dwóch hyvanów, którzy jednocześnie sprawowali pieczę nad rodem wieki temu. Syn Griosala Szlachetnego, z którym część rodu Faolina przypłynęła na te ziemie w Drugiej Migracji Elfów. Teraz ten długouchy się martwił. - Orka czy goblina byś zabił i po prostu mi o tym powiedział. Co w nocy podeszło pod mury?
  - Zakradła się po cichu, wspięła po murach i przeskoczyła na dzieciniec, chcąc wejść do strażnicy - mag odłożył podpłomyka, zostawiając go dla sów. Sprawa, o której mówił była kłopotliwa, ale przy hyvanie nie dało się kręcić. Finarthil miał w sobie coś, co sprawiało, że chciało mu się wszystko powiedzieć. Diarmud nie miał zamiaru niczego ukrywać. - Spodziewałem się goblina, ale nie czegoś takiego.
  - Szpieg?
  - Być może. Nie potrafię stwierdzić. Jest w lochu, chciała widzieć się z tobą.
  - To będzie musiało poczekać - przeciągając się, rozwalił się na ławie całkiem nie kulturalnie, wyciągając przed siebie nogi - Kwatermistrz prosił, bym do niego zajrzał. Ciekawe, czego chce.
  - Ja wiem. Padł wczoraj strzał, bez rozkazu - kolejna kłopotliwa kwestia - Elf skończył wartę, ale jak wy to mówicie, zapadł się pod ziemię - kiedy się martwił, Diar nie tylko przygryzał wargę, ale też zaczynał szukać zajęcia dla rąk; znów obracał w palcach podpłomyka. Miał też wrażenie, że zwykłe schwytanie szpiega zamienia się w coś, co przyniesie im kłopoty. Nie wyglądało to dobrze.
  - Jak długo go szukacie?
  - Od świtu, po zmianie wart - długo, elf o tym wiedział. - Taran też pomaga.
  - On? - najemnik zmarszczył brwi - Nie miał być w Nowym Dhar? - z tego co wiedział, dziwak Taran miał nad Zatoką Dasais łagodzić nieporozumienie pomiędzy turdusami, a rybakami z wioski. Nie powinien wracać jeszcze przez kilka dni. Czyżby tak szybko udało mu się wszystkich pogodzić?
  - Widocznie zrobił, co miał i wrócił. Znasz go, jak kot chadza własnymi ścieżkami.
  Dar machnął ręką. I tak dowie się wszystkiego, jak nie teraz, to później; Taran nie unikał zdawania relacji ze swojej pracy. Wieczór pewnie będą spędzać przy kuflu miodu, opowiadając historie z drogi - Pójdziesz ze mną?
  - Mogę. Zyriel wciąż cię przeraża, prawda? - napięcie zniknęło, ramiona się rozluźniły, a na ustach zamajaczył lekki uśmiech. Głowa wciąż się martwiła, ale mina hyvana musiała zostać skomentowana uśmiechem. Ich kwatermistrz był postawnym mężczyzną, wysokim jak na swoją rasę, krępym bardziej niż inni. Mrukliwy i zawsze pochmurny, nie zachęcał do rozmowy, ale potrafił zadbać o swoje elfie owieczki pełniące straże.
  - Daj spokój, staruszku. Znów będzie mówił o rzeczach, których nie rozumiem - Dar podniósł się, chciał wstać i ruszyć z miejsca, ale jego czuły słuch wychwycił ruch. Ktoś biegł korytarzem, śpieszył się, sapał i hałasował, nie patrząc na to, że to nie wypada. Trzasnęły drzwi, do sali wpadł zdyszany elf; młodzik o czerwonych włosach. Nie tracił czasu na złapanie tchu, zaczął mówić, jednocześnie próbując wyrównać oddech.
  - Hyvanie! - jego głos był pełen napięcia; nawet nie skłonił głowy przed najemnikiem, zapominając o manierach. - Znaleźliśmy Callana - coś było nie tak… Bardzo nie tak. Dar poczuł jak niepokój zalewa mu żołądek.
  - Wykrztuś to z siebie Ymerl - Diarmud nie miał w sobie dziś cierpliwości. Niepokój i jego dosięgnął.
  Byli sami na sali, to ich uratowało, o ile nikt nie słuchał. Ymrel zapomniał o dyskrecji - Callan nie żyje. Kiedy go znaleźliśmy konał, powiedział, że to Taran go ranił.

Gniazdowisko, lochy, kilka godzin później
  Darrus szedł do lochu z bólem głowy. Dawno minęło już popołudnie, niebo znów robiło się ciemne. Za nim podążał Diarmud, równie cichy i markotny co hyvan. Sytuacja z Callanem i Taranem była problematyczna. Obaj byli w rodzie, a śmierć pierwszego z nich wszystko komplikowała. Taran był starym elfem, ale mało który młodzik go kojarzył, a i dojrzalsi mieli problemy z przypomnieniem sobie imienia, które nadała mu matka. Był jednym z Crevanów, dzieckiem rodu Faolina, mieli pewność, że tak, ale co robił przez lata, gdy nie przebywał z nimi, nie wiedzieli. Wzbudzał niepewność i ostrożność, chociaż Finarthil i wcześniej Ivelios, wierzyli mu. Czemu jednak zabił, nie wiedzieli. W dodatku Taran twierdził, że nie miał z tym nic wspólnego.
  - Kim ona jest? - najemnik nie miał ochoty użerać się jeszcze z więźniem.
  - Drzewna istota. Nie podała swojego imienia.
  - Świetnie. Przy tym wszystkim jeszcze nocny szpieg. Ten dzień bardziej spieprzony być nie może.
  Dar jednak zapomniał, że dziwka Fortuna nigdy nie śpi.

~*~
  Tiamuuri siedziała na posadzce, ramionami obejmując podkulone kolana. Większość czasu, jaki upłynął od jej uwięzienia, spędziła prawie w bezruchu, pozwalając, aby wilgoć osiadała na jej skórze i tak wnikała do jej ciała. Czasem, kiedy miała wrażenie, że to nie wystarczało, próbowała wysysać wodę z podłogi celi. Z karku wyrastało jej kilka włókien kilkunastostopowej długości, które jak bluszcz wspinały się po ścianach. Nie próbowała ich wycofać, chłonąc wodę wraz z substancjami wydzielonymi przez grzyby i porosty pokrywające kamień. Może właśnie dzięki temu nie odczuwała jeszcze żadnych skutków braku dostępu do światła słonecznego, chociaż była przekonana, że na dłuższą metę coś takiego nie wystarczy.
  Gdzie, na bogów, podziewał się Darrus?! Nie było go w rodowej posiadłości? Bo jeśli by tu był, z pewnością dowiedziałby się o jej obecności w lochach, o tej całej niezręcznej sytuacji, która wynikła. A obecnie nie było żadnej możliwości, żeby to odkręcić. W dodatku czas upływał. To było chyba najgorsze.
  Drzewna zacisnęła oczy i potarła dłońmi twarz. Czy w obozie już zastanawiali się nad przyczynami jej nieobecności? Najprawdopodobniej było jeszcze za wcześnie, żeby ktoś zaczął poważnie obawiać się niepowodzenia planu.
  Gdyby chociaż dało się jakoś przywołać tu Hissaya i wysłać do obozu z wieściami, wtedy ktoś z oddziału pojawiłby się w Gniazdowisku i wyjaśnił całą sytuację, tym razem przestrzegając ogólnie przyjętych zasad dyplomacji.
  Tiamuuri w bezsilnej złości uderzyła pięścią w wilgotną podłogę. Bezsensowny ruch, który niczego nie zmieniał, nie przyniósł nawet żadnej ulgi.
  Dar, Finarthil, pomyślała rozpaczliwie, gdzie jesteś?!
  Kroki na korytarzu. Nic nowego, zdarzało się, że ktoś czasem pojawiał się w podziemiach. Nie mając do roboty nic innego Tiamuuri czasami przysłuchiwała się osobom przechodzącym przez korytarz i na podstawie echa stukotu butów odgadywała przestrzenne rozmieszczenie cel i innych pomieszczeń. Przez obserwację rytmu kroków rozróżniała kolejne osoby, rozpoznawała tych, którzy pojawiali się na dole kilka razy. Teraz usłuszała kogoś, kto jeszcze nie zdążył tu zejść. Pociągnęła nosem, usiłując oprócz woni stęchlizny i sadzy z pochodni poczuć zapach zbliżających się do jej celi elfów. Nie potrafiła od razu wyciągnąć z woni jakichś wniosków. Mimowolnie tylko stała się czujniejsza. Usiadła ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowała kręgosłup. Wpatrywała się z natężeniem w drzwi celi, coraz bardziej przekonana, że tamci idą do niej. Nie miała pojęcia, skąd brało się to wrażenie.
  Brzeszczot był całkiem blisko, chociaż nie było w nim najmniejszej ochoty, aby być w tym miejscu. Miał na głowie śmierć członka rodu i oskarżenie wymierzone przeciwko jednemu z nich. Cholernie kłopotliwa sytuacja. Były też inne problemy, sięgające dużo głębiej. Do tego bolała go głowa.
   Wąski korytarz zakręcił, kończąc się przy kilku celach; przed jedną stał strażnik, który ukłonił głowę na widok głowy rodu i starszego elfa. Nadszedł czas dowiedzieć się, kto zakradał się do nich po zmroku.
   - Du deloi lunaea? - chciał zapytać kim była. Chrząknięcie Diarmuda coś mu uświadomiło, mówił w języku elfów, a ich więzień niekoniecznie musiał go znać. Teraz sam westchnął i poprawił się: - Kim jesteś? - pochodnię podsunął bliżej krat, a w ciemności dostrzegł jakiś kształt. Jego oczy nie potrafiły przejrzeć mroku, nie były elfie. Widział dziwny, nieregularny zarys. Co mówiono mu o więźniu?
  Diarmud sięgnął po słowa mocy, tworząc nad palcami kulę mdłego, niezbyt jasnego światła, które posłał do celi, by rozjaśnić ciemności i dać hyvanowi możliwość zobaczenia czegokolwiek.
  - Co tutaj robisz? - Zrozumienie nie przyszło od razu. W pamięci Dara pojawiły się północne ziemie, daleko za morzem, tak dawno temu, że nie potrafił określić, kiedy to było. Ruch oporu. Drzewna istota, która z nimi współpracowała. Znał jej imię, kiedyś na pewno. - Tiamuuri? 
   Tiamuuri gwałtownie wstała. W tym momencie, kiedy ujrzała twarz Dara, jej idealne opanowanie nie wytrzymało próby. Za długo już czekała. - Darrus! - zawołała z entuzjazmem - Jak to dobrze wreszcie cię widzieć!
   Chciała biec w jego stronę, ale zrobiła tylko dwa kroki, zanim łańcuch uniemożliwił jej dalsze przemieszczanie się. Musiała się zatrzymać. Pnącza wokół niej nagle osłabły i zaczęły wysychać. Martwe po kolei odpadały od jej ciała. Być może już wkrótce miała ich nie potrzebować.
  Brzeszczot machnął ręką na kraty; strażnik, który pilnował celi posłusznie otworzył zamek, odchodząc na bok. Diarmud trzymał się z tyłu, ale na tyle blisko, by móc zareagować w razie konieczności. Wciąż nie ufał drzewnej istocie. Skoro jednak hyvan ją znał, postanowił być ostrożnym, ale nic nie mówić.
  - Tiamuuri, co ty tu, do cholery robisz? - ból głowy właśnie się wzmógł - Rozkujcie ją.
  Widziała u boku najemnika tamtego elfa, który ją pojmał, maga. Przez głowę przemknęła jej niezbyt miła myśl, że Diarmud jakoś przyczynił się o tego, że Dar nie pojawił się tu wcześniej. Nie było to jeszcze wystarczająco silne podejrzenie, żeby uznać go za tego zdrajcę, którego powinna unikać.
  - Ruch Oporu chciał się z tobą skontaktować - poczuła się winna jakiegoś wyjaśnienia - Przychodzę tu w ich imieniu. - Chociaż nie koniecznie w sposób, jaki by zaaprobowali, dokończyła smętnie w myślach. Dość szybko opanowała emocje, a kiedy ożywienie ustąpiło, bardziej zwracała uwagę na uczucia Darrusa. Wyczuwała od niego troskę, niewątpliwie był też zmęczony. Czyżby coś się stało i dlatego nie mieli okazji porozmawiać wcześniej? Niepokoiło ją to, kazało się po raz kolejny zastanowić nad powodami, dla których się tu znalazła. Czy istniała możliwość, że wieści dotarły do hyvana inną drogą?
  - Cicho, wiem. Wyjdźmy z tych lochów, bo od kapania tej pieprzonej wody, zaraz mi głowa pęknie - czuły słuch mieszańca czasami był błogosławieństwem, chociaż bywały chwile, takie jak ta, kiedy miał go serdecznie dość.
  Naprawdę jest źle, pomyślała Tiamuuri, przyglądając się twarzy najemnika. Kiedy któryś z elfów podszedł do niej, aby uwolnić jej ręce z łańcuchów, Drzewna machinalnie mruknęła jakieś podziękowanie. Nareszcie...
  Powstrzymała chęć rozmówienia się z Darem natychmiast. To nie było najlepsze miejsce do tego, zresztą sprawa wymagała omówienia jej w cztery oczy. Z daleka od tych, którzy wpakowali ją do tej ciasnej celi.
  Czekała na to, co powie Darrus, dokąd będzie chciał pójść. Na razie gęba na kłódkę. Może w pierwszej chwili miała ochotę wygarnąć szanownemu hyvanowi pozostawienie jej w lochach na trzy dni i spytać go, czemu u licha nie pofatygował się tu wcześniej, ale obecnie czuła, że Dar miał ku temu ważne powody. Kłopoty, podpowiadała jej intuicja.

Wyższe piętra, późne popołudnie, Gniazdowisko
  Finarthil prowadził drzewną korytarzami oświetlonymi lampami. Niewiele tu było światła, zwłaszcza wewnątrz budowli. Jej obronny charakter dawał się we znaki nowym mieszkańcom; nie mogli wybić okien, bo w ten sposób osłabiliby nie tylko konstrukcję całej bryły, ale przede wszystkim najważniejsze obronne atuty. Budowla bez okien była niemal nie do zdobycia, straż w jej wnętrzu mogła się bronić miesiącami, o ile miała odpowiednio duże zapasy. Do tego wejście, najlepiej dziesięć metrów nad poziomem ziemi, po linie. Tutaj sowi ród nie miał wyboru: dawne, stare nadproże wejścia, zapomniane przez czas, zostawiono w spokoju, a to całkiem nowe, wykute jeszcze w tej erze pewnie przez rabusiów, powiększono i zamieniono we wrota. Niosło to pewne ryzyko, ale umocnienia przed strażnicą dawały nadzieję, że pierwsza fala ewentualnych atakujących, rozbije się właśnie o nie.
  Korytarz zaprowadził ich na piętro, to lepiej zagospodarowane i nie tak zniszczone jak sama wieża. Wiatru nie było tu słychać, jak w innych miejscach. Na ścianach wisiały elfie tarcze, z przedstawienie sowy, także zielone sztandary z haftowanymi turdusami. Było też kilka okienek. Kamienną podłogę wyłożono drewnem; chłód jaki ciągnął od kamieni, drażnił nawykłe do ciepła lasów Eilendyr elfy. Tutaj też znajdowały się dawne strażnicze pokoiki, teraz zamienione i przystosowane do potrzeb elfów. Cóż, niestety młodziki i młodsze wiekiem elfy musiały dzielić jedno pomieszczenie wspólnie; nie było tu miejsca, aby każdy miał coś dla siebie, swoją klitkę. Należało pogodzić się z tym, że przestrzeń i wygody Sowiego Domu z Eilendyr już nie wrócą.
  Zatrzymali się przed drzwiami. Nie byle jakimi. Wisiała na nich tabliczka „Hyvan Finarthil”, a Dar westchnął i obrócił ją na właściwą stronę: „Najemnik Brzeszczot. Nie hyvan Finarthil!”. Było tu tyle drzwi, że tak łatwiej dało się rozeznać, na początek.
  Finarthil miał szczęście. Dostał osobną kwaterkę, z salonikiem, bo jak to tak, by gości przyjmować na łóżku? Sala do oficjalnych przyjęć wciąż nie miała podłogi, więc zaprowadzenie tam kogokolwiek nie wchodziło w grę.
  Skrzypnęły nienaoliwione zawiasy, kiedy klamka drgnęła, a drzwi zostały pchnięte do środka.
  Przez jedyne okienko sączyło się światło popołudniowego, przymglonego dnia. W saloniku, dzięki niech będą wszechmocnemu Turdusowi, panowała czystość. Ale to tylko dlatego, że po wyjeździe hyvana posprzątano tutaj i tak zostało. Finarthil nie miał jeszcze okazji tutaj nabałaganić. Sypialnia wyglądała za to gorzej; do tego królestwa mieszańca nie wchodził sprzątać nikt, bo nikt nie był na tyle szalony. Ogarnąć ten bałagan mógł tylko hyvan, ale jedynie w sytuacji, gdy na progu Gniazdowiska stanęłaby Heiana. Wtedy, jak to mówią ludzie, ubrania i rzeczy latałyby oknami i drzwiami. Nie przeszłoby chowanie ich pod łóżkiem, w szafie, czy po skrzyniach; najczęściej lądowały za oknem, piętro niżej, na balkoniku, skąd potem w jednej kupie hyvan zanosił je do siebie, oczywiście, najpierw uzdrowicielka musiała zniknąć na gościńcu.
  - No, właźcie - chciał zamknąć za nimi drzwi, chłód z korytarza szybko wdzierał się do środka. Jednak starszy elf zawahał się, niewiedzący czy nie powinien wpierw udać się do Tarana.
  - Diar, zostań - najemnik wskazał elfowi jeden z foteli, wpychając go do środka, nie pozwalając mu się wycofać. Sam zamknął drzwi, drzewnej kazał siadać na drugim fotelu. Wszystkie trzy siedziska stały przy małym kominku, przed okrągłym stolikiem.
  Grzebanie w kufrze oznaczało, że wyciągnął z szafki zakorkowany dzban i postawił na małym stoliku z trzema kubkami. Stuknął krasnoludzką lampę i w pomieszczeniu zrobiło się odrobinę jaśniej. - Tiamuuri to Diarmud. Diarmud to Tiamuuri i  tyle z zapoznawania musi wam wystarczyć. Zrób tę sztuczkę z podsłuchiwaniem.
  - Magia to nie sztuczki kuglarskie - elf zawsze mu to wypominał, przy każdej okazji, teraz też musiał. Zrobił jednak to, o co go poproszono; wyszeptał kilka słów mocy, poruszył delikatną strukturę świata i kiwnął hyvanowi głową. Teraz nie powinien ich nikt podsłuchać. Rzucił też mały czar, by wykryć kłamstwo, gdyby padło.
  - Jakie wieści przynosi ruch oporu? - gliniane kubki zostały napełnione aromatycznym winem, którego zapach przyjemnie połaskotał ich nosy.
  Tiamuuri wbijała wzrok w blat stołu przed sobą.
  - Ludzie Sokolnyka zdołali zatrzymać posłańca z Wirginii - odezwała się ponurym głosem - Miał przy sobie rozkazy.
  Starała się nie spoglądać w stronę Diarmuda. Niejako wbrew sobie nadal odczuwała do niego jakiś żal. Rozmawiała z Darem w jego obecności dlatego, że widziała, że najemnik mu ufał i uznała, że w tej kwestii może zdać się na jego osąd. Chyba mieszaniec znał go wystarczająco długo, żeby wykluczyć jego zdradę...
  - Chcą wysłać oddział wojska na Gniazdowisko i zniszczyć strażnicę - podjęła. Dłońmi objęła kubek z winem. Teraz, kiedy zaczęła mówić, wszystko, łącznie z podejrzliwością Diarmuda i strażników, zaczęło nabierać sensu. Znajdowali się na samym południu kraju, blisko granicy z Wirginią. Te tereny nie były zbyt gęsto zaludnione, nie licząc siedzib elfów. A Gniazdowisko znajdowało się właściwie tuż przy samym Gadzim Przesmyku, broniąc wejścia do kraju.
  Drzewna uniosła głowę i spojrzała w twarz Darrusa z nagłym zrozumieniem.
  - Wasza siedziba stoi im na drodze do Keronii - powiedziała pełnym zgrozy szeptem - Dlatego chcą was usunąć.
  Uniosła do ust kubek i pociągnęła pierwszy nieśmiały łyk. Poczuła na języku pieczenie, które dość szybko przeszło w przyjemne ciepło. Musiała zebrać myśli.
  - Oddział podobno ma zgromadzić się w kotlinach wśród gór. W pierwszej fazie operacji chodzi tylko o was, skoncentrują się na zrównaniu Gniazdowiska z ziemią.
  Odważyła się w końcu na krótką chwilę zerknąć na Diarmuda. Dyskomfort spowodowany jego obecnością tutaj w znacznej mierze zmalał, stał się prawie nieodczuwalny. Dziewczyna przyjrzała się twarzom obu, jednocześnie obserwując promieniującą z nich falę emocji. Chciała upewnić się, czy te wiadomości są dla nich nowe, czy jednak w jakiś sposób zdążyli dowiedzieć się wcześniej. Jak dotąd odniosła wrażenie, że jednak nie.
  - Trudno powiedzieć, ilu ich będzie - westchnęła - Ale z tego, co ludzie Sokolnyka wyciągnęli z posłańca, wynika, że są przygotowani na ewentualną konieczność przysłania posiłków w razie silniejszego oporu. Sokolnyk sprawiał wrażenie, jakby chciał pomóc, ale odgórne rozkazy trzymają go na posterunku, a oddział Ruchu Oporu na tych ziemiach jest niewielki. Jednocześnie przebywa tu zazwyczaj mniej niż dziesięć osób. Nie mielibyśmy szans.
  Na chwile urwała. Przysunęła do siebie kubek jakby w obronnym geście, ale nie podnosiła go.
  Mieszaniec nie przerywał drzewnej; słuchał jej uważnie, obracając w rękach kubek z winem, zapatrzony w trzaskający w palenisku ogień. Chłonął każde słowo, nawet mało znaczące. Siedział sztywno, bez typowego dla niego luzu i wyglądał na człowieka starego, zmęczonego życiem, który wszystkie swoje dni na tym świecie przepracował na roli. Kiedy zaś drzewna przestała mówić, milczał dłuższą chwilę, aż w końcu westchnął, wypuszczając z ust powietrze. Spojrzał też na Diarmuda, który wszystkiemu się przysłuchiwał, a minę miał niczym kamień.
  - Twoje słowa potwierdzają to, co już wiemy - mruknął cicho Dar - Od kilku tygodni jesteśmy świadomi zagrożenia. Duch was wyprzedził - powiedział, ale nie wspomniał o tym, że owym Duchem działającym w ruchu oporu, był ktoś, kogo dobrze znał, ktoś o kościstych kolanach, kto swego czasu wyciągnął go z niemałych kłopotów, w które razem wpadli. Informacja była niewiarygodna, nie chcieli w nią uwierzyć, ale skoro ON im ją przesłał, musiała być sprawdzona, prawdziwa. To był drugi powód, dlaczego musieli skończyć odbudowę murów przy wieży.
  - Wie również Irandal i stolica - Diarmud nie chciał za dużo powiedzieć; jego magia nie wyczuła w drzewnej zagrożenia, ale nigdy nie mógł mieć pewności. Duch przekazał wszystko elfiej królowej, a to angażowało nie tylko Gniazdowisko wraz z rodem, ale i elfów, bowiem tamea nie zostawi swojego domu. Były jeszcze krasnoludy, które zawarły przymierzę z elfami.
  - Nawet ja wiem - najemnik spojrzał na drzewną - ...że armia nie przejdzie przez Góry Mgieł, spadł śnieg. Gadzi Przesmyk to orcze siedliska i nory goblinów. Nie przejdą niezauważeni. Armia to ludzie, zapasy. Musieliby być szaleni, by słać oddziały.
  - Nie istnieje inne przejście pomiędzy górami? - spytała Tiamuuri cicho.
  - Mogliby iść doliną rzeki Surany, to o wiele prostsza droga - elf mówił to, o czym już rozmawiali - Jednak jeśli chcą dostać się do Królestwa Keronii nie wchodząc przez prowincję…
  - Pytaniem jest, czy znają przez góry drogę, o której nie wiemy - Dar wiedział, że to wątpliwe, bowiem strażnicy patrolowali teren Doliny, którego strzegli. Elfy znały te ziemie, wiedziałby o ścieżce.
  - Drogę, którą przejdą zwiadowcy i mniejszy oddział. Przerzucenie armii przez góry będzie dla nich kłopotem - elf upił łyk z kupka, smakując północne wino. Lubił jego lekko cierpki smak, zmieszany z nutą słodkości. Dobry przykład, że ludzka rasa też potrafi zrozumieć sztukę produkcji wina.
   - Chyba, że wykorzystają gryfy, albo od razu smoki - wyrwało się Tiamuuri. W jej głosie zabrzmiała gorycz, nie traktowała tych przypuszczeń w żadnym wypadku poważnie. Nie podobało jej się to wszystko. Mimowolnie pomyślała o tym, że Sokolnyk podjął decyzję całkiem korzystną dla siebie. Dostarczyć informację rodowi Kael’t Crevan, zostawić ich z tą wiedzą, a samemu cieszyć się, że przerzuciło się odpowiedzialność na kogoś innego. W końcu nie jego wina, że obowiązki trzymały go z dala od całej sprawy...
  - Zapomniałem… - najemnik przekręcił się w fotelu, wygiął i w otwartej skrzyni zaczął przebierać pomiędzy papierami; porządek był mu całkiem obcy, ale po chwili znalazł to, czego potrzebował - Mapa gór i Doliny, elfia robota - nie była to jedna z tych pięknych, zdobionych map, które budziły zachwyt samym swoim istnieniem. Jej zaletą były szlaki, ścieżki i przeprawy przez góry oraz szczegółowość każdego zakamarka tych terenów. Dar pokazał coś palcem na mapie; miejsce przy ruinach, nad zatoką. - Armia, jeśli się cholernie postara, przejdzie. Ale konie, wozy, wierzchowce… Jeśli trafią na piach, kamienie… - był najemnikiem i chociaż od lat nie brał udziału w walkach, pamiętał jak działały. Nigdy nie był strategiem, ale znał jednego piekielnie dobrego. 
  - To nie będzie łatwa przeprawa, ale mogą stracić mniej, niż podczas walk z orkami - Diarmud pokazał na mapie kilka miejsc, w których znajdowały się orcze i nie tylko, siedziby. Cała dolina Surany była nimi usiana. Tylko głupiec by nią podążał.
  - Tabory z żarciem… Armię trzeba wyżywić, konie… - Dar westchnął - Duch mówił o podjazdówce, oddziałach. Sam nie sądził, by Wirginia posłała armię.
  - Jeśli zaatakują Gniazdowisko, ściągną na siebie elfy i nim dotrą do Keronii, utracą połowę sił. - Od dobrej chwili Diarmud zaczął się nad czymś zastanawiać. Informacje tygodnie temu przybyły do nich od samego Ducha, prawej ręki Kolekcjonera. Czemu więc jeszcze raz przekazywał je Sokolnyk? Czy zawiodła komunikacja w Ruchu? Góra z pewnością nie przekazywała wszystkiego tym na dole, ale słać wici raz jeszcze? Drzewna istota zachowywała się tak, jakby była przekonana, że nic o ataku Wirginii nie wiedzą. Sokolnyk działał sam? Wysłał ją na przeszpiegi? Czy śmierć elfa była przypadkiem? Być może wizyta drzewnej poruszyła struny, które przysypał piach. Szpieg, którego istnienie podejrzewali, spanikował?
  Brzeszczotowi coś przyszło do głowy, ale nie śmiał powiedzieć tego na głos: a jeśli ten plan jest tylko zmyłką, która ma zasłonić nam oczy?
  Tiamuuri przymknęła oczy. Czyli jednak ktoś ich uprzedził… Rozważania Darrusa po raz kolejny przypomniały jej o jeszcze jednej rzeczy. Skoro nie było to dla nich niespodzianką, może lepiej zniosą kolejne złe wieści. - Jest jeszcze jedno - mimowolnie zniżyła głos - Ktoś przeniknął do waszej siedziby, żeby działać na waszą szkodę.
  Na chwilę się zawahała. Akurat w tej kwestii nie miała pewnych informacji, pozostali w Ruchu Oporu również. To już opierało się bardziej na domysłach. - To nie jest pewna informacja - zastrzegła - Parę osób na podstawie innych informacji doszło do takiego wniosku.
  - Szpicel w Gnieździe? - najemnik westchnął - Dotąd obawiałem się hord orków i goblinów, a tu na głowę zwala mi się pieprzona polityka.
  - To znaczy, że powinniśmy bardziej zwracać uwagę na to, co niemożliwe - elf zerknął na drzewną istotę. W jej oczach musiał być nie bardziej podejrzany niż każdy inny długouchy w strażnicy.
  Tiamuuri rzuciła kolejne krzywe spojrzenie w kierunku Diarmuda. - Ja odkąd tu się znalazłam, w każdej widzianej osobie węszyłam ukrytego szpiega - wyjaśniła lekko zażenowana - Właściwie nie znam nikogo poza Da... Finarthilem. - Bawiła się swoim kubkiem, przesuwając go po stole, w końcu zdecydowała się unieść go do ust. Niezły smak, ale powinna uważać, jeśli za jakiś czas najemnik zaproponuje jej więcej. Wiedziała, że na nią trunki działają inaczej niż na resztę żywych istot.
  - Gdybyś przyszła do nas jako wędrowiec, albo posłaniec, którym jesteś - Diarmud poczuł, że musi coś wyjaśnić - Potraktowalibyśmy cię inaczej. Rozumiem sytuację, w jakiej się znalazłaś, niepewność, ale są lepsze sposoby na kontakt niż zakradanie się jak szpieg. Zwłaszcza w tych czasach - w pewien pokrętny sposób ją przeprosił, wyjaśniając swoje poczynania.
  Tiamuuri skinęła głową, przyjmując jego wyjaśnienie. Czuła, że starszy elf w pewnym stopniu miał rację.
  - Nie wiem, co jeden osobnik mógłby tu zdziałać - przyznała - A czy mógłby tutaj zrobić coś, co pomogłoby armii przebyć góry? - spojrzała pytająco najpierw na jednego, potem na drugiego. Nie znała się na taktyce. Ona wykonywała polecenia, pomagała. Oni chyba mieli większą szansę coś z tego zrozumieć albo wydedukować. Przez głowę Drzewnej przemknęła jeszcze jedna, trochę absurdalna w całej tej sytuacji myśl. Jeśli wśród mieszkańców przebywał szpieg, musiał być elfem. Czy w wirgińskiej armii służyły elfy?
  - Armia… Tiamuuri, wyobrażasz sobie przemarsz armii przez Góry Mgieł, zimą? - najemnik wypił jednym haustem całe wino i nalał do pełna nową porcję. Znowu wracali do tego samego pytania: czy tuziny ludzi przejdą przez zasypane przełęcze? Czy znają inną drogę, wybrzeżem przy ruinach, a może wykorzystają statki. Wszystko to wydaje się być takie nierealne, niedorzeczne w tych warunkach i tym położeniu Gniazdowiska. - Jaką musieliby znać trasę? Jakie przejścia? - spoglądał od dłuższej chwili na mapę, ten szczegółowy kawałek papieru, ciężką pracę elfich zwiadowców. Strażnica Elu, za dawnych dni, broniła przełęczy do Doliny; chroniła od orków, goblinów i nieprzyjaciół z zatoki. Armia? Nigdy, nawet w najlepszych swych latach, nie oparłaby się całej masie żołnierzy. Mogła ich spowolnić, zatrzymać na chwilę, ale nie powstrzymać.
  - Wolałbym porozmawiać o szpiegu - elfowi nasunęła się bardzo zła myśl - Sokolnyk przekazał ci te informacje?
  Tiamuuri spojrzała na najemnika spod czoła - Sokolnyk przekazał mi to nie jako potwierdzoną informację, ale efekt dedukcji - uściśliła - Z przesłuchania zwiadowcy wypłynął taki wniosek, Sokolnyk twierdzi, że dość oczywisty. - Na chwilę przerwała, po czym podjęła z naciskiem. - Ktoś musi działać tu, na miejscu. Jego rola nie jest znana, dlatego ja mogę tylko próbować zgadywać, co jest jego celem i jakim sposobem zamierza go osiągnąć. Poza tym, że musi wmieszać się między domowników i pozostać niezauważony.
  “Jesteśmy z tym sami” - pomyślał Diarmud, spoglądając na Brzeszczota, tego hałaśliwego mieszańca, zapatrzonego w padający za oknem śnieg - “Problemy rodu, pozostają w rodzie” i to była prawda, bo własne brudy należało prać samemu, a nie wciągać innych. - Nie raduje mnie fakt, że będziesz w tym w pewien sposób uczestniczyć - elf wolałby odesłać drzewną, ale nie mógł sobie pozwolić na odcięcie się od informacji, gdyby wciąż coś ukrywała. Nie podobała mu się Tiamuuri, nie ufał jej i podchodził do niej raczej ostrożnie. - Szpieg martwi mnie jednak bardziej.
  Tamuuri kątem oka zajrzała do swojego kubka. Trochę trunku jeszcze jej zostało, prawie ćwierć pierwotnej zawartości naczynia. Drzewna wydała z siebie ciche westchnienie.
  - Jest coś, co przemawia za tym, że ktoś tutaj naprawdę działa na waszą szkodę - odezwała się ponuro - Schwytany był znacznie mniej przerażony swoją klęską, niż należałoby się spodziewać. Tak, jakby miał świadomość, że nawet, kiedy on zawiedzie, zadanie nadal może być wykonane. Coś zostało puszczone w ruch. - Przymknęła oczy i dokończyła wino. Nie patrzyła na mapę, nie sądziła, że zdoła wywnioskować z niej coś więcej niż tamci dwaj.
  “Och, gdyby tylko był tu Duch” - myśli hyvana krążyły daleko, chociaż wciąż wracały do szpiega - Schwytany? - podjął Dar, odrywając oczy od śniegu - Masz na myśli tego, który wyjawił wam informacje - powiedział z rezygnacją w głosie; wolałby sam go przesłuchać, ze swoimi elfami, bowiem każde przekazywanie wieści niosło ryzyko własnej interpretacji i dopowiadania. Nie usłyszeli dokładnych słów zwiadowcy, tylko to, co swoimi zdaniami powiedziała im drzewna.
  Brzeszczot miał wielką ochotę obudzić się, jak będzie już po wszystkim. Dość miał polityki, dość szpiegów, dość wrogów, dość kłopotów zagrażającym jego elfom.


                                                                                                                          c.d.n.
_____________________________
Cześć i chwała czytającym!
Słowo i poezja dla współautorki :) 
<3 

7 komentarzy:

Szept pisze...

Czyżby pierwsza?
Fragment o śpiącym Darze i myśli Diarmuda - rozczulające. Aż miło się czyta. Heiana nie ma podejścia do Dara. Jakby wymarzł w drodze, na drugi raz sam by się cieplej ubrał. Odezwała się ta, która zawsze chodzi bez czapki, a rękawiczki wkłada tylko, jak jest na minusie. Cóż, ja się na własnych błędach nie uczę. Za to o szaliczku pamiętam :D - tak, to nie na temat.
Jego wrednej magiczce - rozczulające numer 2.
Myślę, że bolały nie tylko plecy, ale też boskie pośladki.
Podoba mi się dialog Diarmud - Dar. Nie do końca wiem, jak to uzasadnić, ale jest naturalny. Zero sztuczności, którą czasem lubisz się zasłaniać, ja nie wiem, czemu.
Taran... nie wiem czemu, ale Szept go nie polubiła, jak się spotkali. Jestem ciekawa, jaką rolę odegra tutaj, zwłaszcza po tym zabójstwie. Sytuacja się komplikuje. Za to Zyriel - jego bym chciała poznać. Ktoś, kto przeraża Dara jest wart uwagi.
Drzewna... teraz naprawdę zaczynam jej współczuć, zamkniętej w lochu. Dla takiej istoty to naprawdę ciężkie. Dobrze, że nie musiała pozostać tam jeszcze dłużej. Zasady dyplomacji potrafią być zgubne.
Naturalnie wyszedł też fragment Dar-Tiamuuri. Nie ma oczywistości, że się znamy, zaczyna się nawet pomyłką: odezwą w języku elfów. Widać też kontrast: Tiamuuri spodziewała się zobaczyć Dara prędzej czy później. Nie jest zaskoczona, bardziej ucieszona. On odwrotnie, nie spodziewał się jej, jest więc wahanie i niepewność. Naprawdę fajnie. Do tego podejrzliwość Tiamuuri względem Diarmuda, że opóźniał przybycie Dara. Naprawdę wam się to udało.
Od razu też widać, że ktoś wie, o czym pisze, mówiąc o konstrukcji budynku i jego wykończeniu. Jak ja zazdroszczę.
Przypuszczałam, że wieści i powód wizyty jest poważny, ale tego się nie spodziewałam. Tiamuuri zaskoczyła.
Duch <3 pośladki za użycie
Kolejne <3 za królową. I krasnoludy. Niemal współczuję Ataxiar.
I kolejne <3 za Sokolnyka.
Odważnie wchodzicie w politykę, szacunek. Wchodzicie w strategię, kolejny szacunek. Naprawdę bardzo podoba mi się ta część, chyba nie skłamię, jeśli powiem, że nawet bardziej niż cz.1. Jestem ciekawa, jak z tego wybrniecie, jak poprowadzicie akcję i co tu dużo mówić, czekam na więcej.

Silva pisze...

Heiana nie ma podejścia do Dara... Ale co ona biedna ma zrobić, jak ma takiego sierotę pod ręką, no co?
"Myślę, że bolały nie tylko plecy, ale też boskie pośladki" - po tej jeździe one już takie boskie nie były :D
Bo ja mam sztuczne dialogi i tylko Ty tego nie widzisz. I lubię Diarmuda, serio. I już się go nie boję, wiesz?
Dara przeraża także pewien mag i mistrz jego magiczki, więc nie tylko Zyriela się boi. Poza tym Taran przez przypadek, nieplanowanie przeze mnie i przez zły mój opis, zajechał konika i to się nie spodobało, pamiętasz?
Hm, tobie w komentarzu, przy Ardanielu, piknie opisałam inne rzeczy architektoniczne i kocham ten opis jak Tatko czeka, jak Arda i w ogóle *sentyment*
Ależ ty sypiesz pośladkami! Łapię je wszystkie! <3

Tiamuuri? Poprzeczka nam podskoczyła do góry, nie można zawieść takiej czytającej!
Ale damy radę z panią Dzrzewko, damy damy :D
Przyznam szczerze: Tia zaskoczyła także mnie, bo szpiega się spodziewała, ale żeby armia szła? To już high level :)
Chociaż dla Dara to: cholerna elfia polityka, tfu.

Szept pisze...

To nie był Taran. To był pan z Buta. Na... M? Taran się nie spodobał magiczce, bo za dużo wiedział albo za bardzo węszył. Chyba coś takiego.
Przez grzeczność nie powiedziałam, że przestały być po jeździe boskie. I to dobrze, że Diar już nie przeraża, za to wciąż przeraża Darmar. Od razu się przypomina pewna gospoda, Darmar, Dar i Szept. To było piękne.
I gdzie ty masz, u diaska, sztuczne dialogi?
Sypię pośladkami, bo nie swoimi.

Silva pisze...

A! Faktycznie! To Milczek zajechał przypadkiem konika...
Tak, z Taranem tak było, plus to, że sobie lubił obrócić bokiem i zniknąć, by pojawić się gdzieś indziej.
W gospodzie... mmm... dobrze, że Dar nie skończył jako żaba :D

Nefryt pisze...

Genialna notka. Klimatyczne opisy, zwłaszcza budowli. Mi nawet bardziej, niż dialogi, podobały się opisy zachowań postaci, choćby Diarmud międlący podpłomyka xD Wyszło to naprawdę naturalnie a przy tym dodało postaciom charakteru. Uwielbiam ostatnią rozmowę. Świetnie pokazałyście ich domysły. Nie wiem, w jakim stopniu umawiałyście się na fabułę, ale czytając nie miałam wrażenia, które bardzo mnie drażni w niektórych książkach, mianowicie, że postacie wiedzą za dużo ani że od razu rozumują dobrym torem.
Z negatywnych rzeczy - gdzieś tam trafiła wam się literówka, o ile pamiętam kubek przez "p". I to chyba tylko tyle. Do stylu nie mam zastrzeżeń, tym razem nie wyłapałam powtórzeń, więc kolejny plus. Jestem ciekawa co dalej :D

Sorcha pisze...

Jednak udało mi się znaleźć czas wieczorem na ogarnięcie notki więc jestem. Chyba pierwsze, co chcę napisać to biedny Diarmud - od razu wzięty w myślach drzewnej za szpiega. HAHA! No, ale nie dziwię się, rozumiem jej tok myślenia. ^^ Jestem bardzo ciekawa kto jednak okażę się tym szpiclem i mam nadzieję, że jednak nie Diarmund. Wiadomo pod latarnią najciemniej, ale... jakoś nie chcę go podejrzewać. ;c Nie mówiąc, że oni wszyscy mają teraz poważny orzech do zgryzienia. xD

Świetna notka! Ja jestem koszmarnym strategiem, więc połowy ich debaty nad tym co i jak nie zrozumiałam, ale sądzę, że Dar trzyma łeb na karku i całkiem dobry z niego kombinator. Mylę się?

Olżunia pisze...

Czytam z jakimś skandalicznym poślizgiem, a mam ten komfort, że mogę przeczytać dwie notki na raz, nie muszę czekać. Niedoczekanie.
"[...] czuł narastającą bezsilność, która zaczęła łaskotać go w gardle." - miłość czuję do tego fragmentu. Taka przypominajka, że trudne do opisania uczucia da się nazwać i można to zrobić baaardzo dobrze.
Nie wiem, co mam do krasnoludzkich lamp w elfiej siedzibie, ale bardzo podoba mi się ten akcent.
"- Jeśli bogowie pozwolą i los będzie łaskawy, zdążymy." A jak nie, to trudno. Tak bardzo elfio. xD
"[...] wysokim jak na swoją rasę, krępym bardziej niż inni" - tu się trochę zgubiłam, bo krępym określa się kogoś dobrze zbudowanego, ale też niewysokiego (w sensie idzie to w parze).
"Niewiele tu było światła, zwłaszcza wewnątrz budowli. Jej obronny charakter dawał się we znaki nowym mieszkańcom; nie mogli wybić okien, bo w ten sposób osłabiliby nie tylko konstrukcję całej bryły, ale przede wszystkim najważniejsze obronne atuty." - Powtórzę po reszcie, ale kocham opis. Oczywiście, że niedawny egzamin z architektury nie ma tu nic do rzeczy, oczywiście.
A przy tabliczce skisłam okrutnie. Tabliczka rozwala system.
Tam chuchro, tu kłopoty. Obstawiam wizytę bandy przejezdnych trubadurów w trzeciej części. xD
Tę część też się miło czytało, akcja ruszyła z kopyta; ciekawi mnie, co będzie dalej. Są opisy tego, jak Tiamuuri i Dar postrzegają otoczenie dzięki wyostrzonym zmysłom, są elfy - czyli dwie rzeczy, którymi się mega jaram. Ekstaza niemalże. I było rozczulająco - tutaj zgadzam się z Szept w zupełności. :D No i ostatnio brakowało mi jakichś związanych z wojskiem i polityką akcji na szerszą skalę, więc opowiadanie jak znalazł na mój niedosyt. I strategiczne rozkminy kocham - takie siedzenie i zbieranie wszystkich powiązanych ze sprawą informacji, by potem utknąć w którymś momencie. Naturalnie wyszło. A jak już o naturalności, to te dialogi nie są sztuczne, one są ELFIE. Rzekłam. xD
Ekhem... Chcecie powiedzieć, że ktoś zajechał konia, Nira się o tym dowiedziała i ten ktoś nadal żyje? Niepojęte dla mnie.

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair