Przewodnik

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Dodaj do WTP Spis kodów
Spis opowiadań
Kiedyś przyjdzie mi za to wszystko zapłacić... Weselicho, czyli tańcz, jedz i chędoż za darmochę! Oszukać czas. Oszukać przeznaczenie. Oszukać... siebie. Baśń o wolności: Preludium Świątynia Ażubora (1) Wszystkiego krówkowego! (okolicznościowa, krótkie opowiadanie "Motyw przewodni - Prezent". Ta dam, pamiętaliśmy! I - Wezwanie pomocy: alchemio, przybywaj! Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem. Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. Niedopowiedziane historie Wendigo i Driada Szczurzy dzień (autor: Szept, Silva) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Elias) Sen i niespodzianki (autor: Elias) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Elias) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Elias) Kruki (autor: Elias) Cienie i Starsze Dusze (autor: Elias) Zawsze jest kolejna tajemnica (autor: Silva) Zło Kor'hu Dull (autor: Elias) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Elias) Królewiec (autor: Elias) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Elias) Akceptacja (autor: Elias) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Elias) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Elias) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Elias) Krąg tajemnic (autor: Elias) Jack (autor: Elias) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Elias) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Elias) Nie ma sensu szukać guza. Chyba, że jest się najemnikiem (autor: Silva) Sól (autor: Aed) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Opus Magnum I (autor: Iskra) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

   Bagna Cebra, cholernie wielki placek wody, otaczający góry olbrzymów; trudno tu określić pogodę, przez gęste chmury nad głową, które ponoć tworzą się przez wypuszczające dym i parę szczeliny, pod którymi tli się ogień. Olbrzymy utrzymują, że ten żar, to pozostałość po bitwie stoczonej ze smokami w dawnych wiekach, ogień, który się nie wypali. Trudno tu odnaleźć pewną ścieżkę, twarde oparcie dla stóp. I do tego wszędobylskie komary, wszelkie owady i zwierzęta, których lepiej nie spotykać, bo jak ugryzą to zeżrą całą rękę, czy nogę.
   - Na równinie jest krąg. - najemnik i uzdrowicielka póki co nie zostali zjedzeni - Taki magiczny. Chroni ludzi i ciągle się odnawia, nie wiadomo jak. Podobno robi to upadły mag, który próbuje odkupić swoje winy - najemnik kichnął, wysmarkał gdzieś na bok, bo mu do nosa mucha wleciała - Kicham przy nim jak przy naszej magiczce. Przydaje się. Dotrzyj do równiny, a będziesz bezpieczna. Nocą te bagniska to kurewskie miejsce - Brzeszczot najwyraźniej, całkiem nieświadomie, zaczął uczyć uzdrowicielkę, jak sobie radzić w terenie. - To dobre miejsce dla łowców potworów. Chciałem kiedyś takim zostać.
   – Jak mi jeszcze zaczniesz opowiadać, jakie potwory można tu spotkać, to przysięgam, zrzucę cię z siodła i jadę dalej sama. – Akurat. Jeśli istniały trzy rodzaje prawdy, to wypowiedziane przed chwilą zdanie można było określić jako ten ostatni. Bez Darrusa nie ruszyłaby się ani na krok, czekając, aż otrząśnie się po upadku i wdrapie na siwka. Sama stawić czoło bagnom? Nie było mowy. Lecieć do jakiegoś magicznego kręgu, akurat po to, by coś ją zżarło, zanim przekroczy jego linię? Kolejne nie ma mowy. Ani przypuszczała, jak bardzo może jej się przydać ta wiedza, jak głupio robi, traktując słowa najemnika po macoszemu. Wkrótce miała się przekonać.
   - Co mam opowiadać, sama se zobaczysz, jak dziwka Fortuna nas pokarze. Jeszcze niech nas ta kobyła poniesie, bo się komara przestraszy, to już w ogóle wdepniemy w... bagno.
   – A byle komar nie spłoszyłby tej kobyły. Jest tak opanowana, że nawet nie próbuje cię zrzucić. Ani mnie. – A to, zdaniem Heiany, był idealny miernik narowistości wierzchowca. Tolerował na swoim grzbiecie Darrusa to znaczy, że musiało być coś z nim nie tak. Z koniem, nie z Darrusem. – Nie musisz mnie traktować jak dziecko, bo dzieckiem nie jestem. Pewnie jestem starsza od ciebie, panie półelfie, więc… Co to było? – mało brakowało, a jak to małe dziecko uczepiłaby się szyi najemnika, zrzucając ich oboje z siwka. 
   Tym razem jednak był to tylko komar. Wyjątkowo duży, ale jednak tylko komar.
   - Ugryzł cię komar. Bogowie, czy w tej waszej puszczy dzikusów nie macie komarów? Komar cię nie zje - najemnik westchnął, dochodząc do wniosku, że gdyby uzdrowicielki nie znał, nigdy by nie powiedział, że magiczka jest jej rodziną. Krew z krwi, więzy rodowe? Bogowie, jedna pchała paluch między drzwi z premedytacją, a druga te drzwi obchodziła dookoła, nadkładając drogi. - Nie mogłabyś zabijać potworów - stało się też tak, że Brzeszczot spotykając na swojej drodze ludzi, których spotkał, sam nie został łowcą. Czasami tego żałował, czasami dziękował Losowi za to, co ma. Jako najemnik też zdarza mu się polować na bestie, ale nie jest w tym tak dobry i biegły jak szkoleni do tego zajęcia latami łowcy. Darowi ostatnio za dobrze wychodziło zabijanie ludzi.
   – Terukowie nie są dzikusami, obrażasz ich. Najlepszy w tym dowód, że nie chcieli cię wpuścić do swych sadyb – oświadczyła uzdrowicielka, a gdyby mogła, to by w tej chwili zabiła Darrusa wzrokiem. Tak obrażać jej przyjaciół. Zdaje się, że jedynie część wypowiedzi odnośnie Teruków przedarła się do świadomości uzdrowicielki. Część poświęconą potworom wolała pominąć mniej lub bardziej dyplomatycznym milczeniem. – A ty nie mówiłbyś czegoś, o czym nie masz pojęcia. Czy ty wiesz, jaką chorobę może sprowadzić jedno ugryzienie? Gorączka, dreszcze, wymioty i bóle głowy, halucynacje i światłowstręt, w końcu senność, śpiączka i śmierć. Co z ciebie za ignorant, że nie masz pojęcia o takich podstawach leczniczych? – Uzdrowicielka była oburzona. Jak Szept mogła nie uświadomić najemnika o takim niebezpieczeństwie?
   No to się najemnik nieco obruszył.
   - Za to ty kłapiesz dziobem, jakbyś wiedziała, jak to kurwa jest być pierdolonym mieszańcem - Dar zeskoczył z siwka. Ścieżyna, którą dreptał konik była na tyle szeroka i stabilna, że mógł iść przodem, trzymając wodze. Dookoła rosły karłowate drzewka pozbawione liści, za to uzbrojone w kolce, powykrzywiane i wypaczone; korzenie zagłębione były w wodzie, ponad nią wystawały tylko gałęzie w większości żywe i ruchliwe, łapiące pożywienie, z którego wysysały soki. Ścieżek było tu wiele, ale zdawało się, że najemnik wie, gdzie i kiedy ma skręcić, omijając boczne odnóżki prowadzące w większości na manowce lub w paszcze ukrytych pod powierzchnią wody potworów.
   – Wyrażaj się – zganiła go, ale gdyby spojrzał na jej twarz, zobaczyłby, że jest nieco poruszona wybuchem. W przeciwieństwie do Szept, która robiła chyba wszystko, by nie dało się w niej czytać jak w otwartej księdze, Heiana była inna. Choćby w tej chwili, urażona, zaskoczona wybuchem, z cieniem żalu za piętno mieszańca, jakie ciążyło na Darze i jakie, wiedziała, na pewno nie było łatwe do noszenia. Zwłaszcza wśród elfów. Chociaż, czy ludzie byli lepsi? I te ich zmienne nastroje, te wybuchy gniewu… elfy nie bywały tak prędkie w działaniu. Ale do Heiany zaczynało już docierać, że najemnika tak łatwo nie zmieni, że był kim był, nie zrobi z niego elfa. I tak było najlepiej.
   Siwek zastrzygł nerwowo uszami.
   - Spokojnie, to tylko szum wiatru - Brzeszczot poklepał uspokajająco konika po łbie i poprowadził go prawą ścieżyną; krajobraz właściwie się nie zmieniał, dlatego na bagnach Cebra łatwo dało się zgubić. Był jednak sposób, aby utrzymać właściwą ścieżkę. - Nie da się tutaj kierować gwiazdami - nieba nawet nie było widać; zasłaniała je gęsta mgła wisząca nad bagnami - Ja kieruję się słuchem. Dolina jest dziwna. Wiatr wpada do niej z czterech stron, przez cztery przejścia, których należy szukać, by tu wejść lub wyjść. Reszta dróg niesie śmierć. Każde wejście brzmi inaczej, kiedy prześlizguje się przez nie wiatr - wybuch najemnika szybko minął, ale w jego wykonaniu było to tylko zwykłe, całkiem ludzkie odpyskowanie podyktowane przez nerwy. Konika prowadził pewnie, ale były momenty, kiedy musiał zastanowić się chwilę, gdzie iść. - Na bagnach wszystko jest zmienne. Jeżeli nie ma się pewności, gdzie iść, lepiej zaczekać i upewnić się.
   – Mówiłeś, że zatrzymamy się za bagnami – zaczęła ostrożnie uzdrowicielka, widząc, że Brzeszczotowi najwyraźniej wraca humor. Podczas wędrówki na bagnach wolała zdać się na niego. Wiedział, co robi. Poza tym, ona nie znosiła bagien. Wystarczające powody. – Daleko jeszcze?
   - Na bagnach, dokładnie pośrodku, potem będzie trzeba przejść ścieżką do zachodniej bramy i wydostaniemy się już poza nie - wyjaśnił dokładniej, prowadząc siwka, zamilknąwszy na dłuższą chwilę. Wyraźnie coś go trapiło, coś gryzło, aż w końcu wsadził męską dumę w buty i powiedział - Przepraszam. Za tamto. Nie powinienem był.
   Szept by w tej chwili podrażniła męską dumę i udała, że nie dosłyszała słów Darrusa. Heiana, daleka od aż takiej złośliwości w stosunku do najemnika, wzięła jego słowa za dobrą monetę i nie chciała drążyć już przykrego tematu. Dla nich obu.
   – Nie przejmuj się, każdemu się zdarza. A nerwy niejedno robią z ludźmi. Z elfami też. I półelfami – A ponieważ wydało jej się, że niepotrzebnie znów zboczyła na temat pochodzenia i czystości krwi, poszukała jakiegoś zamiennika, pierwszego, co przyszło jej do głowy. – Czemu nie zostałeś łowcą potworów tylko najemnikiem? – Desperackie, ale pierwsze, co przyszło jej na myśl.
   To było tak dawno temu, że mieszaniec prawie zapomniał, dlaczego stał się tym, kim był teraz. Miał wtedy jakieś siedemnaście lat i właśnie opuszczał Sorena po pięciu latach u niego, aby poznać wielki świat; wciąż z mlekiem pod nosem, z marzeniami i nadziejami ruszał na podój Królewca, wielkiej stolicy pełnej cudów. Do dziś pamiętał dzień, kiedy pierwszy raz odwiedził stołeczne miasto, mając ledwie czternaście lat. Zdawało się, że było to tak dawno temu, a minęło ledwie trzynaście wiosen.
   - Po odejściu od Sorena musiałem coś robić. Nie nadawałem się na kowala, nie miałem w sobie potrzebnej cierpliwości i umiejętności - bliznę po rozgrzanym pręcie, który wymsknął mu się z rąk do dzisiaj miał na łydce - Staruszek nauczył mnie wszystkiego, co sam wiedział. Byłem młody i głupi. Chciałem się wykazać. Pokazać, że coś potrafię. Że jestem lepszy. Cóż... - nie tłumaczył się, każdy kiedyś uległ młodości i tej niezachwianej pewności, że może zwojować świat - Pomyślałem, że łowca potworów to dobre zajęcie. Ale stało się jakoś tak, że zostałem najemnikiem. Spotkałem ludzi, którzy pokazali mi drogę najemnego miecza. Miał na imię Charkot. I od niego wszystko się zaczęło. - najemnik opowiedział uzdrowicielce jak to zupełnym przypadkiem spotkał na swojej drodze starego i zaprawionego w boju najemnika. Charkot był niecodzienny. Był inny. Nie uważał sobie za najemnika, on był najemnym mieczem. Ostrzem służącym innym za właściwą cenę. Opowiedział elfce wszystko. Aż dziw brał, że potrafi tyle gadać. Opowiedział o tym, jak łowcy potworów przestali mu imponować, jak pokochał najemników i jak jedna decyzja sprawiła, że został tym, kim był dzisiaj.
   Przez cały ten wywód uzdrowicielka milczała, nie szukając zastępczych tematów. Może wyobrażała sobie Darrusa jako szczeniaka, młodzieniaszka, co to wszędzie swoje ciekawe łapki wepchnie? Może zastanawiała się, jak potoczyłyby się ich losy, gdyby został kowalem czy łowcą potworów, nie zaś najemnikiem? Nie spotkałby Szept, tym samym zaś nie spotkałby jej… Na tym etapie Heiana wolała nie zagłębiać się w temat. Jak to, bez boskich pośladków, bez Darrusa, bez jego czasem grubiańskich uwag i typowo ludzkiego zachowania? Bez kichania przez magię, niechęci do natury i działania przyrody, niezrozumienia… Nie może być!
   - Cieszę się, że nie zostałeś łowcą.
   Brzeszczot słysząc te słowa zarumienił się po czubki okrągłych uszu, a kolorem jego twarz przypominała barwę włosów. Bogowie, czuł się jak dzierlatka porywana w zamtuzie. Cholera, przy kurtyzanach się nie rumienił, nawet nie zawstydzał, ale... Zerknął na elfkę. Z nimi było tylko chędożenie, a z uzdrowicielką... Pokręcił głową.
   - Szept by powiedziała, że lepszy ze mnie najemnik niż kowal i łowca. A potem by dodała, że nie, to wcale nie był komplement.
   – A potem by dodała, że z trzech fatalnych możliwości wybrałeś tą, gdzie zrobisz najmniejszą krzywdę otoczeniu. I sobie – Heiana zaśmiała się cicho. Ona też dobrze znała swoją kuzynkę i wiedziała, że tak naprawdę nieważne, co Szept powie i jak to będzie złośliwe. Dużo ważniejsze było, co zrobi. Szept nie lubiła przyznawać się zbyt głośno do uczuć i tego, jak bardzo jej na kimś zależy. Może dlatego, że ci zazwyczaj znikali, gdy elfka zdążyła się do nich przyzwyczaić, może dlatego, że nie lubiła się nazbyt odsłaniać i basta. – Cóż, to był komplement. Gdybyś został łowcą, pewnie byśmy się nie spotkali… ani nie spotkałbyś Szept – dodała pośpiesznie, bo jednak coś miała wspólnego z kuzynką. W końcu, kto tam wie, co myślał najemnik o związku z elfką czystej krwi. On przecież słowem nie wspomniał o jakimkolwiek związku, on ją tylko pocałował. Raz. Adrenalina, niepokój i te sprawy, a do tego… opowieści Szept, nie do końca dyskretne, o zamtuzie w Królewcu i Darze.
   Będzie trzeba Szept pociągnąć za język, jak tylko ją znajdą. Bo przecież Dara nie zapyta. Zapyta? Nie, nie zapyta i basta. Nie. Nie. Nie ma mowy. Na Asuryana, na Aszarę, na Ishę, na… własną główkę. – To prawda? Szept mówiła o Róży i o kurtyzanach, że zawsze tam chodzisz… – zapytała. Trzeba było dać w zastaw coś mniej cennego niż głowę i głównych bogów.
   W pierwszej chwili Brzeszczot pomyślał, że się przesłyszał. Heiana nie mogła zapytać o burdel! Ona w ogóle znała takie słowo? I wiedziała, co się tam robi? Dar siłą powstrzymał się, aby nie walnąć dłonią w czoło; przecież uzdrowicielka nie była dzieckiem. Ale skąd, do cholery, takie pytanie? Aż idąc ścieżyną potknął się i gdyby nie wodze, byłby walnął nosem w błoto.
   Cholera. Psia jego mać. Dupa. Kurwa. Właśnie, kurwa... Kurtyzany. Co on niby miał jej powiedzieć? I czemu, na złośliwych bogów, czuł się nieswojo? Jak jej odpowie, że owszem chadza, to się elfka weźmie i obrazi. Jak powie, że nie, to skłamie jej w żywe oczy. Tak źle i tak niedobrze, ja pierdole... Ta, z pierdolenia to on nie wiedział, jak ma się teraz wytłumaczyć.
   Przestań się robić czerwony. Przestań. Natychmiast. Nie bądź czerwony!
   Jak to się stało, że nagle z głupiej opowieści o jego dziecięcych wyborach i szalonym Charkocie przeszli na chędożenie? Najemnik na początku czuł się nieswojo, teraz poczuł złość, bo co to uzdrowicielkę obchodziło. Zaraz jednak był bezradny, jak kocię dopiero co urodzone. I co on ma jej odpowiedzieć?
   Wredna długoucho, zamorduję cię. Szept jej powiedziała. Magiczka, psia ją mać. Po cholerę paplała długim jęzorkiem, że chadza po burdelach? O takich rzeczach nie mówi się głośno, zwłaszcza takich spraw nie wyjawia się osobą, które ktoś...
   - A co, mam sam ze sobą? Muszę dbać o dłonie. Albo z kozą jak jakiś krasnolud? To wole z babami.
Brzeszczot walnął najgłupszą rzecz w swoim całym życ... Nie, najgłupszą rzecz odkąd są na bagnach. Z tego wszystkiego sam nie wiedział, co odpowiedzieć, więc palnął to, co mu ślina na język przyniosła, co w sumie prawdą było. - Przecież nie chodzi się do burdelu, bo się te dziwki kocha - burknął, jakby chciał się usprawiedliwić. Szedł do zamtuzu, załatwiał co miał załatwić i wychodził, płacąc czasami zdecydowanie za dużo. Normalna sprawa. W zasadzie Różę odwiedził jeszcze przed śmiercią dziadka. Potem nie było czasu, a i ogon Rady był wyjątkowo uparty.
   – Nie wiem. JA nie chodzę do burdelu. Jesteś wulgarny i… Zapomnij, nie było pytania – obrażony ton elfki mógł sugerować, w jakim jest nastroju. No, ale przecież nie miała prawa rzucać mu wymówek, nic nie było, nawet… Heiana, nie dbając o to, że Dar idzie tuż obok i prowadzi siwka, popędziła nieco konika, mając nadzieję, że najemnik nie będzie drążył tematu, bo jak będzie, to jej spokój ducha diabli wezmę i mu… No co mu? Wolała nie wiedzieć.
   Heiana poczerwieniała z zażenowania i pożałowała, że zapytała. Trzeba było… Nie wiedziała, co. Jak szukał baby, to niech sobie ciąga kurtyzany za sobą w podróż, a nie do niej… ale ale… On jej przecież nic nie obiecywał. Kurtyzany też przecież… Heiana poczerwieniała jeszcze bardziej na myśl o tym, co Darrus może robić z kurtyzanami.
   Darrus zaś poczerwieniał jeszcze bardziej przez myśl o tym, że to samo, co robi z kurtyzanami mógłby robić z uzdrowicielką; i to nie za pieniądze, a ze względu na...
   - Szept musiała zrobić to specjalnie - burknął najemnik, chcąc jakoś załagodzić sytuację, jakoś ją okiełznać i zejść z krępującego tematu kurtyzan i pierdolenia. - Wredna magiczka. Wyrwę jej język.
   – Jakoś nie twierdzisz, że jej słowa były kłamstwem. Jeśli zapytałam, chwali się jej, że powiedziała prawdę – obrażona Heiana nie zauważyła, że tym samym się zdradza. W końcu, zdanie wyjaśniało, że Szept nie rzuciła tego sama z siebie, a Heiana musiała pytać. Tylko co ją obchodziły kurtyzany? Może to nie o nie, a o krnąbrnego najemnika tak niecierpliwie wypytywała?
   Co nie zmienia faktu, że magiczka bardzo lubiła być wredną.
   - Bo powiedziała. Co dziwnego w tym, że chłop chodzi do burdelu. Baby teraz szukają obeznanych, psia je mać - burknął pod nosem, ale pytanie zawisło w powietrzu i najwyraźniej uzdrowicielka go nie dosłyszała. Urażona, popędziła do przodu siwka, nie zamierzając odzywać się więcej do Darrusa. Jadąc zaś na przedzie, jako pierwsza mogła zobaczyć równinę Sal'mall, pomniejszy cel w ich podróży, przystanek dla odpoczynku i nabrania sił przed dalszą drogą.
   Pośród bagien, mokradeł i mokrej, grząskiej ziemi, pod kłębiastą mgłą przykrywającą niebo, wśród mlecznych oparów, znajdowała się równina pokryta zielenią. Pośród karłowatych, wypaczonych drzew i krzewów, zieleń liści oraz zdrowe pnie zdawały się być dziwne, jakby nienaturalne, obce. Rosły na brzegu, przy strumieniu otaczającym równinę. Za nimi rosły wysokie trawy, gdzie pośrodku znajdował się kamienny krąg, z kamieniami naznaczonymi słowami mocy, słowami tworzenia. We wnętrzu chronionym czarami było miejsce na popas. Do równiny prowadził chylący się ku upadkowi mostek, drewniany. Wokoło panowała cisza. Cisza jeszcze głębsza niż na bagnach. Tu nie było zwierząt, tylko magiczny krąg i podróżnicy. Niewielkie to było miejsce, ale bezpieczne. Zważywszy zaś na to, że przez całą drogę nie spotkali niczego groźniejszego od komara, odpoczynek w chronionym miejscu był wyjątkowo pożądany.
   Przekroczywszy krąg z kamieni naznaczonych słowami mocy, najemnik westchnął. Widać było, że jest odprężony, czujny, ale jednak w pewien sposób spokojny. Siwek też zdawał się być obojętny na wszystko poza soczystą trawą.
   - Odpoczniemy i ruszymy dalej. Nie wychodź poza krąg, bo coś cię porwie - może i brzmiało to jak żart, jednak najemnik był całkowicie poważny. Poza kręgiem magia nie działała, a stwory bagien czyhały na głupców, którzy postawią nogę poza nim. - Nazbieram drewna - ciekawe tylko gdzie na bagnach można znaleźć suche, nadające się do spalenia drewno, które nie będzie dymić, bo mokre. Wychodząc poza krąg, bo w nim nie było nic, najemnik oddalił się od uzdrowicielki. Co chwila odganiał znad głowy natrętne komary, a kiedy zobaczył obiecujący krzaczek i już chciał się po gałązki schylić, kiedy koło ucha zaczęły latać mu owady. Denerwujące, brzęczące, natrętne, głośne. Słuch Dara był czuły, a że przez to podatny na magię opartą na muzyce, na śpiew magiczny, teraz także uległ bzyczeniu, nie słysząc niczego innego.
   Nie wychodź poza krąg. Heiana nie zamierzała ignorować tego ostrzeżenia. Darrus mógł być nadętym bufonem, głupim, myślącym tylko w jednych kategoriach samcem, który ośmielił się twierdzić, że wie, czego szukają „baby”, ale był też obeznanym z niebezpieczeństwami najemnikiem i podróżnikiem. W końcu, wędrówki z Szept nie zabiły go, przynajmniej do tej pory, a to mogło świadczyć o poziomie najemnikowego miecza i sile ramienia. Uzdrowicielka, kichając co chwila, próbowała rozsiodłać siwka. Skostniałe z zimna ręce nie ułatwiały tego zadania, kichanie tylko pogarszało jej nastrój, a dodatkowo siwek co chwila odsuwał się do niej jak od trędowatej. Siodło było ciężkie, popręg mocno zaciągnięty, a ona nie wiedziała, od czego zacząć. Niech sobie nosi siodło, głupie zwierzę, jak nie potrafi docenić elfich starań, pomyślała Heiana, ocierając cieknący nos. Jak wróci najemnik, to się zajmie i koniem i ogniskiem. Robota w sam raz dla chodzącego do burdelu chłopa. Niech się pieprzy… w sumie, to właśnie robił, niekoniecznie w tej chwili, ale w burdelu… Wściekła Heiana cisnęła niewielkim kamyczkiem w ciemność.
   Nieobecność Darrusa przedłużała się i Heianie przymknęło się oko. Kiedy zaś je otworzyła, zmarznięta jeszcze bardziej niż wcześniej, z bolącą od niewygodnej pozycji szyją, odkryła, że siwek zniknął. Toż teraz to Dar ją… nawet konia, starej szkapy, upilnować nie umie! Niepomna na ostrzeżenie, chcąc udowodnić i jemu i sobie, że radzić sobie potrafi, przekroczyła magiczny krąg. Nic się nie stało. Nic jej nie porwało. Zachęcona swoim małym zwycięstwem, ruszyła dalej, początkowo w ciszy, nie wiedząc, jak nawoływać konia. Cip cip? To było na ptaki. Taś? Nie, to chyba na kaczki. Miała cmokać? Czując się jak głupia idiotka, spróbowała, odpowiedziała jej jednak cisza. Powtórzyła ten dźwięk jeszcze kilkakrotnie. Nadal nic.
   – Głupia szkapo, chodź tutaj, bo cię coś zeżre! – krzyknęła, rozeźlona. Coś poruszyło się tuż za nią, spróbowała się odwrócić…
   Z ciemności doszło strachliwe rżenie konia. A w miejscu, gdzie stała jeszcze przed chwilą uzdrowicielka, teraz ziała pustka.

2 komentarze:

Dýr pisze...

[ Przyznam się, że przez jakiś czas zastanawiałem się czy jestem upoważniony do komentarza, wszak nie czytałem poprzednich części. Mimo tego, zauważyłem parę rzeczy w tekście, do których można się przyczepić.
W co bardziej dłuższych zdaniach, zwłaszcza tych, w których opisujesz otoczenie, zaczynasz się gubić. Najczęściej to tam zdarzają Ci się wszelakiej maści powtórzenia i błędy w konstrukcji zdania. Tego samego tyczy się interpunkcja, ale spoko, ja też mam z nią ogromne problemy, zwłaszcza gdy trzeba stawiać przecinki na wyczucie.
No i oczywiście logika czynności, coś jak strategia i wiarygodność wydarzeń, do czego uwielbiam się przyklejać. Wędrowanie przez bagna już z luźno idącym koniem jest nie lada wyzwaniem a co dopiero gdy dociąża się zwierzę dwoma jeźdźcami. Grunt jest podmokły i niestabilny, stanowczo nie sprzyja wędrówce konno, i wręcz może zwierzęciu zaszkodzić (z obciążeniem w postaci dwóch jeźdźców). I o ile dobrze zrozumiałem w tekście panuje noc. Kto o zdrowych zmysłach wędruje nocą po bagnach, na których ponoć żyją potwory?
O ile narracja i dialogi są zabawne, tak pod koniec tekstu kompletnie nie czuję napięcia, i zgrozy wywołanej nagłym pierdyknięciem elfki w nicość. No.. to chyba byłoby tyle ode mnie. Mam nadzieję, że niczym nie uraziłem, i że zanadto nie wybiegłem do przodu ze swoją śmiałością, skoro poprzednich części nie czytałem. ]

Rivarn/Ravenhir

Lusieeek pisze...

Proponujemy sojusz :)
[internetowy-spis.blogspot.com]

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Szukaj




˅ ^
+ postacie
Rinne Lasair