Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

Wirgiński But, Iluna
   Miasto wciąż tętniło życiem, choć godzina była już późna; księżyc zaczął coraz bardziej przesuwać się na ciemnym niebie. Jeszcze chwila i na wschodzie rozbłyśnie pierwszy promień słońca.
   Iluna przypominała kolorowego i rozśpiewanego ptaka; pełno w niej było życia, płynącej energii, co porywa i wciąga w ten bieg. Ludzie, elfy, krasnoludy - tutaj rasa nie miała większego znaczenia; liczyło się to, co masz w mieszku przy pasie, albo w kufrze pod łóżkiem. Mieszkańcy miasta kręcili się od karczmy do karczmy, krzyczeli, bili się i szli pić dalej.
   W ciemności, zmieszana z głosami tła, rozbrzmiała muzyka fletu; nieco piskliwa, o niskich tonach, głośna i wyraźna. Było w niej coś takiego, że nakłaniała do zatrzymania się i wsłuchania w jej brzmienie. Nikt nie nazwałby jej wielką muzyką, ale wywoływała dreszcze na całym ciele. Przenikała głęboko, do serca, poruszając samą duszę. Kusiła w pewien natrętny, arogancki sposób. Wabiła tych, co chcieli jej słuchać.
   Przyciągała do siebie, a czuły słuch nie potrafił się jej oprzeć.

Wirgiński But, Iluna, dzień drugi

   Srebrna Wstążka przecinała Ilunę na dwie, nierówne części, wpływając do Zatoki Cichej. Prawa strona była kwitnącym miastem, w niej handel miał pierwszeństwo ponad wszystkim. Mało jest takich miejsc, gdzie na każdym placu, na byle wolnym skrawku przestrzeni, stoją kramy i stragany, a w powietrzu unoszą się krzyki przekupek. Iluna prawobrzeżna to wielki plac handlowy, poprzecinany domami i karczmami. To mekka handlarzy, którzy liczą każdą zarobioną monetę; tutaj nawet kobieta potrafi się targować, a dzieci od małego uczy się dobijania dobrego zakupu.
   Iluna lewobrzeżna to dzielnica magazynowa. Tutaj przechowuje się wszystko to, co spływa rzeką; każdy materiał pozyskiwany z kopalni zwanych ruchami, poza dwoma, które obsługuje port Inis. Litwor, bo tak nazwano tę stronę, był miejscem nielegalnego handlu, przekupstwa i ciemnych spraw, a wszystko to pod przykrywką zgodnych z prawem interesów.
   - Milczek! Tu jestem! - Kiggs stał z wyciągniętą wysoko ręką i machał nią energicznie, żeby drugi najemnik go zobaczył. - Tu! - Mieli się spotkać nad jednym z wielu przecinających miasto kanałów transportowych. Na prawym brzegu, przy karczmie Zakros.
   - Widzę cię, a na pewno słyszę. - Milczek zwany Rudobrodym zatrzymał się nad kanałem. Dziś bez swojej ulubionej kuszy, którą zamienił na krótki miecz u boku. Z ogoloną, pokrytą tatuażami głową i rudą brodą zaplecioną w ciasny warkocz. Ubrany jak na najemnika przystało i tylko jeden element odróżniał go od towarzysza: czerwona opaska symbolizująca przynależność do najemnego pododdziału strażników miejskich. - Gdzie Brzeszczot?
   - Wczoraj nieźle popiliśmy, może wciąż śpi?
   - Albo obraca na boku jakąś cycatkę.
   Kiggs parsknął. Ale zaraz spoważniał, chociaż drgała mu warga, co znaczyło, że zaczyna się droczyć. - On jest teraz porządny, on nie obraca na boku! Jak możesz coś takiego gadać, elfy by się obraziły!
   - No tak, elfy. - Zabrzmiało tak, jakby to wszystko tłumaczyło. - Hyvan ma życie do dupy - westchnięcie Milczka zmieszało się z psim ujadaniem i kocim syczeniem. - A on komuś nie dał pierścionka?
   - A on go nie zgubił, zanim dał?
   - A nie wiem. Do dupy jest w tych sprawach.
   - A może ona go pogoniła?
   - A ja bym pogonił takiego niewydarzonego męża. - Przestępując z nogi na nogę, podrapał się po brzuchu, patrząc jak wysoko na niebie jest słońce; nie było jeszcze aż tak późno. - Zanim on tu przylezie, może coś zjemy?
   - Żarcie u Zakrosa się nada. - Najemnik wskazał pustą o tej porze oberżę; dochodziła dopiero dziesiąta. - Nie musimy daleko chodzić.
   Karczma, niepodobna do tych wzniesionych w bogatszej dzielnicy, kryta była strzechą, ściany miała bielone wapnem, a z komina unosił się biały dym. W słońcu wygrzewał się czarny kot, obserwując szczura biegnącego po belkach. Przedłużony dach rzucał przyjemny cień na wystawione stoliki; ot beczki z położonymi, przybitymi deskami i mniejsze skrzynie do siedzenia. Wszystkie miejsca były wolne; godzina była zbyt późna na śniadanie i zbyt wczesna na obiad.
   Najemnicy usiedli przy ścianie, a służka przyjęła ich zamówienie. Kiggs poprosił o ejl, ciemne piwo o palonym, ostrym smaku i chlebek naah z mięsem wieprzowym, doprawionym mocnymi przyprawami. Milczek zamówił wędzoną słoninę, grubo obsypaną solą, pszeniczne piwo i placki drożdżowe z serem kozim i baraniną. Nie musieli długo czekać aż na blacie wyląduje jedzenie.
   - Wolne od służby? - Kiggs złapał w palce naah, wąchając ostry, mocny zapach wieprzowiny.
   - Po tygodniu mordęgi. Mamy plagę szczurów w magazynach. - Milczek łyknął piwa, opierając łokieć o blat, a na dłoni położył brodę. Pracował, razem z szóstką swoich ludzi, ze strażnikami miejskimi. Od tygodni męczyli się z uspokajaniem niezadowolonych nadzorców; słuchali marudzenia, krzyków i gróźb. - Zaraza niszczy zapasy zbóż - Milczek splunął na ziemię. - Kupcy szaleją, władza umywa ręce i mówi, że to nadzorcy nie dbają o swoje. Ci przerzucają winę na władzę. I koło się zamyka.
   - Trutek nie macie? Szczurołapów? - Kiggs podwinął rękawy lnianej koszuli; w Ilunie nie było tak gorąco jak w stolicy kraju, ale dla mężczyzny, który wychował się pomiędzy Górami Przodków, i tak było za ciepło. Zawsze się zastanawiał, po cichu, jak Rudy do tego przywykł, przecież on pochodził z wioski leżącej u podnóża Gór Mgieł.
   - Szczurołapów namnożyło się jak królików na wiosnę. - Placki drożdżowe były za słone jak na jego smaki. Ser też nie był najlepszy, ale czego oczekiwać za pół srebrnej monety. -  Żądają królewskich sum, a efektów brak.
   - I podobno wam ludzie giną. - Kiggs słyszał różne plotki. Wystarczyło przystanąć przy straganach, posłuchać przekupek, tego, co ludzie mówią w karczmach. Plotki jak plotki, mogły być nieprawdziwe albo całkiem wierne wydarzeniom. Zależy kogo się słuchało; krzykacze na rogach rzadko kłamali, informując mieszkańców o najważniejszych wydarzeniach, chyba, że ich sakiewki robiły się przyjemnie cięższe.
   - Jak zawsze. Pijacy topią się w kanałach. Pechowców znajdujemy na bruku.
   - Nie, że umierają. Znikają. Podobno szczurzyzna przerzuciła się na ludzi.
   Rudy zakrztusił się mięsem; do oczu naszły mu łzy, kiedy Kiggs walnął go dłonią w plecy, pochylając się nad stołem. - Nie wierzę, że gryzonie objedzą ludzi tak, że kości nie zostaną. Nikt nie zgłaszał kości. Ludzie często znikają.
   - Przecież…
   - Szczury! Pieczone ogony! - Zakurzoną ulicą szedł młody chłopaczek; nie wyglądał na więcej niż trzynaście lat. Znoszona, cerowana w wielu miejscach koszula, przedarła się pod pachą, a przewiązane sznurkiem spodnie były obdarte na nogawkach. Buzię miał szczuplutką, cały był chudy jak patyk. - Szczury! Świeże szczury! - Przewieszone na patyku niósł łyse, wybebeszone gryzonie, przypieczone zbyt mocno w niektórych miejscach. - Sześć miedziaków!
   - Daj mnie wszystka! - Służka, ta sama, która podawała im jedzenie, wybiegła do chłopaka i wcisnęła mu w rękę odliczoną ilość monet, odbierając kijaszek z ogonami. Milczek i Kiggs spojrzeli na swoje miski, na siebie, a po chwili ten pierwszy odsunął od siebie naczynie, a ten drugi wzruszył ramionami i zaczął dojadać mięso.
   - Jak tu nie przylezie, trzeba go będzie poszukać. Wiesz gdzie wynajął pokój?
   Z pełną buzią, Kiggs pokiwał tylko głową. 
   Milczek powstrzymał beknięcie i zapił zjedzoną baraninę.

Wieczór tego samego dnia
   Stracili dwie złote monety zanim podstarzała, zgarbiona staruszka z kurzajką na brodzie, pozwoliła im wejść na piętro i zajrzeć do pokoju wynajmowanego przez Brzeszczota. Kiedy wchodzili na górę, wciąż słyszeli za sobą jej skrzekliwy głos i marudzenie, że będą z tego kłopoty. Kłopoty to będą mieć oni, kiedy się okaże, że mieszaniec gdzieś zaginął.
   W mdłym, bladym świetle starej, krasnoludzkiej lampy pokoik wyglądał tak, jakby ktoś tu czegoś szukał. Przez jedną, długą, straszną chwilę najemnicy uwierzyli, że z ich przyjacielem naprawdę stało się coś niedobrego, a potem pierwsza panika opadła i zorientowali się, że to typowy widok dla pomieszczeń, w których półelf pomieszkuje dłużej.
   - Cuchnie jak w chlewie.
   Kiggs pociągnął nosem i wzruszając ramionami stwierdził: - Śmierdzi najemnikiem. Jak za dawnych lat.
   Na podłodze walały się porozrzucane, wymięte ubrania; koszule leżały zwinięte w kulki, spod łóżka wystawały zabłocone buciory, przez oparcie krzesła przewieszono spodnie. Rozbebeszona sakwa podróżna wyglądała tak, jakby nigdy nie było tam nic poukładane, tylko wrzucone naprędce do środka i związane, by nie wypadło. Na stole stał zapomniany talerz z rozgrzebanym, niedojedzonym posiłkiem; przynajmniej pokój nie miał dodatkowych, ogoniastych lokatorów. Wody w miednicy nie było, za to mokre mydło musiało spaść na niezbyt czystą podłogę, bo nie wyglądało najlepiej z włosami i drobinkami śmieci. Koc na łóżku leżał częściowo na podłodze, poduszka miała pełno czerwonych włosów i coś, co wyglądało jak ślad po ślinie.
   Obraz nędzy i rozpaczy. Gdyby to zobaczył Diarmud, załamałby ręce. Gdyby Heiana za nic nie wyszłaby za takiego mieszańca. Gdyby Laurion, wytargałaby syna za okrągłe uszy. Gdyby Maltorn, dałby mu nieźle popalić.
   - Za demona nie dojdziemy do tego, czy ktoś tu grzebał. - Kiggs zrzucił pająka z parapetu, sprawdzając, czy okno jest szczelnie zamknięte; było, chociaż aż nazbyt wpuszczało szczelinami powietrze do środka.
   - Zamek był zamknięty. Okno całe. - Milczek w swojej pracy widział wiele włamań, mniej lub bardziej subtelnych. Były też takie, które tylko udawały, aby zmylić szukających wskazówek. Rudy powinien posłuchać własnych przeczuć; naprawdę mieli zabrać ze sobą Skoba, strażnikowego mistrza tropiciela. - To nie wygląda…
   - Babsko też mówiło, że cisza i spokój - wtrącił Kiggs, wyglądając na ulicę. - Poza tym nie widziała, żeby wracał. - Za tę informację musieli dopłacić dwa srebrniki, zaokrąglając sumę do dwóch złotych monet. - Musiał w ogóle nie dotrzeć tutaj. Hm, ilu wy macie tu szczurołapów?
   Dziwne, niezwiązane z Brzeszczotem pytanie sprawiło, że Milczek podniósł głowę i spojrzał na towarzysza; Kiggs niezbyt dobrze znosił tutejsze temperatury, narzekał też na bóle w skroniach, ale starał się to ignorować. Teraz wyglądał przez przybrudzoną szybę, pocierając palcami czoło. - Przestaliśmy zliczać po trzydziestym. Czemu?
   - Ciekawie tu macie. Szczury, złodzieje, monety i zgarbieni goście z mordą jak zakapior. Od kiedy przepędzacie zarazę fletem?
   Zainteresowany Milczek podszedł do Kiggsa. - Próbowali zwabiać je jedzeniem do klatek. Szczuć kotami. Łapać, nawet z kusz strzelali. Wszystko dobre. Nawet muzyka, jeśli działa.
   - A jeśli w tym siedzi magia? Jesteście tolerancyjni, nie wieszacie magów jak północ kraju.
   - Nawet ich doceniamy i wynajmujemy za godziwą monetę - Milczek zamilkł na chwilę, zapatrując się na szczurołapa grającego na flecie. - Może… Jeśli masz rację… Jeśli to magia… - Najemnik popatrzył na drugiego najemnika.
   - Cholerne uszy Brzeszczota! - wykrzyknęli razem i zerwali się z miejsca, zbiegając po schodach, tupiąc i hałasując, jeden za drugim, aż im pięścią pogrożono na do widzenia. Obaj wypadli przez główne drzwi, jeden popatrzył w prawo, drugi w lewo. Przygarbionego szczurołapa nigdzie nie było. Ulica pusta, przyciemniona; pomiędzy karczmami krzyczeli mężczyźni, jakaś kobieta śpiewała, a nad tym wszystkim unosił się cichy, ledwo słyszalny dźwięk fletu. Nie pasował do całego tego harmidru, do pijaństwa, dziewek kuszących klientów w zaułkach. Za dźwiękiem fletów podążało kilka futrzastych ogonów.
   - Idziemy za nim?
   - Takich grajków może być z tuzin. Skąd pewność, że za tym polazł ten głupi mieszaniec?
   - Sprawdzimy.
   I sprawdzili, ale zapomnieli, że bogini Fortuna potrafi być prawdziwą dziwką.
 

 

11 komentarzy:

Strzyga pisze...

Napisane tak, jak lubię najbardziej. Fajny lekki styl godny pozazdroszczenia. Szkoda tylko, że tak szybko się skończyło. Jedyne, do czego się przyczepię, to ta "buzia" nieszczęsna. O buzi zwykle mówi się w przypadku dzieci, w przypadku osób dorosłych o twarzach, a w tym przypadku ustach. Ale to ja i moja pedanteria...

Silva pisze...

Wcale nie skończyło, w końcu muszą tego mojego najemnika odnaleźć; część druga jest rozgrzebana, ale pewnie kiedyś się pojawi.
Dla mnie buzia przy dwunastolatku to nadal buzia ;)

Strzyga pisze...

Ale notka się skończyła ;) Domyślam się, że cała fabuła jeszcze nie. Ale wiadomo, z "przerwą" trzeba się wstrzelić w dobre miejsce. Po prostu bardzo szybko mi się czytało, co w sumie też na plus, bo świadczy o lekkości tekstu i braku zmęczenia. A co do buzi, to zwracam honor, nie wiem czemu uznałam, że akurat ten opis dotyczy dorosłego :x

Zorana pisze...

Czytanie czegokolwiek w trakcie konferencji kryminalistycznej... nie polecam. Zwłaszcza będąc w ekipie od śladów biologicznych.Czytanie o kłakach, ślinie i mydle zafundowało mi podwójną jazdę. Uwielbiam tą szczegółowość opisu. Opis bajzlu okazał się strzałem w dziesiątkę równie irracjonalnie co teksty o czasie wolnym. Rozbroiła mnie scenka ze szczurami na patyku, genialne. I także sądzę, że za krótka ta notka. Urwałaś w najciekawszym momencie, swoją drogą - w życiu nie wpadłabym na takie rozwiązanie sprawy. Czekam na ciąg dalszy.

Silva pisze...

Strzyga uświadomiono mnie, że w tekście jest też buzia z odniesieniem do starego chłopa, więc wiesz ;) A propo: hell yeah dla znajomości własnego tekstu.
Zora mogłam ci jeszcze opisać ładnie pościel, wcale nie pierwszej świeżości i nie pierwszego użytkownika od ostatniego prania :D Masz na myśli Dara strugającego krzywą sowę? I jakie widziałaś rozwiązanie szczurołapa? -> to z ciekawości. Dla mnie to była idealna misja dla mieszańca, który ma czuły słuch.
Dzięki dziewczyny, ciesze się, że się podobało się :D

Nefryt pisze...

Dawno nie czytałam niczego w twoim wykonaniu, więc zajrzałam do tekstu mimo kolejki innych do nadrobienia. Było warto. Czyta się lekko, jedynie opis Iluny pod koniec jest odrobinę zbyt "zakładkowy" i przez to troszkę mnie znudził - można go było nieco inaczej ująć, bardziej wpleść w fabułę. Choć niewątpliwie jakiś opis potrzebny był, bo pierwszy raz maiłam do czynienia z tekstem, którego akcja jest umiejscowiona w Ilunie.
Z rzeczy, które mnie rozbawiły:
- On jest teraz porządny, on nie obraca na boku! Jak możesz coś takiego gadać, elfy by się obraziły!
- No tak, elfy. - Zabrzmiało tak, jakby to wszystko tłumaczyło. - Hyvan ma życie do dupy
– tu parsknęłam po raz pierwszy.
- A on komuś nie dał pierścionka?
- A on go nie zgubił, zanim dał?
– a tu już śmieję się w głos ;)
Ujął mnie opis jedzenia, które zamówili w karczmie - według mnie tekst zyskał dzięki temu wiele klimatu. Bardzo lubię takie wstawki.
Oprócz tego, uwielbiam scenę z kupowaniem szczurów i późniejsze spojrzenie na miski. Genialny zabieg, pokazujący klimat miejsca i postawy ludzi.
I jeszcze opis pokoju Dara <3 Tak bardzo bliski memu sercu.

Szept pisze...

Przyznaję bez bicia: nie czytałam. :P A raczej, nie czytałam teraz, czytałam w dokumencie google. Liczy się, prawda?

Strzyga, bo buzia w tekście występuje 2x. Raz w odniesieniu do chłopaczka, drugi w odniesieniu do Kiggsa. Tyle, że u chłopaczka tyczy się twarzy, a u Kiggsa ust. Tak wyłapałam. I tak, to ja jestem tą osobą, która uświadomiła autorkę xD

No to tego... zostawiam ślad, o którym i tak wiesz, Sowo. Wiesz wszystkie za, wszystkie przeciw, wszystkie oh i ah i fuj.
Nawiasem... czy tylko ja zwróciłam uwagę, jak łatwo najemnicy wpadli na to, że Dar zniknął z powodu swojego słuchu i szczurołapów? Czy tylko mi to się wydało... za łatwe i oczywiste, jak oni na to wpadli?
Tak, musiałam podzielić się tym pytaniem, wybacz Sowo. Po prostu nie wiem, czy ja taka czepliwa czy tępa w myśleniu :P

Cóż, wolę Dara-Dara niż najemnika Dara. Tutaj mało Dara. To, że lubię twoje opisy wiesz, wiesz, że nie mam pojęcia, co masz do swoich dialogów (te wstawki o Hei i hyvanie wypadają b. fajnie, naturalnie). No i bajzel w pokoju Dara (wymowne spojrzenie na mój pokój), szczury na patyku i mniam mniam jedzonko.
Nie będzie tajemnicą, jeśli powiem, że z wprowadzonych postaci najbardziej polubiłam szczury.

A ja czekam aż napiszesz cdn. Liczę, że sobie przeczytam ... jako pierwsza :D

Nefryt pisze...

Ja założyłam, że go dobrze znają, stąd skojarzyli ten słuch i pakowanie się w kłopoty:P

Szept pisze...

Dobra, słuch, ale szczury to szczury, nie człowiek. Założenie, że człowiek poszedłby za muzyką, za która idą szczury (a inne zwierzęta o równie czułym słuchu?) No i w końcu, człowiek ginie w dużym mieście. Naprawdę nie byłoby innych powodów, przyczyn, równie prawdopodobnych?
Darrusowa, wybacz. Sama mnie pytałaś :P
Co nie zmienia, że naprawdę kocham twoje notki, styl pisania i Dara. I szczury. I chcę więcej. Naszego DK i ptasiej poczty też, więc spinaj pośladki, jak ci w końcu odpisałam.

Zorana pisze...

Nie mam pojęcia, czego spodziewałam, ale pewnie nie tego, że Brzeszczot poleci na byle fujarkę ;) Choć, znając Pecha i Dziwkę Fortunę, nie powinno mnie to dziwić ani trochę. O, podepnę się do Nef - uwielbiam czytać opisy jedzenia. Twoje też mnie urzekły. To takie rekonstruktorskie zboczenie. Najchętniej to bym od razu załącznik z przepisem zwędziła.

Silva pisze...

Nef, opis Iluny: oj tak, zgadzam się. To wyszło chyba dlatego, że Ilunę traktuję za bardzo przemysłowo-handlowo i w głowie mi siedzi zbyt współczesny obraz, chociaż staram się nie. Albo jestem po prostu debilem :D Dar bałaganiarz!
Szept a ić ty mi, a kysz ;p Mądra pani wet mi się tu znalazła, to magia! :D
"że Brzeszczot poleci na byle fujarkę" - Zora i teraz z krzaków powinien wyskoczyć zawiedziony Lofar... Wiesz to był idealny motyw na Dara. Jego słuch - było pewne, że MUSI polecieć na byle fujarkę, bo słuch. Szept, pamiętasz syreny i maga? :D

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair