Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

  - Wróblarz, pierdolnij chłopa z prawej, byle porządnie!
   Młody mag posłuchał i pierdolnął chłopa z prawej i zrobił to porządnie. Ognista kula, uformowana słowami mocy, trafiła najemnika w twarz; krótki, przeraźliwy krzyk, skwiercząca skóra, smród palonego ciała i łoskot upadającego truchła. Jednego mniej.
   Mag wypuścił z ust powietrze, otarł rękawem twarz i zbierając w palcach manę, poruszył zielonym bluszczem oplatającym stary dąb; roślina wystrzeliła w stronę kolejnego najemnika, owijając jego nogi; świsnął miecz, ostrze odbiło się od ostrza, by po chwili przebić brzuch nieszczęśnika. Kolejny z głowy.
   - Czarodziej, za tobą!
   Mag uskoczył w ostatniej chwili, ale Fortuna patrzyła na niego krzywym okiem, potknął się więc o wystający korzeń i runął jak długi. Usta odruchowo zaczęły wypowiadać słowa mocy, budząc do życia magię płynącą w jego żyłach; litera za literą, wszystkie wypełnione siłą, formułowały się w proste zaklęcie tarczy. Miecz najemnika zbliżał się nieubłaganie, a ochronna kopuła migotała leciutko, będąc tylko mieniącym się od many powietrzem. Wciąż za mało, jeszcze nie była gotowa! Ostrze przecięło tę mgiełkę nie napotykając oporu, mknąc ku szyi, by upuścić magowi krwi.
   Stal uderzyła o stal, posypały się iskry, trzasnął trący o siebie metal. Przed użytkownikiem many wyrósł szermierz. Ten sam, co to krzyczał, by uważał. - Mówiłem, żeś fajtłapa! - sapnął, parując kolejne ciosy.
   - Ten korzeń sam wskoczył mi pod nogi! - odpyskował mag, zbierając się z ziemi. Przerwane zaklęcie, którego nie był w stanie dokończyć, rozpłynęło się razem z uwolnioną magią.
   - Łucznik! - To krzyczał ich złodziejaszek, pan lepkie rączki, wolący atakować z bezpiecznej odległości kilkunastu kroków od miejsca walki, z gałęzi drzewa, wysoko nad ziemią, co by delikatnych dłoni nie uszkodzić. Przynajmniej miał celne oko, gdy rzucał nożami.
   Gdzieś jeszcze dalej siedział ukryty uzdrowiciel; niski człowieczek o szczurzych oczkach, z łysą głową i nieco pucołowatą buźką; w powłóczystych szatach, obwieszony sakiewkami, nawet nie chciał słyszeć o walce. Uzdrawianie też kiepsko mu szło, przez co wszyscy nazywali go Konowałem.
   - Z prawej!
   Mag wyszeptał słowa przepełnione maną, roztaczając wokół nich tarczę, od której odbił się grot strzały, jednocześnie posyłając szermierzowi kpiący uśmiech, mówiący: zobacz, pomagam! Mając też dojść ukrytego w krzakach łucznika, wypowiedział zaklęcie; formując mocą piorun, czując pod palcami mrowienie i ciepło, usłyszał huk. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał łucznik, ziemia była sczerniała, trawa wypalona, krzaki osmolone, a na środku małego leju leżały zwęglone zwłoki.
   - Żeś pierdolnął Wróblarz. - To szermierz powalił właśnie ostatniego najemnika. Sapiąc i dysząc klapnął na trawie obok niego. Nie był już młodzieniaszkiem. Miał ponad trzydzieści lat i pomału zaczynał czuć to w kościach. Ciemne włosy, zaczesane do tyłu, robiły się coraz bardziej siwe. Trzeszczało mu w kościach, a brązowe oczy nie widziały już tak daleko jak przed laty. Szermierz nie wyglądał na ich herszta; nosił się jak najemnik, praktycznie. Nie miał złamanego nosa, żadnej blizny na twarzy, wszystko w nim było w najlepszym porządku, przez co wyglądał na mniej doświadczonego, niż był naprawdę.
   - Kto zamawiał pieczyste na kolacje? - Ich złodziejaszek po stwierdzeniu, że na ziemi jest już bezpiecznie, zeskoczył z drzewa, wylądował na podkurczonych nogach i dźgał teraz patykiem nieruchome ciało bandyty. Był niskim, chudym jak patyk dzieciakiem po dwudziestce. Z rudą czupryną, zielonymi oczami i piegami na nosie. - Szefie! Spaliło mu sakiewkę! - zawył, całym sobą czując żal, że nie może nic sobie przywłaszczyć. Przynajmniej nie od niego.
   - Gnat, weź mi daj bukłak - poprosił mag herszta, siadając ciężko na omszałym kamieniu. Czuł zmęczenie w całym ciele, łupało go w głowie, rwało w skroniach; nic dziwnego, bo dość znacznie nadszarpnął rezerwy many, które posiadał. Mętna i ciepła woda w bukłaku niewiele pomogła.
   - On nie ma sakiewki... - jęczał dalej złodziejaszek, ignorowany przez swoich kompanów, nawykłych już do nieco dziecinnego zachowania dzieciaka.
   - Zamknij się, Śliski! - krzyknęli zgodnie, niemal jednym głosem, mag i szermierz. - Obszukaj tamtą dwójkę, hieno.
   - Trzeba się zbierać - mruknął Gnat, patrząc na wielce zawiedzionego złodzieja. - Zaraz zlecą się jakieś ścierwojady. Zmierzcha, a nie mamy nawet kąta do spania. No panowie, dupy w górę, idziemy!

~*~
   - Pomógłbyś mi z ogniem - żałosny jęk wyrwał się z ust Śliskiego; złodziej od dobrej chwili męczył się nad zebranym chrustem, próbując podpalić suchą trawę. Sypał iskrami z krzesiwka, ale wciąż wilgotne gałązki po porannym deszczu nie chciały się zająć. - Wróblarz, no weeeeź...
   - I co wy byście beze mnie zrobili - złośliwy uśmieszek pojawił się na twarzy maga, kiedy poruszając palcami, wyszeptał słowa mocy; nad drewnem zalśniły czerwone iskierki, trawa zaczęła się tlić i dymić, a już po chwili wieczorne ciemności rozjaśnił blask ognia.
   - To niesprawiedliwe. Masz za łatwe życie, pstrykasz palcami i gotowe.
   - Śliski nie pierdol. Byle najemnik go mieczem sieknie i po nim. - Uprzejmy i miły jak zawsze, Gnat wrzucił do ognia kilka dzikich rzep, zabierając się za oprawianie zajęca. - Taki mag bez wsparcia to kozia dupa.
   - Dupę to ci wczoraj uratowałem, szefie. - Wróblarz nie nosił się jak mag; miał na sobie strój do jazdy konnej; najbardziej praktyczną rzecz, w jaką mógł się ubrać. Połataną i przykurzoną koszulę wcisnął jak zwykle za pasek lnianych spodni; jego torba wypchana flakonikami i woreczkami leżała tuż obok. Nie miał też kostura, a o prawdziwym, magicznym chowańcu nawet nie marzył; był na to za cienki w uszach i za słaby w mocy.
   - Karogowi niech będą dzięki, po to cię kurna trzymam!
   - Ej, Wróblarz. Rzuć no mi te twoje suszki. - Konowała piekło w gardle po zjedzeniu surowej rzodkwi. Co chwila drapał się po dłoniach, którymi zrywał pokrzywy; chciał utrzeć w miseczce trochę maści łagodzącej, a do tego potrzebował rozdrobnionych minerałów.
   Mag ziewnął, grzebiąc w swojej pękatej torbie. Nie miał w niej zbyt wiele. Woreczki, flakoniki, sakiewkę z brązowymi monetami. Jedyną cenną rzeczą jaką posiadał był złoty pierścień z żółtym, jakby bursztynowym oczkiem i ozdobny sztylet, który nosił przy pasie. Hm, będzie musiał uzupełnić składniki w najbliższym miasteczku. Powinien też wymienić magiczne księgi, z których poznawał tajniki czarów. - Będziemy w Regis? - Było to jedno z większych miast Wyspy Krabów, jednej z wielu wśród Wysp Złoczyńców.
   - O! Też chcę. Muszę sprzedać co nieco. - Złodziejaszek uśmiechnął się szeroko, dając wszystkim do zrozumienia, że jego torba, wypchana po ostatniej utarczce z najemnikami, jest już pełna i gotowa do wymiany i ustąpienia miejsca brzęczącym monetom. - Monetki, złote monetki, w mojej sakiewce nosić będę… - zanucił.
   - Synki, za tydzień lub dwa. - Gnat poradził już sobie ze skórą uszaka. - Musimy przejść przez wzgórza. I mamy robótkę w Trassos.
   Śliski krzątał się przy ogniu strugając patyki, na których będą mogli upiec mięsko. Konował mamrocząc coś pod nosem, ucierał w misce zioła i jasnoniebieski proszek.
   - Znowu będziecie się tłuc? - ciche westchnienie dezaprobaty wyrwało się z ust uzdrowiciela. Konował nie lubił walk, bójek i rozlewu krwi. O dziwo nie przeszkadzało mu to wcale zszywać i składać do kupy rannych.
   - Taka robota - rzucił na odczepnego Gnat, machając nożykiem. - Machnij ochronny krąg, co? - Wszyscy w tej grupie wiedzieli, że ich mag nie jest mistrzem, że daleko mu nawet do ucznia czarodzieja. Kiedy go przygarnęli od razu im powiedział, że zgłębia wiedzę samemu, że to dopiero początki i umie co umie, ale nic więcej. Bo szkolący go staruszek gdzieś zniknął. Dlatego niespecjalnie się dziwili, że jakiś czar mu nie wyszedł albo zadziałał odwrotnie, że słowa mocy nic nie wskórały, albo ochronna tarcza zamiast zamknąć ich bezpiecznie, ostrzegała jedynie o tym, że ktoś nieproszony ją przekroczył. Stare przysłowie mówiło, że lepiej mieć byle jakiego maga niż żadnego. Inne zaś, że lepiej nająć maga dobrego, bo słaby nic nie wskóra. I bądź tu herszcie mądry.
   - Ale ja nie biorę pierwszej warty - mruknął Wróblarz, starając przypomnieć sobie właściwe zaklęcie. Kiedy w końcu wyszeptał słowa mocy, a wokół nich zalśnił okrąg, uśmiechnął się pod nosem, zadowolony z rezultatu.
   - Weź zobacz, zniknęło - Śliski roześmiał się złośliwie, gdy stracili z oczu krąg.
   - Nie zniknęło tylko się ukryło. Nie znasz się - burknął mag. Znowu niedoceniony! Prawda była jednak taka, że nie miał wystarczająco many, by utrzymać ochronę widoczną, jak czynili to niektórzy magowie. On zresztą wolał, gdy nie było jej widać. Idzie taki zbój, widzi śpiącą bandę bez pilnującego i zakrada się do nich z ostrzem, a tu bum!, i tarcza go unieruchamia. Idealne rozwiązanie. Szkoda, że jego nikogo nie zatrzyma...
   - Oj już dobrze. Dobra robota synek. - Herszt skończył już nabijać na osikowe patyki mięso zająca. - Śliski, ty pierwszy.

~*~
   Psia wachta jest najgorszą. Budzą człowieka brutalnie, wyrywając ze snu przed trzecią w nocy i każą pilnować śpiących kompanów do świtu. Zostawiają cię z klejącymi się oczami, zaspanego i pałającego wielką ochotą, by znowu zasnąć. Dookoła jest ciemno, drzewa szumią, ogień ledwie się tli. Twój poprzednik zakopuje się w kocach i zasypia jak dziecko. A ty siedź i pilnuj w najgorszą godzinę.
   Wróblarz opłukał wodą twarz, chcąc przegonić resztki snu. Przeczesał rude włosiska, zaczesując je do tyłu. Ziewnął przeciągle, rozprostowując ramiona, poszperał w żarze i wyciągnął sobie upieczoną dziką rzepę. Chrupiąc i mlaskając, wyczarował niewielki świetlik o mdłym i przytłumionym świetle. Noc była spokojna, wiatr ciepły, nic nie zapowiadało kłopotów, więc wziął i usiadł przy ogniu, światełko umieszczając nad kolanami. Z torby wygrzebał poszarpane zwoje i rozwinął jeden.
   - Zaklęcie małego żywiołaka powietrza - przeczytał cichutko, wodząc wolno palcem po linijkach tekstu; czarne, pozawijane litery odcinały się na tle kremowego pergaminu. - Nowicjusze winni przywoływać go w dni wietrzne, mistrzowie o każdej porze. Nie wymaga zbyt dużej ilości many… - Dalej był opis gestów i słów, które pomagają w jego przywołaniu i kilka zdań o tym, czym jest taki stwór. - Powinienem dać radę… - Wróblarz przećwiczył wpierw ruchy palców, potem same słowa; kiedy miał trochę pewności, że robi to właściwie, zacisnął wargi i zaczął na poważnie, uwalniając manę krążącą w jego żyłach.
   Powtórzył zaklęcie dwa razy, bez większego rezultatu. Dopiero przy trzeciej próbie, po zwiększeniu przepływu mocy, poczuł, że zaczyna się coś dziać. Powietrze przed nim zaczęło wirować, kłębić się i zbierać, aż uformowało się w dziwny kształt nie większy od szczura. Przypominało trochę chmurę z jasnymi oczkami.
   - Udało się! - wykrzyknął mag, ale zaraz skulił się w sobie i zasłonił dłonią usta; herszt poruszył się niespokojnie, złodziejaszek przewrócił na drugi bok, a uzdrowiciel zachrapał. - Podobno prawdziwe żywiołaki mogą rozpętać prawdziwą wichurę, a ty? - Stworzenie wiatru unosiło się przed nim, nie reagując. - Tu pisze, że dmiesz wiatrem. - Spróbował skłonić go do tego swoją wolą, ale chyba miał ją za słabą. Może chodziło o coś więcej. Może coś robił źle, o czymś zapomniał. Nie miał mistrza, który mógłby go nakierować i poprawić błędy. Uczył się sam z różnymi efektami. Wybierał łatwiejsze zaklęcia, niewymagające wiedzy, doświadczenia i dużej ilości many. Próbował i ćwiczył, przywykając do porażek i rzadkich zwycięstw. - Współpracuj ze mną… - Żywiołak zadrgał, jakby coś zaraz miało się wydarzyć, ale pyknął tylko i zniknął, rozpływając się w powietrzu, z którego powstał. Wróblarz stracił skupienie i kontrolę nad maną. - Niech to Aszara weźmie... - Nie mógł się ponownie skupić. Czytał po kilka razy to samo zdanie i nie potrafił zebrać mocy. Mana przepływała mu przez palce jak woda. Próbował raz i drugi, ale gdzieś pod koniec jego skupienie znikało i zaczynał myśleć o wszystkim, tylko nie o ponownym wezwaniu żywiołaka.
   Na przykład o tym jak się tu, z tymi ludźmi, znalazł. Jeśli dobrze liczył, było to z dwa miesiące temu. A zaczęło się od nagłej pobudki w ciemnej, śmierdzącej uliczce w mieście Krox na tej przeklętej wyspie. Obudził się z bólem głowy, guzem wielkości jaja na potylicy i rozwalonym nosem. Miał przy sobie tylko sakiewkę schowaną w portkach i sztylet. Znalazł go kupiec, ocucił, zabrał ze sobą i doprowadził do jako takiego stanu. Tylko ból głowy nie ustępował. A później okazało się, że łupanie pod czaszką to jego najmniejszy problem. Kiedy zaczęły się pytania kupca, nie potrafił na nie odpowiedzieć. Nie wiedział, jak się nazywa, nie umiał powiedzieć, skąd pochodzi, ani kim jest. Nic nie wiedział. Cała jego przeszłość zasnuta została mgłą, przez którą nie dał rady się przebić.
   Tak to się zaczęło. Od kupca, który poradził mu znaleźć zajęcie, i który nazwał go Wróblarzem, bo zawsze kręciły się koło niego brązowe ptaszki. Z robotą był problem: nie potrafił się bić, nie umiał utrzymać miecza. Próbował nawet się targować jako kupiec i chociaż szło mu całkiem nieźle, nie miał cierpliwości. Chwilę pracował jako poławiacz krabów i murarz. Przypadek sprawił, że poznał czarodzieja i tak postawił pierwszy krok na drodze czarów. Cholernie trudnej ścieżce, ale coś musiał robić, a skoro nie pamiętał, kim był wcześniej, postanowił zostać magiem.
   Gnata, Śliskiego i Konowała poznał miesiąc później i tak już z nimi został i wcale tego nie żałował.
   - Gdyby tak znaleźć zaklęcie… - mruknął, wracając do tego, co sam sobie przerwał. - Coś bojowego… - Mag miał zwyczaj mówić do siebie, często mamrocąc pod nosem. Problemy, na które natrafiał studiując czary, najłatwiej mu się rozwiązywało na głos; początkowo próbował rozmawiać o tym z towarzyszami, ale okazali się takimi samymi ignorantami, jak on w fechtunku. - Albo żywiołak ziemi...
   Zachłyśnięty pierwszym sukcesem nie przygotował się tak, jak powinien. Pobudził manę, wyszeptał przeczytane słowa, czując jak mrowią go palce, jak w żyłach płonie moc, która pozwalała kształtować mu świat, widząc jak przed nim zaczyna formować się...
   I świat zalała czerń.

~*~
   - Wróblarz! - W głosie Gnata zabrzmiała niepewność; widok powalonego maga wywołał dreszcz strachu, którego nie umiał opanować. Może i nie znali się długo, może Wróblarz bywał konowałem w magii, ale należał do ich bandy. - Synek, nie wydurniaj się… Co mu się, do cholery, stało?
   - Zwierzę, pewnie jakieś jadowite, co to by zjeść, musi zmiękczyć.
   - Zwierzę to by go zaciągnęło gdzieś. A on tu leży cały!
   - Cały, ale nam się nie rusza - i by pokazać, że faktycznie tak jest, Śliski szturchnął buciorem nieprzytomnego. - Widzicie? Trup.
   - Co tu się dzieje…? - Z lasu wyszedł Konował, podciągając gacie i przecierając zaspane oczy. - Drzecie się tak, że wszędzie was słychać. Nawet wysrać się w spokoju nie można.
   - Mag się nam zabił… - stwierdził najzwyczajniej w świecie Śliski, pokazując paluchem na Wróblarza, jakby uzdrowiciel mógł go przeoczyć. - Oby na dobre - i już pochylał się nad nieprzytomnym, przyglądając mu się ciekawsko, w taki sposób w jaki patrzy się na coś cennego. Nie ukrywał, że los czarodzieja był mu troszkę obojętny. - A nie, to ten dobry, miły kamcorek go zabił - stwierdził po chwili, macając dłonią wypchaną sakiewkę Wróblarza, zastanawiając się co i za ile może sprzedać handlarzom.
   - On przecież oddycha, z drogi! - uzdrowiciel przepchał się, szturchnął złodziejaszka odtrącając go od nie swojej sakiewki i uklęknął przy magu, obracając jego głowę, by zobaczyć co tam w ogóle mu się stało przez ten kamień. - Będzie miał guza jak olbrzym, ale przeżyje.
   - Dasz mu coś?
   - Po co? Sam się obudzi - mruknął szczerze, wzruszając ramionami. - A, że niby krew… Przyłożyć szmatkę i przestanie.
   - Mmmm…
   - Gadający trup!
   - Głupiś, budzi się tylko.
   - Moja łepetyna… - niewyraźne, nieco burkliwe sapnięcie i mag uchylił powieki. - Kto mnie pierdolnął maczugą?
   - Wróblarz! - Gnat naprawdę się ucieszył. - Żyjesz! - I wziął i klepnął kolegę w ramię, całkiem zapominając, że może to trochę zaboleć.
 - Cooo? - niewyraźne bełkotanie z ust maga się powtórzyło. - Kim jest Wróblarz?
 - Nie pamiętasz? - Śliski roześmiał się i nie przestał widząc krzywe spojrzenie herszta. - Znowu straciłeś pamięć?
 - Że niby ja jestem Wróblarz?
 - No, i jesteś naszym magiem!
 - Haha, dobra chłopaki. - Wróblarz podniósł się, stęknął, sapnął i rozejrzał po ludziskach, którzy najwyraźniej z jakiegoś powodu się o niego martwili. I skąd on ich znał? Pierwszy raz widział tych chłopów. - Żarty na bok. Taki ze mnie mag, jak z koziej dupy wojownik.
 - Przypomniałeś sobie kim jesteś? Kim byłeś?
 - Ja… przecież jestem Brzeszczot...



9 komentarzy:

Szept pisze...

Od czego by tu zacząć... Nie pamiętam, co już ci mówiłam, a co nie, serio. Ale jak będę chwalić, to nawet mogę się powtarzać. Przeżyjesz.
Ukradłaś bardzo fajny temat z misji :D Naprawdę mi się podoba. Temat. Twoje wykonanie też.
Podoba mi się opis walki. Dynamizm, niby idzie im łatwo, ale jednak nie, opis robi robotę i nie mam wrażenia, że za łatwo i wszystko na tacy.
Opisy, opisy, zdecydowanie kocham twoje opisy. Zazdroszczę swobody pisania.
Czuję inspirację sama-wiesz-kim, ale póki nie wyrobiłam sobie opinii i nie przeczytałam go, nie będę smęcić :P
Kocham małe, misterne wstawki, które sugerują, kim jest Wróblarz.
Poza tym, nie wiem, czemu boisz się magów. Całkiem ładnie ci wyszło pisanie magiem, serio.
I ten komentarz na temat: co, ja i mag? Cały on (celowo nie podaję imienia).
Fajnie wyszli też członkowie drużyny. Niby schemat, ale i tak fajnie, mają swoje charakterki, a przez to są inni, że tak to ujmę, ze schematu robią się niepowtarzalni, w jakiś sposób wyjątkowi (oceniając po całości).
A co mi się podoba najbardziej, to fajna, lekka poczytajka, bez skomplikowanego tła i nie wiadomo ilu intryg. Coś, co czyta się przyjemnie i szybko, coś, czego akurat potrzebowałam.
Trochę chaotycznie mi to wyszło, ale ładnie i składnie miałaś na priv. Tutaj troszkę odtwórczo.

Nefryt pisze...

Hah, dobre. Zaskakujące. Niby od początku się spodziewałam (bo tytuł, bo wstawki o których wspomniała już Szept, bo wiem, kto pisał notkę) ale i tak gdzieś tam czaiła się wątpliwość - i to było fajne.
Notka z rodzaju tych lżejszych, przynajmniej ja ją tak odebrałam, ale czytało się całkiem miło. No i plus za członków drużyny. Niby dość archetypiczni, ale nie do końca (zachowanie Gnata w stosunku do Wróblarza moim zdaniem jednak burzy stereotypową relację herszt - członek szajki).
Aż sama nabrałam ochotę, żeby coś pod misje napisać...

Nefryt pisze...

Szept, a można wiedzieć o jaką inspirację chodzi? Bo ja nie wyłapałam :)

Szept pisze...

Inspiracja - Glen Cook. Akurat tutaj chyba Czarna Kompania, ale ja się zatrzymałam na Delegaturach Nocy t.1, więc trudno mi powiedzieć na 100%/

Silva pisze...

Co to za zdrady moich inspiracji? Nununu, tak nie wolno ;p
Nef, Szept chodziło o to, że imię "Konował", którego użyłam dla uzdrowiciela, było żywcem zabrane z Czarnej Kopani, od kronikarza, a późniejszego kapitana.
Wiecie? W ogóle to jest fajny temat. Można napisać, że postać jest tym, kim nigdy nie będzie, a mogłaby być w alternatywnej rzeczywistości. Tak, Dar mógłby być magiem, w innym życiu :D I przyznam się do czegoś: kusi mnie wilkołak i szamanka w tym samym temacie...
Nef - kocham za to, że moje podpowiedzi w tekście pomogły :D

Nefryt pisze...

Ja tam bardzo chętnie przeczytam o szamance i wilkołaku.
A "Czarnej Kompani" nie czytałam, więc tak czy inaczej nic mi to nie mówi :P

Szept pisze...

Haha, nie patrzeć na godzinę proszę (jak ja jutro wstanę, o bogowie), ale ... mnie kusi alternatywne życie x3 dla moich postaci. Tylko kiedy ja znajdę czas na napisanie czegoś takiego, jak tu mi co chwila coś wyskakuje nowego.

Silva pisze...

Nef - mówisz i masz :D
Czarną Kompanię polecam <3 ale ja nieobiektywna, ja uwielbiam, więc zawsze będę polecać.

Olżunia pisze...

Początek czytałam kilka razy, ot, zawieszając oko na tekście, i jest to dobry początek. Porządny niczym zafundowane przez Wróblarza pierdolnięcie. Akapit o psiej wachcie - mój ulubiony kawałek. A najbardziej lubię dialogi. Jak w każdym Twoim tekście chyba, mam do nich słabość straszną. I... ofoszkowuję. Za bardzo mnie wciągnęło, żebym mogła napisać porządny komentarz.
"Opisy, opisy, zdecydowanie kocham twoje opisy. Zazdroszczę swobody pisania." Tak. Są precyzyjne, a zarazem zostawiają wyobraźni sporo swobody. Nie męczą.
"Kocham małe, misterne wstawki, które sugerują, kim jest Wróblarz." Tak.
"[...] i tak gdzieś tam czaiła się wątpliwość - i to było fajne." Przeczytałam końcówkę przed przeczytaniem całości, a i tak mnie zaintrygowało.
@Silva, Szept Jak Was kusi, dziewczyny, to piszcie. Ja tylko ostrzę na to zęby. :D

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair