Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

 ᐤᐤᐊᐤᐅᐤᐤ 
Tu spoczywa Candan Sadik, 
dziecko miasta Eton, niech jego dusza przetrwa wieki! 
Tu złożono kości Candana Mężnego, 
bohatera ludu, niech pamięć jego czynów trwa! 
Tu pochowano Candana II, 
króla w Dolinie, niech będzie mu chwała i cześć! 
ᐤᐤᐊᐤᐅᐤᐤ

  Napis był niewyraźny, zatarty przez upływający czas, wiatr i deszcz, które naruszyły strukturę piaskowca; kamień zrobił się gładszy, mniej kanciasty, same litery płytsze i rozmyte. Ozdobna plecionka z liści bluszczu, wijąca się dookoła na brzegach, niemal zniknęła; jej ślad został tylko po bokach. Kiedyś, tuż nad napisem, musiała leżeć wyrzeźbiona korona; dziś była tylko niewyraźnym kształtem. U dołu, tam, gdzie bluszcz tworzył miejsce na zatarty herb, pozostały jedynie płytkie kreski; pismo zniknęło.
  Dookoła rosła wysoka trawa, przysłaniając boki grobowca; odłamane rogi płyty leżały na kupce, a spod nich, ku słońcu, przebijał się powykręcany oset. Kamień w niektórych miejscach pokrywał zeschnięty mech, a przez pęknięcie w boku wyrastał dziki krzew. Dwa kamienie, na których wspierał się jeden płaski, przewróciły się już dawno temu; porosły roślinnością i w niczym nie przypominały ołtarza ofiarnego, na którym składano dary, by oddać cześć królowi, wspominając jego imię, żeby nie zatarł go w ludzkiej pamięci czas.
  Nad płytą nagrobną szumiały drzewa z Zagajnika Bielejących Drzew. Gdzieś za nimi stał zamek Duor, a dalej biegła droga ku Rivendall. Skarpa Wojownika, na której się znajdował, górowała nad Doliną Ludzi Milczących, gdzie według starej legendy, swoje miasto miał król Candan II, mądry władca urodzony w rolniczej wiosce, który dał początek nowemu rodowi.
  - Myślisz, że to ten?
  - Myślę, że tak.
  - Dlatego nazwano to miejsce Skarpą Wojownika?
  - To całkiem możliwe.
  - Wieśniacy z Culen byli pewni, wszyscy wskazywali to miejsce nad Doliną.
- Czarny, masywny zwierz siedział przy zapomnianym ołtarzu. Potargane uszy łowiły dźwięki, a ślepia przez chwilę wodziły za dzikim ptactwem, by w końcu spojrzeć na kamienny grób. - Chociaż każdy nazywał tego trupa inaczej.
  - Czas to dziwny towarzysz. Wznieśli królowi piaskowy pomnik, a ludzie o nim zapomnieli. Nikt nie składa mu już darów.
- Niska, drobna kobieta otulona grubym płaszczem, odgarnęła ostatnie zeschnięte liście i naniesiony piach z płyty. Oczyszczona prezentowała się znacznie lepiej. - Żyje w pamięci, ale kto pamięta jego twarz? Kto go wspomina? Dawnego bohatera wieków. Gdyby nie chwała, nic by po nim nie zostało. Czas zatarłby jego istnienie.
  - Zawsze popadasz w ten dziwny stan, kiedy stoisz nad grobem, Siv. Niby tu jesteś, ale myśli błądzą ci gdzieś daleko.

  - To… dzieje się samo. - Szamanka wzruszyła ramionami, nie mogąc nic poradzić na to, że dopadała ją nostalgia. Chociaż z lekkim uśmiechem, jakby aprobatą, spojrzała na siedzącego wilkołaka. - Drav, dusze też potrzebują naszych wspominek. To… skomplikowane.
  - Wiem, szamańskie sprawy. - Ciemne ślepia zdawały się wszystko rozumieć. - Rób, co musisz, jeśli ktoś będzie nadchodził, po prostu stanę się złym wilkołakiem i podgryzę mu nogi.
 Wiatr wiejący od północy poruszył koronami drzew, poderwał pochylone trawy, zwiewając poruszony piach z grobowca. Pod skarpą górującą nad doliną, rozciągały się pokryte resztką śniegu łąki. Gdzie się nie spojrzało, patrzyło się na rozległe pola, sięgające daleko ziemie, ograniczone od zachodu płaskowyżem Fenu. Z tyłu rósł Zagajnik Bielejących Drzew; białe, nakrapiane brzozy dały mu nazwę, chociaż pośród nich rosły inne drzewa. Z prawej, ku szaremu niebu, unosiły się smugi dymu z wioski, w której nocowali. Prości ludzie uprawiający swoje poletka, żyjący z tego, co daje im przyroda, a przygarnęli ich, pozwolili przysiąść przy ogniu i napełnić brzuchy tym, co mieli.
  Silva skinęła głową i odwróciła się od wilkołaka, po chwili zastanowienia siadając bezpośrednio na trawie, przygniatając ją, łamiąc wysokie źdźbła i moszcząc się jak kura na grzędzie. Kiedy znalazła odpowiednią pozycję, tak, że żaden kamień nie uwierał jej w nogi, odłożyła na bok dębową laskę.
  Grób był stary, wiekowy wręcz. Kości Candana spoczywające na dnie były jednym, co pozostało z człowieka, który niegdyś był królem. Dary, które z nim złożono albo przepadły w rękach złodziei, albo wciąż tam leżały; rzeczy, które miały mu służyć po śmierci, podczas drugiego życia. Być może, gdzieś blisko, spoczywa też rytualnie zabity koń, wierzchowiec, który miał go przeprowadzić dalej.
  Pod piaskowcem Silva nie wyczuła duszy, nawet jej okruchów. Stary grób, stary trup. Dusza od wieków musiała być po drugiej stronie; szczęśliwa w zaświatach, czerpiąca z bliskości bóstw, zupełnie pochłonięta istnieniem po tamtej stronie. Takie duchy niechętnie wracały, bo zapomniawszy o żywych, nie zwracały na nich uwagi.
  Silva miała zamiar jednego z nich przywołać. Króla sprzed wieków. Duszę, która nie miała już nic wspólnego z żywymi. Wieki w zaświatach zacierały pamięć, wspomnienia tego, kim było się kiedyś.
  - Przybądź błogosławiony Kanen'tókon! Usłysz me wezwanie!
  Drgnęła materia świata, kiedy na głos szamanki, przybył jej duch opiekun. Ogoniasty lis, rozmyty, nienależący już do tego miejsca, utworzył wokół swej pani ochronny krąg; niewidzialna, duchowa bariera, o której istnieniu świadczyło tylko poruszenie traw. Zabezpieczenie i najważniejsza ochrona.
  Przywoływane duchy, tak samo jak te, które pozostały wśród żywych, odpowiednio zdeterminowane potrafiły przejąć ciało tego, który pozwolił im wrócić. Czy to szaman, czy mag, czy nekromanta, każdy był podatny na wpływ i zakusy mieszkańców zaświatów; na każdego znajdzie się haczyk, każdego można oszukać, a ci, którzy próbują wrócić do życia, są szczególnie niebezpieczni. Słabi szamani tracą głowy, jeśli zapomną, że duchy są równie groźne, co niedźwiedzie - tak mówiło stare powiedzenie i było ono prawdą. Jeśli zaprosisz niematerialnego do tego świata, jeśli użyczysz mu swego ciała, a nie będziesz umiał się ochronić, przepadniesz stłamszony, zgnieciony tym, co sam wezwałeś. Jeśli duch raz cię pochwyci, już nigdy nie puści, a przynajmniej będzie robił wszystko, by nikt go nie wyrwał z nowego ciała, jego ciała. Magowie zwykli mawiać, że nie ma dobrych demonów. Szamani mówią, że zaproszenie ducha to szansa, którą część z nich wykorzysta i chociaż są te dobre, które pomogą, a potem spokojnie odejdą, są te neutralne, które nie będą chciały nawet się odezwać, istnieją także te złe, których należy strzec się najbardziej; podstępne i pragnące tylko naczynia, gotowe uczynić wszystko, by je zdobyć.
  Tylko głupi szaman może sądzić, że poskromi to, co przybyło na jego wezwanie. Tak naprawdę może się jedynie zabezpieczyć przed tym, co przybędzie. Szamani nigdy nie powinni przeceniać swoich sił. Czym innym było przywołanie ducha, czym innych duchowa walka, inaczej się wypędzało, inaczej pozyskiwało duchy pomocnicze. Każdy duch był niebezpieczny mniej lub bardziej.
  - Sięgam po ciebie, oddając siebie, kłaniając się duchom, składając cześć przodkom.
  Teraz nadszedł czas, aby sięgnąć po kolejną rzecz, niemal najważniejszą w rytuałach. Z sakwy Silva wyciągnęła bębenek. Niewielkich rozmiarów, płaski, wykonany z drewna, z naciągniętą jelenią skórą; na membranie wymalowano czarnym tuszem przedstawienia duchów przodków, osi świata w formie drzewa, praprzodka Niedźwiedzia i szamańskie trzy światy: dolny będący zaświatami, środkowy, czyli domenę żywych i górny, gdzie żyją bóstwa.
  Lud Tellan’Oxa wierzył, że szaman nie może egzystować bez bębenka, bo jest on jego podstawowym narzędziem, czymś, co porusza zasłonę pomiędzy światem żywych, a martwych. Jego dźwięk wzmocniony mocą szamana przywołuje dusze, on je odsyła. Uderzenie weń budzi przyrodę i jej duchy z uśpienia. On jest pojemnikiem na to, co szaman przynosi z duchowych podróży. To wierzchowiec, manifestacja ducha opiekuna, łódź dla przeprowadzanych na drugą stronę dusz.
  - Pokłon błogosławionemu! Cześć i chwała jego woli! - Zabrzmiała uderzona dłonią membrana bębenka, poruszyły się malunki, zabrzmiał śpiewny głos Silvy. - Sprowadź go, wypuść go, wyzwól go! Całkowicie wyzwól, uwolnij.
  Minęło kilkanaście długich chwil, wypełnionych śpiewnymi słowami i dźwiękami bębenka; głos szamanki musiał sięgnąć daleko, a im dalej tym dłużej powinno trwać przywołanie. Nie da się sprowadzić czegoś, co umarło wieki temu, po krótkim rytuale. Coś jednak zaczęło się dziać. Struktura rzeczywistości zadrgała, poruszyła się niewidzialna dla wielu kurtyna. Wołanie zostało usłyszane, ale wciąż było za słabe.
  - Cały światłością niebios przeniknięty, światłem wszystko umacniasz! Wyzwolony, przebudzony, w tym świecie, chwała!
  Powietrze zaczęło drżeć, jak w upalny dzień. Zrobiło się zimniej, słońce jakby przybladło, kolory zszarzały, zmatowiały. Wszystko zrobiło się blade.
  - Ofiara! Czerp, by wrócić, czerp by przejść! Otwiera się droga, otwiera się brama! Przybądź!
  W świecie żywych zaczęło materializować się coś, co do niego już nie należało. Silva poczuła to pierwsza. Coś zaczerpnęło z jej duchowych sił, duży łyk, kiedy przekraczało granice. Odczuła to jako szarpnięcie, jakby niewidzialna ręka ścisnęła jej serce. Istota mogła polegać tylko na tym, co dawała jej Silva; ona ją karmiła i będzie to robić do momentu, kiedy dowie się wszystkiego. Duch czerpał, pił niczym spragniony, połykał łapczywie biorąc to, co mu ofiarowano.
  Szamani nie mają magicznych kręgów, kiedy przywołują duchy z zaświatów, przywiązują je do siebie, jednocześnie nie pozwalając umarłemu zaczerpnąć zbyt wiele, odgradzając się od nich barierą, a ich samych związują, by nie uciekły świat. Słabi szamani, naiwni, nieostrożni i popełniający błędy, często są przyczyną tego, że duchy uciekają.
  Duch w końcu się pojawił. W jednej chwili nikogo przed Silvą nie było, w drugiej zmaterializowało się coś niewyraźnego, rozmytego, przypominającego raczej bezkształtną, przeźroczystą masę niż duszę ściągniętą z zaświatów. Dopiero, gdy szamanka ofiarowała przyzwanemu trochę więcej energii, dusza nabrała właściwego kształtu.
  Mężczyzna był stary, ale to nic dziwnego, bo według legend umarł mając blisko sto lat. Siwe, zadziwiająco proste włosy sięgały mu ramion; kozia bródka dodawała powagi, jak i zmarszczki na twarzy. Czarne niczym smoła oczy były nieobecne, jakby wciąż spoglądały na inny świat, ten, z którego go wyrwano. Nagi tors był niewyraźny, nogi niemal niewidoczne - szamanka nie widziała potrzeby, by czynić go wyraźniejszym. Wprawne i wyćwiczone oko mogło dostrzec ich połączenie; delikatną smużkę biegnącą od Silvy do duszy.
  Candan podniósł głowę, rozejrzał się, zupełnie nie wiedząc, gdzie się znajduje. Jeszcze przed chwilą oglądał wspaniałości zaświatów, ucztował przy stole wojów, a potem poczuł szarpnięcie i pojawił się tutaj. Nie poznawał tego miejsca. Chciał wrócić, uciec z tego obcego, dziwnego miejsca. Coś go tutaj trzymało; nie od razu zdał sobie z tego sprawę, zorientował się dopiero po chwili. Dziwne uczucie. Unosząc rękę, obrócił ją kilka razy; była przeźroczysta, niewyraźna. Czy to była jego dłoń? Spróbował dotknąć policzka, ale palce natrafiły na pustkę. Dziwne uczucie. Widział, że wieje wiatr, ale nie słyszał szumu. Powinno być mu zimno, bo widział resztki śniegu, ale nie było. Dziwne.
  - Candanie Mężny…
  Jakiś głos zabrzęczał mu w uchu; usłyszał też wycie wiatru, ale nie poczuł go na twarzy. Ktoś coś mówił. Kobieta siedząca przed nim, patrząca mu prosto w oczy. Używała dziwnych słów. Nazwała go jakoś…
  - Candanie Sadiku…
  Nie znał tego imienia, ale czuł, że powinien. Pamięć pracowała ospale, wolno. Przesiąknięty od kilku wieków zaświatami, zapomniał wiele, nie myślał już o tym, kim był i czego dokonał. Miał na imię Candan, chyba tak. I był martwy. Bogowie witali go po drugiej stronie. Co tu robił? Spróbował coś powiedzieć, ale nie potrafił wydobyć z siebie głosu. Nie pamiętał, kiedy mówił. Słowa uciekły. Usta nie wiedziały, jak się ułożyć.
   Chciał wrócić, do domu, było mu tu źle. Obcy świat, nie jego. To, co go trzymało, nie chciało puścić. Próbował szarpnąć, wyrwać się, odskoczyć, ale nie potrafił. Coś go powstrzymywało. Chciał wrócić! Niezadowolenie nie wykrzywiło mu twarzy, sięgnęło tylko oczu. Czemu go tu trzymają? Wrócić, wrócić…
   - Uwolnię cię. Wkrótce. - Bariera wokół Silvy zalśniła, kiedy dusza próbowała ją naruszyć. - Szukam odpowiedzi na kilka pytań.
   Candan przekrzywił głowę. Mówiła do niego, dziwnymi słowami, a jemu język nie potrafił się dobrze ułożyć. - Dyć kaj ja sem jest?
   - Jesteś nad Doliną Ludzi Milczących.
   - Kotlinka Człeków Milczków? - Tak najwyraźniej nazywała się dolina za czasów króla Candana. Duch odwrócił się w miejscu, spoglądając na ziemie z góry. Coś w jego pamięci szeptało, że je zna. Poznawał płaskowyż Fenusa, Zagajnik Białasków. Nie mógł dostrzec Etonu. - Kaj se podzioł zamok? - Zamku w dolinie nie było. Zniknęły wysokie mury, wieże, fosa, chłopskie chaty; pola były równe, niezaorane, owce nie beczały i kozy zamilkły.
   - Najpewniej zniszczony. Wiele lat upłynęło, odkąd pochowano cię w tym grobowcu. - Szamanka wskazała na piaskowy pomnik. Duch był niespokojny, czuła to. Nie podobało mu się, że został siłą wyrwany z zaświatów. Nie chciał być w miejscu, do którego już nie należał. Mieszała mu się pamięć, mowa. Trzy wieki temu został pochowany, świat się zmienił, a on go nie poznawał.
   - Jerona, sędej inoczej. Kaj nie zyrkne, cuś odmienne. - Żal w głosie Candana mieszał się z tęsknotą. Nie poznawał tutaj niczego, wszystko poza ziemią się zmieniło. Znów zerknął na kobietę; nie przypominała tych niewiast, które pamiętał. - Młódko, zdać się może, że mnie znasz? Kim ja stem?
   - Królem w Dolinie. Candanem Sadikiem. Legendy mówią, że byłeś bohaterem. Że zebrałeś skłócone rody i dałeś im pokój.
   Duch się zamyślił. - Toć może być. A wieskowym nie byłem? Jo nie żodyn panocek. - Pamięć podsuwała mu obraz prostej wioski, gdzie ludzie żyli z tego, co rodziła ziemia i dawał las. Mieszało się to z zamkiem, jakimś królem, walkami i potyczkami. Raz był władcą, raz rolnikiem, raz wznosił toasty ze zmarłymi. Wspomnienia zaczynały zalewać jego głowę. Tyle niejasnych, dziwnych obrazów, których nie umiał rozpoznać… Wiedział, że umarł, nie rozumiał tylko kiedy. Był pogodzony z tym, że nie żyje, więc to go nie złościło. Wzburzenie wywoływały wspomnienia i uczucia, których od wieków nie czuł i teraz nie umiał sobie z nimi poradzić. W zaświatach był wyciszony, tu wszystko go atakowało. Chciał wrócić!
   Silva czuła przepełniające go emocje. Dezorientacje, złość, frustracje, niepewność. Wspomnienia niczym rzeka uwolniona zza tamy, zalewały jego myśli; nieskładnie, chaotycznie, bez kontekstu, bez sensu. Jeśli potrwa to zbyt długo, uczucia popchną go ku przemianie w złośnika. Nie mogła na to pozwolić. Odbieranie mu spokoju w zaświatach, skazanie go na tułanie wśród żywych… Nie mogła. - Umierałeś, widząc wilkomachię. Jej narodziny.
   - Wilko...machię? - Candan nie potrafił powtórzyć niezrozumiałego słowa. - Cóż to?
   - Walczyliście z dzikimi wilkołakami. Za czasów ich agresji. Twoja córka, po śmierci męża w wilczym pysku, ją zapoczątkowała.
   - Dziatki? - Znów uderzył w barierę; im więcej się złościł, tym silniejszy się stawał. Ogarniał go też szał powrotu. Emocje przybrały na sile, a palce zacisnął w pięść. - Miano? Mówże! Ja miałem dziatki?
   - Asta i Ava. Starsza przejęła po tobie koronę.
   - A pierworodny? A przemieńce? Moja córka! Z zemsty… wścieklaki… Płonące domy, umierający ludzie! Kły… Pazury… Wycie! Słyszę je w głowie!
   Candan zawył. Potępieńczy ryk wypłoszył ptaki z drzew. Duch rwał włosy, szarpiąc się w szale. Wilkołak nadstawił uszu, czując jak skóra mu cierpnie. Krzyk przeszywał na wskroś. Sadik się miotał. Szarpał jak na uwięzi, jak na sznurze. Drapał pierś, ale nie zostawiał żadnych śladów. Coś, jakieś wspomnienie pobudziło jego gniew. Nie przelał jednak czary goryczy.
   Silva zaczęła szybciej oddychać. Odczuwała jego emocje niczym fale rozbijające się o brzeg; uderzały raz za razem, słabiej lub mocniej, nie potrafiły się jednak przedrzeć dalej, powstrzymywane przez duchową zasłonę. Docierało do niej ich echo, wpływając na jej wewnętrzny stan. Gdyby bariera była słabsza, zalałoby ją wszystko to, co targało duchem. Jeśli połączenie zostanie przerwane, Candan uwolni się i już nigdy nie zazna spokoju. Musiała go wyciszyć i odesłać.
   Tylko marni szamani skazują dusze na potępienie.
   Silva tego nie chciała. Była szansa, że zdobędzie wiedze gdzie indziej.. Maleńka, ale zawsze. Jeśli i ona zawiedzie, Candan zostanie jeszcze raz wyrwany z zaświatów i nawet jego opory nie przeszkodzą jej w znalezieniu odpowiedzi. Taki rytuał wymagał innej mantry i innych barier. Dziś już nie będzie w stanie go odprawić.
   Drobna dłoń uderzyła w membranę bębenka. - Odejdź! Odchodzi, odchodzi, odchodzi poza, odchodzi całkowicie, odchodzi daleko poza, przebudza się tam, chwała, chwała! Przyciąga cię, woła. Odejdź!
   Dusza Candana Sadika zaczęła blednąć, rozmywać się aż w końcu zniknęła. Uczucie jego gniewu pozostało, choć też gasło. Ochronna bariera rozpłynęła się, kiedy duch opiekun został odwołany.
   Zza plecami Silvy trzasnęła gałązka.
   - Nie udało się.
   - Był starym duchem - szamanka westchnęła, pocierając palcami skronie; łupanie w głowie zaczynało rosnąć w siłę. - Zbyt zżytym z zaświatami. Spodziewałam się tego. - Wyrównując oddech, odchyliła się do tyłu, chcąc położyć się na trawie… Jej ciało trafiło na szorstkie futro i miękki bok. Opierając głowę o wilkołaczy grzbiet, przymknęła powieki.
   - Chcesz sprawdzić Rozlewiska nad Duor? - Układając wielki łeb na łapach, zerknął na piaskowy grobowiec.
   - Mhmm… Ale później. - Bicie wilczego serca zaczynało ją uspokajać; przywykła do tego rytmicznego dźwięku, niosącego ukojenie. Potrzebowała tego teraz, musiała odpocząć, zregenerować siły, które straciła. - Znajdziemy mordercę twoich braci i sióstr. 
   Szukali go od jakiegoś czasu. Człowieka, który ścinał wilkołakom łby i nabijał je na pale. Kogoś, kto znał zasady wilkomachii. Taka była wola Kniei, a oni próbowali ją wypełnić. By nikt już nie wbijał srebrnego noża pokrytego tojadem w bok jej pchlarza.
   - Mhmm. Wiem o tym, Siv. - Wilkołak oddychał równo; jego grzbiet unosił się raz w górę, raz w dół. Choć zdawał się spać, ślepia miał szeroko otwarte. - A ten duch?
   - Candan był początkiem. Jego córka, po stracie ukochanego męża, wpadła w szał. - Tak przynajmniej mówiły zachowane legendy i stare swoje, podpalone, nieczytelne i zniszczone, mówiące tylko o powstaniu sztuki walki z wilkołakami. - Z zemsty szkoliła wojowników. Próbowała, testowała, aż w końcu znalazła.
   - Hmm?
   - Później... - szepnęła - Później... 


______________________________________
Szept, a ty pracuj i pisz <3

4 komentarze:

Szept pisze...

No to lecimy.
Duchy, duchy, duchy. Szamanizm. Mantry. Dolina Ludzi Milczących - kocham tę nazwę. Bardzo, bardzo kocham.
Nie obrazisz się? Bardziej poruszył mnie opis wilkołaków, ale jak sama zauważyłaś, ja kocham zwierzęta. A na serio: już wiem, czemu nie mam żadnego szamana. Nie odważyłabym się. Nie w kontraście z kimś, kto tyle o nich wie i naprawdę wie, co pisze. Łał. (To komplement, nawet jeśli mocno, mocno ukryty).
Odchodząc od szamanizmu, kocham punkt widzenia o duchach, ich wezwaniu i opętaniu. Kocham przedstawienie, że nie jest to takie ładne i proste. Niesie ryzyko. Spore. Zwrócenie uwagi na zabezpieczenia. Jak nic mnie przekonujesz do tego. Jak nic podoba mi się taka wizja.
Ja znam ten opis bębenka, prawda? :D Z cyklu trudnych pytań, zastanawia mnie mechanizm działania bębenka :P
Podoba mi się też opis krok po kroku. Poruszenia zasłony, wzmocnienia, drżenie powietrza. Czerpanie z sił i odczucia szamanki podczas tego. Nie lubię za to mantr i tekstu dla tekstu podczas przywołania, ale to wiadomo, kwestia gustu i powiedziane by się do czegoś przyczepić, żeby nie było, że tylko kocham i chwalę :P
Zawsze się zastanawiałam, jak wygląda duch. Jeszcze nie do końca mam swoją wizję, oprócz faktu, że eteryczne coś. Acz ja bym chyba dała mniej wyraźne kolory i kontury/kształty. Więc z grubsza chyba się zgadzam z tobą - jakby ci to było potrzebne do szczęścia, ta wiedza :P
Plus, podoba mi się opis odczuć ducha i jego postrzegania. Dezorientacja. Kłopoty z pamięcią. Fajnie oddane i fajny punkt widzenia na wezwaną duszę.
Nawet nie gryzie mnie tak język. Myślałam, że będzie się dużo ciężej czytało przez takie wtrącenie, ale wyszło to fajnie. Tylko... brzmi jakoś mało dostojnie jak na mowę króla. Troszkę mi się kojarzy z chłopską. Chociaż, jak się wywodził z ludu, może i to pasuje.
Troszkę powtórzeń, nie tyle słów, co emocji i odczuć.
Ładnie połączone i wyjaśnione związki z 1wszą częścią. Niemniej, mam wrażenie, że ta część powstała w takim samym celu, jak wcześniejsza, a sama fabuła jest tu nieco tłem. I nie mówię, że to źle. Po prostu inne podejście.
Czyli się nie udało. W pierwszej chwili miałam troszkę wrażenie, że łatwo idzie, pomimo zapewnień, że jest to trudna sztuka. Ale jednak nie dowiedzieli się tego, czego chcieli. Może gdyby Silva naciskała bardziej... Kocham wybory i podoba mi się moralność szamanki.
I scena na końcu, Silva i Drav. Wychodzi ze mnie romantyczka, jak nic. Macie mnie.

Szept pisze...

Na koniec zaś, bo prosiłaś sama. Powtórzę się, wskazówki są czysto intuicyjne i opierają się na tym, co ja bym zrobiła i jak napisała.
Dookoła rosła wysoka trawa, przysłaniając boki grobowca; a nie przysłaniająca?
Wiatr wiejący od północy poruszył koronami drzew, poderwał pochylone trawy, zwiewając poruszony piach z grobowca. powtórzenie poruszył i poruszony
Pod skarpą górującą nad doliną, rozciągały się pokryte resztką śniegu łąki. Pod skarpą, górującą nad doliną,...
Prości ludzie uprawiający swoje poletka, żyjący z tego, co daje im przyroda, a przygarnęli ich, pozwolili przysiąść przy ogniu i napełnić brzuchy tym, co mieli. Prości ludzie, uprawiający swoje poletka, ...
Kości Candana spoczywające na dnie były jednym, co pozostało z człowieka, który niegdyś był królem. Kości Candana, spoczywające na dnie, były jednym...
Przywoływane duchy, tak samo jak te, które pozostały wśród żywych, odpowiednio zdeterminowane potrafiły przejąć ciało tego, który pozwolił im wrócić. ... odpowiednio zdeterminowane, potrafiły przejąc ciało tego,...
Każdy duch był niebezpieczny mniej lub bardziej. ... niebezpieczny, mniej lub bardziej.
Jego dźwięk wzmocniony mocą szamana przywołuje dusze, on je odsyła. Jego dźwięk, wzmocniony mocą szamana, przywołuje dusze, ...
Czerp, by wrócić, czerp by przejść! ... czerp, by przejść!
Coś zaczerpnęło z jej duchowych sił, duży łyk, kiedy przekraczało granice. ... duchowych sił duży łyk, ...
Duch czerpał, pił niczym spragniony, połykał łapczywie biorąc to, co mu ofiarowano. ... połykał, łapczywie biorąc to, ... lub połykał łapczywie, biorąc to...
a ich samych związują, by nie uciekły świat. coś się zjadło przed świat
Wiedział, że umarł, nie rozumiał tylko kiedy. ... tylko, kiedy.
Coś, jakieś wspomnienie pobudziło jego gniew. ... wspomnienie, pobudziło jego gniew.
Dusza Candana Sadika zaczęła blednąć, rozmywać się aż w końcu zniknęła. ... rozmywać się, aż w końcu...
Tak przynajmniej mówiły zachowane legendy i stare swoje, swoje? zwoje może?

Nefryt pisze...

Minęło sporo czasu, ale dopiero dziś miałam nastrój, żeby przeczytać.
Nie potrafię pisać kompletnych recenzji, resztą sporo napisała już Szept. Więc ode mnie krótko.
Podobało mi się, ale troszkę mniej, niż część pierwsza. Obie są bardzo emocjonalne, ale pierwsza miała w tym taką lekkość, naturalność. Tutaj chwilami tego brakuje.
Naprawdę lubię szamanizm i twoją wizję. To jest takie... mistyczne. Nie jakieś magiczne kule ognia ani inne efekty specjalne, tylko właśnie ten typ magii, który osobiście uwielbiam.
Spodobał mi się zabieg z pokazaniem odczuć ducha. To było ciekawe, nietypowe.
Stylizacja mowy... mam tutaj podobne wątpliwości, jak Szept. Natomiast sam pomysł, zauważenie tego, że ktoś żyjący przed tyloma laty będzie mówił inaczej - wielki plus.
I ten nastrój, kiedy duch porównuje nazwy, które znał z nowymi. Piękne.

Szept pisze...

Nefryt, może i krócej, ale jednym słowem wyrazisz to, co ja kilkoma zdaniami. Naturalność... tak, tego słowa mi brakowało.
Przy okazji - ja też nie potrafię. Znaczy, pisać kompletnych opinii. To tutaj - i chyba pod notką Aedówki - to jedne z dłuższych komów, jakie napisałam. No i zwykle nie potrafię oddzielić mojej wizji i poglądów od oceny notki.
Nefryt, zdradzić ci sekret? Nigdy nie lubiłam szamanizmu. Było to dla mnie wyrwanie fragmentu maga i nadanie innej nazwy, tylko po to, by wyodrębnić inna formę :P Można powiedzieć, że dopiero pisanie z Darrusową pomogło mi bardziej to... zaakceptować i docenić. Gdyby nie fakt, że w magu mam tę głęboką magię i... - mniej więcej to, co mówisz teraz (a nie tylko efekciarskie kule ognia), może i bym dla utrapienia i bolączki Darrusowej popsuła jej szamanizm, prowadząc kogoś o takim darze. No i dla mnie mag jest bardziej... znów brakuje mi słowa. Bliżej mu w moim odczuciu do nauki i ma chyba więcej dostojeństwa (tak, dlatego nie lubię wiedźm, bo za wrzaskliwe, za proste i za... zdecydowanie brakuje mi słów).
Odchodzę od tematu.
Darrusowa, zbierasz pochwały :D

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair