Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

UWAGA | WARNING | ACHTUNG | POZOR | 注意 | 注 | لاحظ | σημείωση W Wieściach prezentowanych poniżej mogą pojawić się treści erotyczne, przemoc, krew, przemoc, chędożenie, osocze, pośladki oraz śladowe ilości orzechów arachidowych. Dzieci uprasza się o kliknięcie w krzyżyk w prawym górnym rogu strony w celu zachowania psychicznego dziewictwa. 

 
Wieści z Karczmy Pod Brykającym Kurczakiem
   Całemu Ludowi Keronii wiadomo (a przynajmniej w swej dumie tak myślą redaktorzy), że redakcja gazetki Wieści Przepalonych Treści została zaatakowana i przejęta przez gnomy. Gnomy okazały się być tak uparte i nie do ruszenia, że siedzą już w budynku gazetki cały miesiąc i nijak nie można się ich pozbyć. Próbowano kilkakrotnie, ale bez skutku. Bo one mają antymagiczne zabezpieczenia, skubane! - tak krzyczą ci, którzy próbowali ich wykurzyć magią. Jaruut zaproponował, aby rozwalić budyneczek - z oczywistych powodów jego propozycja została odrzucona. Pomysł nasłania na gnomy łowców też upadł, podobnie jak poszczucie ich krasnoludem napaleńcem (Lofar sam się łaskawie zgłosił na ochotnika). Dlatego, drodzy państwo…
   Mamy wydanie wieści z Karczmy pod Brykającym Kurczakiem! - gdzie redakcja ma nową, tymczasową siedzibę.
   Gdybyście, drodzy czytelnicy, wiedzieli jaka tu była afera po przeprowadzce. Co też tu się działo! Takiej awantury Królewiec dawno nie widział, i dziękujcie bogom, że karczma stoi na uboczu, bobyście nie zdzierżyli. Krasnolud Lofar ochoczo się zgodził, puścił oczko do Szept i Iskry, uśmiechnął się do Aeda i Brzeszczota, skrzaty nawet chętnie przyjął, ale… Jeden wolny pokoik na piętrze zajęły elfki, drugi został podstępnie zgarnięty przez skrzaty i trolla (troll był argumentem skrzatów nie do obalenia), więc najemnik dostał ławę pod oknem za łóżko, stolik obok za biurko i do dzieła, dawaj panie redaktorze. Aed z kolei, jako świeżynka i nowy w interesie… Przepraszam, powinnam napisać: Aed z kotami, zadomowił się w kuchni, bo niby kotom trzeba mleko dawać, dokarmiać i muszą mieć ciepło. Chuchro i jego wataha kotów… Z pewnością lofarowa karczma szczurów i myszy, a nawet pająków, nie uświadczy przez najbliższy czas.
   - Dziś mikołajki! - to krzyknął ochoczo i radośnie Dar, którego zignorowano. Krzyczał to już ze trzydzieści razy, cały czas to samo, powtarzając się co chwila. Że dziś mikołajki, że Mikołaj coś przyniesie, że prezenty, że to i tamo i prezenty. Był nie do zniesienia. Na słowa, że Mikołaj nie istnieje, zatykał uszy i gwizdał pod nosem, coby nie słyszeć tej herezji. Bo Mikołaj był, a kto niby mu co roku prezenty przynosił, no kto? To oczywiste: Mikołaj!
   Nikt Brzeszczota nie słuchał, każdy kto w karczmie się znajdował pił, jadł i świętował, bo pomimo gnomiej okupacji gazetka ma się dobrze i wszystko jest super. Tylko trochę interes Lofarowi podupadł (wcale nie przez redakcję, to kłamstwo!), ale dziś sobie nadrobi, bo dziś wszyscy pili i jedli za troje.
   Po godzinie ktoś zauważył pewną nieprawidłowość. Brak czegoś, co było oczywiste, a co zniknęło jakiś czas temu. Mianowicie nikt nie marudził. Podejrzane.
   - Czy ktoś widział pana Pośladka? - jako pierwszy, brak głośnego i hałaśliwego Brzeszczota zauważył Jaruut; czerwonowłosej marudy nigdzie nie było, nikt nie upominał się o jedzonko, nikt z przesadą nie opowiadał o swoich dokonaniach i nikt tego nie zauważył, dopóki olbrzym nie zorientował się, że Dar, o którym chciał opowiedzieć coś śmiesznego, zniknął.
   - Ej, faktycznie, najemnik zniknął.
   - On ma na imię Darrus… - kaznodzieja chyba jako jedyny o tym pamiętał. Dziwak, w dodatku siedział od kilku godzin nad jednym kufelkiem piwa i nie mógł go opróżnić, nawet po docinkach olbrzyma, nawykłego do takiego zachowania.
   - No, ktoś wie, gdzie jest mieszaniec?
   - Mógłby być ze mną… - Lofar wyraźnie posmutniał na ten skandaliczny i oburzający brak zainteresowania jego osobą ze strony najemnika.
   - …i jest waszym przyjacielem, może byście się przejęli, choć trochę? - niestety, Jashy nikt nie słuchał. Były przecież ważniejsze sprawy.
   - Eee nie… - wszyscy machnęli ręką - Znajdzie się. Lofar! Gorzałka się skończyła!


                          
Wróżka Pierdziuszka z Wirginii
   Zadaniem wróżki wróżyć. Z blasku świecy, płomienia ognia, z lejącego się przez klucz wosku, łupinek orzecha, butów wychodzących na korytarz. Ze skrawków papieru, serca i szpilek. Z monet, ciasteczek i cyferek. Z kręcącej się butelki, imienia łowionego na wędkę, kubeczków-niespodzianek kryjących pierścionek, pieniążek, kluczyk do nowego domu, małego konika, słodką kostkę cukru.
   Siedząc więc w cieplutkiej Wirgini, popisując się nowiutką, brązową opalenizną, plecy w słońcu poranka grzejąc i mrużąc oczy od żaru lejącego się z nieba, zalewającego oczy potu, wróżka popija zimną lemoniadę. I wróży. Wróżka wie, że to nie Andrzejki, te przegapiła, będąc w podróży na południe, uciekając przed złą Królową Śniegu.
   A czego to wróżka Pierdziuszka, nasza spryciuszka, nie widzi. Oto są puchate kapcie w połowie zjedzone przez Wolhę. Zgilotywany Mikołaj… czekoladowy. Sanie ciągnięte przez rogaczy – renifery zastrajkowały. Pękate worki na prezenty sianem wypchane. Śmierdzącą skarpetkę zawieszoną na kominku – pralek jeszcze nikt nie wynalazł. Stertę świeżych skarpet, specjalnie kupionych – bo prać tu nikt za nikogo nie będzie. Wróżka widzi zatkany komin – nikomu nie chciało się go wyczyścić. Kerońską dzieciarnię, czatującą przy palenisku, by niezapowiedzianego gościa przyłapać. Szanownych rodziców, głowiących się, jak tu niepostrzeżenie prezent podłożyć. Rozdarte w strzępy pudełko – kocia mama znowu nie dopilnowała swych podopiecznych. Pijanego Midara deklamującego wiersze przed Isleen, furiatkę uciekającą przed Nefryt, Tiamuuri zastygłą w pozie zdziwienia, Selene leczącą potłuczoną nogę Shela – nikt mu nie powiedział, że schody śliskie. Jest i Narius opowiadający każdemu, kto chce go słuchać, że Mikołaj nie istnieje, a już na pewno nie jest świętym. Drav się obraził na Silvę – kto daje szanującemu się wilkołakowi miseczkę z napisem „piesio”?
   W końcu zaś widzi wróżka i oczy szeroko rozwiera… Tak, Mikołaja. Takiego prawdziwego, przez elficki otoczonego. Z białą, długą, splątaną brodą, pokaźną tuszą, czerwonym kubraczkiem futerkiem obszytym. Z odmrożonym nosem i czerwonymi policzkami. Brzuch poduszką wypchany, kubrak za duży, broda sztuczna, wata to i przyklejona! Do tego Mikołaj bicepsów nie ma, za to całkiem pokaźne…
   Cóż to? Wróżka nie wierzy!
   Mikołaj to kobieta.
   I ma spiczaste uszy!
  
             
  
Oblegana redakcja

    Tymczasem w zupełnie innej dzielnicy Królewca, tej mniej obleganej przez przyjezdnych, w alejce nazywanej przez jej mieszkańców Dziwaczką, stała sobie wszystkim znana i powszechnie lubiana redakcja gazetki WPT. Budynek był jednak w opłakanym stanie… Nic go oczywiście nie zniszczyło, nic nie spłonęło, ale wyglądał jak miejsce regularnych starć i potyczek. Okna miał zabite deskami, widać było, że na szybko; drzwi zabarykadowane beczkami i przewróconym wozem. Nad wejściem zamiast ładnego, zdobionego napisu „Redakcja WPT”, wisiała brudna szmata z koślawym: „Gnomy gulą! Tera my żondzimy”, potwierdzająca, że gnomy naprawdę nie znają się na poprawnej pisowni. Na piętrze, pod parapetami okien (każdego!) umocowany był garnek; sądząc po zainteresowaniu ptaków, najpewniej pełen czegoś, co miało przeszkodzić we wspinaczkach. Bo trzeba zaznaczyć, że redakcję próbowano odbić już kilkakrotnie, z różnym skutkiem. Znaczy się nie wydarto jej z łapsk gnomów, ale skutecznie utrudniano im życie. Gnomia gazetka miała jeden poważny problem: redaktorów WPT. Ich partyzantka z dużym powodzeniem uniemożliwiała rozsyłanie gnomich gazetek, nie pozwalała na dostarczanie pergaminów i tuszu do druku. Z kolei gnomy nie miały wpływu na to, że w karczmie Lofara wydawana był awaryjna gazetka WPT; co prawda na glinianych tabliczkach, kruszących się często, bez obrazków i z koślawym pismem, ale jednak się ukazywała, co należało docenić.

   Gnomy z redakcji wynieść się nie chcą, protestują, bo zostały zepchnięte na drugi plan i nikt, poza nimi samymi, nie czyta ich gazetki. Dlatego, aby pomścić tą niesprawiedliwość, postanowiły przejść redakcję. Skutki tego czynu są opłakane dla budynku, a także dla okolicy i mieszkańców ulicy Dziwaczki. Sąsiedztwo narzeka na hałasy, burdy i smrodek unoszący się wokoło; gnomy zrobiły sobie śmietnik resztek w małym zaułku, chcąc chyba wkurzyć całą dzielnicę. Po części im się to udało, bo już pojawiają się głosy: „Oddać WPT redaktorom!”, „Chcemy powrotu WPT!”. Strach pomyśleć, co by teraz zastali panie i panowie redaktorzy w swoich kanciapach. Wyłamane drzwi na pewno byłyby najmniejszym szokiem.
   Czy wiedzieliście, drodzy czytelnicy, że pod redakcją istniała sobie piwniczka? Murowana, z kamieni rzecznych raczej nierównych, spojonych bez zaprawy, ot tak ułożonych, by pasowały; z klepiskiem, pełna wilgoci, kurzu i całkiem zapomniana? Drzwi do niej nie znalazł nikt, podobno, wszyscy zapomnieli o niepozornej piwniczce, a tu proszę, gnomom się udało! Te chytrusy, te szperacze i cwaniaczki odnalazły to, co wydawało się być zgubione na zawsze. Wydawało.
   - No przecież tak nie można! - To, drodzy państwo, protestował i darł się Brzeszczot. Też zaginiony. Widać postanowił pójść i rozprawić się z gnomami po swojemu, bo mu się lofarowa karczma przejadła i zbrzydła. A może po prostu miał dość ciągłych dogryzek krasnoluda i jego marudzenia, że szkodzą mu w interesach; niech się w tyłek pocałuje ten brodacz nieczuły.
    Zatrzasnęły się drzwi. Brzeszczot trafił do odnalezionej piwniczki. Złapany, z guzem na potylicy i kacem moralnym, bo dał się podejść. On serio myślał, że mały stworek w zielonym kubraczku to pomocnik Mikołaja. Skąd mógł wiedzieć, że to gnom wredny okupant redakcji?
   - Ale… ale dziś mikołajki są! To nieludzkie!
   - Za to bardzo gnomie!
    - Pomoooooocy! Ja też chcę prezent, a cholerny grubas w czerwieni mnie tu nie znajdzie! - Najwyraźniej największym problemem i zmartwieniem Brzeszczota była możliwość niedostania prezentu. Co tam własne życie, co tam ciemność piwniczki, kurz, pajęczyny i pająki… Prezent ważniejszy. I gnomy sobie poszły, sądząc po braku światełka pod drzwiami. - Tu nawet nie ma komina… - A wszyscy wiedzieli, że Mikołaj swoje prezenty przemyca kominami. Najemnik kichnął od kurzu i wilgoci. Naprawdę był bliski płaczu, załamania nerwowego też i jak go szybko stąd nie wyciągną, to dostanie jakiejś choroby z żalu, że go ominęły mikołajki. Ciche chlipnięcie przerwał dźwięk tłuczonego szkła. - Czuję miód! – Czyżby potłukła się butelka? Tylko skąd w zatęchłej, nieużywanej piwnicy szkło? - Więc to tutaj chuchro schowało sprezentowany nam miód! A mówił, że ukradli…
   - Kłamał. Tak samo jak Iskra z tym, że czekoladki koty zjadły.
   Brzeszczot pisnął. Jak dziewczynka. Głos, w piwnicy odezwał się głos. Czyżby jego marzenia się spełniły?
   - Panie Mikołaju, to pan?
   - Guzik.
   On znał ten głos!
    - Szept! - Też zaginiona. - Ciebie też gnomy schwytały? Myśmy myśleli, żeś w jakiś ruinach się zakopała z nosem. - Od jakiegoś czasu nikt nigdzie magiczki nie widział, a każdy spytany wzruszał ramionami i kręcił przecząco głową, że on nie wie, nie widział i proszę pytać kogoś innego. W końcu wszyscy stwierdzili, że się znajdzie sama i wróci, kiedy uzna to za stosowne. Tak samo, jak w przypadku Brzeszczota. A tu taki psikus, magiczka nie w zapomnianych strażnicach, a w zatęchłej piwnicy siedziała. - Czyli prezentu jednak nie będzie…


Mikołajkowo-prezentowo, czyli relacja szaleńca
    Wydanie awaryjne. Wydanie prosto z karczmy krasnoluda, któremu lepiej używać patelni niżby miecza złotego. Karczma krasnoluda Lofara, czyli Tego, Któremu Nie Wolno Pokazać Pośladów.
   Wydanie awaryjne, bo redakcji nadal nie odzyskano, zadomowiły się tam gnomy i konkurencyjna gazetka, która usiłowała wygryźć prześwietne WPT z rynku. Niestety, albo i stety, nie wychodziło im to, bo uwielbiana przez Kerończyków gazetka nadal radziła sobie całkiem dobrze. Teraz na przykład Iskra siedziała w karczmie, przy stoliczku, z kocykiem na kolanach i skrobała nowe wskazówki do wydania Wieści Przepalonych Treści. Poskrobała się piórkiem po brodzie, zostawiając na brodzie atramentowy ślad.
   - Hm... Wydanie... Awaryjne... - wymruczała, oblizując wargi, cmokając, jakby stawianie poszczególnych liter było ogromnym wyzwaniem. Po prawdzie było, bo Iskra dopiero co wstała, w dodatku po wczorajszym balu bolała ja głowa i o, weź tu elfie pisz. W dodatku organizowali dla miejscowych dzieci małe mikołajkowe przyjęcie, co by już młodemu pokoleniu wszczepić zamiłowanie do gazetek, może i ktoś by postanowił w przyszłości dalekiej zostać pisarzem.
   - Iskra! - To Wilk, pan elfi władca znalazł się w karczmie, dźwigając na plecach wielki, pękaty worek pełen drewnianych zabawek czy słodkich, gumowych krówek, których przepis był pilnie strzeżony w sejfie Lofara. - Mamy Mikołaja?
   - Ahm.
   - Czyli nie?
    - Mamy, zobaczysz. - A szatański wyraz twarzy elfki dał mu do myślenia. Kogo wrobiła w to, żeby przebrał się za starszego, rumianego jegomościa? Komu dokleiła brodę i komu wcisnęła na głowę czapkę z pomponem? - Tylko pamiętaj, ty nic nie wiesz. Kupiłeś co trzeba?
   - Kupiłem.
   - To popakuj. - Elf westchnął, bo czuł się jak uczniak i pięciolatek wykonując rozkazy pani redaktor, która waleniem piąstką w stolik zażądała herbaty. Elfia furiatka, demon prawdziwy, jak mówił gnom z redakcji. Nie zamierzał dyskutować, wyjął kolorowy papier, nożyczki i wstążki i zabrał się za pakowanie.

*
   Później znacznie, wieczorem, kiedy księżyc pojawił się na niebie, pojawił się też i Mikołaj. Wilkowi wydawało się, że go zna, ciemne spojrzenie było aż nadto znajome, a burkliwy sposób bycia podsuwał mu pewien pomysł. Czyżby furiatka w mikołajkowanie wrobiła najmniej odpowiednią do tego osobę? Czy Lucien aż tak jej podpał, że odurzyła go eliksirem, by dał się ubrać w czerwone ciuszki i czarne kalosze? I ta broda. Wilk musiał przyznać, że była to dobra robota, bo broda wyglądała jak prawdziwa, aż miał ochotę pociągnąć. Kończono przygotowania, karczma była przystrojona w świąteczne ozdóbki, stała i choinka, a na honorowym krzesełku siedział mniej lub bardziej przytomny Cień. Czekali teraz tylko na gości, na dzieci i ich rodziców. W końcu nie wypadało, by puścić tak pociechy same, zwłaszcza do przybytku o takiej reputacji. Ale koniec końców, okazało się, że gnomy i redakcja dali z siebie wszystko, by było przytulnie jak na rodzinnej kolacji u babci z Quingheny.
   Była cała redakcja, byli pomocnicy, byli nawet i Wróżkowie, którzy zakończyli już spór na temat oczu Wróżków i ewentualnych tego konsekwencji. Oboje przebrani za pomocników Mikołaja, nawet wielki pająk był przebrany w czerwony kubraczek, a na każdej z ośmiu nóg miał wypastowanego, czerwonego bucika. Powitali dzieci, a Iskra kursowała między gośćmi z tacą z pierniczkami, nie przypominając samej siebie, będąc prawdziwym aniołkiem. Podobnie zresztą Szept i Darrus, który zamiast za aniołka, był przebrany za gnoma. Brzdące lądowały na kolanach Cienia, jedno po drugim, a każdemu wręczono drobny upominek od gazetki. Były też i lukrowane pałeczki dla rodziców, co by osłodzić choć chwilę każdemu, nawet tym, którym do wiary w Mikołaja było już za daleko.
   Było miło, było świątecznie i mikołajkowo, zwłaszcza, że i Aed miał w tym udział, przyprowadzając ze sobą stado uroczych kotków w łatki, każdy zaś był przyozdobiony w obowiązkową kokardkę. Była i Nefryt, tym razem bez zbroi, bez kolczug i bez miecza, była Selene, była Zorana, był nawet Devril, chwilowo zwolniony z obowiązków szpiega. Pojawiła się Vetinari z przypalonym lekko nosem po zabawach w alchemię. Byli wszyscy, jak się patrzy, a każdy miał w tym swój udział, jedni większy, inni mniejszy.
   ♪♫Koniki , misie,
   Klocki, piłki, lale
   Dzisiaj każde dziecko
   Podarek dostanie♪♫




12 komentarzy:

Nefryt pisze...

Mikołajkowe WPT i oblężona redakcja :) Może nie aż tak śmiesznie, jak zwykle, ale za to miło i przytulnie.

Szept pisze...

Biorąc pod uwagę, że było pisane na ostatnią chwilę i typowo spontanicznie, kiedy każdy miał na głowie wszystko tylko nie jego pisanie :D Sama myślałam jeszcze w sobotę, że jednak się WPT nie pojawi.

Nefryt pisze...

Dobrze, że jednak się udało :) Miesiąc bez WPT byłby... dziwny. W końcu to już tradycja :D

Szept pisze...

O tak. I im dłużej się nie pisze, tym gorzej się potem zabrać, bo się wychodzi z wprawy, niestety. Przynajmniej ja coś takiego u siebie stwierdziłam.

Aed pisze...

Aedówka zagięła czasoprzestrzeń, utknęła w dziurze między pisaniem olimpiady a ostatecznym starciem z olimpiadą i korzysta, nadrabiając blogaski.

Szept, święta prawda. Dlatego powinnam wziąć się wreszcie w garść. Bo z Nef mamy coś do WPT. Hueueue.

Eee, nie... Znajdzie się. - umarłam. *trzęsie się w pośmiertnych drgawkach, czyt.: ze śmiechu* I kocham Lofara. I Brzeszczota, i Szeptuchę. xD OMG, chuchrowe koty i Piesio... Darrusowa, dopisz to Wisielcowi do karty!
Lu, nie wieeerzę. Nie, to się nie dzieje. I Iskra-aniołek. To nieco ironiczne - tak doprawić elfiej furiatce bieluchne skrzydełka...

Robimy sesję. W przerwę świąteczną robimy sesję. O odbijaniu redakcji... *___*
... no i pewnej dwójki, która siedzi w piwniczce (lol, mój mózg dopowiedział sobie scenę, w której Brzeszczot wpada na pomysł zlizania miodu z posadzki, a Szept bardzo dosłownie próbuje wybić mu ten dość oryginalny koncept z głowy).

Podsumowując: dziewczyny, bardzo, bardzo Wam dziękuję. :)

Silva pisze...

Haha xD Sesja o odbijaniu redakcji: ja chcę! Bardzo chcę! I do głowy mi wpadł pomysł, żeby nie było MG, tylko na spontanie, koncepcje zarysowaną mamy (ewentualnie dopracować), kolejeczkę i jedziemy :D O, albo dwie grupy: odbijający i gnomy! Ej... nienawidzę Cię Aedówko, zrobiłaś mi ochotę... ;p
I! Dar nie będzie nic zlizywać, on będzie siedział w kącie, bujał się i rozpaczał w depresji nad tym, że ominął go Mikołaj!
Odbijanie redakcji... tak bardzo Cię Aedówko nienawidzę xD
Sesja!

Szept pisze...

Sesja sesją... ale... ja chyba nie będę mogła. To znaczy, od 29 na pewno jestem niedostępna i nieosiągalna na coś takiego. Nawet wcześniej, bo muszę wziąć poprawkę na dojazd pociągiem, więc... :/ Z kolei okres przed świętami, to wiadomo, pomoc, sprzątanie, znowu pomoc, pieczenie, gotowanie. W same święta też nie każdy może, to już zależy od planów. Więc na sesję to trzeba zbierać deklaracje kto może, a kto nie. No i zasadnicze pytanie, kiedy.

Aed pisze...

Darrusowa, taaak, też pomyślałam o tym, że po co MG. :D Ja siebie też nienawidzę. Powinnam się uczyć do dwóch olimpiad i matury, a się op... no.
Szept, jak dla mnie się nie pali, a temat przejętej przez gnomy redakcji szybko nie umrze. No i podejrzewam, że lofarowe piwnice to nie jest miejsce, w którym szybko kończą się zapasy, zwłaszcza te w beczkach. Przemęczy się jeszcze trochę poczciwy krasnolud, nie ma wyboru. :P Do poniedziałku muszę oddać pracę, nad którą teraz ślęczę - potem mogę ogarnąć posta vel notkę organizacyjną. Każdy napisze, kiedy mu pasuje, a kiedy nie i w końcu termin się znajdzie.
To będzie największa rozróba na tym blogu. Ja to czuję. v________v

Silva pisze...

Wyobraźmy sobie... *marzyciel* odbijanie redakcji... Jeden olbrzym wystarczy! Hm, chociaż pijany...
I... Aed schował piciu w piwnicy pod wpt, a Iskra słodkości -> paskudy ^^ Chociaż teraz tam są schowane maruda i magiczka.
Lofar pierwszy poleci odbijać, bo on chce mieć beczułki dla innych, a nie dla redakcji!
*wredna* Szept być nie musi, Szept jest zamknięta, jak Dar xD

Szept pisze...

No to Szept nie będzie. Foch.

Silva pisze...

Bo nie kupię ci czapeczki na zimę wersji krasnoludzkiej xD

Szept pisze...

A tak na poważnie, mój wolny tydzień, kiedy sama rozporządzam swoim czasem i jestem w stanie się dostosować to 15-21 (odjąć fakultet, pociąg do domu i fryzjera). Potem mój czas nie należy już do mnie. Wolę nie wdawać się w szczegóły, ale mam delikatnie mówiąc napiętą sytuację w domu.
A na Sylwka wracam do Lublina. Mamy staż na uczelni.
Potem wolna od 5.01.

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair