Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat


Art credit by 88grzes
Niraneth Szept Raa'sheal 
 z rodu Erianwen
elfka, mag
"Jest jak dziecko, co pcha palca w szparę w drzwiach, dobrze wiedząc, że zaraz paluch będzie przytrzaśnięty i spuchnięty. Magiczka, psia jego mać, piekielnie dobra, ale instynktu samozachowawczego to ona nie ma za grosz."

Dar o Szept

Początek
   Urodziła się jako trzecie dziecko w rodzinie, pierwsza córka Elenarda Erianwen, potomka Erathira i pięknej Aerandel z Eilendyr. Wszędobylskie dziecko, któremu ojciec zbytnio pobłażał, matka zbyt próbowała narzucić jakieś zasady, ulubienica braci, wyczekiwana córka. Ojciec jej, jak każda głowa rodu Erianwen, hyvan, z ramienia Władcy zarządzał drugim co do ważności elfim miastem w Keroni – Irandal w Zaginionej Dolinie Gór Mgieł. Mieniony Mistrzem Wiedzy, mag widzący więcej niż inni, choć przyszłość była zakryta przed jego oczami. Matka dumna i piękna, z córki chciała zrobić podobną do siebie, klejnot pośród kamieni, lecz zbytnio w swym dziele zbłądziła, szukając blasku, zapominając, że szlachetny kruszec, by przetrwać, potrzebuje i twardości diamentu, nie tylko jego piękna. Niraneth, wywodząca się z jednego z najstarszych szlachetnych rodów, po ojcu odziedziczyła charakter, wygląd po matce biorąc i jeno wyraz jej oczu przywodził na myśl spojrzenie Elenarda, zdradzając stalową wolę i upór, który niełatwy do złamania, kłócił się z wysoką i wiotką, przywodzącą na myśl młode drzewko, budową ciała.
   Buntownicza, nieugięta. Stała w osądach i zadaniach, jakich się podjęła. I nade wszystko była dumną. Jej brat Tamarel mienił się pierwszym obrońcą miasta, nadzieją elfów, drugi jej brat Eredin Strażnikiem Lasu wbrew woli ojca został, życie swe obronie, pielęgnacji i czuwaniu nad otaczającym Eilendyr Medrethem i jego duchami poświęcając. Niraneth Erianwen zaś dorastała wśród górskich szczytów w pięknym Irandal, ukrytym przed wzrokiem nieprzyjaciół, gdzie tylko ten, co drogę znał stawić się mógł. Jej decyzje nieraz szokowały, nieraz Starszyzna patrzyła posępnie na jej poczynania, lecz ona, wspomagana młodością i uporem, zwykła przedkładać swe racje nad ogólnie przyjęte zasady. Gdy przyszło do wyboru maga na swego mistrza i nauczyciela, shalafi, zwróciła się do Darmara Sethora, tego, który już wówczas uchodził za potężnego czarodzieja, jednego z tych, co zapiszą się w dziejach historii, lecz zarazem i za tego, który lubo niezłapany za rękę, zdawał się skłaniać ku zakazanym sztukom mroku i cienia, które to w sekrecie praktykował, a które w przyszłości miały zdecydować o jego wygnaniu. U niego nauki pobierała córka Elenarda, mag zaś chętnie dzielił się wiedzą, roztaczał przed młodym i chłonnym umysłem prawa i nauki magicznej sztuki, siły, którą by władać trzeba pokochać i zrozumieć, oddać się jej w pełni, bez reszty. Potrzeba ciągłej praktyki, cierpliwości, poznania własnych granic, nie tylko fizycznych, ale i psychicznych. Magia jest sztuką i bronią w jednym, nie kuglarskimi występami ku uciesze gawiedzi, zwykł mawiać jej mentor, prychając z niezadowolenia nad popisami elfiej młodzieży i adeptów. Niraneth zapamiętała tę lekcję, jak i wiele innych pouczeń maga.
   Na szacunek musiała dopiero Niraneth zasłużyć, czynami, słowy i wolą nieugiętą. A nade wszystko miłością do własnego ludu i lasów tych, co ich żywiły, chroniły i odziewały, darząc swymi dobrami, a które to, jako dzieci natury elfy tak bardzo szanowały. Tym także, że dobro rodaków nad swoje własne przekładała, a nawet jeśli czyny jej kłóciły się z poglądami Starszych, nie można było przeczyć, iż kierowała nią miłość, nie własna ambicja i zdradzieckie knowania.
   A jej drugą miłością była magia. Trzecią zaś natura.

Legenda o Wilczej Pani
   Lecz przyszły i czasy niepokoju, czas walki i krwi rozlewu, czasy gdy odwaga i trwałość murów miały zostać poddane próbie. Wojna nie ominęła elfiego miasta, Wirgińczycy, przyprowadzeni zdradą stanęli u jego bram. Odwaga i wola wytrwały, utwardzone przez doświadczenie, mury skruszały, zburzone siłą wrogich oddziałów. Śmierć zebrała wówczas krwawe żniwo wśród jej rodaków, niejedno serce okryła żałobą, niejedną wolę złamała, roztaczając wizję rezygnacji i zatracenia. Nie obeszło się bez ofiar i w domu Erathira, odbierając im tego, który miał bronić Irandal, buńczucznym głosem prowadząc ku zwycięstwu, tego, którego zwano Tamarelem, pierwszym synem Pana Wiedzy. Wychowana wśród mędrców, szkolona przez magów Niraneth była tą, której w zamian powierzono pieczę nad ginącym miastem. Nadano jej miano Wilthierni, Wilczej Pani, wkrótce zaś pośród napastników jęła krążyć opowieść o elfce, o tym jak do walki wiodła nie swych rodaków, a knieję całą, wierną jej rozkazom, wilki z Gór Mgieł, straszliwe bestie miały krążyć przy jej boku, a gdy nastały ostatnie dni, ona sama miała się w leśnego zwierza przemieniać, krwawa w zemście, nieustępliwa w boju, podchodząca i uderzająca znienacka, nieprzyjaciółka rodu ludzkiego, wiedźma z lasu.
   Jej serce długo krwawiło po zniszczeniu Irandal i nie mogła darować ludziom tego uczynku. Nie bawiła się w odróżnianie, jakiej byli narodowości. Zrobiła wszystko, by ocalić elfie miasto, lecz i to zawiodło. Zamiast tego umożliwiła odejście pobratymcom do Eilendyr, przeprowadziła ich przez niemal cały kraj do stolicy. Niedane jej było tam pozostać, cieszyć się urokami tamtejszego życia i dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Upadek Irandal wzbudził niespokojne myśli, nasilił podejrzliwość, rozjątrzył dawne rany. Zdrada, przez jaką padło miasto, dopełniła dzieła, dopełniła dzieła wieść o znienawidzonej przez elfy czarnej magii, kojarzącej się z mrocznym i krwawym kultem Nazary i Hazary, a do której uciekła się Niraneth. Tym razem nie pomogło tłumaczenie, że wszystko dla dobra ogółu, że dla przetrwania, ratowania ginącego miasta i jego mieszkańców. Stare przesądy, wierzenia były zbyt silne, zbyt silna była wśród długowiecznego ludu pamięć dawnych dni. Może, gdyby czarna magia elfki ocaliła w cudowny sposób miasto, spoglądano by na wszystko inaczej. Lecz Irandal padło, z nim zaś upadły nadzieje elfki. Nie pomogło wstawiennictwo przyjaciół, nie pomogło poparcie następcy tronu, udziałem elfki stał się los jej byłego mistrza, Darmara. Wygnana, odrzucona przez swoich, nie mogła odtąd powrócić do wspaniałych miast swych rodaków. Przypadło jej żyć z daleka, ciągle tęskniąc, dni miały jej mijać na wędrówce w świecie ludzi, tak obcym i nieznanym.
  Pieśń milknie i znika miano Wilczej Pani nawet i z ludu jej głosu, gdzie się podziała, dokąd podążyła, dokąd zawiodła ją duma, przeklęta elfia magia i bogowie? Nie wie bard, co się z nią stało, czy poległa wśród późniejszych walk, czy lud swój opuściła na dobre. Opowieść stała się legendą, legenda mitem, bajką opowiadaną przy ognisku. I tylko skruszałe mury pamiętają – prawdę.

Wygnaniec Szeptem zwany
   Wraz z czasem inna opowieść jęła krążyć, mniej znana, mniej krwawa. I w niej elfka występuje, elfka Szeptem zwana. Ona ta podróżuje po kraju na kształt najemnika, najemnikiem nie będąc. Magia jej nie do kupienia, nie za złoto i srebrne dukaty, życzliwość nie do sprzedania, chybaby temu, kto naprawdę w potrzebie. Efli Wygnaniec, pozbawiony możliwości powrotu do elfich miast, zapomniana przez swoich, czego i nie ukrywa, jeśli czegoś żałując, to nie swego czynu, o którym słowa nie powie, a braku zrozumienia. Z konieczności i zbiegu okoliczności członek bandy Nefryt, choć od niedawna, choć jeszcze nie do końca pełen zaufania, wplątana w konflikt, który wedle elfiego zamysłu dotyczy tylko ludzi, nie zaś elfów. Gdyby opuszczając Irandal powiedziano jej, że zbrata się z ludźmi, mieszając w ich starcia, uznałaby to co najmniej za kpinę i mało śmieszny żart. Mało znała ludzi, a jeszcze mniej, wynika z tego, siebie.
  Pracuje dla, czy też raczej z Alastairem Pielgrzymującym, Kolekcjonerem z Królewca, badając dlań starożytne ruiny, czasem naruszone i odnalezione weń artefakty, ślady przeszłości do jego pracowni przy Zachodniej Bramie znosząc. Sama ci w tej podróży nie jest, bo i na to by Alastair, dla którego jest jak córka, nie pozwolił. Na jej ramieniu siedzi czarny kruk, śladem jej podążają wilki urodzone wśród białych szczytów Gór Mgieł. Niemal zawsze towarzyszy jej zmora magiczki we własnej osobie, półelfi najemnik Brzeszczotem nazywany. Brat jej, choć nie z tej samej krwi, wrzód na tyłku w oficjalnej wersji, uprzykrzony półelf i ograniczony człowiek, niemający za grosz zamiłowania do natury i ani krztyny cierpliwości i wychowania. Niech jednak ktokolwiek choć źle spojrzy na ów miecz w potrzebie, niech choć palcem tknie boskie pośladki, elfka nie popuści. Jej najemnik, jej wrzód i tylko jej wolno kpić z poczciwca. Do niedawna marząca o powrocie do Eilendyr, jak każdy elf silnie związana ze stolicą, kochająca ją i jej piękno. Tam zostali ci, którzy są najbliżsi jej sercu.

Elfie dziedzictwo
    Po ojcu swym zdolność do magii powzięła, nic to dziwnego, bo wśród potomków Erathira zawsze rodzili się czarodzieje, wróżbici i czarnoksiężnicy, poświęceni Aszarze i gwieździe Ara. Zgłębiała więc tajniki pradawnych mocy, całkowicie oddając się magii, poświęcając jej się nieomal bez reszty, jako czemuś, co jest jej częścią, darem od bogów, którego nie godzi się pozostawić samemu sobie, a rozwijać wypada. A ponieważ, miast zasadami, kierowała się własnymi przekonaniami, nie było dziedziny, do której by nie zajrzała, wliczając w to czarnomagiczne zaklęcia i magię krwi. Przeto, choć wtajemniczono ją w arkana łucznictwa i mieczy, nie miecz i łuk są jej bronią, nie tarcza i pancerz ochroną. Jej jedyną bronią jest magia, a gdyby ta zawiodła, co zdarza się i w każdym przypadku, bo ostrze miecza się tępi, a tarcza pęka, nosi przy sobie sztylet elfiej roboty, umocowany na ramieniu przemyślnym mechanizmem, będący ostatnią deską ratunku magiczki. Lecz najpierw imię jej poznane było jako tej, do której rąk nawet najdziksze zwierzęta się garną. Zachowanie takie zdradzały już w obliczu jej matki. Nie raz się zdarzało, że Aerandel przechadzała się obok wilczych watah, rysiego legowiska czy niedźwiedzicy z młodymi, a te jako niegroźną ją traktowały. U córki zdolność ta sięgnęła mistrzostwa. Ona nie tylko obok nich chodziła, ona z nimi przebywała, z młodymi się bawiąc, stare lecząc, gdy potrzeba takowa zaistniała. Ani jedno warknięcie, ani jedno prychnięcie ostrzegawcze nie padło, ani razu pazur nie uraził skóry elfki, zwierz dziki miała ją za swoją, za przyjaciółkę i opiekunkę, za tę, której krzywdy się nie czyni. Miłośniczka natury, lasów i zwierzyny wszelakiej, nie przeszła obojętnie obok żadnego zwierzęcia, co mogło zdawać się urocze, na dłuższą metę bywało jednak drażniące, zwłaszcza dla tych, którzy nie podzielali jej zamiłowań. Rozmiłowana w siłach przyrody, nie pogardzała też dziełami rąk ludzkich. Stare ruiny, podziemia, warowne zamki i świątynie ciągnęły ją do siebie z siłą, której nie zamierzała się opierać. Miłość do kamienia zaszczepił w niej Ymir, odtąd sama szperała w księgach, gromadząc wiedzę, a resztę sama widząc, gdy w ciemności starych budowli niknęła, a korytarz niósł jej kroki. A choć ukochała elfie miasta, to jej serce ciągnęło i do wędrówek, do miejsc, jakie ukazywały oglądane przez nią mapy i opiewały legendy, a których to dziwy chciała na własne oczy obaczyć. Wierząca w elfickich bogów, najsilniej związana z boginią magii Aszarą i Bogiem Ojcem, Asuryanem. Czasem jej wiara była wystawiana na próbę, czasem zdarzały się chwile zwątpienia, niepewności, bo gdzie ich nie brak? Bogowie nie poprowadzą cię za rączkę, nie pokarzą jak iść. Nie podniosą cię za ciebie, gdy upadniesz.

Pani poradzę sobie obecnie
   Los bywa kapryśny, widoczny chyba tylko dla jasnowidzów, zmienny i nieraz potrafi elfa zaskoczyć. Nie zabrakło tych niespodzianek i dla Szept. Z potomkini Erathira - Wygnańcem, z Wygnańca - małżonką Władcy Eilendyr, co to ostatnie chyba najbardziej zaskoczyło ją samą, z panny - mężatką i matką małej Merileth.
   Poprzez znajomość z Nefryt włączona w działalność ruchu oporu, poznała prawdziwą tożsamość swej ludzkiej przyjaciółki, motywy kierujące rzekomo zwykłym i poczciwym magiem, miłośnikiem staroci. A jak zmienił się jej status, tak i zmienił się charakter, ukształtowany przez nowe okoliczności i liczne przygody, zmuszające do weryfikacji tego, co dotąd uznawała za niezmienne prawdy. Już nie konieczność, a najszczersze chęci wiodły ją ramię w ramię z ludźmi, cele bandy stały się jej celami, a sprawa, którą miała za ludzki kłopot, jej sprawą. Postawione na jej drodze postacie utemperowały nieco jej dumę, uświadomiły, że o prawdziwej wartości istoty żyjącej nie decyduje przynależność rasowa i czystość krwi, nieodziedziczone po przodkach geny, lecz to, co skryte głęboko w sercu.
   Wciąż marzy jej się, by ludzie przestali bać się magii, powstanie Kręgu, który jednoczyłby wszystkie rasy, a w którym magowie mogliby szlifować swe umiejętności i nieść pomoc tym, którzy by jej najbardziej potrzebowali. Brzydkie doświadczenie z przeszłości, pozostałość kłopotów, w które sama, w jak najlepszej wierze się wpakowała, sprawiły, że lękiem napawają ją portale, co biorąc pod uwagę profesję jest równie irracjonalne jak bojący się koni jeździec i mdlejąca na widok krwi uzdrowicielka. Wszędobylskie oko Starszyzny nie powstrzymało jej przed włóczęgą po kraju i zaglądaniu do bardziej podejrzanych kątów, a przydzieleni jej do ochrony dwaj przyboczni nie zapobiegli regularnemu gubieniu się Jej Wysokości.

Art credit by 88grzes
Niraneth Raa'sheal | Nira | Szept | wredna magiczka | czarny mag | członkini bandy Nefryt | Wilcza Pani | elfia królowa | Mała | Wilczyca | pani zawsze na siebie uważam i jestem ostrożna | elfka pełnej krwi | długoucha wredota | Wygnaniec | Erianwen | pani nie można tego tak zostawić | magnes na kłopoty


~*~

Art credit by Sayara-S

Devril Randal Larkin Winters
earl Drummor
Kerończyk
„Brzeszczot nie wiedział, jak Dev chce ich wyciągnąć z wyspy, ale postanowił zaufać temu wymądrzającemu się pięknisiowi. Kto jak nie on, da radę ich wyrwać z tego szamba? Takiego Devrila to ino się trzymać i nie puszczać.”
  
Dar o Devie


Devril Winters | Dev | arystokrata | earl Drummor | szpieg | Duch | człowiek | przyjaciel plemion | kochaś | przydupas | pan, który znajdzie wyjście z każdej sytuacji | piękniś | bawidamek

~*~

Art credit by gokcegokcen

Lucien Czarny Cień
Kerończyk
Poszukiwacz Bractwa Nocy
"Chciałam cię poznać. Powinnam cię znać. Ale ty wolałeś bawić się w przybieranie setki masek, a każda z nich była dla ciebie niczym ważnym."

Iskra o Lucienie

Lucien Czarny Cień | Lu | Poszukiwacz | Cień | Asgir Thorne | kowal | Varian Gharkis | zabójca | człowiek | pan misja | lodowa góra | Władca kaczek | Radny Bractwa | mentor


Ostatnia aktualizacja karty: 29.03. - cytat u Luciena
Ostatnia aktualizacja podstron: 25.10. - aktualizacja pobocznych zakończona

5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   3001 – 3200 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
draumkona pisze...

W tym samym czasie Iskra zerknęła na Cienia, jakby sprawdzając, czy ten jeszcze idzie obok, czy już nawiał. Kiedy złapał ją na spojrzeniu, szybko odwróciła wzrok jak jakaś zawstydzona młódka.
Wilm nie był pewien czy to dobry moment by przypomnieć magiczce, że to tylko iluzja. Nic tu nei jest prawdą, fakt faktem, Irandal było zburzone, ale zawsze mogli je odbudować...
- Powiedz mi, daleko jest do tego portalu? I co w ogóle nas może dopaść po drodze?

Silva pisze...

Widząc oburzenie magiczki, nachylił się ku jej ogierowi i z cwanym uśmiechem zapytał - Nie mów mi, że nie przemknęło ci to przez myśl - po czym stwierdziwszy, że i tak wie lepiej, a elfka nie musi nic więcej mówić, wyprostował się i uśmiechnął uroczo do Emisa. Tak, wciąż długouchego nie lubił, ale tolerował go ze względu na swoją wredotę.
- Krwawisz z ucha?
- Podsłuchiwałem - wiedział, że Szept zrozumie. Czasami dla własnego spokoju chciał się upewnić, że nikt im nie zagraża; tutaj, na północy, pośrodku pustkowi byli sami i tylko dzikie zwierzęta nawoływały się pośród jaśniejącego dnia. Innych ludzi nie było, dopiero gdzieś daleko na prawo słyszał krzątających się w gospodarstwie ludzi, ale oni nie byli zagrożeniem. Byli sami pośrodku niczego. Czworo wędrowców i świat.
- Nie trzymaj mnie w niepewności, skoro wiesz, to powiedz, panie chwalipięto.
- Ej, mogłabyś mnie docenić. Staram się ratować głupie lisy - burknął i wziął i szturchną magiczkę paluchem w szpiczaste ucha, a zaraz potem, co by nie dostać kosturem, odciągnął na bok Wolhę. - Spotkamy się na rozstaju! - zawołał i poganiając swoją kobyłkę, odjechał w bok.
Biały wilk przystanął na chwilę; z uniesionym łbem wąchał i patrzył za odjeżdżającym najemnikiem.

draumkona pisze...

Nawet jeśli brakowało jej jego bliskości, to raczej nie odeszłaby teraz na bok by zaspokoić żądzę. Było zbyt niebezpiecznie, by oddalać się od innych... Ale wiadomo, co innego myśleć i planowac a co innego oprzeć się propozycji, której jak na razie nie było, choć wisiała w powietrzu.
Skinął głową przyjmując do wiadomości jej słowa. Czyli będzie niebezpiecznie, ale cóż... W całej Keronii nie było już raczej bezpiecznego miejsca. Tym bardziej zaś podczas oblężenia.
Zerknął przez ramię na arystokratę i dwa Cienie. Musiał ich przeprowadzić. Chociaż ich, skoro siostry nie mógł znaleźć...

draumkona pisze...

- O postoju wiem, ale teraz się nie zatrzymamy. Musimy ujść jeszcze nieco dalej, dopiero wtedy... - kwestię zaufania i słuchania Cienia pominął, zbył milczeniem jak na razie. Czy arystokrata mógł mieć rację? W sumie... Może i Luciena nie znał za bardzo, ale wiedział, że tamten zrobi wszystko żeby wydostać stąd siebie i Iskrę. Tak było w każdej alternatywie, czy rzeczywistości i to chyba też nigdy nie ulegnie zmianie.
- Ale ona tu jest inna. Nie łączy nas w zasadzie... Nic. Jak jej powiem, to się uprze i tu zostanie, akurat to potrafię przewidzieć bez swoich wizji. Pamiętaj Devril, że ona jest święcie przekonana, że zwariowałem.

draumkona pisze...

- Lu, uspokój się - syknęła Iskra próbując uspokoić Cienia, bo jeszcze by się na magiczkę rzucił - Jak się nie uspokoisz, to ci knebel założę, albo w kanarka zamienię.
- Możemy ich obejść? Tych przed nami? Wtedy moglibyśmy się też zatrzymać na postój... Jest tu jakieś osłonięte miejsce? - Wilk nie znał się na Dolinie Ciszy, to wolał pytać. Zaniepokojony rozejrzał się jeszcze, jakby spodziewał się, że wróg lada moment skądś wyskoczy i coś im zrobi.
- Poza tym, co jest z przodu? Popielni? Przywołańcy? Albo ten smok... - Iskrze się to nie podobało. Najchętniej to by przebiegła przez wszystkie stwory podnosząc wszystkie możliwe tarcze. Tylko co z innymi...

draumkona pisze...

Obserwowanie Luciena i Szept coś Wilkowi przypominało, ale nie był jeszcze w stanie stwierdzić co konkretnie. Może po prostu to było... Normalne, że ta dwójka się nie znosiła? Nie lubił o czymś nie pamiętać a w tej chwili całkiem skutecznie wychodziło mu niepamiętanie o Charlotte, co zniszczył bezczelnie Devril.
Jakby mało miał problemów i zmartwień, musiał mu przypomnieć o siostrze, którą wcięło. Nawet już miał mu powiedzieć, że było tak gorąco nie opowiadać o Neme, bo chyba świadom jest co czuje do niego alchemiczka. A może świadom nie był? W końcu, w rzeczywistości wydał ją Henry, a kiedy się o tym dowiedziała to całkiem dobrze wychodziło jej udawanie, że arystokrata wcale nikim więcej dla niej nie jest.
Wobec tego, powstrzymał się od wyjaśnienia najprawdopodobniejszego powodu jej zniknięcia i przy okazji przerzucenia winy na niego.
- Damy radę i bez alchemika - burknął i chyba nie zamierzał zmieniać zdania. Przynajmniej na razie. Co on tak publicznie ma Szept obwieścić tu i teraz, że nie idą walczyć, a uciekać? Samobójcą nie był, poczeka aż dotrą do przystani. O ile w ogóle uda im się dotrzeć.
Iskra za to miała ochotę wyczarować piękne, soczyste jabłko i wcisnąć je Cieniowi między ząbki, żeby przestał się z magiczką przerzucać słowami. Owszem, może i się pokłóciły, coś w ten deseń, ale to było nie ważne. Każdy z nich chciał wrócić. W jednym kawałku.

draumkona pisze...

Można by było się zastanawiać co zrobiłby Wilk na miejscu arystokraty, gdyby bieg wydarzeń okazał się dlań niefortunny. Było jednak inaczej, to Devril ucierpiał z nich wszystkich najbardziej i elf nawet nie zamierzał dopuszczać do siebie myśli, że może istnieć również taka opcja, że Szept w którymś momencie umiera, a on musi wrócić bez niej. Zapewne byłby wcale nie gorszym egoistą niż Cień.
Dotarcie do Przystani nie zabrało im wcale tak długo, jak zakładał. Liczył także się z tym, że mogą napotkać opór po drodze, którego jednak szczęśliwie uniknęli. Zabezpieczenie wejścia do wieży także nie zajęło im dużo czasu, przez co Wilk niezbyt miał czas, by obmyślić plan powiedzenia Szept prawdy. Głupek.
Kiedy każdy zajął się sobą, kiedy Iskra coś szeptała do Cienia, kiedy Devril zapatrzył się smętnie na morze, niebo, czy bogowie niejedyni wiedzą na co, on przysunął się do magiczki z konspiracyjnym wyrazem twarzy.
- Szept, słuchaj... Bo my to w sumie... Widzisz... - nie bardzo wiedział jak zacząć i to było chyba widać. Nawet denerwowanie się na siebie, że się błaźni nic nie pomagało - My chcemy wrócić. Portalem do Otchłani może przedostaniemy się poza iluzję. Ale do tego potrzebna jesteś nam ty. Zresztą, ty też musisz wrócić, bo sam Merileth nie wychowam. Sam też jakoś nie widzę siebie w świecie, gdzie nie ma ciebie, bo uparłaś się, żeby zostać w jakiejś cholernej iluzji... - urwał na moment, szukając jeszcze jakiegoś argumentu, ale nie był zbyt dobry w te klocki - Nie pamiętasz nic z prawdziwego życia, bo dla Pożeracza największym zagrożeniem był czarny mag, dlatego wydaje ci się, że to wszystko jest prawdziwe...

Silva pisze...

Brzeszczot czekał na towarzyszy podróży tam, gdzie obiecał; na rozstaju dróg, przy kapliczce poświęconej bogom podróży. Niewielka konstrukcja wzniesiona została z rzecznych, nierównych i różnokolorowych otoczaków, połączona wykruszającą się spoiną. Stała przechylona na bok, z wyblakłym wizerunkiem dwóch najważniejszych bóstw, porośnięta mchem, z daszkiem, z którego odpadło kilka dachówek. Najwyraźniej zapomniana, bo w kaganku nie płonął ofiarny ogień, a na kamiennej misie siedział ślimak, nie dary.
Tutaj cztery drogi łączyły się w jedno; szlak na północ, południe, wschód i zachód. Wszystkie drogi były żwirowe, nierówne i biegły przez pola, wzniesienia i dolinki. Dopiero bliżej miast stawały się brukowanymi gościńcami. Chociaż do cywilizacji było stąd daleko, nigdzie indziej nocne niebo nie było tak czyste, setki gwiazd tak widoczne; tylko tutaj żyły świetliki pyłowe, według tutejszej ludności przynoszące szczęście.
Brzeszczot siedział na polnym kamieniu, opierając się ramieniem o kapliczkę. Miał zamknięte oczy, głowę przekrzywioną i zdawał się drzemać. Pomyliłby się jednak ten, co uznałby, że głuchy jest na wszystko i stanowi łatwy cel dla rabusiów.
Obok nogi, pod ręką, leżał lniany worek skrywający to, co miało się stać zapłatą dla goblina. Nic pochodzenia zwierzęcego, żadna sierść, nawet nie pazur, czy ząb. Owoc ziemi. Skarb, który najemnik wygrzebał z jamy zenko, podkradając mu kosztowności, które zwierzak ten chomikuje. Klejnot nazywany sercówką, bowiem rodzi się on w ziemi, a po wydobyciu zamknięty jest w porowatej skorupie.
Najemnik siedział i czekał na tych, których nie widział, ale słyszał już od dobrej chwili.

draumkona pisze...

Nie wiedział czy ma się śmiać, czy płakać, ale za to ukrzyżował Devrila wzrokiem. Że też go posłuchał, mógł polegac na Cieniu... A skoro gorzej już być nie mogło, to...
- Zabiłem tez Silvana - mruknął, choć nie wierzył, że to cokolwiek jej powie. że sobie przypomni.
Iskra udała, że wcale nie słyszy krzyków, oskarżeń ani prób obrony Wilka, po prostu najprościej było to zignorować. Niech załatwią to sami, Szept i tak nie chciała jej słuchać. Odruchowo oparła głowę na ramieniu Cienia i przymknęła oczy. I czemu tak strasznie chciało jej się spać?
- I to jest iluzja. Jakbyś mi pogrzebała w głowie, to sama byś to zobaczyła - bogowie niejedyni, ile jeszcze razy będzie musiał przechodzić takie piekło? Chociaż raz chciałby być tym, który nic nie pamięta i ma się w miarę dobrze.

draumkona pisze...

W magiczny sposób lekkie nacięcie na skórze Szept zniknęło, pozostało po nim tylko lekkie szczypanie. Akurat tu Lucien miał aż nadto racji, bo Wilk kontrolował cały czas sytuację. Prędzej sam wtłoczy w upartą magiczkę swoją krew niż da jej umrzeć.
- Lucien, usiądź. Idź do Iskry, albo coś, bo pogarszasz sprawę - nie mniej jednak, cenił sobie chęci, które Cień niewątpliwie posiadał, choć te wynikały raczej z egoistycznych pobudek niż z czegokolwiek innego.
- On miał swoją Neme. Charlotte miała święty spokój i zimne serce, jak chciała. Ten tu... - nie wiedział, czy Cień chciał się z Solaną chajtać, czy co, więc i to pominął. Pominął także i swoją kwestię, bo nie wiedział co niby miałoby mu się podobac w takim ułożeniu. Ani Szept, ani Mer, nic, co mogłoby go zadowolić.
- Iluzja. Musimy ją opuścić...

draumkona pisze...

Szept nikt nie przeszkadzał, chociaż Wilk raz czy dwa wychylał się ukradkiem by zobaczyć, sprawdzić, czy wciąz jest z nimi. Była. I wyglądała na bardzo zdezorientowaną i zagubioną.
Mimo tego, nie poszedł tam, sam nei wiedząc co mógłby jeszcze jej powiedzieć. Mówił o Mer, mówił o Ataxiarze, o wszystkim w zasadzie a i tak nie odniósł takiego skutku jak Devril. Może więc magiczka potrzebowała czasu?
Świt nadszedł aż zbyt szybko, trzeba było ruszać ku portalowi. Dopiero wtedy, kiedy już zbierali się do drogi, elf odnalazł Szept chcąc dowiedzieć się, czy cokolwiek do niej przemówiło. Podszedł nawet nie starając się być cicho, czy ukrywać swojej obecności i przykucnął obok.
- I co myślisz?

draumkona pisze...

Nie dziwił się jej ani trochę i jak wczoraj wręcz wyklinał bogów, że to zawsze on musi wszystko pamiętać, tak teraz im dziękował. Wolałby nie mieć takiego mętliku w głowie jaki teraz miała zapewne Szept, ale przynajmniej coś z tego wyszło. Zaprowadzi ich.
- Możemy... Iskra to biały mag, oni się znają na zakładaniu pieczęci na miejscach. Jeśli to okazałoby się prawdą, to wtedy szybkim teleportem moglibyśmy tu wróćić, gdziekolwiek portal by nas wyrzucił. Musimy iść wszyscy, wejść razem, a i tak powodzenie tego juz stoi pod znakiem zapytania, bo Charlotte gdzieś zniknęła... I nie porafię jej znaleźć. Ani wyczuć - męczyło go to niemiłosiernie. Kiedy już wydawało mu się, że ją znalazł, osobliwą jaźń na tle setek innych, to ta wymykała mu się. Zupełnie, jakby była poza zasięgiem...
- Chodźmy. Nie ma czasu do stracenia.

draumkona pisze...

- W tamtej rzeczywistości wpakowałaś się do Otchłani i wróciłaś. Charlotte zresztą też - pominął jednak kwestię, że nie wróciły same, bez niczyjej pomocy, bo odsiecz rzecz jasna była. I nie obyło się także bez łez i strachu.
Iskra nie rozumiała na co Lucienowi te pułapki. Owszem, może z dwóch Cieni tu zostanie, ale cała reszta zgrai za nimi pójdzie. Jeszcze bardziej źli i wściekli, żądni zemsty za zdradę i zabicie braci i sióstr... Nerwowo wykręcała sobie palce już od pewnego czasu. Najgorsze było w tym wszystkim to, że ciągle wydawało jej się, jakby Nieuchwytny tez się przyłączył do Czarnej Ręki. Akurat przed nim nie będzie w stanie Luciena obronić.
- Pośpiesz się! - ponagliła jeszcze Cienia i zerknęła kontrolnie na resztę. Devril jak zwykle był myślami gdzieś daleko, a Wilk... W sumie to nie wiedziała po co znowu zaczepia magiczkę, ale niech mu będzie.
Kiedy Lucien w końcu do nich dołączył, mogli ruszyć dalej, nerwowo oglądając się za siebie, jakby Bractwo miało wyskoczyć na nich zza najbliższego krzaka czy kamienia.

draumkona pisze...

Iskra od pewnego momentu uważnie obserwowała podłoże. Mimo iż Tropicielem nie była, mimo, że Cienie potrafiły się doskonale maskować i ukrywać, nic poradzić nie mogli na to, że magowie zostawiali ślady. Widoczne tylko dla innych magów, szczególnie dla tych białych. Ktoś tu wziął ze sobą świeżaczka, bo ślad był całkiem wyraźny, skrzył się na drodze jak stosik diamentowego pyłu.
Wilk nie wyczuł nic, poza grotem strzały, który ktoś wpakował mu w ramię, a któy znaczył dla innych tyle, że wpadli w zasadzkę. Zhao wiedziała, kto ją zostawił. Bractwo. Cienie.

draumkona pisze...

Iskra czuła się dziwnie... Lekko. Ślad okazał się nie tylko fałszem, ale czymś, co osłabiało ją całkiem szybko. I całkiem skutecznie, bo nie wiedziała jak się przed tym bronić.
Wilk wyrwał strzałę z ramienia i magią zaleczył dziurę po grocie, choć trochę mu to zajęło. Coś go rozpraszało, jakby mucha latała mu koło głowy i nie chciała odlecieć. W porę jednak chwycił Iskrę, nim ta całkiem osunęła się na ziemię z bełtem wbitym w plecy. Co gorsza, odkrył, że grot przebił żebra z jednej i drugiej strony i wyszedł po części przodem, co oznaczać mogło tylko tyle, że przy okazji przebił także i serce.
- Cholera... - ułożył furiatkę na ziemi uprzednio odłamując strzałę od strony pleców. Widział, że sprawa jest stracona. Życie przeciekało mu przez palce, podobnie jak magia, która czuł w powietrzu. Wzrok Zhao mętniał, a on nie potrafił nic zrobić. Magia nie słuchała, podejrzewał udział Nieuchwytnego w tym przedsięwzięciu. Tylko żeby Cień nie zauważył... Ukradkiem okrył Iskrę płaszczem, że niby nic się nie stało i zaczął gorączkowo rozmyślać nad tym, co on u licha może zrobić. Czasu zostawało coraz mniej, rana się nie zasklepiała mimo tego, że szeptał wszystkie zaklęcia jakie znał. Nic nie pomagało.
- Iskra jesteśmy już prawie w domu... Chyba nie chcesz tu zostać... - jęknął błagalnie i szturchnął elfkę w ramię. Nikt mu nie odpowiedział.

Silva pisze...

Czegokolwiek Emis nie robił, robił by chronić Szept - problem w tym, że głupi Darrus chciał samemu to robić; w swojej pustej pałce ubzdurał sobie, że przyboczni mości wrednej królowej, zostali wciśnięci na jego miejsce, chociaż to on przed nimi dbał o magiczkę. Nie chciał się przyznać, za nic, przed nikim i przed sobą, że tak naprawdę rad jest z obecności przybocznych. Sam nie miał już tyle czasu co kiedyś, na jego barkach spoczął cały ród. Brakowało mu tych dni, kiedy beztrosko brał się i podróżował z magiczką gdzie tylko się dało. Wtedy mógł, zgodnie z prośbą Alastaira, dbać o nią i chronić tę wkurzającą, gadatliwą i wredną długouchę. Wciąż był jej najemnym mieczem, ale nie mógł już być krok za nią; był ze trzy, cholerne trzy kroki za daleko.
- No i co, panie wiem? Masz?
Powieki najemnika drgnęły i uniosły się, ukazując oczy w kolorze miodu - Tak, lisie ogony - odpowiedział, łapiąc za lniany worek i rzucając do elfki. Wyglądał jakby mówił całkiem poważnie o zawartości sakiewki. Znając go...
- I gdzieś ty podział Wolhę? Znowu cię zrzuciła?
- Przywiązałem ją - powiedział z wyrzutem, no bo przecież zadbał o to, by wredna kobyła mu nie uciekła. A jednak to zrobiła - Ale przegryzła grubą, podwójną skórę! Niech idzie w cholerę.
Obok najemnika przysiadła szamanka.

draumkona pisze...

Wszystko stało się zbyt szybko. Naprawdę starał się utrzymac Iskrę przy życiu, ale nie wychodziło. Coś mu umykało, magia nie trafiała tam, gdzie była jej największa potrzeba, przepływała bokiem, omijając ranę, wzmagając krwotok. Nie słyszał nawet własnych myśli, a co dopiero mówić o szalonej propozycji, czy też decyzji Szept. Gdyby tylko miał chwilę, gdyby się rozejrzał...
Ale było za późno. Do rzeczywistości wrócił dopiero wtedy, gdy zjawiły się wilki obecnośc swą oznajmiając szczeknięciem. Podniósł wzrok i zdał sobie sprawę, że zostali we trójkę.
- Gdzie Sze... - nie dokończył, bo go olśniło. Rzucił się do skał, byłby wyskoczył i pognał za magiczką, ale Cierń złapał go za nogawkę, przez co władca wyłożył się jak długi. Szarpał się, rzucał, ale w ostateczności wilki go przygniotły nie dając uciec.
- Szept! - wydarł się, aż poczuł pieczenie w gardle. krzyczał tak jeszcze przez dłuższy czas, ale bezskutecznie. Elfka nie raczyła wrócić, czy nawet w jakikolwiek mu przekazać, że żyje. Miał ich wszystkich doprowadzić do portalu. Wszystkich. A zamiast tego... Spojrzał żałośnie na prawie martwą Iskrę i Devrila. Nie zauważył, że po policzkach toczą mu się łzy, zignorował to, na powrót wpatrzony w skały za którymi mogła właśnie ginąć Szept. Jego Szept.
- Zawiodłem cię po raz kolejny... - wyszeptał ignorując trącenie wilczego nosa - Wybacz mi. Wybacz...
Po tym zdołał się w końcu opanować, wziął Zhao na ręce i dopadł do pierwszego lepszego wilka. Nie ma czasu. Jeśli przejdzie przez portal natychmiast, to może jego działanie obejmie także i ich...
- Lucien... - wymamrotała Iskra szeptem, ale byłą zbyt słaba na protesty, czy próby sprzeciwienia się. Cień poczuć mógł tylko znajomy dotyk umysłu, słaby i gasnący. Nie chciała go zostawiać. Chociaż myślami i duchem mogła wciąz być obok.

draumkona pisze...

Widział już portal. Skrzył się, jaśniał, to tracił na blasku, jakby pulsował i wręcz na nich czekał. Wilki zatrzymały się tuż przed kamiennym łukiem teleportu.
Wilk zsunął się z grzbietu i poczuł nagłe szarpnięcie. Magia. Obca i nagle uwolniona, przez co niemalże niemożliwa do zatrzymania. Iskra zniknęła wraz z podmuchem wiatru, ciało elfki rozczepiło się na kruki, jak czynił to Hauru.
- Kurwa mać... Wracaj! - krzyknął za odlatującą chmarą ptaków, ale te nic sobie z niego nie zrobiły.
Kruki opadły z całą mocą na Cienia, który właśnie próbował pozbawić Luciena życia, a chwilę potem złączyły się, powietrze zadrgało i oczom byłego Poszukiwacza ukazała się elfia furiatka. Blada na twarzy i zakrwawiona, ale najwyraźniej nie mająca zamiaru go zostawić.
Wilk spojrzał bezradnie na Devrila. Musieli przejść nim tamtych pozabijają. Bez słowa przekroczył kamienny łuk, dając się ponieść zdradliwej magii Otchłani.

draumkona pisze...

Wysiłek nie okazał się daremny. Choć z początku Wilkiem rzucało, potem zaś stracił świadomość, w końcu zdał sobie sprawę z tego, że dryfuje po bezkresnej, ciemnej tafli czasu i przestrzeni. Na granicy snu i jawy, gdzieś pomiędzy przyszłością, a przeszłością. Widział obrazy, których nie powinien widzieć. Różne zakończenia, różne historie żyć osób mu bliskich. Szept, Iskra, Charlotte, mała Mer. Był nawet i Devril, przelotnie widział także Cienia. Nie wiedział, czy zadziałało.
Nie był w stanie określić ile przebywa w tej nicości. Nie istniało tu nic, nawet wrażenie upływu czasu było śliskie i nienamacalne. Być może tkwił tu parę sekund. Być może były to godziny, a kto wie, czy nie był to rok.
Nagłe szarpnięcie i rozerwanie ciemnej tafli zwiastowało zmiany. Nie było już ciszy, uszy wypełnił mu szum i piski mew. Chłód pieścił skórę, a woda wdzierała się do butów i spodni. Był... Gdzie był? Sam? Czy wrócił?
Podniósł się na łokciach z potwornym bólem głowy. Obraz rozmazywał się i przez parę minut nie wiedział w ogóle gdzie był. Dłońmi wyczuł piach, nos dorzucił do tego wrażenie zapachu słonego. Morze. Wyrzuciło go morze... Wrócił? Przecież kiedy wpadli w iluzje byli na morzu, w drodze na wyspy Mistrzów.
Wzrok wrócił na jego szczęscie i rozróżnić mógł kształty, kolory. Mógł skojarzyć fakty. I pierwsze co zrobił, to podniósł się i ruszył na poszukiwanie pozostałych. Szczęście dopisało mu, bo nie byli zbytnio rozdzieleni. Devrila znalazł na jakimś kamieniu, całkiem niedaleko była też Charlotte, po której chodził krab. Iskra leżała zawinięta w żagiel z rozcięciem na policzku, a na odłamie kadłuba znalazł Szept, do której zaraz dopadł i wziął w ramiona. Wrócili. Wszyscy, bo i nawet wzrokiem wyłowił płaszcz Cienia, który zalegał gdzieś dalej niż oni.
- Szept... Słyszysz mnie? - odgarnął kasztanowe włosy z twarzy magiczki, sprawdził nawet puls, który choć słaby, wciąż był. Serce pracowało, była więc nadzieja.
- Szept... - obejrzał się jeszcze na wszystkich. Jak na razie wyglądąło na to, że tylko on się obudził.

draumkona pisze...

Podczas kiedy Wilk desperacko starał się dowiedzieć, czy Szept go słyszy, czy też nie, do Iskry zaczęła docierać rzeczywistość. Najpierw świst skrzydeł lądującej obok mewy, tupot stópek po piasku... I wrażenie dotyku. Jakby ktoś chwycił ją za ramię, chwilę potem ból w okolicy piersi i brzucha. Zupełnie, jak wtedy gdy dopadły ją Cienie.
Poderwała się, a raczej spróbowała, bo nie wyszło to tak, jak chciała. Mięśnie odmówiły posłuszeństwa i elfa jedynie szarpnęła się na piasku. Prócz bólu pojawiło się wrażenie wyciekającego życia i sił. Nie mogła nic zrobić, jedynie bezczynnie patrzeć, obserwować to, co dzieje się z jej ciałem, a ono co chwila stawało się słabsze, coraz mniej ważne. Uczucie bezsilności jeszcze pogorszyło sprawę.

draumkona pisze...

- Przecież tu jestem. Nigdzie nie poszedłem... - przyciągnął magiczkę bliżej siebie, usiadł na piasku i tak został, w bezruchu, badając tylko myślą jej ciało, uzupełniając braki many swoją własną, jakby miało jej to pomóc.
Ból nasilił się, ponadto, pojawiło się nowe jego ognisko - na plecach. Zhao zapłakała cicho, wtulając twarz w piasek. Tak bardzo bolało. Czy nie można było umierać szybciej? I Lucien... Co z nim? Czy spotkają się po drugiej stronie? Dzieci... Co z dziećmi?
Pytania jak zwykle pozostały bez odpowiedzi. Mewa dziabnęła elfkę w ramię i odleciała spłoszona, kiedy Iskra znów się szarpnęła, tym razem otwierając także oczy. Piasek. Niewyraźna, żółta połać musiała być piaskiem. I ten zapach... Dotarli?

draumkona pisze...

- Lu... - dłonie elfki odnalazły koszulę Cienia, przyciągając go do niej na piach. Gdziekolwiek trafili, byli tu razem. Nic innego ją nie obchodziło.
- Bałam się, że poszedłeś do piekła beze mnie - szepnęła wtulając się w pierś Cienia.
Odetchnął z ulgą, choć jeszcze sekundę temu był niemalże na skraju rozpaczy. Cokolwiek jej było, zdawało się odpuszczać i ustępować. Elf zdobył się nawet na nikły uśmiech.
- Żyjesz, dzięki bogom... Chyba udało nam się wydostać z iluzji.
Jak wszyscy się budzili, dawali jakiekolwiek oznaki życia, tak Vetinari leżała bez ruchu od dłuższego czasu. Krab, który przed chwilą chodził po jej nodze uciekł, a ciało zmoczyła woda przy kolejnej fali przypływu.

draumkona pisze...

- Bywało lepiej. Mam wrażenie, jakby ktoś mnie posiekał na kawałki... - straszne to było uczucie i dopiero zdawała sobie sprawę z tego, że ciało jednak ma w jednym kawałku i dzięki bogom, nikt nie usiłuje odrąbać jej głowy. Zdołała wyplątać się z materiału żaglowego i stanąć o własnych siłach, choć nieco się zachwiała. Byli wszyscy, wszyscy, którzy ugrzęzli w tej pieprzonej iluzji. Nawet alchemiczka, której nie było przy portalu. Co za ulga.
Ulgi takowej nie czuł Wilk, nadal drżąc o życie magiczki, która wyglądała na całkiem żywą. Ale spróbuj to wyjaśnić władcy, który już tyle razy przechodził przez iluzje i alternatywy, że chyba za niedługo zawiną go w ładny kaftanik.
- Ze szkła nie, ale z cukru - odpowiedział pomagając jej stanąć na nogi i w razie czego podtrzymując, jakby mu miała opaść na ziemię. Spojrzał na Devrila, odgadując, że i arystokrata przeżył, a chwilę potem dopadł do wciąż nieprzytomnej Charlotte i wyciągnął ją głębiej na plażę. Puls był, oddech i drżenie ciała. Zmarznięta, ale żywa, jak dobrze...
Iskra ściągnęła brwi. Może i była w tym momencie wyczerpana, może nie umiała jeszcze wszystkiego, ale... Z alchemiczką coś się działo. Coś niedobrego.
- Wilk... Odsuń się - mruknęła klękając przy Vetinari i ręką odsuwając elfa nieco dalej. Charlotte nie była magiem, skąd więc tak mocno uszkodzona aura? Zmrużyła oczy i spróbowała wniknąć myślą w ciało i umysł Charlotte, ale jedyne co się stało, to wyładowanie mocy, które poturbowało Iskrę i nadpaliło nieco kosmyk ciemnych loków.
- Coś... Jest nie tak - zaczęła ostrożnie, a widząc minę Wilka gorąco pożałowała, że nie wie co robić.
- Mów dokładniej na bogów... - jęknął przysuwając się na powrót do siostry i przytulając ją do piersi.
- Nie wiem. Coś... Coś jakby ją zajęło. Nie mogę wniknąc myślą, ani magią, bo są wyładowania, więc cokolwiek to jest, nie ma zamiaru sobie pójść - coś jej światło, rozwiązanie zdawało się bliskie, ale umykało. Nazwa. Nazwa tego, o czym ostatnio nawet pisała do gazetki, stwory dawno już nie spotykane na ziemiach Keronii powróciły... Tylko jak one się nazywały? Szlag, niech szlag trafi elfią, dziurawą pamięć.
- W coś ty się znowu wpakowała... - mruknął Wilk odgarniając mokre włosy z szyi alchemiczki i westchnął. Jak nie jedna szła na śmierć, tak druga się nie budziła.
- Szept... Może ty spróbuj zobaczyć co się dzieje w jej umyśle. Może czarnej magii nie odrzuci - a jeśli i to zawiedzie, to będzie musiała się mocno zastanowić nad tym o czym zapomniała. Cholera.

draumkona pisze...

To Iskrze coś przypomniało. Niektóre tylko iluzje pochłaniały umysł i po części ciało w tak charakterystyczny sposób. Zerknęła ukradkiem jeszcze na twarz alchemiczki nim zaczęła swój monolog.
- To latawiec - mruknęła siadając na tyłku i oddychając głębiej - Dawny stwór, nie było ich od lat, a teraz nagle wróciły. Pisałam nawet o tym w WPT parę numerów temu - ale widząc niezbyt zrozumiałe spojrzenia reszty, zaczęła wyjaśniać - Jest nawet o nich taka pieśń ludowa. Długa bardzo, więc nie będę was zanudzać i przytoczę tylko najważniejsze fragmenty... Albo powiem co wiem po prostu. To taki rodzaj... Potwora. Ponoć są stworzeniami jednego z bogów, krążą pogłoski, że to twory samego Ażubora, choć jego boskość pozostaje pod znakiem zapytania. Specjalizują się w iluzjach i pułapkach umysłowych. Nie mają stałej formy, przybierają postać tego, którego w danej chwili ofiara pragnie. Do którego żywi najgłębsze uczucia. Zazwyczaj latawce atakują nieszczęśliwe małżonki z dziećmi, ale jak widać, mamy wyjątek - urwała na chwilę, biorąc w dłoń piasek i przesypując go - Krew gorąca pali, ciało drga, żądza trawi, krwawi jej dusza. Stracona dla męża i dzieci, o latawcu tylko będzie śnić. On gorąco kocha ją w tym śnie, w niebo zaś ucieka gdy już dzień. Takie jest parę wersów tej pieśni, kończy się to tak, że w końcu latawiec się nudzi ofiarą i ją porzuca, szukając innej. Ponoć na końcu pęka serce z rozpaczy - najgorsze było to, że ona osobiście nie znała sposobu na to jak kogos wyciągnąć z iluzji. Była zbyt silna. Poza tym, ofiara sama nie chciała z niej wyjść.
- Nie wiem o kim może śnić, ale podejrzewam, że nie będzie chętna do współpracy nawet gdybyśmy się dopchały do jej świadomości. Może byśmy zdołały się dowiedzieć czegokolwiek podglądając sny... Ale nie wiem jak tego dokonać.
Wilk zrozumiał z tego mniej więcej połowę, ale ogólne informacje były całkiem klarowne. Mieli przechlapane. Przynajmniej on i Charlotte.
- Skoro nie wiesz nawet jak podejrzeć sen... Zresztą, nie trzeba nawet tego robić. Wiadomo kto jej się śni - mruknął ponuro podnosząc się i zaczynając krążyć - Ona też tak skończy? Jak inne ofiary...?

draumkona pisze...

Wilk nie wiedział za co to karcące spojrzenie, bo jego słowa nie były jako takim przytykiem, a po prostu stwierdzeniem faktu. Fakt faktem, nie powinno interesować go to co dzieje się między jego siostrą a arystokratą, ale jak to bywa ze starszymi braćmi, stają się nadopiekuńczy i wtykają nochal w nieswoje sprawy.
Iskra miała chyba zamiar wstać, ale nim przeszła z siadu do chociażby kucek, znów opadła na tyłek z miną godnej lepszej sprawy. O latawcach nie miała pojęcia. Tyle co w pieśni i tyle co wspominał kiedyś Hauru, nic więcej. Patrzenie na alchemiczkę też jej nie podnosiło na duchu, wręcz przeciwnie. Jak ona miała jej pomóc?
- Może ci z miasta bedą coś wiedzieć? - podsunął Wilk podnosząc się i zerkając na majaczące w oddali ciemne kształty budynków - Może u nich to normalne? Coś jak... Katar?
Iskra nie sądziła by traktowali omamienie przez latawca jak katar, ale nie protestowała. Elf mógł mieć rację, a oni i tak mieli w tamtym kierunku iść.
- I tak musimy do nich iść.Za niedługo zajdzie słońce, a my potrzebujemy pomocy z Pożeraczem, więc najlepiej będzie jak zaczniemy przemieszczać się w kierunku miasta. Może złapiemy jakiś wóz po drodze, albo co - tym razem udało jej się podnieść, nawet otrzepać tyłek. Jeszcze raz zerknęła kontrolnie na alchemiczkę, ale jej stan się nie zmienił. Minę nadal miała taką samą, zupełnie jakby spała. Kolor skóry także się nie zmienił, temperatura w normie. Czyli nie było jeszcze aż tak źle. I nawet nie musiała prosić Wilka, żeby się siostrą zajął, bo od razu wziął ją na ręce, jakby zaraz miał mu ją ktoś zabrać.
- No to idziemy... - mruknęła jeszcze i ruszyła w kierunku miasta co jakiś czas zapadając się w piasku.

draumkona pisze...

Nowe miejsce okazało się dość... Bezludne. Port, a raczej miasteczko portowe niedaleko którego wylądowali okazało się puste. Zastali jedynie myszy i szczury. Ni żywego ducha, martwych ciał, czy śladów walki także nie. Ot, pustka.
- Nie podoba mi się to - mruknął Wilk zostawiając siostrę przy jednej ze ścian budynku i rozglądając się. Żadnych koni, nic. Tylko wysokie, szare budynki z podłużnymi, długimi oknami.
- Patrz tam - iskra wskazałą ręką jeden z dachów na którym siedziało... Coś. Osobą tego nie nazwiesz, bo było zbyt zmutowane. Okrągły i wystający bebech, cztery odnóża i przedramiona zakończone ostrzami, a do tego małą główka na chudej szyjce. Mostrum siedziało tam od dłuższego czasu i ich obserwowało w milczeniu.
- Co to jest... - zaczął Wilk, ale w tym samym czasie stwór zniknął z dachu. Rozmył się, poruszał się zbyt szybko by nawet elfie oko mogło to wychwycić. Znów zostali sami, jeśli nie liczyć czerwonych ślepi obserwujących ich z pobliskiego, zaciemnionego zaułka.

draumkona pisze...

Iskra pozornie nie zwracała uwagi na Cienia, bo podobnie jak Szept, zdała się na magię wobec czegoś, co było zbyt szybkie, by uchwycić to zmysłem.
Tajemniczy stwór pojawił się po chwili na opuszczonym, niewielkim rynku, na daszku studni, potem przeskoczyła na dach i wyglądało na to, że odejdzie. Tylko wyglądało.
Ulicą północną, która prowadziła od morza do miasta weszła kobieta. Niosła kosz z praniem, jak widać, nie wszyscy opuścili to dziwne miejsce. Na to tylko czekał stwór. Rzucił się błyskawicznie ku niej, zamachnął się łapą, a otrze an końcu przedramienia roztroiło się. Ciął, ciało kobiety rozlazło się jak plasterki i dziwnie zdematerializowało. W powietrzu zaś pojawiła się błękitna, lewitująca kulka.
Dusza, usłyszała Iskra głosik Kalcifera, ale byłą zbyt sparaliżowana, by cokolwiek zrobić.
Monstrum otworzyło paszczę najeżoną setkami ostrych jak szpilki ząbków i wchłonęło kulkę. Ciało jego nabrało błękitnego koloru jakby się świecąc, aż w końcu efekt zniknął i był tak samo nienormalny jak tuż przed zabójstwem.
Główka odwróciła się zerkając na grupkę, móżdżek kalkulował...
I wtedy rozległo się siorbnięcie. Stwór znieruchomiał wpół kroku i rozejrzał się. Z ciemnego zaułku, gdzie uprzednio widać było jedynie czerwone ślepia, wyszedł człowiek. Mężczyzna, dośc młody o białych, rozczochranych włosach i czerwonych tęczówkach. Ubrany był w podarte spodnie, luźną, jedwabną koszulę i lniany płaszcz. Sprawiał wrażenie zaniedbanego i niechlujnego, a także obiboka i kogoś, komu na niczym nie zależy. Mężczyzna oparł się ramieniem o róg budynku i czekał, mierząc mostrum leniwym spojrzeniem.
- Zjadaczu. Czy on... - odezwał się miły, kobiecy głos, gdzieś z dachu.
- Taaak Juna, złaź na dół - mężczyzna zwany Zjadaczem mlasnął i ziewnął, przez co dostrzeć się dało spiłowane w szpic ząbki - Koleś nażarł się dusz. Nie jest już więcej człowiekiem, ni ludzką istotą. Zgodnie...
- Zgodnie ze statutem Miasta Śmierci - kobieta zeskoczyła z dachu na dół. Miała ciemne włosy spięte wysoko i elegancki, czarny płaszcz, a także równie eleganckie spodnie i koszulę z wykwintną kamizelką. Sprawiała wrażenie wielkiej damy i za taką się też uważała - Mamy obowiązek pojmać cię i unicestwić, Rozpruwaczu.
Potwór zareagował. Jak przed chwilą tylko słuchał, tak teraz z rykiem rzucił się ku kobiecie. Ta wyciągnęła jedynie dłoń w kierunku Zjadacza, ten doskoczył do niej, pochwycił jej dłoń... A jego wolne przedramię nagle zmieniło się w czerwone ostrze kosy. Chwilę potem cała jego postać zamgliła się, a kobieta ściskała w dłoniach kosę, którą wprawnie obróciła w dłonia i oparła ją o ramię czekając na atak.
Rozpruwacz wyskoczył w górę i zamachnął się, ale był zbyt wolny. Juna wyskoczyła mu na spotkanie, płynnie cięła kosą w potwora przepaławiając go i wylądowała po drugiej stronie ryneczku. Potwór zaczął dymić i zmniejszać się, aż pozostała po nim jedynie dusza. Ta była pulsująca, czerwona. Sprawiała wrażenie skażonej.
W ostrzu kosy pojawiło się obcicie czyjeśc twarzy. Iskra zauwazyła, że to odbicie Zjadacza.
- Juna, zapomniałem ci powiedzieć, ale mamy widownię - chwilę potem się rozmył, została sama kosa. Kobieta obejrzała się na nich. Miała ładną twarz, usta muśnięte karminową szminką i duże, błękitne oczy.
- Cholera jasna, przecież był ofcjalny zakaz przyłażenia tu! Bogowie, czy ludzie nie potrafią czytać... Coście za jedni? - spytała puszczając kosę, a ona zmieniła się w Zjadacza, który bezceremonialnie podszeł do skażonej duszy i ją... Zjadł.

draumkona pisze...

Juna nie była przyzwyczajona do pieprzenia się na dzień dobry, toteż uniosła brew i już miała Luciena zripostować, kiedy odezwał się Devril.
Wysłuchawszy, podparła się pod boki i przyjrzała się im jeszcze raz, każdemu z osobna, dość badawczo i wnikliwie.
- Sama nie wiem... Miano Pożeracza nie jest mi obce, ale to nie ja tu decyduję. Zobaczymy... - po czym podeszła do jednego z budynków, chuchnęła na szybkę i wypisała siedem cyfr. mgiełka oddechu skropliła się, cyferki rozmazały a na szybie pokazał się obraz. Był to ciemny gabinet, a przy biurku ktoś siedział. W kącie stała oparta o ścianę kosa, na biuru zaś rzędem malutkie klepsydry, w których przesypywał się piasek.
- Halo, halo, Pan Śmierć?
SŁUCHAM?
- Mamy jakichś przybyszów z Keronii, bredzą coś o Pożeraczu...
PRZYPROWADŹ ICH JUNA.
Obraz się rozmył, a szyba była tylko zwykłą szybą. Zjadacz beknął, a Mistrzyni zerknęła na śpiącą alchemiczkę domyślając się, że to ofiara Latawca.
- No dobra. To chodźcie, do miasta wcale nie jest tak daleko...

draumkona pisze...

Podróż do miasta rzeczywiście nie zajęła im zbyt wiele czasu. Zupełnie, jakby droga nagle się skróciła o co najmniej połowę za sprawą jakiejś magii, czy czaru. Miasto wyglądało podobnie jak poprzednie z tym, że tu przynajmniej byli ludzie. jedni mieli dwie głowy, inni dziwne ubrania, ale byli. Zdrowi i żywi.
Na wzgórzu znajdował się największy z budynków. Przez multum małych wieżyczek przypominac mógł zamek, choć nim nie był. Była to szkoła Mistrzów Broni, o której Juna wspomniała podczas przeprawy ulicami.
W środku szkoły było mnóstwo ludzi, także dziwacznie poubieranych. Poruszali się zazwyczaj dwójkami, zwykle Mistrz i jego Broń, mało kto decydował się na dwie Bronie. Była tablica z misjami i kontraktami do wzięcia, były i pokoje do których zaprowadziła ich Juna. Troje drzwi w jednym rzędzie na końcu głównego korytarza i postój objaśniający co i jak.
- Załatwię wam rozmowę z kimś obeznanym w tym temacie, tymczasem lepiej będzie jak się prześpicie. Zaraz będzie zachód, a noc dla nietutejszych może być opłakana w skutkach. Podzielcie się, po dwie osoby na pokój - do ręki Szept trafiły trzy klucze, a Mistrzyni zniknęła, wraz z nią zniknął i Zjadacz, który odchodząc dostał jeszcze w łeb od Juny. Zapewne za marudzenie.

draumkona pisze...

Iskra nie protestowała, w sumie na rękę było jej spanie z Cieniem w jednym pokoju. W końcu coś jej się od życia dostanie po tak długiej rozłące i... No i w sumie to rozstaniu. Po tym co sobie powiedzieli po akcji z Okiem... No, ale lepsze spanie w pokoju z nim niż z takim Wilkiem, który nie wyglądał na zbyt zadowolonego takim podziałem.
- Ale... - ale spojrzenie na Vetinari skutecznie odebrało mu argumenty. Jeśli będzie w pokoju z Szept to wiadomo jak to się skończy. A jeśli wtedy Charlotte się przypadkiem obudzi? Powinien choć ten raz być obok. Idą święta, mimo tego, że spędzą je najprawdopodobniej tutaj, to nie powinny być najgorszymi jakie jej zafunduje. Jeszcze tylko posłał Devrilowi dziwne spojrzenie, jakby nagle sobie przypomniał, że arystokrata ma całkiem ładny nos. Szkoda by było, gdyby ktoś mu go złamał. Znowu.

draumkona pisze...

Wilk nie ruszył się z miejsca dopóki Szept nie zniknęła w swoim pokoju. Dopiero potem łaskawie raczył odejśc do swojego, nieco niezadowolony i zawiedziony, że jednak magiczka nie zmieniła nagle zdania. Jemu by to było na rękę, bo przecież Charlotte spała i wybudzić się nie chciała, chociaż próbował już wszystkiego co możliwe. Od magii to sposobów mniej skutecznych.
Cień się nie pomylił, nie wyspał się, nad ranem był zmęczony i śpiący. Podobnie zresztą miała Iskra, która w nocy snuła jeszcze jakieś wątpliwej jakości myśli. Wyglądało na to, że tylko oni skorzystali z przywileju przyjemności.
Przyjemności nie zaznał na pewno Wilk, bo przysnął. A kiedy przysnął, to nie uważał. Z nieuwagi zaś biorą się najgorsze problemy i takim był brak alchemiczki kiedy się obudził. Nie krzyczał co prawda, ale wyparował z pokoju czym prędzej. uczniowie szkoły już snuli się po korytarzu, zaspani, marudzący, że wykład za wcześnie. jego jednak to nie obeszło, wpadł bezceremonialnie do pokoju Szept i Devrila. Ale i tam Charlotte nie było, za to obudził tych dwoje.

draumkona pisze...

Wilk miał minę godną lepszej sprawy. Całkiem zapomniał w tej chwili o zniknięciu Charlotte, tylko wlepiał spojrzenie w biednego arystokratę.
- Jeśli... - urwał, zbyt zdezorientowany by mówić dalej. Jakiś głosik podpowiadał, że być może Winters jest niewinny? Miał szczęście, że był ubrany.
- Charlotte zniknęła. Nie było jej tu? - znów jakiś głosik podpowiedział był zbyt zajęty chędożeniem Szept.
Iskra nie spała od dłuższej chwili. Uniosła brew kiedy Cień odwrócił się do niej, a usmiech lekko rozciągnął wargi.

draumkona pisze...

Nie uciszył w porę cholernego arystokraty, a w dodatku miał ochotę rozkwasić mu nos. To wyglądało podejrzanie. Naprawdę podejrzanie...
- Pilnowałem, ale mnie zmogło. Nie wszyscy sobie tutaj beztrosko śpią - burknął, jawnie niezadowolony, że to Devril się jako tako wyspał.
Podszedł do łóżka i poczuł się źle widząc Szept w takim stanie.
- Śpij... Sam ją znajdę. Nie mogła odejść daleko jeśli się wybudziła. A jeśli ktoś ją zabrał... Zaraz poszukam tej Juno. Śpij Szept, śpij... - to mówiąc już wychodził, już myślami przeszukiwał budynek choć tak naprawdę go nie znał ani krztynę.

draumkona pisze...

Nie szukali długo, bo Juno dopadli w następnym korytarzu. Widząc rozczochranego Wilka z mordem w oczach poczuła się nieco niepewnie, ale uczucie to natychmiast się rozmyło gdy obok niej pojawił sie Zjadacz.
- Czemu wyszliśc...
- gdzie moja siostra? - wypalił Wilk na dzień dobry i był bliski rzucenia się na Juno i wyduszenia z niej informacji siłą.
- U lekarza.
- Jakie kurw...
- U doktora Steina. Skoroś taki niecierpliwy, to cię zaprowadzę. Evans, powiedz profesorowi, że się spóźnię... - Zjadacz zwany Evansem skinął głową i sobie poszedł, za to Juno skinęła na nich ręką - Chodźcie. W nocy wyniknęły komplikacje. Gmach naszego budynku lubi ściągać różne dziwne stwory, albo powodować niewyjaśnione rzeczy. Zresztą, doktor wam opowie.

draumkona pisze...

- Mogły, a jakże. Dlatego nie ma u nas magów. Nie w szkole - Juna kluczyła korytarzami, które stawały się coraz węższe o coraz mniejszych okienkach - Więcej powie ci doktor, ja się osobiście nie znam.
Doktora znaleźli w jego salce. Była jasna i dośc przestronnie urządzona z wyjątkiem biurka. Biurko było zawalone papierami, nieco brudne i poplamione kawą. Sam profesor był... Dziwny. Był wysoki, miał jasne włosy i co najlepsze, strzałę przechodzącą przez głowę. Duże okulary nadawały mu wyglądu jakiegoś wariata.
- Juna! Co tu robisz? - radosny głos w ogóle tu nie pasował. Zwłaszcza, że chorzy w sali nie wyglądali... Normalnie. No, poza Charlotte, chociaż ta była koszmarnie blada.
- Mamy gości profesorze. A ty zabrałeś do siebie ich...
- Moją siostrę - warknął Wilk, zaniepokojony wyglądem Vetinari.
- Ach, miła młoda dama. Ciekawe sny, ciekawe. Ale muszę powiedzieć, że nie widziałem tak upartego latawca jeszcze.
- Co się z nią dzieje...
- W nocy były wyładowania magiczne, być może to ma coś wspólnego - profesor się wzdrygnął, włosy stanęły mu dęba, po czym wrócił do normalności - Ale może zaproponuję herbaty!

draumkona pisze...

Problem polegał na tym, że doktor Frank, odkąd trafiła go strzała, był lekko... Inny. I na pewno nie był normalny, toteż wcale nie dziwił fakt, że tonu Devrila nie odczytał, ale całe szczęście, że ich chęci zbiegały się w pozornie jednym punkcie.
- Latawiec się wystraszył, te wyładowania miejsca mieć nie powinny. Z drugiej fazy skoczył do ostatniej i to nie potrwa już długo.
- Znaczy... - Wilk słuchał poniekąd tego, co mówiła Iskra i nawet chyba pamiętał pieśń o której byłą mowa, toteż nieco się wystraszył - Że pęknie jej serce...?
- Możliwe, możliwe, całkiem możliwe, niewykluczone a wręcz pewne - profesor znalazł się obok alchemiczki, zbadał długimi palcami jej przegub - Puls urywany, Medusa! - z niewielkiej izdebki wyłoniła się niewysoka kobietka z krótkimi, blond włosami - Przynieś mi tu bazalt!
Nie musiał powtarzać, polecenie zostało wykonane szybko i już po chwili miał w dłoniach kamyk, który skruszył i wsypał do miseczki przy łóżku na którym leżała Vetinari - Od dawna chciałem się dowiedzieć jak wygląda sen od strony ofiary - chyba dla Staina Charlotte była tylko ciekawym eksperymentem. Skruszone kawałki bazaltu zadymiły, pokój wypełnił dziwny zapach, który kłuł w nos i oczy.
Potem wszystko utraciło swoje kontury, a barwy rozlały się jakby po palecie natchnionego malarza. Chwilę nie było także żadnego dźwięku, ni zapachu. Tamten gryzący znikł, znaleźli się w zimnej nicości... Ale tylko na chwilę, po potem pojawili się w Vorgaltemie. Zamek miał się całkiem dobrze i tętnił życiem jak nigdy. Było ciepło, a zasłonami poruszał lekki wiatr, pora letnia, południe.
Wilk rozglądnął się nerwowo, miał już uraz do iluzji i to całkiem słuszny. Postąpił parę kroków przed siebie, chciał chwycić grzebień ze stoliczka... Ale ręka gładko przeszła przez przedmiot, zupełnie jakby był duchem.
Na progu zjawiła się Charlotte. Miała się dobrze, wręcz wyśmienicie, czego dowodzić mógł szeroki uśmiech na wargach, którego przyczyny na razie nie znali, a która ukazała im się dość szybko, bowiem z pokoiku przylegającego do komnaty w której wylądowali wybiegł mały chłopczyk. Ciemnowłosy i zielonooki.
- Mamo, mamo! - głos był dziwnie zniekształcony, co tylko potęgowało wrażenie snu, czy też iluzji.
Charlotte powiedziała coś do chłopca, ale znaczenie słów uleciało gdzieś w powietrze, podobnie jak i obraz, który na moment znikł. Latawiec odkrył najprawdopodobniej ich obecność, albo słabł.
Devril za to mógł zobaczyć... Siebie. Pojawił się wraz z momentem kiedy wrócił obraz i cóż, wszystko wskazywało na to, że on i Vetinari... No, że ten chłopaczek to najwyraźniej był jego. I jej.
- No pięknie... - mruknął Wilk, który właśnie dowiedział się czemu u licha Charlotte nawet nie walczy z latawcem.

draumkona pisze...

Wilk nie wiedział już komu współczuć. Sobie, Charlotte czy Devrilowi. Gdyby to nie było aż tak niebezpieczne, to pewnie by nie chciał jej budzić... Alchemików zawsze mógł przejąc ktoś inny. Chyba. On się nie znał.
- To w imię nauki! - wrzasnął Stein i już miał schować się pod stoliczkiem, kiedy oraz szlag trafił i znów pochłonęła ich nicość, tym razem przywracając do rzeczywistości. Miseczkę z bazaltem rozsadziło, porcelanowe odłamki walały się po podłodze.
- Sen zwalcza się snem. Latawca nie pochwycisz, to jest jak dym. Spróbuj go złapać gołymi rękami to dowiesz się jak ciężko pozbyć się latawca - profesorek podrapał się po głowie jeszcze bardzo wzburzając włosy i zerknął na alchemiczkę, która wyglądała jeszcze gorzej bo na szyi i dłoniach było już widać sine ślady żył i tętnic.
- Ostatnia faza - mruknął jeszcze Frak, a wtedy Wilka olśniło jak nigdy.
- Przecież Iskra specjalizuje się w snach... - tylko jak teraz podejść furiatkę, jak ta chędoży Cienia. Zresztą... Od kiedy on planuje swoje działania? Nie czekając na resztę, okręcił się na pięcie i pomaszerował w kierunku pokoi, które im ofiarowano.

draumkona pisze...

Wilk nieco zgubił tok myśli, kiedy ich tak zastał... No, Iskrę na Cieniu. Oboje bez ubrań. Nieco krępujące.
- Potrzebuję Iskry. Nie marudź, zaraz ci ją oddam i będziecie dalej płodzić stada dzieci - pośpiesznie skinął na elfkę ręką, ale ta wydęła wargi niezbyt skora do pomocy.
- Akurat teraz? Co znowu, niebo wali się nam na głowy?
- Nie, ale Charlotte...
- No?
- Były jakieś zakłócenia i latawiec się spłoszył, skoczył do ostatniej fazy... - gadał bez sensu, trzy po trzy, byleby tylko zostawiła Cienia i z nim poszła.
- Och szlag... - przygryzła dolną wargę, zerkając to na Cienia, to na Wilka. Swoją nagością jakoś się nie przejęła - Dobra... Ale wyjdź. Muszę się ubrać.
- Przecież i tak cię już widziałem...
- Wypad! - czar wypchał elfiego władcę za drzwi, a Iskra spojrzała na Cienia niepocieszona - Zostawię cię na chwilę. Na parę sekund - po czym zerwała się w poszukiwaniu ubrań.

draumkona pisze...

Spotkali się wszyscy w gabinecie zastając doktora przy mamrotaniu jakiś pseudo zaklęć z księgi czarów dla laików. Młoda asystentka tylko przewracała oczami i modliła się, by obeszło się bez wybuchu.
Iskra od razu dopadła do Charlotte i doszła do jedynego słusznego wniosku - że trzeba działać natychmiast.
- Mogę spróbować ściągnąć ją do swojego snu, ale potrzebuję czasu - tu zerknęła na Szept - Umiałabyś jakoś zakłócić pracę latawcowi? Tylko tak, żeby się całkiem nie spłoszył bo ją zabije. Ja za ten czas powinnam wytworzyć odpowiedni sen, dostroić fale... - już mówiąc próbowała dostroić się do Vetinari, ale szło to zbyt opornie. A czas uciekał.

draumkona pisze...

Jeśli magiczka była rozstrojona i zła, to Wilk był chyba w tym momencie prawdziwym uosobieniem furii. Tak chciał Cień grać? Dobrze.
- Nie muszę twierdzić, że ją widziałem, bo tak było. I powiem ci, że nie ma co oglądać, ot, skóra i kości nie wiem co ci się może w niej tak podobać - pozornie lekkim tonem obraził Iskrę, ale ta była zbyt zajęta kreowaniem snu by to zauważyć - I powiem ci, Cieniu, że ja też mógłbym cię lubić, gdybyś nie był tak... Śliski. Bo wiesz, ja przynajmniej Szept nie zdradzam z byle kim. Z taką Solaną na przykład. Dobrze się czuje? Przekazałeś jej moje pozdrowienia? - akurat na ten przytyk Iskra zareagowała błyskawicznie odwracając wzrok od Charlotte.
- Solana?
- O tak, nawet nie wiesz jak naszemu drogiemu Cieniowi tęskno do niej. Nawet próbował ją przedstawić Natanowi z lepszej strony. Taka zastępcza matka, bo wiesz, ta pierwsza zniknęła a jemu się znudziło czekanie. Ot, trzeba kuć żelazo póki gorące - uśmiechnął się do Luciena ślicznie. Skoro nie miał zbytnio na niego haka, to czemu by nie kłamać? Zerknął jeszcze zaniepokojony na Szept. Prawda o Silvanie miała pozostać na zawsze zagrzebana pod ziemią razem z ciałem. Cholerny Cień...
- Gotowa - rzuciła Iskra do Szept mając serdecznie dośc słuchania przerzucanek mięsem w wykonaniu Cienia i byłego Cienia. Na szczęście chwilę potem pochłonął ją świat snów odcinając od rzeczywistości.

draumkona pisze...

- Ja zmyślam? Więc niech Iskra spyta o kontrakt na Nefryt, którego... Nie wykonałeś - uśmiechnął się zjadliwie wreszcie dumny z tego, że jednak potrafi sobie coś przypomnieć. Nawet jeśli to było coś z plotek z WPT - Czyżbyś aż tak sobie cenił osobę pani herszt?
Nie zdążył pochwycić Szept przed Devrilem, ale równie szybko jak arystokrata rzucił się po magiczkę, tak szybko została mu również odebrana. Widmo rozwalonego nosa nadal gdzieś wisiało między nim a władcą.
Iskra chwilę jeszcze trzymała się na nogach wykańczając wykreowany przezeń świat snu. Już prawie, jeszcze sekunda... I ona bezwładnie osunęła się na posadzkę, pogrążona we śnie.
Teraz więc zamiast jednej śpiącej mieli aż trzy. Kobiety.

draumkona pisze...

Odpowiedzi od władcy już nie otrzymał, bo ten zbyt zajęty był obserwacją Szept. Na razie nic takiego się chyba nie działo, bo i aura w porządku była i praca serca, ciepłota ciała...
Zerknął spod oka jeszcze na Charlotte. Tej stan się ani nie poprawił, ani nie pogorszył co można było brać za dobry znak.
*
Żadnych zmian nie przyniosły kolejne godziny, nic się nie stało nawet pod wieczór, kiedy do gabinetu wpadła Juno próbując ich przekonać by poszli do siebie, bo idzie noc. Nikt nie był jednak skory do udania się tam natychmiast, więc skapitulowała. Jednak wraz z zapadnięciem zmroku, kiedy elfie ucho wychwyciło dalekie grzmoty i wyładowania, coś się zaczęło dziać.
Iskra zaczęła coś mamrotać, a on mógłby przysiąc, że Szept też coś mruczy. A może mu się przywidziało? Może to tylko był omen, bo chciał żeby się już wybudziła nawet jeśli tylko po to, by na niego nawrzeszczeć?

draumkona pisze...

Elf poczuł się głęboko niepocieszony. Przecież chciał dobrze... A Silvan sam się doigrał, ot co. Mimo wszystko jednak, ulżyło mu, kiedy Szept się wybudziła. Przynajmniej nic jej nie groziło.
Jako druga wybudziła się Iskra z potwornym jękiem, jakby co najmniej od trzech dni piła i dopiero teraz dopadł ją kac.
- O bogowie... - a widząc nad sobą Cienia momentalnie wysunęła się z jego objęć. Plotki, plotkami, ale jak wiadomo, w każdej plotce jest ziarenko prawdy. I ona podeszła do Vetinari i przetarła czoło.
- Co za beznadziejny przypadek... - nie zdążyła dokończyć, bo przez ciało Charlotte przeszło wyładowanie spowodowane jej związaniem ze wzorami, które to rozbiło biurko doktora i rozeszło się gładko po ziemi. Dopiero potem obudziła się alchemiczka, która w pierwszej chwili wyglądała tak, jakby ją ktoś zdzielił porządnie po twarzy.
- Jeszcze nie umarłam - mruknęła podnosząc się do siadu i krzywiąc się. Bolały ją mięśnie i to jak okropnie, o bogowie.
- Udało się - Iskra odetchnęła z ulgą i rozmasowała sobie kark nawet nie myśląc o tym by wyciągać z Vetinari to o czym śniła.

draumkona pisze...

Charlotte się wzdrygnęła na dźwięk tego głosu i skupiła całą swoją wolę byleby się tylko na niego nie obejrzeć. Nie teraz. Nie po tym...
- Całkiem dobrze, ale nie uwierzysz, chce mi się spać - spuściła nogi z łóżka na podłogę i odetchnęła głębiej - Dziękuję za pomoc - uśmiechnęła się nieznacznie do Szept, bo akurat ta była przed nią, Wilka rzecz jasna ignorując, choć sama nie wiedziała czemu.
Juno nigdzie nie było, podobnie jak Steina. Był tylko przykry zapach spalenizny.
- Wszyscy musimy odpocząć. Jutro przyciskamy ich o pomoc w sprawie Pożeracza... - odezwał się Wilk zerkając na Szept. I jak on to jej teraz wyjaśni wszystko? Przecież chciał dobrze, a wyszło jak zwykle.

draumkona pisze...

Skinęła głową i niechętnie spojrzała na brata. Wolałaby być teraz sama niż z kimkolwiek... Echa snu wciąż krążyły w jej myślach, co było nieprzyjemne, ale obyło się bez protestu.
Iskra wypruła z gabinetu jak tylko dosłyszała, że powinni odpocząć. Ona właśnie zamierzała to zrobić i niech Lucien trzyma swoje brudne łapska z daleka.
- Przyjdę rano... - odezwał się jeszcze cicho Wilk i odszedł nie chcąc zostawiać alchemiczki samej. Może siostra mu coś poradzi? Chociaż patrząc na nią samą to chyba bardziej ona potrzebowała rad, nie on.

draumkona pisze...

Przez całą drogę do pokoiku Cień oglądać mógł tylko plecy elfiej furiatki, a jedynym dźwiękiem był odgłos ich kroków. Nie zmieniło się nic nawet po wejściu do komnatki do Zhao padła na łóżko rozwalając się tak, by Cień nie miał ani ociupiny miejsca. Niech sobie na podłodze śpi, zdrajca jeden.
Wilk, kiedy w końcu przyszedł z Charlotte do komnaty zdał sobie sprawę z czegoś bardzo strasznego. Jeśli nie uwiną się ze sprawą Pożeracza i powrotem w dwa dni... To święta spędzą tutaj. Nie, żeby towarzystwo mu nie odpowiadało, ale... Nigdy nie spędzał świąt z dala od elfiego miasta. Od swoich. od tradycji i przyzwyczajeń. W dodatku, jeszcze Cień obrócił przeciw niemu Szept. Święta naprawdę nie zapowiadały się bajecznie.

draumkona pisze...

Kiedy Iskra się ocknęła, Cień został bardzo brutalnie zrzucony na ziemię. Nie będzie jej trzymał jak jakiegoś zbiega... Albo obiekt kontraktu.
Przygładziła jeszcze ubranie, jakby sprawdzała jeszcze czy aby wszystkie części garderoby ma na sobie. Wszystko było.
Zgodnie z tym, co powiedział Wilk, zjawił się w komnacie magiczki i Devrila rankiem. Nie zapukał, całe szczęście, że wszedł już po tym jak Szept była rozbudzona.
- Musimy porozmawiać - zaczął i skinął na Devrila głową, co by się ulotnił. W końcu przeciez nie będzie się tłumaczyć w jego obecności...
Charlotte natomiast, po tym jak Wilk ją zostawił, postanowiła się zając zawartością tacki pozostawionej na stoliku. Jakieś śniadanie by się przydało. I grzane wino. Albo chociażby herbata.
Poza tym, przebywanie w pokoju było bezpieczne. Devril spał z Szept, Cień z Iskrą, Wilk sobie poszedł. Bezpiecznie.

draumkona pisze...

jeszcze się pytał, bezczelny! Jakby nie wiedział, co nabroił. No tak, ale to był cały Lucien. Nabałaganić a potem nie wiedzieć o co chodzi.
- O Nefryt chodzi i o zlecenie, którego nie wykonałeś. Teraz już wiadomo czemu tak łatwo pozwoliłeś mi pójść po akcji pod Okiem - iskra miała chyba już gotową historię bardzo dopasowaną do realnych wydarzeń. Kobiecy umysł potrafił być straszny.
- Nie z nim chcę rozmawiać, a z tobą - nie ma tak łatwo, nie ucieknie mu. Dogonił ją, zrównał się i zerknął na nią spod oka - Silvan był zagrożeniem. Potrzebowałem też kogoś, kto mi pomoże... Padło na Cienia. Cień nie zadawał pytań - niezbyt to chyba odniosło efekt, toteż spróbował inną drogą - Powiedz mi, siedziałabyś spokojnie i patrzyła jak twoje szanse maleją na zdobycieukochanej osoby? Gdyby sytuacja nie była kryzysowa to nie pomieszałabyś Yustiel zmysłów? Albo Sacharissie? - wedle jego rozumowania, zrobił co musiał by ją mieć. I wcale tego nie żałował.

draumkona pisze...

- To nie jest żaden szmatławiec - warknęła, teraz już poirytowana. Przecież to była jej gazetka, która momentami traktowała jak własne dziecko. A on jej tu o szmatławcach...
- Nie chcę sprawdzać twoich myśli, za dużo już się naoglądałam nagiej Solany i innych dziwek z Róży - to mówiąc owinęła się kocem, jakby to miało ja ochronić przed samą osobą Cienia. Jakby zamierzał ją zranić.
Iskrę uważał za zamknięty temat, więc przystanął nieco zbity z tropu. Więc Cień nie kłamał i Szept... O bogowie, czemu on był taki ślepy?
- Każdy czasem popełnia błędy... - zaczął, ale chyba do niej tym nie trafił - No dobra, może cały czas je popełniać. Ale nie o to chodzi. Wiedziałem jak zareagujesz i wydawało mi się... No... Że tak będzie lepiej. Czasem lepiej nie wiedzieć, więc ci nie mówiłem, chciałem oszczędzić... - westchnął. Nigdy nie umiał się tłumaczyć, nie nawykł do tego. Jak już, to ktoś tłumaczył się przed nim - Okłamałem cię, przyznaję, ale wcale nie chciałem, żeby to tak wyszło.
Nieobecnośc Wilka przedłużała się, a to było Vetinari nie na rękę. Śmiertelnie bolała ją głowa i chciała dowiedzieć się, czego jest to skutkiem. Czy to ma jakiś związek z tym cholernym latawcem?
Owsianka i ciasteczka musiały wobec tego poczekać, a ona udała się do pokoiku w którym powinien być Wilk. No, w końcu chciał rozmawiać z Szept. Ale kiedy weszła zastała nie elfy, a... Devrila. A tego się nie spodziewała.
Jednak tylko na chwilę widać było w jej oczach zaskoczenie, albo i zmieszanie. Może nawet i pewien rodzaj bólu? Potem to zniknęło, zupełnie tak, jakby nigdy nie miało miejsca. Charlotte powinna dostać dyplom, order i nagrodę za najlepsze aktorstwo.
- Nie ma tu Wilka? - spytała jeszcze, choć przecież chyba nie liczyła na to, że władca nagle wyskoczy z szafy. Ale było coś... Miło było pobyć w obecności Devrila. Nawet tylko po to, by zadac głupie pytanie, a potem oddalić się na drugi koniec budynku i udawać, że go nie zna.

draumkona pisze...

Elfka przymrużyła oczy, ale nic już nie powiedziała. Białego pytać nie będzie, co to to nie, ale skoro tak strasznie się zapierał... No i sama wiedziała na jakiej zasadzie powstaje rubryka plotek.
- No dobrze. Niech będzie, że mówisz prawdę... - mruknęła, ale nie do końca przekonana, wciąz próbując znaleźc dziurę w całym zamiast cieszyć się z tego co ma. Po prawdzie, zazdrośnicą była i to okropną. W końcu, kto by takiego Cienia puścił luzakiem i się nim nie interesował...
Iskra po raz pierwszy w życiu zdała sobie sprawę z tego, że obawia się konkurencji.
- Nie sypiam z innymi - burknął, teraz już urażony, ale zgodnie z jej życzeniem, przestał się odzywać. Skoro jeszcze pogarszał swoją sytuację, to lepiej będzie się zamknąć. Ale zostawić jej nie zostawi. Polezie za nią wszędzie a jak trzeba będzie to upcha Devrila do pokoju z Charlotte i sam będzie spał na podłodze przy łóżku magiczki.
Westchnęła, jakby rozczarowana zachowaniem brata, ale nie wyszła, wręcz przeciwnie. Wślizgnęła się do pokoju i przymknęła drzwi, a chwile potem już znalazła sobie całkiem wygodne miejsce w fotelu, który nie próbował jej zjeść jak fotel z jej pokoju.
I zapadła niezręczna cisza.

draumkona pisze...

Rozumowanie Cienia rzeczywiście powalało momentami na kolana, a że Iskra miała do tego okropnego mężczyzny straszną słabość to wiele by mu wybaczyła, o ile nie wszystko.
Poklepała materac obok siebie, zachęcając go by przysiadł obok.
- Na początek możesz usiąść obok - małymi kroczkami do przodu... Chociaż i tak wiedziała, że jak tylko znajdzie się przy niej to szlag trafi małe kroczki i dawkowanie sobie jego bliskości. Zbyt długo była daleko od niego.
To, że swoją obecnością ją jeszcze bardziej irytował jakoś nie przeszło mu przez myśl. Biedny Wilk nie pokojarzył faktu coraz większego rozdrażnienia magiczki ze swoją nieszczęsną osobą włóczącą się za nią od dłuższego czasu. A może jednak w końcu to zauważył? Albo ktoś mu pomógł, jakiś mały chochlik szepczący do ucha, albo co.
- Jak tak bardzo nie chcesz mnie widzieć, to sobie pójdę... - mruknął wciskając dłonie w kieszenie spodni i garbiąc się nieco, jak to zwykle robił gdy był nie w humorze.
Skinęła głową, z początku oszczędnie, bo i nie wiedziałą co mogłaby mu szerzej powiedzieć. Że śniła o nim? Bogowie i to jakie rzeczy śniła... Aż na samo wspomnienie poczerwieniały jej uszy.
- Lepiej, chociaż okropnie boli mnie głowa. Mówię ci, jakbym miała całe Dolne Królestwo zamiast mózgu, a krasnoludy akurat wzięłyby się za kucie nowych tuneli - owinęła się szczelniej płaszczem, by zatrzymać jak najwięcej ciepła. Mury budynku nie były ciepłym i miłym schronieniem.
- I nei uwierzysz, ale potwornie chce mi się spać.

draumkona pisze...

Cichy szczęk zamka i lekkie muśnięcie magii powinno mu powiedzieć, co dalej. gdyby jednak tego nie zarejestrował, na pewno poczuł dłonie elfki wślizgujące się pod jego koszulę, muskające brzuch i pierś.
- Zimno mi - dosłyszał jeszcze, nim został przewrócony na plecy.
Skinął głową, przynajmniej nie stwierdziła, że nie chce go więcej widzieć na oczy... A jemu przyda się zajęcie. I kiedy już odchodził, zdał sobie sprawę z tego, że nie wie skąd u licha Szept dowiedziała się o demonie. Bo nikt o nim nie wspominał.
Magiczki już jednak nie było, żeby ją o to przycisnąć, zaklął więc tylko pod nosem i poszedł szukać Juno.
- Wilka jak widzisz nie zastałam, a do Iskry i Cienia wolę nawet nie pukać. Z tego pokoju drzwiami i szczelinami w ścianach przesącza się zapach seksu - wzdrygnęła się czując dreszcze na plecach. Objawy. Myśl, myśl, myśl...
- Nie, nic mi się nie śni, tylko po wybudzeniu pozostaje takie dziwne uczucie niepokoju...- urwała wpatrując się w przeciwległą ścianę, pozwalając ciszy zalec w powietrzu - Innych objajów na razie nie zarejestrowałam - zdobyła się na lekki, niezobowiązujący uśmiech zupełnie jakby rozmawiała z dobrym kolegą, a nie... Z nim.

draumkona pisze...

Nie wiedzieć czemu Iskrze przypomniał się czas, kiedy oboje zrobili sobie urlop od Bractwa. Po śmierci Seweryna, przeszło tydzień gdzieś w jakimś domku odciętym od świata. Nic, prócz chędożenia. To były czasy.
- Naprawdę nie chciałbyś sadzić marchwi? - spytała cicho, kiedy oboje leżeli całkiem wyzuci z sił do dalszych igraszek.
Vetinari przyjęła miksturę i przyjrzała się jej podejrzliwie.
- Wygląda jak rozwodniony lukier - mruknęła zaciągając się jeszcze zapachem i kichnęła głośno, o mało co nie rozlewając cennej mikstury - No dobra. To do dna - jak powiedziała, tak i zrobiła opróżniając kubeczek w którym to zaserwowano jej płyn. Mimo konsystencji rozwodnionego lukru, nie było to dobre, toteż się skrzywiła i wystawiła język.
- Ble. Coś ty mi dał?

draumkona pisze...

Iskra zrozumiała to nieco inaczej niz Cień. Nie obawiała się iluzji, czy alternatyw, ale tego, że Cień jej odmówi właśnie tak jak przed chwilą. Dziwić więc nie powinno, że elfka posmutniała i zmarkotniała jakoś, z cichym westchnieniem przekręciła się na plecy.
- Szkoda...
- No tak - Vetinari zaczynała chyba rozumieć zasadę lekarstw - Smakowało jak kocie szczyny, to było lekarstwem, na pewno. Jakby było dobre, to zaczęłabym cię podejrzewać o próbę otrucia - jej żart też coś nie wyszedł, w dodatku dostała czkawki nie wiedzieć czemu.
- Szl...ag.

draumkona pisze...

- Niewiele pamiętam z tej całej iluzji. Wiem tylko, że odrąbałam Solanie łeb i w sumie mnie to cieszy. Trzeba to będzie wypróbowac tu - uśmiechnęła się pod nosem, co by Cienia nieco podrażnić, bo w rzeczywistości wiedziała czym taki czyn może się skończyć. Jednak jej życie było jej droższe niż zemsta na kurtyzanie.
- To zależy jakie, bo byle jakich nie jem - ale zanim zdązył cokolwiek zrobić, stoliczek na którym leżała tacka ze znaczną częścią śniadania został opanowany przez Vetinari. Były dwa rodzaje ciastek, ale na jej nieszczęście, żadne nie było z lukrem. Chociaż może to i lepiej? Ostatnimi czasy czuła się jak klucha, może więc pora zrezygnować z ciastek.
- Wy dostaliście chleb i ser. O, nawet są warzywa. Mi przynieśli owsiankę... - dźgnęła palcem kawałek ogórka i spojrzała na Devrila - Jadłeś już coś? - cóż mogła poradzić na to, że tym razem nie udało jej się zapanować nad głosem i w pozornie lekki ton wkradła się troska.

draumkona pisze...

- Oj Lu - przekręciła się znów na bok i zerknęła na niego - Przecież nie mówiłam tego poważnie. Kto by cię wtedy tak sumiennie chędożył, gdyby Bractwo mnie dopadło za zabójstwo? - te słowa przypomniały jej o czymś. W zasadzie, miała mu nie mówić, ale...
- Wracam chyba do branży, ale jako wolny strzelec - co oznaczało, że Cienie mogą mieć komplikacje w eliminacji swoich celów.
Wobec tak postawionej sprawy nie pozostawało jej nic innego, jak oderwał kawałek chleba i zagarnąć parę plasterków sera i warzywa.
- Myślisz, że zdążymy wrócić do Keronii na święta? - obiecała coś swoim alchemikom, poza tym, zaczynała się martwić. Niby chodzili parami, byli gotowi na starcia, wyćwiczeni... Ale wciąż się o nich bała. Zwłaszcza po tym, jak ostatnio przerzedziła ich szeregi Gildia.
- Nie chciałabym ich zostawiać samych. Nie w święta... Bo oni też nikogo nie mają - słowa jakoś same wyszły, nie skontrolowała ich, poza tym, w jego obecności miała długi jęzor i mówiła o rzeczach, które zwykle chowała głęboko w sobie.

draumkona pisze...

Nie chodziło jej o konkurencję. Nie w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale... Albo ona będzie im podbierać klientów, albo będą to zbieżne cele. Niby miała nie wchodzić Bractwu w paradę, ale jeśli miałaby kogoś ochraniać, a Bractwo miałoby za zadanie zabic jej klienta... Wtedy byłby problem.
- Nie mogę całe życie siedzieć u Hauru - mruknęła marszcząc brwi.
Charlotte uśmiechnęła się blado na wspomnienie o Alastairze. Święta. Zwykle spędzali je razem, nawet kiedy jeszcze jej główną rolą było grzanie łóżka Escanora, to zawsze znalazła czas i wymówkę by wyrwać się z Twierdzy. To byłyby pierwsze święta, gdzie nie miałaby ograniczenia czasowego. Cholerne kłopoty.
- Iskra i Cień... Jakoś im się nie dziwię - gdyby mogła i miała z kim dzielić czas, zapewne skończyłaby podobnie do Iskry. A, że nikogo nie miała... Albo może i miała, choć obiekt jej uczuć był raczej tego nieświadomy. Biedna Vetinari jeszcze nie wiedziała, że Devril widział sen. Że wie.
Szept odnalazł Evans. Był ubrany dokładnie tak samo jak wtedy, gdy z Juną pozbyli się Rozpruwacza. Widząc zataczającą się magiczkę, podszedł szybkim krokiem i ją podtrzymał.
- Ej, w porządku? Bo wygląda na to, że trochę dałaś w palnik - Zjadacz, jako Broń nie znał się na magii. A takie zataczanie się... No, on znał tylko jeden sposób by tak gubić krok.

draumkona pisze...

- Nie mogłabym - mruknęła i chyba pomysł z marchwią teraz nie spodobał się jej - Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nie chcesz mieć nic wspólnego z tym warzywem, a teraz proponujesz mi jego uprawę. No, chyba, że nie zamierzasz mnie odwiedzać, to cóż... - Iskra Cienia podpuszczała, ale to nie było niczym nowym. Uprawa marchwi niby nie była taka zła, ale... Znając życie nim warzywo na dobre zapuści w ziemi korzenie, to jakiś tajfun zmiecie jej chatkę, a barbarzyńcy spalą pole, a ją samą pewnie pozbawią magii. Nie, tak przyziemne zajęcia chyba były zbyt niebezpieczne, to już wolała podawać się na talerzu Bractwu. Tam przynajmniej było mniejsze ryzyko faktycznego nieszczęścia.
Charlotte chyba podłapała posępny nastrój, bo też jakoś spochmurniała, jakby co najmniej kazał jej wypić jeszcze litr tego świństwa.
- Nie wrócimy. Sama przeprawa na wyspy zajęła nam dzień, a my nawet nie ruszyliśmy sprawy Pożeracza... Musielibyśmy uwinąć się dzisiaj i wieczorem wyruszyć, co jest awykonalne niestety - westchnęła i owinęła się mocniej płaszczem. Po chwilowej obserwacji zauważyła, że już ma gdzieniegdzie dziury, a przy kapturze jest nawet nieco nadpalony, co jeszcze bardziej ją przygnębiło.
- Utknęliśmy.
- Mhm - Evans prowadził magiczkę korytarzami i chyba niezbyt brał ją na poważnie. Musiał znaleźć Juno, ona się zna na pijanych ludziach, a może nawet i nieludziach, bo w końcu magiczka człowiekiem nie była.
- Zaraz cię rozbudzimy, czekaj, znajdę wiadro... - Zjadacz miał czasami naprawdę dobre intencje, ale w większości przypadków brakowało tym intencjom delikatności i dokładnego przemyślenia, bo Szept zostało wylane na głowę wiadro zimnej wody, co jednak nie odniosło pożądanego skutku.
- Evan! Co ty robisz jełopie! - Juno pojawiła się na końcu korytarza i natychmiast do nich podbiegła, łapiąc Szept pod drugie ramię - Idziemy do Steina, gazem! - i tak zaciągnięto magiczkę do doktora.

draumkona pisze...

Lucien miał szczęście, że Iskra nie chciała go zamykać w czterech ścianach i otaczać kordonem ludzi. I tak by uciekł, a przy okazji pewnie wymordował tych, którzy w dobrej intencji zagrodziliby mu drogę.
Znalazła inny sposób, który jednak został przejrzany. Gwiazda, którą podarowała mu na ostatnie Dremady co prawda była przy Cieniu, ale go nie chroniła, bo ten nie nosił jej na szyi, co niebywale Iskrę irytowało. Może i był magiem, ale na pewno nie ochroniłby się przed taką Latawicą. Albo czymś jeszcze gorszym.
Amulet ochronę mu zapewniał, całkiem dobrą, tylko że Cień nijak nie chciał z niej korzystać, kiedy dowiedział się skąd ów amulet czerpie siły. Iskra musiała wymyślić inny, cwańszy sposób.
Spojrzenie elfki padło na pierścień. Pierścień Poszukiwacza, który ten miał zawsze przy sobie. Tego by nie zdjął, nie pozbył się. Albo obrączka. Nie, obrączkę zawsze może sćiągnąć i wyrzucić jak znowu się pokłócą. Pierścienia z Bractwa raczej się nie pozbędzie, ale... Czy ów nie jest już zaklęty?
- Lu, pokaż mi to - to mówiąc bezceremonialnie przysunęła sobie rękę Cienia pod nos i przyjrzała się pierścieniowi przy okazji wpuszczając weń myśl magiczną, która miała wybadać co i jak.
- Nie? - Charlotte była akurat innego zdania - Pożeracz żywi się elfami z Atax, które nawet jeszcze nie stoi - podniosła się z fotela i zaczęła krążyć po pokoju - Nim tu dotarliśmy, wpadliśmy w jakąś iluzję, w dodatku mnie potem dorwał... Cokolwiek to było - wspomnienie snu odrzuciła równie szybko jak pojawiło się w jej głowie. Potem się nad sobą poużala, teraz byłą w zbyt bojowym nastroju, ból głowy nieco minął, co chyba można było przypisać specyfikowi jaki jej podano - Teraz głupi Cień skłócił Szept z Wilkiem, oboje gdzieś poleźli, Cień chędoży, ja mam katar i idą święta. Masz rację, nie jest tak źle - przystanęła przy drzwiach i utkwiła w nich na chwilę spojrzenie - Jest fatalnie - wyciągnęła dłoń i nacisnęła klamkę, po czym wyszła na korytarz - Trzeba odszukać nasze pokłócone małżeństwo i doprowadzić to wszystko do porządku. Jak my tego nie zrobimy, to nikt tego nie zrobi - w końcu, obejrzała się przez ramię na Devrila - Idziesz, panie dyplomata?
Juno nie była specjalistką od demonów. Co prawda mieli tu takiego jednego, nazywał się Kishin i uciekł niedawno z podziemi szkoły. Dlatego teraz w mieście panoszyło się tyle plugawców zjadających dusze. Szczegóły tej sprawy zostały jednak utajnione, by nie straszyć studentów.
- Może to Kish... - Zjadacz wpadł na to samo co jego Mistrzyni, ale ta zgromiła go wzrokiem. Nie byli wtajemniczeni, poza tym nie można im było o tym rozmawiać.
- Stein ci pomoże. Wie więcej o demonach niż my - poprawiła uchwyt, który podtrzymywał magiczkę z jej strony i przyśpieszyła kroku. Jeśli Kishin uzyskałby materialną, namacalną formę... O bogowie, przecież byli na to kompletnie nieprzygotowani.
- Doktorze! - krzyknęła, kiedy znaleźli się w poblizu gabinetu. Z pomieszenia wysunęła się głowa Medusy, asystentki.
- Hm?
- Znajdź doktora!
- Nie ma go.
- Jak to nie ma?!
Uśmiech Medusy stał się nieprzyjemny. Szeroki i nieprzyjemny.
- Otrzymał pilną wiadomość i musiał wyjechać.
- Jak to wyjechać... Dokąd?
- Tam, skąd już się nie wraca - syknęła, a cień czający się w kątach czy pod krzesłami poruszył się, jakby zgęstniał i zyskał własną osobowość, bo zaczął pełznąć po podłodze w stronę Medusy.
Coś tu było mocno nie tak.

draumkona pisze...

Elfka prychnęła i porzuciła dłoń Cienia. Cholerny pierścień był zabezpieczony, szlag. I jak ona go teraz miała niezauważalnie otoczyć ochroną? Opieką?
Zerknęła na porzuconą przy łóżku broń. Zabójca odpadał, podobnie reszta jego zabawek. One miały już swoje własne właściwości, więc pozostawał tylko jeden przedmiot, który w miarę często miał przy sobie, a który jednocześnie wciąż nie był zaklęty w żaden sposób.
- Gdzie masz obrączkę?
Niestety Charlotte z Wilkiem nie łączyło wiele. Prócz krwi płynącej w żyłach i zamiłowania do lukrowanych ciastek. Nie urodzili się w tym samym dniu, nie łączyła ich magia, nie łączyła rodzina. Na więź jaka łączyła Iskrę i Epoha nie mieli szans, ale było także i takie coś, co nazywane jest intuicją. To coś z kolei posiadała Charlotte, której się wydawało, że Wilk jednak spartaczył sprawę i wcale Szept nie będzie razem z nim.
- Mój brat to czasami idiota i skończony bubel. Ale racja, najpierw znajdźmy jego - Szept byłą kobietą. Kobiety zawsze sobie jakoś radzą, to panów trzeba wiecznie ratować. Jak nie z iluzji, to z czegoś innego, przynajmniej wedle mniemania Charlotte.
Wybrała prawy korytarz, bo było tam mniej ludzi. Gdyby ona miała rozmawiać z Devrilem... Oczywiście, gdyby mieli takie problemy jak Szept z Wilkiem, wolałaby rozmawiać bez świadków. Puste korytarze byłyby do tego idealne.
Juno nie przywykła do tego, że ktoś próbuje ją ochraniać. Zawsze radziła sobie sama, tego ją nauczyli...
- Evans... - wyciągnęła rękę do Zjadacza, a ten zmienił się w kosę o rubinowym ostrzu. Kishin był formą skażonej duszy, demonem. A prawo mówi jasno. Dziewięćdziesiąt dziewięć dusz skażonych i jedna demonia czyni z Broni Kosę Śmierci. Broń, którą w historii szkoły widziano tylko raz.
Miała okazję by powtórzyć wyczyn swojej matki i ojca, choć bała się cholernie starcia z demonem. Zwłaszcza, że Medusa nie wykazywała chęci współpracy z nimi.
- Szept... Szept ona jest naczyniem - zaniepokojona spojrzała na pełzający po ścianie cień - Ona... To ona musiała go wypuścić. To jej wina. To wszystko... - gdyby nie wyuczona kontrola, zapewne rzuciła by się teraz na asystentkę. Z jej winy zginęło tylu dobrych Mistrzów. Tylu ludzi...

draumkona pisze...

Jak miał krążek na palcu tak po chwili go nie miał, bo miała go Iskra, która przekręciła się na brzuch i przyjrzała się dokładniej przedmiotowi. Już ona swoje zrobi.
- Nie rozstajesz się z tym, prawda? - spytała chyba tylko dla upewnienia się, choć Cień mógł mieć wrażenie, że nadal doszukuje się u niego choćby śladu zdrady.
Wilk nieco spochmurniał. Szept zniknęła, demon szalał...
- Tu jest demon. Nie wiem jaki, ale dość mocny, cała szkoła się go boi - mruknął ponuro rozglądając się wokół jakby się spodziewał, że rzeczony demon zaraz na nich wyskoczy - Musimy znaleźć Szept. Pozwoliłem jej działać samej i teraz nie mogę jej znaleźć... A znając ją... - nie zdązył dokończyć zdania, bo już musiał gonić za Charlotte, która pędem ruszyła korytarzem wiedziona strachem o Szept i przeczuciem.
Juno nie znała Szept, więc pozwoliła jej na działanie. Medusa tymczasem zaśmiała się cicho, jakby kpiąc z magii Szept.
- Pamiętaj magu, że magia ma ograniczenia. Szczególnie tu. To nie jest twój teren.

draumkona pisze...

- Nie. Nic z tych rzeczy - zaprzeczyła Iskra automatycznie, ale obrączki Cień już nie odzyskał. Została sprytnie schowana pomiędzy ramę łóżka a materac, by potem Iskra mogła się nią zająć. Na razie to zajęła się Cieniem.
Wilk wyraźnie spochmurniał. Owszem, wiedział, że Szept i kłopoty to prawie to samo w pewnych momentach, ale nie lubił gdy kto inny dochodził do takich wniosków. Szczególnie Devril, któremu momentami miał ochotę po raz drugi złamać nos.
- Jestem medykiem, a to różnica! - odkrzyknął i ruszył pędem za tamtą dwójką.
Charlotte miała swój własny radar kłopotów wbudowany gdzieś w umysł i ciało, bo kluczyła korytarzami jakby była u siebie w domu a nie na obczyźnie. W końcu wypadła zza rogu i stanęła jak wryta. Tutaj gęsty cień niemalże wylewał się z kratki przy podłodze prowadzącej zapewne do kanałów. Formował się, to opadał jak dym, który ma własną osobowość i cele.
Nie mniej jednak, czułe półelfie ucho dosłyszało ruchy po drugiej stronie korytarza, który przepełniała czarna mgła. Tam była Szept. I Juno. I ktoś jeszcze...
Bez wahania wkroczyła w dym, a wkrótce potem otuliła ją ciemność.
Gdyby Juno wiedziała co się święci zapewne kosą oberwałaby Szept, nie Medusa. Ale nie wiedziała i w tym był cały problem. Za to Evans wyczuł drgania posadzki od strony z której sączył się dym zapełniający korytarz. W ostrzu kosy pojawiło się odbicie jego twarzy.
- Ktoś idzie. Sądząc po krokach... Trzech. Nie wiem kto - Juno skinęła głową w milczeniu i zmrużyła oczy. Jeśli byli to sojusznicy... To dobrze. Jeśli kolejni zwolennicy Kishina to fatalnie. I gdzie do cholery byłą reszta Mistrzów?!

draumkona pisze...

Charlotte przebiegła przez dym i wpadła na Medusę, która z sykiem przerzuciła Vetinari przez ramię, a ta łupnęła głową o posadzkę. W uszach jej zadzwoniło, obraz się zaciemnił.
- Ała... - zdołała tylko jęknąć, kiedy Medusa ją kopniakiem odsunęła na bok. Coś było nie tak. Jakaś magia... Nie mogła przebić się do Mistrzyni, a to wywijanie kosą na lewo i prawo zaczynało ją już denerwować. Ją i demona.
Wilk nie odpowiedział, bo uznał, że naprawdę musi mieć pecha. Nie dość, że miał żonę której na drugie imię powinni dać kłopot, to jeszcze siostrę która powinna mieć tak na nazwisko.
- Charlotte Kłopoty - burknął testując wydźwięk nowego wymysłu - Zamieniłbyś Kłopoty na Winters i byłby spokój! - w tym samym momencie on wypadł z dymu, ale nie na Medusę. Szybko spojrzał na dwa kształty na ziemi. Szept i Charlotte, no cudownie.
- Co się...
- To demon! - wrzasnęła Juno i Wilk musiał się uchylić, bo kobieta cięła kosą w powietrzu przepoławiając wiązkę dymu, który jakby się skurczył.

draumkona pisze...

Charlotte i syndrom nie myślenia połączony z syndromem zgrywania bohatera dawało połączeni wybuchowe, czyli właśnie lecenie na oślep, bo ktoś jest w niebezpieczeństwie. Choć gdyby się zastanowić ile bliskich już osób straciła wcale by to nie dziwiło.
Nie była aż tak poturbowana, by zalegać wieczność na posadzce toteż spróbowała usiąść i rozmasowałą głowę. Ze skroni spływała wolno krew, ale poza tym nic więcej jej nie dolegało.
- Dev...ril? - czerwone tęczówki były niepokojące. I ten wyraz twarzy... Momentalnie przypomniała jej się wycieczka do Otchłani i Ten-Bez-Twarzy. Reszty się domyśliła, choć nie wiedziała kompletnie co robić. Miała... Podnieś na niego rękę? Na NIEGO?
Wilk zbierał Szept z podłogi. Co ona sobie do cholery myślała? Że będzie bohaterką, cholera jasna? Niech to się skończy to wybije jej to z głowy...
Odciągnął magiczkę w kąt, gdzie najmniej było demona i niebezpieczeństw, po czym zerknął na resztę. Nie wyglądało to dobrze.
- Szept... Akurat jak jesteś potrzebna tu to cię wcięło!

draumkona pisze...

Była niezdolna do ruchu. Owszem, umysł krzyczał, nakazywał ruch, obronę lub ucieczkę. Ciało jednak pozostawało głuche, sparaliżowane niepewnością wywołaną przez uczucia. Nie mogła go skrzywdzić. Po prostu nie potrafiła. Tkwiła więc w jednym miejscu spoglądając na niego tak jakby cięzko jej było uwierzyć w to co widzi.
- Szept, nie przeginaj - Wilk wplótł własną magię w magię Szept, ale krwotok nie znalazł stosownego uzasadnienia w ciele, toteż elf wysnuł jedyny możliwy wniosek. Krew jest skutkiem zaklęcia, nie zaś pękniętego naczynia. Co za tym idzie... Niewiele mógł zrobić.
Nie mniej jednak chronić ją jeszcze potrafił. Dorwał jakieś krzesło, odłamał mu nogę i zamierzył się na Medusę, która musiała odpierać jeszcze ataki Juno z kosą, co niebywale ją drażniło.
- Szept wróć do żywych... - Wilk zaczynał się powoli modlić w duchu o cud.

draumkona pisze...

Demon mógł korzystać ze wspomnień Devrila. Z tego co arystokrata wiedział. Wykorzystał tą wiedzę chciąc odciąć alchemiczkę od reszty. Jednego wroga mniej, a on będzie mół zająć się tym czarnym magiem, który próbował mu coś zrobić.
Pomniejsze duszki i demony przybrały formę paru olbrzymich wilków, których Vetinari się tak potwornie bała. Co gorsza, te wyglądały na głodne.
- Brać ją - demon niedbale machnął głową, a Vetinari musiała uciekać. Nie chciała zranić jego, a sama nie chciała ginąć jako posiłek dla wilków, więc wybrała ucieczkę.
Wilk nie widział nic śmiesznego w jego broni. Wręcz przeciwnie, mogła okazać się bardzo przydatna.
- Coś wykombinuję - burknął, ale nie ruszył się zbyt przerażony wizją jaka go naszła. A jeśli tym razem Szept się nie uda i wróci jako demon? Co on wtedy zrobi...?
Juno była teraz w potrzasku. Z jednej strony demon, z drugiej Medusa. Co gorsza, w jakiś dziwny sposób belki podtrzymujące dach zajęły się ogniem a w korytarze wdarł się gryzący i ciężki dym.
Nie wszystko było jednak stracone, bo pojawili się pozostali Mistrzowie. Jeden korzystał z dwóch sztyletów, drugi zaś miał miecz o zakrzywionym ostrzu i błękitnej poświacie. Nowi zajęli się obalaniem Medusy, która na dokładkę dostała jeszcze nogą krzesła solidnie w łeb. Wilk przyznałby sobie za to uderzenie dziesięć punktów, gdyby takowe liczył.
Po korytarzu zapełnionym cieniami, ogniem i dymem potoczył się krzyk. Wilk znał ten głos i dopiero teraz uprzytomnił sobie, że jego siostry nie ma, a Devril wygląda naprawdę dziwnie.

draumkona pisze...

Gdyby miał pod ręką jeszcze jedną nogę od krzesła, byłby ją wpakował demonowi w gębę. No, ale niestety, krzesło już trawiły płomienie, a on miał o wiele więcej do zrobienia. W mgnieniu oka sytuacja się odwróciła, to demon był na przegranej pozycji. A wraz z nim Devril ze sztyletem w piersi.
Wilk doskoczył do arystokraty i przyciągnął go bliżej nieprzytomnej Szept, by obu mieć w zasięgu ręki. Żeby w razie czego ich ochronić.
Nie było takiej potrzeby, bo niebezpieczeństwo minęło. Pozbawiony powłoki Kishin wpadł w ręce Mistrzów, którzy odcięli mu drogę ucieczki. Z drugiej strony, przez kłęby dymu i płomienie wyszedł ktoś jeszcze.
Kobieta, o jasnych włosach i poważnym wyrazie twarzy. W dłoni także dzierżyła kosę, choć ta miała trzy ząbkowane ostrza i owinięta byłą łańcuchem. To była Kosa Śmierci, co za tym idzie, jedyny Mistrz i jedyna Broń zdolni zapieczętować znów demona.
Kobieta uniosła dłoń, łańcuchy kosy zabrzęczały, a kłęb dymu w którym teraz znajdował się demon skurczył się gwałtownie. Słowa uleciały w powietrze, choć były dla Wilka niezrozumiałe. Powietrze falowało od gorąca, sufit kruszał i zaczynał się walić. Nagle oślepił go jasny błysk, a potem... Potem zniknął i Mistrz z dziwną kosą i demon. Pozostała trójka zaczęła się ku nim przedzierać przez kawały gruzu i belek, które zdążyły spaść już na ziemię.
- Nie ma czasu! Musimy przejść do innej części! Ta się zaraz zawali! - to był głos Juno, która puściła kosę by zacząć targać Devrila, byle dalej stąd. Upuszczona kosa w locie zmieniła się w Zjadacza, który złapał arystokratę za nogi i razem go wynieśli w inny korytarz. Mistrz o dwóch broniach rozglądał się, jakby coś mu nie pasowało. Ten z mieczem próbował zabrać Szept, ale Wilk nie pozwolił odebrać mu tego przywileju i sam wziął magiczkę. Musiał się śpieszyć, czuł jak jego magia którą przelewał w Devrila słabnie, a więź gaśnie. Był zbyt daleko, musi się pośpieszyć... Roztargniony spojrzał w przeciwną stronę, tam gdzie uciekła Charlotte. Potem spojrzał na Mistrza.
- Znajdź moją siostrę... Demon posłał za nią wilki, nie wiem co się z nią...
- Znajdę ją - zapewnił Mistrz przerywając mu i pewnie wszedł w kłębowiska dymu. Wilkowi nie pozostało więc nic innego jak podążyć za Juno i tamtym drugim.

Silva pisze...

Cała Szept. A przecież jakby tylko pomyślała, wiedziałaby, że w worku zwierzaka nie ma. Co jak co, ale jak najemnik powiedział, że lisa nie upoluje i nie oskóruje, to tego nie zrobi. Będzie miał guza, albo siniaka… I magiczka się zezłościła. To ostatnie było najgorsze, ale jak to Brzeszczot, najpierw zrobił a potem pomyślał. Głupich żartów mu się zachciało.
- Uciekła – po czym wskazał paluchem na Szept – Wpadł krasnolud do piwnicy – teraz przesunął go na Emisa – Do beczułek się dobierał – i znowu na magiczkę – Miodu nie zostawił – i na przybocznego – Wina mu zabrakło… - wyliczanka najemnika zatrzymała się na elfie, co nie zostało przyjęte z entuzjazmem – Szept, jadę z tobą. Mogę nie?
Do wybrzeża nie pozostało im wiele drogi. Powinni do Sevilli dotrzeć po zapadnięciu zmroku i jeśli nie zdecydują się wejść do miasta po ciemku, poczekają do świtu i otuleni magicznym zaklęciem odnajdą goblina, zapłacą mu i wio na wyspy, a z nich na mroźne Kresy.
Na zachodzie, w oddali, za mgłą widoczne były szczyty gór Przodków, gdzie ukryte pośród prastarych lasów podnosiło się z ruiny nowe Ataxiar. Na południu, nad leniwą rzeką było ukochane Mall Resz, a na wschodzie rozciągał się las wielkich sów. Był w domu, wszędzie miał blisko, a zarazem tak daleko. Ciekawe, czy świat by o nim zapomniał, gdyby tak na chwilę zaszył się na odludziu.
- Powinniśmy ruszać – nie wiedzieć kiedy, szamanka znów była w ludzkiej postaci, do tego stała przy Emisowym koniu, najwyraźniej z zamiarem wdrapania się na niego. Wydawała się być spokojna, jak zawsze żadne uczucie nie odbijało się na jej twarzy, ale w duchu wiedziała, że coś się skrada za nimi, podąża ich śladem jak cień, będąc jednocześnie na tyle blisko, by nie zgubić śladu, ale wystarczająco daleko, aby samemu nie zostać odkrytym. Kim był ów osobnik, wciąż pozostawało zagadką, nawet dla duchów, co niepokoiło szamankę jeszcze bardziej.

~~
Wśród wysokich traw czaił się cień. Przykurczony, przyczajony. Czekał, aż będzie mógł ruszyć dalej.

~~
Śnieżna kuna o białym futerku i czarnych oczkach, węsząca wśród wystających korzeni brzozy, posłyszała hałas i czmychnęła na drzewo, kryjąc się wśród ośnieżonych gałęzi, wysoko nad ziemią. Ciekawskim stworzeniem była, więc przekrzywiając łebek spoglądała w dół.
Leśną ścieżyną, oblodzoną, uczęszczaną jedynie przez mieszkańców wioski jarla Sigruna, przemieszczali się konni jeźdźcy. Dwóch ich było, a ich wierzchowce przypominały zjawy i demony; nieumarłe konie, powołane do życia przez magię, bardziej martwe niż żywe, zgniłe nie zdrowe. Ślepia mieniły się czerwienią, przez rozdartą, nadgniłą skórę wystawały kości i mięśnie. Zmartwychwstałe wierzchowce.
Ich jeźdźcy okryci byli grubymi płaszczami z kożuchami, chroniąc dłonie w rękawicach i nogi w skórzanych buciorach. Para z ich ust kiedy mówili i nosów gdy oddychali, buchała niczym z miechów. Oszronione kaptury przymarzły, siodła stwardniały, jednak nie przeszkadzały ni koniom ni ludziom. Martwego kasztana prowadził Ryld Sinodzioby, obok na siwku jechała jego córa Gorma. Nekromanta i lalkarka. Bezcześciciel oraz złodziejka dusz. Forpoczta kłopotów.
Ryld pogonił kasztana. Śpieszno mu było dotrzeć do wioski klanu Ryby jeszcze przed pełnią; miał dzień, jutrzejszej nocy na granatowym, północnym niebie zalśni okrągły księżyc. Musiał zdążyć. Oboje musieli. Kiedy drgnęły palce nekromanty, a wokół jeźdźców zebrała się magia, śnieżna kuna czmychnęła przestraszona.

draumkona pisze...

Nie czuł się żadnym autorytetem w sprawach leczenia, więc i na spojrzenia młodzika reagował uniesieniem brwi. Owszem, niby coś tam wiedział, ale gdzie mu do dobrego uzdrowiciela.
Wyglądało na to, że wszystko dobrze się skończyło. Demona przymknęli, Szept zaczęła reagować, Devril zapewne zaraz się wybudzi... I naprawdę wszystko wyglądało dobrze, dopóki ostatni Mistrz nie przyniósł jego siostry.
Wyglądała fatalnie, ale jak może wyglądać ktoś, kogo dopadły demoniczne wilki. Ubrania miała poszarpane, podobnie jak i prawą nogę, w której brakowało sporego kawałka mięśnia na udzie. Na ciele widoczne były ugryzienia, były i rany szarpane na brzuchu, parę zadrapań na twarzy i solidne otarcie na policzku, jakby ją coś przeciągnęło po ziemi. Jak sądził, że będzie dobrze, tak teraz załamał ręce i zanim medyk zdążył do niej dojść, Wilk już się tam przepchał i porozstawiał ludzi po kątach zasypując informacjami odnośnie tego, czego mu trzeba. Z marszu też wkroczył magią w nieprzystosowany do takich praktyk organizm Vetinari i znalazł najbardziej poturbowane miejsca.
- Będzie przeszczep - zawyrokował dosłownie po chwili oględzin i rozejrzał się za jakimś stosownym osobnikiem - Ty - tu dopadł do medyka - Znajdziesz mi jakąś dziewczynę, najlepiej jak najmłodszą - komórki młodzików lepiej się przyjmowały, przynajmniej u eflów, a skoro ona była w większej części elfem...
Obejrzał się z roztargnieniem na Szept. Nic jej nie groziło. Ktoś życzliwy okrył ją jeszcze kocem. Devrilowi też nic nie groziło, chociaż Wilk miał tymczasową ochotę dokończenia dzieła magiczki.
To demon, nie on, upomniał się w duchu starając się opanować narastającą panikę.
W międzyczasie pojawił się Stein, nieco poturbowany i ze słoikiem oczu pływających w jakiejś zielonej mazi. Przyprowadziła go Juno.
- Schował się w szafie jak Medusa zaczęła świrować.
- Komórki. Masz jakieś... Ścięgna? Kawałek mięśnia? Cokolwiek?
Stein uśmiechnął się szeroko i... I potem zaraz wyglądał jakby ktoś go zdzielił po twarzy.
- Musi dojść do siebie - podsumowała Juno sadzając doktora na jego fotelu.
- Ale mi potrzebny jest teraz - burknął nieprzyjemnie i obejrzał się znów na swoich podopiecznych. Szept nadal się nie budziła, Devril też nie. Charlotte podobnie. Co prawda życiu żadnego z nich nic nie zagrażało, ale... Wolał, żeby Vetinari po wybudzeniu nie chciała go zamordować z powodu utraty nogi. Lepiej będzie zrobić wszystko by temu zapobiec.

draumkona pisze...

Wilk, który chciał się chyba roztroić w pewnym momencie uznał, że pora Mistrzów wyrzucić za drzwi. Dzięki piękne, pomogli jak mogli, ale żeby tak męczyć Szept?
Kiedy w końcu udało mu się wszystkich wyrzucić za drzwi i kiedy te w końcu się zamknęły, odetchnął. Głęboko i powoli.
- Juno, zajmij się Steinem - jedyna obecna tu Mistrzyni skinęła głową - Ochotniczkę niech ktoś uśpi - tu głową skinął medyk i zaczął grzebać po szafkach w poszukiwaniu odpowiedniego specyfiku - Szept, jak będziesz próbowała wstawać, to jak bogów kocham, sam cię uśpię i obudzę wtedy kiedy uznam to za stosowne - chwilowo musiał porzucić chęci wypytania ją o wszystko. Szczególnie o to, co powiedział jej medyk szeptem.
Devril nadal się nie odezwał, toteż władca kontrolnie sprawdził wiązkę magii pomiędzy nim samym a arystokratą. Żadnych uszkodzeń, stan w normie. Za psychikę nie odpowiadał.
Dopiero po tym wszystkim uznał, że może zająć się w spokoju przeszczepem. Wszystko było gotowe, tylko zdezynfekować ranę, przygotować tkanki...
Iskra wyczuła, że coś jest nie tak. Akurat była po kolejnym starciu z Cieniem o tytuł tego, kto padnie szybciej i tym razem przegrała. Mimo jednak zmęczenia i wielkiej ochoty na drzemkę poczuła coś niepokojącego. Jakby...
Zerwała się do siadu, po czym wyskoczyła z łóżka jak oparzona i zaczęła się ubierać.
- Coś się dzieje. Wstawaj, musimy iść - wydyszała wciskając się w spodnie.

Sol pisze...

Sol nie wiedziała, ze na tych ziemiach tak wielką nienawiścią pała się do magii. Sama dorastała w takich krajach, takich okolicach, gdzie ją szanowano, gdzie z niej korzystano swobodnie, gdzie obdarzonych nią może i z rezerwą się traktowało, z jakimś małym lękiem przez ich potęgą i możliwościami patrzyło,a le jednak ci, co magię w sobie nosili, zwykle otrzymywali gościnę, pomoc, takz ei jej udzielali. Słowem, tam skąd pochodziła, magia była talentem, z którego się korzystało. Nie miała pojęcia, ze może być inaczej.
Znalazła się w tym lesie zupełnie przypadkowo. Zeszła z traktu, którym szła od miasta, które wywarło na niej ogromne wrażenie, by poszukać jakiś grzybków, ziół, owoców, czegoś co zostało po ciepłych dniach do jedzenia. W ogóle burzało jej w brzuchu i czuła, że niedługo nadejdzie stan, gdy będzie ją mdlić, a dodatkowo jeszcze zaczną się poajwiać ciemne plamy przed oczyma.
Gdy nadleciał kruk, nie wzdrygneła się. Obrzuciła go przelotnym spojrzeniem, nie zawracając, nie zatrzymując się. Gdy jednak została zaatakowana i dostrzegła zbroję, broń i nienawiść wyziewającą z oczu napastnika, wiedziała, że musi się ratować ucieczką. Była słaba, jej magia też była ograniczona przez niski poziom sił witalnych, a ten co atakował, wydawał się niepokonany jak knur.
Wpierw zarzucona została sieć. Sol krzykenła zdezorientowana i padła na ziemię. Gdy zobaczyła nadchodzącego rycerza, złapałą mocno liny i je przepaliła, a cały splot zajął się ogniem, który ją uwolnił. Skoczyła na nogi i zaczęła uciekać, szybciej, prędzej, choć czuła ból i pieczenie słabych mięśni, nawet stawy w kolanach ją bolały i nogi nie chciały nieść. Daleko nie uciekła, bo tamten ruszył za nią, porwał za kaptur, który zsunłą się z jej głowy i pociągnłą w tył. Upadła, obijając sobie tyłek, lecz nie miła czasu and tym myśleć, napastnik porwał ją za pory ubrania w górę.
Krzyczała, opała, szarpałą się i na niewiele jej się to zdało. Uderzyła otwartymi dłońmi w oboje uszu tamtego i to nieco go ogłuszyło. Lecz nie puścił jej. I wtedy mogła się wyratować czymś, co niosło z sobą ryzyko utraty przytomności z osłabienia i głodu.
Podniosła ręce i odchyliła głowę w tył, wołając do wiatrów. A wchwilę potem wszystko zgineło w tak strasznej zawierusze, że nic nie było widać. Zerwał się huragan, porwał wszystko z ziemi, liscie, mech, gałęzie, słabsze krzewy i młode drzewa powyrywał z korzeniami. I wszystko to ciskało się siłą natury, jaką przywołała w napastnika, tego tak strojnie odzianego o plugawej gębie.

draumkona pisze...

Był zbyt zajęty, by spełnić swoją groźbę. Chwilowo tkanki dawczyni niezbyt były skłonne do współpracy, a on nie był przygotowany ani na przeszczep, ani na komplikacje. Nic więc dziwnego, że to ostatecznie pochłonęło jego uwagę.
Do komnaty nagle ktoś wpadł. A raczej dwójka ktosiów, którzy całe zajście przechędożyli. Iskra co prawda wyglądała na przestraszoną, ale o Cieniu raczej tego powiedzieć nie można.
- Co się dzieje? - spytała i potoczyła spojrzeniem po sali. Vetinari ranna, Devril wyglądający jakby dopiero ktoś go wypuścił z klatki w cyrku i Szept, która jak na gust Iskry powinna już dawno zemdleć.
- Już nic, pomóż mi - i furiatkę zgarnął elfi władca. W końcu, biały mag piechotą nie chodzi, a skoro on ma problem...
We dwójkę dość sprawnie się uwinęli, parę minut i po krzyku. Co prawda mięśnie nadszarpnięte widmowymi zębiskami będą się dość długo regenerować, ale jaka to cena w porównaniu do tego, co rzeczywiście mogła zapłacić gdyby Szept nie próbowała zabić Devrila.
Kiedy Wilk upewnił się po raz trzeci, że jego siostrze nic nie jest, postanowił zająć się Szept. Skoro siedzieć nie chciała, leżeć też nie, to on załatwi to inaczej.
Chwilę później magiczka mogła poczuć, że wcale już na ziemi nie stoi, a wisi w powietrzu podtrzymywana przez czyjeś silne ramiona.
- Skoro nie chcesz grzecznie poleżeć, to nie dajesz mi wyboru - mruknął. Tak, skoro tak dbała o innych to może zadba i o niego i o to, by nie musiał jej nosić. Chociaż na jego gust, mógłby i ją nosić przez cały czas.

draumkona pisze...

Iskra niestety nie dopadła Cienia w porę. On to powinien mieć możność zabrania głosu tylko w sprawach życia i śmierci. Ostatnim czego teraz potrzebowali były kłótnie.
- Lu, proszę cię... - posłała Cieniowi błagalne spojrzenie.
Wilk go zignorował, zignorował też i słowa magiczki.
- Ostrzegałem - skwitował tylko i podrzucił nieco Szept, co by mu lepiej było i spojrzał na arystokratę - Demon cię opętał, podpaliłeś jakąś część budynku, coś się zawaliło, zabiłeś chyba Medusę a na Charlotte nasłałeś jakieś wilki - elf był bezlitosny, choć gdzieś w głębi poczuł się nieco dziwnie. Nie powinien był go winić. W końcu, to nie on to wszystko zrobił, a demon...

draumkona pisze...

Iskra uderzyła Luciena łokciem pod żebra. Jeszcze jeden taki wyskok... I chyba sama się na niego obrazi. Mimo tego, że Wilk ją wygnał, to wciąż... Zresztą, nie można pozwolić na to, by Cień bezpodstawnie utrudniał Wilkowi życie. To się nie godzi.
- Idziemy - syknęła i tylko jakieś szczątkowe zasady moralności powstrzymały ją od wytargania Cienia za ucho.
Wilk zerknął przez ramię na medyka. Chyba spodziewał się wsparcia.
- Khem... Nie mogę na to pozwolić. Znaczy, jeśli będziecie mieli przy sobie medyka, to owszem możecie sobie iść... - elf uśmiechnął się, kącik ust mu drgnął, widać, że się hamuje, by uśmiech nie przeszedł w uśmiech tryumfalny.
- Bardzo chętnie się tobą zajmę, wasza wysokość - podsumował Szeptuchowe zapędy do udania się do komnaty. Skinął głową na Devrila, co by medyk się nim zajął w razie czego, a sam wyniósł Nirę do komnaty do której tak chciała wrócić.
Devril został więc sam z medykiem. No, chyba żeby liczyć Vetinari i dawczynię.

draumkona pisze...

Iskra pokręciła z niedowierzaniem głową.
- I co, tak bardzo cię bawi rujnowanie mu życia? Nie masz już co robić? A gdyby ktoś nas tak poróżnił? - cokolwiek by nie powiedzieć, Iskra chyba wiedziała, że Cienia żadne upomnienia nie ruszą, więc westchnęła tylko zrezygnowana - Załatwmy tą sprawę z Pożeraczem jak najszybciej i wynośmy się stąd... - chociaż prawdę mówiąc straciła już nadzieję, że na święta zobaczy dzieci. W końcu to... Już jutro.
Szept została zaniesiona do swojej komnaty, którą przez czas pobytu tu dzieliła z Devrilem. Wilk zamierzał to zmienić, a kiedy tylko magiczka znalazła się w łóżku, to on zajął sobie fotel. Nie ma, niech arystokrata sobie śpi z Vetinari w drugiej komnacie. Nieodparta ochota rozbicia mu nosa znów się pojawiła. Wypłynęła na sam wierzch rzeczy, które miał ochotę zrobić jak kożuch mleka.
- Odpocznij - mruknął tylko, także niezbyt skory do rozmów. Cholerny Cień znowu musiał przypomnieć o całej sprawie. Następnym razem to wejdzie im w trakcie i zabierze Iskrę to jakiegoś ultra-ważnego zadania. Będzie miał Cień za swoje.

draumkona pisze...

- Teraz i tak sami nic nie wskóramy. Mistrzowie się porozłazili, a zbliża się noc. Pamiętasz chyba co mówiła Juno, żebyśmy się nie ruszali poza komnaty... - dalsze słowa pochłonęło skrzypnięcie drzwi ich komnaty, a po chwili elfka weszła w ciemność. No tak, podczas ich nagłej ewakuacji dopaliły się świece. Teraz będą siedzieć w grobowych ciemnościach, niech to szlaczek.
Medyk, ten sam młodzik, który pomagał Wilkowi miał chyba więcej współczucia dla innych, bo zamiast zajmować się Steinem, który nie chciał oddac słoika z pływającymi gałkami ocznymi, przyszedł do Devrila. Z lekkim uśmiechem podał mu małą fiolkę z miksturą.
- To na wzmocnienie. I nie obwiniaj się tak. Oni wiedzą, że to był demon. Nie ty, tylko demon.
Na początku nie wiedział o kim mowa, bo dziwnym trafem, tor jego myśli zszedł na ojca. Że też akurat teraz mu się o nim przypomniało...
Zamrugał i przeniósł wzrok na Szept. Devril. Teoretycznie powinien być mu wdzięczny za chęc pomocy, ale... Skoro wiedział, że nie jest magiczny, to po co się pchał do demona?
Może nie wiedział? podsunął jakiś głosik, który elf zignorował.
- On go opętał i w pierwszej chwili... - zawiesił głos nie wiedząc co właściwie chce powiedzieć - To wyglądało tak, jakby naprawdę mu odbiło. A ludzie wcale święci nie są. Dopiero potem się zorientowałem, że to nie on, ale... Nie wiem, trudno pozbyć mi się tej sceny sprzed oczu jak miał mord w oczach i próbował cię zabić. Albo Charlotte. Może to nie jest rzeczywiście jego wina... - znów urwał zapatrzony gdzieś w ścianę - Przejdzie mi - podsumował tylko.

draumkona pisze...

Z ciemności dobiegło ciche parsknięcie. Chyba Iskra miała doskonały ubaw obserwując nieboraczka Luciena, który władował się na krzesło i taboret.
- Idź za głosem - mruknęła, ale zamiast zostać w jednym miejscu, to przesunęła się w inne - Tutaj, Lu - i znów zmiana miejsca. Ubaw po pachy, nie ma co.
Medyk skinął głową odbierając od Devrila pusta fiolkę.
- Wyjdzie. Najgorzej będzie z mięśniem udowym, bo jest w dużej części... Wygryziony. Ale powinien się zregenerować, zwłaszcza po przeszczepie - jakby na potwierdzenie jego słów, Vetinari mruknęła coś przez sen. Niezbyt wyraźne, ale zawsze coś.
- Jak się czujesz? Może coś cię boli? A może chciałbyś się przespać?
W pierwszej chwili niezbyt zwrócił uwagę na dziwne zachowanie magiczki. Zrzucił to na zmęczenie, oszołomienie... Ale potem przyszedł czas na myślenie. Przecież jeszcze w prowizorycznym szpitalu miałą taką minę, jakby miała mu zamiar rozpętać piekło tego bubka Silvana. A teraz...
Aż się zaniepokoił i opuścił swój fotel, przysiadając na łóżku.
- Co się dzieje... - dotknął lekko ramienia magiczki, a raczej części kokonu, gdzie miał nadzieję na znalezienie ramienia.

draumkona pisze...

Znów parsknięcie, choć tym razem Lucien zyskał tyle, że ktoś go od tyłu popchnął, a on wylądował na łóżku. Chwilę potem ktoś wylądował na nim.
- Niby taki z ciebie Cień, a z ciemnością sobie nie radzisz - mruknęła Iskra bawiąc się kołnierzem koszuli Poszukiwacza.
I na to młody człowieczek miał odpowiedź. Podreptał do jednej z przeszklonych szafek, pogrzebał tam chwilę i wrócił do arystokraty z nową buteleczką. Była w kształcie szkieletora, a w środku znajdował się mętny, zielonkawy płyn.
- Środek nasenny. Buteleczka może trochę odstraszać, bo jest po specyfiku na odrastanie kości... - bąknął wkładając fiolkę w dłoń Devrila i odszedł, zaniepokojony stanem dawczyni, która się za ten czas wybudziła.
Wilk z kolei stracił na dłuższy czas zdolność mowy. Myślenia zresztą też. Po prostu go zatkało i nie wiedział co ma zrobić. Był kompletnie nieprzygotowany na takie nowiny.
- Ale jak... Co... - chyba jeszcze to do niego nie dotarło. Chwilę jeszcze dukał coś pod nosem, niezbyt składnie i wyraźnie, ale w końcu się pozbierał.
- Nie wiedziałaś... - zaczął łagodnie przygarniając do siebie i elfkę i kokon jakim się owinęła - Nie płacz. Przecież to nie twoja wina...

draumkona pisze...

- Więc pomyśl, że ja jestem światłem - mruknęła tym razem ewidentnie dobierając się Lucienowi do koszuli. Ta dwójka chyba nie mogła zostawać sama, bo kończyło się to jednym.
Podczas snu Devrila całkiem wybudziła się dawczyni. Dostała od medyka stosowne mikstury na wzmocnienie i opuściła komnaty szpitala. I dopiero w parę długich godzin po jej odejściu wybudziła się Vetinari.
- Awwww - mruknęła na dzień dobry. Ostatnim co pamiętała był okropny ból. I te ślepia... Aż się wzdrygnęła.
W tym samym momencie dopadł do niej medyk z podejrzliwym wyrazem twarzy.
- Jak się czujesz?
- Jak... Jak kiełbasa - burknęła i odrzuciła koce, a chwilę potem krzyknęła na widok własnej nogi. Medyk nieco się zmieszał i szybko zakrył Charlotte z powrotem.
- To potrzebuje czasu. Lepiej będzie jak zostaniesz w łóżku i nie będziesz się nigdzie ruszać.
- Czemu... Co... - chyba do niej jeszcze nie dotarło to, co zobaczyła.
- Trochę cię poszarpały, ale to na szczęście nic poważnego...
- NIC POWAŻNEGO?! TO MI WYGRYZŁO PÓŁ NOGI!
Był dopiero świeżo upieczonym medykiem. Nie miał doświadczenia z pacjentami, którzy tak bardzo krzyczą, zamiast w spokoju kontemplować nad sensem życia i śmierci.
- No... Odrośnie... Ten elf załatwił ci przeszczep tkanki, odrośnie w ciągu paru dni. - to chyba Vetinari nieco uspokoiło, bo zmienił się jej wyraz twarzy. Z całkiem przerażonego i spanikowanego, na podejrzliwy.
- Jaki elf?
- Taki z szarymi włosami no... Dziwne oczy miał.
- Mój brat.
- To jak? Będziesz leżeć?
Charlotte przyjrzała się medykowi. Dopiero teraz, jakby cały czas rozmawiała z kimś we własnej głowie.
- ...Może. - więcej słów medyk nie uzyskał, bo alchemiczka opadła na poduszki i wpatrzyła się w sufit. A co jeśli nie odrośnie? Przecież bez mięśnia... A jak będzie konieczna amputacja?
Aż nią wzdrygnęło.
- Cii - nie był chyba zbyt dobry w pocieszaniu, skoro tak się rozszlochała - Na nic nie pozwoliłaś, bo nie wiedziałaś. Nikt nie wiedział... - a on nie wiedział co ma powiedzieć. Gdyby wiedział... Przecież powinien był to sprawdzić. Dziwne objawy... Przecież ją leczył do diaska! Powinien był zobaczyć...
- To moja wina... Nie zauważyłem tego jak cię leczyłem... - czuł się strasznie. Naprawdę strasznie i było to chyba po nim widać.

draumkona pisze...

Devril jednak w komnacie nie został sam. Niedługo po jego przeniesieniu pojawiła się tam Juno wraz ze Zjadaczem. Mistrzynię zjadały wyrzuty sumienia, że go nie ochroniła przed opętaniem. A przecież potrafiła... Dlatego teraz siedziała na jednym taborecie, a Evans na drugim i go pilnowali, choć niebezpieczeństwo wydawało się zażegnane.
Taki argument do niego chyba nie przemówił, bo wyrazu twarzy nie zmienił. W ogóle, to chyba nie dotarło do niego to, co Szept mówi. Sprawiał wrażenie... Nieobecnego. Zarówno ciałem jak i duchem.
- Za późno... - dosłyszał tylko i aż się wzdrygnął.
- Zawsze da się coś zrobić - skomentował ponuro gładząc dłonią kasztanowe włosy magiczki, jakby miał ją to uspokoić. Dodać otuchy.

draumkona pisze...

Na widok przytomnego już arystokraty Mistrzyni uśmiechnęła się lekko i odłożyła karty obrazkiem do dołu, co by Zjadacz nie podglądał.
- Jak się czujesz? - spytała cicho, a zaraz potem, nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, dodała - To moja wina. Mogłam... Powinnam was ochronić. Wiem, że mogłam, ale... - urwała nieco zakłopotana. Nie nawykła do tłumaczenia.
W międzyczasie Evans ukradkiem sięgnął do jej kart i podpatrzył cóż jego Mistrzyni ukrywała. Nieciekawie. Wychodzi na to, że w tej kolejce przegra spodnie...
- Po prostu przyjmij moje przeprosiny. To by się nie wydarzyło, gdybym bardziej się przyłożyła.
Widok zasypiającej magiczki zadziałał jak kojący okład na rozpalonym czole. Uśmiechnął się lekko układając ją na łóżku wygodniej, co by się biedulka nie powykrzywiała podczas snu. On jej popilnuje. Będzie czuwał, by nie spotkało jej nic złego.

draumkona pisze...

- Kretyn! - Zjadacz oberwał po głowie pięścią, bo Juno choć go znała i wiedziała, że będzie oszukiwał, to nie sądziła, że będzie to robił wtedy, gdy ona się kaja i tłumaczy. Evans jednak dłużny jej nie pozostał i jej oddał pięścią w ramię. Dopiero po krótkiej chwili okładania się z Bronią doznała olśnienia, że to chyba wygląda głupio.
- Em... - odsunęła się od Zjadacza i podrapała się po głowie - Twoi przyjaciele wracają do zdrowia - rzuciła dla rozładowania dziwnej atmosfery, a Zjadacz wykorzystał ten moment na podmienienie kart.
Tyle wyszło z czuwania Wilka, że zasnął. Owszem, pilnował jej i to całkiem skutecznie, ale tylko do pewnego czasu,bo potem go zmogło. Nic dziwnego, w końcu wyleczył dzisiaj całkiem sporo osób, potem przygniotła go parszywa informacja... Więc zasnął. Siedząc tyłkiem na fotelu, a czołem opierając się na materacu Szeptuchowego łóżka.

draumkona pisze...

- Ja... No... - spojrzał z wyrzutem na Evansa, a ten wzruszył ramionami - Skoro doszedłeś do siebie i jak na ten moment nic ci nie zagraża, to się ulotnię. Odpoczywaj - chwilę później Devril był już sam w komnacie, choć nie na długo. Tym razem odwiedził go Stein, który już chyba wrócił do siebie. Przynajmniej w większości.
- Przyniosłem ci obrzydliwe lekarstwa - przywitał go z dziwnym uśmiechem na twarzy i tacą różnych pigułek, leków, syropów i innych dziwactw - A teraz powiedz "aaa"...
- Lepiej nic z tego nie bierz... - do komnaty weszła jeszcze jedna postać, choć ta musiała się wspierać na drewnianej kuli - Mi dał pigułki z suszonej żaby, kto wie co da tobie... - Vetinari opadła na taboret z westchnieniem i zgromiła doktora wzrokiem. Ten wzruszył ramionami.
- No co? Chciałaś...
- Cicho. Przecież nie umiera, więc go nie faszeruj.
Jeszcze dłuższą chwilę trwała jej dyskusja z doktorem, a z każdym zdaniem głos miała coraz to bardziej zmęczony. W końcu jednak Stein odpuścił, ale zostawił syrop. Syrop zaś wyglądał na podejrzany.
Szept dobrze znała życie, bo choć mu się przysnęło, to na dotyk był nadal wrażliwy, żeby nie powiedzieć, że przeczulony. Dziwne, że podczas snu był aż tak czuły, bo przecież powinno być na odwrót.

draumkona pisze...

- Nigdzie nie pójdziesz - usłyszał, a potem była tylko cisza. Dopóki Charlotte nie zdała sobie sprawy z tego jak to zabrzmiało.
- Nie żebym cię trzymała... Szept jest z Wilkiem. Cień z Iskrą. - to chyba wszystko tłumaczyło i wyjaśniało. Zostali na siebie skazani, przynajmniej przez pewien czas, co nie zmieniało faktu, że w jego obecności czuła się teraz... Dziwnie. Niechybnie gdyby próbował sie zbliżyć to by się cofnęła nawet za cenę spadnięcia z taboretu.
Rzeczywiście, nie obudził się. Nawet nie drgnęła mu powieka, chociaż coś wymamrotał. Nie wiedzieć czemu, mamrotanym słowem była "rzodkiewka".
Stein uznał, że skoro tamci mają się w miarę dobrze, to zobaczy co z resztą. I tak też Szept miała niezapowiedzianego gościa w postaci doktora ze strzałą w głowie.
- Jak nastroje? Zdrowie? Wesołych świąt! Ponoć u was to właśnie ten czas, kiedy się świętuje, chociaż nie wiem za bardzo co - w mgnieniu oka znalazł się przy Szept i podsunął jej pudełeczko - Możę tabletkę?

draumkona pisze...

Rzeczywiście, nikt chyba tego nie wziął pod uwagę, bo każdy był zbyt zajęty sobą. Wilk na pewno nie poszedłby na to, by znowu dopuszczać Devrila do Szept, więc sprawa i tak wyglądała na straconą.
Zaś w komnacie zaległa niezręczna cisza. Charlotte nie wiedziała co ma powiedzieć, wciąż przed oczami miała scenę jak nasłał na nią wilki. Chwilowo wspomnienie latawca gdzieś się ulotniło, choć nadal trwało gdzieś w pobliżu.
- Ja... Mamy już święta - bąknęła nerwowo miętoląc w palcach skrawek swojego płaszcza - Więc wesołych świąt, choć na to się nie zanosi...
Stein nadawał się do pomocy przy prezentach jak miotła do zmywania podłóg, czyli... Jeśli by pokombinować to coś by z tego było.
- Nadal mamy noc, a słudzy Kishina wciąż krążą po szkole. Nie wychodźcie, chyba, że do tych pobliskich komnat - ostrzegł jeszcze magiczkę, tym razem całkiem poważnie.
Iskra uznała, że już czas. Kiedy Lucien spał, nieco zmęczony, ona dokończyła zaklęcie do obrączki. Teraz nie powinien się zorientować, że coś go chroni i strzeże... I dobrze. Wyszeptała cicho zaklęcie, kolejne z rzędu, a złoty krążek pojawił się znów na palcu Cienia. Potem został dźgnięty bezczelnie pod żebro.
- Wiesz, że już północ? - ktoś tu chyba miał nadzieję na to, że Poszukiwacz pamięta o takich błahostkach jak święta.

draumkona pisze...

Uśmiechnęła się marnie w odpwoiedzi dochodząc chyba do podobnego wniosku co Devril. Już chyba wolała ciszę... To i teraz, gdy na powrót zapadła między nimi, nie przerywała jej. Zamiast tego podniosła się i kuśtykając odeszła do fotela. Tam było przyjemniej, była nawet i poduszka. Usadawiając się na nowym miejscu zaczęła myśleć nad tymi, którzy zostali w Keronii. Alchemicy. Alastair... Nadrobi jak wróci.
- Po prostu? - podłapał Stein, ciekawski jak nigdy. Oni o tej porze roku zazwyczaj... Nic. Zwykle, bo był też i taki czas, że odbywał się Turniej. Raz na pięćdziesiąt lat wybierano Mistrza, który otrzymywał patent i mógł odejść ze szkoły, choć nie musiał. Turniej Mistrzów, który właśnie miał się zaczynać...
Iskra westchnęła, nieco zrezygnowana.
- Wiem, że mało spałeś, ale są święta. Chciałam ci coś powiedzieć... - miałą to zrobić w milczy sposób, ale nie przewidziała, że tu utkną. I, że Lucien będzie taki burkliwy - Spodziewam się dziecka - mruknęła, przewracając się na plecy i wbijając spojrzenie w sufit.

draumkona pisze...

- Jest noc, Devril. Prosili byśmy się nie włóczyli po korytarzach po nocy... - przecież nie powie mu tego, że chciałaby żeby został. Żeby przytulił ją do siebie... Pokręciła głową pozbywając się głupich myśli z głowy - Zostań. Nic mi przecież nie zrobisz - chociaż od ostatniego czasu zaczynała w to mocno wątpić.
Stein zezował to na magiczkę, to na śpiącego Wilka. Niezbyt pojmował ideę świąt, ale nic nie stało na przeszkodzie by dowiedzieć się o co chodzi.
- Pomogę.
Iskra za to prychnęła, całkiem zrezygnowana. Już chyba zapomniała jak bardzo Cień potrafi być oschły i zimny. Nie powinien się więc dziwić, że chwilę potem, kiedy nalezytej reakcji nie było, Iskra po prostu opuściła łóżko z zamiarem ubrania się i zignorowania zakazu wychodzenia.

draumkona pisze...

- Coraz mniej jestem tego pewna - odpowiedziała mu, a wyraz twarzy jaki po chwili u niej zagościł zdradzić mógł, że wcale nie chciała tego mówić. Czasami każdy traci nad sobą panowanie.
Wilk obudził się w pół godziny po wyjściu Szept i zaklął. Czy on już nigdy nie zdoła jej upilnować? Co z niego był za mąż jak gubił żonę na każdym kroku?
Westchnął zrezygnowany.
Iskra była na Cienia zła. Wciągnęła koszulę przez głowę i spojrzała na niego poniekąd ciesząc się, że jej nie widzi.
- Nie. Trzeba było słuchać jak mówiłam - ktoś tu był na kogoś obrażony.

draumkona pisze...

Władca przemył twarz wodą z porcelanowej miski i przyjrzał się Devrilowi.
- Co? - chyba do niego nie dotarło czego żądał arystokrata. Jeszcze nie.
- Chyba cię pogięło - przetarł twarz ręcznikiem - Nigdzie nie idę, Szept też nie. Nie po tym co się stało... - wyglądało na to, że Devril ma naprawdę marne szanse na przekonanie elfa do opuszczenia pokoju. Albo do pozbawienia go towarzystwa chwilowo nieobecnej Szept.
Jak przed chwilą odpowiedź była nadąsana, tak teraz w ogóle Cień jej nie otrzymał. Zamiast tego Iskra wciągnęła but na nogę i zaczęła szukać drugiego. Głupi Cień, nie dość, że głuchy to... Westchnęła. Co za głupek.

draumkona pisze...

- A masz pojęcie jak czuje się Szept po stracie dziecka? - wypalił całkiem bezmyślnie. Nie miał teraz ochoty na rozmowy o tym jak czuje się Charlotte. Owszem, obchodziło go to, było mu przykro, ale jednak Szept była ważniejsza. Jego siostra sobie poradzi. Zawsze sobie radziła.
- Jestem jej bratem, a ty jesteś... - nie dokończył. Jak przed chwilą się nie pohamował, tak teraz to zrobił. Zresztą oboje wiedzieli kim był Devril dla Vetinari - Nie zostawię Szept. Nie teraz.
- Zamierzam się dąsać o twoje podejście, nie o zmęczenie - odburknęła krzyżując ręce na piersi i wcale nie kwapiąc się by mu pomóć wstać, czy cokolwiek. A wręcz przeciwnie, niech sobie pocierpi.

draumkona pisze...

- Najpierw ją to załamało i się obwiniała - mruknął poprawiając koszulę - Potem usnęła, a ja niedługo potem. Jak sie obudziłem to juz jej nie było, ale nie sądze, by zrobiła coś głupiego... Poradzi sobie - przynajmniej chciał w to wierzyć. Gdyby coś jej się teraz stało... To już chyba nigdy by nie zasnął. Nie przy niej.
- Dla ciebie wszystko jest kretyńskie! - gdyby jeszcze było mu mało, rzuciła w niego jego pasem od broni i pochwą od miecza. Zanosiło się na kłótnię na powitanie w środku nocy.

draumkona pisze...

Przyjrzał się jeszcze raz Devrilowi i już miał coś powiedzieć... Kiedy doszło do niego, że są święta. A on nic nie ma i to dla nikogo, chociaż chyba już wiedział co da Cieniowi. O tak, tylko niech znajdzie kawałek kartki...
- Masz jakieś pomysły na prezenty? Nie sądziłem, że utkniemy tu na tak długo...
- Jak ci przeszkadza moje zachowanie to sobie pójdę! A ty się wyśpij panie wielce zmęczony! - i tyle Cień widział elfkę, bo zaraz ktoś trzasnął drzwiami i biedny, bogu ducha winien Lucien został sam.
Za to Wilk i Devril mieli gościa. Chyba Iskra spodziewała się zastać tu samą Szept, ale skoro jej nie było... Towarzystwem dwóch panów nie pogardzi. Bez słowa usiadła na jedynym dywaniku w komnacie i westchnęła przecierając oczy palcami.
- Mój mąż to idiota.
- Wiemy - odpowiedział jej Wilk wycinając nożyczkami prostokącik z papieru.

draumkona pisze...

- Nic nie zrobił - mruknęła elfka w odpowiedzi i zaczęła skubać dywanik.
- Pewnie spał a ty coś do niego mówiłaś?
- Czasami mam wrażenie, że nas podsłuchujesz...
- Wiesz, ściany wcale grube nie są
- No wiesz co!
- No żartuję przecież... - elf stłumił parsknięcie, chwycił pióro, umoczył je w atramencie i zamyślił się - Rzeczywiście można by było coś takiego zrobić. Ale z tego co się orientuję to to jest szkoła. A w szkole raczej trudno o nieużywaną salę, chyba, że masz na myśli schowek na miotły.
- Co ucieszyłoby twoją żonę?
I zamiast dać odpowiedzieć Wilkowi, wtrąciła się Iskra.
- Odbudowane Irandal. Albo nie, Ataxiar. Albo głowa Escanora na tacy z jabłkiem w ustach... Albooo...
- Już nie wymyślaj - uciął Wilk i dmuchnął na napis na karteczce, co by szybciej przesechł - Szept... Hm... Pewnie by chciała, żeby wszyscy byli szczęśliwi, ale to niezbyt możliwe do zrealizowania, więc nie wiem.
- Na pewno ucieszyłaby się gdybyś cofnął mi wygnanie - mruknęła Iskra, dziwnie cicho jakby nie chciała by jednak to usłyszał.

draumkona pisze...

- O, Szept... - mimo tego, że Iskra przyszła tu w nadziei, że znajdzie Szept to teraz magiczka ją zaskoczyła swoją obecnością.
- Zostawiłaś mnie samego - burknął Wilk na dzień dobry i porzucił pisanie czegoś na wyciętej kartce - A skoro o prezentach mowa... - potoczył wzrokiem po twarzach całej trójki - Co byście chcieli dostać? - taktyka wydawała mu się doprawdy genialna. On spyta, oni mu powiedzą i wszyscy będą zadowoleni.

draumkona pisze...

Władca przyjrzał się Devrilowi uważnie. Zupełnie jakby nie dowierzał, że arystokrata ma tak błahe życzenie. Potem przeniósł spojrzenie na magiczkę.
- Ja pytałem co byś chciała dostać, a nie co chciałaby dostać Iskra, bo to wiem i nie leży w mojej mocy - odwrócił wzrok, a Iskra uniosła brwi.
- Jak ty nie masz takiej mocy, to kto?
- Nikt.
- Mhm...
- Słuchaj, nie po to cię wygnałem, żeby teraz cię przyjmować z powrotem. Jak ja będę wyglądał w oczach Starszych? I wszystkich elfów? Władca powinien być twardy, a nie ulegać wszystkim dookoła...
- A czy to takie złe ulec najbliższym? - ten głos nie należał ani do Szept, ani do Iskry, a mimo to był kobiecy. W drzwiach stała Juno, choć szybko dało się spostrzec, że jest sama. Zjadacza z nią nie było, a mimo to ona sama wyglądała tak, jakby zaraz miała iść co najmniej na wojnę. Ciemny płaszcz, niewielkie ostrza i igiełki pozatykane na pasie okalającym udo, parę piór wpiętych we włosy i spojrzenie mogące wypalać dziury w ścianach - Przepraszam, że nie zapukałam, ale drzwi były otwarte... - dodała zaraz, jakby ten chwilowy wybryk był całkowicie nieprzemyślany i niepotrzebny.
Na te słowa, a także wcześniejsze, Wilk nie znalazł stosownej odpowiedzi. Zawsze chciał być jak ojciec, a ojciec miał żelazną wolę i nerwy i nigdy nie ulegał. Jednak jak widać i on uległ, bo inaczej nie miałby teraz siostry. Amon miał pozbyć się bękarta, co w potocyźmie elfich rodów znaczyło, że miałby zabić niemowlaka. Ugiął się i Wilk dotąd nie rozumiał dlaczego.
- Może i masz rację... - burknął i odwrócił się do wszystkich plecami wracając do bazgrania po kartce.
Juno rozejrzała się. Brakowało dwóch osób z tej przedziwnej kompanii i doprawdy nie wiedziała dlaczego.
- Słyszałam, że obchodzicie teraz święta... Tam u was. U nas z kolei nie ma czegoś takiego jak święta, nie rozumiem więc zbytnio idei tego wszystkiego, ale chciałam wam życzyć wszystkiego dobrego - uśmiechnęła się nieznacznie, a za jej plecami zjawił się Zjadacz. On wyglądał jak zwykle, czyli jak bezdomny w dziurawym fraku i ze spiłowanymi w szpic ząbkami.
- Już pora, Juno.
Mistrzyni przyjrzała się im wszystkim jeszcze raz - Pozostałej dwójce też życzcie wszystkiego dobrego. Waszym przewodnikiem i opiekunem na ten dzień, a być może i do końca waszego pobytu będzie Mistrz, który pomagał nam pozbyć się demona. Taki z dwoma broniami, bardzo charakterystyczna postać... O, jest - przesunęła się nieco w drzwiach robiąc przybyszowi miejsce - To jest Ragnar, Mistrz Dwóch Ostrzy - klepnęła wysokiego mężczyznę o ponurym wyrazie twarzy w ramię i wyciągnęła dłoń ku Zjadaczowi, który posłusznie zmienił się w kosę o rubinowym ostrzu - Na mnie pora. Jeśli... Bo...
- Turniej - odezwał się Ragnar - właśnie się zaczyna Juno, idź, wyjaśnię o ile zajdzie taka potrzeba - Mistrzyni jakby się zawahała, ale już nie wróciła do komnaty.
- Em... - odezwała się Iskra ściągając na siebie ciemne spojrzenie Ragnara - Jaki Turniej?
- Co sto lat odbywa się Turniej mający na celu wyłonić najlepszego Mistrza i Broń. Tylko ci, którzy zwyciężą i zostaną uznani przez radę za godnych otrzymają patent i będą mogli opuścić szkołę jak i wyspę.
- Domyślam się, że to walka na śmierć i życie?
Odpowiedziało jej milczenie, a Ragnar zmienił nieco wyraz twarzy - Nie zawsze. Rada docenia umiejętności taktyczne i zdolność do radzenia sobie z problemami tak, by wyjść z opresji żywo, nawet jeśli to oznacza przegraną.

draumkona pisze...

- Skoro święta… To chyba ktoś powinien iść po Charlotte - Wilk uśmiechnął się podejrzanie i Devril mógł wiedzieć, że właśnie wpakował się w kłopoty.
- Owszem, ktoś powinien. I tym kimś będziesz ty - elfi władca wyszczerzył się strasznie i było widać, że arystokrata wyjścia nie ma.
- Sama się jeszcze dotoczyć potrafię - tym razem nowym głosem był głos alchemiczki. Ragnar obejrzał się przez ramię i przesunął się w drzwiach robiąc nowo przybyłej miejsce.
Charlotte uśmiechnęła się i przestąpiła próg. Nieco oszczędzała prawą nogę, ale już przynajmniej była bez kuli.
- Nawet prezenty mam, patrzcie jaka ja super jestem - to mówiąc opadła na taboret i pogrzebała w kieszeni płaszcza. Coś brzdęknęło, a w dłoni alchemiczki pojawiły się niewielkie fiolki z płynem o złotawej barwie - To jest eliksir płynnego szczęścia...
- O bogowie - Iskra jak żyła dotąd nie widziała by ktoś uwarzył ten eliksir. Vetinari rzecz jasna przemilczała skąd ma recepturę i kiedy zdążyła to uwarzyć. Za to uśmiechnęła się szerzej i rzuciła Wilkowi jedną z fiolek.
- Korzystajcie mądrze. Zawartość fioki starczy tylko na jeden raz, działanie nie jest określone... Od paru godzin, do nawet całego dnia. Po wypiciu wszystko co zaplanowaliście musi się spełnić. Nawet te najbardziej nieprawdopodobne rzeczy... - druga fiolka powędrowała do magiczki. Trzecia do Iskry, a czwarta do Devrila.
- Ja niby też coś mam... Ale jeszcze nie dla wszystkich. Dam wam jak skompletuję - elfka schowała fiolkę eliksiru do sakiewki przy pasie.
Wilk nie dowierzał. Przechylał fiolkę i patrzył na złotawą zawartość jak zaczarowany.

draumkona pisze...

Wilk zastukał palcami o blat stołu i zmrużył oczy. Coś mu ewidentnie nie pasowało i tym czymś było zachowanie Devrila. Co prawda niby miał życzenie, żeby zostawić mu nos w spokoju... Ale przecież ciało ludzkie nie kończy się na nosie.
- Uważaj - mruknął jeszcze, wpatrzony w Devrila, a dośc ponura barwa głosu nie zwiastowała nic dobrego.
Iskra nie odpowiedziała na spojrzenia. Z Cieniem widzieć się nie chciała, niech sobie śpi skoro taki zmęczony jest, że nawet jej posłuchać nie może. Pf, spędzi święta bez niego. I tak nie zauważy.
Podniosła się jednak z dywaniku i odetchnęła głębiej - Ja też idę. Potrzebuję jeszcze prezentu dla Devrila, a do tego potrzebny mi papier i atrament. No i magia, ale to już mam.
Kiedy elfka opuściła pomieszczenie Wilk został sam z Vetinari i doprawdy nie wiedział co ma zrobić.
- Skoro oni poszli... Zawsze możemy dorwać jakieś ozdoby. Albo cokolwiek.
Szkoda, że im nie wyszło. Była jedna ozdoba co prawda, drzewko iglaste w doniczce stojące pod ścianą. Niewielkie, ale za to o intensywnym zapachu. Za to rodzeństwo się pospało. Wilk na dywaniku z rękami pod głową, a Vetinari z głową opartą na piersi elfiego władcy.

draumkona pisze...

Skrzypnięcie drzwi obudziło alchemiczkę, która poderwała się do siadu jak oparzona. Chyba nie planowała robić sobie z Wilka poduszkę. Spojrzeniem powiodła po zebranych, a nieco zaspany jeszcze umysł podpowiedział, że brakuje jeszcze Iskry. Swoją drogą, dziwne, że Cień odważył się tu zostać sam bez furiatki.
- Gdzie jest... - zaczęła, ale w tej samej chwili pojawiła się i odpowiedź na niezadane pytanie. Iskra zjawiła się w drzwiach, po czym płynnie wślizgnęła się do środka całkiem ignorując Cienia, zupełnie tak, jak sobie na to zasłużył, przynajmniej wedle pokrętnego rozumowania elfiej furiatki.
Wilk chrapnął dziwnie, kiedy dostał od Charlotte pod żebra i się obudził.
- O, już wróciliście... - zamrugał nieco zaspany, ale nie zrobił nic prócz podniesienia się do siadu i ziewnięcia. brakowało jeszcze tylko świerszczy cykających w tle i byłaby niezręczna cisza pełną parą.

draumkona pisze...

iskra spojrzała spode łba na Cienia, burknęła coś pod nosem, ale że elfka lubiła dostawac prezenty... To zamiast mu pakunek oddać i ślicznie podziękować, to go otworzyła. I się zdziwiła.
- Skąd to masz... - jak na jej gust to sztylet gdzieś przepadł i zapomniała o nim, a tu proszę.
Charlotte przełknęła ślinę. Nigdy nie byłą dobra w składaniu życzeń, ale skoro nawet Devril dał radę... Najbliżej był Wilk. Spojrzała na brata...
A ten miał taką minę, jakby ktoś właśnie kazał mu kąpać się w kompoście. Chyba też nie lubił składania życzeń.
- No tego...
- No... - Charlotte podrapała się po karku, w końcu ujęła dłoń elfa i uścisnęła ją - Wesołych świąt. I w ogóle.
- No, w ogóle. Wesołych - objęli się dość oszczędnie, jak pies z jeżem i już alchemiczka miała się odsunąć, kiedy elf ją powstrzymał - Mam coś dla ciebie... - to mówiąc zdjął z palca wskazującego swój pierścień. Pierścień rodowy Raa'sheal - Miałem ci go dać jak już będzie po wszystkim... Ale myślę, że teraz też będzie dobrze - ujął dłoń siostry i pierścień trafił na kciuk półelfki z racji drobniejszych dłoni. Vetinari zatkało w pierwszym momencie.
- Ale to... To twój... Bo ojciec ci... Ale... No bo...
- Cicho. Czy to się Starszym podoba, czy nie, jesteś moją siostrą. Oficjalnie. Co oznacza, że muszą cię znosić zupełnie tak, jakbyś była pełnej krwi.
Charlotte powtórnie zatkało.

draumkona pisze...

- Ach... - Iskra przyglądała się ostrzu jakiś czas, po czym sztylet trafił za pasek. Potem przyszła kolei na przyglądanie się mechanizmowi - A to co u diaska jest?
Charlotte pomyślała, że nędzna dawna eliksiru szczęścia to nic w porównaniu z tym, co on dał jej. Pierścień błysnął lekko w słabym świetle lampki olejnej - Dziękuję... - szepnęła jeszcze raz, kiedy to Wilk się zbierał z ziemi i zamierzał chyba w końcu przegonić Devrila od swojej żony, bo ruszył w ich kierunku.
Charlotte chwilowo została sama, ale niezbyt jej to przeszkadzało. Uwagę jej kompletnie pochłonął pierścień.
- Devril, pamiętasz, że prócz nosa można złamać jeszcze inne części ciała? - zaganął arystokrate elfi władca niby to pogodnym głosem, jakby sobie żartował, choć spojrzenie mówiło, że daleko mu w tej chwili do żartowania.

draumkona pisze...

Wilk poczuł się dziwnie, bo jakoś nie spodziewał się czegokolwiek od Devrila. Zwłaszcza po tym jak sam ofiarował mu jedno życzenie, którego arystokrata nie wziął na poważnie.
Przyjrzał się nożom, przyjrzał i zielsku, które upchał do kieszeni. Nie wiadomo kiedy się przyda, może Iskra dostanie furii, czy czego.
- Nie umiem składać życzeń - mruknął nieco zakłopotany i podrapał się po głowie - Ale wszystkiego najlepszego. Żebyś się nie dał złapać - dodał nieco ciszej - I żebyś był w stanie ochronić bliskie ci osoby, gdyby zaszła taka potrzeba - on sam chciałby mieć zawsze taką możliwość. Może wtedy mógłby znów mieć nadzieję, że będzie mieć syna. Poza tym, z tego co wiedział Devril niewiele zrobić mógł podczas zarazy jaka dopadła Tropicieli. Niemoc to rzecz najgorsza.
- Nie dałem ci nic materialnego, ale przypomnę ci. Masz jedno życzenie u mnie, chociaż jakimś dżinem czy czymś nie jestem, to zrobię o co poprosisz, ten jeden raz. Zastanów się nad tym, albo zostaw je na później. - potem Wilk wręcz uciekł, tym razem na ofiarę wybierając Iskrę, która majstrowała coś przy jakimś ustrojstwie. Kompletnie zignorował Cienia.
- Iskra...
- Co?
- Przemyślałem pewne rzeczy i... - widział jak elfka unosi brew i mógł przysiąc, że z sekundy na sekundę spojrzenie Cienia jest coraz bardziej zaborcze i zirytowane zarazem - I postaram się coś zrobić w sprawie twojego Wygnania. Może to trochę potrwać, ale...
- Wiem. Nie śpiesz się... - urwała nieco zmieszana, po czym po prostu władce objęła i poklepała po plecach - Ja też mam coś dla ciebie - odsunęła się i machnęła dłonią w powietrzu a chwilę potem w dłoniach elfa wylądowała księga. Wyglądała na starą i taka tez była - Zwędziłam to kiedyś Hauru z szafy, kiedy wyruszył gdzieś w lasy i mnie zostawił samą. To książka o zaklęciach leczniczych, ziołach, zastosowaniach... Podejrzewam, że podobna księga musiała kiedyś trafić w ręce Królika. Dużo tu o zabijaniu ta magią.
Wilk uśmiechnął się. Zawsze chciał podszlifować umiejętności i przestać być tylko szarym medykiem, który nic prócz leczenia nie umie.
Charlotte zatkała sobie usta dłonią, bo miała ochotę piszczeć, co wydawało jej się bardzo nie na miejscu. Pochyliła się, by przyjrzeć się zwierzęciu lepiej
- Jest... Jest cudny Szept, naprawdę... - zaczęła i urwała, bo nie potrafiła znaleźć dalszych słów podzięki. Zamiast tego rzuciła się magiczce na szyję.
Iskra porzuciła towarzystwo Cienia i Wilka tym razem dopadając do Devrila.
- Mam coś dla ciebie - błysk w fiołkowym oku nie sugerował czegoś bezpiecznego. Elfka ponownie wykonałą dziwny gest dłonią i po chwili ściskała w niej... Złożoną kartę pergaminu. Coś jak mapa, choć niewielka.
- To nie ma nazwy, wpadłam na to niedawno - pergamin trafił do ręki Devrila - Każda istota ma w sobie niewielki ślad magii. Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale nawet ty będziesz w stanie tego użyć - przesunęła dłonią nad papierem z wolna, a spomiędzy elfich warg wydostało się słowo. Pergamin rozłożył się, a atrament, który wziął się dosłownie znikąd zaczął wyrysowywac z pozoru bezskłądne wzory. Po chwili wszystko się ustabilizowało i na pergaminie widać było Drummor. Jakby namalowane samym czarnym atramentem, oddane idealnie. Poza tym... Obraz się ruszał. Krzątali się tam ludzie, ktoś przeprowadzał konia.
- Stara elfia technika. Pozwala oglądać obrazy oddalone od ciebie o tysiące staj, a jednocześnie tobie bliskie. Musisz tylko skupić się na tym, co chcesz zobaczyć i powiedzieć "vire". Reszta sama się stanie, ale jeśli przestaniesz się koncentrować na obrazie który chcesz zobaczyć, to wszystko zniknie. Mam nadzieję, że ci się to przyda - uśmiechnęła się lekko, niezbyt pewna tego, czy Devrilowi w ogóle przypadnie to do gustu.

draumkona pisze...

Iskra uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi i przytuliła Szept, jak to czyniła dawniej.
- Dziękuję - powiedziała jedynie, bo znały się już tyle czasu, że pewnych słów po prostu nie trzeba było wypowiadać. Kiedy się odsunęła, powtórzyła gest po raz trzeci. Tym razem podarek zajął obie dłonie elfki i był owinięty w materiał. Z kształtu przypominał niewielki miecz.
- W Górach Mgieł jest wiele nieoznakowanych grobów. Wiele z nich należało do czarnych magów i potężnych czarnoksiężników... To miecz z którym został pochowany jeden z nich. Nie udało mi się odczytać jego miana niestety, ale miecz powinien ci cokolwiek o nim powiedzieć. I uważaj na runy na klindze. Kryją coś... Mrocznego - to mówiąc włożyła owinięty płótnem miecz w dłonie magiczki.
Charlotte chyba wyczuła na sobie czyjeś spojrzenie, bo przestała zapoznawać się z nowym towarzyszem i odszukała patrzącego, którym okazał się... Devril. Odruchowo odwróciła spojrzenie zatrzymując je dopiero na lisie. Rzeczywiście, to będzie niezmiernie krępujące.

draumkona pisze...

Kiedy zobaczyła pieczęć, to miała złe przeczucia, co chyba było po niej widać, bo nawet lis umknął z powrotem do koszyka rezygnując z obwąchiwania Devrilowego buta.
Obawy okazały się jednak bezpodstawne, a zawartość koperty prawie zwaliła ją z nóg. Nie była zdolna do wypowiedzenia choćby słowa, po prostu ją zatkało. Po raz kolejny tego wieczoru.
- Ja... - wydusiła w końcu, kiedy cisza zaczęła wydawać się jej nie na miejscu. Palcami musnęła podpis Devrila pod dokumentem przekazania, zupełnie jakby atrament miał się zaraz rozmyć. Jakby to było złudzenie.
Choć próbowała, nie dała rady wstrzymać łez cisnących się do oczu, ręce zaczęły drżeć kiedy na powrót wsunęła obie karty do koperty.
- Dziękuję - szepnęła z lekkim uśmiechem, ścierając wierzchem dłoni łzy z policzka. I niewiele więcej myśląc, objęła go - Nie wiem... Nie wiem czego ci życzyć. Zmarli nie wrócą do życia. Pamiętaj tylko, że przeszłość jest już historią. Jutro to tajemnica, a teraźniejszy dzień jest darem - mocniej zacisnęła palce na koszuli Wintersa, chrząknęła nosem jeszcze, chociaż nie wyglądało na to żeby miała się uspokoić w szybkim tempie.
- Przy tym łyk szczęścia wydaje się niczym...
Iskra uznała, że skoro wszystkim już prezenty dała, to pora wrócić do Cienia, co także uczyniła. Przysiadła obok i szturchnęła go łokciem w żebro w formie zaczepki.
Wilk w końcu dopadł Szept. W końcu, bo w sumie planował dorwać ją jako pierwszy, a tu proszę, figę dostał i był ostatni.
- Nadal żadnych życzeń? - mruknął zachodząc magiczkę od tyłu i obejmując ją w pasie - Jestem zawiedziony, wasza królewska mość.

draumkona pisze...

Kiedy w końcu alchemiczka się odsunęła, co wcale nie nastąpiło tak szybko, Devril miał nieco mokrą koszulę w jednym miejscu.
- Uch, wybacz... Ostatnio straszna ze mnie beksa - jeszcze raz przetarła twarz rękawem, tym razem już całkiem powstrzymując się od płaczu. Jako wynagrodzenie za mokra koszulę podsunęła mu jedno z ciastek. No w końcu sama wszystkiego nie zje... Stare przyzwyczajenia pozostały i nadal nie potrafiła zjeść więcej niż jednego ciastka na dzień.
Wilk zamyślił się i nim mysł podpowiedział mu, że wcale nie musi się odzywać, palnął.
- Ja to bym zjadł coś dobrego - i to tyle w temacie tego czegóż można chcieć więcej - Nie masz jakichś ciastek? Wiem, że karmisz tego małego demona jak przyfrunie, więc mi też byś mogła dać...
Co jak co, ale Zhao w tym momencie nie myślała o chędożeniu. Oparła głowę na ramieniu Cienia i po prostu przyglądała się reszcie czując dziwne ciepło na sercu. Szkoda, że nie było tu Natana i Robin... Odruchowo musnęła dłonią brzuch. Ale przynajmniej miała tego malucha ze sobą.

draumkona pisze...

- Święta, czy nie, tłuszcz się odkłada - palcem starła część lukru z ciastka i go oblizała - A ja muszę dbać o linię bo zawsze już będę sama - przykucnęła przy koszyku podsuwając kawałek ciastka pod lisi nos, ale nowy towarzysz chyba nie był zbyt skłonny do jedzenia ciastek z których ktoś zlizał już lukier.
Elf przyjrzał się uważnie odłamkom, po czym jeden z nich bez chwili wahania oddał Szept.
- To dobry prezent - uznał przyglądając się pozostałym dwóm odłamkom - Szkoda, że ja nie dałem ci czegoś równie praktycznego...

draumkona pisze...

- Gdybyś rzeczywiście był tym, za kogo ma cię Escanor to już dawno powinni cię wtaczać po schodach - wyszczerzyła ząbki w uśmiechu, a po chwili westchnęła, jakby z rezygnacją - Nie wiem jak go nazwać - wtem przypomniała sobie o Krakersie. I o tym, gdzie go zostawiła... Przygryzła wargę. Ciekawe czy Devril lubi wielbłądy.
Na powrót objął magiczkę, szczelniej do siebie przyciskając, jakby chcąc zaprzytulać za wszystkie stracone chwile.
- A masz jakiś prezent dla Mer? Bo ja to nie mam pojęcia co mógłbym jej dać, a zapewne nie jest zbyt zachwycona świętami bez nas. Nawet jeśli za kompanię ma Ymira i Dolne Królestwo...
Iskra przymrużyła oczy jak kot wygrzewający się przy kominku.
- Chcę zostać. Ale jak tak bardzo się nudzisz, to idź. Albo mi wytłumacz o co chodzi z tym mechanizmem, bo nadal nie rozumiem - przynajmniej taką wersję sprzedałą Lucienowi, bo mechanizm był jej znany, ale... Lubiła słuchać jego objaśnień. Jak za starych, dobrych czasów.

draumkona pisze...

Vetinari parsknęła śmiechem z powodu wyobrażenia jakie podsunął jej umysł. Devril z brzuszkiem, koniec świata.
- Nie, lepiej nie. Zdecydowanie ilości pochłanianych przez ciebie posiłków i win aktywnie spalasz w cudzych sypialniach, więc jest dobrze - to przypomniało jej o czymś. O czymś ważnym... Pochyliła się nieco bardziej w jego stronę z uwagi na Cienia, który niby sie nimi nie interesował, bo miał Iskrę, ale lepiej dmuchać na zimne - Papa mówił coś o tym, że muszę wrócić do Twierdzy. Słyszałeś coś na ten temat? Bo nie wiem czy on sobie żartował, czy mówił poważnie...
Wilk na dzieciach się nie znał. Jemu w Dremady dokładano obowiązków, ewentualnie raczono go nowym, śmiertelnie długim tytułem. Nie sądził by to samo było dobre dla jego córki.
- Kiedyś prosiłem Ymira by jej pokazał wnętrze Dolnego Królestwa. Nie budynki, nie to co widać gołym okiem... Ale to, co pod nim. Kopalnię i Kuźnię - oczy elfa błysnęły niebezpiecznie. Sam widział dolne poziomy tylko raz i to przez przypadek. KRasnoludzki król nie odpowiedział na tą prośbę... Ale w głębi ducha Wilk liczył na przyjaciela. Skoro nie mógł być przy małej w święta, to może chociaż taki wypad by jej to nieco wynagrodził.
Iskra podała Cieniowi dłoń bez żadnego protestu - Będziesz musiał mi to bardzo dokładnie zaprezentować. I objaśnić. Mam nadzieję, że o tym wiesz... - uśmiechnęła się kątem warg, nieco zaczepnie, jakby sama prowokowała Cienia do wymyślenia wymówki by się ulotnić. Co jak co, ale akurat prowokować Poszukiwacza to było jej hobby.

draumkona pisze...

Charlotte rzecz jasna w pierwszej chwili poczuła ukłucie zazdrości zamiast czegokolwiek innego. On z Nefryt? W Quinghenie? A co oni tam...
Wzięła głęboki wdech na opanowanie. Przecież to nie była jej sprawa, a skoro byli tam to pewnie po coś waznego...
Mimo to, dziwne chęci by podstawić Nefryt nogę an schodach pozostały.
- No to wygląda na to, że tato jak zwykle poinformuje wszystkich na ostatnią chwilę - mruknęła nieco ponuro, choć nie była zaskoczona. Zawsze tak robił, z pierwszym zadaniem też tak było.
Nie pogardził ciasteczkiem, chociaż podejrzewał, że ciasteczka dla małego demona maja jakieś ziołowe dodatki. Okazało się jednak, że żadnych halucynacji nie ma, zwidów też nie, ni majaków. I było w sumie całkiem dobre.
- Kra kra - dopowiedział jeszcze. W końcu jak ciastko, to tylko mały demon, którego w tej chwili udawał. Jeszcze tylko mu piórek brakowało.
- Moglibśmy zaarać ją dho obu bapć - wydusił z siebie jednocześnie przeżuwając ciastko.
Iskra lubiła Cienia prowokować. Ale jeszcze bardziej chyba lubiła patrzeć na to co robi, kiedy... Nie wie co robić.
- Wyglądasz jakbys się trochę pogubił, panie mentor. Może mechanizm zbyt skomplikowany? - uśmiechnęła się kątem warg, tak samo jak poprzednio, gdy go podpuszczała.

draumkona pisze...

Po prawdzie, to Vetinari nie zamierzała pytać co tam robił. Umysł już podsunął stosowne wyobrażenia i wnioski, nic więc dziwnego, że alchemiczka spochmurniała wyraźnie.
- A ja go nie widziałam od czasu choroby - dziwnej choroby dotykającej magów. Co prawda, problem zażegnano, ale jakoś nie kwapiła się od tamtego czasu by zajrzeć do ojca. Miała inne problemy. Brzask, Devril, wiadomo.
- Jeśli takie twe życzenie, to mogę i szczekać - jak na jego gust to było wszystko jedno. Krakać, szczekać, byle się magiczce przypodobać - Ale co będzie jeśli od szczekania znowu mi sierść wyrośnie? I zębiska? - jeszcze nie do końca rozgryzł powiązanie między brakiem Gwiazdy i wilczą postacią, ale był całkiem blisko rozwikłania zagadki.
Iskra spróbowała sama zapiąć paski, no przecież nie będzie grać ofiary. Nie tak do końca...
- Ależ ja znam ten mechanizm. Po prostu cię sprawdzałam i skoro nie potrafiłeś zapiąć pasków, to kiepsko. Może emerytura? - uśmiechnęła się złośliwie i brakowało jeszcze tylko tego, by zaczęła chichotać jak jakiś mały, zły chochlik.

draumkona pisze...

Słuchała go jednym uchem, a informacje wylatywały drugim, więc nic dziwnego, że w pierwszej chwili nie odezwała się, ani nie uczyła żadnego gestu. Po prostu stała jak ten kołek patrząc się gdzieś w ścianę ponad ramieniem Devrila marszcząc brwi i przygryzając wargę. Dopiero po chwili dotarło do niej, że coś mówił.
- Mhm, może i masz rację... - z koszyka wyjrzał lis i zaczął się im przyglądać - Wyprawa udana?
- Na pewno nie zostałoby mi tak na zawsze... - chociaż całkiem ciekawe byłoby gdyby Starszyźnie i Szept któregoś pięknego dnia zrobić kawał, że jednak zostanie już na zawsze zwierzątkiem. To by dopiero było.
- Ale nawet jakbym został zwierzątkiem, to coś wymyślimy żeby i z ciebie zwierzątko zrobić.
- Może i nie przystoi, ale lubię cię denerwować - i w tej chwili mówiła całkiem szczerze, aż sama się zdziwiła - Chodź do pokoju, krzyż mnie zaczyna boleć, psia mać.

draumkona pisze...

- Kolejna pilna sprawa? Bo jak nie, to może pojadę z tobą. Wypytam go o te jego cudowne plany i przy okazji w ogóle z nim porozmawiam... - ostatnimi czasy miewała koszmary. Widziała ojca, tego biologicznego, który biegł lasem. Drzewa były gołe, żadnych liści. I wszędzie śnieg, gdzieś w oddali pomarańczowe światło pochodni i szczęk broni. Sen zawsze wyglądał tak samo. Biegł, a na końcu ją porzucał gdzieś w jakiejś skrzyni z kapustą, czy innymi warzywami. To były dziwne sny. Zbyt realne by je ignorować.
- Widzisz, staram się, żebyś się mną przypadkiem nie znudziła - on bynajmniej się z magiczką-magnesem na kłopoty nie nudził.
- Myślisz, że Mistrzowie nam pomogą?
Iskra parsknęła. Niech on taki obojętny nie będzie, niech ważniaka nie zgrywa bo spodnie sobie sam rozwiązywać będzie, albo sam spać będzie. Ale z chędożeniem nie trafił, bo elfkę naprawdę coś bolało. Ciążowe uroki.

draumkona pisze...

Char opadła na fotel czując się naprawdę dziwnie. Coś ją męczyło i nie potrafiła określić co dokładnie.
- Tylko nie zapomnij mnie ze sobą zabrać, bo ci nie wybaczę - mruknęła jeszcze, po czym sięgnęła po lisa, który wciąz chował się w koszyku. Nowy towarzysz wylądował na kolanach alchemiczki a ta przyjrzała mu się z westchnieniem.
- No i jak mam cię nazwać? - zupełnie jakby oczekiwała, że lis jej powie.
W tym momencie pojawił się Mistrz, pod którego opiekę oddała ich Juno. Ragnar zjawił się bez słowa, a do pokoju wślizgnął się wtedy, gdy Iskra z Cieniem wychodzili.
- Rada szkoły ustala kto będzie w stanie wam pomóc - uśmiechnął się nieznacznie, choć uśmiech nie był przyjemny. Osoba Ragnara też nie była przyjemna. Sprawiała niepokojące wrażenie.
- Na dniach opuścicie wyspę wraz z wybranym Mistrzem, który albo wam pomoże, albo polegnie próbując.

draumkona pisze...

oczekiwanie na Mistrza wyznaczonego przez Radę wydłużało się. Mieli dodatkowy dzień opóxnienia ze względu na toczący się Turniej, ale w końcu wiadomość została ogłoszona, a gościom polecono się pakować i ruszać do miasta portowego. Tego samego, które zastali jako opuszczone. Teraz tętniło życiem i nie przypominało tamtego miasta-widmo, które zastali.
Mistrzem wyznaczonym przez Radę okazała się Juno. Nie miała co prawda patentu zwycięzy Turnieju, ale za to parę zadrapań na twarzy i bandaż na ramieniu świadczyło o tym, że nie dała się zabić, jak paru jej kolegów.
- Nigdy nie płynęłam statkiem - mruknęła kwaśno spoglądając nieufnie na środek transportu - W trakcie drogi będziecie mi musieli powiedziec wszystko o tym Pożeraczu.

draumkona pisze...

Mistrzowie szkoleni byli do ochrony, jednak u nich magia była czyms niespotykanym. Polegali na sobie, na sile Broni i własnych umiejętnościach, mimo to... Czytała o Mistrzu, który kiedyś walczył z magami. Zapoznała się z jego metodami walki, teraz dowiedziała się o reszcie. Nie wyglądało to zbyt wesoło.
- Miejmy nadzieję, że obejdzie się bez zakazanych technik - wydęła usta nieco zaniepokojona przyszłą walką. Co innego łapać nieczyste dusze, a co innego pakowac się w łapy jakiegoś maga...
Za to Charlotte na statku czuła się jeszcze lepiej niż na lądzie. Co prawda zaszyła się gdzieś na maszcie i nie chciała schodzić na dół, ale widać było, że wydarzenia w Mieście już nie spędzają jej snu z powiek.

draumkona pisze...

Juno pomyślała, że ta starsza kobieta jest trochę... Straszna. Zjadacz tylko potwierdził jej opinię, bo nawet nie pojawił się odbiciem w ostrzu kosy. Siedział cicho jak nigdy.
Wilk miał za to wrażenie, że babka Szept chce mu tymi palcami zmiażdżyć ramię. Syknął cicho, a słowa o czymś co mógł widzieć tylko pogłębiły niepokój. Nic nie widział. Co znowu go ominęło...?
Char się wzdrygnęła pod dotykiem starszej elfki, ale nie skomentowała. Przecież będzie strzec pierścienia. Nie da go sobie odebrać... Ale czy za tym nie kryło się coś głębszego?
Kontrolnie zerknęła na brata, ale wyraz jego twarzy nie wróżył nic dobrego.
Iskra za to skrzyżowała ręce na piersi całkiem ignorując Widzącą. Mieli zabić, czy też unicestwić Pożeracza. Już raz dała się wpędzić w tunel na śmierć, więc teraz nie zamierzała nawet elfki słuchać.
- Ekhm... - to odezwała się Juno - Mógłby mi ktoś pokazać miejsca w których był ten cały... Pożeracz?

draumkona pisze...

Iskra rozpoznała ten wyraz twarzy u Strażnika i obejrzała się na Cienia.
- Pora na ciebie. I tak cię Pożeracz nie obchodzi, więc wracaj do Czeluści - choć trudno jej było to powiedzieć, to jednak Lucien nie był teraz bezpieczny. Nie z nimi, nie tak blisko elfiej ziemi - Zniknij, póki możesz... - w głosie elfki pojawiła się wręcz błagalna nuta.
- Nie, jemu nie - odpowiedziała Charlotte widząc, że Iskra rozmawia z Cieniem. Ostatnie czego im było trzeba to kolejna zdrada.

draumkona pisze...

Charlotte wstrzymała oddech. No ładnie, a oni mieli Pożeracza zabić, nie siebie nawzajem...
iskra zareagowała błyskawicznie, choć biała magia potrzebowała więcej czasu na działanie. Eredina odrzuciło w tył, biedak uderzył plecami o burtę statku.
Wilkowi opadła szczęka. Nie spodziewał się, że tak to się wszystko skończy. Niby Cień ich zdradził, śmierć mu się należy, ale...
- Zrobiłbyś coś... - burknęła Vetinari ciągnąc elfa za rękaw.
- Niby co?
W tym czasie Szept poczuła opór. Stanowczy opór, wręcz barierę, która wchłonęła Cienia. Iskra wzięła go pod swoją ochronę mając nadzieję, że Poszukiwacz ma jeszcze coś w głowie prócz chędożenia i stąd ucieknie.
- Opamiętajcie się wszyscy! - warknęła Juno wkraczając między obie magiczki - Prywatne spory możecie zawsze załatwić potem. Macie cały czas świata na to, a ci na których poluje Pożeracz nie bardzo. Chcesz mieć na sumieniu kolejnego martwego elfa? - te słowa rzuciła magiczce. Zagrała jej an sumieniu, mając nadzieję, że cokolwiek to da.

draumkona pisze...

- Nie on, a Escanor - i rzeczywiście, magiczka wcale się prosić nie musiała, bo zaklęcie odepchnęło również i ją. Jeśli chodzi o życie Cienia, to Iskra byłą zaślepiona. I mało wyrozumiała.
Wilk był w kropce, Charlotte zastanawiała się czy nie uciec się do alchemii by ich wszystkich powstrzymać, Juno była bezradna, a Iskra... Cóż, błysk w fiołkowych oczach i magia gromadząca się wokół jej postaci nie wróżyła nic dobrego. Zamiast jednak dokopać jeszcze Nirze, to zniknęła. Zarówno ona jak i Cień.
Juno wypuściła ze świstem powietrze i przetarła twarz rękawem.
- O bogowie...
Wilk ściągnął brwi. Spojrzał to na Szept, to na Eredina, to na miejsce gdzie jeszcze chwilę temu stała Iskra.
- Idziemy - warknął. I co on miał cholera teraz zrobić? Chyba pozostało mu tylko podtrzymać status Wygnańca względem Iskry.

draumkona pisze...

Nie znając się na czarnej magii niewiele mogła mu pomóc. Tylko tyle, że przeniosło ich w miarę blisko wejścia do kryjówki Cieni.
- Dalej musisz iśc sam. Szybko. Tej magii nie przełamię i tak musiałam zużyć prawie całą manę na opór i jednoczesną teleportację. Nieuchwytny powinien ci pomóc - to mówiąc, dotknęła Poszukiwacza raz jeszcze, jakby się żegnając. Nie sądziła, że kiedykolwiek podniesie rękę na Szept, ale stało się. A tego elfka nigdy sobie nie wybaczy.
- Zapewne zobaczymy się w piekle, o ile takie istnieje i zechce nas przyjąć - potem cofnęła dłoń, znajome widmo dotyku ulotniło się wraz z chłodnym podmuchem powietrza. Iskra nie chciała ponownie wybierać. Jeśli doszłoby do starcia... Nie chciała tam nawet być.
Wybrała łatwiejszą ścieżkę. Ścieżkę tchórza i Wygnańca.
Juno jako pierwsza poszła śladem Eredina. Za nią poszedł i Wilk, który miał ochotę ukraść komuś konia i po prostu wyjechać na drugi koniec świata. Znowu zaczynały się kłopoty. Ledwo skończyły się tamte, to już były kolejne. Bogowie. Litości.
Charlotte nie poszła od razu. Stała chwilę w miejscu obserwując Szept i Deorin. Wyglądała nawet tak, jakby chciała coś powiedzieć, nawet otworzyła usta... Ale żadne słowo nie padło. Alchemiczka ruszyła za resztą, a za nią podreptał lis, który wciąż nie miał żadnego imienia.

draumkona pisze...

- To nie powinno się stać - mruknęła jeszcze alchemiczka nerwowo przesuwając palcami po pierścieniu rodowym. Jeszcze nie wiedziała, że to jej wejdzie w nawyk - One za długo się znają, żeby poróżnił je jakiś Cień... - chociaż co ona mogła wiedzieć o tym co może Cień, a czego nie może. Z drugiej strony, gdyby ktoś podniósł rękę na Devrila...
Potrząsnęła głową pozbywając się wszelkich myśli z głowy. To nie był ani czas ani miejsce by o tym myśleć. Teraz powinien zając ich Pożeracz, nie Cień.
W pewnym momencie Juno wyprzedziła Eredina. Zjadacz, mimo, że był obecnie kosą wciąz był całkiem przydatny jako tropiciel. Zwłaszcza tropiciel tego, co nie powinno było oglądać światła dnia.
- Kiedy był ostatni atak? - spytała nerwowo oglądając się przez ramię na Strażnika.

draumkona pisze...

Wilk zawsze starał się zrobić tak, by wszyscy byli zadowoleni. Niestety, żył w takim świecie gdzie wydawało się to coraz bardziej niemożliwe. Coraz częściej żądano od niego wyborów których nie chciał podejmować. Nie chciał nawet o nich słuchać, czy oglądać. Zaczynał rozumieć, że nie da się zrobić tak, by zadowolić i jedną i drugą stronę.
Charlotte wcale nie zdziwiło, kiedy jej brat wcisnął jej w dłoń swoją własną Gwiazdę a chwilę potem zniknął między drzewami lasu w wilczej postaci. Zacisnęła palce na amulecie, ale nie powiedziała nic. Nieświadomie nawet przystanęła i zaczęła wpatrywac się między drzewa, jakby mając nadzieję, że elf zaraz wróci. No chyba jej tu samej nie zostawi?
Juno puściła kosę, a ta opadła z wolna ku ziemi. W locie oręż przybrał ludzką formę i oczom Strażnika ukazał się bardzo niechlujny osobnik.
- Jak na moje, to gdzieś tu jest. Czuję jego duszę... - to mówiąc obwąchał drzewo i kichnął.

draumkona pisze...

- Ślad magii mówisz? Ślady zawsze gdzieś prowadzą - to mówiąc Zjadacz zagłębił się w listowie krzewów i drzewa. Za nim poszła Juno, a Vetinari dalej stała jak kołek.
- Ja go poszukam - odezwała się w końcu chowając amulet do kieszeni płaszcza i wchodząc między drzewa. Teraz to już wszyscy się porozłazili, zupełnie jakby Pożeracz był jakąś igraszką, a nie realnym zagrożeniem.
Lis zastrzygł uszami, obejrzał się to na Devrila, to na Eredina i umknął w las za swoją panią.
- Tu jest jakiś trup... - Zjadacz wyjrzał z krzaka w którym akurat siedział - Elfi trup.

draumkona pisze...

- Skoro już raz go ktoś unicestwił, to można zrobić to raz drugi - odpowiedział, ale nie wiadomo do kogo, bo znów zniknął w krzakach. Dało się słyszeć trzask pękającej gałązki i pokazała się Juno z paroma liśćmi we włosach i nieco zrezygnowaną miną.
- Powinniśmy trzymać się razem, a nie latać sobie pojedynczo... On tylko na to czeka - i jakby na potwierdzenie jej słów, echem potoczył się czyiś krzyk. Ewidentnie kobiecy sądząc po tonacji.

draumkona pisze...

Juno rzuciła się w kierunku skąd dobiegał krzyk. Dźwięczał jej w uszach zupełnie tak, jakby ktoś wydarł się jej do ucha. Nie było to ani pzyjemne ani tym bardziej podtrzymujące na duchu.
Przybyli za późno. Elfka, młoda dość, leżała w kałuży krwi. Nie była magiem, ale serca nie miała. Kolejna ofiara, która zdawała się być ostrzeżeniem. W dodatku, na czole ktoś wyciął jej sztyletem napis "odejdźcie". Nie była to dobra wróżba.

draumkona pisze...

- Może on... Zbiera te serca? - Juno zaczęła krążyć w jedną stronę, to w drugą - Szept, czy czarna magia ma jakieś rytuały, czy zaklęcia do których potrzebne są serca? Może to jakaś... Waluta? - przynajmniej u nich tak było. Skażone dusze handlowały między sobą tymi czystymi zakupując w ten sposób broń, czy jeszcze bardziej się wynaturzając. Może Pożeracz pod tym względem był podobny do nich? Wtedy miałąby już jakiś punkt zaczepienia...

draumkona pisze...

To już było coś. Punkt zaczepienia, pierwszy konkretny ślad... Jeszcze raz zerknęła na najświeższą ofiarę, ale nic już dla niej zrobić nie mogła. Chyba, że unicestwić Pożeracza, choć to życia jej nie wróci.
- Skoro nie powinniśmy chodzić sami, to czemu idziesz sama? - spytał Zjadacz, któremu coś tu nie pasowało. Spojrzał jeszcze na Juno, ale Mistrzyni nie powiedziała nic, więc wziął sprawy w swoje ręce.
- Idźmy wszyscy z Szept. W grupie siła. Może po drodze wpadniemy na jakiś pomysł...

draumkona pisze...

- Ale elf uciekł. Zmienił postać i sobie poszedł - Zjadacz skrzyżował ręce na piersi. Nie lubił kiedy ktoś zaczynał być nieuprzejmy. Co prawda magiczka miała powody, ale on tych powodów nie uznawał. Nic nie uznawał.
Spojrzenie Juno nakłoniło go do zmiany postaci. Znów był kosą w rękach swojej Mistrzyni i to mu odpowiadało.
- Rozejrzę się - mruknęła Juno odchodząc w las. I ewidentnie nie miała zamiaru zabierać kogokolwiek ze sobą. Niech reszta idzie z magiczką.

draumkona pisze...

Władcy nie było. Nigdzie go nie było ani w obozie, ani poza nim. Na dodatek złego, żaden elf nie słyszał, by władca w ogóle się pojawił.
Głęboko w odrastającym lesie znaleźli za to Charlotte. Nieco obdrapaną i z dziurą na kolanie, ale całą. No i rzecz jasna bezimiennego lisa.
- Nie ma go - głos alchemiczki się łamał co chwila - Nie ma go nigdzie... - a ona głupia myślała, że go znajdzie. Że do niej przyjdzie.

draumkona pisze...

- Nie, nie - Charlotte usiadła na jednym z głazów - Ja zostaję. Musze go znaleźć... - kichnęła cicho w rękaw - On zacznie tracić świadomość. Jak go nie znajdziemy to zostanie już tylko umysł bestii, nie elfa - przynajmniej tyle wiedziała, bo brat rzecz jasna nie raczył jej wtajemniczyć.
Spojrzała na Devrila jakby z nadzieją. Łudząc się chyba, że arystokrata jakoś jej pomoże.
- Muszę go znaleźć...

draumkona pisze...

- Jak straci świadomość, to cię rozerwie na strzępy - alchemiczka szarpnęła się, ale arystokrata był zbyt silny i zbyt uparty - Puść! Nie jestem magiem, więc nic Pożeraczowi po mnie!
Nowy, lisi towarzysz Charlotte chyba jednak był po stronie Devrila, bo szedł noga w nogę z Wintersem i jeszcze szczeknął ostrzegawczo gdy alchemiczka znów zaczęła się wyrywać i protestować.
- Jesteś najgorszym, co mogło mi się trafić! - krzyknęła w końcu, a biedny Devril oberwał kopniaka w kostkę - I puszczaj!

draumkona pisze...

I za dobre chęci Devril oberwał pięścią w pierś - Powinieneś mi pomóc - warknęła ściszonym głosem - A nie mi przeszkadzać...!
Lisek wskoczył na pieniek obok nich i przyglądał się tej scenie bursztynowymi ślepiami. Co prawda ludzkiej mowy nie rozumiał, ale ta dwójka zachowywała się... Dziwnie.
Elfy były spostrzegawcze. Od razu zauważyły co Charlotte ma na dłoni. I wcale im się to nie spodobało, podobnie jak w przypadku wyboru Darrusa na głowę rodu. Podniosły się szepty. Szmery, które jeszcze bardziej dobiły Vetinari. I gdzie on teraz był? Jak ona ma sobie niby poradzić ze wszystkimi elfami, które widzą w niej jedynie skażoną krew? No i jeszcze ten Pożeracz.

draumkona pisze...

Skoro magiczka mogła sobie iść, to i ona mogła. No przecież nie będzie siedzieć na tyłku, kiedy Szept naraża życie. Co to, to nie.
I tyle jeśli chodzi o upilnowanie wszystkich, bo i Vetinari się wymknęła podążając za Szept, a wręcz puszczając się za nią biegiem, żeby czasem Devril jej nie dopadł.
- Szept czekaj! - a jeśli magiczka sądzi, że pozbędzie się alchemiczki, to także się zdziwi. Albo Vetinari z nią pójdzie, albo wpadnie na bardzo głupi pomysł, jak to zwykle bywa.
Jeszcze obejrzała się przez ramię. Co prawda, mieszańce są szybsze od ludzi, poza tym Devril chyba nie spodziewał się, że mu ucieknie. Ale już powinno być go widać gdyby ruszył za nimi... Czyżby więc dał za wygraną? Nie ukrywałą, że byłoby jej to na rękę. Ostatnie czego pragnęła to coś, co mogło by mu wyrządzić krzywdę. Albo zabić. Co ona by wtedy zrobiła...

draumkona pisze...

Odruchowo podniosła dłoń do ust, zasłaniając je i przy okazji nos. Widywała już różne rzeczy, ale to tutaj... To przerastało nawet komnaty zbudowane z kości w Ażuborze. Tam przynajmniej były same kości. Bez wnętrzności, bez brudzącej wszystko krwi. W obliczu takiej makabry nawet obecność wilków nie robiła jej różnicy.
Kryształ oświetlał miękko całą grotę, a alchemiczka zauważyła, że pewne wzory nikną w jednej z odnóg. Czy Pożeracz rozciągnął rytuał na większa powierzchnię? Jeśli tak, to co to oznacza dla nich?
Zerknęła zaniepokojona na Devrila. On tu był najbadziej narażony. Ona z Szept sobie jakoś poradzą, zawsze to robiły, ale Devril... Już raz demon go wykorzystał. Jeśli Pożeracz przyzwał swoich kolegów, to może być nieciekawie.
- Szept... - zakrztusiła się odorem jaskini, więc wskazała magiczce tunel. Nieco mały, wąski, gdyby się tam zdecydowali iść zapewne musieliby to zrobić na czworaka. Ale tylko tam schodził się wzory, tam też, drobnymi żłobieniami z podłogi płynęła krew.

draumkona pisze...

- Skoro to jest miasto umarłych... Może obudził zmarłe elfy tu pochowane? - nie miałą zbytnio pojęcia o tym jak wyglądało miasto przed zburzeniem, ale skoro taką teraz nosiło nazwę... Czy zmarli wciąz mają magię? Wtedy byłoby jasne co tu robił.
Szła na końcu, zamykając pochód i osłaniając tamtą dwójkę z przodu. Jej lis gdzieś zniknął i miała cichą nadzieję, że zwierzak został w obozie elfów, a nie poszedł za nią. Nie chciałaby znowu kogoś tracić, nawet jeśli ten ktoś miał ogon i szczekał. No i wciąż był bezimienny.
By wejśc do tunelu rzeczywiście musieli się mocno zgiąć i uważać, by nie zaczepić o ściany z których wystawały ostre kamienie i kawałki tłuczonego szkła. Chyba pochowany głębiej osobnik nie chciał by ktokolwiek go odwiedzał.
- Ała - syknęła Charlotte i złapała się za ramię, a przynajmniej spróbowała. Ostry kawałek szkła przeciął skórę na jej ramieniu, a kiedy spróbowała nieco otrzeć krwi dłonią, to pokaleczyła i ją.

draumkona pisze...

- No to magów pewnie nie pochowano tutaj, a nawet jeśli, to są dla niego bezużyteczni - słowa Wintersa zignorowała, w końcu jest całkiem dużą dziewczynką i potrafi sama opatrzeć sobie ramię. Toć to tylko małe przecięcie, nic wielkiego.
Problemem było rozwidlenie. I gdyby runy biegły tylko w jedną stronę, a tutaj...
- No to mamy problem - odezwała się podchodząc do rozwidlenia i ściskając ramię - W obu nawet tak samo śmierdzi. Trzeba będzie się rozdzielić - uznała i zajrzała do lewego korytarza - Ja pójdę tędy.

draumkona pisze...

Słowa o tym, że rzekomo coś poszło jej na mózg puściła mimo uszu. Ale Devril chyba nie spodziewał się, że alchemiczka odpowie mu jeszcze lepszym stwierdzeniem.
- A ty tu zostaniesz, Dev. Jesteś niemagiczny, poza tym Juno powinna nas wytropić - no i powinien tam zostać gdyby jedna z nich wróciła, bo poszła źle. Tak, to było bardzo rozsądne. Na odpowiedź niestety nie poczekała, bo kiedy magiczka zniknęła w prawej odnodze, tak ona zniknęła w lewej.

draumkona pisze...

Charlotte chyba w ogóle nie brała pod uwagę tego, że Devril jednak nie będzie chciał zostać na czatach, na straży i w ogóle i, że za kimś pójdzie. Chociaż, gdy dogonił alchemiczkę miał piękny przykład tego, że żadnej z nich nie można zostawiać samych.
Tunel ciągnął się w linii prostej. Niby nic takiego, ot, prościzna do przejścia. Jednak jeden nieostrożny krok i...
Część podłogi się zawaliła do wnętrza, przez co tunel miał teraz bardzo wąziutką ściezynkę, która nie wyglądała na stabilną.
- No to świetnie... - mruknęła do siebie Vetinari jeszcze nie świadoma tego, że ma za plecami Wintersa.

draumkona pisze...

Lęk wysokości miała... Kiedyś. Zwalczyła go skutecznie w ta noc kiedy do życia powołała Golema-Golema, który był sporą częścią zamku Rentus, a który teraz hasał sobie po świecie i bogowie niejedyni wiedzą co robił.
- Miałeś tam zostać... - zaczęła, ale chyba do Devrila to nie przemawiało, więc zaraz dalej mówić, po prostu złapała go za ramiona zmuszając do patrzenia na siebie - Miałeś zostać. Pomyślałeś co się będzie jak coś ci się stanie? Devril jesteś za ważny żeby sobie chodzić po elfickich tunelach i narażać pośladki... - przez gardło nie przeszło jej jednak stwierdzenie, że najbardziej jego krzywda odbiłaby się na niej samej, a nie na innych, któymi tak ochoczo się zasłaniała.

draumkona pisze...

Westchnęła zrezygnowana i go puściła. No przecież nie przyklei go do ściany i tu nie zostawi...
- Jak umrzesz, to cię zabiję - burknęła jeszcze, po czym przykucnęła na początku ścieżki. Niby od spodu trzymałą ją lita skała, ale czy to nie była iluzja? Nieco wychyliła się dalej, obmacując drogę dłonią. Chłodna skała. Więc może jednak dane im będzie nie ginąć już przy pierwszej okazji...
- Idę pierwsza - zaznaczyła, po czym rzeczywiście, podniosła się i z wolna postawiła stopę na potwornie wąskiej drodze. Pierwszy krok. Zaraz potem kolejny i kolejny... I tak doszła do połowy. Dopiero tam zaczęło się coś dziać, sklepienie zadrżało, posypały się z niego odłamki szkła i kamieni, a Charlotte musiała jakoś utrzymać równowagę.
Głośny huk przekonał ją do spojrzenia w górę. Dzięki temu w ostatniej chwili odskoczyła dalej, a wielki głaz przepołowił ścieżkę. Jeszcze się ześlizgnęła i prawie by spadła, gdyby w porę nie chwyciła się krawędzi ścieżki palcami.
- Szlag.

draumkona pisze...

Charlotte udało się z powrotem wgramolić na ścieżynkę i przez chwilę po prostu na niej leżała dysząc ciężko. Niewiele brakowało, a by spadła. Będzie musiała popracować nad siłą palców... O ile będzie jej to dane. Bo dalsza droga wcale nie zapowiadała się lepiej.
- Patrz tam... - odezwała się nieco niepewnym głosem i wskazała mu coś na końcu ścieżki. Półelfie oczy dostrzegały wyraźnie jakiś poruszający się kształt, jakby wahadło...
Nie wiedziała jeszcze, że elfy lubiły zabezpieczać swoje groby. Nie wiedziała jak bardzo mają niepoprawnie w głowie pod względem pułapek i ostrzy wylatujących ze ścian.
Nie mieli wyjścia. Mogli albo zostać na ścieżce, która zaczynała się sypać, albo wbiec do kolejnego tunelu z tymi dziwnymi kształtami i miarowym odgłosem przecinanego powietrza.

draumkona pisze...

Oczywiście, musiał zgrywać bohatera i się wpychać przed nią.
- To ja tu jestem mieszańcem i lepiej widzę! I słyszę! Powinieneś iść za mną... - zajrzała mu przez ramię, a w tym samym momencie gorący podmuch wiatru owionął ich twarze. Coś było dalej. Albo ktoś...
- Są dwa - mruknęła, niezbyt zadowolona. Jak oni mieli przejść, kiedy nie wiedzieli, kiedy wahadła opadają? Co najgorsze, widziała jedno, ale to drugie...
- Masz jakiś pomysł?

draumkona pisze...

Tak, pomysł jej się nie spodobał. Zwłaszcza, że stała za nim, co tworzyło ryzyko, że Devrilowi znowu wpadnie jakiś super, genialny pomysł do głowy i pójdzie pierwszy.
Zdziwić go nie powinno, że pomimo ciasnoty tunelu, Charlotte przepchała się przed niego. Wahadło przemknęło jej przed nosem, ścinając kosmyk włosów.
- Było blisko... - dopiero teraz doszło do niej, że wstrzymałą oddech - Idę pierwsza - zadecydowała i przymknęła oczy. Wahadła musiały mieć jakiś rytm, choć pozornie go nie miały. Inaczej to byłoby wbrew nauce. A co, jak co, ale prawa tego świata to ona rozumiała. W końcu, alchemik.
Ruszyła do przodu.

draumkona pisze...

Miała ochotę mu zdrowo przyłożyć. Powinien uważać! A co, gdyby jej płaszcz był gorszego materiału? Wyrwałby tylko kawałek a wahadło ucięłoby mu rękę!
- Jesteś okropny! - dosłyszał jeszcze nerwowy, głośny szept alchemiczki. Teraz to samo zadanie było przed nią. I jakoś nie kwapiła się, by je wykonać, bo teraz wydawało jej się, że wahadłą znó chodzą nierówno. W dodatku, poczuła woń krwi.
- Devril, co się stało? - nie czekała na odpowiedź, bo spanikowała. A jeśli wahadło go trafiło? Jeśli stracił jakąś kończynę? Przecież ktoś musi go opatrzyć...
Chyba tylko dlatego, że coś mu się stało przeszła tak szybko między wahadłami. Po prostu rzuciła się naprzód, a kiedy ze ściany wysunęło się wahadło, runęła na ziemię i resztę trasy przejechała na brzuchu nieco zdzierając koszulę. Ale była cała.
- Pokaż to - i nie było chyba mowy o jakimkolwiek sprzeciwie.

draumkona pisze...

Jego postępowanie wcale Charlotte nie ucieszyło. Na punkcie Devrila była momentami przewrażliwiona, zwałszcza w chwilach, kiedy coś mu zagrażało.
- Zakażenie się wda przez tą twoją brudną, uświnioną koszulę... - burczała pod nosem wlekąc się za arystokratą.
- Jak nic amputacja... - mógł jeszcze usłyszeć, nim alchemiczka umilkła, przynajmniej w temacie jego rany.
- Zapach krwi się nasila... I to wcale nie twoja krew.

draumkona pisze...

Charlotte zasłoniła usta dłonią, ale udało jej się nie skończyć tak, jak Devril. Larwy wiły się, nawet jedna spadła, a Vetinari natychmiast przygwoździła ją obcasem. W tunelu rozległ się cichy pisk, jakby uśmiercona larwa zanosiła się płaczem.
- Musimy... Iść... - po omacku sięgnęła koszuli arystokraty i pociągnęła za sobą, starannie omijając zwiasające ze sklepienia ciało. Nie uszli daleko, bo wpadli do kolejnej groty, która byłą zapełniona takimi ciałami. Co gorsza, na ziemi walały się zaschnięte szczątki pierwszych ofiar Pożeracza. Na wpół obgryzione kości, rozerwane tkanki i mięśnie.
- Co to jest do cholery... - teraz już zatkałą sobie nos nie mogąc znieść zapachu jaki tu panował. Chyba się zbliżali. Chyba, bo nigdzie nie widziała wyjścia, kolejnego tunelu.

draumkona pisze...

Słowa nie dotarły do jej uszu, przechwycone przez zalegający w grocie mrok. Pożeracz nie czuł się dziś na siłach. Cokolwiek go ścigało, było coraz bliżej, a on bał się końca. Śmierci ostatecznej.
- Co się... - słowa alchemiczki również przechwyciła ciemność przekształcając je w starą mowę, którą posługiwał się Pożeracz. Gdyby dźwięki nie był przytłumione, usłyszeli by jak coś poruszyło się w kącie.
- Coś jest... Nie tak... - bezwiednie wyciągnęła dłoń przed siebie. Ciemność wydawała się taka... Żywa. Realna. Spróbowała ją chwycić, lekko, delikatnie...
W tej chwili gdy dotknęła mroku wróciły dźwięki i usłyszeli głośny kwik, jakby ktoś zarzynał świnię. Chwilę potem dało się poczuć odór zgnilizny i rozkładu, któy przebijał się przez wszystko, nawet zatkany nos.
Potem zaś ukazał się on. Wprawdzie Charlotte nigdy nei widziała Pożeracza, ale obecność tego stwora, czy czymkolwiek był wskazywało jednoznacznie, że znaleźli tego, kogo szukali.
- Kto tu jest... - mrok oblekł jego sylwetkę, ponury głos potoczył się echem po grocie, wiszące ciała poruszyły się niespokojnie, a Charlotte wykonałą krok w tył, co błyskawicznie przykuło jego uwagę. Błysnęły czerwone ślepia, zapach nasilił się.
- Goście... Cudownie...

draumkona pisze...

Śmiech. On się z nich... Śmiał. Miał ich za nic. Charlotte byłaby podzieliła jego zdanie, ale przecież... Dotarli tu i co? Tak po prostu koniec? Skończą jak ci, którzy zwisają ze sklepienia?
Nie. Na pewno nie. Devril stąd ujdzie, tego była pewna. Czy i jej będzie to dane... Zobaczymy.
Zwykłą alchemią nawet nie miała co próbować. Przewidziałby to i w porę się osłonił. Za to technik morfowania kości nie znał prawie nikt...
- Pamiętaj, że nie jestem prawie nikim - wzdrygnęła się słysząc syknięcie tuż obok swojego ucha, coś ją pchnęło na plecy Devrila. Poczuła ból w ręce, aż jęknęła.
W powietrzu uniósł się swąd palonej skóry.

draumkona pisze...

Chyba nigdy nie czuła takiej ulgi na czyiś widok jak teraz. Bogowie, Szept przyszła, są ocaleni, na pewno, przeciez to magiczka...
Ale Pożeracz dopiero się rozgrzewał. Bawił się nimi to nasilając czar, tak, że aż widoczny był mrok atakujący wzniesioną barierę, to uwalniał czar pozwalając ciemności się rozrzedzić.
- Nic mi nie możecie zrobić - uśmiechnął się, a Charlotte zauważyła, że brakuje mu zębów, a spomiędzy warg wysuwa się długi, gadzi jęzor i parę larw. Spróbowała uderzyć alchemią, zaskoczyć go od dołu zmieniając litą skałę w bagnistą maź, która by go unieruchomiła...
Za późno. Pożeracz zdążyłby trzy razy obiec salę nim cokolwiek by zrobiła. Tym razem o ścianę łupnęła ona, choć obyło się bez kawałków broni w ciele, bo takowej przy sobie nie miała, a Pożeracz w obecnym momencie jakby stracił nią zainteresowanie na rzecz Szept.

draumkona pisze...

Czy ona przed chwilą myślała, że są ocaleni? Naprawdę? To było naprawdę głupie...
- Ej! Ty! - musiała jakoś odwrócić uwagę Pożeracza od Szept. W sumie, liczyła na to, że Devril ją gdzieś odciągnie, że się gdzieś schowają albo uciekną... Chwyciła jakąś kośc i rzuciła nią w Pożeracza.
Ludzki piszczel jednak nie dotarł do celu. Zmienił się w pył tuż przed twarzą maga, a ten uśmiechnął się szyderczo.
Wysunął dłoń, zgiął palce jak orzeł składa szpony gdy dopadnie ofiarę, a Charlotte krzyknęła. Chrupnęły kości rozrywając skórę i płaszcz alchemiczki. Tą samą ręką, którą rzuciła kością miała teraz złamaną. A kość, która wystawała poza skórę ruszała się nienaturalnie jak ząb mleczny, który trzeba wyrwać.
- To cię oduczy - Charlotte nie sądziła, że można tak głośno krzyczeć, ale przy tak wielkim bólu nie dało się dzielnie zagryzać zębów. Pożeracz chyba chciał wyrwać jej kość z ręki.

draumkona pisze...

Siła naginająca kośc ustała, a Charlotte padła wyczerpana na miękkie ciała. Prez chwilę dźwięczał jej w uszach jej włąsny krzyk, nie zdawała sobie sprawy także na czym leży. Dopiero po jakimś czasie poderwała się do siadu. Rana na ręce krwawiła obficie, kości bolały, a umysł odmawiał posłuszeństwa.
- Devril... - co on znowu narobił? Po co się mieszał? Nieprzytomne spojrzenie powędrowało na Szept i krwawiące nadgarstki - To nie może się tak skończyć... - podniosła się nieco chwiejnie, ale nie upadła. Musi coś zrobić... Coś...
Zdecydowała się na to, co wydawało jej się konieczne. To czego nauczyła się całkiem niedawno, a co mogło dać jej skuteczną ochornę by przebić się do maga i chociażby spróbować mu coś zrobić.
Mogła utracić świadomość. Mogła zatracić się i już nie wrócić, ale... Cóż jej pozostało.
Przyłożyła dłoń do martwych ciał. Zdecydowanie dziwne to było podłoże do morfowania, ale lepsze takie, niż żadne. Skupiła wolę, odnalazła sens istnienia rzeczy i zmieniła go.
Martwe, bezwładne ręce obłapiły Pożeracza za nogi. Wisielec zerwał się z haka zmieniając po drodze w liny z ludzkiej skóry i mięsa. Liny, które obwiązały maga, nieco nieszczelnie, ale to już było coś.

draumkona pisze...

Walka ciągnęła się w nieskończoność. Devril wbił sztylet w maga, ale okazało się, że nie przebił serca. Znaczy się... Przebił.
Jedno z kilku.
Potem było gorzej. Arystokrata ponownie oberwał, a Pożeracz już go nie ignorował. Nie ignorował żadnego z nich na przemian znęcając się i zadając ból. Nawet zasady równowartej wymiany nie miały już znaczenia. By zmorfować ludzkie ciało musiała poświęcić własną nerkę, przez co teraz była osłabiona. Jednak transmutacja się powiodła i drugie z serc Pożeracza zmieniło się w trzcie płuco. Ostatnim sercem zajęła się Szept.
I kiedy wyglądało na to, że już nie ma nadziei, że on ma jeszcze więcej serc... Do groty wpadła Juno.
Pożeracz już dogorywał, krew lała się strumieniami z jego oczu, z ust. Słabł, a jego ciało pęczniało.
- Uciekajcie! - wrzasnęła Mistrzyni, ale było już za późno. Jedynie ona zdołała wycofać się z powrotem do tunelu.
Charlotte nieprzytomnie spojrzałą w górę, na drżące ciała. Z początku nic nie było słychać, nic nie było czuć. Aż nagle wszystko runęło. Sklepienie, ciała. Wielkie głazy spadły im na głowy.
To przypięczętowało także los Pożeracza, którego magia uwolniła się kiedy głaz przygniótł jego napęczniałe ciało. Gdyby nikt tych głazów nie ruszył gdy na nich spali zapewne wyszli by z niewielkimi obrażeniami... A tak...
Ziemią wstrząsnęło. Rozległ się potężny huk i jeszcze więcej kamieni posypało się z sufitu. Na domiar złego, zalegające już kamienie i ciała, wraz z trzema ofiarami zostały ciśnięte w bok, o stojącą wciąz ścianę. Potem znów wylądowały na podłodze, a sklepienie ostatecznie runęło pozostawiając dziurę w której było widać nocne niebo. Blask księżyca niepewnie wlał się do środka, a elfy z obozu zauważyły dym ulatujący z grobowców. Dym i wysokie języki zielonego ognia. Ognia trawionej magii.

draumkona pisze...

Nawet gdyby chciała, nie mogłaby odpowiedzieć. Głazy ją przygniotły tak, że ledwie oddychała. Obraz tracił na ostrości, a łzy bólu jeszcze wszystko rozmazywały. Czuła, jak ostra krawędz jednego z kamulców wbija się jej w plecy. Kolejną rzeczą jaką czuła był ból ręki, która była wykrzywiona pod dziwnym kątem. Prócz tego czuła w ustach smak krwi. Wyraźny, metaliczny. Chwilę później zwymiotowała krwią i nie miała nawet sił i miejsca by odsunąć się nieco. Tak więc leżała we własnej krwi modląc się, by żaden kamień się nie obsunął, lub by śmierć nadeszła szybciej.
Do groty zajrzała ponownie Juno. Także nieco poturbowana, ale nie tak, jak tamta trójka.
- Gdzie... Pożeracz... - wtedy zauważyła. Lewitująca w powietrzu fioletowa kula. Nadpsuta i ociekająca czerwoną mazią. Dusza Pożeracza.

draumkona pisze...

Odrzucając kamienie, zagłębiając się wciąz dalej i dalej mógł zarejestrować, zauważyć, że coraz więcej kamieni zabarwionych jest krwią.
Juno puściła kosę, która zmieniła się w Evansa.
- Idź po duszę. Tylko ostrożnie, gdzie tu jest jeszcze Szept... - ostrożnie przyklęknęła i odgarnęła pierwszy lepszy kamień. Niestety, tu magiczki nie było. Musiała szukać dalej.
Charlotte jęknęła, kiedy jeden z kamieni się obluzował przygniatając jej ramię. Cholera jasna, przecież się nie ruszała.
- Do demona... - warknęła i znów zakrztusiła się krwią. Otworzyła jedno oko i rozeznała się jeszcze raz w sytuacji. A sytuacja wciąż była beznadziejna. Poświęciła już nerkę, organizm był przygnieciony, osłabiony, zapewne miałą złamania, nie czuła prawej nogi i wymiotowałą krwią. Nie powinna był się w ogóle ruszać.
Ale ani Charlotte ani Szept nie lubiły robić tego, co powinny. Użyła alchemii, a jeden z głazów, jeden z tych najcięższych zmienił się w drobne kamyczki, które przesypały się na samo dno rumowiska.

draumkona pisze...

Basiora szukać nie musiał, bo ten siedział pod wejściem do tuneli. Był większy niż ostatnio, teraz z powodzeniem można by go wzrostem porównywać z koniem. Nie zmieścił by się w tunelu, więc czekał tu. Jak posąg, jak skała. Cierpliwie. I tylko dwukolorowe ślepia zdradzały, że jednak jest żywą istotą.
Gdyby zaś Charlotte kontaktowała nieco bardziej zapewne wybiła by Devrilowi głupi pomysł z głowy od razu. Nie była jednak w stanie, jedną nogą w zaświatach, a drugą wcąż wśród żywych. mamrotała coś niezrozumiałego pod nosem. O zasadach, o cenie. Dopadły ją zjawy wymiany, duchy tych, którzy strzegli zasad wymiany.
Na widok tej dwójki Wilk poderwał się na cztery łapy i przytruchtał. Nie czekał aż Devril się wgramoli, po prostu złapał zębaiskami za ubranie najpierw jego i wrzucił go sobie na grzbiet, potem swoją siostrę. Poczekał jeszcze chwilę, ale nie było tej, na którą czekał. Czas uciekał, a wilki są szybkie. Odprowadzi ich i tu wróci...
Tak też zrobił.
- Szept? - Juno wpadała w panikę. Przecież magiczka nie dałaby się tak zabić. To nie mógł być koniec. Nie dla niej.
Zjadacz beknął, czym sprowadził na siebie gromiące spojrzenie Mistrzyni - Pomóż mi!
- Po tej duszy będę miał zgagę.. - ale posłusznie zaczął odrzucać kamienie na boki.

draumkona pisze...

Kiedy Wilk wparował do obozu to za pierwszym razem chcieli go zastrzelić biorąc za jedną z bestii Medrethu. Na szczęście, ktoś tu czuwał i w porę wstrzymał łuczników.
Rannych ściągnięto z wilczego grzbietu i zaniesiono do prostej, drewnianej chatynki, tymczasowego mieszkania jednego z medyków.
Elfi władca jednak pozostać z elfami nie raczył, bo ledwie poczuł brak cięzaru na plecach, to znów skoczył w ciemność wracając pod tunele.
- Patrz... - Juno wskazała Evansowi wilka. Chwilę potem ukazała się im ręka, która musiała należeć do magiczki. Zwierzę raczej nie reagowałoby tak na ciało Pożeracza, o ile takie się ostało.
- Musimy mu pomóc - to mówiąc, Mistrzyni dopadła do sterty gruzu i zaczęła odgarniać go na boki. Chwilę potem wspomógł ich i Zjadacz.

draumkona pisze...

- Trzeba ją zabrać do elfów - zadecydowała podnosząc się i pozwalając by to Evans narażał się na pogryzienie przez magiczkowego wilka.
Kiedy wyszli z tuneli powitał ich elfi władca, nadal pod wilczą postacią. Juno pierwszy raz widziałą tak dużego wilka, poza tym, nie wiedziała, że Wilk potrafi się zmieniać. Wzięła go więc za kolejnego podopiecznego Szept.
- Jaki duży...
- Mógłby nas podwieźć - mruknął Zjadacz, którego zaczynało wiercić w brzuchu od tej duszy.
- Mówisz, masz - odezwał się basior, który dziwnie uważnie przyglądał się magiczce. Zupełnie jakby coś do niej miał.
Dał się wgramolić na grzbiet, po czym ruszył czym prędzej do obozu. Medycy będą mieli noc pełną roboty.

draumkona pisze...

Jeśli medyk cokolwiek myślał, to powinien wiedzieć, że Wilk na pewno myśli inaczej na temat kolejności ratowania.
Rzeczony władca zjawił się chwile później, w jakichs podziurawionych spodniach i obdrapanej koszuli. Wezwał jeszcze jednego medyka, którego oddelegował do leczenia Charlotte, która także nie wyglądała najlepiej. Po prawdzie żadne z nich nie wyglądało.
Pierwszy z medyków, właściciel domku zajął się Devrilem i poniekąd zaczął się cieszyć, że nie na niego spadł obowiązek leczenia Szept. Elfią królową zajął się jej szanowny małżonek, któemu źle z oczu patrzyło. Był jakiś... Zdziczały.

draumkona pisze...

- Cała jest - usłyszał Eredin, a słowa choć wypowiedziane tonem burkliwym i zabarwionym jakimś dziwnym głodem, to wcale nie były złe. Na jednym z wiklinowych foteli siedział elfi władca. Najwyraźniej to on tu czuwał nad magiczką.
- Ale jak będziesz tak wpadał, to kiedyś pewnie przewróćisz kogoś, ten ktoś się potknie, wyrżnie o łóżko i zaszkodzisz własnej siostrze - która nawiasem rzecz ujmując miała się nieco lepiej. Przynajmniej bladość ustąpiła, kiedy przetoczono jej jego własną krew. Usunął też co poważniejsze uszkodzenia, ale wedle nauk swojego mistrza, pamiętał, by częśc obrażeń po prostu zostawić. Doglądać, ale zostawić, by natura rzeczy dokonała się sama.
Charlotte też stopniowo wracała do zdrowia. Medycy zauważyli brak nerki, ale z jedną dało się żyć. Dziwnie powyginane kości, krwotok wewnętrzny i złamania zostały usunięte, czy tez opatrzone. Zostały jedynie zmiażdżenia, rany cięte i otarcia, a także parę poparzeń, których przyczyny nie znaleziono.

draumkona pisze...

Tym razem Wilk palił... Fajkę. I to był chyba pierwszy i ostatni raz, kiedy Devril go widział z fajką.
Władca długo nie odpowiadał, jakby trawił słowa arystokraty.
- Nie szkodzi - otrzymał w końcu odpowiedź, ale nie od Wilka, a od Juno, która siedziała razem z nimi - Odnaleźliśmy ją chwilę po tym jak wyszedłeś z groty - uśmiechnęła się lekko, co by dodać mu otuchy, bo wyglądał tak, jakby co najmniej obawiał się tego, że wszystkich pozabijał.
- Charlotte wraca do zdrowia. Co prawda nie wiem gdzie zgubiła nerkę, ale wszystko jest na dobrej drodze do wybudzenia się - to odezwał się znów Wilk. Nawet wskazał Devrilowi posłanie, gdzie owinięta paroma kocami leżała zapewne alchemiczka.

draumkona pisze...

- Wyjdzie z tego. Osobiście o to zadbałem... - wypuścił nieco dymu nosem i zerknął kontrolnie na magiczkę. Musi z tego wyjść, bo jak nie... To co on niby zrobi?
Słowa o rytuale spowodowały, że władca znów przyjrzał się Devrilowi. Uważniej.
- Rytuał... Nie było mnie tam z wami. Ale jej magia wydaje się być taka sama jak zwykle - chociaż teraz już wiedział skąd te rany na nadgarstkach.

draumkona pisze...

To już było niepokojące. Na tyle, że aż udławił sie dymem i zakaszlał. Teraz już nie był taki pewien swego. Będzie musiał przeszukać stare księgi o tych całych rytuałach, albo...
Obejrzał się na wartownika przy drzwiach - Sprowadź Darmara - to chyba była jedyna osoba, która wiedziała cokolwiek na ten temat.
- A ty powinieneś leżeć. Jak tak bardzo chcesz, to ci ktoś tam łóżko przesunie - Wilk co prawda nie mówił tego na poważnie, bo nie sądził by Devril na to poszedł, ale... Sama myśl nie wydawała się taka zła.

draumkona pisze...

Wilk o mało co nie zakrztusił się swoją fajką, ale skinął dłonią, by spełniono życzenie arystokraty. Chociaż zaraz potem cień niepokoju przemknął po twarzy elfa.
- Tylko nie zrób jej krzywdy - dorzucił cicho i chyba myślał, że Winters zorientuje się o czym władca mówi. Bo na pewno nie o krzywdach cielesnych.
Kiedy Darmar przybył, zbliżał się zachód słońca. Szept nadal nie dawałą znaków przytomności, co zaczęło Wilka mocno niepokoić.
- Darmar - powitał go i odsunął się nieco od posłania magiczki - Jak zawsze świetnie poinformowany. Skoroś taki mądry, to może mi powiesz co wspólnego mają magiczne rytuały z nacinaniem nadgarstków?

draumkona pisze...

- Jak szukasz królika doświadczalnego, to nie tutaj - burknął Wilk i podrapał się za uchem. Co on, pchły miał?
- Miałeś pomóc, a nie traktować ją jak obiekt badań... - dorzucił, a to z kolei skojarzyło mu się ze Steinem. A pamiętając co Stein robił, a czego nie robił, zgromił Darmara wzrokiem. Czemu on musiał być taki... No właśnie taki? Jakby był inny, mniej arogancki, to może i by mu wybaczył to, że kiedyś był kochankiem Szept.
Gromy w dwukolorowych oczach przeszły w jawną chęć uduszenia pewnego maga.

draumkona pisze...

Może Darmar zapomniał o tym, że trzyma rękę elfki, ale Wilk mu przypomniał. I delikatnie ją wyswobodził z uścisku.
- Uszkodzone narządy, obrzęk... - urwał. Tylko on miał prawo nazywać magiczkę idiotką i wkurzac się o jej włażenie w pułapki. Tylko on i nikt więcej.
- Uważaj jak ją nazywasz. To twoja królowa - burknął jeszcze, a Juno ściągnęła brwi.
- Skąd wiesz o runach? Nie było cię tam... - odezwała się cicho. Jeszcze brakowało im tego, by ten tu okazał się wspólnikiem tamtego...
Zjadacz się oblizał. Z zapachu Darmara wywnioskowac mógł niewiele, ale wiedział na pewno, że jego dusza byłaby o wiele smaczniejsza.

draumkona pisze...

Juno zmrużyła oczy. Coś było niepokojącego w tym elfie. Coś, do nie do końca sie jej podobało...
- Moje uszy zniosą wszystko - znów burknięcie - Ale ty nie powinieneś jej tytułować inaczej niż "moja pani".
Charlotte w końcu się wybudziła. Czuła się dziwnie zmęczona, mimo tego, że spałą dość długo. Większość ran miałą albo przewiązanych bandażem, albo już zaleczonych. Podniosła się i rozejrzała po chatce. Był Darmar, Juno, Evans, Wilk... Szept nadal nieprzytomna.
I gdzie był Devril?
Ukłucie niepokoju otrzeźwiło ją jeszcze bardziej. Czy on...? W tej samej chwili spojrzała nieco w dół i zobaczyła drugie łóżko. A na nim śpiącego Devrila. Odetchnęła głęboko, na tyle ile pozwolił ból krzyża i żeber. Spał sobie, pewnie był zmęczony... Odruchowo okryła go jednym ze swoich kocy. Jeszcze by się zaziębił...
Devril zaległ podczas czuwania, zupełnie jak Wilk. A Charlotte, zupełnie jak magiczka, gdzieś sobie poszła.

draumkona pisze...

Porażony zachowaniem magiczki puścił złośliwe uwagi Darmara mimo uszu. Wyleczył ją, a jednak... Jednak coś się działo. Coś niepokojącego.
- Co się dzieje... - akurat jeśli chodzi o czarną magię, to był kompletnie bezsilny. I to najbardziej go bolało.
Złapany przez Devrila elf niósł właśnie złożone koce, te, którymi była okryta alchemiczka. Świeże, wyprane, złożone... Chyba przyszedł po te pozostałe. I nie miał wesołej miny, choć Devril nie mógł wiedzieć, że chodzi o co innego. Elf po prostu nie chciał, by władca uznał tą, tą... Tą brudną krew. Pokręcił więc głową z miernym wyrazem twarzy dla wyrażenia dezaprobaty. Ale Devril mół odebrac to inaczej.

draumkona pisze...

Za Darmarem, przez drzwi chatki, wyleciała wiklinowa noga krzesła.
Wilk nie wiedział jak jej pomóc. Chciał ją chwycić za dłoń, ale bał się, że coś jej zrobi. Chciał przytulić do siebie, ale Szept znów coś jęknęła, a głos miała tak przepełniony bólem, że aż chciało mu się płakać. Poczuł uścisk dłoni na ramieniu. To była Juno.
- Nie martw się. Jest silna, więc wyjdzie z tego. Ma dla kogo.
Rzekomo martwa alchemiczka natomiast siedziała w środku obozu, przy ogniu. Owinięta w swój płaszcz, z rozczochranymi włosami i siniakiem pod okiem nie prezentowała się zbyt dobrze i to także elfy zauważyły szemrząc między sobą, że nie dość, że brudna krew, to jeszcze obdartus.

draumkona pisze...

- Ciii... - delikatnie pogłaskał magiczkę po głowie, jakby miało ją to uspokoić. Po chwili Szept znów leżała na posłaniu - Nic im nie jest. Pożeracz został... Pożarty. Nic nam już nie zagraża - uśmiechnął się lekko - Odpocznij. Zrobiłaś już dość, a twój organizm nadal żąda odpoczynku.
Obejrzał się na Devrila - No proszę, wstałeś. Dobrym wartownikiem to ty byś nie był - zupełnie jakby on był w tej dziedzinie mistrzem, alfą i omegą.

draumkona pisze...

- Poszedłem. Bo musiałem - przynajmniej on tak uważał. Nie chciał wracać zbytnio do tego co było nim sobie poszedł. Ważne było to co było tu i teraz.
O Charlotte nie musiał pytać, bo Vetinari miała to do siebie, że kiedy nikt jej akurat nie potrzebował, to się zjawiała. Tak też było i tym razem. Wślizgnęła się do chatki owinięta ciasno kocem.
- Będzie padał śnieg. Sacharissa mówi, że od zachodu idzie solidna burza - oznajmiła drepcząc do swojego posłania - O, cześć Szept - uśmiechnęła się do magiczki, którą już ktoś bardzo szczelnie opatulił kolejnym kocem i sama opadła na swój materac. Spojrzała na Devrila i uniosłą brew.
- Wyglądasz jakby co ktoś umarł - oznajmiła nieco dziwnym tonem i znów podniosła spojrzenie na Wilka i Szept, jakby się upewniając, że nic każdemu z nich nie jest.

draumkona pisze...

- Nie odważyłby się - przynajmniej Wilk lubił w to wierzyć. Nie mniej jednak, teraz rzeczywiście już nic nikomu nie groziło.
- Powinnaś leżeć i się nie ruszać, bo się pogorszy. Niby cię wyleczyłem, ale twoje ciało ma chyba własne zdanie na ten temat i zachowuje się tak, jakby obrażenia nadal były... Nie wiem co to jest, ani czemu się pojawia - podrapał się po brodzie, a to już był jawny znak, że elf jest zarówno zakłopotany jak i zmartwiony.
Char nie wiedziała co Devril myślał, ale jego blada twarz nie wróżyła nic dobrego. Ostrożnie wysunęła dłoń i dotknęła jego ramienia.
- Dobrze się czujesz...? - jak na jej gust, to chyba coś mu dolegało. Może zawał? Albo...
- Wilk, chodź, coś mu jest - elfowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Zjawił się zaraz obok i przyjrzał arystokracie.
- Wszystko w normie. Chyba, że ma takie nawroty jak Szept, to i tak nic nie poradzę - to mówiąc, znó wrócił pilnować swojej magiczki i zostawił swoją siostrę z bardzo zmartwionym wyrazem twarzy.

draumkona pisze...

- Wszyscy są bezpieczni - dorzucił jeszcze Wilk - Prześpij się, a ja zobaczę co z elfami. Kiedy Pożeracz umarł, to płonął jakiś dziwny ogień, magia się rozeszła przez co teraz możemy mieć jej nadmiar w powietrzu - do chatki zajrzała Sacharissa.
- Krasnoludy nadchodzą od południowej ściany - poinformowała go, a władca ściągnął brwi. Coś się stało?
- Leż - przypomniał jeszcze raz magiczce i wyszedł.
Charlotte przyjrzała się podejrzliwie Devrilowi. Nie zwykł naginać stanu rzeczy do własnej woli, więc chyba rzeczywiście nie było czym się martwić... Uśmiechnęła się ponownie.
- Niech będzie - słowa Sacharissy ponownie wzbudziły niepokój. Jeszcze raz kontrolnie spojrzała na arystokratę i wybiegła z chatki w ślad za Wilkiem.

draumkona pisze...

Elfy gromadziły się przy jednym z górskich przejść. Każdy z nich słyszał ciężki tupot buciorów i szczęk zbroi. Głośne człapanie niedźwiedzi nosicieli także dało się wychwycić, nawet nie mając elfiego słuchu.
Wilk przepchał się do czoło zbiorowiska i starał się zachować spokój. Czemu krasnoludy opuściły Dolne Królestwo? Czy coś się stało?
Charlotte dotarła do zbieraniny elfów znacznie później, bo o ile miała dobry start i dała radę wręcz wybiec z chatki, tak nie ubiegła nawet czterech metrów i runęła na ziemię. Sporo kosztowało ją pozbieranie się i dojście do innych. Ręka, którą zamortyzowała upadek bolałą niemiłosiernie.
Echem poniósł się dźwięk krasnoludzkiego rogu.

draumkona pisze...

- Nie wiem - nie lubiła nie wiedzieć co się dzieje, ale kogo miała spytać, jak tu nikt nic nie wiedział.
Wkrótce jednak krasnoludy pojawiły się na końcu ścieżki, a na czoło pochodu wysunął się jeden z nich. Znacznie ważniejszy sądząc po ubraniu, bo w kolczudze przetykanej złotem. Wilk uśmiechnął się do przyjaciela.
- Ymir... - elf uściskał krasnoluda, za którym zatrzymała się reszta. Jak na oko Charlotte było ich z czterdziestu. Plus niedźwiedzie.
- Co tu robicie? - krasnolud przeczesał palcami brodę jakby sam szukał odpowiedzi na to pytanie.
- Eilendyr zburzone. Praca naszych przodków poszła na marne, nawet kamień się nie uchował. Przyjaźń między nami nadal trwa, więc postanowiłem pomóc wam odbudować to, co utracone.
Wilka zatkało, nie po raz pierwszy tego dnia, ale po krótkiej chwili musiał się wziąć w garść, po tym jak poczuł, że ktoś obłapia go za nogę. Spojrzał w dół na córkę, która wyglądała chyba na najszczęścliwszą osobę na świecie. Przykucnął poznwalając małej uwiesić się sobie na szyi i wskazał krasnoludzkiemu królowi obóz.
- Pomoc przyjmę, choć nie wiem gdzie pomieścicie te niedźwiedzie. I... Wszystko.
Ymir uśmiechnął się, co dało efekt ruszającej się rudej brody.
- Coś wymyślim. A gdzie pani na włościach, niesforna magiczka?
- Lezy... - w tym momencie jednak Merileth go opuściła i pognałą do Szept. Figę. I tyle jeśli chodzi o leżenie w wykonaniu Szept.

draumkona pisze...

Char poczuła jak schodzi z niej całe napięcie. To był doprawdy ciężkie dni. Najpierw jakaś iluzja, potem latawiec, demon, przeprawa przez morze, a na koniec Pożeracz, żeby nie było zbyt nudno. Zachwiała się i osunęła na miękką ziemię patrząc jak obok niej przechodzą krasnoludy i wielkie niedźwiedzie. Mogłaby już tu zostać, posiedzieć sobie, jej by to wcale nie przeszkadzało.
Tak, magiczka kłopoty będzie mieć, ale to potem. Nie chciał teraz burzyć tej pięknej scenki, chociaż najchętniej to by ją zabrał na posłanie i przywiązał linami, przykleił magią, albo cokolwiek innego, co przytrzymałoby ją w miejscu.

draumkona pisze...

- Nie, nie - alchemiczka ocknęła się z dziwnego zamyślenia dopiero kiedy Devril już ją uniósł - Postaw, mam nogi, chodzić też mogę - i chyba arystokrata sobie nie myślał, że uda mu się ją zatachać do chatki, bo alchemiczka zaczęła się wiercić na znak protestu aż w końcu oboje się wywrócili.
Gallar. Więcej nie trzeba było, żeby Wilk zaraz znalazł się przy Szept, nawet jeśli odszedł tylko na sekundkę by pomóc jednemu z krasnoludów okiełznać niedźwiedzia. Cholerny przyboczny, nie mógł sobie gdzieś pójść?
- Ja się nią zajmę - oznajmił podnosząc Szept z ziemi nim ta cokolwiek zdązyła zrobić. Nie będzie mu tu jakiś przyboczny przebywał koło magiczki. Co to, to nie.

draumkona pisze...

- Nie, póki ty sam potrzebujesz pomocy - usłyszał Devril i można było pomyśleć, że Vetinari jest na nim całkiem wygodnie, nawet się lepiej ułożyła, kiedy dotarło do niej, że to, na czym leży, to w istocie Devril. Ten Devril.
Odskoczyła jak oparzona i o mało nie władowała się pod łapy niedźwiedziowi.
- Ja... tego... dam radę sama - podniosła się, co prawda chwiejnie i z trudem, ale stanęła o własnych nogach.
Przyjrzał jej się badawczo, jakby Gallar jej coś zrobił. Ktoś tu był przewrażliwiony.
- Miałem malutką, maluteńką tyci nadzieję, że jednak tam zostaniesz i choc raz zrobisz to o co cię proszę - westchnął, zrezygnowany. I jak ona chciała wróćić do zdrowia skoro ciągle się ruszała, narażała rany?

draumkona pisze...

To był dobry pomysł. Przynajmniej w teorii, bo gdyby jedno z nich mocniej się wsparło o drugie to pewnie znów runęliby na ziemię.
Skinęła jednak głową łapiąc arystokratę pod ramię i wracając do chatki. Kto by pomyślał, że taki spacerek może być taki męczący.
- Doskonale wiesz, że gdybym został z tobą... To byś nie poleżała - może by się jeszcze wstrzymał bo w chatce byli także Char z Devrilem, ale gdyby byli sami, to Szept na pewno by nie odpoczęła, tym razem z jego winy.
- Jak będzie z tobą lepiej to cię przeniosę do mojego namiotu - dziwnie uśmiechnął się przy tym, jakby już wyobraźnia podsunęła mu jakieś wielce ciekawe obrazy.

draumkona pisze...

Usiadła na łóżku obok arystokraty i uniosła brew widząc wychodzącego Eredina. A jemu co się stało?
- Nie masz słabej kondycji, tylko generalnie jesteś osłabiony. Albo rzeczywiście, urósł ci brzuszek dla lepszego kamuflażu - z siadu opadła na poduszkę i przeciągnęła się - Nawet nie wiedziałam, że powrót do łóżka może być taki przyjemny...
- A skąd wiesz, co mi w głowie? - spytał łypiąc na magiczkę podejrzliwie. Czy już miał takie rzeczy wypisane na twarzy? To nie wróżyłoby nic dobrego...
- Nie chcemy, żeby się zanudziła. No przecież, że nie - momentalnie szept miast stać o włąsnych siłach została porwana na ręce, a elf skierował się w bliżej nieokreslonym kierunku. Czyli tam, gdzie zwykle stał jego namiot.

Sol pisze...

Sol nie sądziła, że ktokolwiek moze jej szukać. Ona nie wiedziała gdzie jest, skąd więc ktoś mógłby o jej obecności na tych ziemiach wiedziec?! Nie znala tutejszych prawd, nie wiedziała, ze na tych, co obdarzeni magią, poluje się i wycina ich w pien jak zwierzynę, jak chwasty. Gdyby wiedziała... Obrałaby inną drogę. Lub podróżowałaby ostrozniej.
Krzyczała i wierzgała, gdy ten ja pochwycił, a w nastepnej chwili upadła odrzucona w tył. Basiory... Wilkory... potęzne zwierzęta pojawiły sie znikąd a kruk kraczal dalej złowrogo. teraz dopiero w tym odgłosie odszukała znak nieszczęścia. Ale nie sądzila, by to ptaszysko było tu wraz z tym... łowcą na magów. Nie, ono wydawałos ię obce, choć siedziało blisko na gałęzi i jego rozdarty dziób dawał jazgot na cały las. Wydawał sie odległy.
Dopiero gdy wszystko się uspokoiło, a Sol w strachu przez atakiem zwierząt kuliła sie przy kłujacych krzewach bez owocow, bez liści; dostrzegła postać w pelerynie. Nie trzeba było być genisuzem, ani umieć zwęszyć czary, by wiedzieć, ze to ta postać przybyla na ratunek i od niej idą z pomocą kły i pazury bestii.
Ruda klecząc uniosła dłonie w górę i pokłoniła sie, jak w modłach, dziekując. Wiedziała jedno, bez tego ratunku nie dotrwalaby jutra. Ale na smierc patrzec nie mogła. jakkolwiek miała prawo nienawidzic i sama mieć chęć dobic tego napastnika , który chciał ją pochwycić i stlamsic, tak teraz wstala chwiejnie i patrzyła na odchodzacego od ciała ducha.
- To tak nie moze być - pokręciła głową, mówiąc po swojemu, co wiec tamta zrozumiec nie mogla. Choć może...? Sol nie zawsze rozumiała słowa, nie znala ich a znaczenie umiala pojąć.
Patrząc raz na biedne porozrywane ciało, raz na wilkory, raz na zakapturzona postać, powoli podchodzić zaczęła do tamtego.
- Pomagać. Pomóc. Pomocy - słyszała tej jezyk tu, ale w mieście, z dala od lesnych ścieżek. Ale moze i ta postać to zna i rozumie.
Gotowa byla uleczyc tamtego i zaraz z pamięci mus iebie i to zajście wymazać, by nie szukał jej i nie gonił. Ale nie chciala robic nic wbrew woli swego wybawcy. Bo teraz mu i zycie zawdzięczala i od niego teraz zalezna była niejako.

Silva pisze...

Gospoda Czara prowadzona była przez Tatuśka, którego za plecami nazywano Grubaskiem. Kiedy mieszkańcy Sevilli wspominali o właścicielu przybytku, nigdy nie mówili o Tomie Batwordzie, czy Tatuśku, zawsze z uśmiechem określając go mianem Grubaska. Nigdy jednak nie nazywali go tak, patrząc mu w oczy. Podróżnik i wędrowiec potrzebował noclegu? Niech szuka u Grubaska! Tak, tak w karczmie Tatuśka – każdy miejscowy powie, że to to samo miejsce. Ten budyneczek, który przycupnął przy głównej bramie miasta, tuż obok brukowanego gościńca, z szyldem przedstawiającym glinianą czarkę do picia postawioną na leżance.
Czara była pełna. W mieście szykowano się do Jasności, święta obchodzonego przez religię Światła Ukoronowanego. Obchody trwać będą przez trzy dni, od świtu do zmierzchu, a do Sevilli przybyło wielu wiernych. Znalazł się jednak jeden pokoik, ciasny, mały, tuż obok kuchni, na zapleczu. Tani także dlatego, że miał tylko dwie leżanki. Nie było w nim za to robactwa, a to już przeważyło inne niewygody. Poza tym nie należało wybrzydzać, kiedy nie miało się innego noclegu; lepsze to niż stodoła z sianem, czy sen pod gwiazdami.
Nie wybrzydzali tylko Dar pomarudził, pogrymasił, że tu ciasno, że chciał miękkiego spanka. Cóż. Jedną leżankę dostała Szept. Z szamanką nie było problemu. Zanim weszli do miasta, Silva szepnęła Niraneth, że zostanie za murami. Nie dlatego, że ludzkich skupisk nie lubiła, głównie przez to, że czuła niepokój odnośnie tego, co ukryte w cieniu, co podąża za nimi od jakiegoś czasu. Chciała to sprawdzić. Chciała się upewnić, czy nie była to matrona. Inaczej nie przespałaby spokojnie nocy.
Byli więc we trójkę w jednym pokoju. Małym pokoju. Wredna magiczka miała własne łóżko. Drugie zagarnął sobie Emis, który wykiwał najemnika, który z kolei został z dupą na podłodze. Rozważał wciśnięcie się do Szept, ale nie miał siły po całym dniu w siodle na kłótnie z idealnym panem przybocznym. Pewnie tylko dlatego zabrał mu koc, złożył w kostkę, wcisnął pod głowę i poszedł spać bez słowa.
Jutro odnajdą goblina, którego imię było tak trudne, że znowu zostało zapomniane. Zapłacą mu, i pewnie będą musieli uważać na tego przekupnego, fałszywego przemytnika, który sprzeda ich za jedną monetę więcej, niż dostał. Jeżeli był ktoś, kto chciał przeszkodzić w tej szalonej podróży na północ, będzie próbował przeciągnąć goblina na swoją stronę złotem i kosztownościami. Jego łódź stanie się najbardziej niepewnym miejscem w wyprawie.

Silva pisze...

~~
- Gorma! - Sinodzioby postukując kościanym kosturem, wszedł do głównego pomieszczenia długiego domu. Skóry zwierząt okrywające jego chude ciało przyprószone miał śniegiem, a przez kilka kolejnych kroków wciąż jego buty skrzypiały od mrozu. Pogoda na Kresach była śnieżna i należało się z tym pogodzić.
Wyrodna córa siedziała rozłożona na drewnianym, tronowym krześle zdobionym motywami ryby; zwierzęce skóry ułożone były na siedzisku, aby choć trochę zniwelować uczucie chłodu. Z tłu, na drążku wisiała chorągiew; zieleń połączona z błękitem, z haftowanym przedstawieniem dwóch splecionych ze sobą ryb. Barwy klanu Ryby i symbol jarla Sigurna Kaleki.
W długim domu nie było okien. Drewniana konstrukcja jak najlepiej miała chronić przed śniegiem, mrozem i chłodem, dlatego tylko niewielkie otwory w dachu pozwalały na ujście dymu z paleniska. Mimo płonącego ognia, w pomieszczeniu wciąż panował lekki chłód.
- Czego się drzesz, staruchu? Mrówki wlazły ci w buty? - Lalkarka poruszała prawą dłonią, jej kostur stał oparty o tron, a z czubków palców przy dokładniejszym przyjrzeniu się, w świetle płonącego ognia pośrodku długiego domu, dostrzec można było cieniutkie, srebrzyste nitki many. Mieniły się niczym kropla rosy w słońcu. - Daj się nacieszyć. Ten dziad wciąż walczy.
Nitki many biegły od palców lalkarki do skulonego na kamiennej posadzce mężczyzny; miał nie więcej niż sto lat, co u ludzi północy było kwiatem wieku, włosy ciemne, splecione w warkocz. Część twarzy miał usianą bliznami i wygojoną, poparzoną skórą. Nad prawym okiem widniał czarny tatuaż przedstawiający ryby. Jarl Sigurn Kaleka z klanu Ryby. Bohater osady, ten, który ocalił wioskę od ognia, samemu w nim płonąc.
Ryld miał w sobie wiele cierpliwości. Pozwolił córce spleść dusze trzydziestu mieszkańców osady swoją magią, pozwolił pochwycić je łańcuchami. Pozwolił uczynić tę trzydziestkę jej marionetkami. Nie miał jednak czasu na zabawę z jarlem, ale Gorma nigdy nie potrafiła zrozumieć. - Przestań się bawić. Stłamś go i skończ to wreszcie.
- Staruchu, daj się pobawić - Sigurn jęknął; widać było, że zmaga się z magią lalkarki. Nigdy nie miał zdolności do magii, ale potrafił się jej przeciwstawić. Szkoda tylko, że ogień nadszarpnął nie tylko jego ciało, ale i ducha. - Nie bądź sztywny, jak te twoje szkielety.
- Gorma, złam go. I nakaż mu ściągnąć zaklęcia z komnaty - nekromanta skierował się ku podziemnej komnacie, której drzwi wciąż były zamknięte. Skarb domu Ryby, którego tak pożądał, na wyciągnięcie ręki, jednak wciąż za zaryglowanymi drzwiami. - Potem zajmij się wioską.
- Mogę zrobić to po swojemu?
- Tak, tak, tak - nekromanta niecierpliwie machnął ręką - Byle szybko.
Jarl krzyknął. Został złamany, a jego duszę zakuto w kajdany. Gorma chciała pobawić się teraz wioską.

~~

Silva pisze...

Brzeszczot z początku nie mógł zasnąć, a kiedy mu się to udało, sen miał niespokojny; obracał się z boku na bok, mamrotał coś pod nosem, a gdy wreszcie ułożył się spokojnie, przespał jedynie kilka godzin. Obudził się po północy. Słyszał ludzi w głównej sali, służki krzątające się po kuchni, Tatuśka opowiadającego kolejne historie i uśmierzającego podniesione głosy. Grubasek dbał o spokój swoich gości na tyle, na ile mógł.
Wygramoliwszy się po cichu z pokoiku, zahaczywszy po drodze o wychodek, najemnik usadowił się przy szynkwasie, w kącie, daleko od stolików i gadającego gospodarza. Tatusiek miał jednak czujne oko, które w momencie wypatrzyło siedzącego o suchym pysku mężczyznę. Nie zdołał jednak otworzyć swej gadatliwej mordki.
- Piwo - karczmarz już odchodził - I posiłek.
Dar rozejrzał się po pomieszczeniu. Lubił wiedzieć, kogo ma obok siebie.

draumkona pisze...

Nie odpowiedziała, zamiast tego uśmiechnęła się do siebie na myśl o Devrilu z brzuchem. Prawie by parsknęła śmiechem, gdyby nie nagłe ukłucie bólu w żebrach.
- Musisz niedługo wracać do Twierdzy? - spytała po dłuższej chwili ciszy. Niezbyt byłoby jej to na rękę, wiadomo, lubiła z nim przebywać, a Twierdza była chyba jedynym miejscem, gdzie by za nim nie poszła. Przynajmniej nie oficjalnie.
Zapomniała chyba tylko o tym, że jej przybrany ojciec miał inne plany pod tym względem.
- Wiesz, ja to bym wolał tą drugą wersję... Wtedy nie wyszedłbym na takiego co myśli tylko o jednym - to by go uczyniło aż nazbyt podobnym do Cienia. Przynajmniej w tym temacie.
Dotarcie do namiotu zajęło mu prawie kwadrans, bo po drodze zaczepiło ich jeszcze parę elfów chcących dowiedzieć się czy z Szept wszystko dobrze, na co Wilk za każdym razem gorąco zapewniał, że umrzeć jej nie da, bo kogo on wtedy będzie ratował. Świat bez Szept byłby zwyczajnie nudny.
- No to jesteśmy - cel został osiągnięty, dość spory był namiot władców, choć widać było, że Wilk próbował go parę razy przerobić na namiot dla rannych. W końcu sam mógłby spać gdzieś pod drzewem, bo Szept rzadko tu przecież bywała. Irandal...
Wślizgnął się do środka wciąż trzymając elfkę na rękach, a kiedy opadła klapa zasłaniająca wejście, pomieszczenie wypełniła ciemność pachnąca ziemią.
- Teraz gdzie tu było łóżko... Albo cokolwiek - on tu chyba też bywał za rzadko.

draumkona pisze...

Charlotte podłożyła sobie ręce pod głowę i wpatrzyła się w lichy daszek chatki. Pomiędzy deski zdążył już wkraść się mech, a w kącie nawet zagnieździł się spory pająk.
- Najprawdopodobniej tak, chociaż nie wykluczam też tego, że jednak coś pokrzyżuje mi plany. Gildia na przykład. Ostatnio wzmogli poszukiwania i prawie dorwali Desmonda z Parquashą, całe szczęście odkąd ich podzieliłam na pary to mają większe szanse... - sama oczywiście została sama, ale niezbyt jej to przeszkadzało. Nikogo przynajmniej nie narażała - Święta pewnie spędził sam ze swoimi artefaktami. Nowy rok spędzi podobnie, więc chciałabym go odwiedzić - przynajmniej dopóki jeszcze Alastair w ogóle o niej pamiętał. Starość nie radość, pamięć nie ta i była niemalże pewna, że któregoś dnia, gdy znów się nie będzie dłużej pojawiać, to jej nie rozpozna. To by było przykrą niespodzianką.
- Hm - szczęściem było posiadanie tak dobrego wzroku, który zawdzięczał genom i rasie. Kiedy oczy przyzwyczaiły się już do ogarniającego ich mroku, był w stanie rozpoznać kontury przedmiotów i wtedy też odnalazł posłanie, które wyglądało gorzej niż się tego spodziewał. Chyba po tym jak nakrzyczał na sługi to nikt tu nie wchodził.
Koce którymi zwykle się przykrywał leżały skołtunione, cienki materacyk pogryzły myszy, a z nierównej poduszki ktoś wyjął połowę słomy. I weź tu śpij. Gdyby jeszcze był sam, to pal licho, ale... Miał gościa. Bardzo zacnego gościa w postaci swojej żony i chyba poczuł się nieco niezręcznie w takim bałaganie, bo poczerwieniały mu końcówki uszu.
- Nie sądziłem, że zostawiłem tu aż taki bałagan... - na biurko i stolik nie chciał nawet patrzeć, bojąc się, co tam może zastać. Zamiast tego, usadził Szept na posłaniu i zabrał się za szukanie świeczki.

draumkona pisze...

Słuchając go obserwowała jak czarny pająk przesuwa się powoli po sieci, po chwili puszcza się na pajęczynie w dół... I doznała olśnienia. Ona znała tego pająka.
Podniosła się do siadu uważnie obserwując poczynania zwierzaka i szturchnęła Devrila.
- Pająk. Pająk należący do tych z Bractwa. Jak im tam... - nie byłą w stanie przypomnieć sobie miana, ale kojarzyła twarz. Kręcone włosy, ciemne oczy... Całkiem przystojną twarz i silne dłonie, ale na bogów nie powinna teraz o tym myśleć.
Figiel, bo to był przecież on, usiadł grzecznie na parapecie okienka i Vetinari mogłaby przysiąc, że do niej mrugnął. Po chwili zwierzaczek zniknął, a oni znów zostali sami.
- Myślisz, że się zgubił? - Figiel zazwyczaj gubił się na dwa sposoby. Albo to Marcus chciał go zgubić, albo to Figiel chciał się zgubić. W jednym i drugim przypadku było to całkowicie działanie zamierzone. Ale o tym wiedzieli nieliczni.
Wilk całkiem zręcznie i niezauważalnie niemal zamknął jedną z szufladek biurka, w którym pod paroma papierami znajdował się obrazek pewnych elfek. Dwóch dokładnie, a oceniając po wyglądzie na pewno można by je było wziąć za matkę z córką. Szept z Mer.
- Widzisz, moja kobieta mnie porzuciła na rzecz budowy miasta a sam sobie nie radzę - po części zażartował, a po części mówił jak najbardziej poważnie. Odkąd narodził się pomysł odbudowania Miasta Wiedzy, czuł się tak, jakby go rzuciła. Straszne uczucie.

draumkona pisze...

Przygryzła wargę zerkając nerwowo na okno. No ładnie, jeśli pająk rzeczywiście szpiegował, to wpadła. Po uszy zapewne, jak to zwykle bywało z jej wpadaniem w kłopoty.
- Czasami... Boję się, że wszystko co robię wyjdzie na jaw. Boję się kary jaką wymyśli mi Escanor - a ta zapewne byłaby straszna.
Potrząsnęła głową usiłując pozbyć się ponurych myśli, które obecnie wypełniły jej umysł. Większość włosów uwolniła się z koka jakiego miała, więc rozwiązała rzemyk puszczając je luźno.
- Powinnismy odpoczywać a nie roztrząsać głupie tematy - spróbowała się uśmiechnąć by nieco polepszyć atmosferę. Wtedy też zauważyła, że jeśli przyjdzie im spać... To w jednym łóżku. Nie wiedzieć kiedy, reszta posłań zniknęła.
- Jakbym spętał, to by mnie pewnie pogryzła - uśmiechnął się kątem ust, dorwał jakieś jabłko, ale kiedy mu się przyjrzał to z dziurki wyjrzał do niego biały robaczek. Wilk czym prędzej odstawił owoc tam, gdzie był.
- W takim tempie to portal będzie aktywny w następnym stuleciu - burknął, teraz już jawnie rozżalony. Co on takiego nabroił, że bogowie go tak karali?

draumkona pisze...

- Ty też powinieneś się przespać... - rozejrzała się, tak dla pewności sprawdzając, czy łóżko na pewno jest jedno. Spojrzała na Devrila kątem oka - Nie zgrywaj bohatera i nawet nie myśl o tym, żeby spać na podłodze - trochę już go znała i wiedziała, że byłby do tego zdolny - Śpisz ze mną i koniec - to mówiąc chwyciła najbliższy koc i owinęła nim biednego Devrila, który teraz przypominał siedzący naleśnik.
- No - to ją chyba zadowoliło. Pchnięciem rąk został też powalony na bok i przykryty kolejnym kocem, tak dla pewności, a wtedy do Vetinari dotarło, że koce były tylko dwa. I w całości zostały wykorzystane na Devrila.
Westchnął. Niby długo nie będzie w stanie, ale to mogło oznaczać, że równie długo będzie musiała tam odsiedzieć by nadrobić zaległości. Odwrócił się, wciąż w jej uścisku i także ją objął, ucałowując czubek magiczkowej głowy.
- Jak tak mówisz, to aż mam ochotę cię wpakować w jeszcze jakieś kłopoty, żebyś jeszcze dłużej tu została.

draumkona pisze...

Skoro tak mówił, to i tak musiało być. Zgarnęła jeden z koców i owinęła się nim szczelnie. Chłód wkradał się przez niedopasowane do framugi drzwi, czy też przez dziurę w szybie okna. W dodatku, na dworze zaczynało prószyć. Pierwszy śnieg w kończącym się już roku.
Ułożyła się wygodnie na łóżku i pożałowała, że nie może poprosić żeby... No, ciężko było tak leżeć obok tego właśnie arystokraty i udawać, że nic się nie czuje kiedy wszyscy inni wokoło wręcz się do siebie kleili nie wstydząc się uczuć. Ech te elfy.
- Połóż się lepiej - mruknęła jeszcze zerkając przelotnie na niego i przymykając oczy, a koc naciągając pod sam nos.
- Doprowadzają, ale rozłąka jest jeszcze gorsza. Wolę osiwieć i oszaleć mając cię obok, nie w Górach Mgieł - wymruczał tuż przy elfim uchu, delikatnie muskając wargami wrażliwą skórę szyi, a dłońmi błądząc gdzieś po talii magiczki. Chyba nie tylko Szept tęskniła za bliskością okazywaną w taki sposób.

draumkona pisze...

Wiatr zawył cicho wdzierając się do chatki nieszczelnymi drzwiami. Gdzieś w oddali słychać było elfi śmiech i lekkie kroki na kamieniach i gruzie. Najwidoczniej długousi za nic mieli noc i potrzebę odpoczynku.
Wiatr zawył raz jeszcze niosąc ze sobą wirujące płatki śniegu. Odpowiedzi nie było, alchemiczka spała.
Wsuwając dłonie pod koszulę, sunąc palcami po plecach mogła odkryć, że Wilk zarobił jeszcze parę blizn, choć pochodzenie ich pozostanie tajemnicą. Nie zwykł się tłumaczyć z tego kto go poharatał i za co. Ani gdzie.
On nie pozostawał dłużny. Jak przed chwilą delikatnie całował jej szyję, tak teraz robił się coraz bardziej zachłanny, łapczywy. Ubrania okazywały się zbędne, ciepło ciał było zdecydowanie lepsze niż jakikolwiek kożuch czy płaszcz.

draumkona pisze...

Ledwie się przybliżył, a Charlotte zrobiła to samo. Lubiła ciepło, poza tym, kto chciałby marznąć. Nic dziwnego, że nawet przez sen lgnęła do ciepłego, zwłaszcza, jeśli to ciepłe "coś" też i przyjemnie pachniało. Przylgnęła do niego tak, jakby w ogóle koca nie było, nos wtuliła w szyję Wintersa i mruknęła coś, choć nie było to zbyt zrozumiałe. Sen trwał.
Odkrył, że na skołtunionym posłaniu o wiele lepiej się odnajduje niż na takim uporządkowanym. A kiedy tylko trafił tam, skąd w ogóle nie powinien się ruszać, przestał mieć jakiekolwiek zahamowania. W końcu kto wie, kiedy następnym razem będą mogli być sami dostatecznie długo by wynagrodzić sobie samotne dni.

draumkona pisze...

Do chatki ktoś zajrzał dopiero rankiem. Późnym rankiem, bo zimowe słońce stało już wysoko na niebie, co oznaczało zbliżającą się porę obiadową. Intruzem zaś był medyk, który łatał Devrila.
Na widok tej dwójki najpierw się nieco speszył, w końcu wyglądało to nieco inaczej niż było w rzeczywistości, ale w końcu odchrząknął głośno, co zbudziło Vetinari. Zaspana, z wzburzonymi włosami przyjrzała się medykowi tak, jakby widziała go pierwszy raz w życiu.
- Przyniosłem wam śniadanie. Albo obiad, to jak kto woli. Potem obejrzę jeszcze rany, jak obudzi się twój przyjaciel - spojrzał znacząco na Devrila, a Vetinari poczuła, jak czerwienieją jej końcówki szpiczastych uszu.
- Dziękujemy... - zdołała tylko z siebie wykrztusić, ale dziwnym trafem ani myślałą o tym, by odsuwać się od Devrila. Jeszcze spał, więc jeszcze trochę mogła być blisko. Jeszcze tylko chwilkę i już go puści...
Wilk, który z początku myślał, że ma niewyczerpany pokład sił, odkrył, że jednak się mylił. Co prawda, igraszki zakończyły się dopiero wtedy, gdy pierwsze promienie słońca wdarły się przez klapę, ale sądził, że potrwa to dłużej. Chociaż biorąc pod uwagę jej rany i osłabienie i jego samego... Cóż, i tak się zadowolili. Przynajmniej na ten dzień.

draumkona pisze...

Uśmiechnęła się do siebie, ciesząc się w duchu, że może go chwilę poobserwować. Dla niej był nie tylko szpiegiem, czy wykonawcą woli Alastaira, dziedzicem Drummor. Był kimś szczególnym.
Delikatnie odgarnęła parę kosmyków przesłaniających jego twarz, równie ostrożnie musnęła palcami ciepły policzek, napawając się możliwością dotyku.
- Śpij... - musnęła ustami czoło Devrila i wygrzebała się z koców, pozostawiając mu oba. Musiała coś ze sobą zrobić, coś...
Opuściła chatkę zwabiona zapachem śniegu, którego napadało po kostki, co nie powstrzymało białego puchu od nieustannego spadania na ziemię.
Wilka obudził jakiś posłaniec. Bezczelnie wsadził głowę do namiotu, jakby nie łaska była zapukać, choć zbytnio nie było w co.
- Panie...
- Co znowu - jęknął elf ściszonym głosem, co by nie obudzić magiczki.
- Ktoś musi wydać dyspozycje krasnoludom.
I tu elf miał rację. Ktoś musiał tym kierować, skoro Szept spała... Zostawał tylko on.
Z żalem spojrzał na śpiącą magiczkę i ostrożnie uwolnił się od jej uścisku, choć wcale nie miał na to ochoty. Okrył ją dodatkowo swoim kocem, po czym ubrał się i wyszedł z posłańcem robić to, co do niego należało.

draumkona pisze...

Devril miał towarzysza. Co prawda mówić nie mógł, ale wiernie siedział przy jego prawej nodze oczekując na jakiś kąsek ze stołu. Lis należący do Charlotte, a podarowany przez Szept, a który wciąż nie nosił miana patrzył na arystokratę swoimi bursztynowymi oczkami, jakby oczekiwał, że ten mu da jakiś smakołyk.
Wilka wciąż nie było. Wezwany raz, uparł się, by wydać tyle dyspozycji ile się da, by uniknąć takich wezwań w przyszłości. W końcu, nikt nie lubił być wyciągany z łóżka. Ciepłego łóżeczka, gdzie na dworze było tak zimno... Cholerny śnieg, jak on nie lubił śniegu.
Całe szczęście, że natknął się na Charlotte. Teraz, kiedy oficjalnie została jego siostrą, mógł na nią zwalić część obowiązków, co też i zrobił, od razu zostawiając ją samą z zadaniem i umykając z powrotem do namiotu.

draumkona pisze...

Charlotte, która nadal była pod czujnym i niezbyt przyjemnym spojrzeniem elfów nie było lekko. Sama z budownictwem niewiele miała wspólnego, a co dopiero mówić o elfim guście. Ona by po prostu postawiła budynek, a ci się jej pytają o zakończenie rynien, jakieś framugi z czegoś tam, drzwi z tego... Dom to dom, parę kamieni, dziura na okno i płaszcz zasłaniający wejście.
Trzeba było sobie jakoś poradzić, nawet jeśli niezbyt miała o tym pojęcie.
Pech, pechem, Sarriel natknął się na Wilka, który nawet nie próbował ukryć tego, że wcale nie jest zachwycony jego wizytą. Czy on naprawdę nie mógł mieć spokojnego, nudnego życia?
- Nie powinieneś być w Irandal? - burknął na powitanie władca, nie żeby chciał się go pozbyć jak najszybciej. Skądże.

draumkona pisze...

Charlotte dobrze wiedziała, że elfy nie zrobią nic, czego nie chciałby Wilk. Nie skrzywdzą jej, choć zapewne miałyby na to ochotę. Poniekąd żałowała też, że nie pilnują języka i otwarcie nazywają ją bękartem, albo mieszańcem, ale... Cóż, tym w istocie była. I jakkolwiek nie byłoby to bolesne, nie zamierzała dawać za wygraną.
Problem z miastem umarłych musiał zaczekać, bo z tego co zrozumiała, Devril chciał się skontaktować z Alem. Jesli zaś przyszedł tu, to nie znalazł Szept... I jak ona miała mu pomóc? Przecież nie znałą tak dobrze magów... A może jednak?
Spojrzała na rzekę, na jej drugi brzeg. Opuszczony i zrujnowany, gdzie pomiędzy gruzami chadzali umarli i niespokojne duchy.
- Lethiasie... Gdzie jest Sacharissa? - spytała, nie odrywając wzroku od brzegu. Czegokolwiek by nie powiedzieć o tej magiczce, zdrajczynią zapewne nie była. Byle kto nie zostaje przyboczną władcy.
Przybycie magiczki wcale nie ucieszyło go tak, jak się tego spodziewał. Zwłaszcza, że go kompletnie olała i od razu zapytała o Irandal. Ataxiar jej nie interesował? Sarriel był ważniejszy? A może...
Spochmurniał. Wiele mu mówić nie trzeba było, a jak wiadomo, istota zazdrosna zwykle nie myśli racjonalnie. Dodaje sobie fakty, których nie było. Tak też i było w tym przypadku, bo Wilk wyczytał między wierszami, że mógłby sobie pójść bo i tak jest tu zbędny, choć zapewne nikt tego nie miał na myśli.
- Świetnie. Więc wy sobie rozmawiajcie o waszym Irandal - i tyle jeśli chodzi o cierpliwość, którą podobno miał naprawdę dużą.

draumkona pisze...

- Pewnie jest gdzieś z moim głupim bratem - wzruszyła ramionami nie próbując się nawet domyślać co robi magiczka i z kim.
- Chodź, poszukamy Sacharissy, pewnie będzie mogła ci pomóc - obejrzała się za siebie, znów spojrzała na drugi brzeg rzeki, potem na budowniczych i w końcu przypomniała sobie gdzie była dawna granica. Tam też skierowała swoje kroki.
***
- Nie ma go - poinformowała Sacharissę, która stała z lampionem w dłoni i przyświecała sobie drogę. Była poubierana w futra, z ciepłą czapką na głowie i zmartwiona. W sumie, to Charlotte się jej nie dziwiła. Miała chronić Wilka, a tymczasem ten się gdzieś zgubił. Jak mówiła Szept, jeszcze pod wieczór był z nią i Sarrielem, ale potem gdzieś polazł, szlag by go. Teraz powoli mijała już druga w nocy, a jego ani śladu. W dodatku dopadła ich śnieżyca.
Obie stały przy jedynym obencnie otwartym wejściu do obozu i z nadzieją zerkały w ciemność. Wiatr wiał im w plecy, tarmosił rude włosy Vetinari i usilnie próbował zerwać Sacharissie czapkę z głowy.
Minęła druga, wiatr się wzmógł. Wilk nie wracał.

draumkona pisze...

Charlotte pokręciła smutno głową. Sacharissa tylko westchnęła i wlepiła spojrzenie w ciemność poza obozem, jakby Wilk miał zaraz stamtąd wyjść i coś zażartować.
Szept zaś w krysztale zobaczyła niewiele. Jakiś urywek lasu, jakieś gruzy... Czyli przynajmniej był w pobliżu. Skołtuniona sierść oblepiona śniegiem dała jasny obraz, że zmienił skórę, co ostatnio zaczynało mu wchodzić w nawyk gdy chciał być sam. Z tym, że nie wiedział jakie niesie to konsekwencje.
Charlotte zajrzała jej przez ramię i nie spodobało jej się to, co zobaczyła.
- Zdecydowanie za często się zmienia - mruknęła tylko i o mało co nie przewróciła się przez kolejny potężny podmuch wiatru.

draumkona pisze...

- Może chodźmy go poszukać? - to był pomysł Sacharissy i Charlotte w pewnym momencie wydało się to bardzo głupim pomysłem. Ale po chwili dotarło do niej, że jeśli oni go nie znajdą... To kto to zrobi?
- Ty zostań - to Charlotte odezwała się do Devrila. Nie chciała, by coś mu zarażało, poza tym... - Jeśli wróci, to ktoś tu musi zostać. Padło na ciebie - dłużej nie zwlekając pociągnęła za sobą Szept, dając się pochłonąć ciemności.

draumkona pisze...

Pierwszy mocniejszy podmuch zwalił biedną alchemiczkę z nóg i Szept musiała jej pomóc wstać, bo by się nie podniosła. Ponadto miała wrażenie, że słyszy czyiś płacz.
- Słyszysz...? - spytała Szept, krzycząc do ucha, żeby przekrzyczeć ryk wiatru. Elfi słuch pozwalał na wiele. Płacz był wyraźniejszy.
- Jakieś dziecko... - mruknęła do siebie, próbując wyłowić źródło dźwięku wzrokiem. Szalejący śnieg skutecznie jednak to uniemożliwił.

draumkona pisze...

Nie mając pojęcia czemu Szept tak wypruła do przodu, podążyła za nią. W końcu, co miałą zrobić?
Płaczącym dzieckiem rzeczywiście okazała się mała Mer, skulona w korzeniach ściętego drzewa. Była blada, przemarznięta i wyglądała na mocno wystraszoną. Poza tym, łzy...
Alchemiczka postanowiła nie przeszkadzać im teraz, Szept zapewne lepiej porozumie się z córką niż ona.
Na ziemi za to był ślady. Ślady wilczych łap.
- Szept... - ale magiczka chyba nie słyszała, zbyt pochłonięta dzieckiem - Szept, tu są ślady Wilka. Tylko jakieś... Duże. - rzeczywiście, odciski łap były większe niż jej dłonie.

«Najstarsze ‹Starsze   3001 – 3200 z 5000   Nowsze› Najnowsze»

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj

˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair