Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

Luźna inspiracja misji “krew na podłodze”


   - Ci ludzie żyją na płaskowyżu Masywu od pokoleń, od dnia, gdy Kanati Niedźwiedź wyznaczył im to miejsce. Taka jest ich tradycja. - Wysoki mężczyzna szedł równym krokiem, idąc wydeptaną ścieżką, na której innej stopy odcisnęły już swoje ślady. Ciemne, krótko ścięte włosy wędrowca rozwiewał wiatr; podróżny płaszcz zdążył już wyschnąć, ale jego rąbek dalej był sztywny od zaschniętego błota. - Przyjmą cię, nakarmią i ogrzeją.
   - Muszą być dobrymi ludźmi… - Idący obok wędrowca mężczyzna miał kaptur na głowie, przez co trudniej było zobaczyć jego twarz. Jednak jasne, niemal białe włosy, wystawały spod materiału. Obaj spotkali się w lesie, na rozstaju dróg, kiedy jasnowłosy zgubił się pośród drzew i zasp. - Próbowałeś się zabić?
   - Ja? - zdziwienie zabrzmiało w głosie mężczyzny.
   - Wołają cię Wisielec, myślałem, że… - Tutaj jasnowłosy uniósł rękę na wysokość twarzy, przekrzywiając głowę, pokazując człowieka powieszonego na linie. - No wiesz.
   Dravaren roześmiał się, zatrzymując na chwilę; nawet klepnął towarzysza w plecy, strącając mu z głowy kaptur. Mężczyzna faktycznie był blondynem, niższym od wilkołaka. Miał ciemne oczy, nieco orli, wystający nos, kilka piegów na policzkach i dopiero rosnącą brodę. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia kilka wiosen. - Dzieciaku, moje wilcze imię nie przeszłoby ci przez gardło. To zlepek warknięć i gwizdów.
   - Czyli wymyśliłeś jakieś, by po prostu jedno mieć?
   - Spodobał mi się dźwięk tego imienia. Wisielec - wilkołak wymówił je z wyraźną radością - Chcesz to wołaj na mnie Drav.
   - Cieszę się, że cię spotkałem Drav - Chłopaczek uśmiechnął się szeroko, jak radosne dziecko - Bez ciebie zginąłbym w tych górach i… - Zaburczało mu w brzuchu, a policzki poczerwieniały.
   - Chodź, przed nami Ti’Ran, tam cię nakarmią. Zobacz Yura, widać dym!

~*~
   Szamanka siedziała na śniegu ze skrzyżowanymi nogami, trzymając pomiędzy kolanami bębenek. Patrzyła przed siebie, na duszę uwięzioną w tym świecie. Na strzępek, niewyraźny zarys ludzkiej duszy, która nie znalazła drogi na drugą stronę. Ta, którą widziała nie była pierwszą, jaką dzisiaj spotkała Silva. Tak samo jak był w roku dzień, gdy granica pomiędzy światem dolnym i środkowym robiła się cienka i delikatna, był też dzień, gdy te dwa światy były od siebie bardzo dalekie. Jesienią duchy przenikały przez zasłonę, krocząc między żywymi, a zimą nie potrafiły odejść na drugą stronę; przepaść była zbyt głęboka, a drugi brzeg poza ich zasięgiem.
   W takich dniach szamanka kroczyła bezdrożami, szukając uwięzionych wśród żywych dusz, które nie mając dość siły, aby przejść. Snujących się w świecie, który już do nich nie należał. Śmierć oddzielała ich od dawnego życia, popychając ku krainie zmarłych.
   - Pomogę ci odejść - jej słowa dotarły do wyrwanej z ciała duszy; śmierć pozbawiała ich daru mowy, dotyku, istnienia, ale wciąż słyszały odgłosy świata, do którego już nie należały. Dlatego czasami nie chciały odchodzić. Pragnęły wciąż patrzeć, widzieć życie, które utraciły.
   - Przybądź błogosławiony Kanen'tókon! - Silva uderzyła dłonią w bębenek, poruszając membranę nie tylko skórzaną, ale i tę oddzielającą światy. Dzwoneczki sanku przy dębowej lasce zadźwięczały, kiedy drgnęła materia rzeczywistości. - Usłysz me wezwanie, mój duchu!
   Kanen’tókon usłyszał i przybył na wezwanie tej, której służył, z którą był powiązany i połączony więzami silniejszymi niż śmierć. Wszak był manifestacją umiejętności szamana; moce i zdolności Silvy w lisie miały swe ujście, działały poprzez niego, czyniąc go swoistym przekaźnikiem. Tylko tak szaman mógł działać w tym świecie.
   Lisi duch przycupnął przed Silvą. Był większy niż jego leśni kuzyni, a jego biała sierść połyskiwała lekko. Nie był też do końca wyraźny; jego łapy rozmywały się, dając świadectwo temu, że jest tylko duchem. Wyglądał całkiem normalnie, tylko dziewięć ogonów nie pasowało do rudych lisów.
   Czas było zacząć rytuał odesłania.
   - Odchodzi, odchodzi, odchodzi poza, odchodzi całkowicie, odchodzi daleko poza, przebudza się tam, chwała, chwała!
   Zagubiona dusza zamigotała, blednąc coraz bardziej. Zew, którego nie czuła, stawał się coraz silniejszy, coraz mocniej ciągnęło ją na drugą stronę. To był prosty rytuał, niewymagający większej mocy; dusza nie chciała zostać, nie protestowała i nie walczyła z tym, co ją wzywało.
   - Chwała, chwała! Odchodzi poza, wraca na łono, daleko i poza!
   Dusza w końcu zniknęła całkowicie, znajdując przejście. Silva mogła odetchnąć, wypuszczając powietrze z ust. Było po wszystkim, a ona musiała odpocząć; odstawiła na bok bębenek, zsunęła z kolan dębową laskę i opadła na plecy, kładąc się na pokrytej śniegiem trawie. Nic tak nie pomagało wrócić do świata żywych jak kontakt z naturą, jak dotyk czegoś realnego.
   Kanen'tókon nie został odesłany. Lubił pojawiać się w świecie, do którego kiedyś należał. Chciał, jak wszystkie duchy, choć przez chwilę poczuć, że znowu żyje. Ukoić tęsknotę za tym, co utracił. To dlatego złośliwe duchy, przepełnione negatywnymi emocjami, czujące żal i nienawiść, opętywały żywych. Aby znów żyć, nawet w cudzym ciele. Szamanka wiedziała o tej tęsknocie i dawała szanse lisowi na jej ukojenie.
   Chłodny, zimowy wiatr poruszył konarami drzew, podrywając drobinki śniegu.

~*~
   Dwa monolityczne kamienie, nieco wyższe od przeciętnego człowieka, oznaczały wejście do wioski plemienia Tellan’Oxa; pokryte runami i wijącymi się plecionkami, symbolizowały bramę. Wyciosane z jednego bloku kamienia, stylizowane przedstawienia wilków i niedźwiedzi, ustawione na monolitach, pełniły funkcję odstraszającą zło, chroniąc wioskę i jej mieszkańców. Obszar, który zamieszkiwali szamani wyznaczały mniejsze bądź większe kamienie tworzące nieregularny okrąg, wyginający się i wijący na boki.
   - Drav, patrz! Tam są namioty! - Yura rozglądał się z zaciekawieniem na boki, obracając głowę jak kura szukająca ziarna. Patrzył w prawo, w lewo, okręcał się, byleby zobaczyć jeszcze więcej.
   Przed nimi widać było wioskę złożoną z mniejszych lub większych jurt. Stawianie ich było obowiązkiem kobiet i młodych mężczyzn; oni też po ustawieniu drągów i drewnianych krat ściennych, a także krokwi dachowych, nakrywali je płótnami i skórami upolowanych zwierząt, u góry zostawiając miejsce na dymnik, dół szczelnie obkładając mieszanką ziemi i słomy. Wnętrza jurt nie miały podłogi, jedynie klepisko wyłożone matkami z suszonych traw; na środku, gdzie palono ognisko, była goła ziemia. Posłania mieszkańców znajdowały się po obu stronach wejścia, przedzielone jedynie plecionymi parawanami, zapewniającymi minimum prywatności, a i tak rodzeństwo sypiało razem. Z tyłu znajdował się maleńki kącik z umywalnią, a część przednia stanowiła miejsce wspólne, otwarte także dla gości. Wnętrza namiotów zazwyczaj był skromne; zdobiły je skóry upolowanych zwierząt, rogi i ptasie pióra; rodziny będące wyżej mogły pozwolić sobie nawet na makatki, kapy, czy wełniane dywany. Szamani plemienia mieszkali osobno, w małych, skórzanych tipi, ozdobionych motywami zwierzęcych duchów; w ich niemal pustych wnętrzach zawsze pachniało suszonymi ziołami wiszącymi na drągach. Posłanie mieli tuż przy wejściu, a ognisko służyło podtrzymywaniu ciepła i rytuałom, bowiem szamanów żywiło i ubierało plemię.
   - A tam kręcą się ludzie! I psy, i owce beczą. Słyszysz?
   - Tak, tak. - Entuzjazm dzieciaka wywoływał uśmiech na twarzy wilkołaka; zapomniał już, jak sam zachowywał się podobnie, całe lata temu.
   Ti’Ran nie było wioską szamanów, pośród dwudziestu sześciu członków, wybranych przez duchy zostało jedynie sześć osób; reszta zajmowała się myślistwem, dzieciaki zbieractwem, część kobiet tkała lub wyplatała, chłopcy doglądali owiec i kóz zamkniętych w zagrodzie, a najmniejsi królików. Starsi ciosali z drewna i kości fajki lub zwierzęce figurki. Najstarszy wiekiem uczył najmłodszych, często przekazując im także rodzinne legendy i podania.
   - Co to takiegooo? - Yura stał przed drewnianym słupem.
   - Totem. Wyobrażenie ich ducha opiekuna.
   - To niedźwiedź, Drav, najprawdziwszy niedźwiedź!
   Na centralnym miejscu wioski stał drewniany totem, czyli wizerunek pradawnego przodka Tellan’Oxa, założyciela klanu i jego opiekuna. Oznaka mistycznej więzi człowieka z praprzodkiem uznawanym za plemienne bóstwo. Ten tutaj, wyrzeźbiony w jednym kawałku drzewa, symbolicznie przedstawiał Kanati Niedźwiedzia, Szczęśliwego Myśliwego, mieszkającego ze swoją żoną Inu na najwyższym szczycie Masywu. Górną część totemu, najważniejszą, wyrzeźbiono na podobieństwo mocarnego niedźwiedzia, z uniesionymi łapami. Pod nim umieszczono głowę szopa, pierwszego szamana, a niżej znajdowały się wizerunki pomniejszych bóstw natury.
   - Rozglądaj się, może spotkasz samego wodza.
   - Naprawdę? A szamana?
   - To na pewno. Idę do jednej, chcesz ją poznać?
   - A nakarmi mnie?
   - Chodź, zobaczymy, czy ma dobry humor.
   Wiatr był dzisiaj łaskawy, a góry miłosierne; nad wioską świeciło słońce, śnieg iskrzył się w jego promieniach, a od czasu do czasu słychać było beczenie owiec i nawoływania kóz. Wysokie szczyty Masywu sięgały nieba, górując nad skalną półką, na której przycupnęło Ti’Ran.

 ~*~
   Świerki i sosny otulone śniegiem, w swym cieniu ukrywały tipi. Umocowane na drewnianych drągach płócienne pokrycie, u dołu obłożone było ziemią, aby ciepło nie uciekało; materiał zdobiły motywy roślinne i zwierzęce, malowane ochrą. Z otworu dymnego u samej góry ulatywała smużka dymu; w środku musiał płonąć ogień, niezawodny znak, że właściciel jest w domu. Wejście zakrywane przez niedźwiedzie skóry, upięto u góry, odsłaniając środek. Tipi nie posiadało podłogi, jedynie klepisko wyłożone skórami owiec i kóz. W jesiennym słońcu, które wciąż mocno świeciło, suszyły się pęczki związanych ziół, w środku poprzez wejście, widać było pióra dzikich ptaków, kościane amulety i opartą o płachtę dębowa laskę z górskim kryształem na czubku, kamieniem duszy, ozdobionym piórami kvezala, kolorowego ptaka o długich piórach, mieszkającego w tych lasach.
   Młoda kobieta siedziała na ubitym śniegu, na pieńku ściętego drzewa; jasne, niemal białe włosy upięte miała z tyłu głowy, w uszach koraliki, a pod lewym okiem niewielki plemienny tatuaż: kropki i owalne linie. Miała jasne oczy w kolorze czystego lodu i równie bladą, choć ktoś mógłby powiedzieć, że porcelanową skórę. Była niewielkiego wzrostu, drobna, ale coś w jej postawie i ruchach sprawiało, że emanowała wewnętrzną siłą. Odziana była nie jak jej plemię; miała na sobie gruby płaszcz obszyty futrem, wysokie buty wiązane na rzemienie, takie jakie widuje się u konnych jeźdźców na północy; wygodny strój świadczący też o tym, że więcej czasu spędzała poza rodzinną wioską. Płaszcz spinała broszka w kształcie lisa. Szamanka. Zraniona uzdrowicielka. Tarun'ara.
   - Przyciągasz spojrzenia, Yura.
   Obcy w wiosce zawsze wzbudza ciekawość, przyciąga spojrzenia, zwłaszcza najmniejszych mieszkańców, którzy siedzieli w krzakach i plotkowali między sobą w języku plemienia. Kilkulatki i starszaki, wszystkie przyglądały się obcemu. Dzieciaki paplały między sobą, niektóre o coś się sprzeczały, wskazując twarz wędrowca, inne piszczały radośnie.
   - Rzadko miewamy tutaj gości, zwłaszcza o tej porze roku, kiedy przełęcze są zasypane - Silva zakręciła glinianym kubkiem, mieszając osiadłe na dnie suszki owoców. Yura siedział obok, na ściętym pieńku, a zaraz przy nim przycupnął wilkołak, zajadający się suszonym, mocno solonym mięsem; właśnie grzebał paluchem w buzi, bo mu między dwa zęby wlazło włókno i nie chciało za nic wyjść.
   - Przybyłem znad Nikłej. Szedłem do wioski plemienia Tirawa i zgubiłem drogę w zamieci.
   - Plemię Łuk Nieba? - Szamanka wyglądała na zaskoczoną - Oni mieszkają po drugiej stronie gór, nad wybrzeżem. Zboczyłeś z traktu bardziej, niż ci się wydaje. Nadłożyłeś drogi. Pokażę ci potem na mapach.
   - Macie też mapy? - Teraz to Yura wyglądał na zaskoczonego; w jego plemieniu tylko wódz i szaman potrafili pisać. Byli rybakami znad Nikłej, łowcami z lasów; nie uprawiali ziemi, nie hodowali zwierząt. Wszystko czego potrzebowali, dawał im las i rzeka.
   - Dostali je od ludzi z Bramy Pustyni. - Wisielec wygrzebał w końcu włókno z zębów, popił solidnym łykiem wody i otarł usta rękawem, wystawiając twarz do słońca; wilkołaki jak koty, lubiły wygrzewać się w ciepłych promieniach. - Oddali najlepszego barana i kozicę.
   - Nasi myśliwi je uzupełnili, teraz to są dobre mapy.
   Kudłacz parsknął, ale został potraktowany zimnym spojrzeniem, po czym całkiem zignorowany. Był postęp, przynajmniej nie oberwał dębową laską po łepetynie, więc stary guz mógł się wygoić. Drav miał teorię, po prostu oswoił szamankę, przynajmniej troszeczkę. Silva też miała teorię, według której to ona oswoiła wilkołaka. I każde wiedziało lepiej.
   - Ale ja nie umiem czytać… - Yura posmutniał; nie miał też śmiałości, by poprosić szamankę o pomoc. Był tutaj obcy, nikogo nie znał, nie czuł w sobie siły, by jeszcze czegoś od plemienia chcieć. - Zgubię drogę.
   - Dzieciaku, pójdę z tobą, jeśli będzie trzeba. - Wilkołak pacnął go w plecy - Nic się nie martw, odpoczywaj. Pomartwisz się na szlaku. Teraz idziemy jeść!
   - Wilkołaki naprawdę mają wilczy apetyt…
   - Yura dobrze gada. - Tutaj Drav spojrzał na szamankę, wskazując paluchem na chłopaka. - Podobno zna się na ziołach. Opowiadał mi.
   - Letni Wiatr wraca jutro. - Przynajmniej z tego, co Silva słyszała. - Jeśli chcesz spotkać się z naszym zielarzem, chętnie cię przyjmie.
   - Mogę. Lubię zioła, a to może się przydać wiosce. - Chłopiec nie leczył swoich braci i sióstr z plemienia, pomagał ich uzdrowicielowi przy każdym chorym, uczył się i chłonął wiedzę, ale wciąż nie miał odwagi, by samemu leczyć.
   - Koniec paplania. - Klaśnięcie w ręce Wisielca było niezawodnym znakiem, że należy przestać się smucić. Tym bardziej, że dzieciak spuścił nos na kwintę, zupełnie tak, jakby sobie o czymś przypomniał, o czymś takim, czego wolałby nie pamiętać.
   - Niebo ciemnieje. - Wzrok szamanki powędrował w górę; też wyczuła wiszący nad Yurą smutek. - Wódz będzie czekał w jurcie. Jest ciekaw nowinek ze świata. Chodźcie.

                            
                                                                                                                   c.d.n.

_____________________________
Dziękuję, pani recenzent <3
Akcja w części II, tu wprowadzenie.

4 komentarze:

Szept pisze...

[I co ja mam ci tu powiedzieć? Jak wiesz, czytałam. Jak wiesz, nie ma za co. Jak wiesz, polecam się na przyszłość...
Jak wiesz, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i TEN opis :D
Jak wiesz, mniej akcji, wprowadzenie, sporo szamanów, lubię Yurę i jego dziecięcą naiwność i ciekawość świata.
I ty mówisz, że dialogi sztywne, ciekawe gdzie! I ty mówisz, że postaciom czegoś brakuje, no, chyba ja jestem ślepa. No i te opisy. Matko.

P.S. Nie daję gwarancji 100% poprawności, wiesz?]

Olżunia pisze...

Kocham scenę, w której Silva odsyła duszę. <3 I muzyka mi się z nią zgrała idealnie [link]. Z szamanów są naprawdę porządni shinigami - musiałam. xD A skoro już o Bleachu, to w mojej głowie Silva ma głos Rukii, tylko trochę niższy i spokojniejszy. Ciekawa jestem, jak to się ma do autorskiej wizji. :D
"Rozglądał się z zaciekawieniem na boki, obracając głowę jak kura szukająca ziarna." - padłam, to jest jedno z najlepszych porównań ever. I... i tu nagle opis wioski. I się orientuję, że nie mogę się zdecydować, który kawałek opowiadania mi się najbardziej podoba, bo wszystkie mi się podobają. Ej.
"[...] ognisko służyło podtrzymywaniu ciepła i rytuałom, bowiem szamanów żywiło i ubierało plemię." - tu się pogubiłam i nie ogarnęłam, o co chodzi z tym ubieraniem. O co chodzi, Babciu Sowo? *musi wiedzieć*
A za opisy jest foch. Bo na bank tam byłaś, widziałaś to wszystko i MNIE NIE ZABRAŁAŚ.
I to, że potrafisz cały czas na nowo opisywać swoje postacie. Jak.
"Wilkołak parsknął, ale został potraktowany zimnym spojrzeniem, po czym całkiem zignorowany. Był postęp, przynajmniej nie oberwał dębową laską po łepetynie, więc stary guz mógł się wygoić. Drav miał teorię, po prostu oswoił szamankę, przynajmniej troszeczkę. Silva też miała teorię, według której to ona oswoiła wilkołaka. I każde wiedziało lepiej." Umarłam, proszę mnie nie zmartwychwstawać, poleżę sobie trochę.
Ej. Poza paroma przecinkami nie mam się do czego przyczepić. Chcem wincyj. A na razie łap pośladki: <3

Silva pisze...

Szept ciiii, ty zawsze wiesz lepiej niż ja w wiedzy przecinkowo-kropkowej, której ja nie ogarniam :D TEN opis... mam go w głowie i czytam nawet internety, by było wiarygodnie.

Aedówko kocham twoje komentarze, rozwalające całkowicie system i mnie przy okazji :D
Shinigami... dobre określenie, bo przecież chodzi o to samo nie? Chcesz ciekawostkę? Pewnie, że chcesz! *i tak powie*. Szamani, czy nawet shinigami, jeden pieron tylko inna kultura, to taki psuchopomp? U słowian to były np. wróble czy Weles, a u koczowniczych np. konie składane do grobów. U Greków to Hermes i Charon, u wikingów to walkirie, u Egipcjan to Anubis. Miały jeden cel: przeprowadzić duszę na drugą stronę. Jak szamani w społecznościach plemiennych... #wiedzatakbardzonieużyteczna
Głos... Nigdy nie porównywałam głosów mojej trójki do anime, ale... Nie, to na pewno nie jest głos Rukii; jej głos był dla mnie zawsze cholernie męski, więc no nie xD Wolałabym ich nie porównywać do anime, bo ich głosy w głowie mi brzmią po swojemu ;p
Z żywieniem i ubieraniem... Szaman, który funkcjonuje w wiosce sam na siebie nie zarabia w sensie pracy i dostawania monet. Jedzenie daje mu plemię, któremu służy i ubrania też daje mu plemię, tak samo jak plemię stawia mu tipi.
"A za opisy jest foch. Bo na bank tam byłaś, widziałaś to wszystko i MNIE NIE ZABRAŁAŚ." - rozwalasz i system i mnie. Nie wolno rozkładać Babci Sowy na łopatki.
Zwój zmartwychwstania! *świst i gwizd i blask i huk i głos wołający: zmartwychwstań!* niiie możesz tak bezproduktywnie leżeć.
Chcesz więcej duetu? To masz, z wątku z Eliasem.
- Masz trochę więcej sierści, a od razu robią z ciebie pupila.
- Zapchlonego kundla - sprostowała szamanka.
- Wilkołaka! - sprostował w tym samym momencie Drav.
- Trochę chłodno traktujesz e... Chłopaka, narzeczonego? Albo cokolwiek was tam łączy.
- Tego śmierdzącego jak mokry pies powsinogę, co wącha tyłki? - Silva prychnęła, machnąwszy ręką - To tylko kula u nogi.
- Ta baba, co jej lód płynie w żyłach, a serce ma zamrożone? - Drav prychnął nieco głośniej, spoglądając na Eliasa - To tylko sopel, co do mnie przymarzł.

Olżunia pisze...

A wiesz, że musiałam wygooglować psychopompa? :D Jasne, że chcę ciekawostki, dziękuję za ciekawostkę. I pamiętaj, #przydasię. Jak #szyszko. xD
Ok, to będę musiała zrobić wyjątek w swoim psychopatycznym dążeniu do obdarzania wszystkich postaci niskimi głosami. Tak jakoś zawsze wychodzi. xD (A teraz wchodzą Barwy Biedy: "Jesteś głęboko zaburzonym człowiekiem, ale nie oceniam cię, bo to by było nie po chrześcijańsku.")
Ok, teraz ogarniam z tymi szamanami... hey, how cool is that?!
*zmartwychwstaje* *czyta fragment* Ok, warto było. :D

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair