Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

Wirginia, Dzika Knieja
   To były wilkołaki Klekota. Dwa dorosłe samce i dwa młodziki, ledwo po przejściu w dorosłość; część jednej z większych watah w Kniei. Stały dookoła, nie wchodząc na ścieżkę, obserwując wędrowców żółtymi ślepiami. Ich nosy podpowiadały im, że oto mają przed sobą wilkołaka i ludzką kobietę. Masywny, duży samiec o czarnej jak smoła sierści, emanował rozdrażnieniem; najwidoczniej nie spodobało mu się przywitanie. Kobieta u jego boku, choć miała spokojną twarz, denerwowała się równie mocno; zdradził ją zapach.
   Ścieżka, neutralny teren pomiędzy terytoriami watah, skręcała w lewo i prawo, rozwidlając się na dwie drogi, ku ziemi Klekota i Gnatogryza, dalej kierując się ku terytorium Pióra, Mogaby i Jednookiego.
   Samce Klekota siedziały niczym posągi; nieruchome, w kolorach jasnych i ciemnych brązów. Niemal zlewały się z burym, karłowatym lasem, odcinając się na tle kamieni i zielonych krzewów. Knieja nie była puszczą, należała w całości do wilkołaków i wszędzie można było dostrzec tego ślady: obgryzione konary, ślady pazurów na pniach, porzucone kości, kłębki sierści. Ludzie tutaj nie zaglądali, chyba, że jako danie na zimno.
   Dravaren był spięty. Nie podobało mu się to wszystko. Przede wszystkim nie spodziewał się spotkać samców z watahy Klekota. Nienawidził tego, jak żyli. Drażniło go to, co odbierał. Wyczuwał targające nimi pożądaniem nie tylko nosem, ale całym ciałem. Rozpoznawał każde poruszenie, każde przestąpienie z łapy na łapę. Rwały się do samicy, ludzkiej kobiety, powstrzymywane tylko przez świadomość, że jest towarzyszką bety.
   Młodsze wyrwały z szeregu, podchodząc w stronę Silvy, czając się za jej plecami. Ich wataha cierpiała na niedobór samic, a gwałty były czymś akceptowalnym przez Klekota, byleby stado wyciszyć z popędów. Śmierdziały pożądaniem na staję.
   Kiedy bury, mniejszy wilkołak podbiegł zdecydowanie za blisko, Dravaren warknął gardłowo, pokazując zęby, po czym kłapnął zębami nad uchem młodego głupca. Ostrzeżenie i prosty przekaz: Ona należy do mnie. Był terytorialny, nie przywykł do dzielenia się ze słabszymi. Miał swoją pozycję, a wilkołaki Klekota należało utemperować.
   Odpowiedziało mu harde spojrzenie. Warknął więc jeszcze raz, mocniej akcentując to, że jest znacznie wyżej w hierarchii niż oni: Ona należy do mnie.
   Wisielec zrobił się rozdrażniony i wściekły. Wszystkie emocje samców, które czuł, całe to pragnienie skierowane w stronę towarzyszki sprawiło, że przesadnie chciał jej bronić i pokazywać, że należy do niego. Był dominującym betą i ani duma, ani honor, ani pozycja i to, jak wyrastał nie pozwalały mu dzielić się szamanką. Szedł tak blisko niej, że cały czas się o nią ocierał, utrudniając marsz. Dłoń Silvy na grzbiecie nieco chłodziła jego wojownicze zapędy, ale wciąż miał ochotę rzucić im się do gardeł, byleby przestały traktować szamankę w ten sposób. Gdyby był alfą watahy, nie ośmieliłyby się. Betę mogli z bezpiecznej odległości podręczyć.
   - Warczysz.
   - Mają we łbach chędożenie. Należysz tylko do mnie. Zaraz im rozerwę gardła.
   Jak na szczęście bogini Fortunie, jeden z dzieci Klekota zagrodził im drogę. Młodzik, jak ocenił Drav. Buzujący pożądaniem tak silnym, że w oczach miał szaleństwo. Wśród watah mówiło się, że Klekot celowo nie dopuszcza samców do samic wzbudzając ich agresję; z resztą mieli tylko dwie. Patrząc na młodego wilkołaka, można było w to uwierzyć. Aż drżał, z wywieszonym językiem. Zrobił krok w ich stronę, drugi, trzeci i kolejny, aż w końcu znalazł się zdecydowanie za blisko i wcale nie zamierzał zejść im z drogi. Wisielec nastroszył sierść, wystawiając zęby, stając szerzej na łapach. Wilk w nim warknął głucho i to wystarczyło, by inne samce, bardziej uległe, cofnęły się, podkulając ogony i spuszczając łby. Młodzik wciąż kręcił się w miejscu, aż warknął na tego, który mu przeszkadzał.
   Za nim, na swoim terytorium, nie wkraczając na cudze, pojawił się wilkołak o szarej sierści. Większy niż wszystkie inne, niczym mały niedźwiedź, o żółtych ślepiach i szramie na nosie. Jego aura znacznie przytłaczała wszystkie inne. Dominował nawet będąc spokojnym, tylko obserwując. Budził respekt i posłuszeństwo, wywołując strach. Nie reagował jednak na walkę; dzieci musiały same dbać o swoje samice.
   Wisielec go nie widział. Nie odwracał wzroku od ślepi młodzika, skupiając na nim całą uwagę. Okazywanie słabości było dla wilków nieprzyjemnością; słabsi przywykli do ulegania silniejszym, a hierarchii w stadzie uczyli się szybko i boleśnie. Jeśli beta okaże strach, wahanie bądź też jakąkolwiek słabość, przegra. Zasady były bezlitosne i każdy samiec o tym wiedział. Jednak dominacja Drava była wyczuwalna; dławiła młodszych, przyginała im grzbiety, a po chwili, awanturnik zaskomlał, spuścił łeb i przewrócił się na grzbiet, odsłaniając wrażliwy brzuch. Poddał się Dravarenowi, który dopiero teraz zobaczył szarego wilkołaka, odwracającego się by  odejść.
   Mogaba. Jego alfa.

Wirginia, Dzika Knieja, terytorium Mogaby
   Wilkołaki nie potrafiły komunikować się z innymi rasami. Rozmawiały między sobą, ale ich słowa nie docierały dalej. Ludzka forma pozwalała im przełamać tę barierę. Łatwo uczyły się języków, szybko je przyswajając; akcent z jakim mówiły, lekkie zaciąganie podobne do wycia, zniekształcał nieco słowa. Nie znalazł się też nikt, kto przyswoiłby wilkołaczą mowę.
   Mogaba, samiec alfa, w swej ludzkiej formie był wysokim mężczyzną. Dobrze zbudowany, o dziwnie długich nogach i dużych dłoniach. Skórę miał jasną, wręcz bladą, jak większość wilkołaków; pod sierścią ciężko było się opalić. Włosy w kolorze lnu nosił rozpuszczone, rozczochrane, nierówno przycięte do łopatek. Choć jego ciała nie rzeźbił artysta, twarz była intrygująca. Zwyczajny, lekko zadarty nos, wąska kreska ust, jasne brwi, niemal niewidoczne. Ciemne oczy zdradzały wiek, mądrość i zaciętość. Twarz niby spokojna, ale w jej rysach kryła się siła i drapieżność; szlachcianki powiedziałyby, że jej surowość jest piękna, ale była także niebezpieczna. Trochę dostojna i przede wszystkim władcza. Siedząc na kamieniu, z nogą założoną na nogę, podpartym dłonią policzkiem, wyglądał jak król. Władca wilkołaków. Budził respekt samą swoją obecnością.
   - Kundle Klekota zrobiły się zuchwałe. - Głos miał zachrypnięty, jakby dawno nie używał języka, ale musiał być przyjemny dla ucha w lepszych dniach. Nosił na sobie skórzane spodnie i wymiętą koszulę; wilkołaki nie przykładały uwagi do stroju. Nosiły go tylko wtedy, gdy wychodziły do ludzi, albo oni przybywali do nich. Wilcze ciała nie potrzebowały zdobnych, krępujących ubrań. - Zamęczyły samicę Gnatogryza. Zbiera się rada. Znaleźliście samotnika? - W jego głosie zabrzmiała ostrzegawcza nuta.
   - Tylko jego ofiary. - Dravaren był jego betą, ale widocznie ustępował alfie w postawie i aurze. Był jego synem, ale na szacunek musiał sobie zapracować. - Głównie dzieci, znajdowane na polach i poza wioskami.
   - Ludzkie szczenięta?
   - Tylko wokół Kniei - dodała Silva.
   Mogaba warknął ostrzegawczo. Nie tolerował, gdy przerywano mu rozmowę z synem. Nie pozwolił też szamance się odezwać. Mogła być towarzyszką jego bety, jednak była tylko ludzką kobietą, bez pozycji w stadzie. To, że ją tolerował nie oznaczało, że mogła robić, co chciała. A Dravaren nie mógł zaprotestować, nie on tutaj rządził.
   - Jest coś, o czym mi nie mówisz. - Nos Mogaby wyczuł wahanie bety i to niezwiązane z szamanką.
   - Ktoś morduje naszych. Widowiskowo. Pale z łbami zdobią rozstaje. - Wisielec usłyszał trzask gałązki. Z boku, nie podchodząc, zachowując odpowiednią odległość, przycupnął Drugi. Brązowy wilkołak, drugi syn Mogaby, drugi w kolejności do władzy. Nie podejdzie bliżej, dopóki ojciec mu nie pozwoli.
   - Słabe osobniki. Nic, czym musielibyśmy się przejmować. - Alfa obserwował towarzyszkę swojego syna. Ludzka kobieta, wciąż z tym samym, zimnym spojrzeniem. Lubił ją, ale nie należała do stada, nie mógł okazywać jej niczego więcej poza chłodną tolerancją.
   - Widziałem ciało Wyjca. Żebyś nie miał wątpliwości, śmierdział jak on.
   Siedzieli nad strumieniem, w sercu terenów ich watahy. Wystarczająco daleko od samic, młodych i legowisk; obcych nie dopuszczano bliżej. Stado miało pewną swobodę, ale żelaznych zasad musieli przestrzegać.
   - Łowcy wymarli. Wilkomachia umarła wraz z nimi. - Mogaba mówił o sztuce walki z wilkołakami, wynalazku ludzi, by pozbywać się braci i sióstr. Zapomnianej dwa wieki temu. Alfa był wtedy stary, ale widział na własne ślepia skuteczność tej sztuki. - Zabić drugiego Pióra? Ile ich widziałeś?
   - Pięć. Ale nie tylko ja. - Wisielec spojrzał na swoją towarzyszkę.
   Mogaba również, skinieniem głowy pozwalając jej mówić.
   - Dwójka na szlaku do Maliaru. - Znała te zasady, wiedziała jak to wygląda w watahach i śmiała twierdzić, że ta Mogaby była najbardziej tolerancyjna. Pióra również. Reszta dbała tylko o swoje interesy. - Tylko wilkołaki z Kniei.
   - Żadnego dzikusa?
   Oboje, wilk i szamanka, pokręcili głowami.
   Ruchem ręki przywołał do siebie Drugiego. Wilkołak posłusznie podszedł, czekając na słowa ojca. - Nikt z naszych nie może opuścić Kniei. - Musiał dostać odpowiedź, albo pytanie, bo kiwnął głową. - Ściągnijcie ich.
   - Musisz powiedzieć pozostałym.
   - Zwołamy radę za kilka dni. Wiem już, czemu wilki Gnatogryza zapadły się w leżach.  - Po czym padła odpowiedź na niezadane pytanie. - Wy zostajecie.

Wirginia, osiem staj za Dziką Knieją w stronę Maliaru
   Skóra wilkołaka tuż po przemianie była wrażliwa, bolała przy najlżejszym dotyku, zaczerwieniona i podrażniona. W tej ludzkiej, słabszej formie, rany będą się dłużej goić i Silva nie umiała przestać nazywać Drava głupcem. Po co się przemieniał? Zatrucie srebrem nie było jak cięcie nożem. Tym bardziej musiała mu dostarczyć pożywienia. Wiedziała, że beta taki jak Wisielec, jest dominujący w stadzie i ustępuje tylko parze alfa, bardziej przywódcy niż jego partnerce, więc nie pozwoliła sobie na wahanie, wciskając w jego blade ręce miskę z nieprzyprawionym, nieugotowanym mięsem królika.
   - Jedz. Potrzebujesz sił. Źle zrobiłeś, że się przemieniałeś. - Jej głos się nie zmienił, wciąż pozostał spokojny, opanowany, jak to u niej, pozornie zimny i lodowaty dla niewprawnego ucha.
   Oberwał srebrnym nożem, mokrym od tojadu, najgorszą mieszanką dla wilkołaka. Napastnik był zamaskowany, działał sam i z ukrycia. Podkradł się w chwili, gdy nie mogli go usłyszeć, chybiając i wbijając ostrze w bok, a nie pod żebra. Zniknął równie szybko, w wilczym ciele, wykonawszy część zadania, które dokończy srebro i tojad.
   To było dzień temu. Dziś siedzieli w cieniu drzew, przy ognisku. Szamanka obrabiała uszaka. Wisielec jako człowiek, zgięty wpół, oddychał szybko. Właśnie się przemienił, chociaż dobrze wiedział, że rany lepiej goją się na wilku.
   - Zawahałaś się. Przy zmienianiu opatrunku. - Czuły nos wilkołaka wychwycił zmianę w jej zachowaniu, w woni jaka ją otaczała. - Wilk nie powie tego, co myślę. Nie w odpowiedni sposób.
   - Jedz. Potrzebujesz siły - mruknęła, odwracając się, by dołożyć kilka suchych gałęzi do ognia.
   Wisielec przyglądał się przez chwilę jej pochylonym plecom, szybkim, wprawnym ruchom, kiedy łamała drewienka, potarganym przez wiatr włosom, i w końcu uznał, że może spuścić ją na chwilę z oczu i zjeść mięso, od którego zapachu ściskało go w brzuchu. Nie zajmie mu to długo.
   - Silva.
   Znała ten rodzaj głosu. Tak informował ją, że nie odpuści, a kiedy się odwróciła ku niemu, upór, aż z niego promieniował. Na szczęście miska była pusta, a kości obgryzione. - Będziesz mnie przekonywał. - Robił tak zawsze, kiedy wyczuł w niej wahanie, chociaż starała się to ukryć pod obojętnością. On zdecydowanie za dobrze ją znał i te sztuczki nie robiły na nim wrażenia. Musiała więc zrobić coś, by odwrócić jego uwagę.
   - Oczywiście. - Błysnął zębami w uśmiechu, próbując się nie krzywić zbyt mocno, by nie dać szamance powodu do troski. - Boś uparciuch i zakuty łeb. Posłuchaj się mnie chociaż raz, co?
   - Stado jest twoim domem.
   - Oczywiście - powiedział z wysiłkiem, przykładając do boku dłoń by zmniejszyć ból. Cholerne srebro utrudniało wszystko. A tojad wywoływał wysypkę. - Mogaba moim ojcem. Ja jego betą, a brat drugim - mówił o kolejności dziedziczenia władzy, o ile inny samiec nie okaże się silniejszy.
   - Stado to obowiązki.
   - Oczywiście. - Zaczynało denerwować go to słowo. - Póki żyje alfa, moje są drugorzędne. Większość z nich wykona Drugi, te wobec watahy. - Swędzenie było coraz mocniejsze; bok palił żywym ogniem. Opatrunek zabarwił się na czerwono. - Tych których muszę dopełnić sam, nie wymarzę. To… mój obowiązek. - Ostatnia pełnia, gdy parzył się z młodą samicą ze stada, jedną z bardziej uległych, była tym, o czym mówił. Obowiązkiem i niczym więcej. Spełnieniem woli stada i tylko tym. Nie tylko para alfa mogła mieć potomstwo. Becie pozwalano zapładniać wilczyce, choć przeżywało zazwyczaj jedno, dwa młode z miotu. Drugi nie miał takiej możliwości. Dla Drava nie był to przywilej, bardziej powinność.
   - Oczywiście - w ustach szamanki zabrzmiało to jak obelga, przytyk i było niczym wbicie noża po rękojeść w ciało. Pokrytego wyciągiem z tojadu.
   - Młode nie dożywają roku, rodzą się zbyt rzadko. To osłabia watahę. Mogaba chce…
   - Tak próbujesz mnie przekonać? - Szamanka sięgnęła po płaszcz, rzucając go wilkołakowi. Chłód poranka wciskał się nawet pod ubrania, a wilk po przemianie zawsze odczuwał mocniej.
   - Siv to trudny temat. - Podnosząc materiał, zarzucił go sobie ostrożnie na plecy, starając się nie podrażnić i tak szczypiącej rany. Niech twórcy srebrnych i tojadowych ostrzy zgniją w bagnach. - A przypominam ci, zgadzałaś się na to. Nie okłamałem cię mówiąc, że będę musiał.
   - Wataha ponad wszystko - w jej głosie pojawiło się coś innego, jakaś emocja, której nie potrafiła utrzymać za fasadą chłodu, choć musiała próbować.
   - Jak twoje duchy. Oboje o tym wiedzieliśmy. - Zapach wokół szamanki się zmienił; pachniała gęstą, lepką obawą. Czy ona się bała? Że ją zostawi i wybierze wilkołaki? Pomimo tego, co sobie obiecywali? Od dawna myślał, że to mają za sobą, ale teraz widział, że ziarno wciąż w niej tkwiło, jak zadra. I pewnie będzie odrastać, bo wataha była częścią jego życia równie mocno, jak ona. Już wyciągał rękę do niej, ale szamanka pokręciła gwałtownie głową, jakby przeczyła własnym myślom, więc udał, że poprawia płaszcz.
   - Człowiek i wilkołak. Mogaba może mówić, że jestem wśród was mile widziana, ale sprawiam, że nie masz potomstwa.
   - Jesteś moją towarzyszką. Wybrałem cię jako wilk i jako człowiek. - Wyczuwał jej zadowolenie, ale nie umiał zignorować przygaszającej go niepewności. - Moją decyzją jest dobór partnerki.
   - Wilkołaczej. Ze swojej rasy. W ten sposób stracisz pozycje.
   - Stanę się najwyżej drugim. Jednak nie dziś i nie za rok. Mogaba jest alfą i tak zostanie, przez dłuższy czas. - W stadzie było kilka starszych samców, które mogłyby spróbować swoich sił, ale byli zbyt mało dominujący, by się odważyć. Zagrożeniem były samotne osobniki i te z pozostałych watah Kniei.
   Jak na zawołanie, na zachodzie zawyły wilki. Drav przez chwilę słuchał znanego dźwięku z wysoko uniesioną głową, spoglądając w tamtą stronę. Silva lubiła przyglądać się jego rozczochranym włosom, niepokornej postawie wyrażającej siłę, czuć aurę, obok której nie dało przejść się obojętnie, która sprawiała, że ludzie schodzili mu z drogi, a podwórkowe burki podkulały ogony. Często ją maskował, szamanka wiedziała o tym, ale zdążyła nauczyć się rozpoznawania jej po drobnych szczegółach w postawie jego ciała i zachowaniu. Teraz tęsknił. Do braci i sióstr w watasze. Do dzikości. Do biegania z nimi, polowania i ucztowania. A jej przez głowę przemknęła myśl, czy ludzkie, słabe ciało jest hańbą dla wilkołaków.
   - Nie chciałbyś mieć młodych? - spytała po chwili milczenia, opierając ramiona na kolanach, a na nich brodę. Wiedziała, że ma, już dorosłe samce, z dawnych lat, kiedy musiał ustabilizować swoją dominację.
   - Przypominam… - Nie wyglądał na zaskoczonego jej pytaniem. - że ty również ich nie będziesz mieć - nie odpowiedział jej też wprost, ale dał do zrozumienia, że skoro z nią nie może ich mieć, bo są z różnych gatunków, to innych może nie mieć. - Co tak naprawdę cię gryzie? - Jej obawy musiały wynikać z czegoś, co wydarzyło się w Kniei. Mogaba zapewniał jej spokój, wedle rozejmu z plemieniem szamanów, jednak w krzakach mówiono swoje.
   - Ktoś nazwał cię odmieńcem. W Kniei.
   Wisielec machnął ręką. - Guld, wcale się z tym nie kryje. Nie ja pierwszy i nie ostatni, chyba o tym zapomniał. Starego Wratha nazywali jeszcze gorzej. Wcześniejsi się tylko chędożyli, mało kto wybiera życie u boku ludzkiej kobiety albo mężczyzny na stałe. Dzieci z tego nie będzie, trzyma ich tylko fascynacja, która mija z czasem.
   - Łamiesz wszelkie tradycje, co?
   - Tylko te najbardziej wkurzające stado.
   - Dziwny z ciebie wilkołak.
   Ten dziwny wilkołak, pomimo rozognionej rany, wyciągnął rękę ku szamance i jak przystało na dominującego samca beta, pociągnął ją ku sobie, nie zważając na jej protesty. Powiercili się trochę, aż w końcu dumny Drav usadził sobie mniej dumną Silvę pomiędzy nogami. Pieczenie w ranie zignorował.
   - Otworzysz ranę.
   - Siv, mój wilk cię zaakceptował. - Zignorował pouczenie. Układając brodę na czubku jej głowy, objął ją ramionami, zamykając w wilczym uścisku. W nosie czuł zapach ziół, a pod palcami jej ciepłe ciało. Wilk w nim aż zamruczał. - Wyglądam jak człowiek w tej formie, ale nim nie jestem. Wilkołak we mnie krzyczy, że chce tylko ciebie.
   - Guld może ci zaszkodzić. - Oparła się tak, skoro już chciał, by nie urażać rany. Choć od przemiany minęła chwila, wciąż pachniał psem, tą charakterystyczną wonią, którą się czuje, gdy przystawi się nos do podwórkowego burka. On był wilkołakiem, ale lubiła się z nim droczyć.
   Drav cmoknął. - Niech mąci, mamy mądre wilki. - Nie mógł jednak być pewien, jakie słodkie słówka wył im na ucho Guld. - Rytualny ślub... - podnosząc jej dłoń, by odsłonić czarny tatuaż, przyłożył do niej swoją, aby znak stworzył całość. - Nie jest czym, co można zignorować. Nawet oni to wiedzą. Oddałem się tobie i watasze.
   - Nie Dravarenie. - Szamanka odsunęła się, łapiąc dłońmi jego twarz; pod palcami czuła kilkudniowy zarost, który kłuł ją leciutko. -  Jesteś mój, a dopiero potem ich. Nigdy z ciebie nie zrezygnuje.
   Parsknął. - Właśnie chciałaś ode mnie uciec…
   - … by rozbić kilka zakutych, wilkołaczych głów. Chyba nie myślałeś, że pomimo wątpliwości, od ciebie?
   Drav roześmiał się i zaraz tego pożałował, zginając się i krzywiąc. Bolało! - Należysz do mnie, Siv.
   - A ty do mnie.

Wirginia, na szlaku do Maliaru
   Bandyci zaatakowali bez ostrzeżenia, nie czekając aż wędrowcy się poddadzą i zaczną prosić o łaskę, oddając wszystko, co mają, byleby zachować życie. Wyskoczyli z lasu na trakt, krzycząc, z wyciągniętymi mieczami. Zaatakowali pierwsi, wszczynając walkę. Teraz ostatni z dwójki padł na ziemię z rozwaloną głową; ciemna krew rozlała się na piasku, barwiąc żwir i kamyki. Martwe oczy patrzyły już na inny świat, a duch czmychnął z nieruchomego ciała.
   Silva dyszała, ocierając krew z rozciętej wargi. Dębowa laska, umazana w posoce, odebrała życie ostatniemu z bandytów. Szamanka nie była wojownikiem, walka była ostatecznością. Dziś nie miała wyjścia. Napastnicy się nie ograniczali, atakując bez tchu po to, by zabić. Ich determinacja budziła pewne obawy.
   - Dobra wiadomość. To nie wilkołaki. - Nos Drava wyczuwał tylko ludzki pot i krew. Chociaż… Pochylił się nad jednym z nich, kulejąc na prawą nogę, w którą oberwał buciorem. Powąchał, wciągając zapachy do nosa. Nic tylko ludzie, ale węch podpowiedział mu, że po jedną wonią kryje się inna. Słaby, niemal wywietrzały smród wilkołaka. - Ale się z nimi spotkali.
   - Od kiedy watahy wynajmują najemników?
   Wisielec sapnął i klapnął na piach; rana w boku zapiekła. - Nie podoba mi się to. Najpierw samotnik, grasujący po wioskach. Polowania na nas i robienie z tego przedstawienia, bo żaden myśliwy nie wiesza martwych wilkołaków na rozstajach. Teraz zaś to.
   - Mogaba powinien się o tym dowiedzieć.
   - Cała Knieja - sapnął - Jeśli ruszyli się łowcy, możemy mieć cholerny problem. Rada będzie przeszczęśliwa…
   - Zbierają się jutro. - Szamanka wytarła dębową laskę z krwi. - Trzy dni przed pełnią.
   - Odejdziemy zaraz po rozmowach. Nie zostaniemy dłużej. - Rozumiał jej obawy, chociaż ich nie pokazywała; potrafił je jednak wyczuć. Wilkołaki podczas pełni nie były czymś, co chciało się oglądać. Wstał, ostrożnie wypuścił powietrze z ust i spojrzał na zachód. - Wracamy.

8 komentarzy:

Szept pisze...

[Człowiek myśli, że wychodzi na czysto, a tu niespodzianka :D
Normalnie balsam. Wilkołaki. Wilki. London :D Bardziej nie mogłaś dogodzić mi i moim gustom czytelniczym. Nawet pomimo momentami różnic w wizji.
Parę przecinków. Zawsze znajdę.
Mówiąc o wilkach... na pewno chcesz słuchać?
Drav zazdrosny. Za stwierdzenie ona jest moja, gdyby ktoś tak powiedział o Sz, dostałby w nos, bo ona jest swoja :D Ale generalnie rozumiem zamysł, a terytorialność do mnie przemawia. Mocno. Podobnie hierarchia. A już uwielbiam stwierdzenie towarzyszka.
Aż dziwne, że w ogóle Mogaba toleruje ludzką obok synka i ją łaskawie nawet lubi :D
I raju, naprawdę podoba mi się relacja Drav-Silva, to, że się znają, gesty, które mają znaczenie. I dojrzałość ich relacji, która nie sprowadza się tylko i wyłącznie do chędożenia. I uprzedzając: jakie ckliwe, to... urocze. Dobra, romantyk się budzi w rzeczowej makówce autorki moich trojaczków.
Zastanawiam się... jak wg ciebie pachnie wilkołak. Bo podwórkowy burek to określenie za mało konkretne dla dociekliwej Szeptuchy :P
I się autorka przyzna, że notkę kocha. Głównie za wilki... dobra, wilkołaki. Za dzicz. Za obnażone kły, zjeżoną sierść, napięte mięśnie i lśniące, wlepione w przeciwnika ślepia. Za terytorium, za hierarchię. Za niechęć do oglądania wilkołaków w pełnię. Za śliniącego się z wywalonym ozorem młodzika. Ojej, ale mam radochę. Za scenę Silva-Drav, to oddanie ich relacji, wątpliwości i za zakończenie tej sceny. Głęboką więź, którą aż czuć. Wahanie. Wątpliwości.
Fabuła... przyznam szczerze, bez bicia, nie zwróciłam na nią aż takiej uwagi. Jest w tle, kieruje poczynaniami postaci, ale mniej mnie urzekła niż sama tematyka i poszczególne sceny.
I czekam na więcej. Naprawdę czekam. Patrząc na Drav - Silva już wiem, czemu Ash nigdy nie był z szamanką. Ona miała swojego pana idealnego.]

Silva pisze...

Powinnaś docenić mój tytuł *droczy się*
Powiem Ci, że dopóki się nie kłócimy o różnice wizji, jest git :D
"Parę przecinków. Zawsze znajdę" - wszem i wobec stwierdzam, że od dziś będziesz ich szukać jako pani recenzentka. Mówię to publicznie, byś mi się potem nie wycofała.
Mogaba tak nie do końca łaskawie. Lubi większość ludzi, na zasadzie "jesteście fajnym gatunkiem". Jest ich ciekawy, interesuje się,czasami dziwiąc, jak człowieki mogą tak funkcjonować, skoro dla wilkołaka to kompletna głupota. Jest też alfą, który toleruje związek z Tellan-Oxa (drugą jest Pióro), jeden jest neutralny, dwójka ma ich w nosie. Mogaba częściej ma możliwość kontaktów z ludźmi, może dlatego. Ale wiesz, nawet jeśli lubi Silvę (czego nie pokaże, bo uważa to za niegodne alfy), nie będzie na nią patrzył, kiedy powie, że Drav potrzebuje szczeniaka tylko każe mu go zmajstrować.
Romantyk, mówi babcia elfio-ludzkich dziecioków ;p
Jak pachnie wilkołak... Jak zmoknie to pachnie, jak mokry pies; skrą, sierścią. A normalnie... Myślę, że może jak zwierzak, który żyje w lesie. Taki zapach prania suszonego na słońcu xD
Autorka uważa, że Szeptucha lepiej by opisała wilki i ich zwyczaje, ale dziękuje :D
O fabule, powiem ci szeptem i w sekrecie, dla mnie też była tłem dla wydarzeń, akurat w tej notce.

Szept pisze...

[Nie kłócimy? Czekaj, zrobimy burdę. Na co wilkołakom szaman? A w pełnię to one mają dziczeć, to bardziej wilk, nie człowiek, normalnie pies nie musi gryźć gałązek, chyba że to szczenię, a pazury o drzewa ostrzy kot... blah blah blah.
Żartuję.
Czy ty mi... powoli, jasno i wyraźnie tłumaczysz Mogabę? Bo się obrażę. Dla mnie prawdziwy pan alfa. A o Pióro pamiętam. W majstrowanie szczeniaka nie wątpię. Zastanawia mnie jednak hierarchia. Bo jest alfa + towarzyszka. Beta + towarzyszka, a Silva jako człowiek... no, nie wpasuje się. Chyba, że źle główkuję. Zastanawia mnie, czy z tym Mogaba nie ma problemu, czy od razu zakłada, że Drav i Drugi zamienią się miejscami?
Ciekawe, czy nie będzie im to nigdy przeszkadzać. Wataha i powinności.
Bo mi się podwórzowy pies... no bo może być zadbany albo taki cuchnący burek na (zgroza!) łańcuchu. Dlatego zaciekawiło mnie sformułowanie. Zdradzam się. Ktoś by powiedział, że pies śmierdzi, ja mówię, że pachnie.
Fabuła... haha, jestem jasnowidzem. I spamuję ci pod notką]

Silva pisze...

Wiesz, ja ostoja spokoju z Tobą, możemy się i przegadywać wizjami :D
I ja rozumiem kanon wilkołaka, który wyewoluował z wierzeń ludowych i podań, ale nie do końca do mnie przemawia, o czym dobrze wiesz, stąd np w pełnię są pobudliwi, bardziej dzicy, ale ja utożsamiam to bardziej z godami, przejściami itp. Ale ciiii.
Alfa + towarzyszka, dla mnie ona niżej niż alfa stoi, nie na równi. No i Beta + towarzyszka, powinna być wilkołacza. Tylko dla mnie towarzyszkę ma się jedną na całe wilcze życie i pierwsza wilczyca nie musi nią być, może to dopiero będzie ta czwarta, jak wilk w wilkołaku zaakceptuje to wtedy -> skomplikowane w mej głowie. Wracając, Mogaba ma z tym problem, tym bardziej, że Drugi nie jest drugim dlatego, że się drugim szczeniakiem urodził tylko sam swoimi czynami w oczach stada się nim stał. Chodziło mi o to, że pozycje są ruchome: Drav może spaść, a Drugi podskoczyć. Póki co, Mogaba ma się dobrze i zostanie alfą jeszcze dłuuugo.
Ach... na żadnych łańcuchu (zgroza!), chyba, że opisuję wioskowego chłopa, który go przywiąże, ale jak mówię o sobie to podwórkowy to taki poczciwy burek, co chroni ogródka :D Pies pachnie psem i kocham ten zapach, zwłaszcza jak wykąpię mojego Ogona, ona morka i do mnie pod kocyk i śpimy razem, a potem sama pachnę psem <3
I nie spamujemy, a omawiamy wilkołaki.

Nefryt pisze...

Bardzo lubię notki o Silvie i Dravarenie, mimo że mało ich znam. Podoba mi się klimat. Czuć, że wilkołaki to nie ludzie z fajnym gadżetem przemiany, tylko naprawdę odmienna, budząca respekt rasa. Poza tym, rozmowa głównej dwójki. Nie wiem, jak ty to robisz, ale w kilku niekiedy powtórzonych słowach potrafisz wyrazić tak wiele odczuć. Zachwyca mnie to, podobnie jak zmiana w relacji Silvy i Drava. Kiedyś byli chwilami zabawni, chwilami czuło się, że coś do siebie czują, ale teraz doszła do tego dojrzałość, która jednak nie odbiera ich relacji uroku.
Nie do końca rozumiem zależności między watahami, ale i tak mi się podoba.

Szept pisze...

Darrusowa nie obraź się, ale z twoich to ja najbardziej Dara lubię. Potem szamankę i wilkołaka :P
Z ciekawostek: patrząc na wilczą watahę, potomstwo może mieć tylko para alfa, by stado mogło je wykarmić. Plus, nie ma nietolerancji, samica alfa jest równa swemu partnerowi. Aha, no i najlepszy mit! Alfa je pierwszy, potem słabsze osobniki. Młode znajdują się najniżej w hierarchii, lecz ich para alfa wcale nie odpędza od posiłku. W końcu, są przyszłością stada.
I tak, ja wiem, to wilki, tu mamy wilkołaki, ale nie mogłam się powstrzymać.
Wolę wersję, że w stadzie każdy może mieć potomstwo. Ale, wolę też wersję równej partnerowi partnerki. Nic na to nie poradzę. Zwłaszcza w chwili, gdy partnerka samca alfy nie jest tylko jego towarzyszką, jest samicą alfa. No, ale króluje wersja autora prowadzącego :P
Cóż, jako młodszy, Drugi później dorasta, później osiąga dojrzałość, tym samym ma opóźniony start w hierarchii, co wyjaśniałoby początkowo niższą pozycję - tak marginesowo. Acz, naturalnie, rozumiem, że nie tylko wiek ma tu znaczenie, a siła i dominacja, słowem osobowość.
I tak, łańcuchom mówimy zdecydowanie nie.
Nefryt ja też zawsze nie lubiłam, jeśli wilkołak miał bonus przemiany, super zmysły, super siłę i zero problemów. I nie tylko ja mam takie odczucia o Silvie i Dravie. A już mnie tu posądzono prywatnie o nazbyt wybujałą fantazję.
Ja też uwielbiam tę dojrzałość w ich relacji.

Iskra pisze...

Dawno nie czytałam nic o szamance i wilkołaku, a są bardzo udanym duetem. I jak zawsze pani Autorko, napisane świetnie, czytało się jak książeczkę i chce się więcej :D Swoją drogą, zawsze mnie zachwycało to jak potrafisz zobrazować pewne sceny, emocje, jak to opisujesz. Miszczyni.
Ciekawi mnie kto wybija wilkołaki i po co... Może jakiś miłośnik, co to chce mieć skórę z alfy przy kominku?:D

Olżunia pisze...

Komentarz, mimo że pisany na bieżąco, będzie mierny. Bo go zostawiłam na korzyść czytania. I jakoś nie czuję się winna, warto było. Idę sobie więc na łatwiznę i podpisuję się pod tym, co napisała Szept (bo czytając pierwszy komentarz miałam wrażenie, że siedzisz mi w głowie, Szeptucho). :D W dodatku ujadająca mi nad uchem psina bardziej mnie dekoncentrowała niż pomagała wczuć się w klimat, mimo że poniekąd wilkołacza z niej krewniaczka.
“Jak na szczęście bogini Fortunie” - ja to chyba ukradnę. xD
Za każdym razem jak pada sformułowanie “wilk w nim”, “wilk we mnie” etc., mam zaciesz. No po prostu.
Mogaba w ludzkiej formie. I takie “... jak to.” :D Niby wiem, że jest wilkołakiem, nie wilkiem, a i tak jestem w ciężkim szoku. I kocham ten opis.
“Jej głos się nie zmienił, wciąż pozostał spokojny, opanowany, jak to u niej, pozornie zimny i lodowaty dla niewprawnego ucha.” <3
“Martwe oczy patrzyły już na inny świat, a duch czmychnął z nieruchomego ciała.” <3
Konsultujcie wizje publicznie, konsultujcie, ta sobie przycupnę i będę po cichu czytać. :D
Na koniec wypadałoby trochę pomarudzić… Teraz będę miała wysoko poprzeczkę, skoro opublikowałam swojego romantycznego gniota. Babciu Sowo, no weźźź.
Podobało się. Tytuł się spodobał. Zakochałam się w scenie, w której Silva i Drav siedzą sobie przy ognisku. Jak się przekomarzają i rozumieją bez słów. I tak, perfidnie piszę, że chcę więcej.
Miszczyni.

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair